Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

niedziela, 08 maj 2022 12:16

Decyzja zapadła

  •  
Oceń artykuł
(32 głosów)

    Właściwie nie wiem, co mam myśleć w sprawie uporczywie krążących po Kotlinie Kłodzkiej wieści o tym, że Dariusz Z. ps. Fox zatrzymany za pomocnictwo w zabójstwie z broni palnej pewnego małżeństwa w Kudowie Zdroju, przyznał się też do zabójstwa Anny Kembrowskiej i Roberta Odżgi oraz jakiegoś innego zabójstwa na terenie Batorowa (gm. Szczytna) albo Bożkowa (gm. Kłodzko) i ponoć wskazał nawet już miejsce ukrycia zwłok. Padają te dwie lokalizacje, ale tego czy się faktycznie do tej kolejnej zbrodni przyznał nie udało się mi oficjalnie potwierdzić, więc traktować to muszę w dalszym ciągu jako plotkę. Do jego zatrzymania (co już plotką nie jest) doszło po tym, kiedy jedna z dwóch tymczasowo aresztowanych kobiet „rozpruła się” i powiedziała śledczym skąd miały broń, czyli że tenże Dariusz był jej dostawcą. Dlatego postawiono mu zarzut – na tym etapie śledztwa – pomocnictwa w zbrodni oraz nielegalnego posiadania broni palnej.

Zatrzymano go w Jeleniowie (prawie dzielnica Kudowy) na placu Spółdzielczym przy „Spar Markecie” i zaraz po tym policja dokonała przeszukania jego mieszkania, w efekcie czego znaleziono aparat fotograficzny (który okazał się być własnością Anny Kembrowskiej) i fotografie ciał leżących w miejscu, w którym później zostały znalezione zwłoki Anny i Roberta. Podkreślam jeszcze raz, że krążące wieści o aparacie i fotografiach nie zostały potwierdzone przez Prokuraturę Okręgową w Świdnicy, a więc pozostają w dalszym ciągu w kategoriach plotki.

Dosyć zaskakujące dla mnie były okoliczności zatrzymania Dariusza Z., ponieważ jak się dowiedziałem, tuż przed tym zadzwonili do niego policjanci z informacją, że za chwilę będą wykonywać wobec niego czynności, więc aby nie świrował i zachowywał się grzecznie. Widocznie, a raczej na pewno, znajdował się pod ich obserwacją, a oni z uwagi na możliwość użycia przez niego broni, starali się go w ten sposób zneutralizować. Jednakże dla mnie – „starego operacyjniaka” - zachowanie takie zdaje się być jakby trochę z innego świata, ponieważ myśmy w takich przypadkach zawsze działali z zaskoczenia, czego dowodem niech będzie opisywane przeze mnie (w jednym z rozdziałów przyszłej książki) zatrzymanie w Kudowie kłodzkiego, zawsze chodzącego z bronią palną, gangusa ps. Kazik. Było to w czasach kiedy funkcjonowała kierowana przeze mnie grupa operacyjna „Narożnik” z siedzibą w Szczytnej. W takich (lub podobnych) przypadkach zawsze działaliśmy z zaskoczenia, ponieważ uprzedzenie o zatrzymaniu, daje zawsze przestępcy szanse na przygotowanie się do obrony, zwłaszcza kiedy jest mocno zdeterminowany i uzbrojony.

Zastanawiam się też dlaczego Dariusz Z. po zatrzymaniu kobiet nie opuścił tego terenu, a przecież musiał zakładać, że któraś z nich „pęknie” i go wyda. Wprawdzie w dniu zatrzymania wybierał się po towar na Wybrzeże, ale nie wyglądało to na jakąś planowaną ucieczkę. Dla mnie zachowywał się tak, jakby pogodził się z tym, że zostanie zatrzymany i będzie mu postawiony zarzut dotyczący co najmniej pomocnictwa w zbrodni. Nie chcę spekulować, ale jeżeli byłby on sprawcą zabójstw na Narożniku, to jego zachowanie po ich dokonaniu, było identyczne jak w przypadku tych dwóch ostatnich, czyli nigdzie nie wyjechał i jakby oczekiwał na dalszy rozwój wypadków. No chyba, że o planach zabójstwa rodziców Julianny S. nic nie wiedział, w co jednak raczej wątpię.

Moje wspomniane w pierwszym zdaniu wątpliwości, co do oficjalnego przekazu dotyczącego rzekomego przyznania się Dariusza Z. do zbrodni na Narożniku, biorą się stąd, że przez ćwierć wieku zajmowałem się tropieniem różnych przestępców, ale przede wszystkim sprawców zbrodni przeciwko życiu i zdrowiu, w tym bandytów posługujących się bronią palną. Mając takie doświadczenie, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, kiedy i dlaczego pojawia się plotka, która – co mówię z całą odpowiedzialnością – nie zawsze utrudniała nam poszukiwanie sprawcy i dowodów jego winy. Jeżeli nie utrudniała wówczas, to i w obecnych czasach dla naszych następców niekiedy może, albo powinna być pomocną. I dlatego też różne tak zwane przecieki kontrolowane były przez nas stosowane, więc zapewne i w czasach obecnych są również wykorzystywane.

W przypadku Dariusza Z. plotka zawierająca pewne informacje, których treść wskazuje, że mogą wywodzić się z prowadzonych czynności procesowych, daje mi pewne wskazówki, być może trudne do odczytania przez kogoś, kto takimi sprawami na co dzień się nie zajmuje. Ja zajmowałem się nimi przez długie lata i dlatego łatwiej jest mi, pewne niuanse wyłapać.

Chodzi mi przede wszystkim o to, że takich szczegółów jakaś „pani Basia z mięsnego” wymyślić sobie nie mogła, a ponieważ w każdej plotce tkwi ziarno prawdy, to mogę założyć, że są one efektem szczątkowych informacji, jakie do niektórych osób przeciekły od policjantów wykonujących niekiedy nawet proste czynności procesowe, podjętych przez Policję i Prokuraturę. Zawsze o czymś usłyszą, coś nawet mimochodem dojrzą, w jakimś fragmencie działań uczestniczą, albo o czymś dowiedzą się od kolegów. Zabójstwo i to na dodatek podwójne nie często w maleńkiej Kudowie się zdarza, a więc zawsze stanowi sensację, a miejscowi stróże prawa mają okazją, aby w towarzystwie (czy choćby w rodzinie) brylować z tą wiedzą szczególną a tajemną. Tak było, jest i będzie zawsze, do czasów kiedy czynność procesowe prowadzić będą maszyny i algorytmy. Chociaż i wówczas nie dałbym głowy, że nic ze śledztwa nie przecieknie.

Z drugiej strony Prokuratura Okręgowa w Świdnicy, która to śledztwo prowadzi lub co najmniej nadzoruje, ustami swego rzecznika stanowczo zaprzecza, aby zatrzymany Dariusz Z. przyznał się do zastrzelenia studentów oraz zaprzecza, że w jego mieszkaniu znaleziono dowody na popełnienie przez niego tej zbrodni. Rzecznik prasowy tejże prokuratury odsyła dziennikarzy do Prokuratury Krajowej, jako jednostki, która jest procesowym gospodarzem śledztwa w sprawie zbrodni na Narożniku i jak się wyraził, nie informuje prokuratury świdnickiej o rodzaju prowadzonych czynności i ich efektach. Pełna zgoda, ale …

Jeżeli jest prawdą to, co jeden z forumowiczów tu napisał, to ocena całej tej sprawy w moich oczach może zmienić się diametralnie i będę musiał zadać nie tylko sobie pytanie, dlaczego 5 maja br. na posesji i w mieszkaniu Dariusza Z. pojawili się policjanci z Krakowa, na co wskazują tablice rejestracyjne samochodów, którymi przyjechali. Z podanego opisu wynika, że były one takie same, jak te będące do dyspozycji policjantów z krakowskiego AX, którzy w 2021 roku przez wiele dni prowadzili jakieś tajemnicze poszukiwania w rejonie Narożnika i stawu w Złotnie, o czym też na tym forum pisałem.

Jeżeli Dariusz Z. nie ma żadnego związku ze zbrodnią na Narożniku, to po co zaraz po tym jak go zatrzymano, przyjechali do Kudowy? W jakąkolwiek przypadkową koincydencję czasową absolutnie nie wierzę.

Nie wiem, czy broń jaką dostarczył zabójczyniom kudowskiego małżeństwa, była użyta na Narożniku, ale jeżeli była, to już pierwsza ekspertyza, zapewne wykonana w laboratorium wydziału kryminalistyki KWP we Wrocławiu, fakt ten bardzo szybko by wykazała. Pozytywny wynik takiej ekspertyzy tłumaczyłby więc obecność krakowskich policjantów. Ponadto plotka mówi, że w mieszkaniu (ponoć w komputerze) znaleziono fotografie przedstawiające zwłoki studentów i chodzi o fotografie, jakich Policja nie dotychczas nie znała. A ponieważ po znalezieniu zwłok, w trakcie oględzin miejsca zabójstwa wykonana została dokumentacja fotograficzna, to jedyne znane organom ścigania fotografie są właśnie tego rodzaju. Zwrot, że chodzi o zdjęcie policji nie znane, sugeruje wprost, że mogą to być zdjęcia wykonane aparatem Zenith TTL tuż przed lub po obu zabójstwach, który został zabrany przez sprawcę lub sprawców. I znów … czegoś takiego „pani Basia z mięsnego” wymyślić nie mogła, a taką właśnie informację przekazała mi osoba pracująca w jednym z ośrodków rekreacyjnych w Zieleńcu.

Jeżeli faktycznie i zdjęcia i fotografie były znalezione w dniu zatrzymania Dariusza Z., to jedynym wytłumaczeniem przeszukania mieszkania i posesji w dniu 5 maja jest to, że policjanci szukali ostatniego przysłowiowego „gwoździa do trumny”, czyli pistoletu z którego strzelano do studentów. Podobnież w przeszukaniu nieruchomości uczestniczyli pracownicy wodociągów i strażacy, co może podsuwać myśl, że Dariusz Z. powiedział, iż broń wrzucił do kanalizacji. Niekiedy tak zabójcy postępują, że użytą broń wrzucają do wody w takich miejscach, że tylko przypadek pozwoli niekiedy na nią natrafić, ale w międzyczasie ulegnie ona korozji. W roku bodajże 2001 sprawca zabójstwa właściciela kantoru z przejścia granicznego w Słonem (nota bene funkcjonariusz Straży Granicznej), broń jaką użył, po zabójstwie wyrzucił do rzeki Metuji po czeskiej stronie granicy. Znaleźliśmy ją szybko, bo po paru godzinach po zatrzymaniu sprawca przyznał się i wskazał nam gdzie broń tę wyrzucił. Kanalizacja zatem też mogła wydawać się bezpiecznym miejscem na pozbycie się tego dowodu zbrodni.

Zdaję sobie sprawę, że na pewno znajdą się tacy, którzy zaraz mi zarzucą, że pisząc te swoje komentarze przeszkadzam w śledztwie. Nic bardziej mylnego. Jeżeli policja faktycznie ma podejrzanego, aparat, fotografie i broń, to jakiekolwiek moje komentarze nie mogą i nie są w stanie zaszkodzić śledztwu. Tak więc tego rodzaju zarzuty są absolutnie nieuprawnione, niezależnie od tego kto je będzie głosić. Głosić to mogą jedynie totalni ignoranci, ale takimi głosami nie mam zamiaru się w ogóle przejmować i zajmować.

I na zakończenie muszę się podzielić pewną bardzo istotną osobistą refleksją. Otóż kiedy rozmawiałem z rzecznikiem prasowym Prokuratury Okręgowej, w pewnym momencie (na zakończenie rozmowy) wspomniałem, że jeżeli jednak „sprawa Narożnika” szybko się wyjaśni (w kontekście krążących plotek), to nie będę widział sensu w wydaniu książki, jaką aktualnie piszę. Tę moją uwagę pan prokurator spointował mniej więcej tak (przytaczam z pamięci): „panie redaktorze, faktycznie może tak być i mocno się pan może zdziwić, jak szybko sprawa się wyjaśni”. Chodzi oczywiście o sprawę Narożnika. Te jego słowa mogę jednak interpretować tak, że coś z tym Dariuszem Z. jest na rzeczy. Dlaczego? Otóż prawdą jest, że Prokuratura Krajowa Oddział Zamiejscowy w Krakowie i KWP w tym mieście, po przejęciu sprawy do własnego prowadzenia, nie mają obowiązku (i zazwyczaj tak postępują) informowania poprzedniego gospodarza śledztwa o swych zamiarach, czynach i postępach w sprawie. Jeżeli jednak Dariusz Z. ma jakikolwiek związek z zabójstwem studentów, to Prokuratura Okręgowa musi w tym przypadku współpracować z Krakowem i stąd taka, a nie inna pointa naszej rozmowy. I jeżeli tak jest, to zapewne niedługo powinno dojść do ponownego przekazania sprawy Narożnika do Świdnicy, co jednak może zostać wstrzymane przez Prokuraturę Krajową, która zapewne też będzie chciała się trochę ogrzać tym nagłym i niespodziewanym „sukcesem”. I oby był to sukces.

Ja jednakże, biorąc to wszystko pod uwagę, podjąłem ostateczną (jak w grze „Milionerzy” TV Polsat) decyzję, że na 30 dni zawieszam pisanie mojej książki, a powrócę do tego, jeżeli po tym czasie faktycznie okaże się, że te wszystkie informacje, jakie krążą w śród ludzi, to rzeczywiście jedna wielka plota. Ale jeżeli okaże się, że nie, to wówczas pisanie książki (w takiej formule jaką przyjąłem) o wykrytej sprawie nie ma najmniejszego sensu. I jeżeli sprawa zabójstwa Anny Kembrowskiej i Roberta Odżgi zakończy się (wreszcie) sukcesem wykrywczym, to i ja żegnam się z nią definitywnie. W każdym jej obszarze.

2451515