Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

czwartek, 17 sierpień 2023 09:46

To już 26 lat ...

  •  
Oceń artykuł
(16 głosów)

   Dziś mija kolejna rocznica tragicznego wydarzenia, jakie rozegrało się kilka – kilkanaście minut przed godziną 17:00 - na stoku Narożnika w Parku Narodowym Góry Stołowe. To już 26 lat, w trakcie których nie udało się opowiedzieć na pytanie, kto z zimną krwią zastrzelił dwoje niczego winnych młodych ludzi i dlaczego tak straszliwą krzywdę im uczynił?

Odpowiedzi na to pytanie nie znalazłem ja, nie znalazł też Marek L. z tzw. wrocławskiego Archiwum X i według mnie nie znajdą krakowscy archeolodzy zbrodni. Wyrażam taką obawę, bo chociaż szczerze życzę organom ścigania, aby sprostały zadaniu, to w sytuacji kiedy zajmować tym będą się krakowscy fachmani, czarno to widzę i tylko serdecznie współczuję ludziom obrywającym rykoszetem bzdurnych i zbyt często bezpodstawnych działań, jakie od 2019 roku podejmują.

* * *

Analizując coraz częstsze komentarze, jakie znów na tym Forum się pojawiają, zauważyłem, że w zdecydowanej większości ich autorami są osoby, które przed kilku laty miały sposobność zapoznać się z treścią publikowanych tu rozdziałów pisanej wówczas przeze mnie książki. Dlatego ze zdziwieniem stwierdzam, że niestety niektórzy z nich uparcie powracają do pewnych wątków, jakie wielokrotnie w tamtym czasie wyjaśniałem i starałem się uczynić to w sposób zrozumiały dla osób nie mających pojęcia o policyjnej robocie, o wadze zabezpieczonych dowodów i sposobie ich wykorzystania, jak również o pewnych ograniczeniach możliwości wykorzystania niektórych uzyskanych (np. operacyjnie) informacji.

Ale przede wszystkim odwoływałem się do niepodważalnego faktu, że pośród wszystkich piszących tu osób TYLKO JA ZNAM cały materiał procesowy, a także pamiętam wiele z tzw. informacji operacyjnych nie znajdujących się w aktach procesowych, jak również tylko ja znam kulisy wszelkich najważniejszych działań, jakie wówczas były prowadzone. Jeżeli więc pisałem, że jakaś wersja została wykluczona, to oznaczało to nic innego jak to, że jej eliminacja oparta była na bardzo wnikliwej analizie uwzględniającej posiadane informacje i poszlaki oraz braku dowodów potwierdzających jej prawdopodobieństwo. Starałem się przekonać moich polemistów, że takie wnioski i decyzje zostały podjęte w tamtych latach przez osoby, które na policyjnej robocie zjadły zęby, a więc podważanie słuszności tych decyzji to nic innego, jak podważanie ich profesjonalizmu i dobrej wiary, a tym samym odbieranie tym ludziom (NAM) wiarygodności, co niektórych prowadzi niekiedy do bardzo radykalnych opinii o naszym obiektywizmie i zawodowych umiejętnościach.

Stawiam więc pytanie.

Dlaczego żadna z wykluczonych przez nas wersji nie została podjęta zarówno przez tzw. wrocławskie Archiwum X jak i krakowskich archeologów zbrodni? A jeżeli nawet któraś z nich została podjęta, to dlaczego nie doprowadziła do jakichkolwiek innych niż nasze ustaleń? Dla mnie odpowiedź jest oczywista, ale ciekawy jestem Państwa zdania na ten temat.

Obecnie w Sądzie Okręgowym w Świdnicy toczy się proces przeciwko sprawcom zabójstwa małżeństwa z Kudowy Zdr. i żadnej osobie nim objętej, a zwłaszcza mężczyźnie (ps. Fox), który zabójczyniom dostarczył pistolet, nie postawiono zarzutu udziału w zabójstwie Anny i Roberta. Nie postawiono, ponieważ krakowscy archeolodzy zbrodni nie byli w stanie powiązać ich ze zbrodnią na Narożniku w 1997 roku. Okazało się w ten sposób, że przekonanie prokuratora Krupińskiego, iż wykrycie sprawców tej podwójnej zbrodni leży na wyciągnięcie ręki, legło w gruzach.

Przekonanie to oparte było na krążących po Kolinie Kłodzkiej wieściach, że wśród broni znalezionej przez policjantów z KWP we Wrocławiu i KPP w Kłodzku, ujawniono pistolet z którego strzelano do Anny i Roberta i dlatego tę wykrytą sprawę szybko przejęto do prowadzenia przez Zamiejscowy Wydział Prokuratury Krajowej w Krakowie. Ale okazało się, że był to strzał nie tyle w płot, co we własne kolano, ponieważ badania balistyczne tej plotki absolutnie nie potwierdziło. Głupie miny musieli mieć niektórzy w Krakowie.

Humory im się lekko poprawiły, kiedy dotarła do nich informacja, iż (znów) policjanci z Wrocławia i Kłodzka wykryli sprawców zabójstwa małżeństwa z Kudowy, zastrzelonych z pistoletu, a stugębna plotka głosiła, że owi funkcjonariusze w mieszkaniu „Foxa” znaleźli nie tylko broń użytą na Narożniku, ale również aparat fotograficzny Anny i zdjęcia z miejsca zbrodni dotychczas nieznane organom ścigania.

I co robi (ponoć) najbardziej skuteczny polski prokurator? Ano wykrytą sprawę zabiera do Krakowa i łączy ją z podwójnym (również) zabójstwem na Narożniku. Do Kudowy ponownie (kilka razy) zjeżdża ekipa krakowskich archeologów zbrodni, która kilkakrotnie robi przeszukanie w Trzebieszowicach oraz w mieszkaniu „Foxa”, któremu też wyczyściła jego prywatne szambo. Z gównianych jak wiadomo efektem.

Po kiego grzyba krakowiacy się na tę sprawę rzucili, zapytało się zapewne wielu policyjnych fachmanów. Przecież sprawcy się przyznali, broń i inne dowody zostały zabezpieczone i włączone do materiałów śledztwa. A gdyby wśród nich znaleziono jakiekolwiek dowody łączące ich z zabójstwem Anny i Roberta, to zgodnie z procedurą karno-procesową, zakończone umorzeniem w 1998 roku śledztwo zostałoby podjęte i włączone do prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową w Świdnicy w sprawie zabójstwa kudowskiego małżeństwa. Nie uczyniono tego, ponieważ dolnośląskie organa ścigania nie znalazły ku temu żadnych podstaw, a podobieństwa w ilości ofiar i rodzaju użytej broni to za mało, aby jakieś sprawy łączyć. Zwłaszcza jeżeli dzieli je ćwierćwiecze.

Jednakże krakowskie „orły” Temidy postąpiły inaczej. Dlaczego?

Podejrzewam, że nadzieję gwieździe polskich prokuratorów dała informacja, iż zatrzymany (następnie zwolniony za kaucją) właściciel plantacji marihuany i nielegalnej „kolekcji” broni palnej z Trzebieszowic znał się z zastrzelonym ojcem jednej z oskarżonych, który na dodatek był (w czasach kiedy mieszkał w RPA) najemnikiem. Ponadto obaj ci mężczyźni znali się z „Foxem” i wszystkich łączyła fascynacja bronią palną. Zresztą być może „krakowiacy” o tym, nie wiedzą, ale jeżeli informacja taka dotarła do mnie, to zapewne jest też i w ich posiadaniu. Problem w tym, że gdyby sprawą zajmowali się prawdziwy fachmani, to rozegraliby ja zupełnie inaczej. Kolokwialnie mówiąc po policyjnemu, czyli dokonali najpierw operacyjnego sprawdzenia, czy istnieją konkretne przesłanki do połączenia i dopiero po tym poinformowaliby Prokuraturę. Tak właśnie postąpiliśmy w sprawie zastrzelonych w lesie koło Szczytnej dwóch mieszkańców Bielska-Białej, co miało miejsce bodajże w czerwcu 1998 roku, w sprawie tzw. wałbrzyskiego „Skorpiona” czy też bandyckiej działalności niejakiego „Janosika” z okolic Jelenie Góry, który zaczął grasować z bronią na terenie naszego województwa. Ponieważ analiza tych zdarzeń oraz efektów działań operacyjnych nie dała podstaw do łączenia ich sprawców z zabójstwem studentów, Prokuratura Okręgowa w Świdnicy spraw tych nie połączyła. Bo aby łączyć dwie czy kilka spraw, nie wystarczy pobożne życzenie prokuratora, tylko efekty mrówczej roboty policjantów. Tak to wygląda w świcie fachmanów.

Ale krakowskim archeologom zbrodni tak wszystko ładnie się spinało, że „już byli w ogródku, już witali się z gąską”, ale tak jak w bajce Mickiewicza robiąc skok na niewątpliwy sukces „wpadli w beczkę wkopaną”. Gdybym był złośliwy, powiedziałbym, że beczkę pełną tego co pompowali z szamba „Foxa”. Ale ponieważ nie jestem złośliwy, to tego nie powiem.

I teraz z głębi tej beczki woła o swoim wielkim sukcesie, polegającym na rekonstrukcji zbrodni z Kudowy Zdroju. Po kiego grzyba – teraz to ja się pytam – kiedy sprawa wykryta, sprawcy się przyznali, dowody zabezpieczono, a do ich wartości nikt nie ma zastrzeżeń? Po kiego grzyba trzeba było wydawać pieniądze i marnotrawić czas wielu ludziom? Ano dlatego, że jakimś „sukcesem” trzeba się było pochwalić. Tym niewątpliwym sukcesem jest rekonstrukcja zbrodni w Kudowie, której zapewne - w mniemaniu krakowiaków – Prokuratura Okręgowa w Świdnicy nie byłaby w stanie przeprowadzić. Pozwolę sobie wyrazić zdanie odmienne.

Ci którzy tę bajkę znają i pamiętają, wiedzą, że ratunkiem dla lisa okazał się kozioł, który stał się odskocznią pozwalającą mu wydostać się z opresji w jakiej się znalazł. I takich „kozłów” – powiedziałbym, że ofiarnych – krakowscy archeolodzy zbrodni poszukują w całej Polsce, wpadając z samego rana do mieszkań bogu niczego winnych ludzi i żądają od nich wydania dowodów zbrodni na Narożniku, w tym broni i wszystkich rzeczy jakie zostały przez sprawców zabrane ofiarom. A ponieważ ludzie ci nic takiego nie posiadają, to ich mieszkania, samochody, piwnice i strychy zostają dokładnie przeszukane, a ich prywatna własność w postaci komputerów, dysków zewnętrznych i wszelkich cyfrowych nośników informacji, telefonów, kaset magnetofonowych (w moim przypadku było to 100 kaset z muzyką z lat 1970-1990 – w sumie ponad 150 godzin nagrań), płyt CD i DVD, kaset VHS, notatników i kalendarzy (nawet z lat 1965 -1996) zostaje im zabrana. Ponoć po to, aby poddać to wszystko kryminalistycznej ekspertyzie, tak jak na przykład kilkanaście moich dysków zewnętrznych zawierających tysiące dokumentów (w rzeczywistości około 3 milionów plików) wytworzonych w latach 1998-2022 i nie mających bezpośredniego lub chociażby pośredniego związku z zabójstwem studentów w 1997 roku. Bo fakt, że pisałem o tej zbrodni, nie jest podstawą do twierdzenia, że to co pisałem może być dowodem w tej sprawie.

Nawet nie chce mi się liczyć, ile godzin będą potrzebować powołani biegli, aby to wszystko zbadać, przeanalizować i opisać. Czy jest to możliwe? Absolutnie nie, o czym nie muszę chyba nikogo przekonywać. A więc wszystkie te działania warte są funta kłaków i stanowią jedynie pozorację mającą w jakiś sposób barwnie polakierować bezradność i amatorszczyznę. Dla prawdziwych fachmanów zajmujących się rozwiązywaniem kryminalnych zagadek, widoczną gołym okiem.

A trzeba pamiętać, iż badaniu podlegają też „rzeczy” zabrane w mieszkań bliżej nie określonych mieszkańców różnych części naszego pięknego lecz gnębionego bezprawiem kraju. Musi się też pojawić pytanie, ile to kosztuje polskiego podatnika i ilu ludzi prokurator Krupiński zechciał w swoje liczne dzieła zaangażować? Bo wiedzieć należy, że sprawa „Narożnika” to nie jedyna sprawa przejęta przez Kraków i nie jedyna, w której takie nowatorskie działania śledcze tenże orzeł polskiej prokuratury sobie zafundował, uzyskując identyczne efekty. Przy okazji informując świat co sądzi o umiejętnościach, wiedzy i profesjonalizmie policjantów i prokuratorów z tych jednostek, w których śledztwa te były wcześniej prowadzone.

I to by było na tyle ...

P.S.

Wszystko to znajdzie się w mojej książce, której tworzenie mogę już kontynuować dzięki temu, że po interwencji RPO, prokurator Krupiński raczył mi oddać na przechowanie - co jest kolejnym w mojej ocenie jaskrawym złamaniem procedur – część zabranych mi bezpodstawnie „rzeczy”, w tym komputerów oraz wszystkich cyfrowych nośników informacji. Dzięki temu odzyskałem (prawie po roku) wszystkie dokumenty procesowe udostępnione mi przez Prokuraturę Okręgową w Świdnicy oraz napisane już rozdziały książki. Jednakże to co wydarzyło się 31 sierpnia 2022 roku, spowodowało, że treść książki ulegnie znacznej zmianie, obejmując zdarzenie z lat 1997 – 2022.

 

2572481