Niedziela,21 maj, godz. 10:45,"Kawa na ławę"w TVN 24: któryś z posłów opozycji przypomniał jak w czasach PRL kierownictwo MSW i KGMO mataczyło w sprawie Przemyka. Bardzo gwałtownie i gniewnie zareagował na to wiceminister MSWiA, że to niedopuszczalne nadużycie, bo tamta sprawa miała charakter polityczny. Panie, - pytam się - jakie masz pan moralne i intelektualne predyspozycje, aby to stanowisko zajmować? Bo wszystko wskazuje na to, brak panu podstawowej wiedzy, a także zdolności logicznego rozumowania. B,o po pierwsze, milicjanci zatrzymali Przemyka dlatego, że nad ranem po pijaku wydzierał się na ulicy i nawet nie wiedzieli kim on jest. Po drugie, ten poseł z opozycji nie przyrównywał tych zdarzeń,  tylko działanie MSW I KG, które było tożsame do tego sprzed wielu lat.

Zatrzymanie nie było przypadkowe, twierdzi prokuratura, bo Igor Stachowiak był poszukiwany za oszustwa. Chociaż wszyscy widzieli i słyszeli że policjanci byli przekonani że zatrzymali Frontczaka, który ośmieszając ich, dzień wcześniej uciekł w kajdankach z komisariatu.

Niesamowite ale prokuratura w Poznaniu ustami swojej rzeczniczki prasowej twierdzi, że nagrania z monitoringu miejskiego (policyjnego) i kamery z paralizatora, nie mają wartości dowodowej. Nagranie pokazujące przebieg przestępstwa ze wszystkimi szczegółami nie jest dowodem? A czy ta pani jest prokuratorem? Bo mi się wydaje, że raczej sprzedawczynią pietruszki być powinna.

Kiedy zacząłem w moich felietonach na łamach DB 2010 piętnować brutalne i niezgodne z prawem zachowania się policjantów, zewsząd zaczęły docierać do mnie głosy moich zbulwersowanych wielce znajomych z policyjnego środowiska. Zarzucali mi (i zarzucają nadal), że zapomniałem, kto mi płaci i - mówiąc bardzo eufemistycznie - zanieczyszczam własne gniazdo. I nie pomagają żadne tłumaczenia, że moje pisanie ma również na celu obronę tych tysięcy uczciwych glin, którzy codziennie pełnią jakże potrzebna i jakże niebezpieczna służbę. Jednakże ci, o których piszę i których piętnuję - mniemam że to jednak wąska grupa - sami niszczą dobre imię policjantów i narażają ich na coraz większą społeczną obstrukcję. Współczuje im, ale z drugiej strony dziwię się, że tak mało sami robią, aby te wszystkie robaczywe i zgniłe jabłka ze swojego policyjnego koszyka wyrzucić. Nie wiem, czy ze strachu, czy też z obojętności wobec tego, co się wokoło nich dzieje. Bliższa koszula ciału. Muszą jednak pamiętać, że każdy kto się nie przeciwstawia tego rodzaju przestępczej działalności, sam w niej udział bierze i musi się liczyć także z odpowiedzialnością. Chociażby tylko moralną. Chociażby tylko przed społeczeństwem.

Ci, którzy o tym nie pamiętają, niech przypomną sobie (zajrzą do dokumentów i opracowań), jaką infamię funkcjonariuszom MO przyniosła sprawa Grzegorza Przemyka, a zwłaszcza zabójstwo ks. Popiełuszki. Tym ostatnim czynem do dziś obciąża się całą ówczesną milicję, chociaż my (milicjanci) nie mieliśmy z tą zbrodnią nic wspólnego i to właśnie my (milicjanci) jej sprawców ostatecznie wykryliśmy.

Mój komentarz do wydarzeń dotyczących nagłej śmierci Igora Stachowiaka można przeczytać w moim tekście zamieszczonym na tej stronie 19 maja 2016 roku. Czas pokazał, ze to ja, a nie moi oponenci, obrońcy przestępców w mundurach, miałem rację. Nie spodziewałem się jednakże, że prawda będzie tak drastyczna. Ciekawe, czy dziś zechcieliby spojrzeć mi w oczy i odszczekać wszystko to, czym mnie wtedy obdarzyli. Wątpię.

No i oczywiście, po moich ostatnich tekstach, odezwali się jacyś prymitywni trolle, a raczej jakieś totalne przygłupy, którzy wprawdzie potrafią jakoś litery składać, ale już ze zrozumieniem tekstu pisanego, mają kolosalne problemy. Nie publikuję tych bredni, bo zawierają ohydne kalumnie dotyczące nie tylko mojej osoby, ale także i moich najbliższych. Mojej rodziny. Jednak jeden z nich (tych tekstów pełnych nienawiści i kłamstw) wydał mi się bardzo znajomy i jestem przekonany, że wyszedł spod ręki pewnego ohydnego pedofila z Wałbrzycha, który być może już niedługo wyląduje w pierdlu. Życzę mu, aby został tam potraktowany tak, jak się w kryminale takich bydlaków traktuje.

Osobnik ten powtarza to, co na mój temat napisał kiedyś (na społecznościowym, już nieistniejącym, portalu Wałbrzych4you) niejaki Senkowski, który publicznie wszem i wobec, razem z niejakim Sikoniem, opowiadają o mnie niesamowite brednie i insynuacje. Nie będę do nich wracał, bo byłoby to dla nich satysfakcją, że jednak temat się ponownie przebija. Pozostanę przy jednej sprawie. Otóż jakiś czas temu wspomniany Senkowski (osobnik, który w stanie wojennym został skazany bodajże na 3 lata więzienia, ale ta wspaniałomyślna i dobrotliwa "komuna", czyli też Służba Bezpieczeństwa, pochylając się nad jego niedolą, BEZINTERESOWNIE 3/4 karu warunkowo mu umorzyła) w jednym ze swoich tekstów na tym portalu napisał, że znany byłem z tego, iż przepijałem pieniądze operacyjne, co zresztą niby wszystkim było wiadomym. Skwitowałem to krótko pytaniem, dlaczego więc nikt (nawet jak już byłem na emeryturze) tego nie zgłosił organom ścigania? Oczywiście nie oczekiwałem żadnej rozsądnej odpowiedzi, bo czegoż można oczekiwać od paszkwilantów. Pozwoliłem sobie jednak na kpinę i napisałem dalej, aby się teraz już nie trudzili, ponieważ nawet JEŻELI BYŁOBY TO PRAWDĄ, to i tak taki czyn zostałby objęty przedawnieniem, więc mogą mi nagwizdać. No i się zaczęło. Prostactwo wszelkie, durne niesamowicie, zaczęło oto kwilić, że Bartkiewicz to dopiero sukinsyn, bo nie tylko ŻE SIĘ PRZYZNAJE do złodziejstwa, to jeszcze kpi sobie z praworządności. I co z takimi durniami zrobić? Olać ich, co niniejszym czynię, a zwłaszcza tego obleśnego pedofila, który właśnie raczył bzdurę tę powtórzyć i zarzut mi uczynić.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Pan Błaszczak wreszcie obudził się z zimowego snu, gdy z TVN 24 dowiedział się, że w maju 2016 roku publicznie grzmiał, że sprawa śmierci Igora Stachowiaka na terenie Komisariatu Policji Wrocław- Śródmieście zostanie szybko wyjaśniona, a wszyscy winni pociągnięci do odpowiedzialności. Policjant, który torturował Igora, po 3 miesiącach zawieszenia, wrócił do roboty i został dzielnicowym. Pozostali współuczestnicy tych tortur przeszli do pracy w pionie kryminalnym. Natomiast komendant tego komisariatu awansował na zastępcę komendanta KMP we Wrocławiu - w czasie trwającego śledztwa.

Teraz pan Błaszczak, kiedy obejrzał to, co znajdowało się w materiałach dowodowych prokuratury i BSW KGP, kazał zwolnić tylko tego jednego osobnika noszącego policyjny mundur. A co z pięcioma pozostałymi, którzy byli wspólnikami tego haniebnego PRZESTĘPCZEGO wyczynu? Policjant ma stać na straży prawa, a więc jeżeli widzi, że ktoś - nawet jego kolega z komisariatu - dopuszcza się przestępstwa, jego obowiązkiem jest reagowanie na to. Jeżeli nie reaguje, a dalej uczestniczy, to dopuszcza się przestępstwa jako jego współuczestnik, przez co jego odpowiedzialność jest tego samego rodzaju. Aż trudno przyjąć do wiadomości, że spośród pięciu pozostałych, obecnych przy katowaniu Igora, nie znalazł się NIKT, kto zechciałby tę kaźń przerwać. A oni stali i zachęcali, a także przesłuchiwali (w łazience) katowanego człowieka. To, że przesłuchiwali i katowali go w łazience wynika z faktu, że pozostałe pomieszczenia są monitorowane, jednakże bez wątpliwości dowodzi, iż jest to stała praktyka. Ile takich lub podobnych wydarzeń ściany tej łazienki widziały.

Jest rzeczą pewną, że policjanci ci mieli wspólników, którzy usunęli zapisy z kamer wewnętrznego monitoringu najbardziej newralgicznych miejsc tego komisariatu. Zapisy takie można usunąć jedynie ze stanowiska dowodzenia, a więc bez wiedzy oficera dyżurnego uczynić tego nie można. Policja dziczeje?

A co z ich przełożonymi do szczebla komendanta wojewódzkiego, którzy BEZ WĄTPLIWOŚCI wszystkie pokazane w TVN 24 nagrania widzieli? Dzisiaj Komendant Główny wnioskował do ministra o zdjęcie ze stanowiska komendanta wojewódzkiego we Wrocławiu i to samo uczynił w stosunku do 2 zastępców (w tym niejakiego Niziołka, bohatera kilku moich felietonów) oraz komendanta miejskiego policji. A pozostali? Dlaczego nie ma informacji, że wszyscy zamieszani w tę straszliwą aferę nie zostali natychmiast zawieszeni i poddani postępowaniu dyscyplinarnemu. Przecież zgodnie z ustawą o Policji postępowanie dyscyplinarne można wszcząć niezależnie od toczącego się postępowania karnego i po stwierdzeniu niepodważalnych przecież faktów, policjantów (?) tych wywalić na zbity pysk.

Każdy kto oglądał to nagranie widzi, że Igor Stachowiak spokojnie rozmawia z policjantami, którzy go legitymują. Dał im nawet swój dowód i z ciekawością przygląda się ich poczynaniom, coś im tłumacząc. Po chwili przyjeżdża drugi radiowóz i policjanci, którzy nim przyjechali, od razu chcą chłopaka zakuć w kajdanki, chociaż nie mają do tego żadnego prawa. Ale widać albo nie znają, albo w zadku mają stosowne przepisy o zasadach i metodach stosowania przymusu bezpośredniego. Jest to przekroczenie uprawnień, a więc karalne przestępstwo. Ale nawet dzisiaj rzecznik prasowy KGP, niejaki Ciarka, wmawia, że Igor Stachowiak był pod wpływem narkotyków i dlatego jego zachowanie było tak agresywne !!!! Wstydu chłopina nie ma i gada to, co mu przełożeni gadać kazali. Bezmyślnie więc wykonuje rozkaz, tak jak ci policjanci, którzy działali na polecenie dyżurnego komisariatu. Każdy, kto oglądał, widział, że rażony prądem z paralizatora,chłopak, leży na ziemi ze skutymi z przodu rękami. Użycie paralizatora w takiej sytuacji jest przekroczeniem uprawnień, a więc karalne przestępstwo. Każdy kto to oglądał, widział i słyszał, że dyżurny ze stanowiska dowodzenia wydawał dyspozycję kogo jeszcze zatrzymać, opisując wygląd osób, które zdarzenie filmowały. Wskazuje to dowodnie, ze przebieg interwencji oglądał na monitorach, a więc widział zachowanie się chłopaka. Jednakże dyżurny ten wydaje polecenie "wyłapywania bandytów", co inni policjanci skrupulatnie wykonują. Czynią to jednak ze świadomością, że wskazani im "bandyci", czy jak ich zwali "reporterzy" nie dopuścili się żadnego czynu karalnego, bo filmowanie w przestrzeni publicznej jet legalne. Lecz mimo to w stosunku do tych osób stosowali nielegalną przemoc fizyczną i środki przymusu bezpośredniego (kajdanki), a także dopuścili się kradzieży ich prywatnych telefonów komórkowych (zapewne smartfonów). W każdym przypadku, kiedy policjant otrzymuje polecenie, którego realizacja może doprowadzić do naruszenia prawa, ma obowiązek prawo zażądać wydania takiego polecenia na piśmie. Jeżeli tego nie uczyni, dopuszcza się tego samego, co wydający polecenie, przestępstwa. I dlatego część policjantów po prostu dziczeje, bo czują się coraz bardziej bezkarni, a ci funkcjonariusze, którzy się z tym nie godzą, milczą i robią swoją robotę. Milczą, bo boją się utracić pracę, boją się tego, że zostaną brutalnie zniszczeni, przez tych, którzy uważają, iż są naprawdę bezkarni. Ale jak długo jeszcze?

Minister Błaszczak "wyrzuca" z Policji wszystkich tych funkcjonariuszy, którzy w swoich życiorysach mają chociażby epizod ze służbą w MO. Kradnie emerytury i renty tym policjantów, którzy mają w życiorysach epizody ze służbą w SB. Żaden z nich nie dopuścił się takiego bestialstwa, a jednak zostali - w różnych zakresach - ukarani. Nad policjantami z nowego zaciągu demokratycznej Polski, rozpostarto parasol ochronny, co widać po tym ile spraw prokuratura umarza, albo w ogóle nie przyjmuje do prowadzenia, mimo, że ludzie wychodzą z komisariatów obici jak ulęgałki. Widać to po tym, że przełożeni takich policjantów stają wprost na głowach, aby udowadniać, że ludzie obili się sami, albo zrobili to jacyś przestępcy. Myślę, że w tym drugim przypadku maja rację. Uczynili to przestępcy, jeno że w komisariatach.

Co zrobi minister Błaszczak? Co zrobi Komendant Główny Policji? Człowiek honoru w takiej sytuacji podałby się do dymisji, ale o tym akurat nie słychać. Dlaczego? Chyba wiem.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski podał się do dymisji (fakt, wymuszonej przez Tuska), po tym, jak w celi powiesił się (?) jeden ze sprawców porwania i zabójstwa Olewnika. W prawdziwie demokratycznych państwach jest to najzwyklejsza regułą. U nas - w III i IV RP - ludzie się do stołków przyspawają i robią wszystko, aby się nie dać od nich dospawać. A TVN 24 i tzw. opozycja sejmowa niepotrzebnie robią z tego sprawę polityczną, bo za rządów PO tacy właśnie funkcjonariusze byli równie skutecznie pod wspomnianym parasolem chronieni.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Celowo 8 i 9 maja nie pisałem nic na wielkiego zwycięstwa nad III Rzeszą i jej kapitulacji, która miała miejsce 8 maja 1945 roku. Czekałem na jakąkolwiek informacje na ten temat w telewizorni i okazało się, że TVPiS, TVN24 i TV Polsat w jednym domu stoją. Nic ... zero informacji, tak jakby II wojna światowa nie miała swego końca. Być może gdzieś w jakichś wiadomościach informacja o rocznicy zakończenie II wojny światowej temat przemknął, ale już o udziale I Armii Wojska Polskiego (idącej od wschodu) w szturmie Berlina, ani złamanego słowa. Sami się z tego zwycięstwa wypisujemy, chociaż to Stalin naszych żołnierzy z I i II Armii WP zaprosił na defiladę zwycięstwa w Moskwie. Podobna defilada jaka miała miejsce w Londynie, odbyła się bez polskiego udziału. Tak Angole (i w ogóle zachodni koalicjanci) podziękowali Polskim Siłom Zbrojnym na Zachodzie, za ich wkład w walkę z Hitlerem. Na zachodnich frontach, u boku zachodnich aliantów walczyło w sumie 240 tys. polskich żołnierzy, którzy odznaczyli się w bitwach i Narvik i Tobruk, w bitwie pod Falaise, o Monte Casino, w przełamaniu Wału Atlantyckiego, w operacji Market Garden. To polscy lotnicy ocalili Londyn. Natomiast w I i II Armii Wojska Polskiego walczyło w sumie 167 tys. żołnierzy, którzy w sporej ilości szli z Sielc, przez Lenino., Lublin, Warszawę, Kołobrzeg i Berlin. Natomiast II Armia WP składała się w większości z żołnierzy Armii Krajowej i to oni ponieśli krwawo żniwo w operacji Łużyckiej, będącej częścią operacji berlińskiej, zakończonej zdobyciem Budziszyna. Warto też dodać 100 tys. żołnierzy zbrojnego podziemia, którzy swoją cegiełkę do porażki hitlerowców położyli.

* * *

Pierwszą kapitulację Niemiec przyjął od admirała Hansa-Georga von Friedebu 4 maja 1945 roku (wydelegowanego przez następcę Hitlera, admirała Karla Dönitza), naczelny dowódca wojsk brytyjskich na froncie zachodnim, marszałek Bernard Montgomery. Akt kapitulacji dotyczył wojsk niemieckich w północno-zachodnich Niemczech, Danii i Holandii.

Drugą kapitulację przyjął naczelny aliancki dowódca, generał Dwight Eisenhower, w Reims 7 maja o godzinie 2.41 nad ranem, w obecności przedstawiciela Armii Czerwonej w naczelnym dowództwie sił alianckich generała Iwan Susłoparowa. Przewidywał on przerwanie walk 8 maja o godzinie 23.01.

Ale była też i trzecia kapitulacja, ponieważ z aktem podpisanym przez Eisenhowera nie zgodził się Stalin (i słusznie) i doprowadził do ponownego podpisania jej w dniu 8 maja 1945, co miało miejsce w byłym kasynie oficerskim szkoły saperskiej w dzielnicy Berlina Karlshorst. Poza Keitlem, jako przedstawiciele głównych rodzajów niemieckich sił zbrojnych, kapitulację podpisali von Friedeburg i generał lotnictwa Hans-Jürgen Stumpff. Jako przedstawiciel naczelnego dowództwa radzieckich sił zbrojnych w roli sygnatariusza wystąpił marszałek Gieorgij Żukow, alianci zachodni powierzyli to zadanie brytyjskiemu generałowi lotnictwa Arthurowi Tedderowi.

* * *

Różni pseudo historycy spod sztandarów IPN, niedouczeni politycy i wszelkiej maści ignorancka mierzwa, od 1989 roku bredzi o tym, jakoby dla Polski II wojna światowa zakończyła się dopiero w 1989 roku z chwilą utworzenia rządu Tadeusza Mazowieckiego. Jednak okazuje się, ze i ta data jest już kontestowana, albowiem współczesna polska bolszewia głusi, że ci co w 1989 roku przejęli władze, to tacy sami zdrajcy i kolaboranci, jak władze niegdysiejszej PRL. Jednakowoż według wspólnej POPiS-owej interpretacji historii Polska Rzeczpospolita Ludowa była terenem okupowanym, a rządzili nią renegaci i konfidenci Moskwy. Jak było naprawdę mówią fakty.

* * *

Naprawdę, to tylko w latach stalinizmu panującego w Polsce (1948-1953), była ona - jak i wszystkie państwa dawnego bloku wschodniego) absolutnie zależna od woli Stalina, jednakże z biegiem lat, rządząca w Polsce PZPR powoli radziecki gorset z siebie zrzucała. Gwałtowne przyspieszenie tego procesu miało miejsce po 1956 roku, co widać szczególnie w stosunku do polskich władz tak zwanego świata Zachodu. Jeżeli ktoś nie wierzy, niech sprawdzi, że od 1956 roku Polska, obok ZSRR, była jedynym w bloku wschodnim państwem, które było oficjalnie odwiedzane przez przywódców zachodnich mocarstw:

- 1967 - prezydent Francji Charles de Gaulle;

- 1970 - kanclerz RFN Willy Brandt;

- 1972 - prezydent USA Richard Nixon

- 1975 - prezydent USA Gerald Ford

- 1975 - prezydent Francji Giscard d' Estaing

- 1977 - kanclerz RFN Helmut Schmidt

- 1979 - prezydent USA Jimmy Carter

- 1988 - premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher

Pomijam już przywódców dziesiątek innych państw z całego świata. I pytanie - ale wyłącznie dla inteligentnych: - czy wielcy tego świata marnowaliby czas aby spotykać się z marionetkami stojącymi na czele terenów okupowanych? Czy ci wymienieni przywódcy zgłaszali się do I sekretarzy KC KPZR po zgodę na wizytę na terenach okupowanych?

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Zgodnie z zapowiedzią pojechałem wczoraj (06.05.2017)do Świdnicy na spotkanie (godz. 11:00 Klub Bolko) z europosłem SLD Januszem Zemke. Spodziewałem się, że na to spotkanie dojedzie większa grupa osób z Wałbrzycha, których POPiS-owy bolszewizm dotknął swymi - nie tylko ekonomicznymi - represjami. Niestety, poza Stanisławem Deską, Krzyśkiem Kobusińskim (którego przez zarost na twarzy w pierwszej chwili nie poznałem) i Krzyśkiem Dymalskim, poza mną z Wałbrzycha nikogo nie było. Dopisała za to reprezentacja byłych mundurowych z MON i MSW ze Świdnicy i Świebodzic. Miło było spotkać się z kilkoma dawno nie widzianymi kolegami.

Razem z Januszem Zemke, w klubie Bolko pojawili się działacze z wojewódzkiego kierownictwa SLD z Wrocławiu, z Markiem Dyduchem na czele. Byli też przedstawiciele władz samorządowych ze Świdnicy z panią prezydent Beatą Moskal-Słaniewską.

Tematem spotkania były, ogólnie rzecz biorąc, problemy związane z działalnością Sojuszy w kraju i na łonie - że tak powiem - Unii Europejskiej - ale przyszedł czas na zadawanie pytań, więc skorzystałem i jako pierwszy zadałem Januszowi Zemke pytanie, dotyczące tego, co Sojusz zamierza uczynić, aby sprawa represji ekonomicznych i politycznych w stosunku do byłych funkcjonariuszy służb mundurowych była nie tylko przedmiotem kameralnych dyskusji i różnego rodzaju petycji, ale stała się naprawdę bardzo nośnym tematem dni naszych powszednich. Co Sojusz chce uczynić, aby sprawa ta stała się tematem tak zwanej ulicy, bo wszyscy zdajemy sobie doskonale sprawę, że ta "ulica" w zdecydowanej większości wyraża stanowisko, że "dobrze im tak, bo mają za duże emerytury, kiedy inni przymierają głodem". I tylko MY wiemy, że jest to bardzo niesprawiedliwe, a jedyny, piszący o tych sprawach "Dziennik Trybuna" to za mało, bo prawicowe media tylko niechęć do mundurowych rodem z PRL, podsycają. Zwłaszcza TVPiS, TV TRWAM i TVN 24, nie wspominając o innych niszowych telewizjach. Po za mną, drugim pytającym się o ten sam problem był Wiesiek Hyży.

Odpowiadając na nasze pytania, Janusz Zemke zwrócił przede wszystkim uwagę na to, że tzw. ustawa dezubekizacyjna to nie jest tylko pomysł PiS, albowiem to Platforma w 2009 roku pierwsza zainicjowała ekonomiczne represje wobec funkcjonariuszy, którzy przed 1990 rokiem służyli w SB, zmieniając przelicznik emerytury z 2,6 % na 0,7% za każdy rok służby. PiS-owskie represje poszły dalej i współczynnik ten obniżyły (od października 2017) do 0%. I słusznie w tym miejscu Janusz Zemke zauważył, że dla kryminalistów odsiadujących kary pozbawienia wolności, współczynnik przeliczeniowy wynosi 0,3%. Te fakty mówią same za siebie.

Warte podkreślenie jest to, że te dwa akty (bezprawia - JB) prawne można uznać za przykłady prawa represyjnego, albowiem łamią konstytucyjne zakazy stosowania odpowiedzialności zbiorowej oraz naruszania praw nabytych.

W dalszej części wystąpienia Janusz Zemke realistycznie zauważył, że jak na razie, w tej sprawie siły i możliwości SLD są równe zeru, albowiem nie ma on swej reprezentacji w Sejmie. Stało się tak też i dlatego, że część byłych funkcjonariuszy służb mundurowych dała się uwieść socjalnej bajce PiS i wielce obrażona na SLD, odwróciła się od tej partii. A to SLD właśnie jako jedyna siła polityczna obecna w parlamencie była przeciwna nie tylko ustawie o IPN, CBA i ustawie dezubekizacyjnej. I także dziś, jako jedyna partia polityczna twardo stoi na stanowisku, że zarówna tamta pierwsza ustawa represyjna, jak i ta obecna, jest złamaniem Konstytucji RP, a objęci represjami nie mają co liczyć na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Z powodów wiadomych. Przypomnę tylko, że również wtedy (2010 rok) nie mieli oni co na TK liczyć, bo organ ten, pod przewodem wielkiego obrońcy prawa, praworządności i zasad konstytucyjnych, niejakiego Andrzeja Rzeplińskiego, uznał, represje i złamanie konstytucji za wyraz sprawiedliwości dziejowej. Tak wiec PiS miało swego godnego poprzednika.

Obecnie najważniejszą rzeczą jaką można uczynić, to doprowadzić do sytuacji, aby projekt ustawy obywatelskiej, znoszącej w całości "ustawę dezubekizacyjną", trafił do sejmu i stał się przedmiotem konsultacji społecznych. Bo nawet jeżeli nie zostanie (a nie zostanie) przyjęty, to w nowej kadencji sejmu (2019-2023), będzie go można z "zamrażarki" wyjąć i procedować. Rzecz w tym, że aby byli mundurowi mieli swych godnych zaufania obrońców, lewica w przyszłych wyborach musi wejść do parlamentu. A wejdzie jedynie wtedy, kiedy ci od niej odwróceni, powraca i oddadzą na nią swój głos. Wejście SLD do sejmu (i senatu) spowoduje, że żadna prawicowa partia nie uzyska samodzielnej większości i SLD może stać się "języczkiem u wagi", a wówczas - jak stwierdził Janusz Zemke - warunkiem Sojuszu - nie podlegającym dyskusji - będzie uchylenie tej ustawy represyjnej w całości.

Sojusz aktywnie wspiera prace Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych, w jej pracach zmierzających do opracowania projektu "ustawy naprawczej", ale aby mogła ona zostać wprowadzono pod obrady komisji sejmowych projekt musi uzyskać wsparcie co najmniej 100 tysięcy obywateli. I dlatego też niezbędna będzie szeroka akcja zbierania podpisów, w co powinny włączyć się wszystkie stowarzyszenia wchodzące w skład Federacji.

Na razie każdy, kto będzie dotknięty represją, po otrzymaniu nowej decyzji emerytalnej, będzie musiał wystąpić z pozwem do sądu (nie wcześniej), a Federacja wraz z prawnikami z SLD będzie ich wspierać merytoryczną pomocą prawną.

Tyle - w wielkim skrócie - o tym, co na temat pisowskich represji miał nam do powiedzenia poseł Janusz Zemke.

Napisz komentarz (7 Komentarzy)

Andrzej Duda, już na wieki, przestał być dla mnie prezydentem Polski. On jest tylko prezydentem PiS i tak będę go nazywał, bo na miano prezydenta Polski ABSOLUTNIE NIE ZASŁUGUJE. Zresztą zastanawiam się, czy nie wytoczyć mu pozwu cywilnego o naruszenie moich dóbr osobistych, a także procesu karnego, za publicznie wygłoszone przez niego słowa, w wywiadzie udzielonym TVP Historia 30 kwietnia 2017 roku.

* * *

Przeszedł wczoraj przez Warszawę wielki pochód ludzi, którzy mają serdecznie dość bolszewickiej hucpy, jaką nam do kilkunastu miesięcy rządzący serwują. Jednakże hasło, pod którym odbywała się ta manifestacja, wydaje mi się ciut przesadzone, bo mimo wszystko, nikt jeszcze w Polsce wolności nam nie odebrał i nie odbiera. Zdaję sobie sprawę, że bolszewickie siły powoli do tego zmierzają, ale póki nie opanują wszystkich centrów strzegących naszych konstytucyjnych praw, to z wolności jeszcze w pełni korzystamy. Musimy zatem walczyć nie o wolność, ale o to, aby w Polsce przede wszystkim PRAWO BYŁO PRZESTRZEGANE, bo tylko od tego, czy nasze życie będzie regulowane prawem, czy samowola rządzących, wolność nasza będzie zależeć. A widać wyraźnie, że Platforma z panem Schetyną na czele, zapomniała, jak przez 8 lat naginała prawo do własnych celów. I co najważniejsze, nie tylko politycznych. Dlatego popieram decyzję władz SLD, ze się do tej platformerskiej akcji nie przyłączyła. Lewica winna walczyć o wolność OD WYZYSKU, czym akurat pan Schetyna i Petru brzydzą się instytucjonalnie.

* * *

Lewicę mamy taką jaką jest i na razie na lepszą się nie zanosi. A więc dajmy jej szansę na to, aby mogła stworzyć silną przeciwwagę dla POPiS-owego  bolszewizmu, czyli wykorzystywania parlamentarnej większości do narzucania obywatelom systemu hołubiącego bogatych i silnych, kosztem uboższych i słabych, którzy dziś nie mają swojej parlamentarnej reprezentacji. Jak na razie jedyną siłą zdolną jeszcze skutecznie walczyć o wejście do parlamentu jest SLD, dlatego też, chociażby ze ściśniętymi szczękami, wspierajmy to ugrupowanie, w myśl zasady, że jak się nie ma co się lubi, to lubi się to, co się ma. Już raz mogliśmy się przekonać, że odwracając się od SLD i oddając glosy na PO, stworzyliśmy sytuację, że partia polityczna, na którą głos oddało niecałe 20% wszystkich uprawnionych do glosowania, zdobyła w parlamencie samodzielność i różnego rodzaju hopsztosy wyczynia, o czym w kampanii wyborczej suwerenowi nie mówiła. Stało się tak również dlatego, że to ci obrażeni na SLD umożliwili nadejście tzw. dobrej zmiany. Czy ktoś jeszcze pamięta, że w ostatniej kampanii wyborczej przestrzegałem przed tym na łamach DB 2010, apelują do sympatyków lewicy by nie zmarnowali swych kartek wyborczych i na PO nie głosowali?

* * *

W MON, według posłów PO, powstał alternatywny ośrodek decyzyjny. Panowie Berczyński, Nowaczyk i Misiewicz mieli dostęp do dokumentacji ws. zakupu śmigłowców Caracal. Posłowie PO osobiście sprawdzali dokumentację dotyczącą przetargu na te śmigłowce i to co ustalili, pokazuje, jak bardzo bolszewizm rządzących niszczy polskie państwo przez to, że żadne przepisy, żadne zasady, żadne procedury, rządzących nie obowiązują. To znaczy, obowiązują ich, ale oni mają je w swoich, coraz bardziej obrastających tłuszczem, dupskach. I niech ci nieudacznicy z PO nie opowiadają bajek, niech nie mamią ponownie obywateli, że jak bolszewię pogonią od władzy, to zrobią z nimi porządek. Przez niedawne 8 lat, kiedy rządzili i psocili sobie do woli, nie byli w stanie postawić nie tylko przed sądami, ale nawet przed Trybunałem Stanu, tych, którzy podobne do dzisiejszych brewerie wyczyniali w latach 2005 - 2007.

* * *

A zresztą ... na pohybel kmiotom wszelakim.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

   Trochę czasu opłynęło od dnia, kiedy ostatni raz coś tu napisałem. Tak się porobiło, że znów nie miałem na to czasu, bez przerwy zajmując się sprawami, które napadają mnie z dnia na dzień. Później napadło mnie wiosenne przeziębienie i groziła mi angina, ale mężnie walcząc - bez pomocy medykamentów - dałem sobie radę. I kiedy będąc już przekonany żem zdrów jak ryba, wyściubiłem na kilka tylko godzin nos poza własne mieszkanie, już po dwóch dniach poczułem, że coś znów nie jest tak. Tym razem udałem się do przychodni, gdzie dowiedziałem się, że złapałem infekcyjne zapalenie gardła. Otrzymałem receptę, ale znów postanowiłem, że będę się leczył sam, co dało ten efekt, iż zdrowy jestem, a przypisane mi antybiotyki nawet apteki nie opuściły. Na pewno organizm jest mi bardzo wdzięczny, że go tymi antybiotykami nie trułem.

* * *

Ponad połowę kwietnia i pierwszy tydzień maja spędzam w towarzystwie żony, która musiała wreszcie pójść na zaległy urlop wypoczynkowy. Z tego powodu więc bez rozwalił mi się całkowicie "tryb dzienny" i bez przerwy wydaje mi się, że jest sobotą, albo niedziela. Przez to fałszywe przekonanie nie mogę się skupić, bo w zasadzie w te dni raczej nie robię tego, co robię w ciągu tygodnia. "Na szczęście" już od poniedziałku idzie do pracy, wiec będę miał szanse powrócić w stare utarte koleiny, co rokuje, że może wreszcie ruszę z pisaniem, tego, co sobie założyłem jeszcze w ubiegłym roku. I tak fajnie żarło, póki nie zorientowałem się, że piszę w zasadzie bez planu, czyli wcześniej przygotowanej konstrukcji chronologicznej i faktograficznej. Zacząłem wszystko od nowa, ale po jakimś czasie pogubiłem się z tym, co napisałem wcześniej z tym, co napisałem obecnie. Ponownie wszystko rozłożyłem na czynniki pierwsze i od kilku dni robię porządek z całością dokumentacji. Musze ja posegregować i opisać, tak abym wiedział, co w książce umieścić, a czym sobie głowy nie zajmować. Muszę przeanalizować kilkaset stron dokumentów, a na kolejne kilkaset czekam. Bo wystąpiłem do pana prokuratora, o dopuszczenie mnie do kolejnych kilkuset stron dokumentów procesowych. Ale najważniejsze jest to, ze wreszcie mam plan nie tylko w głowie, ale i na papierze. I od tego powinienem zaczynać.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)