Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

środa, 11 maj 2022 13:04

Coś na rzeczy jest ...

  •  
Oceń artykuł
(10 głosów)

Sprawą zabójstwa na stoku Narożnika w PNGS studentów Akademii Rolniczej we Wrocławiu, którego 25 rocznicę będziemy obchodzić 17 sierpnia br., zajmowałem się od zawsze. Najpierw z zawodowego obowiązku, jako kierujący grupą operacyjną wydziału kryminalnego byłej KWP w Wałbrzychu  i później we Wrocławiu, a następnie po przejściu na emeryturę, ponieważ ta właśnie sprawa z pewnych powodów nie dawała i nie daje mi do dziś spokoju. Być może dlatego, a raczej chyba na pewno, że jest to jedyna sprawa w mojej „kryminalnej” karierze, w której do dnia dzisiejszego, ani mnie, ani nikomu innemu, nie udało się przedstawić jakiegoś spójnego (nie budzącego jakichkolwiek wątpliwości) motywu, jakim kierował się sprawca. Wprawdzie historia kryminalistyki zna tzw. zabójstwa bez motywu i być może z takim czymś mieliśmy do czynienia (była to zresztą jedna z przyjętych wówczas przez nas wersji), ale nawet gdyby i tak było, to również z takim przypadkiem wcześniej się nie spotkałem, więc sprawa ta nurtuje mnie do dziś. Od razu wyjaśniam, że czym innym jest umyślne zabójstwo bez motywu, a czymś innym zabójstwo przypadkowe, czyli czyn nieumyślny, z czym się oczywiście kilkakrotnie zetknąłem.

Dlaczego znów teraz do tej sprawy powracam? Otóż dlatego, że ze wszystkich spraw dotyczących zabójstw, jakimi się osobiście zajmowałem, tylko ta jedna jest stałym tematem nie tylko mediów głównego nurtu, ale też społecznościowych, przez co pozostaje w nieustającym zainteresowaniu wielu, a zwłaszcza tych, których w 1997 r. jeszcze nie było na świecie, albo byli w tzw. pacholęcym wieku. A jest tak ponieważ od ponad 18 lat robiłem i robię nadal wszystko, aby o zabójstwie Anny Kembrowskiej i Roberta Odżgi świat nie zapomniał, a już szczególnie organa ścigania. I udało mi się to, ponieważ po serii publikacji i chyba dwóch reportażach telewizyjnych, sprawą w 2007 roku ponownie zainteresował się wydział kryminalny KWP we Wrocławiu, przez przekorę chyba nazwany przez dziennikarzy Archiwum X. Niestety bez wyników. Ponieważ zabójstwo na Narożniku bez przerwy pojawiało się w mediach, śledztwo zostało w pierwszej połowie 2020 r. przejęte do prowadzenia przez Prokuraturę Krajową Wydział Zamiejscowy w Krakowie, która prowadzi je do dnia dzisiejszego. Również, co muszę z wielkim żalem skonstatować, bez widocznych efektów, mimo przeprowadzenia kilku bardzo spektakularnych, a moim zdaniem w dwóch przypadkach absolutnie niepotrzebnych, działań. Ktoś na pewno zarzuci mi (domyślam się już kto), że wyolbrzymiam swoją rolę w podtrzymywaniu ciągłego medialnego zainteresowania się tym zabójstwem.

                                                   Portret mężczyzny, któremu nadaliśmy krypt. Blondyn - jeżeli dobrze się przyjrzeć, to faktycznie trochę podobny do "Foxa", zwłaszcza sposób zaczesania grzywki

Otóż nie wyolbrzymiam i nie kreuję się na kogoś, kim nie jestem, a wszystkim moim ewentualnym malkontentom pragnę zwrócić uwagę, że nie tylko ta zbrodnia z tamtych czasów, popełniona na terenie byłego województwa wałbrzyskiego, nie została wyjaśniona, jak choćby zabójstwo Edwarda R. w garażu na Podzamczu, czy księdza z parafii w Ludwikowicach Kłodzkich k/Nowej Rudy (obydwa w 1995 r.), ale jakimś trafem media o nich milczą, a Archiwum X nimi się nie zajmuje. Dlaczego? Powiem nieskromnie, że chyba dlatego, iż nikt nie nadał i nie nadaje im takiego medialnego rozgłosu, jaki ja nadałem sprawie niewykrytego zabójstwa studentów. I oto nagle w Kudowie i okolicznych miejscowościach pojawia się informacja, że sprawca dwóch zabójstw na Narożniku jest już w rękach Policji, że się przyznał, i że w jego mieszkaniu znaleziono dowody wskazujące na to, że faktycznie mógł być ich sprawcą.

Zwróciłem się więc do rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Świdnicy z zapytaniem, czy krążąca o tym wieści są prawdziwe, ale usłyszałem, że jest to tylko plotka, a ja jako były doświadczony policjant kryminalny plotkami nie powinienem się zajmować, a tym bardziej je nagłaśniać. Muszę więc z przykrością wielką stwierdzić, że tym razem z panem prokuratorem nie mogę się zgodzić i postaram się rzecz tu dokładnie wyłuszczyć. Zacznę od starego polskiego przysłowia, że w każdej plotce znajduje się ziarno prawdy, co należy rozumieć w ten sposób, że aby postało coś, co uważamy za plotkę, musi zaistnieć jakieś zjawisko, do którego się ona odnosi, ponieważ żadna plotka nie bierze się z niczego. Jednym słowem jest to cząstka prawdy, obudowana ludzkimi domysłami, co powoduje, że zawiera w sobie również informacje nie mające pokrycia w rzeczywistości.

I właśnie w Kudowie taka plotka pojawiła się w związku z zatrzymaniem dwóch kobiet, którym postawiono zarzut zastrzelenia rodziców jednej z nich. Zdarzenie miało miejsce 18 stycznia, zwłoki ofiar ujawniono 20 kwietnia i bardzo szybko zatrzymano obydwie podejrzane, a zaraz po tym 53-letniego mieszkańca Kudowy Dariusza Z., który jak się okazało dostarczył im pistolet. Po jego zatrzymaniu w Kudowie bardzo szybko pojawiła się w obiegu publicznym informacja, że tenże Dariusz przyznał się do zabójstwa Anny Kembrowskiej i Roberta Odżgi, ponieważ w jego mieszkaniu w trakcie przeszukania znaleziono aparat Anny i fotografie przedstawiające zwłoki studentów, których „policja jeszcze nie znała”, czyli nie były to fotografie wykonane przez naszych kryminalistyków w dniu ujawnienia ich ciał. Na pytanie o broń, z jakiej ich zastrzelił, miał powiedzieć „broń jest, ale sami sobie szukajcie", a więc plotka ta zawiera pewne informacje, których treść wskazuje, że mogą wywodzić się z prowadzonych czynności procesowych w sprawie zabójstwa z 18 stycznia br.

Chodzi więc o to, że takich szczegółów jakaś „pani Basia z mięsnego” wymyślić sobie nie mogła, a ponieważ, jak wspomniałem, w każdej plotce tkwi ziarno prawdy, to mogę założyć, że są one efektem szczątkowych informacji, jakie do niektórych osób przeciekły od policjantów wykonujących niekiedy nawet proste czynności procesowe, podjętych przez Policję i Prokuraturę. Zawsze o czymś usłyszą, coś nawet mimochodem dojrzą, w jakimś fragmencie działań uczestniczą, albo o czymś dowiedzą się od kolegów. Zabójstwo, i to na dodatek podwójne, nie często w maleńkiej Kudowie się zdarza, a więc zawsze stanowi sensację, więc miejscowi stróże prawa mają okazją, aby w towarzystwie (czy choćby w rodzinie) brylować z tą wiedzą szczególną a tajemną, co następnie ich słuchacze wynoszą „w miasto”.

Wydaje mi się, że słuszność takiego rozumowania wspierają informacje, w wiarygodność których nie mam podstaw, aby im nie wierzyć, że 5 maja br. od bardzo wczesnego ranka na posesji i w mieszkaniu Dariusza Z. trwały intensywne poszukiwania czegoś, czego mogę się jedynie domyślać. Prowadzili je policjanci z Krakowa przy pomocy miejscowej Straży Pożarnej i pracownicy miejscowych wodociągów, którzy „przekopali” ogródek i opróżnili szambo Dariusza Z. i jeden z policjantów wszedł do niego, ale prawdopodobnie nic nie znalazł. Jednakże najważniejsze w tej informacji (jej źródło chroni tajemnica prasowa), jest to, że policjanci z Krakowa „usunęli” z okolicy wykonywanych działań wszystkich obecnych tam policjantów z kudowskiego komisariatu. Rozumiem, że aby się zabezpieczyć przed wyciekiem wiedzy o tym, czego tam szukali i co znaleźli. Konkludując to co tu napisałem, muszę stwierdzić, że sytuacja jest taka, że gdyby nie było podstaw do powiązania Dariusza Z. z zabójstwem na Narożniku, to do Kudowy nie przyjechałaby (w kilka samochodów) krakowska ekipa i nie wywracałaby „do góry nogami” jego mieszkania i posesji. Tak więc, wbrew temu co głosi oficjalne stanowisko organów ścigania, coś jest na rzeczy i w związku z tym do tematu powrócę w następnym tygodniu.

 

2451522