Oglądałem wczoraj program „Państwo w państwie) (TV Polsat News) i byłem porażony tym, co zobaczyłem i usłyszałem. Rzecz miała się tak: czynny zawodnik MMA zaczepia w nocy na środku miasta, w okolicy rynku, kobietę i jej męża, których wcześniej znał z racji tego, że ojciec męża tej kobiety był wspólnikiem w interesach jego ojca. Znali się więc długo i bardzo dobrze. Przed wyjściem na ulice przebywali w tym samym lokalu i pomiędzy nimi doszło do jakichś słownych utarczek, do jakiejś wymiany zdań. Na ulicy zawodnik MMA najpierw uderza w twarz kobietę, tak że upada ona na ziemię, a później atakuje jej męża. Atakuje przede wszystkim jego głowę. Praktycznie masakruje mu twarz, w wyniku czego zaatakowany (prawdopodobnie traci przytomność) upada na ziemię i uderza głową w twarde podłoże. Na drugi dzień umiera w szpitalu nie odzyskując przytomności. Policja bardzo szybko, bo już na miejscu zdarzenia, uzyskuje informacje o sprawcy, ale zatrzymuje go po dwóch dniach. Nie zabezpiecza też śladów, a ubranie zabezpieczone po kilku dniach, nie jest tym, jakie napastnik miał w czasie tego zdarzenia. Dowodem na to jest monitoring sklepowy, gdzie po napaści bandyta kupuje wodę prawdopodobnie po to, aby umyć ręce.

Prokuratura kwalifikuje to przestępstwo, jako nieumyślne pozbawienie życia, w wyniku czego sąd rejonowy z tego miasta skazuje bandziora na 1 rok pozbawienia wolności w zawiasach na 3 lata.

Gdyby czyn ten potraktowano na policji w prokuraturze i w sądzie, tak jak powinno się potraktować sprawce powodującego śmierć człowieka, czyli jako zabójstwo w zamiarze ewentualnym, to sprawa karna toczyłaby się przed sądem okręgowym jako sądem I instancji. Przy przyjętej kwalifikacji toczyła się w Sądzie Rejonowym, czyli wmieście gdzie sprawca i jego bogata rodzina mieszka. Jego ojciec jest znanym i bogaty biznesmenem, posiadającym szerokie koneksje, więc jakoś specjalnie się nie dziwię, że wezwany na miejsce policyjny patrol (z wydziału Ruchu Drogowego – sic!!!) nie ustala personaliów w sporej grupy obserwatorów tego zdarzenia, czyli świadków. Nie zabezpiecza żądnych śladów.

Pani prokurator, z miejscowej prokuratury w sposób tak szczery, że aż świadczący o głupocie , przed telewizyjną dziennikarką wyjaśniała, ze wyszkolony zawodnik MMA, wiek jak uderzyć, aby człowiekowi nie sprawić większej krzywdy. Tak więc fakt, że facet brał udział w najbardziej brutalnych walkach w klatce, został potraktowany jako okoliczność łagodząca. Wnerwiło to obecnego w studio Pawła Skrzecza, wielokrotnego medalisty bokserskiego (medale olimpijskie i mistrzostwo świata), który nie bawiąc się w konwenanse stwierdził; mniej więcej to samo co ja, a mianowicie, że ta pani jest po prostu durna. Ten były świetny bokser od lat zajmuje się trenowaniem zawodników do walk w MMA, więc doskonale wie, że tego pokroju ludzie trenowani są tak, aby uderzeniem pięści czy nogą wyeliminować przeciwnika. Innymi słowy, jak to się w tym środowisku mówi, urwać mu łeb, co też dosłownie Paweł Skrzecz powiedział. To są słowa, kogoś kto ma moralne i zawodowe kwalifikacje, aby być w tej sprawie biegłym sądowym. Ale takich biegłych nie powołano.

Taki wytrenowany zawodnik MMA winien być traktowany jako osoba uzbrojona, ale przede wszystkim powinien zdawać sobie sprawę, że cios wyprowadzony gołą pięścią, celujący w głowę, może atakowaną osobę pozbawić przytomności w wyniku czego może ona upaść i uderzyć się głową o twarde podłoże, a rezultacie tego zginąć. Tak więc, jeżeli nawet nie chciał zabić, to winien się z taką możliwością liczyć i jeżeli w efekcie jego działania człowiek stracił życie, to jedynym zarzutem mogło być „pozbawienie życia z zamiarem ewentualnym”. Czyli zabójstwo, a nie jakieś nieumyślne pozbawienie życia, które traktowane jest o wiele łagodniej.

Tylko naprawdę zła wola, albo inne bardzo istotne pozaprawne czynniki, mogła spowodować, że takiej oczywistości ani policjanci, ani prokurator, ani też sąd nie zechcieli dostrzec i stosownie do przepisów prawa ocenić.

W tym miejscu muszę wyjaśnić, że taką retorykę w sprawie okoliczności łagodzących przyjął też sąd, tym samym udowodniał, że pozbawiony jest zdolności do logicznego myślenia i chyba wiedzy prawniczej.

Będąca w studio rodzina i pani mecenas dowodziła, że działanie sprawcy miało znamiona czynu chuligańskiego. Drugi mecenas, były prokurator, i pan sędzia Mitera z (nowej, pisowskiej) KRS nieudolnie twierdzili, że działanie sprawcy takiego znamiona nie nosiło, chociaż czyn był popełniony w miejscu publicznym. Jednak nie potrafili tego w sposób prawny uzasadnić, co mnie niepomiernie zdziwiło. Zresztą prezeska sądu, w którym taki wyrok zapadł, twierdziła, że ulica w nocy nie jest miejsce publicznym. Dosłownie, tak się ta pani sędzia wyraziło i jeszcze miała czelność to głupawo udowadniać.

Dziwiłem się, że obecni w studio prawnicy, nie byli w stanie w kilku słowach wytłumaczyć, że z czynem chuligańskim mamy do czynienia wtedy, kiedy nie tylko pełniony jest w miejscu publicznym, ale nie zawiera jakichkolwiek osobistych pobudek działania. Tak o tym stanowi tzw. doktryna nauk prawnych i liczne wyroki sądowe, co tymże prawnikom winne być wiadomym. A nie było.

W tym konkretnym przypadku pobicia dokonano w miejscu publicznym, ale motywem działania sprawcy były jak najbardziej osobiste, czyli domniemany uraz będący efektem starszego lub obecnego zatargu. Przecież napastnik czynem swym dążył jednoznacznie do wyrządzenia (z osobistych powodów) krzywdy osobie, którą zaatakował.

Prokuratorzy i policjanci, jak również sędziowie, winni posiadać jedną cechę chyba najbardziej istotną w tych zawodach, a mianowicie zdolność do analitycznego i syntetycznego myślenia. Ponadto winni być wyposażeni w tak silne zasady moralne, aby stanowiły one skuteczną zaporę przed różnego rodzaju zakusami osób, zainteresowanych wpływem na ich działania i decyzje. No i oczywiście winni być wyposażeni w zdolności do obiektywnego osądu rzeczywistości. Albo tylko w chęć takiego obiektywnego spojrzenia. W tej sprawie akurat wszystkiego tego zabrakło i naprawdę nigdy nie chciałbym znaleźć się w sytuacji, żeby ludzie tego pokroju mieliby decydować o moim dalszym losie. Ciekawy jestem jak to osądzi Sąd Apelacyjny.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

 Na pewno przed wczorajszym meczem piłkarze obu drużyn, czyli prawosławni chrześcijanie i wyznawcy Allaha, modlili się do swoich bogów o zwycięstwo. Mecz bezapelacyjnie wygrały owieczki Pana Boga, co można tłumaczyć, że Allah poniósł porażkę. Zastanawiam się, czy rosyjskie służby bezpieczeństwa nie podniosły stopnia zagrożenia terrorystycznego, ponieważ nie jest wykluczone, że radykalni islamiści ten pogrom mogą uznać za obrazę ich boga.

***

Ciekawych rzeczy dowiadują się czytając Dziennik Trybuna. Otóż dowiedziałem się o tym, jak to minister „Jojo” „wyonacył” policjantów, którym zamiast przyobiecanych 650 zł podwyżki na rękę (czego domagali się związkowcy), dostali ochłapy w wysokości od 75 zł do 157 zł na głowę. W tym samym czasie funkcjonariusze nowej służby Służby Ochrony Państwa (w miejsce rozwiązanego Biura Ochrony Rządu) dostali podwyżkę w wysokości 1036 zł. Po rozwiązaniu BOR ze służby tej odeszło ponad 100 doświadczonych oficerów, przez co braki te są uzupełniane przez funkcjonariuszy Straży Granicznej, którzy idą tam gdzie płacą lepiej. Chociaż do tej pory to właśnie oni zarabiają wśród służb mundurowych najlepiej. Lepiej, i to o wiele, od policjantów zarabiają również funkcjonariusze że Straży Marszałkowskiej, chociaż ich służba jest nieporównywalnie lżejsza od tej, jaką wykonują policjanci. I to ci słabo opłacani policjanci dają swoją twarz, ochraniając wszelkie niedemokratyczne poczynania pisowskich władz, a nawet chronią na ich rozkaz środowiska i imprezy skrajnie nacjonalistyczne. Chyba nie zdają sobie sprawy, że w przyszłości może spotkać ich taki sam los, jaki zgotowano dla policyjnych emerytów mających w swym służbowym życiorysie służbę (niekiedy nawet kilkudniową) w Służbie Bezpieczeństwa. Pamiętam z mojej młodości takie powiedzonko, które często powtarzał mój Ojciec, chcący mnie uczulić na to, że nie warto nadstawiać głowę za przełożonych. Ojciec powiadał: służ panu wiernie, a on ci w twarz pierdnie. No właśnie.

* * *

Z Francji napłynęła wiadomość, że zwieńczony krzyżem pomnik Jana Pawła II, stojący w mieści Ploermel, został usunięty decyzją władz samorządowych z publicznego skwerku. Bo tak stanowi francuskie prawo, które zabrania eksponować w przestrzeni publicznej jakiekolwiek religijne znaki. Pomnik przeniesiono na prywatny teren katolickiego gimnazjum. W Polsce taka decyzja wywołałaby wojnę polsko-polską i wielomiesięczne procesje „moherowych komandosów”, a pisowska władza, łamiąc polskie prawo i konstytucję przede wszystkim, taką decyzję władz samorządowych na pewno by uchyliła. Na szczęście dla Francuzów, francuskie władze szanują prawa swego kraju, a konstytucję w szczególności. Vive la France !!!

* * *

Nie ostał się w swym miejscu pomnik uciekającego żołnierza, zwanego Pomnikiem Katyńskim, w Nowym Jorku. Zostanie przesunięty o 60 metrów, bo w miejscu gdzie stoi, ma być zbudowany park, służący wszystkim nowojorczykom. Tym samym burmistrz Jersey City Steven Fulop, który łaskawie zamienił na ten temat kilka słów z „notariuszem Jarosława” Andrzejem Dudą, pokazał swemu rozmówcy, że i on szanuje wolę swojego elektoratu i nie będą mu "obcy" cokolwiek narzucać. PiS zamilkł z wrażenia, a amerykańska "Polonia" decyzję tę przyjęła ze zrozumieniem i spokojem.

Napisz komentarz (5 Komentarzy)

 Trump dąży coraz bezczelniej do przeprowadzenia kolejnego ataku na Syrię i z tego też zapewne powodu podciąga swą pływającą po świecie armadę, z lotniskowcem USS „Harry S. Truman” na czele, na wody Morza Śródziemnego. Jednocześnie syryjscy rebelianci (zbuntowani przeciw legalnemu rządowi Asada) oraz islamscy terroryści z ugrupowania An-Nusra koncentrują swe siły do ataku na południe Syrii. Dlatego też absolutnie mnie nie zdziwią kolejne informację na temat drugiego, a nawet trzeciego, ataku chemicznego wykonanego przez reżim Asada. Trump musi mieć konkretny pretekst, aby dokonać agresji wszystkimi swymi silami z lądu, powietrza i morza, aby z Asadem i jego rządem uczynić to, co uczynił jeden z jego poprzedników doprowadzając Irak do pozycji państwa upadłego. Należy więc zakładać, że kolejny atak chemiczny nastąpi najprawdopodobniej w stolicy prowincji Daraa, na którą skierowany będzie najbliższy atak rebeliantów i terrorystów islamskich. Nastąpi, bo będzie to nie tylko dla Trumpa korzystne.

* * *

Tymczasem, jak się okazuje, pojawiają się kolejne dowody na to, że żadnego ataku chemicznego w mieście Douma nie było, a wszystko jest prowokacją islamistów z „Białych Hełmów, organizacji będącej na usługach i finansowanej przez Al-Kaidę. Jak zapowiedział Aleksander Szulgin, ambasador Rosji przy Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW), Rosja przedstawi syryjskiego chłopca, który potwierdzi, że atak chemiczny” Doumie był zwykłą inscenizacją, zorganizowaną przez „Białe Hełmy”, która wykorzystała skutki ataków bombowych na pozycje rebeliantów i islamskich terrorystów w tym mieście. Oczywiście nikt Rosji nie wierzy, więc nikt też nie uwierzy jakiemuś syryjskiemu chłopcu. A ja mam wiele powodów, aby tym zapewnieniom uwierzyć.

* * *

Otóż w tygodniku Przegląd (nr 17-18 z 23.04.2018) czytam artykuł Roberta Kuliga przedstawiający relację 22-letniego Amina Haszima mieszkańca Doumy, który opowiada, że był świadkiem ostatnich nalotów, kiedy wojsko wykorzystując zakazaną broń chemiczną, zbombardowało Doumę, czyli ostatni bastion rebeliantów broniących się jeszcze przed nacierającymi wojskami syryjskimi. Z jego opowiadania wynika, że miasto jest totalnie zrujnowane, a tysiące ludzi mieszka pod ziemią, czyli w piwnicach i tunelach. I człowiek ten mówi, że po nalocie wyszedł z tuneli i wówczas POCZUŁ W GARDLE DUSZĄCY PYŁ i zrozumiał, że w ataku użyto ładunków zawierających jakiś gaz. Warto te słowa zapamiętać, albowiem na ten temat jest też i inna rozmowa.

* * *

Robert Fisk z brytyjskiego „Independenta” rozmawiał z lekarzem, który pracuje w klinice „Point 200” działającej w podziemnych tunelach w Doumie, do której trafiały ofiary ataku. Lekarzem tym, przedstawionym z twarzy i nazwiska, jest 58-letni Assim Rahaibani. Twierdzi on, że ludzie pokazywani na tym straszliwym filmiku nakręconym przez Białe Hełmy, nie byli ofiarami gazu, tylko hipoksji, czyli niedotlenienia organizmu, spowodowanego przez zaczadzenie kanałów, tuneli i piwnic, w których się ukrywali. Pojawiło się ono jako efekt silnych podmuchów powietrza, wdzierającego się do tych podziemnych tuneli, kanałów i piwnic w wyniku ciężkiego bombardowania.

Warto przeczytać fragmenty tego wywiadu:

https://innapolityka.pl/to-nie-byl-gaz-relacja-brytyjskiego-reportera-z-point-200-podziemnego-syryjskiego-szpitala/

* * *

Ciekawostką jest też informacja przekazana przez Rogera Watersa, współtwórcę legendarnej grupy „Pink Floyd”, który niedawno ujawnił, że usiłowano go zwerbować do promocji „Białych Hełmów”. Odmówił, ponieważ wie, że jest to organizacja prowadząca działalność dezinformacyjną w Syrii.

 

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

 Polskie organa ścigania chyba pierwszy raz w historii III RP w tak spektakularny sposób potraktowały nie tylko polskich faszystów, którzy 21 kwietnia chcieli uczcić 129 rocznicę urodzin bandyty i zbrodniarza Adolfa Hitlera. Najpierw troglodyci z Niemiec i Europy, 20 kwietnia, bezkarnie bawili się po niemieckiej stronie Odry, a następnie korzystając z pomocy polskich (a konkretnie dzierżoniowskich) faszystów, swoją fetę zamierzali kontynuować w Dzierżoniowie. Bo to właśnie w tym mieści, plugawiąc honor i pamięć Polski i Polaków, dwóch nazioli taki „uroczysty” koncert zorganizowało. Co dla mnie ma szczególne znaczenia, to fakt, iż jeden z nich jest rodzinnie związany z radnym miejskim, członkiem Prawa i Sprawiedliwość (jak podały ogólnopolskie media).

Na szczęście nie doszło do takiej kompromitacji, jak w przypadku ubiegłorocznego nazistowskiej fety w Grodziszczu k. Świdnicy, gdzie przez nikogo niepokojeni naziole mogli do upadłego „hejlować” i głosić wyższość aryjskiej rasy nade wszystko. I tego rodzaju (oraz inne) nazistowskie brednie głosili tam Polacy, a więc członkowie narodu, który dla Hitlera był drugim po Żydach narodem przeznaczonym do całkowitej likwidacji. Również w piecach krematoryjnych.

W akcji brało udział 300 funkcjonariuszy Policji i ABW, w tym oddział antyterrorystyczny, który do lokalu gdzie ta hołota chciała Hitlerowi oddawać hołd, wszedł bardzo dynamicznie, w czasie kiedy te nazistowskie prymitywy czekały na przybycie, również prymitywnych nazistowskich muzyków. W pierwszej kolejności poleciały granaty hukowe, które spowodowały, że wielu z tych „aryjczyków” od siedmiu boleści po prostu ze strachu się zesrało, a jeszcze więcej zmoczyło gacie w sposób widoczny dla wszystkich. W bardzo szybkim czasie setka tych bezmózgów na sterydowych karkach, z mordami ozdobionymi swastykami i innym nazistowskim gównem, leżała na podłodze z łapskami jak przystało, skutymi do tyłu.

Naziole pojmani ... 

I co by tu nie powiedzieć, to jednak akcja ta miała miejsce w kraju gdzie rządzi prezes Jarosław, co być może wskazuje, iż polscy naziści i jemu krew psują.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Wielka Brytania oskarżyła Rosję o otrucie byłego funkcjonariusza KGB Skripala (a przy okazji jego córki), który za zdradę został przez rosyjski sąd skazany na karę więzienia. A przecież gdyby Putin zechciał, to by go skazano na karę dożywocia i po cichu w wiezieniu kark ktoś by mu skręcił. Po co więc wydawali go Brytyjczykom? Czy po to, aby go później uśmiercić, wywołując światowy skandal i międzynarodowe represje? Czy Putin jest kretynem? Bo mi się akurat tak nie wydaje i na co mam dziesiątki dowodów. Wygląda na to, że kretynami są ci, którzy te brednie powielają i ci, którzy w nie wierzą. Teraz nagle o Skripalu cicho, bo okazuje się, że wraca on do zdrowia, a jego córka wyzdrowiała całkowicie, co według znawców tematu jest praktycznie niemożliwe, bo gaz NOVICZOK nawet jeżeli nie zabije, to wywołuje nieodwracalne zmiany w mózgu i narządach wewnętrznych. Jednym słowem z człowieka czyni roślinkę. Julia Skripal została wypisana już ze szpitala i chciała wrócić do Rosji, ale MI 6 nie wyraziły zgody, w związku z czym została przez te służby wywieziona w jakieś nieznane nikomu miejsce. A dowodów na otrucie Noviczokiem i na to, że stoją za tym Rosjanie w dalszym ciągu brak.

* * *

Jeżeli brak dowodów w sprawie Skripala, to można Putina obciążyć, że wspiera „mordercę” Asada, który nakazał dokonanie ataku gazowego na szpital w syryjskiej Dumie. Rosjanie i Syria zaprzeczyli tym doniesieniom. Ale kto by tam im wierzył? Rzecz w tym, że zaprzeczyło też Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka (SOHR)1, które do tej pory było uznawane przez Zachód, za bardzo wiarygodne źródło informacji. Mało tego. Obecnie wychodzą na jaw inne ciemne i brudne sprawy. Otóż, jak się okazuje kilkunasto sekundowy filmik pokazujący ofiary zatrucia gazem, znajdujące się w szpitalu miejskim w Dumie, został nakręcony przez tzw. Białe Hełmy, czyli bojowo-medyczna formacja Al Kaidy. Na zaprezentowanym zachodnim mediom nagraniu video widać leżące na podłodze ciała martwych kobiet i dzieci z białą plamą na ustach, oraz dzieci (żywe) z taka sama białą pianą, których polewa się wodą. Czy takie nagranie może być dowodem, na podstawie którego dokonano bandyckiego nalotu na suwerenne państwo? Przy obecnej technice video, takie nagranie można wyprodukować w każdej piwnicy. Również w Arabii Saudyjskiej. Ciekawe dlaczego ten filmik islamskich terrorystów z Al Kaidy, która ma na koncie tysiące ofiar (np. WTC w USA), dla Trumpa, Meyer i Macrona ma wagę dowodu? Dlaczego z atakiem nie poczekano do uzyskania wyników badań Międzynarodowej Komisji, która miała ma wniosek Rosji przybyć do Syrii 14 kwietnia. Dlaczego Trump wydał rozkaz ataku w nocy z 13 na 14 kwietnia?

***

Jaki z tym oskarżeniem o chemiczny atak ma fakt, że przed jego dokonaniemArmia Islamska zerwała negocjacje z Rosjanami w sprawie uwolnienia zakładników i cywilów z Dumy, która jest największą miejscowością we Wschodniej Gucie przez islamskich dżihadystów. Od 10 dni trwało wówczas zawieszenie broni. Wojownicy Armii Islamu mieli, zgodnie z negocjowany porozumieniem, zostać przewiezieni do prowincji Idlib okupowanej jeszcze przez Al-Kaidę i inne ugrupowania islamskie, co miało zakończyć ostrzał Damaszku. Nie wiadomo dlaczego, w sposób nagły, Armia Islamu wycofała swoich negocjatorów, a następnie dokonała ich rozstrzelania. Gdy doszło do wznowienia walk dżihadyści oskarżyli Syryjczyków o atak chemiczny na cywilów w Dumie. Tak się złożyło, że działo się to w momencie zakończeniatrzydniowej wizyty Mahammeda ben Salmana, następcy tronu Arabii Saudyjskiej. To wówczas rzecznik rządu francuskiego zagroził wspólną ze Stanami Zjednoczonymi akcją zbrojną przeciwko Syrii. Miało to związek z oskarżeniami o atak chemiczny w Dumie, wysuwanymi przez finansowanych przez Arabię Saudyjską dżihadystów z Armii Islamu we wschodniej Gucie pod Damaszkiem. Jak wiadomo Arabia Saudyjska jest największym przyjacielem USA (po Izraelu) na Bliskim Wschodzie i największym na świecie wrogiem Asada. Jest też największym finansistą wszelkich islamskich terrorystów.I wszystko jasne.

* * *

 I już tylko tak na marginesie wspomnę, że 24 marca 1999 roku Jankesi i Angole (w ramach akcji NATO), bez zgody (mandatu) ONZ zaatakowali suwerenną Serbię, członka ONZ, zrzucając na serbskie miasta bomby uranowe i atakując serbskie instytucje publiczne w miastach rakietami. W ciągu 78 dni rzezi zabito 2 tysiące obywateli Serbii, a 12,5 tysiąca odniosło rany. Na ziemie serbską spadło 6 ton uranu, czyli tyle, ile wystarczyłoby na wyprodukowanie 170 bomb atomowych o mocy takiej jak ta, którą Jankesi zrzucili na Hiroszimę. I te burki przypisują sobie prawo do mówienia o moralności i do atakowania innych, którym zarzucają niesprawdzone brednie, rozsyłane po świecie przez anglo-amerykański wywiad.

1. Założone w maju 2006 r., Jest biurem informacyjnym w Wielkiej Brytanii, którego celem jest udokumentowanie domniemanego łamania praw człowieka w Syrii. Od 2011 roku koncentruje się na wojnie domowej w Syrii. Jest często cytowane przez przez główne media zachodnie, takie jak Voice of America, Reuters, BBC, CNN, Deutschlandfunk i National Public radio, od początku powstania o codziennej liczbie ofiar ze wszystkich stron konfliktu podczas nalotów w Syrii. SOHR zostało opisane jako " anty-assadowska opozycja". – Na podstawie angielskiej Wikipedii.
Napisz komentarz (2 Komentarze)

 Afera goni aferę i mówiąc szczerze, mam coraz mniejszą ochotę, by tracić czas na coś, co praktycznie nikogo nie obchodzi. Przedwczoraj rano obudziłem się z refleksją, że świat jest tak porąbany, że wszyscy mamy przesrane, ale wielu ma to szczęście, że sobie z tego sprawy nie zdaje. Po co więc odbierać iluzje, w jakich się wielu zasklepiło?

* * *

Wielkim echem – chyba nie tylko w kraju – odbiła się informacja, że po 18 latach prokuratura nagle zorientowała się, że fałszywie oskarżyła w 2000 roku dwudziestotrzyletniego Tomasza Komendę, przez co wraz z sądem (w tym Sądem Najwyższym) zafundowała chłopakowi 18-letnią więzienną gehennę. Myślę sobie, że tym wszystkim, którzy taki los mu zgotowali, należałoby zafundować chociażby tygodniowy pobyt w warunkach jakich te 18 lat chłopak spędził. Zwłaszcza to, co musiało się dziać w więziennej łaźni.

* * *

Pomyłki sądowe zdarzają się pod każdą szerokością geograficzną, ale rolą wymiaru sprawiedliwości jest robienie wszystkiego, aby ich liczbę zmniejszyć do minimum. A robi się raczej niewiele, bo statystycznie rzecz biorąc w polskich zakładach karnych przebywa około 5 tysięcy skazanych, chociaż nie byli winni. Pięć tysięcy złamanych ludzkich żyć, do czego dołożyć należy jeszcze, co najmniej, kilkadziesiąt tysięcy skrzywdzonych członków ich rodzin. No i pięć tysięcy przestępców na wolności, co bezpieczeństwa obywatelom nie przysparza. Pamiętam jak na wykładach z prawa karnego śp. prof. Witold Świda tłumaczył nam, że lepiej uniewinnić 100 winnych, niż skazać jednego niewinnego, bo takie – chociażby tylko jedno – skazanie jest totalną porażką wymiaru sprawiedliwości. Pięć tysięcy (a może i więcej) to dużo, czy mało? Nie zdobędę się na odpowiedź, ale mam świadomość, że ja do tego NIGDY ręki nie przyłożyłem i nie znajdzie się nikt, kto mógłby wskazać przykład skazania niewinnego, którego ja z moimi kolegami z wydziału doprowadziłem do prokuratury.

* * *

Dlaczego tak jest? Odpowiem na przykładzie tragicznego przypadku Tomasza Komendy. Jako EWENTUALNY sprawca został wskazany przez jakąś swoją sąsiadkę, które rozpoznała go na publikowanym portrecie rysunkowym. Przypomnę, że było to trzy lata po zbrodni, do której doszło w nocy z 31 grudnia 1996 roku na 1 stycznia 1997 roku w jednej z dyskotek w Miłoszycach ok. 28 km od Wrocławia. W tym czasie Tomasz Komenda przebywał we Wrocławiu, co poświadczyło podczas śledztwa i procesu 12 osób. Powtórzę – rozpoznany został na publikowanym portrecie. Takie rozpoznanie nie może być absolutnie jakimkolwiek dowodem. Nie sądzę, aby Tomasz Komenda został okazany tej kobiecie, ponieważ nie można było tak postąpić z tej prostej przyczyny, że ona go znała z osobistych kontaktów. Nie wiem, czy był okazywany innym uczestnikom dyskoteki, ponieważ nie znam materiałów procesowych. Wiem tylko tyle, że obecnie prokuratura wykazuje aż 19 dowodów jego niewinności, jednocześnie podważając wszystkie dowody winny, na podstawie których został skazany.

* * *

W mojej milicyjno - policyjnej karierze wielokrotnie posługiwaliśmy się portretami rysunkowymi i nie pamiętam aby jakikolwiek portret przyczynił się do ustalenia i zatrzymania sprawcy. Nie znaczy to jednak, że nie wykorzystywaliśmy informacji przekazywanych nam w oparciu o publikowane portrety. Rzecz w tym, że NIGDY nie zdarzyło się, abyśmy dokonali zatrzymania osoby wskazanej nam przez kogoś, jako podobną do portretu. Zawsze w takim przypadku taki wskazany był poddany operacyjnemu sprawdzeniu, przy wykorzystaniu wszelkich możliwych sposobów operacyjnych (podsłuchy, inwigilacja, kombinacje operacyjne itp. itd.), które miały nam dać odpowiedź, czy taki delikwent może być rany pod uwagę jako sprawca. Zresztą, jeżeli te zastosowane metody potwierdzały taką możliwość, to jednocześnie wskazywały na dowody mogące potwierdzić jego sprawstwo. I dopiero wtedy dopadaliśmy takiego osobnika, przy czym jednocześnie procesowcy i eksperci kryminalistyki zabezpieczali wskazane przez nas dowody. Niewinni nie musieli się obawiać, bo nie musieliśmy nikogo bić, aby wymusić przyznanie się do winy. Myśmy ZAWSZE mieli dowody. A jeżeli ich nie mieliśmy, to sprawy były umarzane.

* * *

Tomasz Komenda został zatrzymany w marcu 2000 roku przez funkcjonariuszy wydziału kryminalnego KWP we Wrocławiu, do którego zresztą dołączyłem w czerwcu tego samego roku. Moim zadaniem było dokończenie śledztwa w sprawie zabójstwa studentów na Narożniku, które miało miejsce 17 sierpnia 1997 roku. W powołanej grupie operacyjno-śledczej było również dwóch policjantów z wydziału kryminalnego, których wtedy – w czerwcu 2000 - też poznałem. I to oni – a wiem o tym od ich kolegów – biciem i poniżaniem chłopaka zmusili go do przyznania się, z czego później się wycofał.

* * *

I tu jest pies pogrzebany. Nie wiem dlaczego, ale przedstawiciele organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości niesamowicie szybko i bardzo mocno przywiązują się do zeznań, w których podejrzewany przyznaje się do winny. I już mu w zasadzie NIGDY nie odpuszczają i czynią wszystko, aby dopasować do niego cokolwiek tylko da się dopasować. W tym przypadku były to wyniki badania śladu DNA i odcisków zębów, które nie wskazywały na niego, bo były jedynie ZBLIŻONE. W takim przypadku KAŻDY uczciwy sędzia (a wcześniej prokurator) musi zastosować zasadę in dubio pro reoczyli że każda nie dająca się usunąć wątpliwość musi być przyjęta na korzyść oskarżonego. Dodając do tego 12 świadków, których zeznania dawały mu niepodważalne alibi, wyrok mógł być tylko jeden. NIEWINNY.

* * *

Tomasz Komenda został skazany, bo tak pasowało to niektórym policjantom, prokuratorom i sędziom, z sędziami Sądu Najwyższego włącznie. Do dziś śpią zapewne snem sprawiedliwych i nawet obecne ustalenia tego spokojnego snu im nie zakłócają. Wiedzą dobrze, że popełnione wówczas przez nich przestępstwa niedopełnienia obowiązków, stosowania przemocy, fabrykowania lub niszczenia dowodów i utrudniania przebiegu śledztwa, dawno się już przedawniły (po 5 latach – art. 101 k.k.) i Wielki Szeryf może im obecnie na pukel naskoczyć. Chyba, że znów wykręci jakiś numer i w pisowskim, bo stachanowskim, trybie wprowadzi do kodeksu karnego spec poprawkę, która tego typu przestępstwa będzie traktować jako nieprzedawniawalne z mocą działania wstecz. I wówczas zakrzyknę: brawo ministrze Ziobro.

https://wroclaw.onet.pl/dlaczego-tomasz-komenda-spedzil-w-wiezieniu-18-lat/0v8fydt

Napisz komentarz (8 Komentarzy)