Uwielbiam felietony prof. Bronisława Łagowskiego zamieszczane w tygodniku „Przegląd”. Czytając je, za każdym razem odnoszę nieskromne wrażenie, że Pan Profesor czyta moje myśli, ale wszystko wskazuje na to, że to co pisze, jest wyrazem tego, co myślą Polacy, nieskażeni jeszcze kaczystowskim wirusem.

Dlatego też, zamiast w sposób absolutnie niedoskonały próbować oddać to, o czym tak bardzo czytelnie pisze Profesor, wystarczy, abym jego słowa zacytował.

Przegląd nr 41 z 09.15.10.2017

ODWETOWCY

„(…) Milicjant z Katowic wyjechał do Niemiec, potrzymał obywatelstwo i dostaje emeryturę za okres służby w polskiej Milicji Obywatelskiej. Funkcjonariusze enerdowskiej straży granicznej, jeżeli nie udowodniono im strzelania do uciekinierów, otrzymują pełną emeryturę. Żołnierze, oficerowie Waffen SS, otrzymują emerytury. (...) Zredukowanie emerytur wszystkim pracownikom Służby Bezpieczeństwa do poziomu niewystarczającego na przeżycie było perfidnym skazaniem jednych na śmierć głodową, drugich na skrócenie życia. Tego typu akty tyraństwa w Polsce są możliwe niezależnie od tego, czy Trybunał Konstytucyjny istnieje i czy jest niezawisły w swoich orzeczeniach, czy wprost przeciwnie. To nie jest pierwszy ani ostatni akt bezprawia podyktowany "moralnością" odwetu, jaka panuje w partiach i innych organizacjach postsolidarnościowych, Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej nie wyłączając. Uzasadnienie, jakie dają tej ustawie politycy i dziennikarze kaczystowscy, świadczy, że na pracownikach SB i innych instytucji wymienionych w ustawie się nie skończy. Nie dla zabawy IPN sporządził spis osób pracujących na jakichkolwiek stanowiskach kierowniczych w administracji do wójtów włącznie. Rząd łączy poszukiwanie pieniędzy gdzie się da z rozkoszą zemsty na komunie. W uzasadnieniu pisze się o służbie państwo totalitarnemu.(...) Zaliczać PRL do tej samej kategorii państw co stalinowska Rosja i hitlerowskie Niemcy może tylko propagandysta, mentalny terrorysta lub człowiek żyjący w stale w nastroju złości. Autentyczny patriota powie: może PRL była państwem totalitarnym, ale było to państwo polskie. Pisowiec tego nie uzna, a nawet nie zrozumie, bo jego ojczyzną nie jest realny kraj z takim czy innym ustrojem, lecz internacjonalny antykomunizm.

* * *

A oto lista wrogów kaczyzmu: twórcy stanu wojennego, absolwenci dyplomatycznych i wojskowych radzieckich uczelni, dąbrowszczacy i żołnierze lewicowego ruchu oporu, ludzie lewicy, czyli tzw. komuna (wszyscy ci, których PiS do niej zalicza niezależnie od wyznawanych przez nich poglądów), funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa oraz funkcjonariusze służb mundurowych III RP jeżeli mieli swój epizod służbowy w czasach PRL, wywiad i kontrwywiad wojskowy i cywilny, Biuro Ochrony Rządu, sędziowie, dyplomaci z MSZ jeżeli mieli jakiś służbowy kontakt z PRL, niezależni twórcy kultury, niepokorni dziennikarze i stacje telewizyjne, członkowie ruchów obywatelskich, a szczególnie z KOD oraz panie i dziewczęta z czarnymi parasolkami, kilku niepokornych hierarchów i księży katolickich, zwolennicy in vitro i legalnej aborcji, ekolodzy walczący o Puszczę Białowieską (i nie tylko), samorządowcy i wszyscy ci, którym akurat Dobra Zmiana szczególnie się nie podoba, ateiści, rusycyści. Czyli wszelkie nocne zmory prezesa. … ufff ! A zatem policzmy się dokładnie. Może prezes ma faktycznie czego się bać?

Napisz komentarz (3 Komentarze)

Ponieważ przez jakiś czas nie miałem wolnej chwili, aby skomentować to, co się wokół mnie na świecie dzieje, nadrabiam to teraz, chociaż z opóźnieniem, a zdarzenie, które opisuję, w każdym uczciwym człowieku winno najgłębsze oburzenie i obrzydzenie. W mojej pamięci dzień 15 września 2017 roku zapisze się jako dzień hańby polskiego parlamentu, bo w dniu tym sejm przez aklamację (czyli nikt nie był przeciwny) przyjął uchwałę czczącą 75 lecie powstania Narodowych Sił Zbrojnych. Skrajnie prawicowej, faszyzującej antydemokratycznej formacji militarnej, której wiele oddziałów nie wchodziło w skład Polskiego Państwa Podziemnego, gdyż nie uznawało podporządkowania dowództwo Armii Krajowej. Wymieniona w uchwale Brygada Świętokrzyska NSZ jawnie i bezspornie współpracowała hitlerowskim Gestapo i Wehrmachtem, walcząc z partyzancką radziecką i polską (Bataliony Chłopskie, Gwardia Ludowa, a później Armia Ludowa), a następnie pod osłoną zbrodniczego Wermachtu, wycofała się do Czechosłowacji.

Bandy NSZ mają na swym koncie liczne mordy na ludności cywilnej, jak na przykład wymordowanie całej ludności ukraińskiej wioski Wierzchowiny.1 Sejm aktem tym przypieczętował ipeenowską narrację zakłamanej polityki historycznej, coraz powszechniej obecnej w polskim życiu publicznym, gloryfikującej polskie odsłony faszyzmu i nacjonalizmu.

* * *

A oto fragment założeń programowych NSZ opublikowany w periodyku tej formacji „Szaniec” w dniu 29 stycznia 1943:

W pierwszym gniewie sprzątniemy za pewne część naszych wrogów, drugie tyle wysiedliśmy. (...) Utrwaliło się w nas obecnie przekonanie, że żaden Niemiec czy Żyd, żaden Ukrainiec czy Litwin nie może przez nas być uznany za brata, że żaden nie może być pełnoprawnym obywatelem przyszłego państwa polskiego. (...) Nie łudźmy się też, że wszystkich wrogów wysiedliśmy, a zostaną tylko ci lojalni członkowie mniejszości. Nawet po drakońskich wysiedleniach zostaną w Polsce grube krocie Niemców, a kilka milionów różnego typu Rusinów, zwarta grupa zwierzęco tępych Litwinów, milion czy dwa miliony zgermanizowanych Ślązaków, Nadodrzan, Mazurów i Prusów. (...) Wszystkich nie wymordujemy i nie przepędzimy, wszystkim też nie możemy dać pod żadnym pozorem praw obywatelskich. Co więc pozostaje? (...) Musimy odrzucić bezwzględnie niedorzeczną  równość obywatelską. (...) Żydów (...) musimy się pozbyć bez wyjątku, jako elementu obcego, bezwzględnie wrogiego i nie do zasymilowana."

* * *

Członków takiej oto formacji, formacji jawnie faszystowskiej i antydemokratycznej, polski sejm uznał za kolejnych bohaterów. Hańba, hańba i jeszcze raz po trzykroć hańba. A nasi sąsiedzi, Litwini i Ukraińcy, polscy Ślązacy, a także obywatele Polski pochodzenia żydowskiego, za ten akt aklamacji będą polskim posłom zapewne wdzięczni przez długie lata.

 

1. Zbrodnia popełniona przez oddział Narodowych Sił Zbrojnych na ukraińskiej ludności wsi w dniu 6 czerwca 1945. Jej ofiarą padło 196 mieszkańców tej wsi, czyli zamordowani zostali wszyscy, od niemowlaków po starców. 23 czerwca 1945 pismo NSZ, „Szczerbiec” przyznało, iż zbrodni w Wierzchowinach dokonał oddział NSZ. Na łamach gazety stwierdzono, iż był to akt walki z „hajdamackim pasożytem”, zapowiedziano, w razie potrzeby przeprowadzenie kolejnych akcji tego rodzaju.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Pruje się, jak stara zbutwiała szmata, polska demokracja, o którą walczyła tzw. demokratyczna opozycja z czasów PRL, co w rezultacie doprowadziło do historycznego porozumienia przy Okrągłym Stole i pokojowego przekazania jej pełni władzy, przez reformatorskie skrzydło PZPR z gen. Wojciechem Jaruzelskim i Mieczysławem Rakowskim na czele. W efekcie tego zbudowane zostały zręby demokratycznego państwa, co stało się dzięki uchwaleniu nowej konstytucji, we współpracy wszystkich postępowych wówczas sił politycznych, która w pełni gwarantowała funkcjonowanie zasady trójpodziału władzy, będącej warunkiem sine qua non każdego ustroju demokratycznego. I zdawało się, że ta młoda polska demokracja będzie się bez przeszkód rozwijać i utrwalać, ale do władzy doszła prawicowa neoliberalna Platforma Obywatelska, która zapoczątkowała prucie systemu, co czyniła bezczelnie i cynicznie przy poparciu dyspozycyjnego Trybunału Konstytucyjnego pod wodzą Andrzeja Rzeplińskiego. Rozpoczęło się od naruszenia prawa do swobodnego decydowania kobiety w sprawie rodzicielstwa, następnie prawa do wyrażania światopoglądu, a w końcu naruszenia fundamentalnych zasad demokratycznego państwa, gwarantujących obywatelom prawo do sądu, zakaz stosowania odpowiedzialności zbiorowej, czy też zasadę nienaruszalności praw nabytych. Kiedy Platforma tak już zabałaganiła praktycznie całą przestrzeń społeczna i publiczna, że obywatele zaczęli mieć ją serdecznie dosyć, do stery państwa przejął prezes Jarosław, którego do władzy wyniosło bez mała 19% obywateli RP, czyli połączonych sił wyborców PiS i tej części wyborców SLD,którzy w PiS i PO dostrzegli jakieś lewicowe wartości. Spowodowało to, że SLD zabrakło 0,45% głosów, aby wejść do Sejmu i Senatu, co było niesamowitym bonusem dla prezesa Jarosława, albowiem dzięki uzyskał w sejmie taka przewagę, że może sobie uchwalać, co chce i jak chce.

Wykorzystał ten łut szczęścia w sposób mistrzowski, albowiem nie oglądając się na nikogo i mając w dupie całą Unię Europejską, jej zasady i organa, zlikwidował Trybunał Konstytucyjny, doprowadzając go do pozycji podległego mu biura prawnego, przez co uzyskał możliwość systematycznego demontażu podwalin demokratycznego państwa. Wykorzystał brak świadomości prawnej oraz biedę znacznej części obywateli, aby wmówić im, że podejmuje działania w celu naprawienia wymiaru sprawiedliwości, który przez Polaków szanowany nie jest z uwagi na liczne patologie jakie to środowisko powoli zżerają. Lecz nie o interesy tychże obywateli chodzi, lecz o rozmontowanie Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sadownictwa, które mając w swym ręku, może być spokojny o utrzymanie władzy przez wiele wiele lat.

I w tym właśnie celu jego prawa ręka Ziobro doprowadził do uchwalenia trzech ustaw, w których nawet średnio rozgarnięty student I roku prawa dostrzeże brutalne łamanie konstytucji. A ponieważ dwie z tych ustaw znacznie ograniczały - na rzecz ministra Ziobry - niektóre prerogatywy prezydenta - Andrzej Duda zdecydował się na odmowę podpisu z uwagi na ich niekonstytucyjność. Parlamentarna opozycja zawyła z zachwytu nad nagłą odwagą A. Dudy, uznając pochopnie, że zapowiedziane przez niego dwie ustawy "sądowe" będą z konstytucją za pan brat. Mnie jednak nie przekonał i od razu stwierdziłem, że jest to ordynarna w swej prostocie ustawka z prezesem, bo "projekty prezydenckie" w równym stopniu będą niezgodne z konstytucją, jak te autorstwa pana Ziobry. Różnice będą polegały jedynie na przeniesieniu ośrodka ośrodka decyzyjnego z ministra sprawiedliwości na prezydenta. Niedouczeni prawnie rodacy nawet nie zdają sobie sprawy, że w dalszym ciągu, absolwent wydziału prawa najstarszego polskiego uniwersytetu, doktor nauk prawnych, a także strażnik konstytucji na która przysięgał posiłkując się panem Bogiem, polską konstytucję gwałci i jest to gwałt ze szczególnym okrucieństwem. Jednym słowem A. Duda zawetował niekonstytucyjne ustawy PiS, aby zaproponować niekonstytucyjne ustawy PiS, które dla niepoznaki firmuje swoim nazwiskiem. W ten sposób prezes Jarosław i podległy mu A. Duda, namaszczony przez prezesa do pełnienia funkcji prezydenta, "rżną głupa", że te prezydenckie ustawy to szczyt demokracji, przez co szybciutką ścieżką przelecą przez komisje sejmowe i zostaną przez pisowski parlament uchwalone. I kto teraz powie, że A. Duda jest notariuszem prezesa? Toć się mu postawił i piękne ustawy przyszykował. Tak piękne, że dzięki nim z roboty w Sądzie Najwyższym wylecą najbardziej doświadczeni sędziowie, z uwagi na ukończenie 65 roku życia (gdy tymczasem nota bene 73-letni minister od niszczenia środowiska rżnie Puszczę Białowieską aż drzazgi lecą na całą UE), rozwiązana zostanie Krajowa Rada Sądownicza, a nowa zostanie wybrana przez pisowskie władze, powstanie nowa instancja odwoławcza (jakaś izba skargi nadzwyczajnej), a wszystkie stanowiska prezesów sądów obsadzać będzie osobiście minister Ziobro.

Jak to wszystko będzie wyglądało w rzeczywistości? Aż strach sobie wyobrazić, ponieważ absurdalny pomysł A. Dudy ze skargą nadzwyczajną doprowadzi do naruszenia zasady stabilności orzecznictwa, przez co żaden, nawet prawomocny wyrok, się nie ostanie i będzie mógł być nawet po 5 latach unieważniony. Czy warto zapytać jaka będzie sytuacja prawna i materialna tych wszystkich, którym po pięciu latach zostaną odebrane owoce wygranego przez nich procesu? Zresztą stan takiej niepewności może trwać nawet dziesiątki lat, bo będzie można się odwołać od każdego prawomocnego orzeczenia sądu każdej instancji. Takich orzeczeń zapada w Polsce rocznie kilka milionów (mówi się o kilkunastu), a pewne jest, że co najmniej połowa z uczestników postępowania (karne, cywilne, administracyjne) poleci do SN ze skargą nadzwyczajna, którą będzie musiała zostać rozpoznana. Kto i w jakim czasie to uczyni, tym prezes i jego prezydent głów sobie nie zawracali. Najważniejszym jest bowiem to, że jeżeli prezes kolejne wybory przegra, a o ważności wyborów orzeka SN, to orzeczenie to będzie mógł prezes zaskarżyć w drodze skargi nadzwyczajnej, a wybrani przez prezesa sędziowie, wyrok taki uchylą i wydadzą taki, na jaki prezes oczekuje. I o to właśnie w tej zabawie chodzi.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

W dzisiejszym wydaniu Dziennika Trybuna (nr 180/2017) przeczytałem artykuł pt. Deblokada, autorstwa Krzysztofa Podgórskiego, który - jak zwykle bardzo fachowo - opisuje to, co się dzieje w Syrii na froncie walki z terrorystami z tzw. ISIS. Właśnie 5 września br. wojska syryjskie wspierane przez rosyjski kontynent (lotnictwo, komandosi z Sił Specjalnych Operacji, marynarkę wojenną) przebiły się do obleganego przez islamistów od 3 lat miasta Deir er Zor, gdzie schroniło się też ponad 150 tys. ludności cywilnej, w większości szyici, druzowie i chrześcijanie. Z powodu ich odmienności religijnej, w przypadku poddania miasta, groziło im natychmiastowe wymordowanie.

Obrońcy miasta 16 września 2016 roku zostali niespodziewanie zaatakowani z powietrza przez amerykańskie samoloty, w wyniku czego zginęło lub zostało rannych 200 syryjskich żołnierzy. Ilu zginęło cywilów nie wiadomo. Amerykanie jak zwykle tłumaczyli się pomyłką (???). Ten jankeski atak wykorzystali islamiści z ISIS i pod osłoną amerykańskich rakiet i bomb przeprowadzili silny atak, odcinając od miasta lotnisko, które jednak się nie poddało i broni do dnia dzisiejszego. W chwili obecnej przygotowywany jest atak na pozycje islamistyczne, aby bohaterskim żołnierzom syryjskim broniącym się na tym lotnisku, przyjść jak najszybciej z pomocą militarną i humanitarną.

Nie tak dawno wszystkie polskie media przez długie ni nie robiły nic innego, tylko piały z zachwytu, że jakaś obywatelka Wielkiej Brytanii o imieniu Kate urodziła dziecko, a o bohaterskiej obronie Deir er Zor i zwycięstwie nad islamistycznymi terrorystami z ISIS praktycznie ani słowa.

* * *

Ponoć nieszczególnie zdrowy na umyśle przywódca Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej już niedługo będzie się mógł pochwalić bombą termojądrową oraz rakietami balistycznymi, potrafiącymi osiągnąć cele na terenie USA, a już na pewno na terenie jej zamorskich terytoriów. A mnie się wydaje, że Kim Dzong Un żadnym psychopatą nie jest, a wszystko co czyni jest niesamowicie pragmatyczne i ma na celu ochronę jego państwa przed jakąś, inspirowaną przez CIA, "koreańską wiosną" na wzór tych, przez które upadła państwowość w Libii i Iraku. Jest więcej niż pewne, że gdyby Kadafi i Saddam Hussein posiadali to, czym dysponuje dziś Kim Dzong Un, to zarówno w Iraku jak i Libii rządziliby do dziś, a świat nie miałby aż tak wielkiego kłopotu z islamskim fundamentalizmem. Tenże Kim aż tak głupi nie jest, aby wywoływać wojnę atomową, bo wie, że byłby to nie tylko dla niego koniec. Wie natomiast na pewno, że posiadanie broni nuklearnej skutecznie chroni jego państwo przed jakimikolwiek zakusami.

* * *

Zresztą, czy niespełna rozumu może być przywódcą partii głoszącej idee nacjonalizmu gospodarczego, prymatu planowej gospodarki państwowej nad liberalną gospodarką wolnorynkową, samowystarczalności gospodarczej państwa, rozbudowy wojska i sił obrony terytorialnej zdolnych do samoobrony w razie ataku nieprzyjaciela, pełnej suwerenności w stosunkach międzynarodowych, tworzenia nowoczesnego przemysłu obronnego, podziału społeczeństwa na lepsze i gorsze kasty, służebnej wobec władz roli mediów publicznych i takiej samej roli sądów. No i wreszcie kultu wybitnego wodza i dobroczyńcy narodu. A takie cele stawia przed sobą Wódz i Ojciec narodu koreańskiego. Brzmi to znajomo? Oczywiście, bo jest to wypisz wymaluj program prezesa Jarosława i całej jego partii. Takie pisowskie Dżucze.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Pełen ciekawości włączyłem wczoraj stację Polsat news, aby obejrzeć program z udziałem Andrzeja Rozenka i jakiegoś Andrzeja Borowskiego. Nie znam faceta, bo nawet w Encyklopedii Działaczy "Solidarności" nie ma swego biogramu. Widać z jakichś powodów na to sobie nie zasłużył. Nie będę opowiadał o bredniach, jakie z ust tego nienawistnika padały, bo dla różnych debilizmów wygłaszanych przez różnego rodzaju głupców, naprawdę szkoda mi czasu. Trzymam się maksymy Stefana Kisielewskiego, zwanego Kisielem, którą troszkę tylko sparafrazuję. Otóż z durniami nie warto rozmawiać, bo durniom wydać się może, że w głowie mają coś więcej niż tylko mocno zbutwiałą sieczkę. Moje refleksje na temat bredni owego Borowskiego każdy będzie mógł przeczytać w jutrzejszym wydaniu tygodnika DB 2010, w felietonie pt. Deficyt rozumu. Mogę też zdradzić, że w numerze tym, opublikowany zostanie (bo są jeszcze tacy, którzy wolność słowa szanują) list takiego jednego wałbrzyskiego Borowskiego, któremu (nie tylko ja zresztą) będę miał okrutną nieprzyjemność, odpowiedzieć.

* * *

Przeczytałem w prasie, że poseł z Kukiz 15, były prezes Młodzieży Wszechpolskiej, Adam Andruszkiewicz, a więc poseł ugrupowania, które chwali się tym, że nie bierze z budżetu pieniędzy na partyjna działalność, pokazał prawdziwą twarz Prawdziwych Polaków Patriotów. Otóż, nie mając prawa jazdy i nie posiadając samochodu, pobrał z kasy Sejmu 40000 zł na paliwo. Kiedy zrobiło się o tym głośno, zapowiedział, że złoży szczegółowe i przekonywujące wyjaśnienia, ale na razie przystawił tylko umowę użyczenia samochodu, bez wykazu delegacji jej kosztów. To chyba trochę za mało aby ktoś uwierzył, że Prawdziwy Polak Patriota nie dokonał ordynarnego przekrętu. No, chyba, że lewe kwity wystawiał, aby pokryć koszty przejazdów swoich kolegów z niby nie partii szansonisty Kukiza i kilku skrajnych prawicowców. Jak wiadomo nie od dziś, szczerzy Polacy potrafią nawet z gówna ukręcić kogel mogel.

* * *

Szlag wreszcie trafił wielkopolskich policjantów i pismem przewodniczącego Zarządu Wojewódzkiego Niezależnego Związku Zawodowego Policjantów, zwrócili się do ministra Błaszczaka, aby zapewnił wreszcie policjantom apolityczność, bo sługami ŻADNEJ partii nie są i być nie chcą, a polityka jaką POPiS od lat prowadzi, powoduje tylko wzrost niechęci do ich formacji. Wyraża się to między innymi dramatycznym wzrostem napaści na funkcjonariuszy. Po prawdzie to sami są w części temu winni, bo ilość nadzwyczaj brutalnych i nie mających nic wspólnego z prawem i praworządnością policyjnych wyczynów, przekroczyła linię krytyczną. A jeżeli jeszcze tak się nie stało, to linia ta zostanie przekroczona niebawem.

* * *

Dzisiaj w czasach POPiS-u uznaje się, że w okresie PRL Milicja i ZOMO łamiąc prawa obywatelskie, rozpędzała nielegalne wówczas manifestację członków "Solidarności" i wszystkich innych antyrządowych ugrupowań. Działania tego rodzaju w czasach POPiS-u zostały uznane za "zbrodnie komunistyczne". Jak zatem nazwać "zbrodnie" tego samego rodzaju, popełniane przez dzisiejszą Policję, jak nazwać ochronę, jaką Policja na rozkaz Błaszczaka, zapewnia skrajnym nacjonalistom, aby nie powiedzieć, że faszystom, którzy w rocznicę Powstania Warszawskiego publicznie - stojąc w zwartym szeregu - podnoszą ręce w hitlerowskim pozdrowieniu? Jednocześnie pokojowe kontrmanifestacje KOD i Obywateli RP są brutalnie rozbijane przy użyciu siły fizycznej, a ich uczestnicy są za to karani. Myślę, że przyjdzie czas rozliczenia "zbrodni postsolidarnościowych", kiedy wszyscy dzisiejsi kaczysci i ich poplecznicy, dostana to, na co sobie zasłużyli, bo sami sobie odpowiednie prawa już uchwalili, nie zdając sobie sprawy, że każdy kij ma dwa końce, a dzban wodę nosi, póki ucho mu się nie urwie.

* * *

Zachwyciło mnie wczoraj w TVN 24 wypowiedziane przez Ludwika Dorna (dawniej trzeciego bliźniaka Kaczyńskich). Zachwyciło tak bardzo, że zacytuje je bez żadnego komentarza:

"To, że minister spraw wewnętrznych jest deficytem intelektualnym, nie oznacza, że jego słowa nie będą miały konsekwencji."

* * *

A tak w ogóle, to według badaczy Pisma Świętego w Księdze Apokalipsy stoi, iż dziś, 23 sierpnia 2017 roku nastąpi definitywny koniec świata. Więc tak na wszelki wypadek, żegnam się z Wami, życząc jednocześnie, abyśmy się jutro spotkali w lepszym świecie, wolnym od tego bolszewicki złogu w postaci Kaczora, Macierewiczów, Misiewiczów, Piotrowiczów i reszty zorganizowanej grupy mającej na celu obalenie Konstytucji i demokratycznego ustroju.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Konieczność przyspieszenia w pisaniu mojej książki o kulisach śledztwa w sprawie zbrodni na Narożniku 17 sierpnia 1997 roku spowodowała, że normalnie brakuje mi czasu na codzienne pisanie w moim Dzienniku Szarego Obywatela , nad czym mocno ubolewam. Dlatego postanowiłem "wrzucić" tu moje uwagi, które dzięki funkcji przetwarzania głosu w litery na moim androidzie, dyktuję do pamięci telefonu. Niektóre z zapisków są już być może nieaktualne, ale zapisze je tu "ku pamięci".

Władza

W czasach PRL tak zwana opozycja demokratyczna, przy wsparciu papieża Jana Pawła II, a także dobrego chrześcijanina prezydenta USA Ronalda Reagana oraz polskich katolików z Solidarności, którzy na klapach marynarek nosili znaczki z wizerunkiem Matki Boskiej, w sposób niegodny chrześcijan i katolików odrzuciła boskie prawo, że "wszelka władza pochodzi od Boga". Wskazanie to wynika wprost z Nowego Testamentu, gdzie w 13 rozdziale listu świętego Pawła do Rzymian autor pisze o tym wprost". Szczególnie zaznaczone jest to w IV i V wersecie tej księgi, które mówią "(...) Jeśli jednak czynisz zło, bój się, bo (władza) nie na próżno nosi miecz. Jest przecież sługą Boga, wymierzającym kary, temu, kto popełnia zło.

Dlatego należy się podporządkować, nie tylko z powodu jej gniewu, lecz także ze względu na w sumienie." Dlaczego zatem ci wierni chrześcijanie i prawdziwi katolicy władzy boskiej się sprzeciwiali, buntując się wobec władzy, jaką Bóg w łaskawości swej w Polsce ustalił? Z drugiej strony patrząc, to słaby jest to Bóg, któremu jego wyznawcy - mówiąc bardzo oględnie - figę z makiem pokazali i "komuszą" władzę obalili. A może, aby owego Boga nie obrażać, powiedzieć wypada wreszcie prawdę, że nikt tej władzy nie obalił, tylko ona sama z siebie doszła do wniosku, że dalej już nie pociągnie i ze swoimi oponentami dogadała się przy Okrągłym Stole. Inna rzecz, że bardzo naiwna była, sądząc, że ma do czynienia dżentelmenami, którzy danego słowa dotrzymują.

Niemieckie odszkodowania

Ze środowiska Prawa i Sprawiedliwości coraz głośniej dobiegają głosy, żądające od Niemców reparacji za krzywdy, jakie wyrządzili nam podczas wojny. Pierwszy w surmy bojowe zadał mściwie nam panujący prezes, a sygnał z miejsca podchwyciły, raczej mało lotne intelektualnie, całe zastępy wyznawców smoleńskiej religii. Oczekuję zatem od mściwie nam panującego prezesa, aby poszedł dalej. Niech nakaże, aby wszelkie organa podległej mu władzy zgłosiły formalne żądania odszkodowawcze pod adresem Niemiec. Prezes i jego lud smoleński, to dumny lud i nie może być mocny tylko w gębie. Niech wiec wyznaczą Niemcom czas na spełnienie żądań, a w przypadku ich zignorowania, niech zastosują stosowne restrykcje wobec naszych byłych okupantów i ciemięzców.

Ci, którzy walczyli z Niemcami

Kaczyński żądając od Niemców odszkodowania w wysokości 6 miliardów USD, powinien przeprosić żołnierzy I i II Armii Wojska Polskiego, czyli tzw. berlingowców. Tych żołnierzy, którzy naprawdę walczyli z Niemcami, a nie gadali w telewizji o tym. Tych przecinek, zdobywali dla Polski ziemię na zachodzie. Brali prawdziwe udział w zdobyciu Berlina. Żołnierzy, w których bohaterstwo jest przez PiS wymazywane z naszej historii tylko dlatego, że skutecznie walczyli z Niemcami, razem z Armią Czerwoną. Nie palili mleczarni, nie zdobywali gorzelni, jak honorowani przez POPiS tak zwani wyklęci.

Budżet

Kaczyński chcę wejść w zwarcie z Niemcami, a przecież to oni są dziś w praktyce gwarantem sukcesu gospodarczego Polski. To od nich zależy, czy nasz budżet zostanie należycie zasilony środkami pozwalającymi na realizację programów socjalnych "dobrej zmiany". Mściwie nam panujący prezes jakby nie wiedział, że rosnące przychody ze sprzedaży zagranicznej, to efekt wielkich zakupów dokonywanych ze strony państwa niemieckiego.

Wojna na wschodzie

Śmieszny, ale przez to niesamowicie straszny szef MSWiA wymyślił sobie nowy wzór polskiego paszportu z motywami z Wilna i Lwowa, czyli symbolami Wileńskiej Ostrej Bramy i Lwowskiego Cmentarza Orląt. Nie przyszło mu do głowy (dlaczego się nie dziwię ?), że to teraz Litwa i Ukraina. To wyśmienicie współgra z żądaniami reperacji od Niemiec i walką z niemieckimi udziałem w mediach. Pisiory w ogóle nie biorą pod uwagę takiej możliwości, że Niemcy w odwecie za odwołanie przez Polskę rezygnacji z wojennych reparacji, mogą wypowiedzieć układ graniczny i zażądać siłą odebranych Niemcom tak zwanych Ziem Odzyskanych, stanowiących 1/3 terytorium III Rzeszy, które przyznano Polsce decyzją Stalina jako rekompensata za nasze Kresy Wschodnie włączone w 1939 roku do ZSRR. Putin umyje ręce, bo niby dlaczego miałby Polsce (III i IV RP) sprzyjać ? Przyzna, że Stalin niesłusznie odebrał Polsce część Podlasia,Wołyń, Podole oraz Wilno, więc niech teraz Polska oda Niemcom, co niemieckie, a Litwie, Białorusi i Ukrainie odbiorze, to, co zawsze było polskie. A co? Cudze się łatwo rozdaje. Rzecz w tym, że Niemcy "swoje" nam łatwo odbiorą, ale Litwini, Białorusini i Ukraińcy, mogą nam pokazać zbrojny gest Kozakiewicza, a Ukraińcy na dodatek powiedzą, ze lwów to możemy sobie nałapać w Afryce, a kijów nam z chęcią dadzą "skolka ugodno". A my w tym całym ambarasie zostaniemy sami, bo ani na wschodzie, ani na zachodzie wojsk Macierewicza nikt bać się nie będzie, a już zwłaszcza jego OTK.

Napisz komentarz (12 Komentarzy)