W dniu dzisiejszym (10.12.2018) decydowałem się opublikować rozdział II z poprawioną, zwłaszcza w jego drugiej części, treścią. Na pewno da on pole do popisu wszystkim tym, którzy każda podana przeze mnie informację analizują po kilka razy, starając się odkryć własna prawdę.

Zapewniam, że jest co analizować, a za wszelkie uwagi będę - jak zawsze - bardzo wdzięczny.

 

Także i pozostałe rozdziału ulegną sporym zmianom, chociaż nie wszystkie. Niektóre - te z istotnymi zmianami w tekście - opublikuję od nowa. 

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (03. Prolog.pdf)03. Prolog
Pobierz plik (04. Rozdział I.pdf)04. Rozdział I
Napisz komentarz (117 Komentarzy)

 Na pewien czas zmuszony zostałem do przerwania pracy nad książką, ponieważ czeka mnie lektura i analiza grubo ponad 2 tysięcy akt sprawy, dotyczącej skazanego na 25 lat mieszkańca Wałbrzycha Wojciecha Pyłki. Danych personalnych używam za jego zgodą, bo on sam z wyrokiem się nie pogodził i od 10 lat walczy o to, aby wykazać, że jest niewinny.  Skazany został mimo braku jakiegokolwiek dowodu wskazującego na jego udział w domniemanym zabójstwie, na podstawie wymuszonego przez policję wskazania jego osoby. Wymuszonego, ponieważ zanim na W. Pyłkę wskazał, wcześniej wskazywał 6 innych osób. Wojciech Pyłka miał tego pecha, że wśród tych siedmiu wcześniej wskazanych, kilku w noc zabójstwa już nie żyło, albo przebywali w zakładach karnych i nie mieli w tym czasie przepustek.

Ponadto W. Pyłka twierdzi, że w nocy z 23/24 stycznia 2008 roku przebywał na Policyjnej Izbie zatrzymań w KMP w Wałbrzychu, a ja przez ostatnie kilka miesięcy uzyskałem kilka nowych informacji i dowodów skazujących, że komuś bardzo mocni zależy na tym, aby wykazywać, że w PIZ KMP przebywał 13 stycznia od 01.00 do 14.30.

No i bardzo istotne jest to, że po ujawnieniu zwłok prokuratura wszczęła dochodzenie, które następnie umorzyła z uwagi na stwierdzenie, że nie było czynu przestępczego, ponieważ śmierć nastąpiła w wyniku zamachu samobójczego. Natomiast policja i prokuratura (w drugiej kolejności) podjęli czynności na podstawie bzdur opowiadanych przez chorą psychicznie kobietę.

Aby jednak czymś jakoś „wynagrodzić” nieoczekiwaną przerwę, zdecydowałem się na opublikowanie „kryminałki”, zamieszczonej w piśmie „Omnibus” z 1988 roku. Znalazłem je przypadkowo w moich „rupieciach”, które przygotowywałem na wywiezienie na skład makulatury. Szczęśliwie przejrzałem kilka stron (z ciekawości) i rzuciło mi się w oczy moje nazwisko. Opisane zdarzenie miało miejsce w Bielawie w 1987 roku. Przyznaję, że postawionymi wtedy zarzutami jestem dosyć mocno zdziwiony, ale to nie my lecz prokurator te zarzuty stawiał, a ja – o ile dobrze pamiętam – nawet w tej sprawie nie byłem przesłuchiwany jako świadek. Ani w prokuraturze, ani w sądzie.

Mówiąc prawdę o sprawie tej zapomniałem całkowicie i dopiero lektura tego teksu pamięć mi przywróciła i tamte wydarzenia stanęły mi przed oczami, jakby miały miejsce nie więcej niż rok temu.

Sprawdziłem w Internecie i okazało się, że „Omnibus” wychodził nieregularnie i było chyba tylko kilka wydań.

 

Napisz komentarz (18 Komentarzy)

Zdecydowałem się na publikację rozdziału IX, aby zaspokoić ciekawość wielu uczestników tego forum i dać paliwo do dalszej interesującej jak zwykle dyskusji. Doszedłem do wniosku, że niczym nie ryzykuję, albowiem książkę wydam własnym nakładem, ponosząc jego koszt. Tak więc nie ryzykuję odmowy wydawcy, a Czytelników będę trzymał w ryzach ciekawości, nie publikując wszystkiego tego, co w sprawie rozpracowania "Narożnik" działo się po 2000 roku, to jest po reaktywowaniu przez Heńka Tusińskiego grupy operacyjnej.

W dalszym ciągu pod moją komendą. A zapewniam, że wtedy działo się również bardzo wiele, zwłaszcza wtedy, kiedy pojawiła się wersja „Neonaziści”, tak często poruszana przez wielu komentatorów tamtych wydarzeń i z reguły raczej z niedowierzaniem, jeżeli nie z ukrytą kpiną.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (12. Rozdz. IX.pdf)01. Rozdział IX
Pobierz plik (13. Rozdział X.pdf)02. Rozdział X
Napisz komentarz (1090 Komentarzy)

Po ponownym przeanalizowaniu wielu dokumentów procesowych, różnych moich zapisków i notatek oraz kilku rozmowach z moimi kolegami, dokonałem dosyć istotnej zmiany w treści rozdziału V, rozszerzając ją o próbę nowego spojrzenia na prowadzoną przez nas pierwszą wersję osobową, której nadaliśmy krypt. „Rumun”. Być może te nowe ujecie tego tematu niektórych z czytelników zaskoczy, ale wydaje mi się, że to co teraz przedstawiam, jest znacznie bliższe temu, co się 20 lat temu działo. Dlatego też, bardzo ciekaw jestem waszych opinii i uwag.

 

 

Informacja dla niecierpliwych: największe zmiany zaczynają się od strony 20. Przedstawiony rozdział jest jeszcze przed korektą tekstu i na pewno znajdują się w nim jakieś błędy stylistyczne, logiczne, interpunkcyjne i inne, których nie udało mi się dostrzec, a które na pewno gdzieś tam się znajdują. Jednak - nie zważając na te większe lub mniejsze mankamenty - zdecydowałem się na publikację przed korektą tekstu, aby Czytelnicy mogli zaspokoić swoją ciekawość, dlaczego ten rozdział usunąłem. 

Napisz komentarz (439 Komentarzy)

Po tym jak opublikowałem tu pierwsze rozdziały książki, poszukiwałem w dalszym ciągu źródeł informacji i przeprowadziłem kilka istotnych rozmów z moimi kolegami, którzy na różnych etapach i w różnym charakterze mieli ze sprawą „Narożnika” osobisty kontakt. Informacje jakie od nich uzyskałem, siłą rzeczy doprowadziły do konieczności dokonania korekty tego, co już napisałem. Nie zawsze naniesione poprawki mają istotne znaczenie, ale ponieważ chcę, aby książka odzwierciedlała tamtą rzeczywistość w sposób możliwie do niej zbliżony, zmiany były konieczne.

Najwięcej takich zmian znajduje się w rozdziale III, ale nie jest wykluczone, a w zasadzie jest pewne, że i dalszych rozdziałach pewne korekty będę musiał też wprowadzić.

Zastanawiałem się, czy poprawione części książki publikować na tej stronie, czy też pozostawić je takimi jakie są, a poprawione rozdziały zamieścić tylko w papierowej wersji. Doszedłem jednak do wniosku, że najbardziej zainteresowanym moim czytelnikom należy się przedstawienie dokonanych poprawek.

Napisz komentarz (242 Komentarzy)

Odebrałem dziś z księgarni Empik w Szczawnie Zdroju, zamówioną wcześniej przez Internet książkę Izy Michalewicz „Zbrodnie prawie doskonałe – Policyjne Archiwum X". Ponieważ latem 2016 roku autorka książki przeprowadziła ze mną ponad dwugodzinny wywiad dotyczący zbrodni pod szczytem góry Narożnik, lekturę, co chyba jest zrozumiałe, rozpocząłem od strony 337, a więc od rozdziału zatytułowanego „Między oczy”. 

Przeczytałem i zacząłem się zastanawiać dlaczego wątek dot. zabójstwa studentów autorka włączyła do tej książki. Przecież sprawa do dnia dzisiejszego pozostaje niewykryta, a więc tzw. wrocławskie Archiwum X na tym polu nie odniosło żadnego sukcesu.

 Zastanawiam się też, w jakim celu autorka się tą sprawa w ogóle zajęła? Przecież Maciek jej nie rozwiązał mimo, że zajmuje się nią już 10 lat. Ja tylko 5, z roczną przerwą. Kiedy rozdział ten przeczytałem, targnęły mną mieszane uczucia, bo pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy była tego rodzaju, że zamiarem autorki było chyba totalne skompromitowanie, nie tyle tego „Archiwum”, ile głównego jego bohatera (rozdziału) o fikcyjnym imieniu Maciek. Zaznaczę, że znam człowieka i miałem możliwość osobistego zapoznania się z tym, co on na temat sprawy studentów myśli.

Już w czwartym zdaniu tego rozdziału Iza Michalewicz pisze: „ Ma 46 lat i opinie łebskiego. Dajcie mu jakąś „enkę” (…), a on ja wyjaśni.” I dalej „Mają do rozwiązania 80 niewykrytych sprawa”. No i okazuje się, że są jednak "enki", którym Maciek nie sprostał.

 

Czytaj więcej...

Napisz komentarz (194 Komentarzy)