Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

wtorek, 27 grudzień 2022 12:25

Cuiusvis hominis est errare, nullius nisi insipientis in errore perseverare

  •  
Oceń artykuł
(12 głosów)

   Jak na razie w walce o odzyskanie bezpodstawnie zajumanych mi z mieszkania „rzeczy” prowadzi prokurator Krupiński i Wydział Dochodzeniowo-Śledczy (dalej WDŚ) KWP w Krakowie, ponieważ Sąd Rejonowy dla Krakowa – Śródmieście, uznał, że brak wskazania w postanowieniu prokuratora wymaganej art. 92 k.p.k. podstawy faktycznej, to tylko mały Pikuś, nie mający w istocie żadnego znaczenia. Dlatego też zapewne nie spełnił nakazu zawartego w art. 97 tegoż samego kodeksu. Nie będę przytaczał wielce pokrętnej „argumentacji” tego organu wymiaru sprawiedliwości (????), ponieważ nie ma to najmniejszego sensu. Nie ma sensu, albowiem przepisy proceduralne zostały tak sprytnie uchwalone, że sąd w zakresie rozpoznawania zażalenia na niezgodność z prawem prokuratorskiego postanowienia, sprawę rozpoznaje bez rozprawy, przez co obywatel, chociaż jest stroną, nie może brać udziału w posiedzeniu, a tym samym nie może przedstawić swoich racji. No i nie przysługuje mu już żadne zażalenie. Roma locuta, causa finita, jak dawno temu ogłosił św. Augustyn.

W rezultacie wysoki sąd mógłby w zasadzie się nie męczyć i głowić nad treścią tej części swego postanowienia, szumnie nazwanego „uzasadnieniem” i zaraz po sentencji zamieścić sławetny cytat z kabaretu „Dudek”1, że „możesz pan panu majstrowi skoczyć tam, gdzie pan może pana majstra w dupę pocałować”. Mógłby się taką argumentacją posłużyć, ponieważ prawo nam takie uchwalili, że tylko na Berdyczów mógłbym kierować dalsze odwołania, przez co (jeszcze !!!) obywatelowi można „fucka” pokazywać do woli, i co w takich przypadkach jest ważne, po uważaniu. Jednakże w tym „uzasadnieniu” znajduje się coś, co dla mnie i dla całej tej sprawy ma zasadnicze znaczenie, a czego już nikt zmienić nie może. Otóż sąd był mimo wszystko tak łaskawy, że dostrzegł to, czego dostrzec nie potrafił (zresztą wcale się nie dziwię) naczelnik WDŚ KWP w Krakowie, a co z racji pełnionej funkcji dostrzec winien prokurator, ale jakoś dostrzec nie był w stanie. O co dokładnie chodzi, napiszę w dalszej kolejności.

Ale ad rem ...

Na początku było Słowo (...) Przez nie wszystko powstało, a bez niego ani jedno nie powstało, co jest.” Taki początek wszechrzeczy głosi Ewangelia wg św. Jana, a w moim przypadku było to „słowo”, a właściwie słowa napisane przez wspomnianego wyżej naczelnika, skierowane do prokuratora Krupińskiego. Też z Krakowa. Otóż rzeczony naczelnik raczył był wysłać do prokuratora (kabaretowego „majstra”) wniosek o wydanie postanowienia o wydaniu rzeczy i przeszukaniu, w którym nad wyraz uczenie2 wywiódł powody, dla których widać uznał, że bez przeprowadzenia wnioskowanej czynności, podlegli mu „fachmani” nie mają szans na ogłoszenie kolejnego wielkiego sukcesu tzw. krakowskiego Archiwum X”, czyli krakowskich „archeologów zbrodni”, jak się zwykli sami nazywać. Ogłoszone przez owego krakowskiego superglinę „Słowo” brzmiało:

uzasadnione jest przypuszczenie, że Janusz Bartkiewicz, bez zgody organów ścigania, które prowadzą czynności w trybie art. 327 par 3 k.p.k. ujawnił okoliczności ze zgromadzonego materiału dowodowego z okresu, kiedy sam nadzorował to postępowanie a zatem zachodzi uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa z art. 241 par 1 k.k. tj. publicznego rozpowszechniania wiadomości z postępowania, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym oraz art. 239 par 1 k.k. przez utrudnianie postępowania w następstwie ujawnienia dowodów pozwalających sprawcy lub sprawcom na zapoznanie się z treścią materiału dowodowego zgromadzonego w trakcie śledztwa.”3

Uff … „trzymajcie mnie, bo nie wytrzymię”, chciałbym zakrzyknąć, jak wielce rozeźlony Pawlak, bohater kultowego filmu „Sami swoi”. Ale zanim przystąpię do meritum, kilka słów wyjaśnienia.

Otóż jak wynika z zamieszczonej w dolnej części pisma sygnatury, autorem owego pisma był jakiś podwładny tego krakowskiego supergliny, sygnujący się skrótem P.B., ale pismo podpisał już sam rzeczony "superglina", czyli naczelnik WDŚ KWP. Warto tu wspomnieć, że wydziału, którego funkcjonariusze powinni chociażby w minimalnym stopniu nie tylko znać podstawowe przepisy prawa procesowego (prowadzą przecież czynności procesowe), ale również chociażby w ograniczonym zakresie je rozumieć. Aby się przypadkiem nie ośmieszyć, o co jak widać w WDŚ KWP w Krakowie trudno nie jest.

Przede wszystkim podzielę się moim olbrzymim zdumieniem, że ważny funkcjonariusz z wydziału dochodzeniowo-śledczego KWP pozwala sobie na pisanie tak okropnych dyrdymałów. Bo to co zawarł w pierwszym zdaniu cytowanego fragmentu, świadczyć może jedynie o braku znajomości podstawowych zasad procesu, albo o jakimś deficycie synaps odpowiadających za komunikację pomiędzy neuronami czyli miliardami komórek każdego mózgu. Osoba odpowiadająca za prawidłowe (a więc zgodne z k.p.k.) działania swych podwładnych, we wniosku kierowanym do prokuratora (piastującego istotną funkcje w strukturach Prokuratury), popisuje się nie tylko totalną ignorancją prawniczą, co ją powinno z miejsca dyskwalifikować, ale też nieporadnością logicznego myślenia. Pisze więc o braku zgody organu prowadzącego czynności w trybie art. 327 § 3 k.p.k na ujawnienie „okoliczności ze zgromadzonego materiału dowodowego z okresu, kiedy sam nadzorował to postępowanie”.

Nie mam pojęcia co to są okoliczności ze zgromadzonego materiału”. To jakiś potworek lingwistyczny świadczący o nieporadności językowej autora wniosku, więc  mogę się jedynie domyślać, że chodzi o informacje zawarte w aktach zakończonego umorzeniem w 1998 roku śledztwa. Jeżeli tak (a raczej na pewno) to muszę brutalnie powiedzieć, że w nosie mam zgodę owego naczelnika i śpieszę z wyjaśnieniem dlaczego. Od kogoś kto piastuje tak istotne stanowisko w strukturze KWP wymagać się powinno, aby wiedział, że w przypadku Policji atrybuty organu przysługują jedynie komendantom poszczególnych jednostek terytorialnych tej formacji (kłania się ustawa o Policji), a o ile wiadomo, to nie Komendant Wojewódzki Policji w Krakowie prowadzi czynności w trybie przywołanego przepisu. Czynności te prowadzi wskazane w postanowieniu prokuratora konkretne ogniowo struktury organizacyjnej KWP, a w tym przypadku WDŚ KWP w Krakowie. Ale to nie wszystko, albowiem czynności te nie są de iure postępowaniem przygotowawczym (dochodzeniem lub śledztwem), bo ich celem jest tylko zabezpieczenie uzyskanie nowych dowodów dających podstawę do  wydania przez prokuratora postanowienia o podjęciu z umorzenia ZAKOŃCZONEGO (!!!) wcześniej śledztwa. Tak więc gdybym ujawnił treść informacji procesowych pozyskanych przez policjantów w ramach PODJĘTEGO śledztwa (czyli owych „okoliczności”), to faktycznie dopuściłbym się czynu zabronionego. Nie wiem, czy w Krakowie będzie to zrozumiałe, ale autorowi wniosku chciałbym przypomnieć, że zgodę na ujawnienie informacji z udostępnionych mi dokumentów procesowych uzyskałem od Prokuratora Okręgowego w Świdnicy, której ani naczelnik WDŚ KWP, ani prokurator Krupiński nie jest władny wycofać. O tych i innych szczegółach4 napiszę w następnych odcinkach.

* * *

To co podległy naczelnikowi „fachman” podsunął mu do podpisu, jest niczym innym, jak czynem dokładnie opisanym w art. 234 k.k., który stanowi, że każdy „

Kto, przed organem powołanym do ścigania lub orzekania w sprawach o przestępstwo, (...) fałszywie oskarża inną osobę o popełnienie (…) czynów zabronionych (...), podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Na to, że „Słowo” krakowskiego supergliny z WDŚ KWP, mam prawo traktować jak czyn przestępczy, świadczą nie tylko orzeczenia Sądu Najwyższego, ale też tzw. doktryna, która dla orzecznictwa polskich sądów ma (?), albo powinna mieć istotne znaczenie. Myślę, że i dla prokuratorów również. Chociaż problem w dzisiejszych czasach (oby jak najszybciej bezpowrotnie trafiły na śmietnik Historii) polega na tym, że niestety nie dla wszystkich.

W fałszywym oskarżeniu (nie mylić z fałszywym zawiadomieniem) ważne jest, aby sprawca zmierzał do wszczęcia śledztwa w zamiarze ukarania kogoś wskazanego imiennie. Przestępstwo jest dokonane gdy zgłoszenie to dojdzie do wiadomości wskazanych w przepisie organów i nie ma żadnego znaczenia co się będzie działo dalej. Jednym słowem na odpowiedzialność sprawcy nie wpływa to, czy organy rozpoczną, czy nie, postępowanie karne. Jest tak dlatego, że "przestępstwo fałszywego oskarżenia jest przestępstwem formalnym, czyli bezskutkowym, a jego dokonanie następuje w momencie podniesienia przed organem powołanym do ścigania lub orzekania nieprawdziwego zarzutu, że inna osoba popełniła przestępstwo, wykroczenie lub przewinienie dyscyplinarne" (postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 10 sierpnia 2006 r., sygn. III KK 61/06). Na dodatek przestępstwo fałszywego zawiadomienia można popełnić zarówno w zamiarze bezpośrednim, jak też ewentualnym, na co Sąd Najwyższy zwraca uwagę w uchwale z dnia 17 maja 2011 r., (SNO 6/11, LEX nr 1288955) uznając, że "typ przestępstwa określonego w art. 234 kk nie charakteryzuje się celowym działaniem, ani nawet zamiarem bezpośrednim, a dla jego bytu wystarczające jest godzenie się sprawcy na fałszywe oskarżenie innej osoby o popełnienie przestępstwa".

Akapit ten dedykuję „krakowskim fachmanom” zwłaszcza dlatego, że każdemu, kto chociaż tylko trochę liznął przepisy prawa karnego i prawa postępowania karnego, wiadomym jest, że art. 241 § 1 k.k. dotyczy tak zwanych postępowań w toku. Wygląda na to, że krakowscy „fachmani z KWP”, którym prokurator Krupiński zlecił czynności w trybie art. 327 § 3 k.p.k.5 nie znają podstawowych dokumentów procesowych śledztwa, które trzy lata temu przejęli z Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. To czym się oni w pracy, do do kroćset diabłów, zajmują? Świerszczyki przy kawusi oglądają? A może – jak mawiał niezapomniany Arnold Boczek – wódkie piją? Przecież przejęli ze Świdnicy akta umorzonego śledztwa, które szef świdnickiej Prokuratury Okręgowej zgodnie z prawem mi udostępnił. Dlatego, że było to śledztwo formalnie zakończone. Zakończone umorzeniem z powodu niewykrycia sprawców. I oni tego jeszcze nie wiedzą ??? I takie kocopoły do prokuratora piszą? W jakim celu? Ano w takim, aby wszcząć przeciwko mnie postępowanie karne.

Dokładnie to samo dotyczy rzekomej mojej kryminalnej „zbrodni” opisanej w art. 239 § 1 k.k., dotyczącej sytuacji, w której ktoś pomaga SPRAWCY PRZESTĘPSTWA, a więc osobie, która ma co najmniej status osoby podejrzanej, czyli komuś komu JESZCZE z różnych powodów nie postawiono zarzutów. Dla popełnienia tego czynu koniecznym jest, aby jego sprawca obejmował swoją świadomością, iż udziela pomocy sprawcy jakiegoś konkretnego przestępstwa, i że ta pomoc powoduje, lub może powodować utrudnienia, lub udaremnienie postępowania karnego wobec takiej osoby.

I tego krakowscy dochodzeniowcy, a zwłaszcza ich szef, czyli wspomniany wcześniej superglina nie wiedzą? Zgroza. Apeluję zatem do Komendanta Wojewódzkiego KWP w Krakowie, aby w trybie pilnym nakazał swoim „fachmanom” z dochodzeniówki przeczytanie chociażby artykułu adwokata Mateusza Ziembaczewskiego, zamieszczonego na portalu jego kancelarii adwokackiej.6 Może przestaną ośmieszać siebie, ale przede wszystkim jego, przez to że takich „fachmanów” trzyma. Ja w swoje milicyjno-policyjnej karierze w b. KWP w Wałbrzychu miałem tylko trzech szefów na komendanckim stołku: Leszka Lamparskiego (KW MO, późniejszego pierwszego Komendanta Głównego Policji), Eugeniusza Muchę i Michała Howorskiego (KWP). Byli to funkcjonariusze, którzy na policyjnej robocie tzw. zęby zjedli i takich „fachmanów” po tym gdyby swoje kompetencje, równe tym z WDŚ KWP w Krakowie ujawnili, pognaliby ich „na ulicę”, aby etatów nie marnować. No cóż, obecnie mamy już inne czasy, o czym świadczy niechlubny przypadek z przemytem granatnika i eksplozją w gmachu KGP w Warszawie.

Ma szczęście krakowski super glina kierujący „fachmanami” z WDŚ KWP, że na straży jego bezpieczeństwa stoi przepis z k.p.k. z którego wynika, iż zawiadomienie popełnienia przestępstwa należy kierować do tej prokuratury, w której rejonie działania przestępstwo miało miejsce, czyli w Krakowie. Nie będę się rozpisywał dlaczego zawiadomienia nie sporządzę, albowiem jestem przekonany, iż każda inteligentna w miarę osoba zrozumie mnie doskonale, a ponadto nie będzie mi się chciało jeździć ciurkiem na przesłuchania do Krakowa, albo jakichś innych ... Katowic.

Na zakończenie tej części moich refleksji dodam tylko, że śledcze efekty funkcjonowania synaps łączących mózgowe neurony super gliniarzy z rzeczonej KWP, jakoś wrażenia na prokuratorze Krupińskim nie wywarły, aczkolwiek rewelacjami naczelnika WDŚ KWP podzielił się w kilku pismach skierowanych do Sądu Rejonowego dla Krakowa-Śródmieście, który miał rozpoznać moje zażalenie na postanowienie tegoż prokuratora. Efekt „pracy” tego sądu już opisałem.

Ciąg dalszy niewątpliwie nastąpi.

1 Kabaret założony i kierowany przez cały czas istnienia przez Edwarda Dziewońskiego. Zainaugurował działalność w styczniu 1965.

2 Uwierzcie mi, że pisząc to słowo, usiłuję powstrzymywać ogarniający mnie atak śmiechu.

3 Treść i forma jak w oryginale.

4 O zakazie korzystania z udostępnionych mi dokumentów, o poświadczeniu nieprawdy przez ważnego prokuratora z prokuratury Okręgowej w Świdnicy, o książkach napisanych na podstawie dokumentów z umorzonych (a nawet prowadzonych) śledztw, udostępnionych przez prokuratorów, w tym o wydanej książę Izy Michalewicz, o napisanej za wiedzą Prokuratury pracy licencjackiej na Wydziale Praw Uniwersytetu Gdańskiego itp., itd.

5 Czynności sprawdzające przed wydaniem postanowienia o podjęciu zakończonego umorzeniem śledztwa lub dochodzenia.

2451505