Janusz "Bartek" Bartkiewicz

TRYBUNA MYŚLI NIESKRĘPOWANEJ

czwartek, 05 maj 2022 10:44

Ludzie powiadają, że jak ktoś do kogoś wyciąga rękę z chlebem, to ten ktoś, prędzej czy później, poczęstuje go kamieniem

  •  
Oceń artykuł
(12 głosów)

   Niekiedy zdarzają się człowiekowi momenty, powodujące, że nagle traci zainteresowanie i serce do zdarzenia które przez lata go angażowało do tego stopnia, że dzięki temu już na trwale zapisało się w pamięci wielu ludzi i co przez lata powodowało, że coraz to młodsze pokolenia dowiadywały się o czymś, o czym nigdy by się nie dowiedzieli i co by ich absolutnie nie interesowało. Tak jak w przypadku tragicznej śmierci Anny i Roberta, zamordowanych brutalnie z jakichś do dziś niewyjaśnionych powodów na stoku góry Narożnik w Parku Narodowym Gór Stołowych. Piszę to jako jedyna osoba, która w wyjaśnienie tej tajemniczej zbrodni była właśnie w taki sposób zaangażowana, przez co od lat nie przestaje być ona przedmiotem zainteresowania różnorakich mediów oraz organów ścigania.

Z osobistego doświadczenia wiem, że zbrodnie które nie były przez kogokolwiek przez lata nagłaśniane, szybko zapadały w otchłań niepamięci i nawet organa ścigania nie bardzo się nimi interesowały, pozostając w nadziei, że kiedyś przydarzy się coś, co pozwoli im na ich wyjaśnienie. I właśnie to przekonanie, że dzięki moim staraniom tak stać się może, było głównym motorem mojego zaangażowania w utrzymywania tego zainteresowania przez lata w pamięci także tych organów.

Kto dziś na przykład w taki sam sposób, jak zabójstwem na Narożniku, interesuje się zagadkową zbrodnią mieszkańca wałbrzyskiego Podzamcza, zastrzelonego w 1995 r. z samodziału we własnym garażu, zabójstwem księdza w Ludwikowicach z 1995 r., podwójnego zabójstwa w Polanicy w roku 1980, czy zabójstwa pielęgniarki z Lądka Zdroju zamordowanej w drugiej połowie lat 70-tchy XX wieku, pewnego menela z Polanicy, którego poćwiartowane zwłoki zostały znalezione bodajże w 2001 roku na wysypisku śmieci koło Dusznik, „Amerykańca”, czy też pewnego mieszkańca Szymanowa zatłuczonego ciężkim kamiennym przydrożnym słupkiem itp. itd. O zbrodniach tych nawet współcześni policjanci i prokuratorzy nie mają żadnego pojęcia, bo nikt się już nimi nie interesuje, nikt o nich nie pisze i nikt ciągle ich nie przypomina. Nawet sławetne Archiwum X palcem w tych sprawach nie kiwa, myślę że z wyżej podanego powodu.

Według starego przekonania zmarły żyje tak długo, jak długo pozostaje w pamięci żyjących. I jestem przekonany, że dzięki wszystkim moim publicznym działaniom, pamięć o Annie i Robercie będzie żyła jeszcze przez lata, nawet po nieuchronnej przecież śmierci jej najbliższych. Będzie żyła także i dzięki temu, że tylko ja zainteresowałem się losem kapliczki postawionej w 1997 roku przez rodziców Anny w miejscu ich kaźni. Kapliczki, która po 20 latach po prostu się rozpadła, a dzięki moim staraniom została zbudowana od nowa i postawiona w miejscu, które zapewnia, że każdy kto znajdzie się na szczycie Narożnika, zatrzyma się przy niej na chwilę i jeżeli jest wierzącym, nawet pomodli się za ich dusze. I będzie tak przez długie długie lata. Ja odejdę, a kapliczka pozostanie.

Sprawa zabójstwa Anny i Roberta była jedyną kryminalną sprawą, jaką się przez lata interesowałem i starałem się w jakikolwiek sposób przyczynić do jej wyjaśnienia, chociaż od lat przebywałem już na policyjnej emeryturze. Z różnych powodów, które nie pozwalały mi o niej zapomnieć. I nagle, 4 maja br. o godz. 21:05 zadzwoniła do mnie osoba, która w zupackim języku (lata przyzwyczajenia ?) powiedziała mi, co myśli o moim postępowaniu i blogu, który poświeciłem Annie i Robertowi. Osoba, której nigdy 15 sierpnia na szczycie Narożnika nie widziałem, która nigdy nie zainteresowała się losem wspomnianej kapliczki, która nawet jednym słowem nie podziękowała wszystkim tym, którzy razem ze mną dbają o pamięć po Annie i Robercie i starają się, w miarę swoich umiejętności i sił, pomóc w jej wyjaśnieniu.

Jestem twardym facetem, co pozwoliło mi normalnie funkcjonować w czasach kiedy spotykałem się z różnymi najokropniejszymi zdarzeniami, pozwoliło mi przeżyć okres ciężkich osobistych momentów mojego prywatnego życia, a także znosić hejt kilku prymitywnych typów, którzy od lat, ze znanych sobie powodów, uprzykrzają mi życie. Ale przyznam, że ta wczorajsza rozmowa naprawdę odebrała mi chęć do dalszego zajmowania się tragedią Anny i Roberta. Zastanawiam się, co mam dalej zrobić, ale na pewno dbałość o publiczną pamięć o ofiarach zbrodni na Narożniku, pozostawię innym. Tyle już o niej dzięki mnie wiedza, że być może dalej będą kontynuowali to zainteresowanie, tyle że moje zainteresowanie miało całkowicie odmienne od nich przyczyny.

Ludzie powiadają, że jak ktoś do kogoś wyciąga rękę z chlebem, to ten ktoś prędzej czy później poczęstuje go kamieniem. Taka jest już ludzka natura. I ja wielokrotnie tego osobiście doświadczyłem.

2451497