Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

poniedziałek, 12 wrzesień 2022 15:15

Postanowiłem się przyznać ...

  •  
Oceń artykuł
(25 głosów)

   Postanowiłem się przyznać i przy okazji złożyć hołd niesamowitym umiejętnościom analitycznym naczelnika wydziału dochodzeniowo-śledczego KWP w Krakowie, który prawie z niczego pozyskał wiedzę o tym, że przez lata w posiadanym i tworzonym przez siebie materiale faktograficznym, zaszyfrowałem tajne informacje o sprawcach zabójstwa Anny Kembrowskiej i Roberta Odżgi.

Kurna Olek, skąd ten facet o tym wiedział? Przecież kursy szyfrowania przechodziłem, pod okiem najwyższej klasy specjalistów z Mosadu, na które wielokrotnie jeździłem do kryjówek urządzonych przez nich na terenie Parku Narodowego Góry Stołowe. Pluję sobie w brodę, że nie zachowałem należytej ostrożności i moje spotkania z tymi izraelskimi specami zbyt słabo kamuflowałem. Wydawało mi się, że spotkania mające miejsce każdego 17 sierpnia na szczycie Narożnika oraz w Pasterce, spotkania ze znajomymi z Kudowy, Radkowa, Łężyc czy Polanicy, w sposób doskonały przykrywają moją obecność na kursach tajnego szyfrowania informacji na różnorodnych nośnikach cyfrowych, jak i w tekstach zapisanych ręcznie na kartkach kalendarzy (od 1967 r.), czy na analogowych i cyfrowych oryginalnych płytach z muzyką. Również na kasetach magnetofonowych nagrywanych w latach 1980 i 1990 i kasetach VHS z nagraniami filmów fabularnych i zarejestrowanymi na nich imprezami rodzinnymi i towarzyskimi oraz różnymi reportażami i programami o tematyce kryminalnej.

Teraz do mnie dotarło, w jakim celu krakowscy fachmani korzystali z dronów i georadarów, odkrywali skrytki i przesłuchiwali ludzi na okoliczność tego, co się przed 25 laty wydarzyło. Nie wykluczam, że któryś mnie sypnął i stąd ta tak głęboka wiedza naczelnika WDŚ KWP. No cóż, chylę czoła i jednocześnie pluję sobie w brodę, że zarówno mój wysiłek, jak i wysiłek kilku izraelskich speców poszedł na marne. Teraz rozumiem, dlaczego moja agentka o krypt. Jagodzianka była tak bardzo wystraszona po wizycie krakowskiej ekipy, która zryła jej mieszkania, a podwórko prześwietliła jakimiś tajemnymi (dla niej) urządzeniami.

Mam jednak przykrą wiadomość dla pana z Krakowa. Otóż ci izraelscy instruktorzy są tak bardzo utajnieni, że nawet najwyższe władze tego państwa nie wiedzą o ich istnieniu. Ale może prezydent Zełęnsky (wiadomo) wie, więc warto wysłać do niego tę samą co do mnie ekipę, z postanowieniem prokuratora o żądaniu wydania rzeczy względnie przeszukania pomieszczeń. Sukces gwarantowany. Tylko trzeba uważać na Putina, bo z tego co mi owi instruktorzy powiedzieli, to rosyjskie FSB mocno współpracuje z Mosadem. Mogą więc być trudności, bo tak łatwo jak ze mną krakowiacy mieć nie będą.

Nie zmienia to faktu, że krakowski naczelnik (autor wniosku o wydanie wiadomego postanowienia) z uwagi na intelektualny gigantyzm i takie same policyjne umiejętności może startować o miano gliniarza stulecia. Kurde, co za głupoty prawię? Jakiego stulecia? Tysiąclecia jak nic.

A ja?

A ja poszukam żydowskich korzeni i póki mogę wyjadę do Izraela, bo państwo to swoich nie wydaje.

To fotografie niektórych „rzeczy” zabezpieczonych w moim mieszkaniu 31 sierpnia br. przez krakusów, na których tajnie zapisałem informacje o sprawcach i ich przyznanie się do winy oraz miejscach ukrycia dowodów, jakie mi przekazali.

Ps. Dobrze że mój syn jest już dorosły i za zabezpieczonymi bajkami płakać nie będzie.

 

2436960