Tuż przed wyjściem na wczorajszą manifestację pod sądem rejonowym w Wałbrzychu oglądałem w TVN 24 bezpośrednią relację z przebiegu takiej samej manifestacji w Warszawie. Była ona naprawdę ogromna. Przyglądając się osobom zgromadzonym na specjalnej platformie-mównicy zauważyłem, że brak jest tam przedstawicieli lewicy, a zwłaszcza SLD. A przecież organizatorzy tych manifestacji bez przerwy podkreślają, że są one wyrazem zjednoczenia się całej parlamentarnej i poza parlamentarnej opozycji. Brak lewicy może świadczyć o tym, że nie została ona tam zaproszona. Szkoda, że nie przyszła sama, bo chyba nikt by nie śmiał jej wygonić. SLD za bardzo się kryguje, bo nie jest to już stara robociarska partia, gdzie publicznie i grubego słowa nie bano się użyć. Byle tylko było powiedziane w słusznej sprawie.

Z wielkim zainteresowaniem wysłuchałem głosu bohatera walki o Polskę demokratyczną, wolną, sprawiedliwą i równą dla wszystkich, profesora Adama Strzembosza, twórcy podwalin dzisiejszego (jeszcze) Sądu Najwyższego, a także byłego jego pierwszego prezesa i przewodniczącego Trybunału Stanu. Otóż pan profesor raczył bardzo krytycznie, wprost ręce załamywał z żalu, odnieść się do unormowań nowo uchwalonej pisowskiej ustawy o Sądzie Najwyższym. Z wielkim smutkiem i poruszeniem na twarzy stwierdził, że ustawa ta charakteryzuje się rozwiązaniami stosującymi represje i odpowiedzialność zbiorową, co jest niezgodne nie tylko z konstytucją RP, ale także z prawnymi unormowaniami międzynarodowego. Jest tak dlatego, że prawo zezwala sędziom pracować do 75 roku życia, a ta pisowska ustawa przymusowo odsyła ich na emeryturę, czyli w stan spoczynku. Jest to coś tak niesprawiedliwego, że prof. Strzembosz oceniając te przepisy i oceniając takie postępowanie PiS, nazwał to krótko i dosadnie faszyzmem. Aby nie było wątpliwości, wystąpienie profesora Strzembosza nagrałem.

To stwierdzenie wywołało wielki aplauz, zwłaszcza zgromadzonych na mównicy posłów Platformy Obywatelskiej, w osobach Ewy Kopacz, Borysa Budki i Grzegorza Schetyny, a także obecnych tam posłów Nowoczesnej, działaczy KOD oraz innych liderów opozycji. Widziałem tam też byłego już prezesa Trybunału Konstytucyjnego, Andrzeja Rzeplińskiego. Słuchając tego wielkiego oburzenia związanego z wspomnianymi represjami i odpowiedzialnością zbiorową, o mało mnie szlag nie trafił, bo nagle wszyscy oni jakby zapomnieli, jakby chcieli wyprzeć ze swej świadomości haniebny fakt, że to oni w 2009 roku, jako pierwsi, zastosowali odpowiedzialność zbiorową i zastosowali represje ekonomiczne w stosunku do ludzi, którzy ustawą sejmu RP z 1994 roku nabyli, jako emerytowani funkcjonariusze służb mundurowych, wypracowane przez lata emerytury. I oto nagle, po latach po 8 latach od tych pierwszych represji, kiedy Platforma otworzyła Puszkę Pandory i wypuściła na świat upiory mściwej zemsty, śmie dziś nagradzać brawami wypowiedź profesora o tym, że takie postępowania jest charakterystyczne dla faszyzmu.

Spoglądając więc na prof. Strzembosza, nagle zauważyłem, że otaczają go sami faszyści, którzy jak ten przysłowiowy diabeł, przebrali się w ornaty i zaczęli na mszę dzwonić. Przecież PiS tylko twórczo rozwinął to, co oni sami - mając pełnię władzy - uchwalili wcześniej i w 2016 roku represje te tylko wzmocnił, odbierając określonej grupie funkcjonariuszy Policji nie tylko emerytury, ale także renty rodzinne i inwalidzkie. Odebrał to emerytowanym policjantom, którzy od 1990 roku w wiernie (ponoć demokratycznemu) państwu i obywatelom służyli. Teraz o tym nie chcą pamiętać, a ja zastanawiam się, czy nie jest to efektem, znanego od czasów Freuda, psychologicznego mechanizmu obronnego w postaci wyparcia ze świadomości haniebnych czynów, jakich się dopuścili. Być może również wiecujący obywatele, bijący brawa prof. Strzemboszowi za te słowa o faszyzmie, padli ofiarą zbiorowego zaniku pamięci.

Zniesmaczony tym widokiem, udałem się pod budynek wałbrzyskiego Sądu Rejonowego, gdzie Inicjatywa Polska, wraz z Platformą Obywatelską, Partią Razem, Komitetem Obrony Demokracji, oraz Kongresem Kobiet zorganizowały wiec w obronie polskiej konstytucji i demokracji, czyli w obronie Sądu Najwyższego, o czym w Warszawie tak żarliwie mówił prof. Strzembosz. W Warszawie wśród tysięcy ludzi nie zauważyłem żadnego partyjnego logo, natomiast w Wałbrzychu z miejsca rzucił mi się w oczy baner partii Razem, czyli partii, która robi wszystko być OSOBNO. Nie zauważyłem natomiast nikogo z SLD, ale przewodniczący Rady powiatowej SLD Krzysztof Strzelec stał obok mnie. Staliśmy bardzo blisko schodów i musieliśmy być widziani Mateusza Rambachera, czy innych organizatorów tej manifestacji, ale nie przyszło im do głowy, aby szefa SLD na te schody zaprosić. Padały gromkie słowa w obronie Konstytucji, w obronie podstawowych praw, ale nikt z tych obrońców Konstytucji, ani jednym chociażby słówkiem, nie wspomniał o tych, którym konstytucyjne prawa zostały nie tak dawno odebrane, zarówno przez PO jak i PiS, przy milczący aprobacie tych, którzy teraz tak głośno na tych schodach o prawach obywateli krzyczeli. Obłuda obłuda i jeszcze raz obłuda.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Lud prosty, czyli suweren, cieszy się, że robiący za prezydenta RP zawetował‚ ustawę o RIO, ale ona wróci do do sejmu i Jarkacz, czyli Hegemon1, uchwali ją jeszcze raz, a lud prosty cieszyć się będzie, że prezydent jest tak bardzo samodzielny i niezależny.

* * *

Hegemon dokonuje zmiany ustroju państwa bez zmiany Konstytucji, co czyni za pomocą ustaw. Posłuszny mu pseudotrybunał zwany Konstytucyjnym klepie wszystko na co Hegemon wskaże palcem i ostatnio klepnięta ustawa o KRS czyni sądy bezbronne wobec polityków. Ziobro będzie miał najpotężniejszy arsenał w swym ręku, ale on jest tylko "zaciężnym najmitą" Hegemona, którego w każdej chili Hegemon może małym paluszkiem strącić w (nie tylko polityczny) niebyt. Niektórzy liberałowie swoją nadzieję widzą jeszcze w sędziach, wierząc w to, że są to ludzie o silnym kręgosłupie moralnym i naprawdę kierującymi się jedynie zasadami i normami prawnymi. No cóż, zostaje mi jeno zadedykować im(tymże liberałom oczywiście) piosenkę Jana Kaczmarka: "Oj naiwny, naiwny, naiwny, jak dziecko we mgle, jak goliat na pchle, mól w otchłani wód, który liczy wciąż na cud."

* * *

Próżna to nadzieja, zwłaszcza, że samodzielność i niezawisłość sądów została ostatnimi ustawami Hegemona zniesiona. Nie ma już trójpodziału władzy, bo teraz to władza wykonawcza czyli Hegemon, wybierać będzie władzę sądowniczą, w czterech literach mając art. 10 Konstytucji RP, a nawet paluchem swego najemnika wskazywać będzie członków Sądu Najwyższego. Jeszcze kilka dni i organ ten będzie pełnił podobną funkcję jak wspomniany pseudo trybunał Hegemona. A po co to wszystko, a co mnie to obchodzi, zapyta lud prosty, przez Hegemona zwany suwerenem (nota bene, wielkie jaja sobie onże Hegemon z ludu prostego uskutecznia)? Otóż wiedzcie robaczkowie mali, że Hegemon już czuje na plecach oddech wielkiej przegranej, a więc stawia sobie mur wielki, który jak w serialu "Gra o tron" ma go przez wsze czasy bronić przed wszelkimi "dzikimi" i "innymi". Prawda, że brzmi znajomo? Owe "wrony" również, kiedy się pamięta, kto na czele obrońców jednopartyjnej władzy stał w latach 80-tych XX wieku. Przypomnę, że WRON-a.2. Quźwa, ładne perspektywy ... strach się bać.

* * *

Nowe ustawy o ustroju sądów i o Sądzie Najwyższym, a także bezwolne ciała w postaci pseudotrybunału Hegemona, jak i nowy, również bezwolna dzięki nowej ustawie Krajowa Rada Sądownicza, zapewnią Hegemonowi zwycięstwa w zbliżających się wyborach do samorządów w 2018 roku , oraz już nieodległych wyborach do parlamentu(2019). Bo to przecież Sąd najwyższy stwierdza ważność wyborów, a więc kiedy Hegemon przegra, to przywołany wcześniej jego najemnik nakaże, aby wskazani przez niego sędziowie stwierdzili nieważność wyborów z uwagi na fałszerstwa wyborcze. Ale kiedy wygra, a gorszy sort(czyli ten trzeci - liberałowie, i ten czwarty- lewica) zawyje, że Hegemon nakazał wybory sfałszować, to wskazani paluchem najemnika sędziowie, zgodność z prawem tychże wyborów zaświadczą jak jeden mąż. Mąż Hegemona.

* * *

I mogą sobie wszelcy "komuniści i złodzieje" japę wydzierać, że obalenie Trybunału Konstytucyjnego, jak również obalenie Krajowej Rady Sądowniczej oraz obalenie Sądu Najwyższego, to nic innego jak symptomy obalenia konstytucyjnego systemu ustrojowego państwa RP, czyli faktyczny, choć kamuflowany zamach stanu. Mogą się wydzierać, bo Hegemon ma ich głęboko tam, gdzie niejaki Trump ma obrońców islamskich imigrantów. Hegemon już dawno, bo w 2014 roku, powiedział, że Polska pójdzie drogą Turcji. A w Turcji mamy już z jawną dyktaturą jednej partii i tamtejszego tureckiego Hegemona Erdogana. Jednym słowem, nasz rodzimy Hegemon prostą drogą prowadzi nas do PRL, która powstała na marksowskiej tezie o dyktaturze suwerena, czyli dyktaturze proletariackich mas. I po jaką cholerę było w latach 80-tych XX wieku jeść tę żabę?

1. Osoba mająca władzę i przewagę nad innymi - wg Słownika Języka Polskiego

2. Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON) – organ administrujący Polską w czasie stanu wojennego, o pozakonstytucyjnym charakterze.

 

Napisz komentarz (1 Komentarz)

Zajechał na króciutki pobyt, przejazdem do Hamburga, amerykański Żyd robiący czasowo za prezydenta Stanów Zjednoczonych, niejaki Donald Trump, który w istocie rzeczy jest amerykańskim miliarderem-biznesmenem politykę traktujący w kategoriach biznesu. Jest to ważne bo, będąc takim, a nie innym, bardziej niż którykolwiek z jankeskich prezydentów robi i robić będzie tylko to, co się jego kolegom, jankeskim miliarderom, tak jak i jemu samemu, opłaca. W samych Stanach Zjednoczonych wywołuje powszechne oburzenie, zwłaszcza, że jest poważnie podejrzewany o jakieś niezbyt jasne konszachty z Putinem, co nawet grozić może mu impeachmentem.

Te podejrzane (rzekome) konszachty w niczym jednak Prawdziwym Polskim Patriotom nie przeszkadzają, przez co robiący za posła szef owych PPP nakazał pozwozić ich 300 autokarami do Warszawy, aby na niewielkim placyku Krasińskich (ponoć najmniejszy w Warszawie) tumult na dane im znaki podnosili, aby radochę onemu Trumpowi uczynić. Oczywiście do Warszawy tymi 300 autobusami PPP pojechali na krzywy ryj, przez co tę ich wycieczkę pokryjemy my, pozostali, niegodni PPP, podatnicy. Zwłaszcza ci z trzeciego sortu, albowiem nas w IV RP jest najwięcej. Z samego Wałbrzycha, aby przed Trumpem paść na twarz, wyjechały cztery autokary pełne lokalnych PPP i tylko oczami wyobraźni mogę zobaczyć te zbiorowe orgazmy na widok tegoż Trumpa, który w kampanii wyborczej wielokrotnie opowiadał, że Putin to w rzeczywistości fajny i rozsądny koleś.

Ale, że w IV RP o niczym innym nie marzą, jak tylko o tym, aby Putin (czyt. Rosja) na Polskę napadł, sprytny biznesmen, mający w żyłach żydowski spryt do interesów, zgodził się sprzedać nam amerykańskie rakiety Patriot, za które zapłacimy naprawdę okazjonalną cenę, bo tylko 30 mld zł. A co to jest, panie Goldmann, te 30 mld zł? To jest nic, naprzeciw wieczności - że pozwolę sobie na parafrazę znanego żydowskiego szmoncesu w wykonaniu artystów z dawnego (czasy PRL) kabaretu Dudek. PPP umyślili sobie, że jak nam Trump owe Patrioty sprzeda, to Putin za chińskiego boga na nas nie napadnie. A ja się pytam, a dlaczego niby miałby na nas napaść? Czy w Polsce znajdują się jakieś olbrzymie zasoby naturalne, których Rosja jest pozbawiona, a bez których istnieć nie może? Czy od 1944 roku Rosja (dawniej ZSRR) w stosunku do Polski zgłaszała jakiekolwiek roszczenia terytorialne? Czy na terenie Polski znajduje się jakoś rosyjska mniejszość szczególnie przez III i IV RP udręczana? Trzy razy nie, a więc tylko kompletny idiota może majaczyć o realnym rosyjskim zagrożeniu. No cóż, idiotów ci u nas nie brakuje, co każdy nie idiota dostrzeże, kiedy zacznie się przyglądać polskim parlamentarzystom i politykom. Ze strony Rosji, ani Europie, a tym bardziej Polsce, nic nie zagraża, bo Rosjanie (w tym Putin) doskonale pamiętają grozę ostatniej wojny i cierpienia oraz starty materialne jakich w jej wyniku doznali. Jankesi o tym nie mają pojęcia, bo oni wojny zawsze prowadzili na obcym terytorium i dlatego przed zakusami jej sprowokowania raczej nie mają oporów.

Sprytny Trump, wykorzystując te polskie antyrosyjskie fobie, wcisnął nam skroplony gaz, który jest o 60% droższy od tego, jaki nam Rosja sprzedaje. Jankesi na siłę szukali odbiorców swego skroplonego gazu, którego teraz mają w nadmiarze z łupków, jakich u nich jest całe mnóstwo. Oni te łupki chcieli znaleźć w Polsce, aby na miejscu robić z nich gaz, a następnie sprzedawać nam po korzystnej dla nich cenie. Ponieważ z polskich łupków wyszedł big shit, no to wpadli na pomysł, abyśmy ten amerykański gaz od nich odkupowali i zrobili to w taki sposób, że PPP sami usilnie o to zabiegali. Oczywiście za tego rodzaju poronione pomysły PPP najwięcej zapłacimy my, trzeci sort, ponieważ jest nas najwięcej.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Jechałem na rozprawę sądową, jaką IPN wytoczył gen. Leszkowi Lamparskiemu, z jakimś takim wewnętrznym przekonaniem, że niewiele osób pozytywnie zareaguje na mój apel i stawi się w sądzie, aby dać świadectwo, że się swojej przeszłości nie wstydzimy i stoimy za naszym byłym szefem murem. I moje przeczucie nie zawiodło mnie, bo na wezwanie zareagowała tylko niewielka grupa były funkcjonariuszy MO i Policji, dla których gen. Lamparski był nie tylko komendantem wojewódzkim MO , ale też i szefem (pierwszym) wszystkich polskich policjantów. Do sądu stawiło się około 10 osób obojga płci (z przewagą jednak mężczyzn), w tym nasz były kolega z czasów wałbrzyskiej milicji i policji, a następnie z-ca Komendanta Głównego, Heniek Tusiński. Muszę tu wspomnieć, że kilku kolegom z poza Wałbrzycha nie udało się dotrzeć z powodu różnych obiektywnych przyczyn zaistniałych w tym akurat dniu. Ważne jest, że mieli zamiar i podjęli się jego realizacji.

Natomiast zawiodło mnie moje przeczucie, co do zachowania się przybyłych na rozprawę tzw. pokrzywdzonych, albowiem spodziewałem się jakichś ekscesów z ich strony. I się naprawie mile rozczarowałem, bo ich zachowanie było - rzec by można - wzorcowe. W odróżnieniu do obrazków oglądanych przy takich okazjach w telewizji, wałbrzyscy "pokrzywdzeni" zachowali się z kulturą i godnością, za co naprawdę jestem im wdzięczny.

Były dwa tylko momenty, kiedy "pokrzywdzeni" zareagowali emocjonalnie, aczkolwiek niezbyt ekspresyjnie. Pierwszy dotyczył wysokości jego emerytury, jaką otrzymuje po odejściu na emeryturę z funkcji Komendanta Głównego Policji. Nie będę ujawniał jej wysokości, ale zapewniam że zamykała się ona w czterech cyfrach. Kiedy usłyszałem ich ciche buczenie miałem ochotę wstać i spytać się, czy tak samo buczeć będą na emerytury pisowskich urzędników, które dzięki zarobkom sięgającym miesięcznie nawet 100 tys. zł, na pewno z tylko tego powodu będą wielokrotnie wyższe niż generalska emerytura L. Lamparskiego.

Drugi taki moment miał miejsce, kiedy gen. Lamparski oświadczył, że czegoś nie pamięta, bo od tamtego wydarzenia minęło już 36 lat. Sala zareagowała ironicznym, ale niezbyt głośnym, rechotem, tak jakby każdy z tych ludzi pamiętał dokładnie, co mu ktoś w dniu 13 grudnia 1981 roku powiedział, napisał lub pokazał. Jestem przekonany, że w mniemaniu tych ludzi gen. Lamparski winien wszystko pamiętać tak, jakby zdarzenie miało miejsce dzień wcześniej. Nikomu nawet nie przyjdzie do głowy taka refleksja, że niby dlaczego miałby o jakichś mało istotnych szczególikach pamiętać, kiedy dla niego to co zrobił w tym dniu, było tylko jednym z tysięcy czynności jakie od tej daty w następnych latach wykonywał. Ale na taką refleksję zdobyć się może ktoś, kto uczciwość przedkłada nad pretensje. Chociażby nawet uzasadnione.

Co do samego przebiegu procesu, to mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że wykazał on niesamowitą miałkość aktu oskarżenia, a przy okazji pan prokurator z wrocławskiego IPN miał okazję zaprezentować swoją szczególną ignorancję dotyczącą wszystkich i wszelkich okoliczności związanych z materią postawionych zarzutów. Piszę tak dlatego, że np. pytania stawiane przez tegoż prokuratora świadczyły, że jest on przekonany, iż to gen. Lamparski ustalał listę internowanych, analizował materiały operacyjne i procesowe, które stanowiły podstawę internowania, a także, że to on sam wypełniał decyzje o internowaniu. Wyjaśnienia składane w tej materii przez gen. Lamparskiego wywoływały nieskrywane zaskoczenie i zdziwienie, co siedząc blisko ławy oskarżycieli, bardzo dobrze widziałem.

Po południu jeden z moich kolegów emerytowanych policjantów opowiedział mi, co słyszał w radiowym reportażu (Radio Wrocław) dotyczącym tego procesu. Otóż jeden z obecnych "pokrzywdzonych" opowiadał dziennikarzowi, jak straszliwie był torturowany, przywiązywany drutem do drzewa i jeszcze jakieś inne tego typu historie. Oczywiście nie mam powodu aby twierdzić, że facet opowiadał banialuki, bo być może tak było. Zastanawiam się jedynie, co wspólnego te wydarzenia miały z gen. Lamparskim, dzięki któremu w Wałbrzychu nie doszło do pacyfikacji strajkujących na kopalni "Thorez" górników. A nie doszło dlatego, że wydał zgodę na - co było warunkiem przerwania strajku okupacyjnego - przejście górników przez miasto, w tym przed budynkiem KW MO na ul. Mazowieckiej. Miałem wtedy dyżur w wydziale kryminalnym i widziałem tę milczącą dużą grupę górników idących z zapalonymi lampami górniczymi. Przemarsz ten wywarł na mnie naprawdę mocne wrażenie. Po latach przeczytałem książkę Z. Senkowskiego o wałbrzyskiej "Solidarności", w której na temat przebiegu tych wydarzeń napisał wiele bzdur, o czym wiem od jego "kolegów" górników, którzy brali w tym strajku udział. Podobnie dzięki generałowi nie doszło do pacyfikacji strajku na kopalni "Wiktoria", gdzie wszedł (bez obstawy) na teren tej kopalni, spotkał się z górnikami i pogadał jak Polak z Polakiem. Efektem tego było to, że górnicy opuścili kopalnie i spokojnie udali się do swych domów. Po rozmowach z górnikami do kopalnianej bramy osobiście odprowadzał go przewodniczący Komitetu Strajkowego Krzysztof Betka. Niestety już nie żyje, bo na pewno potwierdziłby te informacje.

Wracam do opowieści o rzekomych torturach, jakim poddawani byli wałbrzyscy działacze "Solidarności" i zastanawiam się, dlaczego więc tylko trzem funk. SB wytoczono o te tortury procesy karne i jaki wpływ na ich zachowanie mógł mieć gen. Leszek Lamparski? Ciekawy też jestem, co ten opowiadający dziennikarzowi były działacz "S" ma dziś do powiedzenia na temat odpowiedzialności karnej komendanta wojewódzkiego Policji z Wrocławia, którego podwładni torturami pozbawili życia Igora Stachowiaka. Jest to pytanie natury retorycznej, albowiem wiem, jaka byłaby odpowiedź. Wiele razy zadawałem to pytanie moim różnym znajomym z PiS.

Więcej o procesie gen. Lamparskiego napiszę w najbliższym wydaniu (22 czerwca) tygodnika DB 2010.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Kolejny już raz nie zdzierżyłem wysłuchując bzdur opowiadanych przez niejakiego Andrzeja Zybertowicza, idiologicznego trubadura pisowczyków i prezesa nad prezesami, który w programie "Kawa na ławę" TVN 24 znów te swoje różne brednie opowiadał. Tym razem najbardziej z nerw mnie wyprowadził banialukami (chociaż to za łagodne słowo) na temat "barbarzyństwa związanego z ciałami ofiar katastrofy smoleńskiej".

Zybertowicz jest młodszy ode mnie o 5 lat, tak więc jak i ja wykształcenie pobierał za czasów PRL, a studia skończył w 1977 roku i od tego roku do roku 1989 pracował naukowo w Zakładzie Filozofii Instytutu Nauk Społecznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Każdy kto studiował w tamtych czasach na jakimkolwiek Uniwersytecie, kto zna historię PRL, wie, że Zakładzie Filozofii przewodnią rolę odgrywała filozofia marksistowsko-leninowska i nikt, kto nie był jej gorliwym wyznawcą, na zatrudnienie i możliwość nauczania studentów szans nie miał.

Piszę o tym, bo studiować zacząłem 4 lata wcześniej i miałem tę przyjemność, że nauczali mnie znani tzw. lwowscy profesorowie, czyli ludzie z "innego świata", o nadzwyczaj wysokich zasadach etycznych, doskonałym wykształceniu i doskonałym przygotowaniu pedagogicznym. Widać takich nauczycieli A. Zybertowiczowi zabrakło i dziś - w mojej skromnej ocenie - tytułowi profesora jedynie wstyd przynosi. Profesor, to człowiek o szerokich horyzontach myślowych, kierujący się zasadą żelaznej logiki i obiektywizmem sądów, człowiek, który w swym działaniu kieruje się przede wszystkim prawdą oraz wiedzą opartą o naukowe, a nie ideologiczne doświadczenia. Człowiek, który ponad wiarę przedkłada naukę.

Temu wszystkiemu A. Zybertowicz zaprzecza, a dla udowodnienia tego posłużę się tym, co dziś przed kamerami bredził.

Otóż w trakcie tej audycji poseł PSL przypomniał, że nie tylko polska tradycja społeczna i historyczna, ale także i zasady wiary chrześcijańskiej, a zwłaszcza katolickiej, nie znają czegoś takiego jak wieloletnia żałoba, a zwłaszcza co miesięczne urządzanie żałobnych publicznych obrzędów, bo w polskiej i katolickiej tradycji żałoba trwa 1 rok, a żałoba państwowa 3 miesiące. Okresy te zostały zachowane też po śmierci o wiele dla Polski ważniejszych osób, jak np. kard. Wyszyński i kard. Glemp, ks. Popiełuszko, czy papież Jan Paweł II, więc nic nie uzasadnia, aby po tragedii smoleńskiej publiczna żałoba trwała już 7 rok i co miesiąc urządzano polityczne igrzyska, niepozwalające rodzinom ofiar normalnie funkcjonować. Na te słowa A. Zybertowicz uraczył telewidzów kolejną porcją bredni. Bo zamiast odnieść się do problemu, zaczął bredzić, że polska tradycja narodowa nie zna tez barbarzyństwa w jakim odnoszono się do ciał ofiar katastrofy smoleńskiej, przez co dziś - dzięki ekshumacjom - rodziny ofiar muszą przeżywać straszliwe katusze. Tego nie zdzierżyłem, bo każdy kto nie jest jakim imbecylem winien wiedzieć, że na miejscu katastrofy znaleziono ponad 900 fragmentów ciał ludzkich i aby można je było poskładać w taki sposób, aby w każdej turmie znalazły by się wszystkie fragmenty JEDNEGO człowieka, identyfikacja ciał trwałaby kilka miesięcy, albo i dłużej. A każdy chyba pamięta, jak bardzo naciskano, aby ciała jak najszybciej sprowadzić do Polski, aby dokonać ceremonii pogrzebowych.

Najbardziej nalegał na to prezes, który od razu poczuł, że może na tej ceremonii mocno zyskać, przez co osłabić pozycję przyszłego kandydata na prezydenta B. Komorowskiego, który jako marszałek sejmu zaczął pełnić funkcję p.o. prezydenta RP. Kto o tym wie, ale bredzi jaki Zybertowicz, jest po prostu zwykłym kłamcą, czyli polityczną najmimordą, a kto nie wie, jest zwykłym głupcem, który wobec tego nie powinien publicznie kłapać, co mu mocodawcy nakazują.

Nigdy dotąd nie interesowałem się kim w czasach PRL był A. Zybertowicz, chociaż przez skórę czułem, że musiał być mocno zaangażowanym marksistą, bo takim zajadłym "antykomunizmem" cechują się polityczni konwertyci, czyli osoby, które nagle zmieniły swoje poglądy, a uczyniły to z politycznego wyrachowania. Szukając informacji o Zybertowiczu trafiłem na tekst byłego działacza "Solidarności" z Zakładów "URSUS" Zygmunta Wrzodaka, zajadłego "antykomunisty" któremu tylko naprawdę jakiś zidiociały dureń (przepraszam za oksymoron) mógłby zarzucić, że napisał go na polecenie Moskwy.

Tekst w załączniki - podkreślenie moje, błędy Wrzodaka. Chociaż niektóre, te najbardziej rażące, poprawiłem.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

... Kaczy nie świętuję wyborów z 4 czerwca 1989, bo dla niego to żadne odzyskanie demokracji tylko zdradziecka zmowa. Zmowa, w której zresztą brał udział jego brat bliźniak. Politycy PO mówią przez cały czas, że wtedy miało miejsce "obalenie komunizmu", co im się chyba miesza z obaleniem flaszki gorzały przez Michnika i jego towarzyszy. Jedyny Leszek Miller - dlaczego się temu nie dziwię  - przypomniał, że było to pokojowe przekazanie władzy, co było efektem rozmów przy Okrągłym Stole, czyli porozumienie władzy i tzw. opozycji. A dla mnie 4 czerwca 1989 roku jest datą, od której zapoczątkowano niesamowitą grabież majątku narodowego i wyrzucanie na bruk,  z dnia na dzień, milionów pracowników zlikwidowanych (lub oddanych w pacht obcemu kapitałowi) fabryk i PGR- ów.

* * *

... bełkotliwy Ricardo wpadł w wielki zachwyt i głupawa euforię dotycząca wyboru Polski na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ, głosząc, że "skala tego zwycięstwa to fenomenalny wynik". Niedouczony czy głupi? Pytam, bo ja na ten przykład wiem, że w liczącym 193 państw członkowskich Zgromadzeniu Ogólnym Narodów Zjednoczonych, Polska otrzymała 190 głosów, a Wybrzeże Kości Słoniowej 189, Gwinea Równikowa 185, Kuwejt 188, Peru 186 - więc większych różnic nie ma, bo największa różnica to tylko 4 glosy. Cóż więc to za fenomen, kiedy od grudnia 2016 wiadomo było (z uwagi na wycofanie się Bułgarii), że Polska była jedynym kandydatem z grupy państw państw Europy Wschodniej - EEG. Ponadto Polska była już pięciokrotnie niestałym członkiem tego gremium , w tym 1947, 1960-1961, 1970-1971, 1982-1983, 1996-1997. Przy okazji pytanie: czy okupywane przez ZSRR państwo mogło być wybierane do Rady Bezpieczeństwa? Cos z ta okupacje jest nie tak panie i panowie z POPiS-u. Również stały lokator przedsionka prezesa, zwany powszechnie Adrianem, opowiada z patosem, strojąc dziwne miny, o wielkim polskim sukcesie, który Polska osiągnęła dzięki niemu ponieważ rok temu zaczął kampanię na rzecz wyboru Polski. A tak naprawdę to kandydaturę tę zgłosił 8 lat temu Radosław Sikorski z PO. Fenomenem jest natomiast to, że Polski rząd nie głosował przeciw polskiej kandydaturze, biorąc pod uwagę fakt, ze ojcem chrzestnym był ten okropny Sikorski.

* * *

... szalony Antoni chwaląc się bez umiaru sukcesem polskich żołnierzy szkolących i nadzorujących akcję odbicia z więzienia 11 osób porwanych w Afganistanie przez talibów, naraził nas na wielkie niebezpieczeństwo. I teraz można się spodziewać ataku na polskich żołnierzy w tym kraju, a co gorsza nie można wykluczyć zemsty islamistów na terenie Polski, bo przecież talibowie tego typu informację na pewno śledzą. Takich spraw nie ujawnia się i nie chwali się bez potrzeby, bo są to przecież informacje chronione. Antek pod sąd.

* * *

... domyślam się dlaczego Dudzie tak się spieszy do zmiany konstytucji. Chce zdążyć zmienić art. 139, który mówi, ze prawo laski prezydenta nie dotyczy osób skazanych przez Trybunał Stanu. Jak pisiory zmienią konstytucje przed oddaniem władzy, to Duda będzie mógł ułaskawić sam siebie zanim Trybunał wyda na niego wyrok. Taka z niego sprytna lisiura.

* * *

... PiS chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że ich dzisiejsze działania mogą obrócić się - i powinny - przeciw ich autorom, bo każda władza przemija, a prawa dziś  uchwalone, jutro mogą być wykorzystane przeciw nim samym. Nie jest w stanie zrozumieć, że ich postępowanie jest absolutnie pozbawione etyki. Bez przerwy powołują się  na etos walki z niby strasznie opresyjną komuną, walki o demokrację i sprawiedliwość dla wszystkich, a jednocześnie tworzą prawa i fakty dokonane, które tym demokratycznym zasadom całkowicie zaprzeczają, tworząc wielkie grupy wykluczonych politycznie i społecznie. Rzecz w tym, że całe tabuny różnych durniów nie zdaje sobie z tego sprawy. Jeżeli usprawiedliwieniem ich uczynków jest fakt posiadania władzy, to wszystko to, co robiły władze PRL, ma swoje usprawiedliwienie, albowiem wtedy PZPR cieszyło się porównywalny do PiS poparciem społecznym, czyli w granicach 19 %  ogółu obywateli. I tak jak PiS, głosili, że zostali wybrani przez suwerena i działają dla jego dobra, wypełniając jego wolę. Jest tak ponieważ PiS nie mając do zaoferowania żadnych pozytywnych wartości bazuje na najniższych instynktach właściwych pospolitym durniom. Czyni tak, bo wie, że tylko wśród nich znajdzie poparcie. Najprościej wyraził to bard pierwszej czwartej RP Jacek Kurski, twierdząc, że ciemny lud wszystko kupi. Więc ten swój kit wciskają na potęgę, a durniom się wydaje, że od tego przybywa im wiedzy. Złudne to bardzo przekonanie. PiS nie wymaga od tych swoich "pożytecznych" idiotów, by rozumieli, co się tak naprawdę wokół nich dzieje, ale daje im w zamian za to możliwość totalnego atakowania tych, którzy to rozumiejąc, temu się sprzeciwiają. Czynią tak nie zważając, że przeczy to nie tylko wartościom chrześcijańskim, ale i katolickim, których bez przerwy mają pełną gębę. PiS zachowuje się jednak identycznie jak PZPR w czasach PRL, kiedy uważała, iż zawsze wie najlepiej, czego obywatele potrzebują i wbrew ich oczekiwaniom czyniła im dobrze, o czym tylko ona była święcie przekonana. Różnica polega jednak na tym, że tamta władza po czasie zrozumiała, iż zdecydowana większość obywatel i jej nie chce i swe władztwo pokojowo oddała. Nie wróży to dobrze ani pisiorom, ani obywatelom. Cieszy jedynie tych durniów, którzy poczuli  swoje pięć minut, w których może im się wydawać, że wszystko wiedzą lepiej.

* * *

... wyjątkowym debilem być trzeba, aby nie rozumieć podstawowych zasad konstytucji. Pierwsza gwarantuje, że nikt nie może zostać uznany za winnego póki nie zostanie prawomocnie skazany. Druga, że akt łaski może w związku z tym dotyczyć tylko prawomocnie skazanych. Pewien emerytowany, bardzo mądry sędzia SN (którego nazwisko mi umknęło) wyjaśnił sprawę uprawnień prezydenta w sposób bardzo obrazowy. Otóż - jak tłumaczył dziennikarzowi - konstytucja daje prezydentowi prawo do nadawania orderów i medali, co nie oznacza, że prezydent może przyznać komuś na podstawie tego prawa order buraka. Nie może, bo inne obowiązujące przepisy- ustawy- precyzują, jakie ordery i medale w Polsce się nadaje. Tak samo to k.p.k. reguluje zasady stosowania prawa łaski, bardzo precyzyjnie opisując to w art. 560 k.p.k i pozostałe artykuły działu XII tego aktu prawnego.

* * *

... nikt w Polsce nie ma prawa kwestionować wykonywalności wyroków sądowych. Można się z nimi nie zgadzać, ale musi się je respektować. A uchwały 7 sędziów SN są źródłem prawa, a więc muszą być stosowane przez wszystkie sądy i instytucje państwowe, oraz obywateli.

* * *

... wiem skąd się biorą durnie. Stefan Kisielewski "Kisiel" napisał swego czasu, że gdyby dureń zrozumiał, że jest durniem, automatycznie przestałby być durniem. Z tego wniosek, że durnie rekrutują się jedynie spośród ludzi pewnych, że nie są durniami.

Napisz komentarz (5 Komentarzy)