Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

czwartek, 10 sierpień 2023 14:34

CHRONOLOGIA

  •  
Oceń artykuł
(2 głosów)

Jestem przekonany, że Wojtek Pyłka został skazany za czyn, którego nie popełnił, a materiał dowodowy przedstawiony sądowi do rozpoznania był dziurawy jak przysłowiowe sito i naprawdę rzadko mi się przytrafiało spotkać się z czymś takim w całej mojej zawodowej karierze i w latach następnych.

W mojej ocenie – wskazuję na to w opracowanej analizie (177 stron) - sąd poszedł po najmniejszej linii oporu i zbytnio nie wgłębiał się w to, co mu prokuratura przedstawiła.

A wystarczył tylko dokonać rzetelnej analizy zeznań kluczowych świadków, a za takich uznaję policjantów prowadzących tak zwane „rozpytania”, aby zauważyć, że to co zostało zapisane w protokołach nie trzyma się kupy pod względem chronologii prowadzonych rozmów i protokołowanych zeznań. A to według ma mnie najważniejsze znaczenia i brak takiej chronologicznej analizy spowodował, że sąd po prostu oślepł i zatrzasnął za Wojtkiem na 25 lat więzienne drzwi.

O całej tej historii pisze „powieść kryminalną” opartą w dosłownym tego znaczeniu na faktach ustalonych w śledztwie i „chronologicznego odczytania.

Poniżej niewielki fragment (przed korektą właściwą).

 

W SIDŁACH PRAWA HISTORIA JAKA NIE POWINNA SIĘ ZDARZYĆ

Rozdział VIII

01.02.2008 - piątek

Jakiś czas po tym jak Agata Łebska pojawiła się w komisariacie, wezwał ją do siebie Błażej Szeroki, kierownik referatu kryminalnego, chcący uzyskać szczegółowe informacje jakie w tej sprawie zostały w dniu wczorajszym podjęte. Łebska z zadowoloną miną podsunęła mu na biurko notatkę sporządzoną przez Kozłowskiego, kopię protokołu zgonu oraz swoje postanowienie o wszczęciu śledztwa. Kiedy ten ostatni dokument stał się przedmiotem jego zainteresowania, spojrzał na nią zdumiony.

- Czy cię Agata, kurwa mać, pogięło? Jakie śledztwo ty mi tu wszczynasz? Gdzie z tych kwitów wynika, że ktoś faceta namawiał do samobójstwa lub mu w tym pomagał? Kurwa, ja ciebie nie rozumiem. Nie wiesz, że wszczęcie śledztwa to przecież prokuratora sprawa, a nie twoja. Wypierdol mi zaraz ten kwit i prowadź czynności w ramach czynności sprawdzających. Sprawdzających – to ostatnie słowo głośno przesylabizował – i w niezbędnym zakresie. Zrozumiano? Uczył cię ktoś kiedyś o tym? Bo zdaje się, że tego nie wiesz.

Wziął raz jeszcze do ręki notatkę służbową Kozłowskiego i szybko napisał na niej kilka słów dyspozycji wskazujących kierunek dalszego postępowania.

- Słuchaj mnie uważnie. – odezwał się wręczając jej notatkę. - Poprowadzisz czynności sprawdzające pod kątem udzielenia pomocy w samobójstwie, a później umorzysz to z trzysta osiem z jedynki, a ponieważ jest to już działka prokuratora, wydasz postanowienie o umorzeniu i podrzucisz do prokuratury o jego zatwierdzenie. Zrozumiałaś?

- No przecież, chyba mnie za durną nie uważasz, bo przecież …

- No to zaraz popraw to badziewie - przerwał jej bezceremonialnie - i weź się za przesłuchanie siostry nieboszczyka, bo już mi dyżurny sygnalizował, że się zgłosiła. I to szybko.

Zdenerwowanie Szerokiego byłoby jak najbardziej zrozumiałe dla każdego, kto miałby możliwość zapoznania się z radosną procesową twórczością Agaty Łebskiej, która w postanowieniu wpisała, że wszczęte przez nią śledztwo dotyczy doprowadzenia do targnięcia się na własne życie przez Lecha Janusa w dniu 31 stycznia 2008 roku, to jest o czyn z art. 151 kodeksu karnego.

Kiedy speszona wyszła z pokoju, nie mógł sobie podarować komentarza dotyczącego tak głupiego zachowania się koleżanki.

- Prokuratorka, się kurwa, znalazła. Z kim mi przyszło robić? - przez chwilę rozmyślał o stopniu profesjonalizmu swoich podwładnych i kolegów zarazem, ale szybko wrócił do codziennych i pilnych spraw, których namacalnym dowodem był spory stosik papierów zalegających blat biurka.

Wściekła na siebie Łebska zeszła na parter i poprosiła, aby kobieta podająca się za siostrę Janusa poczekała na korytarzu przed jej pokojem, bo za chwilę ją do siebie zaprosi. Następnie to nieszczęsne postanowienia przemieliła w niszczarce, po czym poprosiła Barbarę Marczyńską do pokoju. Z zeznań jakie Marczyńska złożyła wynikało, że z bratem widywała się prawie codziennie i również prawie codziennie dzwonili do siebie, bo brat posiadał dwa telefony, których numery podała do protokołu. Według niej ostatni raz widziała się z nim 22 stycznia, kiedy ją odwiedził w jej mieszkaniu, a jej mąż widział go w dniu następnym w śródmieściu obok sklepu Rossmann. Miała zamiar odwiedzić go 31 stycznia, ale policja powiadomiła ją, że popełnił samobójstwo, więc postanowiła zgłosić się na komisariat. Informacją o samobójstwie była dla niej wielkim szokiem, ponieważ brat był bardzo energicznym człowiekiem, miał wiele planów, które na pewno chciał zrealizować.

- A czy brat miał jakieś powody, aby targnąć się na życie?

- Nic mi nie wiadomo, aby miał aż takie problemy, by sobie życie odbierać – padła zdecydowana odpowiedź.

- A może miał jakieś problemy finansowe, albo uczuciowe? Czy wie pani o jakichś jego związkach z kobietami? A może utrzymywał jakiś stały związek z jakąś konkretną osobą? – pytanie padały jedno po drugim, tak jakby Agata Łebska chciała przesłuchiwaną czymś zaskoczyć.

- Nie, brat nie opowiadał mi o tym, aby miał jakieś problemy finansowe, nic mi na ten temat nie jest wiadomo i nic mi nie mówił, aby miał jakąś stałą partnerkę – i tym razem odpowiedź była w takim samym stopniu zdecydowana, jak ta udzielona przed chwilą.

- Ok, to ja teraz spiszę protokół, a kiedy pani go podpisze, to proszę udać się z policjantami do mieszkania brata i proszę się tam rozejrzeć. Może odszuka pani jego dokumenty, bo wie pani, nam się nie udało ich odszukać.

Łebska skłamała, ponieważ dobrze wiedziała, że nikt dokumentów tych nie szukał, tak jak i nikt nie dokonał zabezpieczenia śladów, mogących mieć związek z tym tragicznym wydarzeniem.

- I w związku z tym proszę jutro przyjść, to ja panią jeszcze dosłucham w tej sprawie. O której może pani przyjść? - zapytała zapisując coś w leżącym na stole zeszycie.

- Mogę być o czternastej. Wcześniej nie dam rady.

- W porządku, to będę na panią czekała. Ja teraz zadzwonię na dyżurkę i oni pani przydzielą dwóch kolegów, z którymi pojedzie pani do mieszkania brata i …

- Ale ja nie mam kluczy – przerwała jej Marczyńska.

- Proszę się nie martwić, klucze do mieszkania mamy my, a więc żadnego problemu nie będzie.

- A czy ja będę mogła te klucze dostać? Bo wie pani, chciałabym tam zrobić selekcje tego co mogłabym zabrać, a co będę musiała wyrzucić. Wie pani, brat miał tam też mnóstwo różnego rodzaju raczej mało przydatnego badziewia.

- Na razie nie, bo o tym zdecyduje prokurator, ponieważ to był jednak nagły zgon i to czy owo będziemy musieli sprawdzić. Później otrzyma pani informację. A teraz proszę to przeczytać i podpisać. - podsunęła jej protokół zeznania, który w trakcie prowadzonej rozmowy wydrukowała na komputerze. Trochę ze zdziwieniem Marczyńska spostrzegła, że całe jej zeznanie składane przez pół godziny, zapisane zostało w trzynastu niezbyt rozbudowanych zdaniach, ale ponieważ nie znała się na taktyce, ani na procedurach stosowanych w czasie przesłuchań, po przeczytaniu podpisała go, nie zgłaszając żadnych zastrzeżeń.

Zeszła na dół i zgłosiła się do dyżurnego komisariatu, który poprosił, aby chwilę poczekała, bo policjanci mający z nią pojechać, akurat są na dzielnicy, ale zaraz mają się pojawić. Aby udowodnić te słowa, wywołał patrol przez radiostację, przez co mogła usłyszeć, że w komisariacie będą za kilka minut. I faktycznie po około 10 minutach wraz z przybyłymi funkcjonariuszami z patrolu, pojechała do mieszkania brata.

Po wyjściu kobiety z pokoju Łebska raz jeszcze przeczytała sporządzony przez siebie protokół, którego treść całkowicie przekonała ją, że temat został wyczerpany i już niczego ciekawego w sprawie na pewno się nie wyciśnie. Postanowiła więc formalnie zakończyć czynności procesowe. W tym celu odszukała w komputerze wzór postanowienia o umorzeniu śledztwa i wypełniła go, wpisując to samo, co tak bardzo wcześniej zdenerwowało przełożonego, czyli to, że wszczęte przez nią przed chwila śledztwo, umorzyła w trybie artykułu trzysta osiem paragraf pierwszy na podstawie artykułu siedemnastego paragraf pierwszy punkt pierwszy kodeksu postępowania karnego. Z treści sporządzonego uzasadnienia wynikało, że umorzenie oparła na podstawie tego jednego przesłuchania, a ponieważ nie ujawniono żadnych śladów działania osób trzecich, jej postanowienie było jak najbardziej zasadne. .

Zadowolona z siebie udała się do Szerokiego, który po tym jak przeczytał podany mu dokument o mało nie dostał apopleksji.

- No nie, czy do kurwy nędzy ja muszę z takimi fachowcami pracować? - wybuchnął nie panując nad nerwami.

- Co to kurwa jest? - potrząsał trzymanym w ręku papierem – Jak możesz takie gówno mi przynosić, wiedząc, że umorzenie śledztwa musi zatwierdzić prokurator. Chcesz, aby uważał mnie za idiotę? Przecież on żadnego śledztwa nie wszczynał, to co, kurwa, ma zatwierdzać. Agata, ogarnij się dziewczyno. Zabieraj się tym i zrób jakiś porządek.

Policjantka siedziała nie odzywając się ani słowem, chociaż nie takiej reakcji się spodziewała.

- Jak ty możesz cokolwiek postanawiać na podstawie jednego tylko przesłuchania? - pytanie to zadane był już w spokojnym tonie, jakby całe zdenerwowanie zeszło niczym powietrze z nadmuchanego balonu – Masz trzydzieści dni, aby wszystko spokojnie sprawdzić i wydać jakieś postanowienie, z którym możemy iść do prokuratury. I wywal ten świch jak najszybciej, nikomu nawet nie pokazując. Jasne?

Kiedy kiwnęła głowa, że rozumie gestem dał jej znak, aby wyszła, nie chcąc użyć już dosadnych określeń, jakie na widok miny koleżanki cisnęły mu się na usta. Wściekła jak podrażniona osa Łebska wróciła do swojego pokoju i jakby zapominając o słowach przełożonego, trzymany w ręku dokument wpięła do cieniutkiej teczki prowadzonego, ale nie wszczętego śledztwa.

 

2562696