Ostatnia niedziela (14 stycznia) - to był naprawdę zadziwiający dzień. Pisiorom złość dupkę ściska, że nie są w stanie wyzwolić w ludziach tyle radości, wzajemnego szacunku i miłości do bliźniego swego. Pisiory mogą jedynie zwołać zastępy ponurych łysoli, pełnych nienawiści i żądzy przemocy. Jurek Owsiak we wczorajszych Faktach TVN24 potwierdził, że polskie ambasady totalnie olały  Orkiestrę.  Pracownicy ambasady w Pekinie spotykali się z jej wolontariuszami potajemnie. I tylko Max (z Wałbrzycha ) naiwnie wierzy, że pojawiająca się w Necie informacja o „tajnym” piśmie skierowanym z polskiego MSZ do polskich placówek dyplomatycznych na świecie, zakazującym im jakiegokolwiek promowania Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, to jedynie taka „fake news”, bo MSZ stwierdziło, że żadnego takiego polecenia nie było. Niektórym wygodniej się żyje w takim błogim przeświadczeniu, że niewygodna prawda, to właśnie tylko „fake news”.

* * *

Ciekawi mnie, kiedy wreszcie do świadomości rodaków przebije się zapomniana prawda o czasach Służby Zdrowia w okresie PRL, kiedy to cały personel medyczny opłacany był z budżetu państwa, tak jak m.in. funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania, prokuratorzy i sędziowie, nauczyciele. Nie funkcjonowały żadne organa pośrednie, takie kie jak obecnie NFZ, które jedynie generują straty, bo stanowią tylko i wyłącznie urzędniczą narośl, nie mającą z leczeniem nic wspólnego. Państwo decydowało o tym jakie stawki na jakich stanowiskach przysługiwały medycznemu personelowi (tzw. taryfikatory obejmujące wykształcenie, staż pracy, pełniona funkcję itp.), państwo płaciło za media, a zakupiony sprzęt był wykorzystywany wtedy, kiedy było to niezbędne i nikomu nie przychodziło do głowy liczyć ile kosztuje (wirtualnie) godzina pracy danego urządzenia. Państwo kupowało sprzęt medyczny i płaciło lekarzom, ponieważ służba zdrowia miała jedyny cel, czyli leczenie obywateli. A nie, tak jak obecnie, wypracowywanie zysków, przez co człowiek zszedł na bardzo daleki plan, oddając miejsce pieniądzom.

* * *

Piszę o tym pod wrażeniem wczorajszych informacji o sytuacji w szpitalu miejskim w Kluczborku, gdzie w całym obiekcie została jedynie jedna osoba – ordynator szpitala, który jeszcze stara się pomoc, chociażby tylko w minimalnym zakresie. Starosta powiatu kluczborskiego oferuje miesięczne wynagrodzenie w wysokości od 11 do 16 tyś. (70 zł/h), plus dodatki za dyżury oraz mieszkanie, ale nikt się nie zgłasza, a jeden który to uczynił, zażądał 140 zł za godzinę. Taka sama sytuacja jest w odległym o 20 km Oleśnie. Dochodzi do tego, że karetki pogotowia przywożą chorych i potrzebujących nagłej pomocy do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego i pozostawiają pacjenta samego sobie, bo na SOR nie ma lekarzy. Rodziny zawałowców mogą od razu zamawiać trumny. Tak nigdy w Polsce jeszcze nie było. Nie lubię spiskowych teorii, ale zaczynam podejrzewać, że być może chodzi o to, aby ten dobrze wyposażony i odremontowany szpital zamknąć, by po jego upadku za marne grosze ktoś mógł go kupić i otworzyć szpital prywatny dla bogatych.

* * *

Niekiedy zastanawiam się, czy polska klasa polityczna (od lewa do prawa) zna system kanadyjski, w którym studia medyczne są płatne, a ci których na nie nie jest stać, podpisują z państwem umowę pożyczki (opłata za naukę), którą później, jako lekarze muszą spłacać przez 10 – 15 lat. W tym czasie muszą pracować w państwowej służbie zdrowia, a po zwróceniu tego, co im państwowo pożyczyło, mogą sobie prowadzić prywatne praktyki. Dlaczego podobnego rozwiązania nie można zaprowadzić w Polsce? Tego nie wiem i to mnie trochę drażni.

* * *

Obwieszczenie o zgłaszaniu sędziów-kandydatów na członków nowej KRS marszałek Sejmu opublikował 4 stycznia. Do tej pory jednak żadne kandydatury nie wpłynęły do Sejmu - informuje "Rzeczpospolita". Raduje się serce moje, ale wiem, że tylko na krótko niestety, bo jak w każdej społeczności, tak i w tej, czarne owce nie są raczej wyjątkiem.

Napisz komentarz (1 Komentarz)

   W rządzie premiera Morawieckiego mamy 22 ministrów i 106 ich zastępców. W rządzie Leszka Millera było 15 ministrów i 60 zastępców. To dowód na to, że dobra zmiana realizuje swe zapowiedzi o tak zwanym tanim państwie, bo przecież ministrów mogłoby być np. 60, a zastępców 300. A co, rządzenie to przecież niełatwa rzecz.

* * *

Na zaprzysiężeniu staro-nowego rządu PZPR (Prezesa Zarządu Partii Rządzącej) A. Duda znów wyskoczył przed szereg, chcąc zapewne pokazać PZPR, że i on chce grać na rządowych skrzypcach. Dlatego tez zaproponował członkom tego rządu, aby z każdymi problemami przybiegali do niego, a on postara się im pomóc. Ciekawe czy zostało to uzgodnione z PZPR, chociaż ja odnoszę wrażenie, że nie, bo PZPR nie znosi, aby ktoś się w jego sprawy nosa wtykał. Nie po to A. Dudę namaszczał na wykonawce jego woli, ale wygląda na to, iż Duda uwierzył w swe zdolności do kierowania tym, co się w kraju dzieje.

* * *

Rekonstrukcja rządu pokazała też, że opozycja miała rację żądając usunięcia nieudolnych i szkodzących interesom państwa i jego obywateli ministrów, ponieważ wszystkim wskazanym PZPR dał kopa. Fakt, że po jakimś czasie, ale przecież nie mógł pokazać, że opozycji ustępuje. Wszak nie interes państwa był tu ważny, a interes rządzącego, czyli PZPR.

* * *

Mariusz zwany „Płaszczakiem” rzucony został na wojsko, co dowodzi, że rządzić (bo nie kierować) potrafi wszystkim. I chociaż przez policjantów uważany był za postać komiczną, a przez opozycję za niezbyt sprawnego intelektualnie, to do rządzenia wojskiem będzie nadawał się akuratnie. Dużo zapewne nie zmieni, bo będzie to zależało jakie PZPR wyda mu dyspozycje, ale emerytowani wojskowi mogą być pewni, że prace nad ustawą represyjną (emerytalną) wobec byłych żołnierzy Wojska Polskiego z czasów PRL dostaną przyspieszenia, jak F-16 na dopalaczu.

* * *

Policjanci nie mogą się cieszyć z tego, co ich po zmianie ministerialnego szefa czekać będzie. Minister Brudziński to inny typ człowieka. Gościu o bardzo silnej osobowości, intelektualnie bardzo wydolny, ale też pamiętliwy i cyniczny jak mało kto, no i zakochany bez pamięci w PZPR. Obywatele winni wiedzieć przede wszystkim, że nowy policyjny capo di tutti capi znany jest tez z tego, że nie odpuszcza wszystkim tym, którzy chociażby nawet nie świadomie nastąpili na jego eleganckie kamasze. Wiedzę fachową posiada, bo w czasach szkolnych trzy miesiące przesiedział w areszcie pod zarzutem dokonywania rozbojów, z czego wprawdzie sąd go uniewinnił, ale jak organy ścigania działają chyba doskonale zapamiętał.

* * *

Łukasz Szumowski, który księcia pana zastąpił na stanowisku ministra zdrowia, jest jednym z 4 tysięcy lekarzy, którzy podpisali Deklarację Wiary, przez co widać, że w Ministerstwie Zdrowia niewiele się zmieni. A o prawie do aborcji i programie In Vitro kobiety powinny zapomnieć.

* * *

Szkoda tylko minister Anny Streżyńskiej od cyfryzacji, jedynej kompetentnej i sprawnej minister w rządzie administrowanym przez „Becię Broszkę”, którą PZPR wyrzucił ponieważ miała konkretny plan i nie zgadzała się na różne głupkowate pomysły rodzące się w główkach podwładnych PZPR.

* * *

Henryk Kowalczyk wiele nie zmieni, bo podziela poglądy pogromcy polskich drzew, a zwłaszcza Puszczy Białowieskiej i choć na ochronie środowiska zna się w takim samym stopniu jak Zbigniew Ziobro na medycynie, to jednak wiernie stał u boki Szyszko podczas wielu spędów mających na celu mordowanie leśnej i polnej zwierzyny. Oczywiście nie stał bezczynnie, bo lufa grzała mu się niesamowicie za każdym razem.

* * *

No i Antoni, znawca lotniczych katastrof. Nie uchroniła go jego podkomisja, która jest już tuż tuż od odkrycia dowodów na to, iż Lecha Kaczyńskiego zamordował Putin do spółki z Tuskiem. Widać, że i PZPR miał go serdecznie dosyć za to, iż polską (i tak słabiutką) armię całkowicie położył na łopatki, bo mu się zamarzyli chłopaczkowie latający z karabinami po lesie, których mógłby często odwiedzać i oglądać ich wytężone torsy, kiedy w karnym ordynku staliby przed nim na baczność. Nie zginie. Jest posłem, więc solidną kasiorę i tak co miesiąc za nic nierobienie dostanie. A mi się marzy jedynie, że może w nerwach PZPR zaszkodzi.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Właśnie skończyłem czytać książkę Janusza Rolickiego „Nieznośny urok PRL” i mam problem, jak ją ocenić. Janusz Rolicki, znany dziennikarz, niespełniony polityk (PZPR, SLD, Samoobrona RP), napisał swego czasu kilka książek poświęconych Edwardowi Gierkowi, co było efektem wielogodzinnych rozmów, jakie przeprowadził z byłym I sekretarzem KC PZPR. Dzięki tym rozmowom, ale także i dokumentom, jakie mu E. Gierek pokazał, mógł zajrzeć za kulisy wielkiej „gierkowskiej dekady” lat 1970-1980, która zapoczątkowała wielki skok gospodarczy PRL, lecz także niestety i późniejsze kłopoty ekonomiczne, jakie były nieuchronnym następstwem zaciągniętych na Zachodzie kredytów dolarowych, których nieuchronna spłata wisiała nad Polską, ale przede wszystkim nad PZPR, jak miecz Damoklesa. „Nieznośny urok PRL” to powieść z tak zwanym kluczem, w której część bohaterów występuje pod swoim prawdziwym nazwiskiem (Edward i Stanisława Gierek, Piotr. Jaroszewicz, Breżniew, Gromyko), przy czym pozostali pod zmienionymi nazwiskami. Jednakże dla dociekliwego czytelnika, łatwymi do rozszyfrowania.

Nie mam zamiaru opisywać całej fabuły, ponieważ książkę czyta się dobrze, chociaż odnosi się ona do wydarzeń raczej powszechnie znanych. Mnie spodobała się narracja, która w bardzo przystępny, bo zrozumiały praktycznie dla każdego, wyjaśnia dlaczego E. Gierek podejmował takie, a nie inne decyzje i kto oraz z jakich powodów przeszkadzał mu skutecznie, aby mógł Polskę skutecznie wyprowadzić z ekonomicznego i politycznego dołka.

Po jej przeczytaniu zupełnie innym okiem spojrzałem na czerwcowe podwyżki cen żywności w 1976 roku, które doprowadziły do kolejnego buntu tak zwanej wielkoprzemysłowej klasy robotniczej i ku mojemu zdumieniu dowiedziałem się, z jakich to prawdziwych powodów PZPR z tego pomysłu się wycofała. Bo Gierek uczynił tak pod wpływem cynicznej groźby Breżniewa i Gromyki, że jeżeli podwyżki zostaną wprowadzone w życie, to ZSRR zakręci kurki wszelkich dostaw ropy naftowej i innych surowców, bez których polska gospodarka z miejsca padłaby jak przysłowiowy pies Pluto. Groźba taka padła podczas wielkiego spotkania przywódców bratnich państw stowarzyszonych w Układzie Warszawskim i RWPG w Berlinie w 1976 roku.

Jednym słowem w obronie robotników z Gdańska i Radomia stanął tow. Leonid, co skutecznie załamało polską gospodarką z tego prostego powodu, że nie byliśmy w stanie zwiększyć naszego eksportu za dewizy na Zachód, ponieważ niskie ceny niesamowicie zwiększały popyt wewnętrzny, co ogałacało rynek z praktycznie wszystkich towarów. A to z kolei powodowało wielkie niezadowolenie klasy robotniczej, która zmuszona była stać w kolejkach. I nikt się jakoś nie przejmował tym, że tylko dewizami mogliśmy nasze kredyty spłacać, a tow. Leonid Breżniew nie zgodził się, aby doprowadzić do wymienialności złotówki, która zżerał tzw. rubel transferowy.

Kiedy się tę książkę przeczyta, łatwiej będzie o zrozumienie, że wtedy w PRL nic nie było takie, jak dziś o tym sądzimy. Z drugiej jednak strona książka ta ma strasznie niezrozumiały wątek fabularny, z którym Janusz Rolicki nie potrafił dać sobie rady. I tak absolutnie nie jest wyjaśnione kto i po co potajemnie zaserwował znanej dziennikarce i telewizyjnej redaktorce, członkini Komitetu do Spraw Radia i Telewizji "Polskie Radio i Telewizja" tak zwaną pigułkę gwałtu, aby następnie umieścić w jej hotelowym łóżku asystenta tow. Gierka, gołego jak święty turecki, któremu taki sam środek zaserwowano. Zresztą i ją również ktoś rozebrał do rosołu, a działo się to podczas wspomnianej wizyty w Berlinie, albowiem dziennikarkę bez żadnego jasno wyjaśnionego przez autora powodu, umieszczono w składzie oficjalnej delegacji partyjnej. Dwie te osoby serdecznie się nie cierpiały, a mimo to na ostatnich kartach powieści znajdujemy ich w prywatnym łóżku redaktorki, która po powrocie z Berlina podjęła heroiczną decyzję zerwania wszelakich kontaktów z komuchami. Myślę, że jeżeli już autor wątek ten w powieści umieści, to powinien doprowadzić do jego całkowitego wyjaśnienia, czego jednak ku mojemu zdumieniu nie uczynił. Szkoda też, że nie wyjaśnił kulis i ewentualnego celu przygotowanej prowokacji prasowej, dotyczącej podwyżek cen planowanych przez Partię i rząd.

Natomiast do tragicznego zakończenia doprowadził trochę infantylnie przedstawiony wątek nieszczęśliwej pozamałżeńskiej miłości 60-letniego sekretarza KC PZPR, Zastępce Członka Biura Politycznego KC PZPR i jednocześnie wicepremiera rządu PRL1, do 24-letniej początkującej dziennikarki telewizyjnej, której szefową była owa wspomniana członkini polskiej delegacji do Berlina. Związek ten zakończył się dla nich tragicznie, a na jego tle Janusz Rolicki pokazał, jakie kanalie służyły w polskich służbach specjalnych. Myślę, że bardzo jednostronnie, a poza tym chyba nie bardzo się w tym wszystkim szczególnie orientował, bo miesza zakresy obowiązków służbowych i zasady hierarchii panującej w tych służbach. I dlatego – tak myślę - ten fabularny wątek znacznie poziom tej powieści obniża. Ale przeczytać warto dla jej historyczno-politycznego wątku i dlatego szczególnie ją polecam.

1. Sprawdziłem w Wikipedii i nie znalazłem żadnego wicepremiera rządu Piotra Jaroszewicza, który umarłby w 1976 roku.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Polska powoli staje się państwem policyjnym, o czym z każdym tygodniem, a na pewno miesiącem, jest coraz głośniej i coraz więcej przykładów pojawia się w obiegu medialnym. Nie jest to jeszcze coś w rodzaju terroru, bo mimo wszystko do tego wciąż dosyć daleko, ale ludzie już zaczynają się bać. Bać PiS i długich rąk Jarosława. Sam niedawno przekonałam się, że odwaga znów strasznie podrożała, a strach powoduje, że zerwaniu ulegają nawet więzy przyjaźni. Otóż jakiś czas temu spytałem się mojego przyjaciela, czy nie zechciałby podpisać listy osób wspierających projekt ustawy niwelującej pisowskie represje nałożone na funkcjonariuszy mundurowych III RP, którzy w przeszłości, chociażby tylko przez jeden dzień, byli funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa. Nie było problemu i listę podpisał wraz ze swoją życiową partnerką, albowiem wielokrotnie wyrażał swój zdecydowany sprzeciw wobec bezprawnych poczynań PiS.

Jędrek nigdy w jakimkolwiek mundurze nie chodził, ale przez lata utrzymywał kontakt zarówno ze mną, jak i naszym wspólnym (a moim drugim) przyjacielem, który – tak się złożyło – zanim został policjantem, był funkcjonariuszem SB. Noc sylwestrową, razem z Jędrkiem i jego dziewczyną, spędzaliśmy w tym samym gronie nie mającym ze służbami mundurowymi nic wspólnego i w pewnym momencie rozmowa zeszła na akcję zbierania podpisów pod projektem ustawy FSSM RP. W jej trakcie Jędrek zaczął wyrażać wątpliwość, czy słusznie uczynił podpisując się pod tą listą, co wzbudziło tylko moje zdziwienie, ale nie przywiązywałem do tego większej uwagi, a zgłaszane przez niego wątpliwości po prostu zbagatelizowałem.

Dwa dni później, pod wieczór, Jędrek wraz z partnerką pojawił się w moim domu i od razu przystąpił do tematu. Oświadczył, abym jego podpisy na liście wykreślił, a kiedy dowiedział się, że zostały już wysłane do Warszawy, zdecydowanie (i dosyć agresywnie) oświadczył, że postąpiłem nie po koleżeńsku, albowiem zmusiłem go do podpisania tej listy poparcia, przez co on teraz będzie miał kłopoty, bo ktoś zapewne będzie sprawdzał, kto te listy podpisał. I przeze mnie został narażony na groźbę utraty wszystkiego tego, czego się w życiu dorobił, ponieważ „zmusiłem go do stawania w obronie ubeków”. Tak się dosłownie wyraził. Ja skądinąd wiedziałem, że parę godzin wcześniej rozmawiał przez telefon z naszym wspólnym przyjacielem, którego zapewniał, że w razie czego on jest zawsze gotowy do udzielenia mu wszelakiej pomocy. W pierwszym momencie zacząłem sobie z niego trochę pokpiwać, że faktycznie ma się czego bać, bo zapewne jakieś pisowskie szwadrony śmierci wpadną do jego domu i będą go chcieli za ten podpis powiesić na suchej gałęzi, ale kiedy ponownie zarzucił mi, że ja jego oraz jego dziewczynę zmusiłem do złożenia podpisu, przez co od kilku dni jego ciśnienie przekracza 200 jednostek, co przy jego chorym sercu naraża go na wielkie niebezpieczeństwo, po prostu nie zdzierżyłem. W efekcie wyrzuciłem go wraz z tą jego narzeczoną za drzwi i wyraziłem nadzieję, że już się u mnie więcej nie pokaże, a po porady prawne niech biega do adwokata, bo ja nie mam zamiaru utrzymywać z nim jakichkolwiek kontaktów.

Żona, która była mimowolnym świadkiem tego żenującego wydarzenia, stwierdziła, że zachowałem się nazbyt emocjonalnie, bo w sumie taka błahostka nie powinna ważyć na naszej wieloletniej przecież przyjaźni. Ja jednak uznałem, że nie mogę przyjaźnić się z tak zwykłym tchórzem, który na dodatek zarzucił mi kłamliwie, iż go do czegoś zmusiłem, narażając jego i jego życiowe sukcesy na jakieś wielkie niebezpieczeństwo. Moje doświadczenie mówi mi, że najłatwiejsi do pozyskania w charakterze donosicieli są właśnie tacy tchórzliwi osobnicy. A ja nie chciałbym mieć w swoim otoczeniu kogoś, komu z powodu jego tchórzostwa przestałem ufać.

Napisz komentarz (8 Komentarzy)

Uwielbiam felietony prof. Bronisława Łagowskiego zamieszczane w tygodniku „Przegląd”. Czytając je, za każdym razem odnoszę nieskromne wrażenie, że Pan Profesor czyta moje myśli, ale wszystko wskazuje na to, że to co pisze, jest wyrazem tego, co myślą Polacy, nieskażeni jeszcze kaczystowskim wirusem.

Dlatego też, zamiast w sposób absolutnie niedoskonały próbować oddać to, o czym tak bardzo czytelnie pisze Profesor, wystarczy, abym jego słowa zacytował.

Przegląd nr 41 z 09.15.10.2017

ODWETOWCY

„(…) Milicjant z Katowic wyjechał do Niemiec, potrzymał obywatelstwo i dostaje emeryturę za okres służby w polskiej Milicji Obywatelskiej. Funkcjonariusze enerdowskiej straży granicznej, jeżeli nie udowodniono im strzelania do uciekinierów, otrzymują pełną emeryturę. Żołnierze, oficerowie Waffen SS, otrzymują emerytury. (...) Zredukowanie emerytur wszystkim pracownikom Służby Bezpieczeństwa do poziomu niewystarczającego na przeżycie było perfidnym skazaniem jednych na śmierć głodową, drugich na skrócenie życia. Tego typu akty tyraństwa w Polsce są możliwe niezależnie od tego, czy Trybunał Konstytucyjny istnieje i czy jest niezawisły w swoich orzeczeniach, czy wprost przeciwnie. To nie jest pierwszy ani ostatni akt bezprawia podyktowany "moralnością" odwetu, jaka panuje w partiach i innych organizacjach postsolidarnościowych, Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej nie wyłączając. Uzasadnienie, jakie dają tej ustawie politycy i dziennikarze kaczystowscy, świadczy, że na pracownikach SB i innych instytucji wymienionych w ustawie się nie skończy. Nie dla zabawy IPN sporządził spis osób pracujących na jakichkolwiek stanowiskach kierowniczych w administracji do wójtów włącznie. Rząd łączy poszukiwanie pieniędzy gdzie się da z rozkoszą zemsty na komunie. W uzasadnieniu pisze się o służbie państwo totalitarnemu.(...) Zaliczać PRL do tej samej kategorii państw co stalinowska Rosja i hitlerowskie Niemcy może tylko propagandysta, mentalny terrorysta lub człowiek żyjący w stale w nastroju złości. Autentyczny patriota powie: może PRL była państwem totalitarnym, ale było to państwo polskie. Pisowiec tego nie uzna, a nawet nie zrozumie, bo jego ojczyzną nie jest realny kraj z takim czy innym ustrojem, lecz internacjonalny antykomunizm.

* * *

A oto lista wrogów kaczyzmu: twórcy stanu wojennego, absolwenci dyplomatycznych i wojskowych radzieckich uczelni, dąbrowszczacy i żołnierze lewicowego ruchu oporu, ludzie lewicy, czyli tzw. komuna (wszyscy ci, których PiS do niej zalicza niezależnie od wyznawanych przez nich poglądów), funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa oraz funkcjonariusze służb mundurowych III RP jeżeli mieli swój epizod służbowy w czasach PRL, wywiad i kontrwywiad wojskowy i cywilny, Biuro Ochrony Rządu, sędziowie, dyplomaci z MSZ jeżeli mieli jakiś służbowy kontakt z PRL, niezależni twórcy kultury, niepokorni dziennikarze i stacje telewizyjne, członkowie ruchów obywatelskich, a szczególnie z KOD oraz panie i dziewczęta z czarnymi parasolkami, kilku niepokornych hierarchów i księży katolickich, zwolennicy in vitro i legalnej aborcji, ekolodzy walczący o Puszczę Białowieską (i nie tylko), samorządowcy i wszyscy ci, którym akurat Dobra Zmiana szczególnie się nie podoba, ateiści, rusycyści. Czyli wszelkie nocne zmory prezesa. … ufff ! A zatem policzmy się dokładnie. Może prezes ma faktycznie czego się bać?

Napisz komentarz (3 Komentarze)

Ponieważ przez jakiś czas nie miałem wolnej chwili, aby skomentować to, co się wokół mnie na świecie dzieje, nadrabiam to teraz, chociaż z opóźnieniem, a zdarzenie, które opisuję, w każdym uczciwym człowieku winno najgłębsze oburzenie i obrzydzenie. W mojej pamięci dzień 15 września 2017 roku zapisze się jako dzień hańby polskiego parlamentu, bo w dniu tym sejm przez aklamację (czyli nikt nie był przeciwny) przyjął uchwałę czczącą 75 lecie powstania Narodowych Sił Zbrojnych. Skrajnie prawicowej, faszyzującej antydemokratycznej formacji militarnej, której wiele oddziałów nie wchodziło w skład Polskiego Państwa Podziemnego, gdyż nie uznawało podporządkowania dowództwo Armii Krajowej. Wymieniona w uchwale Brygada Świętokrzyska NSZ jawnie i bezspornie współpracowała hitlerowskim Gestapo i Wehrmachtem, walcząc z partyzancką radziecką i polską (Bataliony Chłopskie, Gwardia Ludowa, a później Armia Ludowa), a następnie pod osłoną zbrodniczego Wermachtu, wycofała się do Czechosłowacji.

Bandy NSZ mają na swym koncie liczne mordy na ludności cywilnej, jak na przykład wymordowanie całej ludności ukraińskiej wioski Wierzchowiny.1 Sejm aktem tym przypieczętował ipeenowską narrację zakłamanej polityki historycznej, coraz powszechniej obecnej w polskim życiu publicznym, gloryfikującej polskie odsłony faszyzmu i nacjonalizmu.

* * *

A oto fragment założeń programowych NSZ opublikowany w periodyku tej formacji „Szaniec” w dniu 29 stycznia 1943:

W pierwszym gniewie sprzątniemy za pewne część naszych wrogów, drugie tyle wysiedliśmy. (...) Utrwaliło się w nas obecnie przekonanie, że żaden Niemiec czy Żyd, żaden Ukrainiec czy Litwin nie może przez nas być uznany za brata, że żaden nie może być pełnoprawnym obywatelem przyszłego państwa polskiego. (...) Nie łudźmy się też, że wszystkich wrogów wysiedliśmy, a zostaną tylko ci lojalni członkowie mniejszości. Nawet po drakońskich wysiedleniach zostaną w Polsce grube krocie Niemców, a kilka milionów różnego typu Rusinów, zwarta grupa zwierzęco tępych Litwinów, milion czy dwa miliony zgermanizowanych Ślązaków, Nadodrzan, Mazurów i Prusów. (...) Wszystkich nie wymordujemy i nie przepędzimy, wszystkim też nie możemy dać pod żadnym pozorem praw obywatelskich. Co więc pozostaje? (...) Musimy odrzucić bezwzględnie niedorzeczną  równość obywatelską. (...) Żydów (...) musimy się pozbyć bez wyjątku, jako elementu obcego, bezwzględnie wrogiego i nie do zasymilowana."

* * *

Członków takiej oto formacji, formacji jawnie faszystowskiej i antydemokratycznej, polski sejm uznał za kolejnych bohaterów. Hańba, hańba i jeszcze raz po trzykroć hańba. A nasi sąsiedzi, Litwini i Ukraińcy, polscy Ślązacy, a także obywatele Polski pochodzenia żydowskiego, za ten akt aklamacji będą polskim posłom zapewne wdzięczni przez długie lata.

 

1. Zbrodnia popełniona przez oddział Narodowych Sił Zbrojnych na ukraińskiej ludności wsi w dniu 6 czerwca 1945. Jej ofiarą padło 196 mieszkańców tej wsi, czyli zamordowani zostali wszyscy, od niemowlaków po starców. 23 czerwca 1945 pismo NSZ, „Szczerbiec” przyznało, iż zbrodni w Wierzchowinach dokonał oddział NSZ. Na łamach gazety stwierdzono, iż był to akt walki z „hajdamackim pasożytem”, zapowiedziano, w razie potrzeby przeprowadzenie kolejnych akcji tego rodzaju.

Napisz komentarz (5 Komentarzy)