Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

środa, 21 wrzesień 2022 14:28

To jeszcze nie koniec

  •  
Oceń artykuł
(16 głosów)

Wielokrotnie na lamach DB2010 opisywałem sprawy i problemy ludzi, którzy przez organa ścigania i wymiaru sprawiedliwości zostali potraktowani z tak zwanego buta. Nie mając się do kogo ze swymi problemami zwrócić, w desperacji pisali lub dzwonili do mnie osobiście, albo prosili o pomoc redakcję tygodnika. I zawsze w miarę naszych sił i możliwości pomoc taką uzyskiwali, ale niekiedy przez mur obojętności lub bezduszności procedur nie udało się przebić. Z takimi ludzkimi problemami spotykałem się też wielokrotnie oglądając dziesiątki różnych dziennikarskich reportaży interwencyjnych, w których niejednokrotnie sam brałem udział (TVP, TVN i TV Polsat), ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że i ja stanę się obiektem zainteresowania organów ścigania. I to na dodatek z dalekiego Krakowa.

Pisałem już, że 31sierpnia br. nawiedziła mnie grupa krakowskich policjantów, którzy wynieśli z mojego domu prawie wszystkie dokumenty, jakie przez lata zdołałem zgromadzić, ponieważ uznali, (na jakiej podstawie nie wiem) że wszystko to może mieć związek ze zbrodnią dokonaną 25 lat temu na szczycie góry Narożnik w PNGS. Zbrodnią, jaką w latach 1997-2003 zajmowałem się jako funkcjonariusz Policji, a od 2008 roku już tylko w charakterze osoby zbierającej, sposób jak najbardziej legalny i nigdy przez nikogo niezakwestionowany, materiały do książki, którą chciałem poświęcić ofiarom tej okrutnej podwójnej zbrodni. Materiały tego rodzaju zbierałem również w charakterze reportera DB 2010, na łamach którego przez wiele lat publikowałem swoje felietony dotyczące tej zbrodni. Ale nie tylko, ponieważ na mojej stronie internetowej „Ad rem” funkcjonującej od 1 marca 2013 roku, utworzyłem specjalnie tej sprawie poświęcony rozdział, gdzie odnotowałem kilkadziesiąt tysięcy komentarzy internautów, którzy od od 1 marca 2013 roku stronę tę odwiedzili 2 409 402 razy.

Na tematy tego zabójstwa wielokrotnie wypowiadałem się też `w reportażach telewizyjnych kilku stacji i raz w programie radiowym. Czterokrotnie informowałem organa ścigania (w tym te centralne) o moich nowych ustaleniach, które w mojej ocenie mogły by być wykorzystane przez Policję czy Prokuraturę, a raz nawet wskazałem trzy osoby (wraz ze szczegółową analizą uzyskanych jako reporter informacji), które powinny być przez policjantów z wydziału kryminalnego KWP we Wrocławiu szczegółowo rozpracowane. Ale niestety nikogo to wówczas nie zainteresowało i moje informacje potraktowano, jak jakieś teorie detektywa amatora. A ja amatorem w tej dziedzinie nigdy nie byłem i nie jestem, co niektórym chcę nieskromnie przypomnieć.

Piszę o tym dlatego, że za sprawą krakowskiego prokuratora stałem się nagle kimś, kto ukrywa dowody zbrodni. Otóż doręczono mi prokuratorskie postanowienie, w którym jak byk stało, że mam wydać wszelkie cyfrowe nośniki danych elektronicznych, dokumenty, notatniki, kalendarze, zapiski oraz inne rzeczy wykazując łączność z przedmiotem postępowania i mogących stanowić materiał dowodowy. Nie znam ludzi, którzy stali za tak sformułowanym żądaniem, ale gdyby nie to, iż mógłbym być oskarżony o znieważenie, to musiałbym ich nazwać kompletnymi durniami. Z oczywistej ostrożności procesowej tak ich publicznie nie nazwę, ale niech fakty mówią same za siebie. Wydaje mi się, że naprawdę nawet mniej niż średnio inteligentny człowiek żądanie te zrozumie bez większych problemów. Więc poprosiłem policjantów z tej ekipy, aby włączyli w mojej obecności komputer i podłączali kolejne dyski, aby sprawdzić, czy w ich elektronicznej pamięci znajdują się treści mogące być dowodami w sprawie. Na dysku głównym komputera mam zainstalowane oprogramowanie, które w błyskawiczny i nieskomplikowany sposób ujawnia wszystkie pliki i foldery w których tytule znajduje się poszukiwany wyraz.

Mogli i powinni tak postąpić, ponieważ tylko idiota mógłby zakładać, że spodziewając się takiej wizyty nie ukryłbym w bezpiecznym miejscu (gdzieś poza moim miejscem zamieszkania) całej archiwalnej zawartości dysków i nośników pendrivie, albo całą zawartość pomięci komputerów i dysków zabezpieczającym w tzw. Chmurze, pozostawiając potrzebne do bieżącej pracy informacje w pamięci mojego peceta (komputera stacjonarnego). Ale ja się takiej wizyty nie spodziewałem, więc powtórzę raz jeszcze (bo wiem, że ten felieton dotrze tam, gdzie się spodziewam), że WSZYSTKO co miałem zapisane w elektronicznej pamięci komputera i na wszelkich nośnikach cyfrowych, a także zapisane w tradycyjny sposób na rożnego rodzaju papierowych kartach, było w moim całkowicie legalnym posiadaniu i całkowicie w legalny sposób uzyskane. Tak więc jakiś „mądrala” z KWP w Krakowie (wiem o kim piszę) przed podjęciem decyzji o skierowaniu do mnie swych podwładnych, powinien w składzie ekipy umieścić kompetentnego specjalistę informatyka potrafiącego skopiować wszystko to, co odpowiadałoby wymogom wskazanym w postanowieniu prokuratora.

Oczywiście w przypadku gdyby KWP w Krakowie nie dysponowała odpowiednim sprzętem (dobry laptop i dysk zewnętrzny), mogliby mnie poprosić o wypożyczenie takowych gadżetów, a ja na 100% bym się na to zgodził, zdając sobie sprawę, że Policja jest niedoposażona i należy ją wspierać. Wolałbym poświęcić jeden dysk np. o pojemności 2 TB, niż tracić wszystko, łącznie z całym prywatnym archiwum rodzinnym zawierającym tzw. dane wrażliwe, których naruszenie jest możliwe jedynie na podstawie orzeczenia sądu. To samo dotyczy korespondencji objętej tzw. tajemnicą adwokacką i lekarską, a dotyczącą nie tylko mojej rodziny, ale tez i osób, które mi zawierzyły i przekazały rożne dokumenty takie tajemnice zawierające. Już się nawet nie pytam jakich dowodów w sprawie zabójstwa na Narożniku spodziewają się znaleźć krakowscy „archeolodzy zbrodni” w treści piosenek nagranych w rożnych studiach i zakupionych przed laty w sklepach muzycznych. Chodzi o dziesiątki płyt CD/DVD z muzyka m.in. takich zespołów jak Beatles, Rolling Stones, Animals, Eric Clapton, czy w kasetach magnetofonowych z nagrywanych w latach 1980-1990. Jeden z policjantów – i wcale nie żartuję – powiedział mi, że mogłem na tych płytach i kasetach zapisać (nagrać) jakieś tajne informacje dotyczące sprawy „Narożnika”. Tak samo jak w moich kalendarzach z lat 1967 – 2022, czy listach jakie otrzymywałem od bliskich mi osób i z sentymentu oraz dla zachowania w pamięci, trzymałem w mieszkaniu, w postaci papierowej i zdigitalizowanej.

Krakowscy funkcjonariusze (policjantka powiedziała mi z dumą, że są najlepsi w Polsce) oświadczyli mi, że nie mogą pozwolić na to, abym (w ich przecież obecności) odpalił komputer, aby pokazać im, że nie posiadam żadnych rzeczy odpowiadających dyspozycji postanowienia. Obawiali się, że fakt uruchomienia komputera zostałby ujawniony przez informatyka, więc oni mogliby mieć z tego powodu wielkie kłopoty.

Prokurator żądał ode mnie wydania dowodów zbrodni i cóż mogłem uczynić w zderzeniu z takim absurdem? Bo jak można wydać coś, czego się w domu nie ma? Nie pozostało mi nic innego jak bezradnie z żoną przyglądać się temu, co w moim mieszkaniu owi „archeolodzy zbrodni” wyprawiają. Nawet nie zapytałem się, czy jadąc do mnie zapoznali się z wszystkimi przepisami dotyczącymi uprawnień … właściwie to nie wiem kogo, bo nie zostałem poinformowany o moim statusie procesowym. Chyba celowo, bo w innym przypadku musieliby dać mi dokument zawierający moje wszelkie procesowe prawa i obowiązki. Jako świadka lub podejrzanego. Ale zostałem za to zdaktyloskopowany i pobrano mi wymazy na profil DNA.

Zabrali mi wszystko, co może sugerować, że teraz będą „przekopywali się” przez to wszystko co zostało mi BEZPODSTAWNIE zarekwirowane, aby znaleźć na mnie jakieś haki. I jestem przekonany, że taki był główny cel tego najazdu. Zastanawiam się tylko dlaczego? Chciałbym, aby na to pytanie odpowiedzi poszukał inny prokurator. Jeżeli nawet nie teraz, to w innym czasie, kiedy pewnych czynów przedawnienie jeszcze nie obejmie. C.d.n.

2436969