1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

W poprzednim odcinku przedstawiłem pierwszą wątpliwość, której nie da się usunąć, sygnalizując brak jednoznacznych dowodów, na podstawie których można było ustalić, czy 24 stycznia 2008 Janusz Laskowski żył, czy też nie. Ma to zasadnicze znaczenie dla Wojciecha Pyłki, ponieważ sąd uznał, że przed świtem 24 stycznia Laskowskiego między żywymi już nie było. Na nieusuwalną wątpliwość, co do prawdziwości tego stwierdzenia, wskazują niekwestionowane przez sąd fakty, które podczas przesłuchiwania świadków, policjanci zapisywali w protokołach. Fakty te tworzą podstawy istotnych, a nieusuwalnych wątpliwości, które niestety przez prokuraturę i sąd były całkowicie lekceważone, ponieważ organa te po prostu głowy sobie nimi nie zawracały. Czy postępowały słusznie, bardzo wątpię, a wątpię dlatego, że myślę.

Zanim jednak przystąpię do chronologicznego przedstawienia przebiegu wydarzeń, z których niewątpliwie wynika, że istnieje wysoce uzasadnione prawdopodobieństwo, iż Janusz Laskowski żył nie tylko 24 ale i 25 stycznia 2008 roku, muszę zwrócić uwagę na jeden niesamowicie istotny fakt. Otóż prokuratura i sąd swe przekonanie o tym, że śmierć nastąpiła w nocy z 23 na 24 stycznia, oparły jedynie na treści zeznań tylko dwóch świadków, którzy na kilka dni przed ujawnieniem zwłok, widzieli w oknach jego mieszkania palące się przez ten czas światło. Nikt z tych świadków nie wskazał jednak na 24 stycznia, jako na dzień, od którego w jego mieszkaniu światła świeciły się bez przerwy, a na dodatek Jerzy Ch. zeznał, iż ostatni raz Janusza żywego widział około godziny 10-tej rano 24 albo nawet 25 stycznia. Natomiast drugi świadek, czyli Teresa J. zeznała, że 23 stycznia około 22:30 w oknie Janusza widziała wspomnianego wcześniej Bogumiła K., co dla organów ścigania, a później i dla sądu, stanowiło podstawę przekonania, że to właśnie po tej godzinie w nocy z 23 na 24 stycznia doszło do tragicznie zakończonych wydarzeń. I to przekonanie, bez zawracania sobie głowy szczegółową analiza zeznań, zaważyło nie tylko na śledztwie, ale też i na wyroku sądu.

Stało się tak, ponieważ ani policjanci, ani prokuratorzy, ani w konsekwencji sąd, jakimś dziwnym trafem, nie zainteresowały się pewnym niesamowicie istotnym dla tej sprawy wątkiem, dotyczącym perskiego kota Janusza Laskowskiego, którego według świadków nigdy nie wypuszczał z domu. A ja twierdzę, że to ten kot właśnie odgrywa w tej historii niebagatelną rolę. Otóż Teresa J. zeznała, że pod dom Janusza Laskowskiego przyszła właśnie z uwagi na tego kota, którego ktoś podrzucił pod drzwi jej mieszkania. Jeżeli więc kot ten znajdował się poza mieszkaniem Laskowskiego, to wydaje się, że nie mogło to być 23 stycznia, na co bez wątpliwości wskazuje zeznanie Roksany L. Przesłuchana 31 marca 2008 roku zeznała, że z opowieści jednej z klientek jej sklepu (chodzi oczywiście o Teresę J.) wynikało, że 3 dni przed tym jak Jerzych Ch. zawiadomił Policję, kobieta ta była pod budynkiem Janusza Laskowskiego i w oknie jego mieszkania widziała znanego jej z widzenia Cygana, z którym rozmawiała właśnie na temat tego kota. A ponieważ Jerzy Ch. Policję powiadomił 31 stycznia, to wygląda na to, że Teresa J. pod oknami mieszkania Laskowskiego była 28 stycznia (w poniedziałek), a więc kilka dni po dniu, jaki sąd uznał za datę jego zabójstwa.

Zwracam też uwagę na fakt, że Teresa J. zeznała, iż opisywane przez nią zdarzenie miało miejsce „najprawdopodobniej” 23 stycznia, co jednoznacznie wskazuje, że daty tej nie jest całkowicie pewna. Przy okazji podkreślam, że w śledztwie znaczenie ma każde wypowiedziane przez świadka słowo, a więc dowodem może być tylko to, co jest wskazane przez niego jako pewne. W tym przypadku nie ma się zresztą czemu dziwić, ponieważ ta jej niepewność była efektem faktu, że przesłuchana została dopiero 8 sierpnia, a więc prawie 7 miesięcy po zdarzeniu. Natomiast Roksanę L. przesłuchano 31 marca, a więc znacznie wcześniej, co powodowało, że znacznie lepiej zapamiętała opowieść Teresy J., w której wskazała ona datę tego zdarzenia. Nie wiem dlaczego wałbrzyscy policjanci nie byli w stanie przez 7 miesięcy ustalić jej personaliów, chociaż mieszka w budynku oddalonym zaledwie kilkadziesiąt metrów od miejsca zamieszkania Laskowskiego. Może gdyby się bardziej postarali, to jej zeznanie nie odbiegałoby tak bardzo od tego, co opowiadała Roksanie i przyjęta przez organa ścigania i sąd data zabójstwa, była by przesunięta o kilka dni do przodu.

Ktoś kto zna akta sprawy powie, że Teresa J. zeznając w Komisariacie V Policji posługiwała się swoim grafikiem pracy, a więc jej zeznania muszą być uznane za bardzo wiarygodne, ale mam na to kontrargument nie do obalenia. Gdyby ten grafik był naprawdę wiarygodny, to Teresa J. nie miałaby żadnych wątpliwości, co do tego, iż pod oknami Laskowskiego była dokładnie 23 stycznia. A tymczasem ona zeznała i zostało to zaprotokołowane, że było to najprawdopodobniej w tej dacie. Mało tego, w porządnie prowadzonym śledztwie, taki grafik zostałby z miejsca zabezpieczony jako istotny dowód w sprawie, czego niestety policyjny spec od przesłuchań nie uczynił. Dlaczego? Z głupoty, czy być może dlatego, że data ta pasowała do pewnego wydarzenia, które bez wątpliwości 23 stycznia rozegrało się pod domem Janusza Laskowskiego i miało z nim oraz Cyganem Bogumiłem K. ścisły związek. Ale o tym będzie w kolejnym odcinku.

Tak więc zeznanie Teresy J. w zakresie dotyczącym daty opisywanego zdarzenia, jest całkowicie niewiarygodne. Tym bardziej, że Roksana L. przesłuchana ponownie 23 maja w Komendzie Miejskiej Policji powtórzyła prawie dokładnie to, co zeznała 31 marca, a konkretnie, że Teresa J. mówiła jej, że rozmawiała z tym Cyganem mniej więcej w drugim lub trzecim dniu od chwili, kiedy w tym mieszkaniu światła się świeciły. Przypomnę więc raz jeszcze, że według Jerzego Ch. ostatni raz Janusza Laskowskiego widział w swoim biurze 24 lub 25 stycznia, a światło w jego mieszkaniu świeciło się oknach właśnie od 25 stycznia. Niestety, Sąd Okręgowy, aby jakoś te wszystkie daty dopasować, przeprowadził całkiem dla niego wygodny proces myślowy, który pozwolił mu przyjąć, że do spotkania w biurze Jerzego Ch. doszło nie 23 a 22 stycznia, ale uczynił tak nie na podstawie dowodów, czy chociażby poszlak wynikających z materiału dowodowego, ale dlatego, że tak mu pasowało, aby całość jakoś, nawet na siłę, domknąć.

Myślę jednak, że po tym co przedstawiłem, chyba nikt nie może mieć już wątpliwości, że rozmowa z Cyganem widzianym w oknie, miała miejsce właśnie w dniu 25 stycznia, a nie w dniu, w którym według sądu dokonano zabójstwa. A że do zabójstwa nie doszło w nocy z 23 na 24, świadczy szereg innych wydarzeń, które zostały udokumentowane w aktach procesowych, a których wiarygodności żaden sąd nie podważał.

Kończąc ten odcinek wspomnę tylko, że Sąd Okręgowy w uzasadnieniu wyroku bardzo stanowczo podkreślił, że zeznania Teresy J. miały dla niego kluczowe znaczenie, zwłaszcza, że w ich efekcie Bogumił K. przyznał, że to on z okna z nią rozmawiał. Owocem tego przyznania się, było przekonanie sądu, że jeżeli rozmawiał, to musiało to być właśnie w dacie wskazanej przez Teresę J. (chociaż akurat ona tego nie była absolutnie pewna), albowiem właśnie w tym dniu miało miejsce to zdarzenie, które opiszę w kolejnym odcinku. Jego przebieg został bardzo mocno i wiarygodnie procesowo udokumentowany. Od razu jednak zaznaczę, że przewód sądowy nie wskazał jakiegokolwiek dowodu, który wiązałby te wydarzenia z domniemanym zabójstwem Janusza Laskowskiego.

Nie wskazał, ponieważ zgromadzone przez wałbrzyskich śledczych dowody wskazywały i wskazują nadal, że pomiędzy wydarzeniami z 23 stycznia, a śmiercią Laskowskiego nie ma - i nie było – żadnego związku. Trzeba było tylko chcieć to dostrzec.