1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Dzisiejszy odcinek mojej opowieści o przedziwnym śledztwie, które zaprowadziło Wojciecha Pyłkę na 25 lat za kraty więzienia, miał być już ostatnim jej odcinkiem. Jednakże po przeanalizowaniu tego, co do tej pory napisałem, doszedłem do wniosku, że powinienem przed zakończeniem tej opowieści, postawić kilka, a może nawet kilkanaście istotnych pytań, bez których trudniej będzie zrozumieć podstawy mojej tezy, iż Wojciecha Pyłkę skazano bez istnienia jakiegokolwiek dowodu wskazującego na jego winę. Stało się tak, ponieważ w śledztwie popełniono tyle błędów, że wielce uprawnionym jest twierdzenie, iż jego wynik jest niczym innym, jak sumą ich występowania. Zastanawiać musi też, dlaczego nie dostrzegły tego sądy I i II instancji. Opisałem je w poprzednich odcinkach, ale teraz chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na jeden wprost kardynalny dowód błędnych ustaleń, który z jakichś powodów nie został w ogóle jakby dostrzeżony przez policjantów, prokuraturę i wspomniane wyżej sądy.

Ale zanim o tym napiszę, chciałbym na kończenie przedstawić Czytelnikowi całą serię pytań, na które oczywiście nie odpowiem, bo chociaż się odpowiedzi domyślam, to jednak nie jest to moje zadanie. Dlatego pozostaję jedynie przy pytaniach. Oto one.

Dlaczego dokładnie nie ustalono, co Pyłka porabiał i gdzie był 23, 24 i 25 stycznia 2008 r.? Dlaczego nie przeprowadzono przeszukania w mieszkaniu jego rodziców i mieszkaniu jego dziewczyny? W tym przypadku wydaje mi się, że nie zrobiono tego z przyczyn, że tak powiem, obiektywnych. Dlaczego zastosowano wobec niego tymczasowe aresztowanie i postawiono mu zarzut, w sytuacji kiedy żadna informacja przekazana przez Bogumiła K. nie została procesowo potwierdzona? Dlaczego zanim to nastąpiło, nie podjęto próby operacyjnego kontrolowania kontaktów telefonicznych Pyłki, kiedy to właśnie taki powód leżał u podstaw postanowienia prokuratora, o przekazaniu Policji śledztwa? Dlaczego nie przesłuchano lekarza wystawiającego kartę zgonu, pracowników Zakładu Pogrzebowego i prosektorium, którzy zabrali zwłoki z mieszkania i przygotowywali je do sekcji, w celu potwierdzenia faktycznego ułożenia dłoni denata? Dlaczego nie wzięto przy tym pod uwagę faktu, że sam funkcjonariusz zeznając w prokuraturze ujawnił, iż już podczas pierwszej rozmowy z Bogumiłem K. w sposób wyraźny zasugerował mu takie, a nie inne ułożenie dłoni wiszącego ciała Laskowskiego? Dlaczego nadzorująca śledztwo prokurator, nie była w stanie dostrzec, że coś jest nie tak z oględzinami mieszkania i ciała oraz z zabezpieczeniem śladów, jakie tam się znajdowały? Dlaczego nie podjęła próby wyjaśnienia przedziwnego zachowania się funkcjonariuszy Policji, którzy dokonali powtórnych oględzin mieszkania, które w międzyczasie zostało dokładnie już wysprzątane. Dlaczego nie zwróciła uwagi na to, że w aktach znajdują się dwa protokoły oględzin, w tym pierwszy tak kuriozalny, że z miejsca winna wszcząć przeciwko funkcjonariuszowi postępowanie karne, a komendant miejski dodatkowo postępowanie dyscyplinarne? Dlaczego nie zabezpieczono grafiku pracy Teresy J., aby w 100% potwierdzić, czy to właśnie 23 stycznia widziała w oknie i rozmawiała z Bogumiłem K.? Dlaczego nie wystąpiono dodatkowo o billingi połączeń telefonu Laskowskiego z ostatniego kwartału 2007 roku? Dlaczego nie ustalono danych osobowych wszystkich osób, które w okresie przynajmniej ostatnich dwóch miesięcy dzwoniły do Laskowskiego i dlaczego osoby te nie poddano sprawdzeniu, a następnie ich nie przesłuchano? Dlaczego nie ustalono numeru drogiego (nowej generacji) telefonu Moniki S. i nie wystąpiono o billingi wykonywanych z niego połączeń, a także nie sprawdzono w bazach danych stacji BTS jego logowania się? Dlaczego nie ustalono skąd ten telefon w ogóle miała, w sytuacji kiedy była pensjonariuszką opieki społecznej? Dlaczego, wykorzystując indywidualny numer IMEI przypisany do każdego telefonu, w bzach danych stacji BTS nie sprawdzono logowania się wszystkich telefonów ustalonych kontaktów Janusza ? Dlaczego nie sprawdzono, czy i kiedy jego telefony po 23 stycznia były aktywne oraz w jakich stacjach BTS się logowały? Wszak policjantom nie udało się tych telefonów odnaleźć, choć po prawdzie wcale ich nie szukali, zadowalając się telefonem z lombardu, który wcale nie był jego własnością. A oni nawet tego nie zauważyli. Dlaczego nie zabezpieczono billingów telefonu Wojciecha Pyłki, tylko zawracano sobie głowę numerem telefonu mieszkanki Gdańska? Czy policjanci prowadzący to śledztwo, doznali jakiegoś nagłego porażenia mózgowego, że nie byli w stanie dostrzec, że uzyskany billing dotyczy telefonu zarejestrowanego na firmę z Gdańska, a nie osobę fizyczną, czyli Wojciecha Pyłkę?

Długo mógłbym te listę pytań ciągnąć, ale zakończę je pytaniem, które najbardziej mnie bulwersuje, i które w całej tej sprawie ma zasadnicze chyba znaczenie. Otóż chciałbym wiedzieć, dlaczego prowadzący śledztwo policjanci i nadzorująca je prokurator, a także sąd I i II instancji, absolutnie nie byli zainteresowani tym, kto i dlaczego 24, 25 i 30 stycznia prowadził z Januszem Laskowskim korespondencję tekstową i dlaczego nie wystąpiono do operatora o udostępnienie treści tejże korespondencji. Dlaczego osoby te nie zostały ustalone i przesłuchane?

billingu połączeń telefonicznych Janusza Laskowskiego wynika, że w styczniu 2008 roku prowadził on korespondencję tekstową (SMS) z numerami dwóch telefonów, których abonentów w ogóle nie ustalono. Rzecz jest o tyle ciekawa, że z jednym z tych numerów korespondencja była dosyć częsta i inicjowana była przez osobę nieznaną prowadzącym śledztwo i sądom, albo przez samego Laskowskiego. Za jednak każdym razem wysłany SMS nie pozostawał bez odpowiedzi, a korespondencja ta odbywała się w różnych porach dnia, w tym rano, jak i wieczorami. Jednakże nigdy pomiędzy tymi numerami nie nawiązano łączności głosowej. Z wykazu połączeń telefonicznych wynika, że pierwsze udokumentowane połączenie SMS ma miejsce 7 stycznia 2008 roku i jest to połączenie przychodzące o godz. 2022, w efekcie czego następuje wymiana 15 wiadomości SMS, z których ostatnia ma miejsce o godz. 2120. O intensywności kontaktów świadczy w sumie 119 wzajemnie wysłanych SMS-ów o okresie od 7 do 19 stycznia. Później następuje przerwa do 24 stycznia, kiedy to ta nieznana osoba wysłała do Janusza SMS o godzinie 1243, na który od razu w takiej samej formie odpowiedział. Następny SMS przyszedł o godzinie 2033 i również odpowiedź nastąpiła zaraz po odebraniu. Inaczej przedstawiała się sytuacja w dniu 25 stycznia, w którym Laskowski do tej tajemniczej osoby wysłał SMS o 1243 i jest to jedyny przypadek, kiedy nie otrzymał od niej odpowiedzi. Kolejny SMS przyszedł dopiero 30 stycznia o 1932, na który Janusz wysłał odpowiedź o 1938.

Ktoś powie, że to sprawca w ten sposób chciał zmylić prowadzących śledztwo, co wydaje się możliwe tylko przy założeniu, że to właśnie on telefonem z tym numerem dysponował i z niego SMS-y wysyłał. A nie był to telefon Wojciecha Pyłki, tak jak nie był nim telefon z innym numerem abonenta, z którego do Janusza Laskowskiego wysłano SMS w dniu 30 stycznia o 19:32, na który Janusz odpowiedział o 19:38. W materiałach śledztwa i w materiałach sądowych nie ma wyjaśnienia tych zdarzeń, a zwłaszcza tego, kto i dlaczego 30 stycznia dokładnie o tej samej godzinie, minucie i sekundzie wysyłał do niego wiadomości tekstowe z dwóch rożnych telefonów.

Jestem przekonany, że w sprawie tej najważniejsze są pytania, których nie postawiono.