Rano pojechałem do Wrocławia, na rozprawę apelacyjną od wyroku uniewinniającego dwóch wałbrzyskich (byłych już) wałbrzyskich policjantów oskarżonych o śmiertelne pobicie, na terenie komisariatu V, Piotra W., co miało miejsce 9 sierpnia 2013 roku. By dojechać bez większych kłopotów, wybrałem autostradę i jechało mi się znakomicie. Nie chcąc się spóźnić (rozprawa o 10:00) wyjechałem z Wałbrzycha już o 07:30, więc się specjalnie nie śpieszyłem. Wiedziałem, że będę miał sporo czas, aby znaleźć w pobliżu Energetycznej jakieś miejsce do parkowania. Do tej pory miałem szczęście i zawsze po kilkunastu minutach najwyżej, wolne miejsce w nieodległej okolicy udawało mi się dopaść. Nie wiem, jak to się stało - trasą tą jeździłem chyba setki razy - ale w pewnym momencie zwróciłem uwagę, że coś nie jest tak. Jakiś inny widok za oknami samochodu. Pewności, że przejechałem zjazd do Wrocławia, nabrałem w momencie, kiedy ujrzałem nad autostradą wiadukt na linach, czyli znajdowałem się już na "nowym" odcinku autostrady w kierunku Opola. Po zaliczeniu pierwszej bramki opłat nie miałem już złudzeń. Szukając zjazdu, dojechałem do kolejnej bramki, a dzięki temu, że obok była stacja benzynowa, udało mi się nawrócić. Po kolejnej bramce (w sumie pozbyłem się 12 zł) zjechałem wreszcie w kierunku Krzyków. Była godzinna 09:57. Nie chcąc tracić czasu na poszukiwanie wolnego miejsca w zatokach parkingowych, licząc na to, że los mi wynagrodzi ten fatalny "wypadek" na autostradzie, z ronda na Powstańców wjechałem od razu na Energetyczną. Nie pomyliłem się. Szczęście mi sprzyjało, bo ujrzałem cofający się samochód. Od razu "wskoczyłem" w zwolnione miejsce, dzięki czemu pod salą rozpraw (4 piętro, ale windy czynne) byłem o 10:12. Wyłączyłem dzwonek telefonu i wszedłem na salę. Akurat mowę kończył pierwszy z obrońców, przez co doszedłem do wniosku, że oskarżyciele chyba zrezygnowali z przemowy, ograniczając się tylko do niezbędnych w takich przypadkach formułek.

* * *

Wyrok uniewinniający został uchylony, a sędzina sprawozdawca na uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego w Świdnicy nie pozostawiła suchej nikt. Cieszyłem się w duchu bardzo, bo część uwag, jakie wygłosiła w ustnym uzasadnieniu, ja wyraziłem kilka tygodni temu w felietonie w tygodniku DB 2010, po tym, jak zapoznałem się z treścią uzasadnienia wyroku Sądu Okręgowego. Nie mogło być inaczej, bo sąd apelacyjny MUSIAŁ dostrzec to samo, co i ja w uzasadnieniu Sądu Okręgowego dostrzegłem, tak jak i musiałby to dostrzec każdy mający trochę oleju w głowie, znający się trochę na prawie i mający poczucie sprawiedliwości człowiek. Oczywiście to ustne uzasadnienie obejmowało też wątki, których ja nie poruszyłem, ponieważ ich nie znałem, nie mając wglądu do materiałów procesowych. To, co usłyszałem z ust sędzi sprawozdawcy, pozwoliło mi na ugruntowanie mojego przekonania o wielkiej stronniczości sądu okręgowego, który tych policjantów uniewinnił. Uniewinnił, mimo, że wszystko wskazywało na ich winę. O tym, co się konkretnie na sali sądowej działo i co zwierało ustne uzasadnienie wyroku sądu apelacyjnego, opiszę w felietonie w najbliższym numerze tygodnika DB 2010 (02.03.2017), więc zainteresowanych proszę trochę o cierpliwość. Natomiast ja sam jestem ciekaw reakcji "różnych takich", którzy mnie grubym słowem (niekiedy bardzo grubym) potraktowali, pisząc do mnie triumfalnie, abym teraz na kolanach i w zgrzebnym pokutnym worze, błagał o przebaczenie tych, których swoimi tekstami (relacjami z sali sądowej w istocie) obraziłem, bo przecież sąd ich uniewinnił. Ja, słuchając uzasadnienia wyroku sądu apelacyjnego, nie miałem - i nie mam - żadnych wątpliwości, że gdyby to ten sąd orzekał w I instancji, wyrok na 100% byłby skazujący.

* * *

W czwartek 23 lutego Andrzej Basztura przestał być komendantem wałbrzyskiej policji, a funkcję tę pełnił od 15 października 2013 roku, przejmując "buławę" od Ryszarda Błażnika, który przeszedł do KWP w Gorzowie Wlkp. Trochę tajemnicze jest to przejście na emeryturę, albowiem były już komendant ma dopiero 52 lata, a więc mógłby spokojnie jeszcze te 13 lat przepracować. Ci, którzy mnie znają, zwrócą zapewne uwagę na to, że nie napisałem "przesłużyć" i zapewne domyślą się, że nie uczyniłem tego przez przypadek. Ale mniejsza z tym, faktem bowiem jest, że odchodzi. Mniemam, że w dobrym zdrowiu, bo mowa jest o emeryturze, a nie rencie. Cóż zatem się stać mogło, że młody jeszcze (wiekiem) oficer, mający przed sobą możliwość dalszej kariery, nagle mundur policjanta zrzuca? Jego kolega i były przełożony ze świdnickiej komendy (był komendantem, a Basztura jego zastępcą) awansował wszak na zastępcę komendanta wojewódzkiego policji we Wrocławiu, w obiegu publicznym krążą informacje o dobrych jego notowaniach nie tylko w KGP, ale i MSWIA. A tu masz ... Jeżeli zatem nie stan zdrowia jest przyczyną odejścia, to dla mnie stają się oczywiste dwie inne. Pierwsza jest taka, że Andrzej Basztura załapał się na listę tych, którzy w swoim życiorysie mają "milicyjną skazę". Wprawdzie on sam do policji wstąpił 16 listopada 1990, ale jak wiadomo Policja istnieje od 6 kwietnia tegoż roku, czyli podanie o przyjęcie złożył na pewno jeszcze za czasów istnienia Milicji Obywatelskiej. A to mogło ministra Błaszczaka mocno zaniepokoić, bo jak wiadomo, wszystkich takich "politycznie niepewnych" kazał z szeregów policji pognać het. I jeżeli był to prawdziwy powód odejścia Andrzeja Basztury, to ja osobiście wcale go nie żałuję, bo doskonale wiem, z jaką pogardą wypowiadał się on o milicjantach, także tych, którzy później (np. tak jak ja) służyli w policji. Nie znam go zbyt dobrze, bo los zrządził, że tylko kilka razy (w latach 90-tych) spotkałem się z nim osobiście, ale też miałem okazję zapoznać się (2002-2003) z kilkoma historiami, o których pisać jeszcze nie mogę. Był także "bohaterem" mojego zawiadomienia Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu i szefa MSWiA, dotyczącego mojego przekonania, że będąc komendantem miejskim w Wałbrzychu, dopuścił się czynu określonego w art. 231 kk, czyli niedopełnienia obowiązków służbowych. Śledztwo przekazano do malutkiej prokuratury w Bystrzycy Kłodzkiej, która je oczywiście umorzyła. Złożyłem - ma się rozumieć - zażalenie i Sąd Rejonowy w Wałbrzychu uznał moją argumentację i uchylił postanowienie o umorzeniu śledztwa. No cóż, prawo mamy takie, że w takiej sytuacji nie mogłem się już na kolejne umorzenie zażalić. Szkoda, że prokuratura nie dała mu możliwości dowiedzenia przed sądem faktu swej niewinności, bo moja znajomość prawa, doświadczenie nabyte w policyjnej praktyce, a także uznanie przez sąd zasadności mojego zawiadomienia, utwierdzają mnie w przekonaniu, że miałem rację. Niekiedy tylko myślę sobie, jak by ta sprawa wyglądała, gdyby to nie on, a ja, przez kilka lat mieszkałbym (całkiem niedawno) w jednym z pokoi służbowych mieszczących się w budynku bystrzyckiej prokuratury.1 Jeżeli jednak nie "milicyjna skaza" wyłączyła byłego już komendanta z policyjnych szeregów, to "cóś" innego musi być na rzeczy. Pytanie co? Ale o tym być może będę jeszcze miał okazję napisać.

1Teraz sobie przypomniałem, że pod koniec lat 80-tych XX wieku nocowałem tam z kolegami z wydziału chyba przez 3 noce w czasie kiedy zajmowaliśmy się jakimś zabójstwem w tym mieście

Napisz komentarz (7 Komentarzy)

Wczoraj oglądałem na którymś z programów powtórkę z Mazurskiej Nocy Kabaretowej i urzekł mnie pewien nadzwyczaj trafny bom mot kabaretu Łowcy Kropka B, że rosyjscy naukowcy mają rację dowodząc, że co trzecia kobieta jest tak samo przemądrzała, jak dwie poprzednie.

* * *

 Wpadłem na pomysł i kiedy widzę na ekranie mojego telewizora kogoś z PiS, wyłączam fonię. I od razu świat robi się o wiele przyjemniejszy.

* * *

Szyszko kłamie, że ustawa o wycince drzew jest projektem poselskim, kiedy wszystkie dokumenty w tej sprawie powstały w ministerstwie środowiska.  Można wyciąć drzewo na działce, ale nie można wycinać drzew w przestrzeni publicznej, bo w takim przypadku stanowią one dobro narodowe, chociażby znajdowały się na czyjejś prywatnej własności. Zwłaszcza, że w czasach III RP tysiące hektarów ziemi zostały społeczeństwo bezczelnie ukradzione, a w zasadzie ZRABOWANE.

* * *

Sztuka "Klątwa" - klecholand wydziera się, że to obraza uczuć religijnych, bo nie zdaje sobie sprawy, że do obrazy uczuć religijnych może dojść tylko wtedy, gdy obraza ma miejsce w przestrzeni, w której może znaleźć się każdy.  A na sztukę teatralną trzeba kupić sobie bilet, a więc nie każdy musi tam iść, zwłaszcza kiedy wystawiana sztuką jest mocno kontrowersyjna. Artykułów 54 i 73 Konstytucji RP1 im nie polecam, bo ONI konstytucję mają dokładnie w tym samym miejscu, GDZIE JA MAM ICH.

* * *

Macierewicz powinien mieć sprawę za wykroczenie dotyczące naruszenia przepisów ustawy Prawo o ruchu drogowym, a także zawartych w kodeksie wykroczeń, za przechodzenie przez jezdnię w miejscu niedozwolonych. Ponadto prokuratura powinna postawić mu zarzut z art. 231 kk, za przekroczenie uprawnień w zakresie wykorzystania  żołnierzy Żandarmerii Wojskowej, która w zakresie kompetencji nie ma wpisanego obowiązku ułatwiania ministrowi łamania prawa.

* * *

Uwielbiam czytać wszystko, co napisze prof. Bronisław Łagowski. Dziś rano przeczytałem jego felieton w tygodniku "Przegląd" i zaintrygował mnie szczególnie jeden jego fragment, z którym MUSZĘ się podzielić:

"Opozycja (...) Twierdzi, ze ustawa budżetowa jest nielegalna, ponieważ została uchwalona (...) przy niepełnym kworum i w niewłaściwym pomieszczeniu, przemilczając, że właściwa dla tego celu n aulę blokowała. W taki sam sposób została przyjęta ustawa "dezubekizacyjna", ale performersi i nowocześni nie mówią, że ta również jest w takim razie nielegalna. Ten nędzny akt mściwości wobec ludzi, którzy w przeważającej masie nie zrobili nic złego, należy do serii poczynań delegitymizujacych pewien okres państwa polskiego, które Platforma inspirowała, wszczynała i egzekwowała razem z kaczystami i nadal jest z tego powodu bardzo z siebie zadowolona. Trudno mi uwierzyć, ze w partii PiS nie ma ludzi, którzy by się wstydzili za ustawę wywierającą zemstę na ludziach nikomu i niczemu już nieszkodzących, w przeważającej liczbie starych i bezradnych. Tak praktykuj kaczyści swój etos bohaterstwa i patriotyzmu. Odbieranie emerytur ma być karą (jeszcze jak spóźnioną!) za "służenie państwu totalitarnemu", jakby nie zauważano po 30 latach, że "totalitaryzm" jest propagandową hiperbolą, mającą nikły związek z rzeczywistością i niedopuszczalną w języku ustawodawczym."

* * *

Tyle prof. Łagowski, a ja dodam od siebie, że zadowolona z tej ustawy Platforma i Nowoczesna, nie zauważa, że i III RP została uznana za "państwo totalitarne", albowiem emerytury są odbierane (drastycznie zmniejszane) także tym funkcjonariuszom, którzy w 1990 roku zawarli umowę z państwem, że będą mu dalej wiernie służyć, za co po uzyskaniu wieku emerytalnego, otrzymają emerytury w wysokości przez to państwo gwarantowanej.

1. Art. 54. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Art. 73. Każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Zastanawiałem się przedwczoraj - uprawiając swoje codzienne poranne marszobiegi - dlaczego w Polsce panuje tak powszechnie niechętny stosunek do Rosji, która niedługo po Polsce odrzuciła niezdolny i nie chciany ustrój ekonomiczny i polityczny. W trakcie tych rozmyślań wstąpiłem do kiosku po ulubioną prasę. Dziś rano czytam Przegląd i znajduje tam artykuł na ten temat. Zadziwiające, jak często przydarza mi się, że o czymś myślę i bardzo szybko taki sam temat znajduję w moich ulubionych tygodnikach.

Krzysztof Pilawski pisze:

"Współczesna rusofobia nie ma logicznego uzasadnienia. Przełom 1989 r. w Polsce był możliwy dzięki przemianom w ZSRR związanym z osobą Michaiła Gorbaczowa. Upadek komunizmu na terenie Związku Radzieckiego oznaczał zakończenie zimnej wojny. Rozpad tego państwa sprawił, że zamiast granicy radziecko-polskiej długiej na 1241 km pojawiła się mająca nieco ponad 200 km granica z Rosją, a konkretnie z niewielką eksklawą kaliningradzką. Spełniło się marzenie Jerzego Giedroycia: Polska została oddzielona od Rosji pasmem niepodległych państw. Rosja nie ma ani piędzi ziemi przedwojennego państwa polskiego, za to Polska zachowała przeszło 100 km kw. przyłączonych w 1945 r. do naszego kraju."

Przypomnę, że te ziemie przyłączone, to swego rodzaju prezent Stalina, przyznany Polsce wbrew stanowisku innych członków Wielkiej Trójki (Stalin, Churchill i Roosevelt), którym nie bardzo zależało na nadmiernym osłabieniem Niemiec. Czy teraz Polska winna zwrócić tzw. Ziemie Odzyskane Niemcom, bo zostały one zagrabione przez Stalina? Części Litwy, Białorusi i Ukrainy nie odzyskamy nigdy, ale przynajmniej, nie uznając "zdobyczy komunizmu" poddajmy się sprawiedliwości dziejowej. No pisiaki, do roboty ...

* * *

Przypomnę, że 23 lutego i 16 marca 2011 r. Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie rozpoznawał wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich dotyczący dekretu o stanie wojennym. W wyroku z 16 marca 2011 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że dekret o stanie wojennym oraz dekret o postępowaniach szczególnych w sprawach o przestępstwa i wykroczenia w czasie obowiązywania stanu wojennego są niezgodne z art. 7 Konstytucji RP w związku z art. 31 ust. 1 Konstytucji PRL z dnia 22 lipca 1952 r. oraz z art. 15 ust. 1 Międzynarodowego Paktu Praw Osobistych i Politycznych. A kto pisiaczkowie mili przewodniczył wtedy Trybunałowi? Czy przypadkiem nie ten wróg pisowskiej demokracji i pisowskiego państwa polskiego A. Rzepliński? A nuże wyrok ten unieważniać, albowiem nie polscy zaiste sędziowie go wydali.

* * *

Katolicki lekarz. pisowaty minister od zdrowia, albo cynicznie kłamie albo jest niedouczony, czyli po prostu głupi. Opowiada bzdury, po których lekarze i naukowcy z przerażeniem za głowy się łapią. Otóż bredzi ten nieszczęśnik o pigułce "Dzień po", że jest to środek wczesnoporonny, kiedy w rzeczywistości jest to środek antykoncepcyjny. Ale w pisowskim państwie wszystko, co jest "PO", jest nie do przyjęcia. Może warto wiec zmienić nazwę na "Dzień PiS"

* * *

Kaczyński Jarosław raczył oto ogłosić z trybuny sejmowej, że zarówno on sam, jak i całe pisiorstwo to PANY. I jako PANY mogli niedawno wszystkich okupujących sejm po swojemu "pozamiatać", ale nie zrobili tego, bo to ludzkie paniska są. Panowie, psia ich mać, a słoma z butów wystaje i chlewikiem na nierogaciznę jedzie, jak jednemu pisiorowi z gęby nie przymierzając. Kaz Marcinkiewicz ma rację, że to nie jest państwo panów, a "panisków", którzy je ze wszystkich stron obsiedli.  Tak jak Szyszko z tysiącami hektarów nie wiadomo skąd, bo w zeznaniu podatkowym źródeł nie ujawnił. Co robi CBA, jeżeli nawet Kaczyński mówi o możliwości lobbingu (czytaj: łapówki) ? Syszko ściągnął do ministerstwa ludzi z Radia Maryja, bo chyba to im chodziło, aby gdzieś "swoje" drzewa wyciąć. Zanim zmianę nakazaną przez Jarka przeprowadzą, wycinka się skończy. Służby nic nie zrobią, bo one mają się zająć nie panami, a złodziejami i komunistami oraz tymi wszystkimi gorszego sortuj.  Ta ustawa (lex Szyszko) to przede wszystkim afera finansowa. W nocy 16 grudnia ją uchwalono, a już raniutko, skoro świat, topory poszły w ruch. Była to jawna ustawka uchwała przyjęta przez klub PiS. I jak tu nie zgodzić się z Kazem, którego stanowisko niniejszym streściłem. Poza tym powiedział również, że Macierewicz jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski. Mówienie o Smoleńsku, jak o Gruzji Ukrainie, to totalna kompromitacja. Jak będzie zagrożenie to w NATO nie uwierzą mu, bo uznają go za wariatuncia.

* * *

Uskuteczniając swoje poranne marszo-biegi bardzo często spotykam ludzi, których ich własne pieski wyprowadzają na poranny spacer. I zawsze mają swych panów na smyczy, co zresztą chwali się im jak najbardziej. Zawsze się im z uwagą przyglądam, albowiem bardzo psy kocham i gdyby nie to, że moja żona kocha jedynie psy należące do innych, miałbym już takiego od dawna w domu. Najbardziej frapują mnie ich pyski, po których orientuję się z jakim charakterem mam do czynienia. Są psiska zawsze poważne, wiecznie zafrasowane, co widać po ich pyskach i psy radosne o pyskach uśmiechniętych, jak również psy o pyskach wręcz ponurych.. Rozróżniam trzy rodzaje:

- psy zadumane, idą koło swego pana ze spuszczoną głową, na nic nie zwracają uwagi, wiecznie zafrapowane, jakby przez cały czas rozmyślały nad marnościami tego świata,

- psy uśmiechnięte, radosne, które idąc koło pana, co chwilę zaglądają mu w oczy, poszukują i oczekują kontaktu, na coś ciągle zwracają uwagę,

- psy warczące, z podkulonymi ciągle ogonami, które warczą i gryzą albo ze strachu, albo z uwagi na psią schizofrenię lub wręcz paranoję. To one są najbardziej niebezpieczne, bo mogą zaatakować swego pana. Ze strachu lub z powodu choroby. Zastanawia mnie dlaczego pisioraki mają takie same pyski, jak te psy trzeciego rodzaju?

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Wyciągnęłam z pawlacza moją starą klawiaturę, bo ta nowa, jaką kupiłem wczoraj, jest trochę za mała i trochę źle mi się na niej pisze. Niepotrzebnie wydałem 160 zł, ale usprawiedliwia mnie, że o tej starej (również bezprzewodowej) kompletnie zapomniałem. Może uda mi się komuś ją sprzedać. Ma wszak dopiero dwa dni i dwuletnią gwarancję. No i jest nowszej generacji, co też ma swoje znaczenie. Ale najpierw będę musiał sprawdzić z jakich powodów tę starszą klawiaturę do komórki wrzuciłem. Jakiś powód musiał być. Pytanie, jaki ?

* * *

Biskup Hoser z polecenia papieża jedzie (chyba już pojechał nawet) do Medjugorie, aby lepiej rozpoznać potrzeby tamtejszych wiernych, bo chociaż Watykan nie uznaje miejscowego objawienia za cud, to katolicy z całej Europy, ale zwłaszcza z Polski, jadą tam bo w ten cud, na przekór decydentom z Watykanu, wierzą. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że dotychczasowy opiekun duchowy pielgrzymów, franciszkanin Tomislav Vlasic został pogoniony, bo się nagminnie bzykał z jedną z tamtejszych zakonnic, a te jak wiadomo są zaślubione przez Jezusa Pana. Gańba straszna niesłychanie, bo aż strach nawet pomyśleć tylko, komu owa świętobliwa para rogi przyprawiała.

* * *

Szkoda, że nie potrafimy uczyć się od innych. Np. od Norwegów. Polska lekarka, która przez 5 lat pracowała jako lekarz rodzinny w Sauherad,  została wylana z pracy na zbitą twarz, bo powołując się na klauzulę sumienia, odmówiła nauczenia się zakładania spirali (wkładki domacicznej) i kierowania zdesperowanych pacjentek - w razie zaistnienia takiej sytuacji i konieczności - na zabieg aborcji. Działo się to w 2015 roku i lekarka sprawę w sądzie przegrała, ponieważ sąd uznał, że dyskryminowała pacjentki, które miały prawo do antykoncepcji. W naszym klechistanie jej postawa zapewne uznana została za heroiczną.

* * *

A jeżeli jestem już przy "ochronie zdrowia zwaną "za czasów PRL "służbą"bo lekarze służyli społeczeństwu (owszem, zdarzały się niechlubne wyjątki, ale chodzi o zasadę), muszę na chwilę wrócić do lansowanego przez kaczystów pomysłu o stworzeniu "sieci szpitali". Otóż po wprowadzeniu w życie takiej ustawy likwidacji ulegnie 400 mniejszych szpitali. Prywatnych i samorządowych, przez co wg ministra zdrowia kolejki się znacznie skrócą. Zwłaszcza, jak padnie spora liczba mniejszych przychodni. Zaiste w kaczyzmie nawet matematyka poddaje się dobrej zmianie i już niedługo absolwenci zreformowanej siedmioklasowej szkoły podstawowej liczyć będą: 1400 szpitali minus 400 szpitali równa się 2400 szpitali. A co? Kto im (kaczystom) zabroni.

* * *

Wprawdzie sam od dawna postulowałem likwidacje NFZ i finansowanie wszystkich szpitali centralnie z ministerstwa, ale tego co kaczyści zaczynają wyprawiać w tym akurat zakresie, nie mieści mi się (na razie) w głowie. Chociaż niektóre postulaty, tak jak np. całodobowe Izby Przyjąć, mają sens, pod warunkiem, że będzie tam odpowiednia liczba lekarzy. Bo to, co się dzieje na szpitalnych SOR-ach woła o pomstę do nieba i piekła pospołu. Bylem kilka razy na w SOR w największym wałbrzyskim szpitalu i widziałem, co się tam z chorymi (potrzebującymi pomocy) ludźmi wyprawia. Jednym słowem SODOMIA I GOMORIA, jak mawia Ferdk Kiepski z Polsatu.

* * *

Natomiast bardzo mi się podoba pomysł płatnych studiów medycznych, tak jak to jest na przykład w Kanadzie. Ale Kanada to prawdziwie socjalistyczny kraj. I zapewne z tego powodu bogaty. Studenci medycyny larum z miejsca podnieśli, że płatne studia zabiorą im możliwość wyjazdu za granicę, gdzie będą zarabiać więcej niż w polskich szpitalach. Sprzeciwiając się temu podają bzdurne porównania, świadczące, że z ich intelektem najlepiej nie jest. Otóż powołują się na studentów innych kierunków, które są także bezpłatne, a nikt np. takiemu socjologowi nie zabrania wyjazdu do Anglii na zmywak. Pozornie jest to przykład logiczny, ale tylko pozornie. Różnica jest w tym, że studia medyczne są o wiele droższe, a ponadto wyjazd nawet tysiąca socjologów bezpieczeństwu zdrowotnemu NARODU - jak mawiają kaczyści - nie zagrozi. I to jest zasadnicza różnica, której oni nie są w stanie pojąć. Oczywiście mają rację twierdząc, że państwo nie umożliwia im dalszej nauki, specjalizacji itp., za co muszą ponoć płacić z własnej kieszeni, ale jest to do naprawienia, zmniejszając rozdęty do granic przyzwoitości budżet MON i przesuwając część środków na ochronę zdrowia. Środki te można bezpiecznie i szybko powiększyć, zmniejszając do niezbędnego minimum finansowanie Kościoła Katolickiego i wprowadzenia np. 40% progu podatkowego dla ludzi zarabiających rocznie powyżej 200 tys. zł, co proponuje SLD. Bzdurne jest też narzekanie, ze lekarz za mało zarabia, bo za mało zarabia ponad 80% polskich obywateli, a żyć muszą i jakoś żyją.

* * *

A płatne studia medyczne polegałyby na tym, że za naukę płaciłoby państwo w postaci specjalnych stypendiów, które każdy młody lekarz miałby obowiązek odpracować przez minimum 5 lat w państwowej placówce ochrony zdrowia. Jak się jednemu czy drugiemu zamarzy zagraniczny wyjazd, to niech stypendium zwróci i po krzyku. Studenci medycyny to w zdecydowanej większości dzieci rodzin lekarskich, a ci jak wiadomo stają na głowach, aby nie pokazać, co mają w garażach. Na brak kasy narzekać więc nie mogą.

Napisz komentarz (1 Komentarz)

Ktoś, kto złośliwie raczej nazwał się "moim fanem" zasugerował niedwuznacznie, że podkręcam sobie licznik wejść na stronę. Chyba po to, aby innych wprowadzić w błąd, co do liczby wejść. Nie jest ona imponująca, bo raptem kilkaset dziennie, ale jak na moje skromne wymagania to i tak dużo. Nie mniej jednak to, co napisał, wywołało we mnie pewną - raczej nie wesołą - refleksję. Otóż, podejmując decyzję o prowadzeniu własnej strony, a w zasadzie bardziej rozbudowanego BLOGA, nie spodziewałem się, że będzie przedmiotem zainteresowania większej liczby osób,  bo w zasadzie stworzyłem ją dla siebie. Chciałem w ten sposób w jakiś sposób zrekompensować sobie swoje "literackie ciągotki", a przede wszystkim przeprowadzić generalną próbę przed przystąpieniem do realizacji mojego głównego celu, czyli napisania kilku książek. Nie ważne, czy znajdę na nie wydawcę, bo w zasadzie chcę pozostawić jedynie po sobie ślad dla swoich potomnych, więc po kilkanaście egzemplarzy (może ciut więcej) wydrukuję własnym sumptem, a ponadto zamieszczę w Necie. Tyle się w moim życiu działo, więc chciałbym chociaż ułamek tego opisać.

Mimo to, pewnym dla mnie zaskoczeniem jest tak spora liczba osób mi nieprzychylnych. Wniosek taki wyciągam z prostej obserwacji, z której wynika, że na kilkaset wejść w ciągu dnia, tylko jedna, a niekiedy dwie osoby, klikając laika, dają mi do zrozumienia, że to co napisałem, przeczytała i się ze mną w danej materii zgadza. Brak laika oznacza "nie lubię cię".  Zastanawiam się, czym się tym ludziom naraziłem, bo przecież z jakiegoś powodu na stronę zaglądają. Skąd u licha bierze się tych kilkuset nieprzychylnych, kiedy ja, o góra, kilkunastu wiem?

* * *

Obejrzałem na TV NOWA program "Teoria spisku" Sekielskiego (dawniej w TVN), gdzie cynicznie i bezczelnie tzw. historycy IPN, nie mając żadnych dowodów, snuli insynuacje,  że  Generał Jaruzelski był tak zwanym "matrioszką", czyli faktycznie sobowtórem Wojciecha Jaruzelskiego, podstawionego przez NKWD, przez co posłusznie wykonywał wszystkie i wszelkie rozkazy Moskwy. O "matrioszkach" w Polsce opowiadał Piotrowi Jaroszewiczowi gen. Karol Świerczewski, który z kolei dowiedział się o nich od samego marszałka Żukowa, faktycznego twórcy tychże "matrioszek". Jaroszewicz ponoć posiadł na ich temat straszliwą wiedzę i zamierzał napisać o tym książkę. Z tego też powodu został wraz z żoną brutalnie zamordowany, a rękopis (którego zresztą nikt nie widział) zniknął. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że syn Jaroszewicza, sławny kiedyś "czerwony książę", kierowca rajdowy Andrzej1, powtarza te bzdury o "matrioszkach". Bardziej wiarygodny był w opowieści o tym, że ojciec mu opowiadał o L. Wałęsie, którego do stoczni przywieźli motorówką oficerowie wywiadu Wojska Polskiego. P. Jaroszewicz opowiadając mu o tym, śmiał się wesoło, kiedy wyobrażał sobie miny tuzów ówczesnej "Solidarności|", których współpracę z SB i Wywiadem Wojskowym miał zamiar opisać w tej książce. Widać bardzo niebezpiecznej dla także dla ludzi z "Solidarności". Andrzej Jaroszewicz podawał też liczne przykłady świadczące o tym, że mieszkanie Piotra było na podsłuchu, ale też i o tym, iż ojciec o tym wiedział. Myślę, że prawdziwe powody zabójstwa Piotra i Aliny Jaroszewicz jeszcze przez długie lata owiana będzie gęstą mgłą tajemnicy.2

* * *

Kaczyści szykują kolejny przekręt. Chcą mianowicie, aby emerytury otrzymywali tylko ci, którzy mają udokumentowany 15 letni okres składkowy. Jeżeli komuś zabraknie chociażby jednego miesiąca, to emerytury nie otrzyma, a uzbierane składki przepadną. Będzie to zwykła grabież niezgodna z konstytucją. Oni chyba wiedzą, że budżet się sypie, więc TK nie zrobi nic, bo jest już  przez  Jarka odbity. Może to dobrze bo jak ludzie zobaczą, że w wieku emerytalnym zostaną bez grosza, to może się wreszcie obudzą. Obecnie najniższa emerytura to 0,45 z, a koszt jej wypłaty jest wyższy od niej samej. Są też kilkuzłotowe. A w PRL emerytura  wynosiła 75% najwyższego wynagrodzenia z ostatnich 3 miesięcy albo ostatniego roku. Dokładnie już nie pamiętam. I nie do pomyślenia było, aby komuś kto pracował, emerytury nie przyznano.

* * *

Poseł Jarosław ogłosił, że zostaną wprowadzone zmiany w ustawie dopuszczającej wycinkę drzew na prywatnych działkach i masowe wycinanie drzew zostanie wstrzymane. Ale zdaje się, że do tego czasu wszystko co miało być wycięte, wycięte zostanie. Zwłaszcza po tym, jak Jarosław zwykły poseł, swą decyzje publicznie ogłosił. Na razie w całej Polsce słychać huk toporów i warkot pił. Zdaje się, że stare polskie przysłowie3 trzeba będzie zmodyfikować: był las, nie będzie nas.

* * *

Parlament Europejskiej opowiedział się  za ratyfikacją CETA. Muszą ją ratyfikacją poszczególne państwa UE, ale dzięki zgodzie PE większość jej przepisów wejdzie w życie przed ukończeniem ratyfikacji. Zdaje się, że pisiory podpiszą.

1. Nota bene, w czasach swej "świetności" przebywał też w Wałbrzychu w hotelu "Sudety", gdzie wraz z przyjaciółmi, na dużej bani, zaczął bardzo mocno rozrabiać. na miejsce przyjechała ekipa z Komendy Miasta i Powiatu MO z udziałem śp. kpt. Jurka Konarzewskiego ps. "Dziadek" ("Kuba", "Szafa"), która "bananowcom" (od określenia "bananowa młodzież - dzieci partyjnych prominentów), taki łomot pałami spuściła, że wiali ile tylko sił w nogach mieli. Andrzej trafił do KMiP MO, gdzie już potulny był jak baranek. Za wyrządzone szkody zapłacił, a Jurkowi włos z głowy nie spadł. Opowieść przytaczam taką, jaką od Jurka przed laty słyszałem.

2. Nie chwaląc się i ja miałem swój maleńki udział w działaniach operacyjnych dotyczących tej zbrodni. Kiedyś o tym napiszę.

3. Nie było nas, był las, nie będzie nas, będzie las.

Napisz komentarz (1 Komentarz)

Jestem zły na siebie, ponieważ przeoczyłem bardzo ważną rocznicę dotyczącą walki z "komuną", prowadzoną przez bohaterskich Żołnierzy Wyklętych z oddziału Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, dowodzonego przez Rajmunda Rajsa ps. „Bury”. Otóż bohaterowie ci 29.01.1946 zadali komunistom dotkliwe porażkę, paląc "białoruską" wieś Zaleszany. Przed wkroczeniem do wioski członkowie oddziału PAS NZW zastrzelili Teodora Sacharczuka, który odmówił oddania im owsa, podobny los spotkał Stefana Weremczuka. Około godz. 14-15 mieszkańcy zostali wezwani przez żołnierzy na spotkanie w jednym z domów. W trakcie spotkania nakazano wyjście na zewnątrz 16-letniemu Piotrowi Demianiukowi oraz Aleksandrowi Zielinkowi, po czym obu zastrzelono. Następnie bohaterscy żołnierze podpalili wiejskie zabudowania. M.in. podpalono dom, w którym przebywała rodzina Niczyporuków, w tym dwójka dzieci. Wszyscy członkowie tej rodziny zginęli. Oddział NZW spowodował śmierć łącznie 16 osób, które straciły życie w palonych domach. Spłonęło żywcem 14 osób, w tym siedmioro dzieci. Wśród dzieci byli: Sergiusz Leończuk (1 rok), Nadzieja Leończuk (dwa tygodnie), Michał Niczyporuk (lat 16). Chwała bohaterom? A niech ich skur ...... ów ogień piekielny pochłonie.1

* * *

Kolumna nie była uprzywilejowana bo samochód, który transportował B. Szydło na kolacje w jej prywatnym mieszkaniu w Przecieszynie, Nie miał żadnego oznakowania. Brak świateł sygnalizacyjnych i sygnałów dźwiękowych powoduje, ze kolumna traci swe uprzywilejowanie. Ponadto pomiędzy pierwszym a drugim samochodem (gdzie drzemała sobie spokojnie) odległość wynosiła ponad 30 metrów. Kierujący "Seicento" młody człowiek nie musiał więc wiedzieć, że jedzie uprzywilejowaną kolumną i miał prawo dokonać manewru skrętu w lewo, ponieważ przed skrzyżowaniem nie wolno wyprzedzać. Zdaje się też, że B. szydłó celowo przetrzymywano w szpitalu, aby móc postawić bardziej restrykcyjny zarzut z uwagi na to, że wypadek spowodował naruszenie czynności narządu ciała na czas powyżej siedmiu dni. Zdaje się, że ten młody człowiek został "zrobiony w szydło".Zastanawiam się też, dlaczego prywatny wyjazd na kolację do domu miał mieć charakter oficjalny, wymagający przyznania tej kolumnie statusu uprzywilejowanego. Mogła sobie pani Szydło jechać z taką prędkością, jaka innych obywateli w tym kraju obowiązuje.

* * *

Strach przed oskarżeniem o naruszenie zasad poprawności politycznej paraliżuje tak mocno zachodnie rządy, że np. w Malmoe (Szwecja) istnieją dzielnice, do których oficjalnie policja nie wkracza. Panuje tam przez to swoisty "dziki zachód", a rządy sprawują różnego rodzaju przestępcze bandy złożone z muzułmańskich migrantów. Strzelaniny, zabójstwa i napady rabunkowe już nikogo w tym miejscu (jak również w całej Szwecji) nie zaskakują, chociaż przed falą muzułmańskiego "potopu", Szwecja była oazą spokoju. Dzisiaj Szwedzi nie mogą uwierzyć, że w Polsce można nocą samotnie wyjść na miasto, nie obawiając się, że grozić to może utratą zdrowia bądź życia, a w najlepszym przypadku posiadanego przy sobie mienia. Oczywiście, zdarzają się w Polsce nocne napady, ale nie są one przecież normą, co w Malmoe (i w innych miastach Szwecji "opanowanych" przez muzułmańskich migrantów, jest obecnie na porządku dziennym. I tak się dzieje w każdym unijnym państwie, które pod presją Angeli Merkel otworzyło swe granice przed muzułmańską falą.

* * *

Ta sama obawa, która paraliżuje szwedzki rząd, jest powodem, dla której np. we Francji gwałtownie rośnie poparcie dla skrajnie nacjonalistycznej Marii Le Pen, która przewodzi w rankingach na fotel prezydenta Francji. Jej kontrkandydaci, jak i obecnie rządzący, "problem muzułmański" omijają szerokim łukiem, aby nie narazić się na zarzuty rasizmu i ksenofobii, gdy tymczasem ona przedstawię się Francuzom jako obrończyni przed globalizacją, a także odważnie i głośno zapowiada walkę z islamskim fundamentalizmem. Natomiast jej polityczni konkurenci milczą na ten temat jak zaklęci, nie zrażając się groźbą, że zwycięstwo Marii Le Pen grozić będzie nie tylko stabilności UE, ale też jej istnieniu, albowiem podstawa programową Le Pen jest odejście od waluty euro i wyjście Francji z unijnych struktur oraz NATO. Putin i Trump ręce zacierają z radości, bo wszystko co UE osłabi (albo zlikwiduje) umacnia ich role, jako głównych rozgrywających na światowym rynku politycznym.

* * *

To, co powyżej napisałem, niech nie będzie jakimś argumentem dla tych, którzy "modlą się" do pewnego zwykłego posła trzymającego w Polsce polityczne lejce w swych niewielkich raczej rączkach. Nie jest jego zasługą, że "muzułmańska fala" do Polski nie dotarła i nie dociera, ponieważ jest to efektem, że w Polsce raczej ubogo jest, a opieka socjalna - w porównaniu do tej z Zachodu - to jakieś nędzne ochłapy, które tylko dla naprawdę nie wymagających wiele, pozwalają na wegetację.

* * *

Frankowicze szykują się do wielkiego protestu na 25 marca i mają wyjść na ulicę Warszawy. Nie sądzę, aby to coś dało, bo Jarosław już zadecydował, że żadnego przewalutowania nie będzie. I bardzo dobrze. Dobrze z dwóch powodów. Po pierwsze niby dlaczego mają oni mieć takie przywileje - wiedziały gali co brały. Po drugie - spadnie poparcie dla pisiorów.

* * *

A. Macierewicz zażądał od NATO, aby zajęła się "zbrodnią smoleńską", bo jak widać jego komisja daje od roku dupy. Przepraszam za wulgaryzm, ale inaczej tego się określić nie da. Jest to niepodważalny dowód na to, że Antek nie wie do czego Sojusz Atlantyku  został powołanych.  Nie ma biedaczek pojęcia, że  NATO może wkroczyć tylko wtedy kiedy któryś z sojuszników jest militarnie zagrożony. Nie wie że NATO guzik obchodzą cywilne procedury dotyczące wypadków lotniczych.

1, 1 października 1949 Romuald Rajs ps. „Bury” został skazany przez polski sąd na karę śmierci za zbrodnie popełnione na ludności cywilnej. W III Rzeczypospolitej 15 września 1995 wyrok ten został unieważniony przez Sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego na podstawie przepisów „Ustawy o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego”. IPN (Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu) 30 czerwca 2005 roku umorzył śledztwo w sprawie Rajsa. Wszak pomordowani byli Białorusinami z polskim tylko obywatelstwem.

Napisz komentarz (4 Komentarze)