Życie potrafi mnie jeszcze zaskakiwać. Tym razem złapałem się na tym, że dostrzegam to, co PiS zdefiniował już bardzo dawno temu. A mianowicie, że stacja TVN 24 jest amerykańską, a nie polską tubą propagandową, która jedynie w bardzo sprytny sposób wykorzystuje polskie nastroje i konflikty, aby w ten sposób (niekiedy podprogowo) utrwalać w polskim społeczeństwie – w tej jego części, która wiedzę o świecie czerpie właśnie z tej stacji – usofilskie1 nastroje, czyli bezkrytyczne uwielbienie do wszystkiego, co oznakowane jest jankeską marką.

Myśl taka dopadła mnie przed chwilą, kiedy włączyłem telewizor i „wrzuciłem” kanał TVN 24, na którym akurat emitowane był poranny blok informacyjny. I co usłyszałem? Ano o tym, jakim to prezydent USA Donald Trump wielkim politykiem jest. Obrońca światowego pokoju, który robi wszystko, aby doprowadzić do deeskalacji napięcia na Bliskim Wschodzie, celem zapobieżenia wybuchowi wojny z Iranem. Przyznam, że słysząc to nie zdzierżyłem i brzydkie słowo rzuciłem w stronę ducha bogu winnego telewizora. Bo oto największy światowy terrorysta, który zamiast stać przed międzynarodowym trybunałem za zabójstwo ośmiu obywateli suwerennego państwa, będącego członkiem ONZ, przedstawiany jest jako mąż opatrznościowy świata. I czynią to dziennikarze, którym jeszcze tak niedawno piana z ust się toczyła, kiedy obrzucali oskarżeniami prezydenta Rosji za rzekome zlecenie zabójstwa szpiega Sergieja Skripala, czy wcześniej Aleksandra Litwinienko. Obydwaj zostali w Rosji aresztowani i skazani na długoletnie więzienia, a następnie wypuszczeni na wolność. Więc po co Putin miałby ich mordować, kiedy przecież ich wypuścił ich i zezwolił na wyjazd z Rosji? Rosji zresztą nikt tych zabójstw do dziś nie udowodnił, a Trump chwali się, że to on osobiście zlecił zamordowanie irańskiego generała i dyplomaty. Powinien stać przed sądem karnym, tak jak każdy inny bandyta mordujący ludzi.

Czy strażaka piromana, który najpierw podpalił dom, przez co życie straciło 8 ludzi, a następnie bardzo aktywnie gasił pożar i krzyczał o konieczności podniesienie stanu bezpieczeństwa pożarowego, mamy podziwiać i nagradzać? Czy naprawdę można traktować takie coś poważnie? Wątpię, bo takiego strażaka należy jak najsurowiej ukarać, a nie wygłaszać peany na temat jego starań o podniesienie stanu bezpieczeństwa.

Pytam więc, czy Czy Stanom Zjednoczonym wolno więcej niż Rosji? A jeżeli tak, to niby dlaczego?

Nikogo nie można mordować tylko dlatego, że prowadzi działalność polityczną i militarną w interesie swojego kraju i narodu. Amerykanie byli sprawcami wielu przewrotów politycznych i puczów wojskowych w wielu państwa na naszym globie. Dokonywali zamachów politycznych i militarnych, bo było to w ich interesie. Tak samo więc Iran (jak i każde inne państwo) ma prawo prowadzić politykę, która może szkodzić interesom USA, ale to nie znaczy, że USA ma z tego powodu prawo do mordowania obywateli tego państwa. Zresztą jeszcze niedawno gen. Sulejmani był dla Trumpa ważnym sprzymierzeńcem w czasie walk z ISIS, do którego pokonania przyczyni się w znacznym stopniu. I teraz stał się nagle terrorystą. A nawet gdyby, to należałoby go pojmać i postawić przed Trybunałem, bo Trump nie jest Panem Świata, chociażby takiemu TVN24 śniło się to cięgiem po nocach.

W UE i tym samym w Polsce kara śmierci jest zakazana, a tu proszę bardzo. Trump sobie pstryka paluchami i 8 ludzi idzie do piachu, a Europa kata bez licencji usprawiedliwia

1 Od US czyli United States – Stany Zjednoczone

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

 Najgroźniejszy światowy terrorysta zadziałał tak, jak piroman strażak, który podpala dom pełen ludzi, aby później wykazać się ratowaniem ich życia i dobytku. Trump kazał zamordować irańskiego gen. Sulejmaniego, wiedząc, że świat islamski nie pozostawi tego bez odpowiedzi, ale zabójca tego generała liczy na to, że będzie mógł tę odpowiedź potraktować, jako akty terroru skierowane przeciw Ameryce i żądać zgody na wywołanie kolejnej zbrodniczej wojny na Bliskim Wschodzie. Nie ma nic gorszego w polityce, niż to, że rolę pierwszych skrzypków odgrywają zwykli bandyci.

Dla mnie prezydent Trump jest zwykłym bandytą, albowiem wydał rozkaz zamordowania człowieka oraz 8 innych ludzi (w tzw. zamiarze ewentualnym), nie mając do tego żadnego prawa, ponieważ żaden Trybunał Sulejmaniego nie osądził i nie skazał. Trump (jak każdy jankeski prezydent) uzurpuje sobie prawa absolutnego władcy świata, a jest tylko kiepsko wykształconym gościem z dużą kasą i idiotyczną czupryną, która już sama za siebie przemawia. Jeden podpalacz świata miał idiotyczny ząbek na czole, ten kretyńską zaczeskę.

Pamiętam jaki wrzask podniósł tzw. cały ponoć demokratyczny świat, kiedy Wielka Brytania oskarżyła Putina o zlecenie zabójstwa byłego szpiega Skripala. Rosja została obłożona sankcjami, chociaż do dzisiejszego dnia nikt „rosyjskiego śladu” nie udowodnił, zresztą tak samo, jak w przypadku Aleksandra Litwinienko. Amerykańscy prezydenci-terroryści nakazują mordowanie obcych obywateli na terenie państw trzecich (bez ich wiedzy i zgody) i żadna kara ich z tego tytułu nie spotyka.

Czy zatem każdy przywódca jakiegoś państwa, może tak samo bezkarnie wydawać polecenia mordowania każdego, kto z różnych powodów jest mu niewygodny?

* * *

Wczoraj wysłuchałem w TVN24 opinii Patrycji Sasnal1która słusznie (w odróżnieniu od wielu innych) zwróciła uwagę, że Sulejmani nie znajdował się na żadnej amerykańskiej liście światowych bądź regionalnych terrorystów i nie był personalnie przez USA publicznie atakowany jako amerykański wróg nr 1. Swobodnie przemieszczał się przez wiele krajów i nigdy nie padło żadne ostrzeżenie, że może stać się obiektem amerykańskiego ataku. 

Nie mam wątpliwości (jak wielu komentatorów politycznych), że zabójstwo Sulejmaniego potrzebne było Trumpowi do własnych politycznych rozgrywek związanych ze zbliżającą się kampanią prezydencką w USA.

 

1. Doktor nauk politycznych, amerykanistka, arabistka, ukończyła też filozofię. W 2013 roku doktoryzowała się pracą: „Między stabilizacją a stagnacją. Polityka Stanów Zjednoczonych wobec świata arabskiego 2005-2011”. Zastępczyni kierownika Biura Badań i Analiz oraz kierowniczka programu „Bliski Wschód i Afryka” w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, członkini Rady European Council on Foreign Relations i Europejskiej Grupy Roboczej ds. Egiptu. W 2010/2011 r. stypendystka Fulbrighta w Paul H. Nitze School of Advanced International Studies (SAIS) na Johns Hopkins University w Waszyngtonie (USA), wcześniej badaczka stowarzyszona przy Amerykańskim Uniwersytecie w Bejrucie (Liban) i studentka na Sorbonne Nouvelle Paris III w Paryżu (Francja). Jej publikacje na temat polityki USA i Unii Europejskiej na Bliskim Wschodzie, wyzwań transformacji państw arabskich, migracji, konfliktu arabsko-izraelskiego, ukazywały się m.in. w: „LeMonde”, „EUobserver”, „Al-Ahram”, „Polityce” i „Gazecie Wyborczej”. W ostatniej analizie dla Council on Foreign Relations w USA podjęła temat globalnego zarządzania migracjami.

Napisz komentarz (4 Komentarze)

 Zasiadłem na chwilę na kanapie przed telewizorem, aby naświetlić sobie kolano, które zaczęło odmawiać mi posłuszeństwa, co objawia się dosyć intensywnym bólem. Do specjalisty na razie się nie wybieram, bo wiem, że i tak przyjdzie mi czekać co najmniej 2 miesiące, gdybym zechciał leczyć je prywatnie. Mając więc chwile czasu włączyłem kanał TVN 24, aby czas sobie jakoś zapełnić, bo naświetlenie to, co najmniej, jakieś 15 minut.

Dzięki temu miałem okazję obejrzeć fragment rozmowy redaktora Piaseckiego z pisowskim wiceministrem sprawiedliwości, niejakim Wójcikiem, który ponoć jest prawnikiem z wykształcenia. Piszę „ponoć”, bo ilość bredni, jakie ten facecik w ciągu 2 minut naopowiadał, może powalić z nóg nawet najbardziej odpornego na pisowską bezgraniczną głupotę.

Otóż usłyszałem – zresztą nie pierwszy już raz – że sądy wielokrotnie wydają głupie wyroki, więc ONI nie będą ich respektować, tak samo jakby nie respektowali tak zwanych „orzeczeń nieistniejących”, czyli po prostu pustych kartek. Daję słowo, że ten facecik tak powiedział i powiedział to z jak najbardziej poważną miną. A na dodatek jeszcze to Piaseckiemu tłumaczyć chciał, ale ten przytomnie do tego nie dopuścił.

Chodziło oczywiście o prawomocny wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, którym sąd ten nakazał kancelarii sejmu opublikowanie list poparcia udzielonych poszczególnym kandydatom na członków Krajowej Rady Sądownictwa. Pisiory boją się tego nadzwyczajnie, albowiem prawdopodobnie ujawniło by to skandaliczne oszustwa popełnione w resorcie – przepraszam za wyrażenie – wymiaru sprawiedliwości. Dlatego też w sposób niesamowicie bezczelny robią ludziom wodę z mózgu za pomocą bredni głoszonych m.in. przez takie coś jak rzeczony rozmówca Piaseckiego.

W normalnym praworządnym państwie taki bryndziarz z miejsca by z roboty na zbity pysk został wyrzucony, a jego jakakolwiek kariera polityczna na wieki zostałaby pogrzebana.

Ale w tym pisowskim grajdole nic mu nie może zaszkodzić, bo bezczelność ludzi z tej partii jest już tak wielka, że nawet nie mają zahamowań w sejmie. Widać to było ostatni na posiedzeniu komisji sejmowej mającej zaopiniować wniosek kumpla gangsterów, stojącego na czele NIK, który wymyślił cyniczny, ale ordynarnie łamiący Konstytucję RP, myk z usunięciem urzędujących trzech wiceprezesów NIK i na ich miejsce wrzucenie jakiejś damulki, znanej z tego, ze się kumpluje z Martą Kaczyńską, która zdaniem jej wujka prezesa Jarosława, nawet nie jest polską rodziną, bo rzem ze swoimi dziećmi jej nie tworzy.

Przewodniczący tej komisji poseł Szarama, na oczach prawie całej Polski – bo posiedzenie transmitowała TVN24 – pokazał, gdzie rządząca większość ma i Konstytucję i Regulamin Sejmu. Bo kiedy się okazało, że propozycja odwołania pierwszego wiceprezesa NIK nie zdobyła większości, czyli nie przeszła, tenże Szarama ogłosił przerwę, aby umożliwić przybycie pisowskich posiłków i przegłosowaną już uchwałę, poddał bezprawnie raz jeszcze pod głosowanie, którego wynik był już oczywisty. Bolszewia w czystym wydaniu, która nas czeka, jeżeli pisiory władzę utrzymają.

Napisz komentarz (11 Komentarzy)

 Nie będę tłumaczył na czym dokładnie polega liczenie głosów w systemie D'Hondta, bo jest to dosyć skomplikowane, że sam mam problem z jego ogarnięciem, wystarczy więc, że przypomnę, iż promuje on silniejszych. W przypadku Senatu sprawa jest prosta, każdy kandydat pracuje na siebie i wygrywa ten, który uzyska najwięcej głosów. Do sejmu natomiast wchodzą ci, którzy uzyskają największe poparcie, ale pod warunkiem, że suma oddanych na ich komitet wyborczy głosów przekroczy 5 % w skali kraju. Tak więc liczy się każdy głos, więc warto głosować. Niegdyś głosujący w tym systemie miał jakieś gwarancje, że tzw. jedynka na liście to najlepszy z najlepszych w danym okręgu wyborczym. Dziś niestety tak już nie jest, ponieważ zbyt często kandydat z tym numerem - tak jak za czasów PRL - to nie znany i lubiany "swojak" dający gwarancję politycznej rzetelności i społecznej wrażliwości, lecz przywieziony w teczce tzw. aktywista, który w miejscu swojego zamieszkania nie miałby większych szans. Rzuca się więc takich w teren pod fałszywym hasłem, że oni i tak w sejmie reprezentują interesy wszystkich Polaków. Guzik prawda, bo gdyby tak było, to na listy wyborcze w każdym okręgu można by wpisywać np. cały warszawski aktyw z centrali partii i po kłopocie. Dlatego na listy wpisuje się tych miejscowych, którzy w rzeczywistości mają być tylko końmi pociągowymi dla tych ważnych z pierwszej i drugiej pozycji.

Niekiedy świadomość tego, że na jedynce lub dwójce znajduje się spadochroniarz, tak wyborcę zniechęca, że zbulwersowany tym w ogóle zrezygnuje z udziału w głosowaniu, albo z przekory głos swój oddaje na kogoś z innej listy, wierząc, że akurat ten ktoś jest o niebo lepszy. Jest to postępowanie po prostu głupie i szkodliwe, bo wystarczy ominąć na listach „zrzucone na spadochronach” jedynki i niekiedy dwójki, które na 100% są efektem układów i zakulisowych rozgrywek, a często nie zawsze przejrzystych kompromisów. Jeżeli więc do tych jedynek i dwójek nie macie zaufania, to głosujcie na tych znanych sobie, ale umieszczonych na dalszych pozycjach. Może warto nawet, aby zagwarantować odpowiednią liczbę głosów dla ugrupowania (pamiętajcie o 5 %), głosować na ostatniego na liście, by dać mu największe szanse wygranej. Może wtedy sejm przestanie być politycznym kabaretem i miejscem dla zarabiania niezłej kasy. I chcę być dobrze zrozumianym. Ten mój apel kieruję do wyborców wszystkich politycznych opcji, a nie tylko do tych, którzy są bliscy moim politycznym przekonaniom i wyborom.

* * * 

Oglądam relacje z manifestacji hutników z Częstochowy, którym zdaje się, że są w stanie odwrócić nimi bieg historii. Huta ta wprawdzie została wybudowana przed wojną, ale po wojnie znacznie rozbudowana i unowocześniona została na mocy decyzji KC PZPR przede wszystkim po to, aby tysiącom ludzie stworzyć miejsca pracy, a więc dać im możliwość godnego życia. Ale kiedy przyszedł czas NSZZ „Solidarność” i rządów jego wybrańców sterowanych przez międzynarodowy kapitał, czyli Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ją ( jedną z najnowocześniejszych w Europie hut stali i walcowni) sprzedano za grosze ukraińskiemu kapitaliście. Wówczas związkowcy z „Solidarności” piali wprost z zachwytu (co doskonale pamiętam), wierząc w to, że kapitalista kieruje się jedynie dobrem robotników, dla których gotowy jest – w odróżnieniu od władz PRL – nieba przychylić i sam jeść kawałek suchego chleba, aby tylko częstochowscy (i nie tylko) hutnicy mieli gdzie pracować i zarabiać pieniądze.

Manifestujcie drodzy hutnicy do woli, ale bez złośliwości przypomnę wam, że w kapitalizmie, o który w czasach PRL modliliście się w kościołach i podczas nieustających strajków, nie wasz, a kapitalisty interes jest najważniejszy.

* * *

Cieszą się zapewne niesamowicie polscy górnicy, że siły porządkowe (w tym antyterroryści) na zlecenie władz (a kto rządzi wiadomo), używając przemocy i broni maszynowej, odblokowali w Porcie Północnym w Gdańsku (przypomnę, że wybudowanym na mocy decyzji I sekretarza KC PZPR, Ślązaka z dziada pradziada, tow. Edwarda Gierka) wielki kontenerowiec wwożący z Afryki do kraju setki tysięcy ton węgla. Prawdopodobnie w ramach obietnicy składanej na Górnym Śląsku przez premiera kłamczuszka, że kolejny rząd PiS tym razem naprawdę zadba o to, aby polskie kopalnie wydobywały coraz więcej węgla, by polscy górnicy mogli utrzymać swe miejsca pracy i zarabiać na utrzymanie swych rodzin.

* * *

 Zdumiała mnie usłyszana dziś (10.09.br) wypowiedź minister Emilianowicz, że tak głośno trąbiona od kilku dni obietnica o 4 tys. zł minimalnego wynagrodzenia, nie była w ogóle z nią konsultowana, bo gdyby była, to zgłosiłaby do niej swe istotne zastrzeżenia. A w ogóle to nie wróży jej długiego żywota, co sformułowała ciut inaczej, ale taki był sens jej wypowiedzi. Niestety, ja pamiętam nie tylko to, co kiedyś wieszczył niejaki Kurski, że ciemny lud wszystko kupi, ale też i o tym, o czym przy konsumpcji ośmiorniczek w restauracji „Sowa i Przyjaciele” gaworzył niegdyś dzisiejszy premier kłamczuszek, że Polacy są tak głupi, iż uwierzą w każdą opowiedzianą im bzdurę. Przypomnę, że chodziło o tę reklamę JEGO banku z Chuckiem Norrisem w roli głównej. Wierzcie dalej, drodzy prezesowi wyborcy PiS.

* * *

 Straszne rzeczy o polskie prawdziwej rodzinie i nihilizmie istniejącym poza Kościołem Katolickim, opowiadał ostatnio na wiecu w Lublinie prezes Jarosław. Sam wprawdzie żadnej rodziny nie tworzy, bo starym kawalerem jest, ale wie co mówi, bo ma osobiste doświadczenie. Wyrzucił więc poza nawias „prawdziwej polskiej rodziny miliony Polek i Palaków, którzy z różnych, ale zawsze z istotnych powodów, samotnie wychowują swe dzieci lub wnuczęta. Straszne, ale usłyszałem, że w normie tej „prawdziwej polskiej rodziny” nie mieści się również bratanica prezesa, która mężów zmienia jak rękawiczki, przez co swym dzieciom (nie zawsze z tzw. prawego łoża) zapewnia - wg poglądów prezesa - komfort patologicznej rodziny. Rodziny nie tworzą również kuzyni i kuzynki prezesa żyjący ze swymi partnerami na tzw. kocią łapę, jak np. patologiczny – wg prezesa – związek jego kuzynki z austriackim milionerem, którego chyba z tego powodu wydymał na kilka milionów. Dotyczy to też członków jego partii, a zwłaszcza liczonych na pęczki jej prominentnych działaczy i lokalnych wodzów.

A co do nihilistów, czyli wyznawców innych religii, agnostyków i ateistów? No cóż, pozostaje mi tylko apelować, aby pamiętali, że dla prezesa, a więc i całego PiS, są jedynie zwykłą nihilistyczną mierzwą. Apelować, aby wiedząc o tym, mocno się zastanowili stojąc nad urną wyborczą.

Napisz komentarz (6 Komentarzy)

 Jeżeli ktoś ma dotarcie do Schetyny, to niech mu powie, aby przestali kłapać dziobami w sprawie odwołania bądź zawieszenia Ziobry. Żądając tego, nawet nie zdają sobie sprawy, jak wielki oręż wkładają w ręce Wodza, który spełniając to żądanie, zastosuje manewr wykorzystany przy usunięciu marszałka Kuchcińskiego. Otóż zawoła Zbynia do siebie i powie mu, że musi się na jakiś czas - dla dobra Wodza - usunąć. Następnie zrobią konferencję prasową, na której Zbynio złoży rezygnację, podkreślając, że wprawdzie żadnego prawa nie złamał, ale vox populi vox dei i takie tam ble ble ble. Wódz również ogłosi coś podobnego i doda, że PiS i Zbynio walczą o demokratyczne standardy, i że Zbynio jako człowiek honoru ustępuje, aby niezależna prokuratura zbadała stawiane publicznie zarzuty. Postąpi tak, bo oni PiS tak mają.

Lud zachwycony zawyje z radości i pisiorom znów skoczy w sondażach, ale przecież prokuratorzy nadal podlegać będą prawej ręce Zbynia, czyli Święczkowskiemu, który krzywdy Zbyniowi i jego knechtom zrobić nie pozwoli.
Dajcie więc Zbyniowi spokój, niech zostanie na grzędzie i dalej się przed narodem tak jak Wódz ukrywa. Wołajcie o komisję sejmową, która będzie zdolna ciemne kulisy tej „bananowej republiki” odkryć i ukarać członków tej zorganizowanej w Ministerstwie Sprawiedliwości grupy przestępczej.

Zastanawiam się kogo w Polsce jest więcej. Ludzi myślących, mądrych i uczciwych, czy tej mało rozumnej masy, którą Wódz za nie swoje pieniądze kupił i mami ich dalszymi ochłapami.

Napisz komentarz (1 Komentarz)

 Ponieważ miałem nadzieję, że w programie „Śniadanie w Polsat News” (w każdą niedzielę godz. 09.00 |TV Polsat News) wystąpi ktoś z kierownictwa SLD, zasiadłem z kuflem schłodzonego jabłkowego kompotu, aby usłyszeć jakieś wyjaśnienie, dlaczego Zarząd Krajowy SLD nie wystawił Moniki Jaruzelski jako kandydatki na senatora z okręgu warszawskiego. Niestety w studio był Krzysztof Gawkowski z „Wiosny”, więc nawet gdyby takie pytanie padło, nie byłby on władny na nie odpowiedzieć.

Jestem straszliwie zawiedziony Włodzimierzem Czarzastym, że do czegoś takiego w SLD doszło, zwłaszcza w przypadku osoby, która w ubiegłorocznych wyborach samorządowych zdobyła, jako jedyna kandydatka komitetu SLD-Lewica Razem, mandat radnej m.st. Warszawy, zdobywając 8494 głosów.

Zawiodłem się, bo okazało się, że w SLD ważniejsze są jakieś personalne gierki, a nie dobro samej partii i dobro Polaków, którzy tę partię (tak jak ja) jeszcze popierają i popierać będą chociażby tylko z tego tylko powodu, aby uniemożliwić PiS ponowne zdobycie władzy. Mam nadzieję, że Monika Jaruzelska pokona wszystkie piętrzące się przed nią przeszkody i zdobędzie mandat senatora, pokazując władzom SLD, że lewicowość to niekoniecznie członkostwo tej partii, ale też, że odwracanie się plecami do znaczących ludzi lewicy, partii tej chluby nie przynosi.

* * *

Już miałem wyłączyć telewizor, kiedy rozpoczęła się dyskusja o tym co mówili hierarchowie polskiego kościoła katolickiego, a konkretnie Jędraszewski i Dec w sprawie jakiejś ideologii LGBT. Piszę „jakiejś” dlatego, że nie ma żadnej ideologi tego rodzaju, ponieważ określenie LGBT to skrót określający środowisko gejów, lesbijek, biseksualistów i transseksualistów, czyli ludzi, którzy z jakichś powodów (najczęściej niezależnych od nich samych) odbiegają od biologicznej normy seksualności wyznaczonej przez ewolucję. Tak jak nie ma ideologii heteroseksualnej, tak samo nie ma ideologii homoseksualnej. Natomiast istnieją ideologie społeczne, polityczne i religijne, bo według Encyklopedii Państwowego Wydawnictwa Naukowego ideologia to zbiór poglądów służących do całościowego interpretowania i przekształcania świata.

Środowisko LGBT nie demonstruje niczego innego, jak pragnienie uznania ich praw obywatelskich na równi z prawami wszystkich innych ludzi, ale przede wszystkim zagwarantowania im ochrony przed nienawiścią i dyskryminacją, a także zapewnienia im fizycznego i psychicznego bezpieczeństwa.

W programie na ten temat w pewnym momencie Krzysztof Gawkowski użył określenia, że demonstrujący w Białymstoku i Płocku, byli za normalnością, co z miejsca wykorzystał Kamil Bortniczuk (prawnik, członek fotelowej partyjki „Porozumienie” koalicjanta PiS, poseł), który „mądrze” zagadał o odwróceniu narracji. Według niego, jakiś czas temu marsze czy parady środowisk homoseksualnych, ich przeciwnicy nazywali marszami nienormalności i wówczas przedstawiciele Kościoła ponoć (ponoć - bo ja tego nie słyszałem) nawoływali, aby tym mianem nie określać tych ludzi, bo wszyscy oni to również dzieci Boga. I teraz – wg Bortniczuka - opozycja dokonuje odwrócenia narracji, bo mówiąc, że maszerujący chcą normalności, tym samym tych, którzy z nimi nie idą, uważa za nienormalnych, przez co ich obraża i stosuje mowę nienawiści.

* * *

Niestety nie doczekał się Bortniczuk jakiejś celnej riposty, przez co utwierdził we mnie przekonanie, że politycy biorący udział w takich programach nie potrafią przeprowadzić błyskawicznej analizy i wskazać na totalny brak logiki prezentowanej publicznie argumentacji. Bo ja temu Bortniczukowi odpowiedziałbym mniej więcej tak: jeżeli uznaje, że prawa obywatelskie są wartością niepodlegającą dyskusji, jeżeli uważa, że równość, wolność, tolerancja to nieodłączne atrybuty systemu demokratycznego, to czy nie są one czymś normalnym? A jeżeli tak, to wszyscy ci, którzy przeciw temu występują (brutalnie i po chamsku, z prymitywną nienawiścią w słowach i czynach), są właśnie nienormalni, bo inni od tych, którzy normalność niosą na sztandarach i chcą, aby dotyczyła ona wszystkich bez wyjątku ludzi. Czy te hasła są wyrazem jakiejś ideologii LGBT?

Nikt jednak tak temu Bortniczukowi nie odpowiedział, przez co zadowoloną - z powodu „dowalenia” Gawkowskiemu – minę prezentował do końca programu.

* * *

Również ciekawy był wątek, który rozpoczęła posłanka Izabela Leszczyna z PO, mieszkanka Częstochowy. Zareagowała ona na słowa Bortniczuka lub Jarosława Selina (sekretarz stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego), że niesiona w płockim marszu kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej z tęczową aureolą, jest obrazą uczuć religijnych Polaków. Na takie dictum przywołała – jako wierząca częstochowianka – fragment tak zwanych godzinek, którymi wierzący w tym mieście rozpoczynają każdy swój dzień. Godzinki, to nic innego jak paraliturgiczne modlitwy, których celem jest wstawiennictwo w jakieś ważnej dla wierzącego sprawie. Są wyrazem katolickiej pobożności i są całkowicie akceptowane i zalecane przez Kościół, a pochodzą jeszcze ze średniowiecznych czasów. Izabela Leszczyna zacytowała jeden fragment, wywołując kpiącą reakcje obydwu tych panów, zapewne prawdziwych katolików i szczerych Polaków Patriotów. Ja zacytuję dwa fragmenty takich godzinek.

Litania o Najświętszej Maryi Pannie Różańcowej:

„Święta Maryjo, tęczo przymierza, mająca

w sobie rozliczne kolory tajemnic Boskich w Różańcu świętym (...)

Tęczą Różaniec, różne kolory od słońca,

Ciebie bierze, niech w ustach mych nie będzie końca”

i

Godzinki o Niepokalanym Poczęciu NMP:

„Witaj arko przymierza, tronie Salomona,

Tęczo wszechmocną ręką, z pięknych farb złożona.”

Dlaczego zatem tęczowa aureola wokół głowy Matki Boskiej miałaby obrażać ją samą, albo w ogóle jakiegoś katolika? Wytłumaczcie mi proszę, bo być może jestem zbyt głupi, aby tę katolicką logikę pojąć swym ateistycznym rozumem.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)