1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

W poprzednim odcinku przedstawiłem niezwykle istotne okoliczności, podważające moim zdaniem, wiarygodność przekonania wyrażonego zarówno w akcie oskarżenia jak i w uzasadnieniu wyroku Sądu Okręgowego w Świdnicy, że jedyny świadek rzekomej zbrodni popełnionej przez Wojciecha Pyłkę, a jednocześnie współoskarżony o współudział, opisał jedynie to, co naprawdę widział. A widzieć miał na własne oczy, jak pijany do nieprzytomności Janusz Laskowski, chwytał obydwiema rękami za zaciskającą się na szyi pętlę i głośno wzywał pomocy. Wiarygodność jego wyjaśnień nie budziła żadnych wątpliwości prokuratury i sądu, albowiem organa te dysponowały dodatkowo zeznaniami ówczesnej konkubiny Bogumiła K., która jak wynika z akt śledztwa i procesu, świadkiem zabójstwa nie była, a to co zeznała, słyszała rzekomo od niego. Organa te zgodnie przyjęły, że przesłuchania tych osób miały charakter absolutnej dobrowolności i odbywały się w warunkach zapewniających im całkowitą swobodę wypowiedzi, ponieważ funkcjonariusze Policji nie wywierali na nich żadnego nacisku, czy to fizycznego, czy też psychicznego. To przekonanie znalazło swój wyraz w akcie oskarżenia, w którym zapisano, że wyjaśnienia Bogumiła K., w zakresie w jakim opisuje przebieg zdarzenia, zasługują na pełną wiarygodność, ponieważ złożył je w początkowym etapie śledztwa, kiedy to jego wyjaśnienia składane były spontanicznie, bez możliwości ich przygotowania, a przede wszystkim bez wywierania jakiejkolwiek presji lub nacisków.

I temu stanowisku prokuratury sąd dał wiarę, stwierdzając w uzasadnieniu wyroku, że oskarżony Bogumił K. będąc na policji znalazł się w takich okolicznościach, iż niejako wykorzystał chwilę by zrzucić z siebie ciężar skrywanej wiedzy co do śmierci Laskowskiego. Było tak, ponieważ w momencie gdy został już przywieziony na policję i gdy zaczęła się rozmowa między innymi i na temat śmierci J. Laskowskiego, Bogumił K. zaczął po prostu mówić, nie potrafiąc znieść ciężaru tajemnicy, jak również z dręczącego go poczucia winy. Gdyby mi ktoś nie chciał uwierzyć, że takie przekonanie prokuratura i sąd naprawdę wyraziły, to dodam, że znaleźć je można na kartach o numerach 1129 i 1964 akt procesowych sprawy. Moje najwyższe zdumienie wzbudził też fakt, że sąd, który kodeksowo zobowiązany jest do uwzględnienia zasad prawidłowego rozumowania, wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego (art. 7 k.p.k), nie zwrócił uwagi na widoczne w zeznaniach przesłuchiwanych policjantów okoliczności, które w całości zadają kłam o spontaniczności składanych wyjaśnień i zeznań oraz braku presji ze strony tychże funkcjonariuszy. Jestem całkowicie przekonany, że podanie przez funkcjonariuszy wspomnianych okoliczności, było efektem braku świadomości, że to o czym zeznają, tak naprawdę świadczy o stosowaniu przez nich niedozwolonych przez prawo nacisków i wywierania presji na przesłuchiwanych.

Wydaje mi się, że gdyby nie zbytnia wiara w obiektywizm przedstawionego przez prokuraturę materiału dowodowego, to być może sąd dostrzegłby, że pierwsze, czyli dla sprawy najbardziej istotne, wyjaśnienia i zeznanie odbywały się w warunkach całkowicie ograniczających swobodę wypowiedzi, a tym samym nie mają praktycznie żadnej wartości dowodowej w zakresie udziału i współwiny Wojciecha Pyłki. Ponadto, co również sąd winien wziąć pod rozwagę, żaden protokół z przesłuchania Bogumiłą K. i jego konkubiny Moniki S., prowadzonego przez funkcjonariuszy Policji, nie odzwierciedla w istocie tego, co mogliby oni powiedzieć, gdyby tuż przed przesłuchaniem nie byli za każdym razem poddawani tak zwanemu rozpytaniu, mającym w rzeczywistości na celu, uzyskanie oczekiwanych przez policjantów treści.

Bogumił K. i Monika S. zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy z Komisariatu V 24 kwietnia 2008 roku niedługo po godzinie 10:00 i przywiezieni do tegoż komisariatu, a następnie do Komendy Miejskiej na ul. Mazowieckiej. Zanim jednak zostali przesłuchani – a podkreślam, że wszystko, co tu przedstawiam, oparte jest na dokumentach procesowych znajdujących się w aktach sprawy – poddawani byli czynnościom wspomnianego rozpytania, trwającego w przypadku Bogumiła K. do godziny 15:20, czyli do czasu kiedy rozpoczęło się oficjalne przesłuchanie, zakończone o 16:55. Protokół przesłuchania zawierający dwie i pół strony tzw. treści merytorycznej, spisany został przez policjantkę językiem, którym Bogumił K. absolutnie się nie posługuje, ponieważ jego zdolności intelektualne (potwierdzone kilkoma ekspertyzami biegłych sądowych) wykluczają całkowicie taką możliwość. A przesłuchanie na dodatek nie było utrwalone przy pomocy urządzeń audiowizualnych, co pozwala mi wyrazić przypuszczenie graniczące z pewnością, że w istocie nieszczęśnik ten nie miał chyba pojęcia, co podpisuje, ponieważ praktycznie pisać i czytać nie potrafił. Ma to zresztą potwierdzenie w samym tym protokole, gdzie jak byk stoi, że podpisał go po tym, jak jego treść została mu odczytana. Ale to nie wszystko, ponieważ z treści protokołów przesłuchanych policjantów wynika, że w tych wielogodzinnych rozpytaniach, które nie były w żaden sposób utrwalane jakimkolwiek zapisem, brało jednocześnie udział wielu funkcjonariuszy, zadających mu jednocześnie ileś tam pytań, co w jednym z przesłuchań określone zostało, jako panujący w pomieszczeniu harmider.

Jeszcze bardziej „ciekawie” wyglądało rozpytanie i przesłuchanie Moniki S., zatrzymanej razem z Bogumiłem K., co odbyło się, w identycznych warunkach, o wiele godzin dłużej. Bo dopiero o godzinie 21:50 zaczęto ją przesłuchiwać, a samo przesłuchanie skończyło się o 23:53. Tyle więc czasu (od 10:00 do 23:53) trwało maglowanie kobiety, która nie była świadkiem żadnego przestępczego działania nie tylko jej konkubenta, ale przede wszystkim Wojciecha Pyłki, którego w ogóle nie znała, w życiu widziała jedyny raz i to na dodatek z pewnej odległości i nie był to moment zabójstwa Laskowskiego, opisywany przez Bogumiła. Podkreślić przy tym muszę, że z przesłuchania złożonego przez nią w sądzie wynikało, iż od momentu zatrzymania, dopiero w trakcie przesłuchania podano jej coś do picia, bo przez cały dzień możliwości tej była pozbawiona. No i oczywiście przez ten cały czas pozbawiona była też możliwości skorzystania z posiłku.

Ale nawet nie to jest aż tak istotne, bo najważniejszym jest to, że w tym czasie, aby zachować zdolność normalnego psychicznego funkcjonowania, musiała zażywać lekarstwa, przypisane jej przez lekarzy podczas niedawnego pobytu w Szpitalu Psychiatrycznym w Lądku Zdroju, z którego wróciła dwa dni przed domniemanym dniem zabójstwa Laskowskiego. I jak się okazało, w dniu zatrzymania nie zdążyła lekarstw tych zażyć, a przy sobie ich nie miała, o czym informowała policjantów, którzy ją rozpytywali i przesłuchiwali.

Tak więc w oczach prokuratury i sądu wyglądało zapewnienie dobrowolności i swobody składania wyjaśnień i zeznań, które jako jedyne zaważyły o losie Wojciecha Pyłki, ponieważ prokuratura nie była w stanie przedstawić żadnego innego dowodu, wskazującego na jego sprawstwo, a sądowi I jak i II instancji absolutnie to nie przeszkadzało. Ale o tym co i jak zeznawała ta para (i nie tylko) mowa będzie w następnych odcinkach i gwarantuję, że Czytelnicy nie raz jeszcze zostaną zaskoczeni, o ile nie zbulwersowani.