1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Śledzący opisywane przeze mnie, rozgrywające się po 31 stycznia 2008 roku wydarzenia, zapewne zastanawiają się, jak to się stało, że zatrzymany w kwietniu tamtego roku Bogumił K., wałbrzyszanin narodowości romskiej, nie tylko, że pomówił Wojciecha Pyłkę o dokonanie zabójstwa Janusza Laskowskiego, to jeszcze na dodatek, sam przyznał się do współudziału w tej zbrodni. Aby ułatwić czytelnikowi zrozumienie tego w sumie nielogicznego zachowania się Bogumiła, muszę zmienić tok narracji, aby w miarę dokładnie przedstawić całe tło późniejszych działań funkcjonariuszy wałbrzyskiej Policji i udział w tym cyrku, nie obawiam się użycia tego określenia, wałbrzyskiej prokuratury, a w konsekwencji sądów I i II instancji.

Jak już pisałem ujawnienie zwłok miało miejsce 31 stycznia 2008 roku i w tym też dniu o śmierci brata została powiadomiona jego siostra Krystyna K. (dane zmienione), którą przesłuchano jednak dopiero w dniu następnym. Prawdopodobnie z uwagi na to, że samobójczy charakter ujawnionego zdarzenia nie budził policyjnych wątpliwości, przesłuchanie jej było niesamowicie lakoniczne, nie zawierające żadnych istotnych treści, poza tym, że po 23 stycznia nie miała kontaktu z bratem, a jak dzwoniła to nie odbierał on telefonów. Od razu zwrócę uwagę na to, że przesłuchująca policjantka nie widziała żadnej potrzeby, aby ustalić konkretną datę, w której pierwszy raz po tym dniu brat nie odebrał telefonu. Nie dziwię się zresztą, ponieważ jestem przekonany, że brak dociekliwości był efektem przekonania o samobójczym zamachu na życie. Moją uwagę zwróciło też zapisane w protokole zdanie, którego treść jednoznacznie wskazuje, że jest odpowiedzią na postawione jej pytanie. Zdanie to zostało zapisane następująco: „Ja nie wiem gdzie on może mieć dokumenty zawsze miał jej przy sobie w saszetce nie wiem dlaczego tak się stało.”Wynika z niego, że pytanie policjantki dotyczyło ewentualnych powodów, dla których dokumentów Laskowskiego nie znaleziono w mieszkaniu.

Kolejne jej przesłuchanie miało miejsce 4 lutego i z treści protokołu można się dowiedzieć, że 1 lutego udała się wraz z policjantami do mieszkania brata, aby poszukać wraz z nimi dokumenty, których jak z tego wynika policjanci w dniu ujawnienia zwłok nie znaleźli. Dokumentów tych w tym dniu znaleźć jednak nie mieli prawa, albowiem legitymacja osoby niepełnosprawnej, dowód osobisty i prawo jazdy, zostały ujawnione 6 lutego w trakcie sekcji zwłok w kieszeniach ubrania, w jakim zwłoki zostały zawiezione do prosektorium. Fakt ten potwierdza tylko moje przekonanie o tym, że 31 stycznia nie przeprowadzono ani oględzin mieszkania, ani oględzin zwłok, a protokół z 31 stycznia jest dokumentem fikcyjnym, o czym pisałem poprzednich odcinkach.

Krystyna K. w mieszkaniu brata przebywała wraz z funkcjonariuszami Komisariatu V, nie wiadomo jednak ilu ich było, ponieważ żaden z nich nie został nigdy przesłuchany. A wydaje się, że powinni, ponieważ w w protokole zapisano, że czasie kiedy byli w tym mieszkaniu, przyszedł tam sąsiad spod numeru „1” i poinformował ją, że na początku tygodnia Janusza Laskowskiego szukało dwóch mężczyzn i kobieta, których narodowości nie był w stanie określić. Zastanawiam się, dlaczego Krystyna K. tę uwagę o narodowości wtrąciła, ale sądzę, że dlatego, iż musiała być na ten temat jakaś rozmowa, chociaż nie zostało to odnotowane. Można było to wszystko wyjaśnić, prowadząc przesłuchanie w profesjonalny sposób, czego niestety zabrakło i to nie tylko w przypadku tej czynności.

Przesłuchująca policjantka nie była w ogóle zainteresowana, o który tydzień chodzi, ale z całą pewnością przyjąć można, że „sąsiad spod jedynki”na pewno nie miał na myśli 3 lutego (poniedziałek), a jeżeli nie, to zapewne chodziło mu o tydzień już miniony, który rozpoczynał się 27 stycznia. Warto te daty zapamiętać, ponieważ świadek wymienia je po upływie niewielu dni, a więc w czasie, kiedy ma je świeżo w pamięci. Po zdaniu zawierającym informację o „poszukiwaniu Janusza”, przesłuchująca funkcjonariuszka zapisała dziwnie brzmiące krótkie zdanie: „Było to dwa dni jak go szukali”. Zdanie to jest dla mnie bardzo intrygujące z powodu możliwości dwojakiego rozumienia jego sensu. Po pierwsze, można je rozumieć, że szukali go 28 stycznia, czyli 2 dni przed dniem ujawnienia zwłok, albo też dwa dni po tej dacie, czyli 26 stycznia, co dla tej sprawy ma istotne znaczenie.

Wydaje mi się, że w przypadku takiej informacji przekazanej Krystynie K., będący w mieszkaniu policjanci, powinni z miejsca przesłuchać tego sąsiada, którym okazał się Daniel P. Niestety przesłuchany został dopiero 11 kwietnia, a więc po upływie kilku miesięcy od zdarzenia, co na pewno miało niebagatelny wpływ na wartość, a tym samym wiarygodność, jego zeznań. Po czterech miesiącach Daniel P. zeznał, że osoby, o których 4 lutego mówił Krystynie K., do mieszkania Janusza dobijały się 23 lub 24 stycznia, i że byli oni narodowości polskiej, w wśród nich nie było Bogumiła K., którego znał i wiedział, że jest to człowiek o spokojnym charakterze, który pomagał Januszowi i nie był z nim skonfliktowany. Czy na treść tych zeznań nie miały wpływu informacje, jakimi na pewno w tym czasie wymieniał się z Wiesławem K i Jerzym Ch., jak również z innymi osobami, które później przesłuchiwano w charakterze świadków? Wszak temat śmierci Janusza przez jakiś czas był w centrum zainteresowania całego środowiska miejsca jego zamieszkania, gdzie pojawiały się różnego rodzaju rewelacje i domysły. Ile więc warte są wszelkie zeznania uzyskane cztery miesiące po ujawnieniu zwłok, trudno dziś powiedzieć, ale jedno jest pewne, że takie refleksje po głowach sędziów absolutnie się nie błąkały.

Dlaczego się temu nie dziwię?

Wracam jednak do 4 lutego, albowiem w dniu tym przesłuchany został też wspomniany Wiesław K., o którym już pisałem, albowiem to on spowodował, że po zatrzymaniu Bogumiła K., został postawiony mu zarzut rozboju w postaci zaboru wieży HiFi, która w rezultacie okazała się własnością Moniki S., bo wieża faktycznie należąca do Janusza Laskowskiego, została po jego śmierci zabrana z mieszkania do depozytu przez pracowników BOK ZGM.

Trudno mi było na podstawie akt ustalić, z jakiego powodu Wiesław K. został wezwany na przesłuchanie i nie wykluczam, że zgłosił się sam, ale nie mam wątpliwości, że w dniu tym spotkał się w Komisariacie V z Krystyną K., która była przesłuchiwana od 14:30 do 14:45, a Wiesław K. od 14:45 do 15:00 i oboje byli przesłuchiwani przez tą sama funkcjonariuszkę. Iście stachanowskie tempo, ale znów się nie dziwię, ponieważ prowadząca te czynności wyjaśniające policjantka (tak jak i jej przełożeni) nie miała wątpliwości, że w sprawie śmierci Janusza laskowskiego, żadne osoby trzecie nie brały udziału.

Dziwnym jednak wydaje mi się, że przesłuchania te prowadzone po tym, jak 1 lutego ta sama policjantka umorzyła śledztwo (?) z uwagi na niezaistnienie przestępstwa, ale czynności procesowe prowadziła dalej. Dlaczego? Bogumiła K. do śledztwa wprowadził Wiesław K., który 4 lutego zeznał, iż w mieszkaniu Janusza często widywał Cygana o imieniu Bogdan (tak go nazywał), któremu Janusz pomagał trochę finansowo, płacąc mu niewielkie kwoty za jakieś drobne zlecenia. Ponadto około tygodnia przed ujawnieniem zwłok, spotkał go w chińskiej restauracji, gdzie był kelnerem. Było to więc prawdopodobnie 25 (sobota) lub 26 (niedziela) stycznia, a Bogdan był w towarzystwie kobiety narodowości romskiej, o imieniu Monika. Zapytał się go wówczas, co dzieje się z Januszem, ponieważ dzwonił do niego kilkakrotnie, ale nie było żadnego sygnału. Od razu poinformuję, że kiedy sprawdziłem billing telefonu Laskowskiego, stwierdziłem, że Wiesław K. zeznał nieprawdę, ponieważ dzwonił do niego trzykrotnie tylko pomiędzy 01 a 18 stycznia i po tej dacie system operatora nie odnotował żadnej próby połączenia wykonanego z jego telefonu. Dlaczego tak zeznał kilka dni po ujawnieniu zwłok, nie wiadomo, bo nikogo to nie interesowało.

O innych rewelacjach przekazanych przesłuchującej go policjantce z Komisariatu V, o tym, co i kiedy oraz kto od kogo się dowiedział i jaki miało to wpływ na dalsze losy prowadzonego później śledztwa i dlaczego Wiesław K. w moich oczach jest mało wiarygodny, napiszę w następnym odcinku.