Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

czwartek, 02 czerwiec 2022 16:57

W oczekiwaniu na sukces

  •  
Oceń artykuł
(14 głosów)

   Przeszukuję od kilku dni Internet w poszukiwaniu informacji wskazującej, że bardzo intensywne działania krakowskiego AX przyniosły jakiś pozytywny efekt i sprawca bądź sprawcy zabójstwa Anny i Roberta zostali wreszcie namierzeni i zatrzymani. Niestety Internet milczy i zamilkli także rożni moi informatorzy, którzy przez jakiś czas w maju wprost zasypywali mnie informacjami, wskazującymi, że sprawca jest w zasadzie ustalony, tylko policjanci i prokurator z Krakowa szukają jakichś mocniejszych dowodów, łączących Dariusza Z. z Kudowy (jako jednego ze sprawców mordu na Narożniku) z osobami z Trzebieszowic, gdzie w 2021 roku policjanci z Wrocławia i Kłodzka zlikwidowali punkt produkcji i dystrybucji marihuany oraz nielegalną strzelnicę i magazyn broni. Przypomnę, że według ówczesnych różnych wiadomości, jakie się przez media przelały, była i ta, że jeden z pistoletów znalezionych w Trzebieszowicach, został użyty na Narożniku w 1997 roku. Gdyby jednak była to prawda, to nie mam wątpliwości, że policjanci z wydziału kryminalnego KWP we Wrocławiu, jak po nitce doszliby do kłębka, czyli tego, kto z tej broni na Narożniku strzelał. Upłynęły dwa lata i cisza, a więc tamtą informację (a w zasadzie plotkę) z powodzeniem można w buty sobie wsadzić, tym bardziej, że jeden z zatrzymanych (ten ważniejszy) od dawna jest już na wolności, ponieważ sąd zamienił mu tymczasowy areszt na kaucję, a więc na 100% nie powiązano go z jakimkolwiek zabójstwem i to na dodatek z broni palnej.

Dlatego też z wielkim zdziwieniem przyjmowałem informacje, – co do prawdziwości których nie mam żadnych zastrzeżeń – że po tym jak przeszukano całą nieruchomość Dariusza Z. (z opróżnianiem szamba włącznie), jak po nocy krakowscy policjanci szukali czegoś w mieszkaniu zastrzelonego w Kudowie małżeństwa, krakowska ekipa przeniosła się do Trzebieszowic i znów zaczęła tam czegoś szukać. Czego, na litość boską? Bo nie rozumiem.

Nie zwracając uwagi na to, co sobie o mnie myślą policjanci z krakowskiego AX, bez fałszywej skromności wyznam, że ja się na tej robocie znam i dlatego trochę inaczej patrzę na to, co robią i czego szukają krakowiacy. A przede wszystkim dlaczego?

Otóż to! Dlaczego? Prześledźmy więc raz jeszcze te wszystkie wydarzenia, które tak bardzo poruszyły nie tylko media, bo jak się okazuje, także Oddział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Krakowie oraz wydział kryminalny KWP w tym samym mieście.

Na przełomie 2019/2020 umorzone w 1998 roku śledztwo w sprawie zabójstwa Anny Kembrowskiej i Roberta Odżgi przejął do własnego prowadzenia Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Krakowie, a czynności operacyjne zlecono wydziałowi kryminalnemu KWP w Krakowie, w ramach którego funkcjonuje zespół do wykrywania niewyjaśnionych zbrodni, zwany Archiwum X.

W czerwcu 2020 roku policjanci z Wrocławia i Kłodzka zatrzymali dwóch mieszkańców wioski Trzebieszowice pod zarzutem hodowli i handlu marihuaną. Kiedy okazało się, że policjanci ci tak się sukcesem zachłysnęli (wszak robotę operacyjną w tej sprawie prowadzili dosyć długo), że nie dokonali przeszukania całej posesji i ktoś nakazał powtórzenie tej czynności procesowej w pełnym wymiarze. W efekcie tego ujawniono dodatkowo nielegalną strzelnicę i magazyn broni, w tym 39 sprawnych sztuk broni długiej i krótkiej oraz kilka tysięcy sztuk amunicji. Szybko w obiegu publicznym pojawiła się informacja, że wśród pistoletów ujawniono ten, z którego strzelano na Narożniku w 1997 roku. Dobrze wiem, że informacja taka wypłynęła z Komendy Powiatowej w Kłodzku i szybko przedostała się do mediów, dzięki czemu mogliśmy się dowiedzieć, że Prokuratura Okręgowa w Świdnicy, jak i Prokuratura Krajowa z Krakowa, zaprzeczyła jej prawdziwości. Ponadto świdnicka Prokuratura stanowczo zaprzeczyła, aby Marek P. (lat wówczas 64) z Trzebieszowic miał jakikolwiek związek ze sprawą „Narożnika”. Tak więc temat został zamknięty.

Również w czerwcu 2020 roku w Kudowie (miejsce zakwaterowania), Łężycach, Kałowie, Radkowie, Złotnie pojawili się krakowscy specjaliści z AX, którzy szukali czegoś intensywnie nie tylko w rejonie Narożnika (również Białe Skały) przy pomocy goeradaru, drona oraz znanego mi skądinąd geofizyka. Przesłuchali również kilka osób, w tym chyba 2, a na pewno jednego, członków kierowanej przed 23 laty przeze mnie grupy operacyjnej krypt. Narożnik. Kiedy po jakimś czasie (2021) powrócili, dalej czegoś szukali – tym razem w stawie w Złotnie - przesłuchali też dwie osoby, które również były przez nas przesłuchiwane w charakterze świadków. Z tym, że teraz tym świadkom zafundowano przeszukanie, w celu ujawnienia broni, aparatu fotograficznego i innych rzeczy mogących mieć związek z podwójnym zabójstwem na Narożniku. Jednakże wówczas krakowiacy znaleziska w Trzebieszowicach i Marka P. z „Narożnikiem” nie wiązali, ponieważ w miejscowości tej w ogóle się nie pojawili, chociaż nie wyobrażam sobie, aby o sukcesie wrocławskich i kłodzkich kolegów nie słyszeli, ani też, że nie dotarła do nich plotka o „broni, z jakiej strzelano do studentów”. Efekt – no cóż, każdy może się domyśleć.

Kiedy 24 kwietnia br. w jednym z mieszkań na terenie Kudowy ujawniono zwłoki pewnego małżeństwa, zastrzelonego we własnym mieszkaniu w styczniu 2022 r., nikt tej zbrodni z zabójstwami na Narożniku nie łączył, ponieważ od tamtego wydarzenia upłynęło 25 lat, a na dodatek nie wystąpiły żadne przesłanki pozwalające na połączenie tych zbrodni. Śledztwo wszczęła świdnicka Prokuratura Okręgowa i zapewne policjanci z wydziału dochodzeniowo-śledczego i kryminalnego KWP we Wrocławiu. Przypomnę, że przez 23 lat (1997 - 2021) zabójstwami na Narożniku zajmowały się te same jednostki organów ściągania. Ale w pierwszych dniach maja gruchnęła w Kudowie wieść, że aresztowany za pomocnictwo - dostarczył broń - i nielegalne jej posiadanie, Dariusz Z. (mieszkaniec tego miasta) przyznał się do zabójstwa studentów, a w jego mieszkaniu znaleziono nie tylko pistolet z jakiego wówczas miał strzelać, ale taż aparat fotograficzny Anny oraz fotografie zwłok wykonane zaraz po zabójstwie. I tak jak w przypadku „pistoletu z Trzebieszowic” tak i tu, informacja wypłynęła z środowiska policyjnego i znów szybko przedostała się do mediów.

I wówczas kolejny raz do Kudowy zjechała ekipa z Krakowa i zaczęła postępować tak, jakby sprawę zabójstwa małżeństwa też przejęła do własnego prowadzenia, co by wskazywało na to, że jednak w krążącej stugębnej plotce jest jakieś jądro prawdy. Wprawdzie rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Świdnicy stanowczo zaprzeczał, aby u Dariusza Z. znaleziono cokolwiek, co mogłoby mieć związek z Narożnikiem, to jednak krakowiacy zaczęli mocno działać. Jak wspomniałem, przeszukano dom i posesję Dariusza Z., wyczyszczono mu na koszt gminy (państwa) szambo, przez kilka dni i nocy szukano czegoś w mieszkaniu zastrzelonego małżeństwa, zaczęto czegoś szukać w gospodarstwie Marka P. w Trzebieszowicach.

Ktoś powie, OK, przecież Policja i Prokuratura musi sprawdzać nawet plotki (sam zresztą tak robiłem wielokrotnie), więc nie ma się czemu dziwić, ani wydziwiać. Tylko, że mnie dosyć mocno uwiera jedna sprawa, a mianowicie fakt, że zarówno w 2020 roku jak i obecnie Prokuratura Okręgowa w Świdnicy z ujawnionymi przestępstwami zbrodni na Narożniku nie łączyła. To co? Kraków nie wierzy Świdnicy? Bo to prowincjonalne miasto i takaż sama prokuratura? A przecież pojawiającym się plotkom, o znalezionej u Dariusza Z. broni, aparacie i fotografii, o tym, że się przyznał do tamtych zbrodni, Prokuratura Okręgowa zaprzeczyła, więc takie fakty nie miały miejsca. A jeżeli nie miały, to na jakiej podstawie krakowiacy przeprowadzali czynności procesowe, łączące zbrodnię z Kudowy w 2002 roku ze zbrodnią na Narożniku w 1997 roku? I na dodatek dołączając do tego broń z Trzebieszowic? Gdyby jakikolwiek egzemplarz z tego nielegalnego magazynku zostałby na Narożniku użyty, do na 100% specjaliści z CLKP KGP (nawet z KWP we Wrocławiu) dawno by to odkryli. A upłynęło już ponad dwa lata od tego wydarzenia.

Mam nieodparte wrażenie, że ekipa krakowska mocno dmucha w przekłuty dawno balon, tak samo jak przed laty w taki dziurawy balon dmuchał z całych sił Marek L. z wrocławskiego AX, który udowadniał, że studenci zostali zastrzeleni na ścieżce prowadzącej od szczytu Narożnika do Drogi Stu Zakrętów, a ciała zostały przeniesione w miejsce, gdzie następnie zostały znalezione. I on wówczas również wykonywał „poważne” czynności procesowe, jeździł z Wrocławia na Narożnik i przesłuchiwał jednego z moich ówczesnych podwładnych, który o całej sprawie miał naprawdę bardzo fragmentaryczną a wiedzę, a ponadto po kilkunastu latach bardzo zwietrzałą.

Piszę o tym wszystkim dlatego, że wygląda na to, iż będę musiał wrócić do dokończenia książki, bo nie chce mi się wierzyć, że jeżeli krakowskie AX coś faktycznie odkryło i zmierza do wyjaśnienia sprawy, aby cośkolwiek z tego do mediów nie przeciekło. Nie ma takiej opcji – jak mawia jeden z moich bliskich kolegów. Chociaż inni mi podpowiadają, że milczenie organów ściągania bierze się stąd, iż już niedługo obchodzić będziemy 25 rocznicę tej okrutnej podwójnej zbrodni i oni chcą wówczas sukces ogłosić, co znacznie podniesie jego range. Ale i w to również nie chce mi się wierzyć. Poczekam do 15 czerwca.

A wracając do książki, to ponownie zacząłem ją redagować od nowa, ponieważ okazuje się, że w takiej formule jaką zastosowałem, wyszłoby ogromne tomiszcze, liczące z 500-600 stron. Dlatego ścinam co mogę i wyrzucam całe fragmenty, zwłaszcza obszerne cytaty z protokołów przesłuchań, czy innej dokumentacji procesowej. Zastąpię je krótkimi informacjami dotyczącymi najważniejszych ustaleń z nich wynikających. Muszę tak postąpić, aby powstająca książka była bardziej dla czytelnika strawna, bo najważniejsze jest to, co wówczas ustaliliśmy, a nie w jaki sposób i na jakiej podstawie. Tak, że za dwa tygodnie zabieram się do pracy, chyba że koledzy z Krakowa jednak sukces odniosą, czego im (i sobie) z całego serca życzę.

 

2451508