Jak daleko jeszcze, jak blisko
Od pewnego czasu wyraźnie przyspieszyłem tempo opisywania wydarzeń na Narożniku. Przeplatam je osobistymi refleksjami, związanymi z tym śledztwem prowadzonym w latach 1997–2003. To już nie jest tylko zapis faktów — to próba poukładania doświadczeń, które przez lata dojrzewały gdzieś we mnie.
Przez ostatnie kilka lat praca nad książką szła opornie. Nie wynikało to z braku umiejętności czy chęci, ale raczej z całego splotu okoliczności, które pojawiały się jedna po drugiej. Często nie miałem na nie żadnego wpływu, a jeśli już — to bardzo ograniczony. To potrafi skutecznie zatrzymać nawet największą determinację.
Teraz jednak tempo wyraźnie wzrosło, a ja mam poczucie, że jestem bliżej niż kiedykolwiek ukończenia mojego „dzieła”. To już nie jest odległa perspektywa — raczej kwestia domknięcia całości i nadania jej ostatecznego kształtu.
Na tyle się do tego zbliżyłem, że zacząłem rozglądać się za możliwościami wydania książki — najlepiej w sposób możliwie prosty, szybki i niedrogi. Trafiłem na stronę:
https://www.jkbprint.pl/druk-ksiazek?gad_source=1&gad_campaignid=292780154&gclid=EAIaIQobChMIyZ39n-iQlAMVfBGiAx07TDzREAAYASAAEgKTIPD_BwE
Jeśli informacje tam zawarte rzeczywiście znajdują odzwierciedlenie w praktyce, to zaczynam wierzyć, że jeszcze w tym roku uda mi się doprowadzić cały projekt do końca — także w sensie wydawniczym.
Rozważam różne warianty nakładu. Teoretycznie mógłbym zdecydować się nawet na 2000 egzemplarzy, ale rozsądek podpowiada coś innego. Na początek ograniczę się do 50 sztuk — to liczba, którą jestem w stanie ogarnąć bez wikłania się w problemy związane z magazynowaniem i dystrybucją. Zresztą, chyba podaruję je w prezencie najbliższym i przyjaciołom.
Zresztą, to już temat na później. Teraz najważniejsze jest jedno: doprowadzić tę historię do końca.








