Skończyłem właśnie lekturę książki Tadeusza Zakrzewskiego pt. Powstanie warszawskie widziane z wieży spadochronowej. Mam nadzieję, że kiedy Polska stanie się państwem prawdziwie demokratycznym, kiedy zrzuci z siebie jarzmo POPiS-u i stanie się państwem szanującym własną historię z jej wszystkimi cieniami i blaskami, to książka ta wejdzie do kanonu lektur obowiązkowych. Musi się tak stać, by każdy młody Polak wiedział, jak wyglądała Polska przed, w czasie i po powstaniu. By wiedział, dlaczego niewątpliwym bohaterstwem żołnierzy nie wolno przykrywać niewyobrażalnego cierpienia cywilnych mieszkańców Warszawy, a także nieudolności i wręcz głupoty tych, którzy powstanie wywołali i kierowali nim, bez uszczerbku dla swego zdrowia i życia. Myślę, że książka ta winna mieć swe poczesne miejsce na półce każdego Polaka.

* * *

Przytoczyłem w części pierwszej kretyńska opinię Bogdana Zdrojewskiego, że ”różnice między okresem 1939 – 1945 a tym, co się działo w latach 1945 – 1989, są tak nieistotne, że można z tego zrobić wspólny okres.”. Poniżej zamieszam więc kilka większych cytatów z tej książki, albowiem Tadeusz Zakrzewski pisze dokładnie to, co i w mojej głowie od lat siedzi.

* * *

Tadeusz Zakrzewski: „(…) Na szczęście Józef Piłsudski miał olej w głowie, a w sercu – interes kraju. Nie podzielił Polaków na lepszych i gorszych. Sięgnął po wiedzę i doświadczenie wszystkich, wszystkich zapędził do budowy niepodległego kraju. (...) czy poza Polska jest na świecie kraj, który uprawia tak obłąkańcza politykę historyczną? Kraj, w którym z wielkim hałasem fetuje się rocznice klęsk, a półgębkiem mówi się o zwycięstwach, albo się je przemilcza?! (…) Profesor Jan Karski napisał: … żaden Polak, żadne ugrupowanie polskie nie miało najmniejszego wyboru na to, że po wojnie Polska znalazła się pod panowaniem radzieckim … Gdyby Stalin nie miał pewności, że Polską będą rządzić komuniści, nie wyznaczyłby granicy na Odrze i Nysie, państwo polskie musiałoby się zmieścić na terytorium Księstwa Warszawskiego. (…) Po drugiej wojnie światowej mogło być tylko gorzej. Mogliśmy stać się siedemnastą republiką radziecką i wegetować obok Białorusi, Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii. Zasługą lewicy jest, że do tego nie doszło. W sumie – wyszliśmy na swoje. Raz jeszcze przywołam opinię profesora Karskiego : … Tylko głupcy mogą myśleć, że objęcie po wojnie władzy przez komunistów było w ostatecznym bilansie faktem niekorzystnym. (…) Wciąż poprawiamy i upraszczamy historię. Idzie nam łatwiej, bo świadków ubywa. Dyżurni dziejopisarze bezkarnie wrzucają czasy Polski Ludowej do wspólnego worka ze zbrodniami Stalina, Hitlera i niemiecka okupacją. „Resztka mojego pokolenia słyszy, że przeżyła pod obcym butem 13 200 dni, a nie 1859, jak obliczył Władysław Bartoszewski. (…) „Nieistotne różnice” między „pierwszą” a „drugą” okupacją ujawniły się już na początku tej „pierwszej” - prawdziwej. Hitler zakazał odbudowy Warszawy. Natomiast po 1945 r. ruszyło z kopyta Biuro Odbudowy Stolicy – słynny BOS, cały naród dźwigał stolice z gruzów. (…) Faktem jest, że po roku 1945 NKWD wspierane przez wojska Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Służbę Bezpieczeństwa1, robiły wiele, aby Niemcom dorównać. Ale prawda jest i to, że represje prowadzono na niewielką skalę, osiągnęły 2% Polaków. Ani "Grudnia 70”, ani stanu wojennego nie da się w żaden sposób nazwać gilotyną, która spadła na miasto w czasie Powstania Warszawskiego. (…) Wszystkim głoszącym teorie o „dwóch okupacjach” dedykuje słowa Jana Nowaka-Jeziorańskiego, byłego szefa radia ‘Wolna Europa”: … nigdy nie twierdziłem, że Polska była pod okupacją sowiecką. Mówiłem, że jest pod rządami wasalskimi, ale nie jest krajem okupowanym. Przypomnę też fragment homilii wygłoszonej na Jasnej Górze przez kardynała Stefana Wyszyńskiego, skierowanej do rozpalonych aktywistów „Solidarności”: … Pamiętajcie! Jesteśmy narodem na dorobku. Doszliśmy do wolności przez gruzy. Odrodzona Polska, przez cierpliwość i pracę odbudowała sprawnie Warszawę, Gdańsk, Poznań i Wrocław … nie wolno tego zmarnować ... O „wyzwoleniu ojczyzny” i Wolnej Polsce” pisał i mówił papież Jan Paweł II. Wszyscy wrażliwi na sprawę niezależności naszego kraju powinni zauważyć, że teraz … też jesteśmy pod okupacją – trzecią- ekonomiczną. Wszyscy wrażliwi na sprawę niezależności naszego kraju powinni zauważyć, że teraz … też jesteśmy pod okupacją. Okupacją- trzecią – ekonomiczną. Polska stała się neokolonią na wzór afrykański. Polski rząd nie rządzi – on administruje. Siedzimy w kieszeni obcego kapitału. On decyduje. (…) Jak można mówić o pełnej niezależności, kiedy na 63 banki tylko 4 są polskie ?!? A 95% kapitału bankowego nie jest nasze. 90% kapitału handlowego – również. Czy są w Polsce jakieś polskie supersamy, megasamy, jakieś polskie „Złote Tarasy”? Polacy handlują w sklepikach i płacą podatki, a zagraniczne centra handlowe – nie. Ot, co. A w czyich rękach są polskie przedsiębiorstwa produkcyjne? Gdzie są polskie fabryki? Jest ich wyjątkowo mało i też z obcym kapitałem. Kraj niepozostający pod okupacją nie pozwoliłby sobie na tak bezczelne dojenie społeczeństwaI na tak bezczelny transfer zysków na Zachód.”

* * *

Po „najweselszym baraku” w Układzie Warszawskim pozostały tylko zgliszcza i resztki wspomnień tych, którzy w nim żyli. I to właśnie oni pamiętają, że mimo wszystko, mimo wszelkich ograniczeń i zależności, żyliśmy w wolnym kraju, który (poza sprawami politycznymi) decydował sam za siebie. Dzisiaj możemy swobodnie poruszać się po świecie (jeżeli mamy na to pieniądze), co uznawane jest za podstawowy miernik wolności. Owszem, możemy. Tylko dlaczego jesteśmy tacy ponurzy?

1Tu autor pomylił się, a zapewne miał na uwadze Urząd Bezpieczeństwa Publicznego – osławione UB, zlikwidowane 7 grudnia 1954 roku.

Napisz komentarz (1 Komentarz)

III i IV RP to okres, w którym prawicowe siły skupione w głównej mierze w bratnich, ale obecnie skłóconych, partiach PO i PiS (czyli POPiS), a także pomniejszy prawicowy (w tym skrajnie) plankton, oraz niektóre partie udające iż są jedyną i prawdziwa lewicą, w którym nieustannie robi się Polakom wodę z mózgu. Zwłaszcza tym młodszym rocznikom, którzy nie mieli szans, aby osobiście przekonać się, jak naprawdę tamta Polska wyglądała. Wmawia się im, że to czarna dziura w naszej historii, albowiem był to okres sowieckiej okupacji, która (o czym wielu prominentnych polityków POPiS mówiło) niczym się nie różniła od okupacji hitlerowskiej. Na ten przykład brednie takie opowiadał były minister kultury w rządzie premiera Tuska, niejaki Bogdan Zdrojewski, który publicznie bredził, że : ”różnice między okresem 1939 – 1945 a tym, co się działo w latach 1945 – 1989, są tak nieistotne, że można z tego zrobić wspólny okres.” jakim durniem trzeba być, aby coś takiego powiedzieć i jeszcze być z tego strasznie zadowolonym.

* * *

Polska w latach 1939 – 1989 była taka, jaka być mogła w czasach, w których „wielcy tego świata” ustanowili granice swoich wpływów. Gdyby Stalin nie zakładał, że w Polsce będą rządzić posłuszni mu „komuniści”, to Polska po 1945 roku miałaby granice byłego Królestwa Polskiego z czasów po wojnach napoleońskich, albo zgoła byłaby kolejną republiką radziecką, taka sama jak Białoruś, Ukraina czy Litwa, Łotwa i Estonia. Tak więc dzięki temu, że władze w Polsce przejęła Polska Partia Robotnicza (później po połączeniu z PPS – Polska Zjednoczona Partia Robotnicza) mogliśmy istnieć jako państwo w miarę samodzielne, leżące w strefie wpływów politycznych i militarnych ZSRR, ustalonych w Jałcie i Poczdamie pomiędzy Stalinem, Rooseveltem i Churchillem. I tylko zwykłe matołectwo nie może tego przyjąć do wiadomości.

* * *

Po śmierci Stalina (1953) i Bieruta (marzec 1956) w PZPR zaczęły dochodzić do głosy siły, które miały coraz bardziej dosyć stalinowskiej supremacji. W październiku (19 -21) 1956 odbył się sławetne VIII Plenum KC PZPR, na którym na I sekretarza Komitetu centralnego PZPR wybrano Władysława Gomółkę (aresztowany 1951 roku za rzekome „odchylenia prawicowe), czemu ze wszystkich sil starał się przeciwstawić I sekretarz KC KPZR Chruszczow. Do Warszawy, w trakcie obrad plenum, przyleciała delegacja z Moskwy (bez zaproszenia), a Chruszczow wydał rozkaz i w kierunku Warszawy ruszyły pancerne kolumny z Legnicy i Borne-Sulimowa. Zatrzymały się 100 km od Warszawy i oczekiwały na rozkazy. Chruszczow wrzeszczał i groził Gomułce już na lotnisku, że „taki numer wam nie przejdzie”, że ZSRR poradzi sobie z tymi, którzy chcą ich zdradzić. Rozpoczęły się rozmowy, w trakcie których Gomułka zażądał zatrzymania pancernych kolumn, grożąc zerwaniem rozmów. Wówczas Chruszczow polecił polskiemu marszałkowi Rokossowskiemu, aby wydał taki rozkaz. Na to bardzo ostro Gomułka zareagował mówiąc, że Rokossowski jest polskim ministrem obrony, a na Warszawę idą wojska radzieckie, a więc niech rozkaz taki wyda radziecki marszałek Iwan Koniew (towarzyszył Chruszczowowi). Zaskoczony takim zachowaniem Gomułki, Chruszczow polecił Koniewowi, aby ten wojska radzieckie zatrzymał. Do tej ostrej dyskusji Gomułki z Chruszczowem starał się włączyć Wiaczesław Mołotow, ale został szybko zgaszony przez Gomułkę, który przypominał mu słowa o Polsce, jako „bękarcie traktatu wersalskiego”, które padły w trakcie rozmów Mołotow - Ribbentrop w sierpniu 1939, kiedy to ustalano IV rozbiór Polski. Gomułka powiedział mu wtedy, że z uwagi na takie słowa w ogóle nie powinien zabierać głosu w tych rozmowach. I faktycznie Mołotow do ich końca milczał jak zaklęty.

* * *

W wyniku zmian wprowadzonych w Polsce po VIII Plenum (entuzjastycznie i autentycznie przyjętych przez polskie społeczeństwo), możliwe stało się:

* Stalinogród powrócił do dawnej nazwy Katowice
* Przejściowo zniesiono wydawanie poufnych opinii personalnych
* Zwolniono z więzienia prymasa Stefana Wyszyńskiego i odnowiono umowę Państwo – Kościół
* Odbyły się procesy największych zbrodniarzy z Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (m.in. A. Fejgina, J. Różańskiego, R. Romkowskiego) i rozwiązano UB, wyrzucając z jego szeregów dużą liczbę tych, którzy dopuszczali się łamania prawa
* Zlikwidowano sklepy przeznaczone dla elity ubecko-partyjnej, tzw. sklepy za żółtymi firankami
* Zniesiono zakaz posiadania przez obywateli platyny, złota i obcych walut
* Ogłoszono zaprzestania zagłuszania audycji radiostacji zachodnich w języku polskim
* Odrzucono sowieckie wzorce w Związku Harcerstwa Polskiego
* Powołano Radę Ekonomiczną przy Radzie Ministrów
* Wielu profesorów usuniętych w latach stalinowskich wróciło na wyższe uczelnie
* Wycofano się z planów kolektywizacji rolnictwa
* Nastąpiło częściowe odejście od stalinowskich metod w rządzeniu krajem
* Sejm uchwalił ustawę o radach robotniczych
* Zrehabilitowano ok. 1500 więźniów politycznych
* Wypuszczono na wolność ok. 35 tysięcy niesłusznie osądzonych osób
* Ożywiono partie satelickie (ZSL i SD)
* Do Polski wróciło ok. 29 tysięcy Polaków z ZSRR
* Nastąpiły zmiany kadrowe w wojsku (pozbyto się 32 oficerów sowieckich)
* Wycofano się z planów budowy nowych kopalń w rejonie jastrzębskim i przerwano dalsze szkolenie inżynierów innych specjalności na Wydziale Górniczym Politechniki Śląskiej w Gliwicach i AGH-Kraków.

* * *

Październikowa odwilż przyniosła też wiele innych pozytywnych posunięć władzy i szkoda tylko, że już po trzech latach Gomułka zapomniał o swoich obietnicach i zaczął powoli zaciągać cugle. Jednakże zmiany te doprowadziły do tego, że do końca istnienia radzieckiej dominacji, Polska była nazywana najweselszym barakiem w obozie (socjalistycznym).

C.d.n.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Świat staje na głowie, albo ja zaczynam „fiksować”, bo oto okazuje się, że mam z nadprezesem IV RP Jarosławem pewne punkty styczne. Otóż, poza stosunkiem do gimnazjów, myślę podobnie o prezesie Trybunału Konstytucyjnego, Andrzeju Rzeplińskim, oraz o planach powołania komisji weryfikacyjnej w sprawie afery dotyczącej dzikiej reprywatyzacji (to taki współczesny eufemizm na określenie grabieży) w Warszawie i innych polskich miastach. Jak dobrze poszperać, to takich punktów stycznych znajdzie się jeszcze trochę, ale to nie oznacza, że przeszedłem jakieś pranie mózgu, przez co nie jestem w stanie dostrzec otaczającej mnie rzeczywistości. Owszem, dostrzegam i słyszę, jak bardzo skrzeczy. Jednakowoż dostrzegam, że proponowane przez nadprezesa IV RP Jarosława pociągnięcia, aczkolwiek powodowane czystą nienawiścią do Platformy Obywatelskiej, mogą przynieść też konkretne korzyści. Tak więc stoję na stanowisku, że nie ważne są motywy, jeżeli skutki mogą być pozytywne.

* * *

Jak wiadomo nadprezes IV RP Jarosław nigdy nie miał zaufania do prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego, a ma do tego prawo, bo tenże szef TK nie zawsze na zaufanie zasługuje. Ja również zaufaniem obdarzyć go nie jestem w stanie, chociaż z zupełnie innych niż nadprezes IV RP Jarosław powodów. Zresztą w tym przypadku dochodzi do sytuacji wręcz kuriozalnej, bo to co mnie od Andrzeja Rzeplińskiego odrzuca, zapewne bardzo podoba się nadprezesowi IV RP Jarosławowi. I abarotno. Do obecnego prezesa TK straciłem zaufanie w momencie kiedy forsował on uznanie za zgodne z Konstytucja RP przepisy, którymi POPiS odebrał byłym i zweryfikowanym pozytywnie funkcjonariuszom SB emerytury. Odebrał je nie zważając na to, że przez ćwierć wieku dobrze III RP służyli czy to w Policji, czy w innych polskich służbach mundurowych, niejednokrotnie zaskarbiając zaufanie i poklask zachodnich partnerów Polski z NATO i EU. Jednakże TK uznał za konstytucyjne przepisy, które naruszały bez żadnych wątpliwości zasadę trwałości praw nabytych, a także zakaz stosowania odpowiedzialności zbiorowej. Mój brak zaufania pogłębił się w momencie, kiedy tenże sam TK uznał za zgodny z prawem i Konstytucją RP wyrok, skazujący niejaką Dodę, za to, że korzystając z wolności słowa i prawa do wyrażania odmiennych niż oficjalne poglądów, wyraziła przekonanie, że średniowieczne pisma święte pisali mnisi upaleni ziołem i opici winem. Skazano ją, nie przedstawiając żadnego dowodu, że tak nie było, a przecież oskarżony nie musi udowadniać swojej niewinności, tylko wina musi być mu udowodniona.

* * *

Ale to nie wszystko, czym mi (i nie tylko) A. Rzepliński szczególnie mocno podpadł. Otóż w styczniu 2015 roku tenże, tak dziś zawzięty, obrońca konstytucyjnego ładu przyjął Krzyż Pro Ecclesia et Pontifice (Dla Kościoła i Papieża), czyli bardzo wysokie papieskie odznaczenie, w dowód uznania dla zaangażowania w pracę na rzecz Kościoła. Znany konstytucjonalista, współtwórca obowiązującej konstytucji i ekspert w zakresie praw człowieka, prof. Wiktor Osiatyński tak to skomentował: „Mam nadzieję, że prof. Rzepliński jak najszybciej zrezygnuje z funkcji prezesa i sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Gdyby on był na emeryturze, mógłby przyjąć takie odznaczenie. A w tej sytuacji w bardzo wielkiej liczbie spraw dotyczących choćby wolności religijnej, czy reprywatyzacji mienia kościelnego, adwokaci będą mieli bardzo silną podstawę, by wnioskować o wyłączenie go ze składu orzekającego. Rzepliński zrobił coś, co podaje w wątpliwość jego obiektywizm Jeśli Rzepliński odbiera medal od obcego państwa za zasługi dla tego państwa, to jest to coś bardzo nieprzyzwoitego po obu stronach. To nie korupcja - co wyraźnie podkreślam - ale coś podobnego i dwuznacznego. Zarówno przyznanie urzędującemu prezesowi Trybunału papieskiego odznaczenia, jak i jego przyjęcie przez prezesa Rzeplińskiego, są najbardziej rażącym i niebezpiecznym złamaniem zasady bezstronności w stosunkach państwo – Kościół.” Podobną opinię wyraził również dr Paweł Borecki z Katedry Prawa Wyznaniowego na Uniwersytetu Warszawskiego: „To szokujące. Dziwię się, że prezes przyjął to odznaczenie, a szczególnie, że przyjął je jako urzędujący prezes. To stawia wielki znak zapytania nad jego bezstronnością.Nic dodać, nic ująć. Ale to nie A. Rzepliński wydaje wyroki TK, bo wydają je sędziowie tej instytucji. Straciłem więc zaufanie do tego całego gremium i trudno mi będzie je odzyskać. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy powoli przechodzi on nieuchronnie pod kierownictwo nadprezesa IV RP Jarosława.

* * *

Podoba mi się również pomysł powołania Komisji Weryfikacyjnej ds. przekrętów przy zwrocie nieruchomości w Warszawie i innych miastach. Ma to być organ szczególny, który w zasadzie pełnić będzie role prokuratora, sądu, policjanta i komornika. Będzie to zatem instytucja o ogromnych uprawnieniach, która będzie w stanie odebrać zagrabione nieruchomości, nakazywać wypłatę odszkodowań, a także zamykać w więzieniach tak zwanych „łowców kamienic” (w tym prominentnych warszawskich prawników), jak i „czyścicieli kamienic” będących w istocie zwykłymi bandytami, takimi samymi, jak ich mocodawcy. Tyle tylko, że bez białych kołnierzyków i takiego samego koloru rękawiczek. Wiem, że powołanie takiej instytucji będzie na bakier z przepisami konstytucji, ale przecie z odnowiony TK, już bez A. Rzeplińskiego, uzna te przepisy za konstytucyjne, a jak wiadomo wyroki TK są ostateczne. Tak jak np. w przypadku emerytur b. funkcjonariuszy SB lub wyroku vs Dody. I będzie OK. Nawet Komisja Wenecka nie będzie mogła protestować, bo precedensy leżą na stole.

* * *

Pomysł mi się podoba – chociaż wiem, że jego źródło ma genezę w dosyć niskich pobudkach jego autorów. Podoba mi się dlatego, że polskie sądy – jak pokazały dotychczas toczące się procesy – nie są w stanie zabezpieczyć nie tylko interesu prywatnego, ale też i publicznego, zamykając oczy na jawne przekręty i zwykłe draństwo. Poza tym taka komisja działać będzie bardzo szybko, a o to właśnie chodzi, bo najbardziej palącym problem jest jak najszybszy koniec „państwa istniejącego tylko teoretycznie”.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Ktoś być może powie, że zwariowałem, ale znów będę musiał stancą po stronie PiS, a konkretnie po stronie minister Anny Zalewskiej (ze Świebodzic), która zamiaruje likwidację gimnazjalnego szczebla w naszej oświacie. Czynie tak, albowiem od samego początku stałem w głębokiej opozycji do wszystkich idiotycznych i szkodliwych reform, jakie zostały wprowadzone za czasów miłościwie panującego Mariana Krzaklewskiego, firmowanego przez wcześniej mało komu znanego Jerzego Buzka. Reformy te, w tym reforma szkolnictwa, narobiły więcej szkód niż pożytku i chociaż minęło od nich 15 lat, dalej są szkodliwe. Najdziwniejsze jest to, ze niegdysiejsi zajadli krytycy istnienia gimnazjów, dziś stają w zwartym ordynku w ich obronie. Oczywiście jedynym powodem są względy polityczne, a konkretnie fakt, że zmiany obowiązującego systemu wprowadza nie kto inny, jak miłościwie panujący nam nadprezes IV RP Jarosław. To w zasadzie jedyny powód, ale są też i inne. Nie chcąc, aby ktoś mi zarzucił, że się wymądrzam, że wydaje mi się, iż na wszystkim się znam, przywołam słowa emerytowanego profesora, pedagoga i psychologa społecznego Heliodora Muszyńskiego1.

***

Zajrzyjmy jednak za kulisy tej naciąganej wrzawy. Okazuje się wówczas, że od wprowadzenia reformy powstały w Polsce silne grupy interesów, dla których gimnazja to złota żyła lub co najmniej deska ratunku. Jest to związane z faktem, o którym niechętnie się mówi. Oto w minionych latach doszło do niebywałej deformacji systemu szkolnictwa ponadpodstawowego w postaci ukształtowania się setek gimnazjów już nie tylko prywatnych, ale także pozarejonowych, a jedne i drugie mają tę właściwość, że są elitarne. Są to szkoły przeznaczone nie dla byle kogo, lecz dla młodzieży wybranej. (…) Tyle że nie są to szkoły dla przeciętnego ucznia, wywodzącego się z rodziny, w której liczy się każdy grosz, aby jakoś przetrwać. A takich rodzin znajdziemy w Polsce miliony. Ich dzieci skazane są na edukacje w gimnazjach, o których wolimy wstydliwie milczeć. Bo na „dobre” gimnazjum trzeba mieć spore pieniądze. Czesne w takiej szkole wynosi od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych (czasem euro) rocznie. (…) Tam nie ma zjawisk tab bardzo trapiących dziś szkolnictwo: agresji, przestępczości, ćpania, chlania i obyczajowości nasączonej erotyzmem oraz wybujałym konsumpcjonizmem. Tam nie ma uczniów, którzy już w szkole kroczą prostą drogą do swojego miejsca w społeczeństwie – na margines. Bo do tych szkół nie przyjmuje się każdego i nie trzyma się pod każdym warunkiem. (…) jakże inaczej wygląda to w gimnazjach publicznych, których przecież jest większość. O nich jednak milczą ci, którzy tak głośno optują za zachowaniem tej „znakomicie sprawdzonej” formy w naszym systemie kształcenia. Prawdziwe oblicze naszej gimnazjalnej rzeczywistości nie dociera jednak do opinii publicznej. Bo lobby progimnazjalne jest liczne i potężne. W samej Warszawie istnieje 80 gimnazjów niepublicznych, a więc – szkół dla elity, prowadzonych na zasadach przedsiębiorstwa i przynoszących ich właścicielom niemałe zyski. Te zyski przede wszystkim sprawiają, że idea zachowania gimnazjów ma tak wielu obrońców. (…) istnienie elitarnych szkół niepublicznych coraz bardziej pogrążą szkoły publiczne, które nie mają żadnego wyboru; muszą pracować z taką młodzieżą i takimi rodzicami, jakich los im przydzielił. (…) Już żywiołowe i dość masowe tworzenie gimnazjów niepublicznych jest najjaskrawszym dowodem na to, że jako ogniwo naszego systemu szkolnego nie zdaje one egzaminu. Gdyby bowiem gimnazja dobrze powypełniały funkcje, które dla nich przewidziano, tysiące rodziców w Polsce nie musiałoby szukać jedynego ratunku dla siebie i swoich dzieci w szkolnictwie niepublicznym – najczęściej prywatnym. W ten sposób utworzenie gimnazjów przyczyniło się walnie do niezgodnego z konstytucją naruszenia równego prawa każdego do kształcenia. Prawo to zostało zróżnicowane:dobre gimnazja dla wybranych, byle jakie - dla całej reszty.”2

* * *

Myślę więc, że minister Zalewska pomysł ma dobry, szkoda tylko, że już widać, iż realizowany jest od dupy strony (że tak niezbyt elegancko wyrażę ) i prawdopodobnie doprowadzi to totalnego chaosu, co zresztą jest jakby genetycznie przypisane wszystkim podwładnym nadprezesa IV RP Jarosława. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że zaczyna on jakby nad tym wszystkim tracić kontrolę, a jego pretorianie odbijają się od ściany do ściany. Widać, że dla nich ważny jest sam ruch, cel nie jest aż tak istotny. Natomiast najważniejszym celem nadprezesa IV RP Jarosława jest postawienie na niebotycznym cokole jego brata, który poległ pod Smoleńskiem w nierównej walce zjednoczonych hufców Tuska i Putina, którzy zapewne realizowali wspólne plany ukryte pod kryptonimem „ Kieł dziwki” (tusk – ang. -kieł, putana – hiszp. - dziwka).

* * *

Z Onetu: „Do końca roku ze stanowisk kierowniczych w policji odejdzie 474 funkcjonariuszy, którzy swoją służbę zaczynali w MO lub ZOMO. Jak mówi nadzorujący tę formację wiceszef SWiA Jarosław Zieliński, będą oni mogli przejść na emeryturę lub dosłużyć na stanowiskach wykonawczych.”

Kiedyś znane było takie powiedzenie: SŁUŻ PANU WIERNIE, ON CI ZA TO PIERDNIE. Po 26 latach wiernej służby w Policji okazuje się, że byli funkcjonariusze MO (nawet jeżeli służyli w tej formacji chociażby tylko kilka miesięcy) noszą jakieś piętno zbrodniarzy. Ciekawe, że dotyczy to tych, którzy dzięki swoim przymiotom doczekali się w III RP awansów na stanowiska kierownicze. Ci pozostali (z liczby ponad 2 tysięcy), którzy być może nie nadawali się do pełnienia takich funkcji, łaskawie pozostawiono, ale oczywiście bez żadnych szans na jakiekolwiek awanse. Motywacja zwolnienia tych pełniących kierownicze stanowiska funkcjonariuszy, tych pozostałych ustawia w pozycji pariasów. Najniższej i pogardzanej grupy. Oni Nam (byłym i obecnym funkcjonariuszom) po po prostu napluli w twarz i myślę, że każdy kto ceni swą godność i honor osobisty powinien natychmiast złożyć raport o zwolnienie. Przysługuje im pełna emerytura i odprawy. Nie powinni czekać, aż ich wyrzucą jak jakieś śmieci. A ci, którzy przyszli do służby, lub awansowali na kierownicze stanowiska w latach panowania PiS i teraz się z decyzji MSWiA bardzo cieszą, niech pamiętają, że precedens ma to do siebie, iż można się w przyszłości na niego powołać. PiS wiecznie rządzić nie będzie.

1. Był wieloletnim dyrektorem Instytutu Nauk Edukacyjnych UAM w Poznaniu, członkiem Komisji Ekspertów ds. Edukacji Narodowej, przewodniczącym Komitetu nauk Pedagogicznych PAN; obecnie jest dyrektorem Instytutu Pedagogicznego Państwowej Wyższej szkole Zawodowej w Lesznie.

2. Gimnazjalne być albo nie być – Przegląd nr 42 z 17-23.10. 2016.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Wielki rwetes się podniósł po słowach nadprezesa IV RP Jarosława o tym, że państwo będzie dokładać starań, aby rodziły się dzieci zdeformowane lub takie, które zaraz umrą, jedynie po to, aby je ochrzcić i po katolicku pochować. Panie pod domem nadprezesa urządziły sobie głośną „wieczornicę” prezentując przy tym różne plakaty. Najbardziej spodobał mi się ten, na którym wyczytałem ”Kota se ochrzcij”. Aczkolwiek jestem fundamentalnym zwolennikiem dopuszczalności aborcji również ze względów społecznych (pod ściśle określonymi warunkami), to jednakże zauważyłem, że słowa nadprezesa IV RP Jarosława zaczęto deformować, cytując tylko ich fragment wyrwany z kontekstu. Otóż z tego co ja usłyszałem (a następnie przeczytałem), to nadprezes wyraził się dosyć jasno, że państwo będzie stwarzało warunki, aby kobiety takie decyzje podejmowały. Żadnego przymusu nie będzie – powiedział podsumowując ten fragment swej wypowiedzi, który jego przeciwnicy z uporem maniaka przemilczają. Czy wierzę nadprezesowi IV RP Jarosławowi? Nie, nie wierzę !!! Ale jak się dobrze zastanowić, to wypowiedź tą można zaliczyć do deklaracji wiary, że katolickie sumienie kobiet – nawet tych zdesperowanych – poparte pomocą państwa, uchroni je od grzechu złamania katolickich zasad formułowanych przez panów w różnych sukienkach. Jeżeli wierzą szczere, a nie na pokaz lub „bo tak wypada”, to prędzej sobie w tyłek jeżozwierza wcisną, niż polecą, aby z siebie cokolwiek abortować. Ale to, co nie wierzą, albo wierzą w innego boga, niech mają prawo do decydowania w swoim własnym sumieniu, jak postąpić mają. Niech ich nikt nie zmusza do tego, by rodziły „potworki” niezdolne do przeżycia poza łonem swych matek. Niech żaden nawiedzony sadysta nie poddaje ich niesamowitym TORTUROM psychicznym i fizycznym, bo i one maja prawo do normalnego zycia i prawo do podjęcia decyzji.

* * *

 Tak sobie myślę, że jeżeli Bóg istnieje i to on stworzył świat i życie, to chyba wie lepiej dlaczego tak kobietę skonstruował, że jej organizmu ZAWSZE wydalane są ZAPŁODNIONE komórki jajowe (zarodki), które się w macicy z różnych powodów nie zagnieździły. Przyjmując sposób myślenia panów w sukienkach, Bóg zatem odpowiedzialny jest za codzienną rzeź milionów „dzieci poczętych”. Kto im będzie nadawał imiona i urządzał cmentarne pochówki?

* * *

Pozostając przy dogmacie, iż to Bóg jest twórcą wszystkiego, przyjąć trzeba, że jego pomysłem jest też tak zwany dobór naturalny, czyli mówiąc krótko i zrozumiale, pozostawaniu przy życiu jednostek najsilniejszych, dających największe gwarancje ciągłości życia. Dlatego też prawo naturalne, na które tak ochoczo powołują się panowie w sukienkach), eliminuje z biologicznego życia wszystko to, co mogłoby następnym pokoleniom przekazać tak zwane niedobre geny, grożące groźną deformacją całych nowych pokoleń. I nawet najgorętsze zaklęcia i modły tego nie zmienią. To człowiek, którego natura Bóg (a według mnie natura) obdarzyła mózgiem, doprowadził do tego, że swą naukową i ideologiczną (wiara) ingerencją naruszył odwiecznie istniejące prawa natury, czyli niezbędną dla jego bezpieczeństwa, selekcję naturalną. W zamyśle Boga było to, że zwycięża najsilniejszy, a słabszy ginie. I tak było przez tysiące lat, dzięki czemu człowiek mógł się rozwijać i tworzyć cywilizacyjny postęp. Efektem tego postępu (zwłaszcza w medycynie) stała się możliwość zapobiegania temu, co w stanie naturalnym stać się powinno i musiało. Coraz lepsze leki (trudniejsze coraz bardziej dla ludzi niezamożnych), rozwój chirurgii, możliwość sztucznego przedłużania życia (np. przeszczepy), to wszystko, zgodnie z tezami panów w sukienkach, winno zostać zakazane, jako niezgodne z prawem natury, czyli według nich, prawem boski. Bóg gdyby chciał to od samego stworzenia człowieka wyposażyłby go w takie atrybuty.

* * *

Oczywiście to, co napisałem wyżej, to wielki skrót myślowy, pozwalający mi na przedstawienie takiej oto konstatacji. Nakazywanie kobietom rodzenia – wbrew ich woli – dzieci, które pozbawione są mózgu lub innych ważnych organów wewnętrznych, co nie pozwoli im samodzielnie przeżyć poza ciałem matki należy uznać za bezmyślną lub cyniczną zbrodnię. Zbrodnię na jej psychice, na jej prawach i na jej zdrowiu, popełniona w myśl ideologicznych przykazań wymyślonych nie przez Boga, lecz tych, którzy udają, iż przemawiają w jego imieniu. Owi sukienkowi sami zaprzeczają naukom „doktora Kościoła” z bardzo dalekiej przeszłości, a mianowicie św. Tomaszowi z Akwinu, którego nauki stoją dziś wbrew temu, co panowie w sukienkach głoszą. Święty ten mąż nauczał, że to dusza decyduje o przynależności jednostki do gatunku ludzkiego. A więc płód staje się człowiekiem wówczas, kiedy owa dusza w niego wstąpi, co dzieje się dopiero po 40 dniach od zapłodnienia (artykuł 2 kwestii 118 pierwszej części Summy Teologicznej - „O Bogu”). Czyżby „doktor Kościoła” kłamał i oszukiwał bezkarnie owieczki Kościoła Katolickiego i tylko jakoweś dyrdymały prawił, czy też dzisiejsi sukienkowi za jakiegoś głupca go uważają? A jeżeli się tylko mylił, to być może należałoby mu odebrać atrybut świętego? Bo czyż święty może się mylić? Niemożebne to chyba jest. A może mylą się dzisiejsi panowie w sukienkach, których, częstokroć, wielkość brzucha ma się odwrotnie proporcjonalnie do zdolności rozumowania. Chciałbym poznać ich odpowiedź.

* * *

A jeżeli nauka i jej stały rozwój jest efektem „bożego planu”, to dlaczego panowie w sukienkach zaprzeczają jej osiągnięciom i wskazaniom? To są pytania, które powinni stawiać sobie nie tylko wierzący, ale wszyscy razem pospołu.

* * *

Nakazywanie rodzenia dzieci z wadami genetycznymi jest nakazywaniem przekazywania tych wad coraz większej liczbie potomnych, co w rezultacie doprowadzi do skarlenia ludzkiego gatunku. Kto ich będzie żywił i łożył na opiekę, kiedy ich rodzice umrą? Kto im zabroni korzystania z życia, w taki sposób, jak żyją ludzie zdrowi, czyli zaspokajania naturalnego popędu płciowego, który jako się rzekło jest wymysłem stwórcy człowieka, a w konsekwencji czego rodzic się będą ich potomkowie z coraz większymi wadami genetycznymi? Dokąd to nas zaprowadzi?

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Strasznie się Piotr Duda i jego związek wygłupił z tym zawiadomieniem prokuratury o bezprawnym użyciu „logo” związku „Solidarność”. No, ale nazwisko Duda nie musi być synonimem rozumu, więc się nawet nie dziwię. Dziwne jest to, że prokuratura zawiadomienie to na dzień dobry do kosza nie wywalił. Musi być niesamowicie dyspozycyjny, na wzór dawnych prokuratorów z czasów PRL, którzy po sądach ciągali studentów, którzy śmieli rzucić na podłogę guzik od munduru z orłem.Duda zawiadomił prokuraturę o „nieuprawnionym wykorzystaniu znaku słowno-graficznego związku do promowania czarnego protestu w Warszawie.” Zanim do tego przejdę, zwracam uwagę na wyrazy „znak słowno-graficzny”. Wygląda na to, iż Duda sobie wyobraża, że zakazane jest w ogóle używanie słowa „solidarność”, bo jest to znak tego upadającego związku zawodowego. Dobre sobie. Duda nie wie, że demonstrujące kobiety używały nie logo „Solidarności”, które zresztą zostało zastrzeżone dopiero rok temu, a plakat znanej chorwackiej artystki Sanji Iveković , zatytułowany "Zapomniane kobiety Solidarności" , który powstał w 2009 roku, a więc na 6 lat przed zastrzeżeniem słynnego, pisanego cyrylicą, logo związku. Zdumione kobiety raz jeszcze pokazały klasę i zaczęły się tysiącami zgłaszać jako organizatorki (ponad 6 tysięcy zgłoszeń do prokuratury), przez co będą musiały zostać przez prokuratora (zmilczę i nie określę go oczywistym epitetem) przesłuchane. Zresztą zarówno, ów prokurator, jak i sam Piotr Duda, może te 6 tysięcy pań (i sto tysięcy z marszów) cmoknąć w miejsce dosyć odlegle i przciwpołożne od ust, albowiem Sanjia Ivekowić już zapowiedziała, że nie rości sobie żadnych praw do tego plakatu i cieszy się, że jest on przez polskie panie wykorzystywany. No cóż, wypada mi tylko przywołać znaną sentencję, że durniów nie sieją, bo sami się rodzą. A że w Polsce latoś w nich obrodziło ? Sami sobie jesteśmy winni. Ot co.

* * *

Aczkolwiek mój stosunek do ministra Zbigniewa Ziobro jest bardzo, ale to bardzo, ambiwalentny, to jednak w ostatnim czasie zapunktował u mnie aż dwa razy. Pierwszy raz, za to, że jako jedyny w rządzie wyraził sprzeciw dotyczący podpisania przez rząd deklaracji w sprawie umowy o wolnym handlu z Kanadą CETA. Drugi raz za wydanie polecenia [podjęcia umorzonego śledztwa, prowadzonego wyjątkowo nieudolnie przez warszawska policje i prokuraturę, w sprawie brutalnego zabójstwa Jolanty Brzeskiej. Mam nadzieję, że za te najprawdopodobniej celowe opóźnianie śledztwa i prowadzenie go w ślepe zakamarki procesowe, winni zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Za wszystkim tym stają tak olbrzymie pieniądze, że sprawą powinna zająć się albo ABW, albo przynajmniej CBA. I mam również nadzieję, że tak się już dzieje. Na konferencji prasowej prezentowano "Mapę dzikiej prywatyzacji" w stolicy, która obejmuje adresy działek lub kamienic przy 56 ulicach. Jest wśród nich adres Noakowskiego 16, przy którym stoi kamienica odzyskana przez rodzinę prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Przy tym adresie na mapie zapisano: "fałszywe dokumenty, oszustwo, przekroczenie uprawnień przez urzędników". Cieszy mnie również, że w sprawie dzikiej prywatyzacji prowadzi się już ponad 100 postępowań prokuratorskich, co daje nadzieję, że już niedługo, ci wszyscy cwani hochsztaplerzy różnej proweniencji, dostaną bardzo mocno w dupsko i po lepkich łapach.

* * *

Zdaję sobie doskonale sprawę, że tak wielkie zaangażowanie się prokuratury jest efektem nienawiści ministra Ziobry (i nadprezesa IV RP Jarosława) do wszystkiego, co ma jakikolwiek związek z Platformą Obywatelską, ale mało mnie obchodzą faktyczne intencje. Liczy się to, że wszelkie przekręty jaśniepaństwa z PO i PSL zostaną przez ludzi nadprezesa IV RP Jarosława ujawnione i wyjaśnione, a sprawcy trafia tam, gdzie jest godne dla nich miejsce. Dobre w tym wszystkim jest i to, że kiedy ludzie spod znaku PO wrócą kiedyś do władzy (a wrócą na pewno), to wówczas z oczywistej zemsty będą chcieli w taki sam sposób rozliczyć swoich wrogów z PiS, z czego podwładni nadprezesa IV RP Jarosława zdają sobie (lub powinni) sprawę. I być to zagrożenie sprawi, że kraść będą przynajmniej w milejszym rozmiarze.

* * *

Jak już jestem przy Z. Ziobro, to muszę pochwalić go również za zamiar wprowadzenia przepisów pozwalających na odbieranie różnym przestępcom majaku, w posiadanie którego weszli droga przestępczą. Odbierane mają być też te dobra, które przestępcy przepisali na bliższych lub dalszych członków swoich rodzin, o co zadba fiskus badający legalność źródeł każdego takiego majątku. Bo nie może być tak, że jakiś „Słowik”, który kierował jedną z najbrutalniejszych bandyckich struktur, po wyjściu z kryminału może sobie spokojnie żyć, jako multimilioner.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)