Po kilku tygodniach przerwy - z li tylko prostej ciekawości włączyłem o 10:45 kanał TVN 24, gdzie nadawano program "Kawa na ła". Jeszcze sporo przed pierwszą przerwą na reklamy, z obrzydzeniem, wyłączyłem telewizor, uznając, że tego po prostu nie da się oglądać. Szkoda czasu na najzwyklejszy w świecie magiel. Jednakowoż, aż mnie nosiło, aby to co ujrzałem i usłyszałem, chociaż w kilku słowach skomentować, co niniejszym poniżej czynię.

* * *

Konferencja prasowa nowej szefowej Trybunału Konstytucyjnego była tragicznie skandaliczna, albowiem ta pani, która z namaszczenia prezesa Jarka wykonuje funkcję przewodniczącej tego gremium, zachowywała się jak przekupka z zieleniaka, co powadze tej instytucji i tak zresztą już w niczym nie zaszkodzi. Widać było wyraźnie, że nie mogła ukryć uczucia triumfu i zadowolenia, iż taką zabawkę do ręki dostała. Faktycznie, ma powody triumfować, bo stołek jaki jej prezes ofiarował, jednocześnie chroni jej Wolfganga, który z czystego patriotyzmu w czasach PRL podpisał dobrowolne zobowiązanie szpiclowania własnego środowiska. Teraz prezes może mu naskoczyć, bo jak go Waszczykowski posunie, to paniusia w Trybunale może nieźle narozrabiać i prezes nie będzie mógł już wyrokować, co jest zgodne, a co nie z Konstytucją.

* * *

Pozostając jeszcze przy Trybunale, mogę pocieszyć rodaków, że nie ma potrzeby specjalnie się nim przejmować, ponieważ każdy wyrok, w którym orzekać będzie jeden z trzech "sędziów zastępczych" obarczony będzie nieważnością z mocy samego prawa, ponieważ ci sędziowie zostali wybrani w sposób niezgodny z Konstytucją. A więc wybór ich jest nieważny, co każdy sąd powszechny, stosujący prawo, a więc przede wszystkim Konstytucję, orzec będzie mógł. A jeżeli Ziobro tak w sądach namiesza, że sędziowie ogony podkulą, to zostaje jeszcze Trybunał Międzynarodowy w Strasburgu, któremu prezes Jarek i jego Zbyniu od prawa i sprawiedliwości, podskoczyć nie będą w stanie.

* * *

Brudziński robiący za wicemarszałka sejmu oświadczył, że cieszy go, iż do polskiego parlamentu wróci wreszcie powaga, co w istocie było kpiną w odniesieniu do konstruktywnego votum nieufności wobec rządu prezesa Jarka. Tenże wicemarszałek rozwodził się nad tym, jak to prezes Jarek i całe PiS szanuje demokrację i chroni ją przed Schetyną i jego szajką A czynią to, jak nie przymierzając za w PRL Partia chciała chronić zdobyczy socjalizmu. Nie chce mi się tego nawet specjalnie komentować, więc poprzestanę na konstatacji, że Brudziński zachowuje się jak przysłowiowy złodziej, który najgłośniej krzyczy łapać złodzieja. Takiego kabaretu jaki PiS z parlamentaryzmu zrobił, nigdy w polskim sejmie nie było. Trudno też oprzeć się wrażeniu, że 1,5 roku rządów PiS jest jeszcze gorszym czasem niż 8 lat rządów PO,  które dla mnie osobiście były czasem zmarnowanym dla Polaków. Ale dla ludzi  PO czasem rwania fruktów i koszenia "kokosów".

* * *

Zresztą votum nieufności nic nie zmieni, bo PiS ma wystarczającą przewagę, aby w okopach się otrzymać jeszcze przez spory szmat czasu, ale będzie okazja publicznie wykazać, jak szkodliwy dla Polski jest rząd Jarosława Kaczyńskiego. Po za tym opozycja nie ma szans również dlatego, że absolutnie nie jest w stanie zawieść na kółku tych wszystkich personalnych swarów i wojenek podjazdowych.

* * *

Poza polskim parlamentem mocno śmieszą mie amerykańskie filmidła, gdzie nieodmienne padają rysopisy: mężczyzna, wiek 35 lat, wzrost 180 cm, włosy ciemne, biały. I już każdy jankeski policjant, jak i każdy Amerykanin, jest w stanie poszukiwanego rozpoznać. Albo: ucieka na wschód. I każdy jankeski glina już precyzyjnie wie gdzie poszukiwanego odszukać. Tak samo, jak praktycznie każdy ścigany nieodmiennie ucieka na dach, bo jak wiadomo stamtąd można "uciec jak najbliżej".

* * *

Andrzej. Duda w Pałacu Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu prowadzi nader rozbudowaną kancelarię  notarialną, której faktycznym właścicielem jest pewien zwykły poseł  PiS - gdzieś to usłyszałem, albo przeczytałem i bardzo mi się spodobała trafność tego spostrzeżenia.

* * *

Tak zwana przez polską prawicę okupacja komunistyczna przyniosła Polsce odbudowę z powojennych ruin, uprzemysłowienie itp. Natomiast okupacja kapitalistyczna zniszczyła polską  gospodarkę i zubożała ludność. Toteż nucę sobie nieraz pod nosem "gdzie te fabryki, prawdziwe takie .... Nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma, nie ma. Gdzie, gdzie, no gdzie, gdzie, no gdzie!? - Jeeee ".

* * *

A od poniedziałku wracam do pisania "Zbrodni pod Narożnikiem".

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Widziałem relacje manifestacji kobiet w dniu 8 marca w TVN 24, w TV Polsat i w TVP, czyli tzw. KURWIZJI. Miałem wrażenie, że w dniu tym odbyły się jednocześnie dwie identyczne manifestacje, tyle że w jednej brało udział co najmniej kilka tysięcy wkurzonych na zwykłego posła kobiet, a w tej równoległej (rzeczywistości) były to garstki sfrustrowanych bab, z środowiska "komunistów i złodziei". Jednym słowem, aby nie owijać w bawełnę, Kurwizja udowodniła że propaganda z czasów ZSRR, w porównaniu z tym jak działa w IV RP, to mały pikuś.
Zastanawiam się,  czy oni widzów naprawdę uważają za zwykłych durni, czy tylko na razie zmierzają do tego, aby takimi ich uczynić. Zdaje się, że pisiory są tak ograniczeni, że nie są w stanie pojąć, że suweren ma dziś możliwości oglądania nie tylko Kurwizjii i TV TRWAM, ale też kilku innych stacji, które - mimo wielu wad - są jednak bardziej obiektywne, przynajmniej w operowaniu obrazem.

* * *

Wynik meczu 27:1. Jaki trener mając świadomość, że jego drużyna MUSI sromotnie przerżnąć, bo w turnieju występuje ansambl złożony z najlepszych europejskich graczy, wystawi się na ową sromotę? Wiem, że nie muszę odpowiadać, bo suweren inteligentny sam odpowiedź sobie znajdzie.

* * *

Właściwie powinienem - jako Polak i obywatel Rzeczpospolitej - czuć się zażenowany tym, co na konferencji prasowej opowiadała namaszczona na funkcje premiera Beata Szydło, a ja rżałem ze śmiechu jak koń. Naprawdę nigdy nie widziałem tak takiej tragifarsy na żywo. Namaszczona opowiadał wiec historie horrendalne, wskazujące, że nie ma zielonego pojęcia jakie zasady obowiązują w Unii Europejskiej, jaki faktyczny sens mają przepisy regulujące wybór szefa (przewodniczącego) Rady Europy, a także te dotyczące obrad szczytu UE. Amatorszczyzna w najczystszym wydaniu, wskazująca, że jedynym partnerem z którym pisowski rząd Polski mógłby nawiązać normalne relacje, jest jedynie znane już - dzięki szefowi polskiego MSZ - na całym świecie San Escobar. Ale zdaje się, nawet ten potencjalny sojusznik rządów PiS doskonale wie, że w przypadku wyboru przewodniczącego Rady Europy, zgodnie z unijnymi przepisami, kandydatury aktualnie pełniącego tę funkcję nie trzeba zgłaszać, jeżeli on sam przedstawi wolę dalszego jej pełnienia. I D. Tusk tak uczynił, a żadne inne państwo swojej kandydatury nie zgłosiło. Więc tylko ktoś naprawdę mający dyplomatyczną słomę w butach, mógł sobie wyobrazić, że ktoś nie będzie głosował na dotychczasowego przewodniczącego. Przecież tego rodzaju ustalenia trwają miesiącami i zdolny do logicznego myślenia polityk, na długo przed szczytem UE już wiedział, ze jedynym kandydatem będzie D. Tusk, więc tylko na niego można głos oddać.

* * *

Śmieszne, ale jednocześnie politycznie i intelektualnie niesamowicie naiwne było też opowiadanie, że się tego wyboru nie uzna, tak samo jak to, że nie podpisze się tzw. konkluzji szczytu przez co ustalenia przyjęte przez ten szczyt nie będą miały mocy prawnej. Namaszczona została ograna jak przedszkolak - ale zgodnie z obowiązującymi procedurami - albowiem rzeczone konkluzje zostały przedstawione jako konkluzje Przewodniczącego Rady Europy i następnie przez 27 prezydentów i premierów reprezentujących unijne państwa, przyjęty. Europa i śiat rży ze śmiechu z Polski, na szczęście utożsamianej jedynie z rządem kierowanym ponoć przez namaszczoną, a w istocie przez jednego zwykłego posła, jak mawiano wI Rzeplitej, nikczemnego wzrostu.1

* * *

Namaszczona z wielkim przejęciem ogłosiła, że ONI MAJA SIŁĘ, MY ZASADY, nie dziwota więc, że z miejsca jakiś zagraniczny dziennikarz zapytał się, co Polska pocznie z tymi zasadami, kiedy przyjdzie jej podpisywać czeki z unijnymi dotacjami. A ja się pytam, aby temat doprecyzować, czy wówczas zasady owe nakażą Namaszczonej czeki te wywalić do kosza? Zresztą w sposób dosadny, ale najbardziej zrozumiały, odpowiedział Namaszczonej prezydent Francji Holland, że WY MACIE ZASADY, ALE TO MY MAMY DOTACJE. I wszystko w temacie, bo kiedy owe czeki nadejdą, to trzeba będzie podkulić i nie czeki, ale te mityczne zasady w buty sobie wsadzić. Ale może Namaszczona postąpi tak, jak kiedyś postąpił prezydent RP Bolesław Bierut i rząd PZPR, kiedy 23 sierpnia 1953 roku zrezygnował z wojennych reparacji od Niemiec. Kwota ta na dzień dzisiejszy wynosi 6 bilionów złotych. Historia najczęściej kiedy się powtarza, powtarza się w postaci farsy.

* * *

Nigdy nie lubiłem Tuska i nie lubię go nadal, ale to dzięki PiS  ma on dziś moje poparcie, bo mimo wszystko jest on dla nas mniej niebezpieczny niż Kaczyński. Faktem jest, ze 8 lat rządów PO, w tym 7 pod jego kierownictwem, zdecydowanej większości Polaków nie przyniosły nic dobrego, a ilość afer i aferek osiągnęła niewyobrażalne szczyty. Jednakże jako przewodniczący RE nie ma on większego znaczenia dla nadawania kierunku w jakim UE będzie dążyć. On zajmuje się jedynie sprawnym organizowaniem funkcjonowania wszystkich organów UE i wychodzi mu to całkiem dobrze, stad też wynik glosowania. Jego funkcja ma dla nas w zasadzie znaczenie prestiżowe, ale jest on przede wszystkim najwyższym URZĘDNIKIEM unijnym, ale nie jest jej STERNIKIEM.

* * *

Namaszczona powiedziała też na tej nieszczęsnej konferencji w czasie szczytu, ze Unia musi pamiętać iż 60% dotacji dla Polski do UE wraca, bo z dotacji tych finansowane są inwestycje, które następnie są wykonywane przez zachodnie firmy działające na terenie Polski. No to ja się pytam kurna wasza taka owaka, a kto do tego doprowadził?  Kto zniszczył polski przemysł i polskie przedsiębiorstwa? Czy bracia Kaczyńscy nie byli wtedy u szczytu władzy?

* * *

Donald Tusk komentując wygłupy polskiego rządu powiedział: strzeż się mostów które za sobą palisz bo nie będziesz miał po czym wrócić. Znamienne słowa. Ale ONI  są zdaje się wyznawcami innego hasła: PO NAS CHOĆBY POTOP.

* * *

A wszystko wskazuje na to, że Jarosław Kaczyński i wszystek lud smoleński żyje w jakims świecie równoległym w innym całkowicie wymiarze czasoprzestrzeni.

1. Wg Słownika Języka Polskiego: mały wzrost, kurduplowatość.

Napisz komentarz (3 Komentarze)

  I znów natłok spraw oderwał mnie od komputera i wszystkie moje "literackie" plany legły w gruzach. Przez kilka dni nie napisałem ani linijki, nie nagrałem żadnego wywiadu z kolegami, którzy przeżyli takie historie, że inni mogą je tylko kinach oglądać. A ja nie chciałbym, aby to, co oni i to co ja, służąc narodowi (wtedy obowiązywała nas maksyma " W Służbie Narodu"), przeżyliśmy, jakie mieliśmy sukcesy i jakie ponieśliśmy porażki, odeszło w zapomnienie. Czas wrócić do realizacji tych planów.

* * *

Urodziłem się prawie w połowie XX wieku i z nagła uświadomiłem sobie, że nadszedł czas, kiedy do piachu idziemy z rozdzielnika.

* * *

W TVN 24 poinformowali, że do Szydło wybrała się delegacja żon górników oraz związkowców z kopalni Krupiński, aby wybłagać u niej zmianę decyzji o jej zamknięciu. Jest to wg nich potężny zakład pracy dla 2 tysięcy pracowników. Jest to najnowocześniejsza kopalnia w Polsce, a być może i w Europie, z olbrzymimi pokładami węgla, którego jednak nie wolno jej wydobywać.  A oficjalnym powodem zamknięcia jest brak zysku, co jest właśnie przez zakaz fedrowania ponoć spowodowany. Słuchając tego myślę,  że te naiwne te kobiety jadą z podarkami, chyba po to, by Szydłową (córkę górnika) przekupić|? Czy zainteresuje to (chodzi o te podarki), bo jeżeli jadą z prośbą, a wręczą jej chociażby kosz jajek, to już korupcja pełną gębą. Furda tam z korupcja. Gorsze jest to, że one sobie wyobrażają, iż Szydłowa im pomoże.  Przecież w kampanii wyborczej obiecywała z Dudą, że kiedy pisiory wygrają wybory, to ani jedna czynna kopalnia nie zostanie zamknięta. Naiwne kobiety. Szydło szybko wyjdzie z worka, który będą sobie mogły wziąć na żebry.

* * *

W Magazynie śledczym  Anita Gargas (Kurwizja Program I, środa 08.03.br.) ujawniła, że za decyzją o likwidacji kop. Krupiński stoi wielka niemiecka spółka, z którą związany jest były Minister  Markowski, minister górnictwa z czasów rządów SLD. Na terenach należących do kopalni i w jej okolicach znajdują się olbrzymie złoża węgla koksującego o najwyższych parametrach, a sama kopalnie jest najnowocześniejszą w Polsce i Europie. Jednakże zarząd kopalni zamiast drążyć szyb do pola o najlepszym węglu, znajdującego się w najbliższej odległości, zarządził drążenie szybów w kierunku odległych pól z węglem o wartości o wiele gorszej. Jednym słowem rozpoczęto realizację - w czasach rządów PO-PSL - przekrętu mającego doprowadzić do zamknięcia kopalni, a następnie kupienia jej za marne grosze przez niemiecką spółkę, która oczywiście rozpoczęłaby eksploatację tego pola, gdzie leży ten super węgiel. W trakcie realizacji reportażu "Solidarność" coś tam zaczęła robić, odwołano prezesa i następnie wiceprezesa kopalni, a delegacja żon górników pojechała do Szydłowej, aby ją uprosić o litość dla górniczych rodzin. Oczywiście Szydlowa natychmiast pomoże i kopalnie wrednym Niemcom, kapitalistycznym kanaliom, nie zostanie sprzedana. Jedno wydarzenie, dwie telewizje i całkowicie różne relacje, które sugerują różne interpretacje..

* * *

Program Sekielskiego "Teraz ja" na jakimś kanale telewizyjnym, który rzadko oglądam (TV Nowa, albo TV Wp). Niejaki Andrzej Stonoga opowiada, że przed prezydenckimi wyborami Andrzej Duda (i dwie inne osoby z nim będące) spotkał się z nim na tarasie jego mieszkania (w Warszawie) i obiecał mu ułaskawienie w zamian za załatwienie wsparcia w Internecie. Po tym jak wygrał i został prezydentem, być może chciał się z umowy wywiązać, ale Kaczyński zakazać mu tego, rugając go jak byle smarkacza. Stonoga ma na to twarde dowody, ale ujawni je tuż przed nową kampanią wyborczą, bo jego celem jest zemsta na tych ludziach. Przy okazji nie szczędził im obraźliwych określeń. Fakt że A. Duda milczy, dowodzi tego że się boi, a on tylko czeka, aby mu proces wytoczyli, to wówczas pokaże prawdziwa twarz Dudy. Szkoda, że mu Duda procesu nie wytoczy. Natomiast akta sprawy podsłuchów "od Sowy" dał mu Karski za pośrednictwem Hojarskiej. Na serwery w Chinach umieścił je znany warszawski dziennikarz. I w tym przypadku Kurski milczy jak zaklęty i do prokuratury lub sądu nie leci z krzykiem, że to ohydne pomówienie.

 

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Rano pojechałem do Wrocławia, na rozprawę apelacyjną od wyroku uniewinniającego dwóch wałbrzyskich (byłych już) wałbrzyskich policjantów oskarżonych o śmiertelne pobicie, na terenie komisariatu V, Piotra W., co miało miejsce 9 sierpnia 2013 roku. By dojechać bez większych kłopotów, wybrałem autostradę i jechało mi się znakomicie. Nie chcąc się spóźnić (rozprawa o 10:00) wyjechałem z Wałbrzycha już o 07:30, więc się specjalnie nie śpieszyłem. Wiedziałem, że będę miał sporo czas, aby znaleźć w pobliżu Energetycznej jakieś miejsce do parkowania. Do tej pory miałem szczęście i zawsze po kilkunastu minutach najwyżej, wolne miejsce w nieodległej okolicy udawało mi się dopaść. Nie wiem, jak to się stało - trasą tą jeździłem chyba setki razy - ale w pewnym momencie zwróciłem uwagę, że coś nie jest tak. Jakiś inny widok za oknami samochodu. Pewności, że przejechałem zjazd do Wrocławia, nabrałem w momencie, kiedy ujrzałem nad autostradą wiadukt na linach, czyli znajdowałem się już na "nowym" odcinku autostrady w kierunku Opola. Po zaliczeniu pierwszej bramki opłat nie miałem już złudzeń. Szukając zjazdu, dojechałem do kolejnej bramki, a dzięki temu, że obok była stacja benzynowa, udało mi się nawrócić. Po kolejnej bramce (w sumie pozbyłem się 12 zł) zjechałem wreszcie w kierunku Krzyków. Była godzinna 09:57. Nie chcąc tracić czasu na poszukiwanie wolnego miejsca w zatokach parkingowych, licząc na to, że los mi wynagrodzi ten fatalny "wypadek" na autostradzie, z ronda na Powstańców wjechałem od razu na Energetyczną. Nie pomyliłem się. Szczęście mi sprzyjało, bo ujrzałem cofający się samochód. Od razu "wskoczyłem" w zwolnione miejsce, dzięki czemu pod salą rozpraw (4 piętro, ale windy czynne) byłem o 10:12. Wyłączyłem dzwonek telefonu i wszedłem na salę. Akurat mowę kończył pierwszy z obrońców, przez co doszedłem do wniosku, że oskarżyciele chyba zrezygnowali z przemowy, ograniczając się tylko do niezbędnych w takich przypadkach formułek.

* * *

Wyrok uniewinniający został uchylony, a sędzina sprawozdawca na uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego w Świdnicy nie pozostawiła suchej nikt. Cieszyłem się w duchu bardzo, bo część uwag, jakie wygłosiła w ustnym uzasadnieniu, ja wyraziłem kilka tygodni temu w felietonie w tygodniku DB 2010, po tym, jak zapoznałem się z treścią uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego. Nie mogło być inaczej, bo sąd apelacyjny MUSIAŁ dostrzec to samo, co i ja w uzasadnieniu Sądu Okręgowego dostrzegłem, tak jak i musiałby to dostrzec każdy mający trochę oleju w głowie, znający się trochę na prawie i mający poczucie sprawiedliwości człowiek. Oczywiście to ustne uzasadnienie obejmowało też wątki, których ja nie poruszyłem, ponieważ ich nie znałem, nie mając wglądu do materiałów procesowych. To, co usłyszałem z ust sędzi sprawozdawcy, pozwoliło mi na ugruntowanie mojego przekonania o wielkiej stronniczości sądu okręgowego, który tych policjantów uniewinnił. Uniewinnił, mimo, że wszystko wskazywało na ich winę. O tym, co się konkretnie na sali sądowej działo i co zwierało ustne uzasadnienie wyroku sądu apelacyjnego, opiszę w felietonie w najbliższym numerze tygodnika DB 2010 (02.03.2017), więc zainteresowanych proszę trochę o cierpliwość. Natomiast ja sam jestem ciekaw reakcji "różnych takich", którzy mnie grubym słowem (niekiedy bardzo grubym) potraktowali, pisząc do mnie triumfalnie, abym teraz na kolanach i w zgrzebnym pokutnym worze, błagał o przebaczenie tych, których swoimi tekstami (relacjami z sali sądowej w istocie) obraziłem, bo przecież sąd ich uniewinnił. Ja, słuchając uzasadnienia wyroku sądu apelacyjnego, nie miałem - i nie mam - żadnych wątpliwości, że gdyby to ten sąd orzekał w I instancji, wyrok na 100% byłby skazujący.

* * *

W czwartek 23 lutego Andrzej Basztura przestał być komendantem wałbrzyskiej policji, a funkcję tę pełnił od 15 października 2013 roku, przejmując "buławę" od Ryszarda Błażnika, który przeszedł do KWP w Gorzowie Wlkp. Trochę tajemnicze jest to przejście na emeryturę, albowiem były już komendant ma dopiero 52 lata, a więc mógłby spokojnie jeszcze te 13 lat przepracować. Ci, którzy mnie znają, zwrócą zapewne uwagę na to, że nie napisałem "przesłużyć" i zapewne domyślą się, że nie uczyniłem tego przez przypadek. Ale mniejsza z tym, faktem bowiem jest, że odchodzi. Mniemam, że w dobrym zdrowiu, bo mowa jest o emeryturze, a nie rencie. Cóż zatem się stać mogło, że młody jeszcze (wiekiem) oficer, mający przed sobą możliwość dalszej kariery, nagle mundur policjanta zrzuca? Jego kolega i były przełożony ze świdnickiej komendy (był komendantem, a Basztura jego zastępcą) awansował wszak na zastępcę komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu, w obiegu publicznym krążą informacje o dobrych jego notowaniach nie tylko w KGP, ale i MSWIA. A tu masz ... Jeżeli zatem nie stan zdrowia jest przyczyną odejścia, to dla mnie stają się oczywiste dwie inne. Pierwsza jest taka, że Andrzej Basztura załapał się na listę tych, którzy w swoim życiorysie mają "milicyjną skazę". Wprawdzie on sam do policji wstąpił 16 listopada 1990, ale jak wiadomo Policja istnieje od 6 kwietnia tegoż roku, czyli podanie o przyjęcie złożył na pewno jeszcze za czasów istnienia Milicji Obywatelskiej. A to mogło ministra Błaszczaka mocno zaniepokoić, bo jak wiadomo, wszystkich takich "politycznie niepewnych" kazał z szeregów policji pognać het. I jeżeli był to prawdziwy powód odejścia Andrzeja Basztury, to ja osobiście wcale go nie żałuję, bo doskonale wiem, z jaką pogardą wypowiadał się on o milicjantach, także tych, którzy później (np. tak jak ja) służyli w policji. Nie znam go zbyt dobrze, bo los zrządził, że tylko kilka razy (w latach 90-tych) spotkałem się z nim osobiście, ale też miałem okazję zapoznać się (2002-2003) z kilkoma historiami, o których pisać jeszcze nie mogę. Był także "bohaterem" mojego zawiadomienia Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu i szefa MSWiA, dotyczącego mojego przekonania, że będąc komendantem miejskim w Wałbrzychu, dopuścił się czynu określonego w art. 231 kk, czyli niedopełnienia obowiązków służbowych. Śledztwo przekazano do malutkiej prokuratury w Bystrzycy Kłodzkiej, która je oczywiście umorzyła. Złożyłem - ma się rozumieć - zażalenie i Sąd Rejonowy w Wałbrzychu uznał moją argumentację i uchylił postanowienie o umorzeniu śledztwa. No cóż, prawo mamy takie, że w takiej sytuacji nie mogłem się już na kolejne umorzenie zażalić. Szkoda, że prokuratura nie dała mu możliwości dowiedzenia przed sądem faktu swej niewinności, bo moja znajomość prawa, doświadczenie nabyte w policyjnej praktyce, a także uznanie przez sąd zasadności mojego zawiadomienia, utwierdzają mnie w przekonaniu, że miałem rację. Niekiedy tylko myślę sobie, jak by ta sprawa wyglądała, gdyby to nie on, a ja, przez kilka lat mieszkałbym (całkiem niedawno) w jednym z pokoi służbowych mieszczących się w budynku bystrzyckiej prokuratury.1 Jeżeli jednak nie "milicyjna skaza" wyłączyła byłego już komendanta z policyjnych szeregów, to "cóś" innego musi być na rzeczy. Pytanie co? Ale o tym być może będę jeszcze miał okazję napisać.

1Teraz sobie przypomniałem, że pod koniec lat 80-tych XX wieku nocowałem tam z kolegami z wydziału chyba przez 3 noce w czasie kiedy zajmowaliśmy się jakimś zabójstwem w tym mieście

Napisz komentarz (7 Komentarzy)

Wczoraj oglądałem na którymś z programów powtórkę z Mazurskiej Nocy Kabaretowej i urzekł mnie pewien nadzwyczaj trafny bom mot kabaretu Łowcy Kropka B, że rosyjscy naukowcy mają rację dowodząc, że co trzecia kobieta jest tak samo przemądrzała, jak dwie poprzednie.

* * *

 Wpadłem na pomysł i kiedy widzę na ekranie mojego telewizora kogoś z PiS, wyłączam fonię. I od razu świat robi się o wiele przyjemniejszy.

* * *

Szyszko kłamie, że ustawa o wycince drzew jest projektem poselskim, kiedy wszystkie dokumenty w tej sprawie powstały w ministerstwie środowiska.  Można wyciąć drzewo na działce, ale nie można wycinać drzew w przestrzeni publicznej, bo w takim przypadku stanowią one dobro narodowe, chociażby znajdowały się na czyjejś prywatnej własności. Zwłaszcza, że w czasach III RP tysiące hektarów ziemi zostały społeczeństwo bezczelnie ukradzione, a w zasadzie ZRABOWANE.

* * *

Sztuka "Klątwa" - klecholand wydziera się, że to obraza uczuć religijnych, bo nie zdaje sobie sprawy, że do obrazy uczuć religijnych może dojść tylko wtedy, gdy obraza ma miejsce w przestrzeni, w której może znaleźć się każdy.  A na sztukę teatralną trzeba kupić sobie bilet, a więc nie każdy musi tam iść, zwłaszcza kiedy wystawiana sztuką jest mocno kontrowersyjna. Artykułów 54 i 73 Konstytucji RP1 im nie polecam, bo ONI konstytucję mają dokładnie w tym samym miejscu, GDZIE JA MAM ICH.

* * *

Macierewicz powinien mieć sprawę za wykroczenie dotyczące naruszenia przepisów ustawy Prawo o ruchu drogowym, a także zawartych w kodeksie wykroczeń, za przechodzenie przez jezdnię w miejscu niedozwolonych. Ponadto prokuratura powinna postawić mu zarzut z art. 231 kk, za przekroczenie uprawnień w zakresie wykorzystania  żołnierzy Żandarmerii Wojskowej, która w zakresie kompetencji nie ma wpisanego obowiązku ułatwiania ministrowi łamania prawa.

* * *

Uwielbiam czytać wszystko, co napisze prof. Bronisław Łagowski. Dziś rano przeczytałem jego felieton w tygodniku "Przegląd" i zaintrygował mnie szczególnie jeden jego fragment, z którym MUSZĘ się podzielić:

"Opozycja (...) Twierdzi, ze ustawa budżetowa jest nielegalna, ponieważ została uchwalona (...) przy niepełnym kworum i w niewłaściwym pomieszczeniu, przemilczając, że właściwa dla tego celu n aulę blokowała. W taki sam sposób została przyjęta ustawa "dezubekizacyjna", ale performersi i nowocześni nie mówią, że ta również jest w takim razie nielegalna. Ten nędzny akt mściwości wobec ludzi, którzy w przeważającej masie nie zrobili nic złego, należy do serii poczynań delegitymizujacych pewien okres państwa polskiego, które Platforma inspirowała, wszczynała i egzekwowała razem z kaczystami i nadal jest z tego powodu bardzo z siebie zadowolona. Trudno mi uwierzyć, ze w partii PiS nie ma ludzi, którzy by się wstydzili za ustawę wywierającą zemstę na ludziach nikomu i niczemu już nieszkodzących, w przeważającej liczbie starych i bezradnych. Tak praktykuj kaczyści swój etos bohaterstwa i patriotyzmu. Odbieranie emerytur ma być karą (jeszcze jak spóźnioną!) za "służenie państwu totalitarnemu", jakby nie zauważano po 30 latach, że "totalitaryzm" jest propagandową hiperbolą, mającą nikły związek z rzeczywistością i niedopuszczalną w języku ustawodawczym."

* * *

Tyle prof. Łagowski, a ja dodam od siebie, że zadowolona z tej ustawy Platforma i Nowoczesna, nie zauważa, że i III RP została uznana za "państwo totalitarne", albowiem emerytury są odbierane (drastycznie zmniejszane) także tym funkcjonariuszom, którzy w 1990 roku zawarli umowę z państwem, że będą mu dalej wiernie służyć, za co po uzyskaniu wieku emerytalnego, otrzymają emerytury w wysokości przez to państwo gwarantowanej.

1. Art. 54. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Art. 73. Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Zastanawiałem się przedwczoraj - uprawiając swoje codzienne poranne marszobiegi - dlaczego w Polsce panuje tak powszechnie niechętny stosunek do Rosji, która niedługo po Polsce odrzuciła niezdolny i nie chciany ustrój ekonomiczny i polityczny. W trakcie tych rozmyślań wstąpiłem do kiosku po ulubioną prasę. Dziś rano czytam Przegląd i znajduje tam artykuł na ten temat. Zadziwiające, jak często przydarza mi się, że o czymś myślę i bardzo szybko taki sam temat znajduję w moich ulubionych tygodnikach.

Krzysztof Pilawski pisze:

"Współczesna rusofobia nie ma logicznego uzasadnienia. Przełom 1989 r. w Polsce był możliwy dzięki przemianom w ZSRR związanym z osobą Michaiła Gorbaczowa. Upadek komunizmu na terenie Związku Radzieckiego oznaczał zakończenie zimnej wojny. Rozpad tego państwa sprawił, że zamiast granicy radziecko-polskiej długiej na 1241 km pojawiła się mająca nieco ponad 200 km granica z Rosją, a konkretnie z niewielką eksklawą kaliningradzką. Spełniło się marzenie Jerzego Giedroycia: Polska została oddzielona od Rosji pasmem niepodległych państw. Rosja nie ma ani piędzi ziemi przedwojennego państwa polskiego, za to Polska zachowała przeszło 100 km kw. przyłączonych w 1945 r. do naszego kraju."

Przypomnę, że te ziemie przyłączone, to swego rodzaju prezent Stalina, przyznany Polsce wbrew stanowisku innych członków Wielkiej Trójki (Stalin, Churchill i Roosevelt), którym nie bardzo zależało na nadmiernym osłabieniem Niemiec. Czy teraz Polska winna zwrócić tzw. Ziemie Odzyskane Niemcom, bo zostały one zagrabione przez Stalina? Części Litwy, Białorusi i Ukrainy nie odzyskamy nigdy, ale przynajmniej, nie uznając "zdobyczy komunizmu" poddajmy się sprawiedliwości dziejowej. No pisiaki, do roboty ...

* * *

Przypomnę, że 23 lutego i 16 marca 2011 r. Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie rozpoznawał wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich dotyczący dekretu o stanie wojennym. W wyroku z 16 marca 2011 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że dekret o stanie wojennym oraz dekret o postępowaniach szczególnych w sprawach o przestępstwa i wykroczenia w czasie obowiązywania stanu wojennego są niezgodne z art. 7 Konstytucji RP w związku z art. 31 ust. 1 Konstytucji PRL z dnia 22 lipca 1952 r. oraz z art. 15 ust. 1 Międzynarodowego Paktu Praw Osobistych i Politycznych. A kto pisiaczkowie mili przewodniczył wtedy Trybunałowi? Czy przypadkiem nie ten wróg pisowskiej demokracji i pisowskiego państwa polskiego A. Rzepliński? A nuże wyrok ten unieważniać, albowiem nie polscy zaiste sędziowie go wydali.

* * *

Katolicki lekarz. pisowaty minister od zdrowia, albo cynicznie kłamie albo jest niedouczony, czyli po prostu głupi. Opowiada bzdury, po których lekarze i naukowcy z przerażeniem za głowy się łapią. Otóż bredzi ten nieszczęśnik o pigułce "Dzień po", że jest to środek wczesnoporonny, kiedy w rzeczywistości jest to środek antykoncepcyjny. Ale w pisowskim państwie wszystko, co jest "PO", jest nie do przyjęcia. Może warto wiec zmienić nazwę na "Dzień PiS"

* * *

Kaczyński Jarosław raczył oto ogłosić z trybuny sejmowej, że zarówno on sam, jak i całe pisiorstwo to PANY. I jako PANY mogli niedawno wszystkich okupujących sejm po swojemu "pozamiatać", ale nie zrobili tego, bo to ludzkie paniska są. Panowie, psia ich mać, a słoma z butów wystaje i chlewikiem na nierogaciznę jedzie, jak jednemu pisiorowi z gęby nie przymierzając. Kaz Marcinkiewicz ma rację, że to nie jest państwo panów, a "panisków", którzy je ze wszystkich stron obsiedli.  Tak jak Szyszko z tysiącami hektarów nie wiadomo skąd, bo w zeznaniu podatkowym źródeł nie ujawnił. Co robi CBA, jeżeli nawet Kaczyński mówi o możliwości lobbingu (czytaj: łapówki) ? Syszko ściągnął do ministerstwa ludzi z Radia Maryja, bo chyba to im chodziło, aby gdzieś "swoje" drzewa wyciąć. Zanim zmianę nakazaną przez Jarka przeprowadzą, wycinka się skończy. Służby nic nie zrobią, bo one mają się zająć nie panami, a złodziejami i komunistami oraz tymi wszystkimi gorszego sortuj.  Ta ustawa (lex Szyszko) to przede wszystkim afera finansowa. W nocy 16 grudnia ją uchwalono, a już raniutko, skoro świat, topory poszły w ruch. Była to jawna ustawka uchwała przyjęta przez klub PiS. I jak tu nie zgodzić się z Kazem, którego stanowisko niniejszym streściłem. Poza tym powiedział również, że Macierewicz jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski. Mówienie o Smoleńsku, jak o Gruzji Ukrainie, to totalna kompromitacja. Jak będzie zagrożenie to w NATO nie uwierzą mu, bo uznają go za wariatuncia.

* * *

Uskuteczniając swoje poranne marszo-biegi bardzo często spotykam ludzi, których ich własne pieski wyprowadzają na poranny spacer. I zawsze mają swych panów na smyczy, co zresztą chwali się im jak najbardziej. Zawsze się im z uwagą przyglądam, albowiem bardzo psy kocham i gdyby nie to, że moja żona kocha jedynie psy należące do innych, miałbym już takiego od dawna w domu. Najbardziej frapują mnie ich pyski, po których orientuję się z jakim charakterem mam do czynienia. Są psiska zawsze poważne, wiecznie zafrasowane, co widać po ich pyskach i psy radosne o pyskach uśmiechniętych, jak również psy o pyskach wręcz ponurych.. Rozróżniam trzy rodzaje:

- psy zadumane, idą koło swego pana ze spuszczoną głową, na nic nie zwracają uwagi, wiecznie zafrapowane, jakby przez cały czas rozmyślały nad marnościami tego świata,

- psy uśmiechnięte, radosne, które idąc koło pana, co chwilę zaglądają mu w oczy, poszukują i oczekują kontaktu, na coś ciągle zwracają uwagę,

- psy warczące, z podkulonymi ciągle ogonami, które warczą i gryzą albo ze strachu, albo z uwagi na psią schizofrenię lub wręcz paranoję. To one są najbardziej niebezpieczne, bo mogą zaatakować swego pana. Ze strachu lub z powodu choroby. Zastanawia mnie dlaczego pisioraki mają takie same pyski, jak te psy trzeciego rodzaju?

Napisz komentarz (0 Komentarzy)