17 marca 2017 Sąd Rejonowy w Wałbrzychu orzekł (nieprawomocnie), że Romana Gileta dopuścił się przestępstwa groźby karalnej wobec trzech radnych rady miejskiej z klubu PiS w osobach Mirosława Bartolika, Cezarego Kuriaty i Beaty Muchy.

Jednakże sąd uznając winę Romana, uznał, że nie zasługuje on, aby go za czyn ten ukarać, albowiem nie dostrzegł takiej potrzeby, co w ustnym uzasadnieniu wyroku przedstawił.

Nie zgadzam się z tym wyrokiem, albowiem według mnie sąd orzekając o winie Romana dopuścił się rażącego naruszenia prawa. Szczegółowo to uzasadnię w mojej prywatnej "apelacji", złożonej pro publico bono w formie felietonu, który 23 lutego ukaże się w najnowszym wydaniu tygodnika DB 2010.

Poniżej pełny tekst uzasadnienia wyroku spisany z nagrania dokonanego w trakcie jego ogłoszenia.

* * *

Stenogram ustnego uzasadnienia wyroku ogłoszonego na rozprawie 17.03.2017

Czyn oskarżonego polegał na tym, że w dniu 21 czerwca 2016 roku na portalu społecznościowym Facebook kierował groźby karalne zabójstwa przeciwko członkom klubu politycznego zasiadającym w radzie miejskiej Wałbrzycha, Cezaremu Kuriacie, Beacie Mucha i Mirosławowi Bartolik, których treść wzbudziła uzasadnioną obawę, że groźba zostanie spełniona.

Okoliczności czynu w niniejszej sprawie nie budzą żadnych wątpliwości, w związku jednak z tym, że z jednej strony jest to sprawa zbyt błaha, z drugiej strony jednak niezwykła, sąd odniesie się w pierwszej kolejności do kwestii zasadniczej. Otóż zarówno pan oskarżony, jak i inne osoby, które w ramach swych obowiązków zawodowych, czy też zainteresowań życiem publicznym, winni mieć świadomość jednego. To nie jest proces o wolność słowa w Polsce. Sąd w pełni - trudno, żeby było inaczej, by sąd nie szanował Konstytucji, każdy sędzia ma szanować konstytucję, każdy obywatel ma szanować konstytucję - tak więc, sąd akcentuje to, co wynika z art. 54: każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów, oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Sąd odwołuje się również do art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i Podstawowych Wolności. Sąd zwraca uwagę, że żadne z kolidujących dóbr, zarówno wolność wypowiedzi, jak i obrona dobrego imienia, nie mają charakteru pierwotnego w tym sensie, że jego ochrona ma być silniejsza od ochrony drugiego dobra. Podkreśla sąd, że to zakres ochrony dobrego imienia i ograniczenie prawa do wyrażania opinii musi (słowo niezrozumiałe) niezbędnością i formą ustawy.

Po uczynieniu tego wstępu sąd stwierdza jednak, że w tej sprawie nie chodzi o kwestię wolności słowa. o uczynieniu tego wstępu sąd stwierdza jednak, że w tej sprawie nie chodzi o kwestię wolności słowa. Oskarżony miał pełne, zapewnione mu konstytucją prawo do krytyki działania pokrzywdzonych. Krytyki, która w realiach konkretnej sprawy, zarzewia tej sprawy, była uzasadniona. Zachowanie pokrzywdzonych, którzy sprzeciwiali się nadaniu tytułu honorowego obywatela Wałbrzycha, pani Oldze Tokarczuk, rzeczywiście mogło prowadzić rozsądnie myślącą osobę do krytyki takiej postawy. Ale to, że oskarżony miał zagwarantowane prawo do krytyki takich zachowań pokrzywdzonych, nie oznacza, że miał prawo do wyrażenia tych słów, które wyraził. Te słowa nie były bowiem krytyką, ale wyrażały groźby. Pan Roman Gileta w swoich wypowiedziach wprost odwołał się do gróźb karalnych cyt. "głowy im maczetą poucinam, zamorduje tych skur...w na sesji". Te słowa stanowiły groźbę, to nie ulega dla sądu wątpliwości. Nie ulega dla sądu wątpliwości, że nie były te słowa paralelą literacką. Pan oskarżony jest twórcę, twórcy można więcej, ale w ramach swojej działalności literackiej. Tu nie cytował pan swojego wiersza. Tu nie odnosi się pan do kwestii twórczości. Zacytował pan słowa, które nie mogą być w ocenie sądu traktowane jako przenośnia literacka. Te słowa w ocenie sądu stanowią groźbę.

Powracając do kwestii stricte prawnej, to, że pan oskarżony nie wskazał w swym wpisie na Facebooku nazwisk pokrzywdzonych, również nie oznacza depenalizacji pana zachowania. Krąg osób, do których odnosiły się pana słowa, był kręgiem bardzo wąskim. Kilka osób spełniało kryteria, a mianowicie były radnymi określonego ugrupowania politycznego w radzie miasta Wałbrzycha. W ocenie sądu, z doświadczenia zarówno zawodowego, doświadczenia życiowego, w taki sposób wyrażane groźby, w taki sposób wyrażone słowa, były groźbami realnymi. Pokrzywdzeni mogli się przestraszyć tych gróźb, mogli uznać je za realne i w rzeczywistości tak je przedstawili w swoich zeznaniach, że się przestraszyli. Sąd nie ma podstaw, żeby odmówić wiarygodności zeznaniom pokrzywdzonych, co do tego, że rzeczywiście uznali groźby za realne. I teraz rzecz bardzo ważna. To, że pan Roman Gileta nie miał w rzeczywistości (zamiaru spełnienia groźby) sąd stwierdza to z całym przekonaniem. Nigdy nie chciał pan kogoś zabić. W szczególności zabić pokrzywdzonych. Nie ma to jednak znaczenia przy ocenie kwalifikacji prawnej. Sąd stwierdza, że były to słowa stanowiące groźby realne, których pokrzywdzeni się obawiali. Nie ma więc znaczenia, że pan nie chciał nikogo zabić, przy ocenie kwalifikacji prawnej, ale kategoryczne i kluczowe znaczenie przy ocenie stopnia pana winy.

Przejdzie wobec tego sąd do oceny stopnia winy, okoliczności czynu, którego dopuścił się oskarżony. Tu sąd znajduje szereg okoliczności o charakterze łagodzącym. Po pierwsze oskarżony nigdy nie był karany, jest osobą zaangażowaną społecznie, co nie budzi żadnych wątpliwości. Po drugie, co sąd już zaakcentował we wcześniejszej części tego ustnego uzasadnienia, nigdy nie miał zamiaru spełnienia tych gróźb. I wreszcie trzecia okoliczność o charakterze fundamentalnym. Otóż oskarżony już na wstępnym etapie, kiedy zdał sobie świadomości z niewłaściwości swego postępowania, przeprosił. Przeprosił w sposób szczery i nie były to przeprosiny pod kątem toczącego się postępowania karnego. Pan bezpośrednio po tym, kiedy zdał sobie sprawę z naganności swego postępowania skierował oficjalne pisemne przeprosiny na ręce przewodniczącej organu, w ramach którego pełnią swe obowiązki pokrzywdzeni. Nie może być kwestionowana forma tych przeprosin, nie może być kwestionowana kwestia tego, że były to przeprosiny szczere.

Te wszystkie okoliczności, w szczególności pana niekaralność i zaangażowanie społeczne, to że pan grożąc nie miał zamiaru realizacji tych gróźb, i to, że od początku pan szczerze przeprosił za swoje postępowanie, skutkując tym, że sąd uznając sprawstwo i winę pana oskarżonego, uznał, że nie ma potrzeby wydawania wyroku skazującego. Miarkując stopień pana winy, społecznej szkodliwości czynu, sąd zdecydował zastosowanie środka probacji, warunkowego umorzenia postępowania. Co to oznacza. Sąd uznaje pana sprawstwo i winę, natomiast nie wydaje wyroku skazującego. Nie wymierza żadnej kary, lecz warunkowo umarza postępowanie, zakreślając okres próby dwóch lat od uprawomocnienia się wyroku. Jeżeli w tym okresie oskarżony w rażący sposób naruszy porządek prawny lub popełni przestępstwo, sąd będzie miał możliwość, bądź obowiązek, podjęcia warunkowo umorzonego postępowania. W przeciwnym wypadku po upływie okresu próby, to umorzenie stanie się umorzeniem definitywnym.

Odnośnie jeszcze jednej kwestii, która jest tutaj kwestią istotną i sąd powinien wyjaśnić dlaczego nie zamieścił jednego (słowo niezrozumiałe), a mianowicie pan oskarżony i wszyscy obecni zauważyli, nie ma w wyroku orzeczenia zobowiązującego oskarżonego do przeproszenia pokrzywdzonych. Są dwa aspekty tego niezamieszczenia takiego orzeczenia. Pierwsza kwestia jest już oczywista. Oskarżony już to uczynił. Oskarżony nie czekając na wynik postępowania karnego, bezpośrednio po popełnieniu czynu, skierował oficjalne przeprosiny. Natomiast drugi aspekt to dotyczy chyba stanowiska pokrzywdzonych, którzy wyrażali na rozprawie taką oto wątpliwość, że skoro oskarżony dopuścił się tego czynu w sieci, mówiąc kolokwialnie, zawiesił to na portalu Facebook, to w taki sam sposób winien przeprosić. Sąd z takim stanowiskiem się nie zgadza. W ocenie sadu zobowiązywanie oskarżonego przez sąd do przeproszenia również w sieci, w jakimkolwiek portalu typu Facebook, mogłoby znowuż doprowadzić do eskalacji niepotrzebnych w tej sprawie komentarzy, odnośnie przeprosin, odnośnie, czy to oskarżonego, czy to pokrzywdzonych. Pokrzywdzeni otrzymali te przeprosiny w formie pisemnej i winni byli nimi usatysfakcjonowani. Nie ma tutaj potrzeby, aby dodatkowo eskalować ten konflikt, poprzez zamieszczanie tych przeprosin w Internecie.

Zaczął sąd uzasadnienie wyroku, albowiem sprawa z jednej strony jest zwyczajna, ale z drugiej strony zwyczajna nie jest, zaczął sąd od ogólnej o wolności słowa i zacytował art. 54 konstytucji RP i zakończy sąd również taką o charakterze ogólnym, dotyczącą się tylko do tej sprawy. Niniejsza sprawa, w której sąd musiał zważyć racje zarówno pana oskarżonego i państwa pokrzywdzonych, jest klasyczną sprawą, którą wyjaśnia osobom, które mają co do tego wątpliwości, po co są w Polsce niezawisłe sądy. Oczywiście każda ze stron może być z orzeczenia niezadowolona, gdyż ma do tego prawo. Ale obowiązkiem, prawem, ale przede wszystkim obowiązkiem sądu jest orzekanie zgodnie ze swoim sumieniem i zgodnie ze swoją wiedzą i doświadczeniem życiowym. Sąd przedstawił wszystkie okoliczności w sprawie i wydał wyrok w dniu dzisiejszym, kory został ogłoszony. W przeciwieństwie do jakichkolwiek organów podległych władzy wykonawczej sąd może ocenić zarówno prawa pokrzywdzonych, jak i prawa oskarżonego i wydać wyrok niezawiły w imieniu Rzeczpospolitej i właśnie po to jest niezawisłe sądownictwo, żeby wszystkie strony, czy to oskarżony, czy to pokrzywdzony, miały do tego prawo. Kierując się tymi motywami sąd wydał wyrok w dniu dzisiejszym, który został ogłoszony.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Po kilku tygodniach przerwy - z li tylko prostej ciekawości włączyłem o 10:45 kanał TVN 24, gdzie nadawano program "Kawa na ła". Jeszcze sporo przed pierwszą przerwą na reklamy, z obrzydzeniem, wyłączyłem telewizor, uznając, że tego po prostu nie da się oglądać. Szkoda czasu na najzwyklejszy w świecie magiel. Jednakowoż, aż mnie nosiło, aby to co ujrzałem i usłyszałem, chociaż w kilku słowach skomentować, co niniejszym poniżej czynię.

* * *

Konferencja prasowa nowej szefowej Trybunału Konstytucyjnego była tragicznie skandaliczna, albowiem ta pani, która z namaszczenia prezesa Jarka wykonuje funkcję przewodniczącej tego gremium, zachowywała się jak przekupka z zieleniaka, co powadze tej instytucji i tak zresztą już w niczym nie zaszkodzi. Widać było wyraźnie, że nie mogła ukryć uczucia triumfu i zadowolenia, iż taką zabawkę do ręki dostała. Faktycznie, ma powody triumfować, bo stołek jaki jej prezes ofiarował, jednocześnie chroni jej Wolfganga, który z czystego patriotyzmu w czasach PRL podpisał dobrowolne zobowiązanie szpiclowania własnego środowiska. Teraz prezes może mu naskoczyć, bo jak go Waszczykowski posunie, to paniusia w Trybunale może nieźle narozrabiać i prezes nie będzie mógł już wyrokować, co jest zgodne, a co nie z Konstytucją.

* * *

Pozostając jeszcze przy Trybunale, mogę pocieszyć rodaków, że nie ma potrzeby specjalnie się nim przejmować, ponieważ każdy wyrok, w którym orzekać będzie jeden z trzech "sędziów zastępczych" obarczony będzie nieważnością z mocy samego prawa, ponieważ ci sędziowie zostali wybrani w sposób niezgodny z Konstytucją. A więc wybór ich jest nieważny, co każdy sąd powszechny, stosujący prawo, a więc przede wszystkim Konstytucję, orzec będzie mógł. A jeżeli Ziobro tak w sądach namiesza, że sędziowie ogony podkulą, to zostaje jeszcze Trybunał Międzynarodowy w Strasburgu, któremu prezes Jarek i jego Zbyniu od prawa i sprawiedliwości, podskoczyć nie będą w stanie.

* * *

Brudziński robiący za wicemarszałka sejmu oświadczył, że cieszy go, iż do polskiego parlamentu wróci wreszcie powaga, co w istocie było kpiną w odniesieniu do konstruktywnego votum nieufności wobec rządu prezesa Jarka. Tenże wicemarszałek rozwodził się nad tym, jak to prezes Jarek i całe PiS szanuje demokrację i chroni ją przed Schetyną i jego szajką A czynią to, jak nie przymierzając za w PRL Partia chciała chronić zdobyczy socjalizmu. Nie chce mi się tego nawet specjalnie komentować, więc poprzestanę na konstatacji, że Brudziński zachowuje się jak przysłowiowy złodziej, który najgłośniej krzyczy łapać złodzieja. Takiego kabaretu jaki PiS z parlamentaryzmu zrobił, nigdy w polskim sejmie nie było. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że 1,5 roku rządów PiS jest jeszcze gorszym czasem niż 8 lat rządów PO,  które dla mnie osobiście były czasem zmarnowanym dla Polaków. Ale dla ludzi  PO czasem rwania fruktów i koszenia "kokosów".

* * *

Zresztą votum nieufności nic nie zmieni, bo PiS ma wystarczającą przewagę, aby w okopach się otrzymać jeszcze przez spory szmat czasu, ale będzie okazja publicznie wykazać, jak szkodliwy dla Polski jest rząd Jarosława Kaczyńskiego. Po za tym opozycja nie ma szans również dlatego, że absolutnie nie jest w stanie zawieść na kółku tych wszystkich personalnych swarów i wojenek podjazdowych.

* * *

Poza polskim parlamentem mocno śmieszą mie amerykańskie filmidła, gdzie nieodmienne padają rysopisy: mężczyzna, wiek 35 lat, wzrost 180 cm, włosy ciemne, biały. I już każdy jankeski policjant, jak i każdy Amerykanin, jest w stanie poszukiwanego rozpoznać. Albo: ucieka na wschód. I każdy jankeski glina już precyzyjnie wie gdzie poszukiwanego odszukać. Tak samo, jak praktycznie każdy ścigany nieodmiennie ucieka na dach, bo jak wiadomo stamtąd można "uciec jak najbliżej".

* * *

Andrzej. Duda w Pałacu Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu prowadzi nader rozbudowaną kancelarię  notarialną, której faktycznym właścicielem jest pewien zwykły poseł  PiS - gdzieś to usłyszałem, albo przeczytałem i bardzo mi się spodobała trafność tego spostrzeżenia.

* * *

Tak zwana przez polską prawicę okupacja komunistyczna przyniosła Polsce odbudowę z powojennych ruin, uprzemysłowienie itp. Natomiast okupacja kapitalistyczna zniszczyła polską  gospodarkę i zubożała ludność. Toteż nucę sobie nieraz pod nosem "gdzie te fabryki, prawdziwe takie .... Nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma. Gdzie, gdzie, no gdzie, gdzie, no gdzie!? - Jeeee ".

* * *

A od poniedziałku wracam do pisania "Zbrodni pod Narożnikiem".

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Widziałem relacje manifestacji kobiet w dniu 8 marca w TVN 24, w TV Polsat i w TVP, czyli tzw. KURWIZJI. Miałem wrażenie, że w dniu tym odbyły się jednocześnie dwie identyczne manifestacje, tyle że w jednej brało udział co najmniej kilka tysięcy wkurzonych na zwykłego posła kobiet, a w tej równoległej (rzeczywistości) były to garstki sfrustrowanych bab, z środowiska "komunistów i złodziei". Jednym słowem, aby nie owijać w bawełnę, Kurwizja udowodniła że propaganda z czasów ZSRR, w porównaniu z tym jak działa w IV RP, to mały pikuś.
Zastanawiam się,  czy oni widzów naprawdę uważają za zwykłych durni, czy tylko na razie zmierzają do tego, aby takimi ich uczynić. Zdaje się, że pisiory są tak ograniczeni, że nie są w stanie pojąć, że suweren ma dziś możliwości oglądania nie tylko Kurwizjii i TV TRWAM, ale też kilku innych stacji, które - mimo wielu wad - są jednak bardziej obiektywne, przynajmniej w operowaniu obrazem.

* * *

Wynik meczu 27:1. Jaki trener mając świadomość, że jego drużyna MUSI sromotnie przerżnąć, bo w turnieju występuje ansambl złożony z najlepszych europejskich graczy, wystawi się na ową sromotę? Wiem, że nie muszę odpowiadać, bo suweren inteligentny sam odpowiedź sobie znajdzie.

* * *

Właściwie powinienem - jako Polak i obywatel Rzeczpospolitej - czuć się zażenowany tym, co na konferencji prasowej opowiadała namaszczona na funkcje premiera Beata Szydło, a ja rżałem ze śmiechu jak koń. Naprawdę nigdy nie widziałem tak takiej tragifarsy na żywo. Namaszczona opowiadał wiec historie horrendalne, wskazujące, że nie ma zielonego pojęcia jakie zasady obowiązują w Unii Europejskiej, jaki faktyczny sens mają przepisy regulujące wybór szefa (przewodniczącego) Rady Europy, a także te dotyczące obrad szczytu UE. Amatorszczyzna w najczystszym wydaniu, wskazująca, że jedynym partnerem z którym pisowski rząd Polski mógłby nawiązać normalne relacje, jest jedynie znane już - dzięki szefowi polskiego MSZ - na całym świecie San Escobar. Ale zdaje się, nawet ten potencjalny sojusznik rządów PiS doskonale wie, że w przypadku wyboru przewodniczącego Rady Europy, zgodnie z unijnymi przepisami, kandydatury aktualnie pełniącego tę funkcję nie trzeba zgłaszać, jeżeli on sam przedstawi wolę dalszego jej pełnienia. I D. Tusk tak uczynił, a żadne inne państwo swojej kandydatury nie zgłosiło. Więc tylko ktoś naprawdę mający dyplomatyczną słomę w butach, mógł sobie wyobrazić, że ktoś nie będzie głosował na dotychczasowego przewodniczącego. Przecież tego rodzaju ustalenia trwają miesiącami i zdolny do logicznego myślenia polityk, na długo przed szczytem UE już wiedział, ze jedynym kandydatem będzie D. Tusk, więc tylko na niego można głos oddać.

* * *

Śmieszne, ale jednocześnie politycznie i intelektualnie niesamowicie naiwne było też opowiadanie, że się tego wyboru nie uzna, tak samo jak to, że nie podpisze się tzw. konkluzji szczytu przez co ustalenia przyjęte przez ten szczyt nie będą miały mocy prawnej. Namaszczona została ograna jak przedszkolak - ale zgodnie z obowiązującymi procedurami - albowiem rzeczone konkluzje zostały przedstawione jako konkluzje Przewodniczącego Rady Europy i następnie przez 27 prezydentów i premierów reprezentujących unijne państwa, przyjęty. Europa i śiat rży ze śmiechu z Polski, na szczęście utożsamianej jedynie z rządem kierowanym ponoć przez namaszczoną, a w istocie przez jednego zwykłego posła, jak mawiano wI Rzeplitej, nikczemnego wzrostu.1

* * *

Namaszczona z wielkim przejęciem ogłosiła, że ONI MAJA SIŁĘ, MY ZASADY, nie dziwota więc, że z miejsca jakiś zagraniczny dziennikarz zapytał się, co Polska pocznie z tymi zasadami, kiedy przyjdzie jej podpisywać czeki z unijnymi dotacjami. A ja się pytam, aby temat doprecyzować, czy wówczas zasady owe nakażą Namaszczonej czeki te wywalić do kosza? Zresztą w sposób dosadny, ale najbardziej zrozumiały, odpowiedział Namaszczonej prezydent Francji Holland, że WY MACIE ZASADY, ALE TO MY MAMY DOTACJE. I wszystko w temacie, bo kiedy owe czeki nadejdą, to trzeba będzie podkulić i nie czeki, ale te mityczne zasady w buty sobie wsadzić. Ale może Namaszczona postąpi tak, jak kiedyś postąpił prezydent RP Bolesław Bierut i rząd PZPR, kiedy 23 sierpnia 1953 roku zrezygnował z wojennych reparacji od Niemiec. Kwota ta na dzień dzisiejszy wynosi 6 bilionów złotych. Historia najczęściej kiedy się powtarza, powtarza się w postaci farsy.

* * *

Nigdy nie lubiłem Tuska i nie lubię go nadal, ale to dzięki PiS  ma on dziś moje poparcie, bo mimo wszystko jest on dla nas mniej niebezpieczny niż Kaczyński. Faktem jest, ze 8 lat rządów PO, w tym 7 pod jego kierownictwem, zdecydowanej większości Polaków nie przyniosły nic dobrego, a ilość afer i aferek osiągnęła niewyobrażalne szczyty. Jednakże jako przewodniczący RE nie ma on większego znaczenia dla nadawania kierunku w jakim UE będzie dążyć. On zajmuje się jedynie sprawnym organizowaniem funkcjonowania wszystkich organów UE i wychodzi mu to całkiem dobrze, stad też wynik glosowania. Jego funkcja ma dla nas w zasadzie znaczenie prestiżowe, ale jest on przede wszystkim najwyższym URZĘDNIKIEM unijnym, ale nie jest jej STERNIKIEM.

* * *

Namaszczona powiedziała też na tej nieszczęsnej konferencji w czasie szczytu, ze Unia musi pamiętać iż 60% dotacji dla Polski do UE wraca, bo z dotacji tych finansowane są inwestycje, które następnie są wykonywane przez zachodnie firmy działające na terenie Polski. No to ja się pytam kurna wasza taka owaka, a kto do tego doprowadził?  Kto zniszczył polski przemysł i polskie przedsiębiorstwa? Czy bracia Kaczyńscy nie byli wtedy u szczytu władzy?

* * *

Donald Tusk komentując wygłupy polskiego rządu powiedział: strzeż się mostów które za sobą palisz bo nie będziesz miał po czym wrócić. Znamienne słowa. Ale ONI  są zdaje się wyznawcami innego hasła: PO NAS CHOĆBY POTOP.

* * *

A wszystko wskazuje na to, że Jarosław Kaczyński i wszystek lud smoleński żyje w jakims świecie równoległym w innym całkowicie wymiarze czasoprzestrzeni.

1. Wg Słownika Języka Polskiego: mały wzrost, kurduplowatość.

Napisz komentarz (3 Komentarze)

  I znów natłok spraw oderwał mnie od komputera i wszystkie moje "literackie" plany legły w gruzach. Przez kilka dni nie napisałem ani linijki, nie nagrałem żadnego wywiadu z kolegami, którzy przeżyli takie historie, że inni mogą je tylko kinach oglądać. A ja nie chciałbym, aby to, co oni i to co ja, służąc narodowi (wtedy obowiązywała nas maksyma " W Służbie Narodu"), przeżyliśmy, jakie mieliśmy sukcesy i jakie ponieśliśmy porażki, odeszło w zapomnienie. Czas wrócić do realizacji tych planów.

* * *

Urodziłem się prawie w połowie XX wieku i z nagła uświadomiłem sobie, że nadszedł czas, kiedy do piachu idziemy z rozdzielnika.

* * *

W TVN 24 poinformowali, że do Szydło wybrała się delegacja żon górników oraz związkowców z kopalni Krupiński, aby wybłagać u niej zmianę decyzji o jej zamknięciu. Jest to wg nich potężny zakład pracy dla 2 tysięcy pracowników. Jest to najnowocześniejsza kopalnia w Polsce, a być może i w Europie, z olbrzymimi pokładami węgla, którego jednak nie wolno jej wydobywać.  A oficjalnym powodem zamknięcia jest brak zysku, co jest właśnie przez zakaz fedrowania ponoć spowodowany. Słuchając tego myślę,  że te naiwne te kobiety jadą z podarkami, chyba po to, by Szydłową (córkę górnika) przekupić|? Czy zainteresuje to (chodzi o te podarki), bo jeżeli jadą z prośbą, a wręczą jej chociażby kosz jajek, to już korupcja pełną gębą. Furda tam z korupcja. Gorsze jest to, że one sobie wyobrażają, iż Szydłowa im pomoże.  Przecież w kampanii wyborczej obiecywała z Dudą, że kiedy pisiory wygrają wybory, to ani jedna czynna kopalnia nie zostanie zamknięta. Naiwne kobiety. Szydło szybko wyjdzie z worka, który będą sobie mogły wziąć na żebry.

* * *

W Magazynie śledczym  Anita Gargas (Kurwizja Program I, środa 08.03.br.) ujawniła, że za decyzją o likwidacji kop. Krupiński stoi wielka niemiecka spółka, z którą związany jest były Minister  Markowski, minister górnictwa z czasów rządów SLD. Na terenach należących do kopalni i w jej okolicach znajdują się olbrzymie złoża węgla koksującego o najwyższych parametrach, a sama kopalnie jest najnowocześniejszą w Polsce i Europie. Jednakże zarząd kopalni zamiast drążyć szyb do pola o najlepszym węglu, znajdującego się w najbliższej odległości, zarządził drążenie szybów w kierunku odległych pól z węglem o wartości o wiele gorszej. Jednym słowem rozpoczęto realizację - w czasach rządów PO-PSL - przekrętu mającego doprowadzić do zamknięcia kopalni, a następnie kupienia jej za marne grosze przez niemiecką spółkę, która oczywiście rozpoczęłaby eksploatację tego pola, gdzie leży ten super węgiel. W trakcie realizacji reportażu "Solidarność" coś tam zaczęła robić, odwołano prezesa i następnie wiceprezesa kopalni, a delegacja żon górników pojechała do Szydłowej, aby ją uprosić o litość dla górniczych rodzin. Oczywiście Szydlowa natychmiast pomoże i kopalnie wrednym Niemcom, kapitalistycznym kanaliom, nie zostanie sprzedana. Jedno wydarzenie, dwie telewizje i całkowicie różne relacje, które sugerują różne interpretacje..

* * *

Program Sekielskiego "Teraz ja" na jakimś kanale telewizyjnym, który rzadko oglądam (TV Nowa, albo TV Wp). Niejaki Andrzej Stonoga opowiada, że przed prezydenckimi wyborami Andrzej Duda (i dwie inne osoby z nim będące) spotkał się z nim na tarasie jego mieszkania (w Warszawie) i obiecał mu ułaskawienie w zamian za załatwienie wsparcia w Internecie. Po tym jak wygrał i został prezydentem, być może chciał się z umowy wywiązać, ale Kaczyński zakazać mu tego, rugając go jak byle smarkacza. Stonoga ma na to twarde dowody, ale ujawni je tuż przed nową kampanią wyborczą, bo jego celem jest zemsta na tych ludziach. Przy okazji nie szczędził im obraźliwych określeń. Fakt że A. Duda milczy, dowodzi tego że się boi, a on tylko czeka, aby mu proces wytoczyli, to wówczas pokaże prawdziwa twarz Dudy. Szkoda, że mu Duda procesu nie wytoczy. Natomiast akta sprawy podsłuchów "od Sowy" dał mu Karski za pośrednictwem Hojarskiej. Na serwery w Chinach umieścił je znany warszawski dziennikarz. I w tym przypadku Kurski milczy jak zaklęty i do prokuratury lub sądu nie leci z krzykiem, że to ohydne pomówienie.

 

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Rano pojechałem do Wrocławia, na rozprawę apelacyjną od wyroku uniewinniającego dwóch wałbrzyskich (byłych już) wałbrzyskich policjantów oskarżonych o śmiertelne pobicie, na terenie komisariatu V, Piotra W., co miało miejsce 9 sierpnia 2013 roku. By dojechać bez większych kłopotów, wybrałem autostradę i jechało mi się znakomicie. Nie chcąc się spóźnić (rozprawa o 10:00) wyjechałem z Wałbrzycha już o 07:30, więc się specjalnie nie śpieszyłem. Wiedziałem, że będę miał sporo czas, aby znaleźć w pobliżu Energetycznej jakieś miejsce do parkowania. Do tej pory miałem szczęście i zawsze po kilkunastu minutach najwyżej, wolne miejsce w nieodległej okolicy udawało mi się dopaść. Nie wiem, jak to się stało - trasą tą jeździłem chyba setki razy - ale w pewnym momencie zwróciłem uwagę, że coś nie jest tak. Jakiś inny widok za oknami samochodu. Pewności, że przejechałem zjazd do Wrocławia, nabrałem w momencie, kiedy ujrzałem nad autostradą wiadukt na linach, czyli znajdowałem się już na "nowym" odcinku autostrady w kierunku Opola. Po zaliczeniu pierwszej bramki opłat nie miałem już złudzeń. Szukając zjazdu, dojechałem do kolejnej bramki, a dzięki temu, że obok była stacja benzynowa, udało mi się nawrócić. Po kolejnej bramce (w sumie pozbyłem się 12 zł) zjechałem wreszcie w kierunku Krzyków. Była godzinna 09:57. Nie chcąc tracić czasu na poszukiwanie wolnego miejsca w zatokach parkingowych, licząc na to, że los mi wynagrodzi ten fatalny "wypadek" na autostradzie, z ronda na Powstańców wjechałem od razu na Energetyczną. Nie pomyliłem się. Szczęście mi sprzyjało, bo ujrzałem cofający się samochód. Od razu "wskoczyłem" w zwolnione miejsce, dzięki czemu pod salą rozpraw (4 piętro, ale windy czynne) byłem o 10:12. Wyłączyłem dzwonek telefonu i wszedłem na salę. Akurat mowę kończył pierwszy z obrońców, przez co doszedłem do wniosku, że oskarżyciele chyba zrezygnowali z przemowy, ograniczając się tylko do niezbędnych w takich przypadkach formułek.

* * *

Wyrok uniewinniający został uchylony, a sędzina sprawozdawca na uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego w Świdnicy nie pozostawiła suchej nikt. Cieszyłem się w duchu bardzo, bo część uwag, jakie wygłosiła w ustnym uzasadnieniu, ja wyraziłem kilka tygodni temu w felietonie w tygodniku DB 2010, po tym, jak zapoznałem się z treścią uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego. Nie mogło być inaczej, bo sąd apelacyjny MUSIAŁ dostrzec to samo, co i ja w uzasadnieniu Sądu Okręgowego dostrzegłem, tak jak i musiałby to dostrzec każdy mający trochę oleju w głowie, znający się trochę na prawie i mający poczucie sprawiedliwości człowiek. Oczywiście to ustne uzasadnienie obejmowało też wątki, których ja nie poruszyłem, ponieważ ich nie znałem, nie mając wglądu do materiałów procesowych. To, co usłyszałem z ust sędzi sprawozdawcy, pozwoliło mi na ugruntowanie mojego przekonania o wielkiej stronniczości sądu okręgowego, który tych policjantów uniewinnił. Uniewinnił, mimo, że wszystko wskazywało na ich winę. O tym, co się konkretnie na sali sądowej działo i co zwierało ustne uzasadnienie wyroku sądu apelacyjnego, opiszę w felietonie w najbliższym numerze tygodnika DB 2010 (02.03.2017), więc zainteresowanych proszę trochę o cierpliwość. Natomiast ja sam jestem ciekaw reakcji "różnych takich", którzy mnie grubym słowem (niekiedy bardzo grubym) potraktowali, pisząc do mnie triumfalnie, abym teraz na kolanach i w zgrzebnym pokutnym worze, błagał o przebaczenie tych, których swoimi tekstami (relacjami z sali sądowej w istocie) obraziłem, bo przecież sąd ich uniewinnił. Ja, słuchając uzasadnienia wyroku sądu apelacyjnego, nie miałem - i nie mam - żadnych wątpliwości, że gdyby to ten sąd orzekał w I instancji, wyrok na 100% byłby skazujący.

* * *

W czwartek 23 lutego Andrzej Basztura przestał być komendantem wałbrzyskiej policji, a funkcję tę pełnił od 15 października 2013 roku, przejmując "buławę" od Ryszarda Błażnika, który przeszedł do KWP w Gorzowie Wlkp. Trochę tajemnicze jest to przejście na emeryturę, albowiem były już komendant ma dopiero 52 lata, a więc mógłby spokojnie jeszcze te 13 lat przepracować. Ci, którzy mnie znają, zwrócą zapewne uwagę na to, że nie napisałem "przesłużyć" i zapewne domyślą się, że nie uczyniłem tego przez przypadek. Ale mniejsza z tym, faktem bowiem jest, że odchodzi. Mniemam, że w dobrym zdrowiu, bo mowa jest o emeryturze, a nie rencie. Cóż zatem się stać mogło, że młody jeszcze (wiekiem) oficer, mający przed sobą możliwość dalszej kariery, nagle mundur policjanta zrzuca? Jego kolega i były przełożony ze świdnickiej komendy (był komendantem, a Basztura jego zastępcą) awansował wszak na zastępcę komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu, w obiegu publicznym krążą informacje o dobrych jego notowaniach nie tylko w KGP, ale i MSWIA. A tu masz ... Jeżeli zatem nie stan zdrowia jest przyczyną odejścia, to dla mnie stają się oczywiste dwie inne. Pierwsza jest taka, że Andrzej Basztura załapał się na listę tych, którzy w swoim życiorysie mają "milicyjną skazę". Wprawdzie on sam do policji wstąpił 16 listopada 1990, ale jak wiadomo Policja istnieje od 6 kwietnia tegoż roku, czyli podanie o przyjęcie złożył na pewno jeszcze za czasów istnienia Milicji Obywatelskiej. A to mogło ministra Błaszczaka mocno zaniepokoić, bo jak wiadomo, wszystkich takich "politycznie niepewnych" kazał z szeregów policji pognać het. I jeżeli był to prawdziwy powód odejścia Andrzeja Basztury, to ja osobiście wcale go nie żałuję, bo doskonale wiem, z jaką pogardą wypowiadał się on o milicjantach, także tych, którzy później (np. tak jak ja) służyli w policji. Nie znam go zbyt dobrze, bo los zrządził, że tylko kilka razy (w latach 90-tych) spotkałem się z nim osobiście, ale też miałem okazję zapoznać się (2002-2003) z kilkoma historiami, o których pisać jeszcze nie mogę. Był także "bohaterem" mojego zawiadomienia Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu i szefa MSWiA, dotyczącego mojego przekonania, że będąc komendantem miejskim w Wałbrzychu, dopuścił się czynu określonego w art. 231 kk, czyli niedopełnienia obowiązków służbowych. Śledztwo przekazano do malutkiej prokuratury w Bystrzycy Kłodzkiej, która je oczywiście umorzyła. Złożyłem - ma się rozumieć - zażalenie i Sąd Rejonowy w Wałbrzychu uznał moją argumentację i uchylił postanowienie o umorzeniu śledztwa. No cóż, prawo mamy takie, że w takiej sytuacji nie mogłem się już na kolejne umorzenie zażalić. Szkoda, że prokuratura nie dała mu możliwości dowiedzenia przed sądem faktu swej niewinności, bo moja znajomość prawa, doświadczenie nabyte w policyjnej praktyce, a także uznanie przez sąd zasadności mojego zawiadomienia, utwierdzają mnie w przekonaniu, że miałem rację. Niekiedy tylko myślę sobie, jak by ta sprawa wyglądała, gdyby to nie on, a ja, przez kilka lat mieszkałbym (całkiem niedawno) w jednym z pokoi służbowych mieszczących się w budynku bystrzyckiej prokuratury.1 Jeżeli jednak nie "milicyjna skaza" wyłączyła byłego już komendanta z policyjnych szeregów, to "cóś" innego musi być na rzeczy. Pytanie co? Ale o tym być może będę jeszcze miał okazję napisać.

1Teraz sobie przypomniałem, że pod koniec lat 80-tych XX wieku nocowałem tam z kolegami z wydziału chyba przez 3 noce w czasie kiedy zajmowaliśmy się jakimś zabójstwem w tym mieście

Napisz komentarz (7 Komentarzy)

Wczoraj oglądałem na którymś z programów powtórkę z Mazurskiej Nocy Kabaretowej i urzekł mnie pewien nadzwyczaj trafny bom mot kabaretu Łowcy Kropka B, że rosyjscy naukowcy mają rację dowodząc, że co trzecia kobieta jest tak samo przemądrzała, jak dwie poprzednie.

* * *

 Wpadłem na pomysł i kiedy widzę na ekranie mojego telewizora kogoś z PiS, wyłączam fonię. I od razu świat robi się o wiele przyjemniejszy.

* * *

Szyszko kłamie, że ustawa o wycince drzew jest projektem poselskim, kiedy wszystkie dokumenty w tej sprawie powstały w ministerstwie środowiska.  Można wyciąć drzewo na działce, ale nie można wycinać drzew w przestrzeni publicznej, bo w takim przypadku stanowią one dobro narodowe, chociażby znajdowały się na czyjejś prywatnej własności. Zwłaszcza, że w czasach III RP tysiące hektarów ziemi zostały społeczeństwo bezczelnie ukradzione, a w zasadzie ZRABOWANE.

* * *

Sztuka "Klątwa" - klecholand wydziera się, że to obraza uczuć religijnych, bo nie zdaje sobie sprawy, że do obrazy uczuć religijnych może dojść tylko wtedy, gdy obraza ma miejsce w przestrzeni, w której może znaleźć się każdy.  A na sztukę teatralną trzeba kupić sobie bilet, a więc nie każdy musi tam iść, zwłaszcza kiedy wystawiana sztuką jest mocno kontrowersyjna. Artykułów 54 i 73 Konstytucji RP1 im nie polecam, bo ONI konstytucję mają dokładnie w tym samym miejscu, GDZIE JA MAM ICH.

* * *

Macierewicz powinien mieć sprawę za wykroczenie dotyczące naruszenia przepisów ustawy Prawo o ruchu drogowym, a także zawartych w kodeksie wykroczeń, za przechodzenie przez jezdnię w miejscu niedozwolonych. Ponadto prokuratura powinna postawić mu zarzut z art. 231 kk, za przekroczenie uprawnień w zakresie wykorzystania  żołnierzy Żandarmerii Wojskowej, która w zakresie kompetencji nie ma wpisanego obowiązku ułatwiania ministrowi łamania prawa.

* * *

Uwielbiam czytać wszystko, co napisze prof. Bronisław Łagowski. Dziś rano przeczytałem jego felieton w tygodniku "Przegląd" i zaintrygował mnie szczególnie jeden jego fragment, z którym MUSZĘ się podzielić:

"Opozycja (...) Twierdzi, ze ustawa budżetowa jest nielegalna, ponieważ została uchwalona (...) przy niepełnym kworum i w niewłaściwym pomieszczeniu, przemilczając, że właściwa dla tego celu n aulę blokowała. W taki sam sposób została przyjęta ustawa "dezubekizacyjna", ale performersi i nowocześni nie mówią, że ta również jest w takim razie nielegalna. Ten nędzny akt mściwości wobec ludzi, którzy w przeważającej masie nie zrobili nic złego, należy do serii poczynań delegitymizujacych pewien okres państwa polskiego, które Platforma inspirowała, wszczynała i egzekwowała razem z kaczystami i nadal jest z tego powodu bardzo z siebie zadowolona. Trudno mi uwierzyć, ze w partii PiS nie ma ludzi, którzy by się wstydzili za ustawę wywierającą zemstę na ludziach nikomu i niczemu już nieszkodzących, w przeważającej liczbie starych i bezradnych. Tak praktykuj kaczyści swój etos bohaterstwa i patriotyzmu. Odbieranie emerytur ma być karą (jeszcze jak spóźnioną!) za "służenie państwu totalitarnemu", jakby nie zauważano po 30 latach, że "totalitaryzm" jest propagandową hiperbolą, mającą nikły związek z rzeczywistością i niedopuszczalną w języku ustawodawczym."

* * *

Tyle prof. Łagowski, a ja dodam od siebie, że zadowolona z tej ustawy Platforma i Nowoczesna, nie zauważa, że i III RP została uznana za "państwo totalitarne", albowiem emerytury są odbierane (drastycznie zmniejszane) także tym funkcjonariuszom, którzy w 1990 roku zawarli umowę z państwem, że będą mu dalej wiernie służyć, za co po uzyskaniu wieku emerytalnego, otrzymają emerytury w wysokości przez to państwo gwarantowanej.

1. Art. 54. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Art. 73. Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury.

Napisz komentarz (2 Komentarze)