Zapewne już niedługo pojawi się na półkach księgarskich nowy kryminał Aleksandra Sowy1 zatytułowany „Wenus umiera”, którego oparł na zabójstwie Anny Kembrowskiej i Roberta Odżgi na Narożniku w dniu 17 sierpnia 1997 roku. To ponure i tragiczne wydarzenie miało miejsce na terenie Parku Narodowego Góry Stołowe i w tych też plenerach rozgrywa się większość akcji tej książki.

Uczestnicy forum dyskusyjnego na tej stronie, którzy czytali 14 tu zamieszczonych rozdziałów mojej przyszłej książki pt. „Zbrodnia na Narożniku”, kiedy kryminał Aleksandra Sowy przeczytają, od razu zauważą, że autor pisząc go, obficie czerpał z tego, co ja tu opublikowałem. Używa tych samych pseudonimów, a nawet niektórych zdań, wypowiadanych przez bohaterów mojej opowieści (np. tego z motta zamieszczonego na karcie tytułowej), ale tak naprawdę nie jest to książka o tej zbrodni, chociaż akcja toczy się w tych samych miejscach i w tym samym prawie czasie (od 26 sierpnia 1998 roku).

Zagadka zostaje rozwiązana, ale nawet w najmniejszej nawet mierze nie ma żadnego związku z rzeczywistością, tak samo jak niesamowicie niesympatyczny jej bohater podinsp. Janusz Antkowiak z kryminalnego, prowadzący śledztwo wspólnie z „Docentem” z dochodzeniówki KWP w Wałbrzychu. To drań i „skurwysyn” z brudną przeszłością, jak o nim mówią policjanci, którzy go znają od dawna. Nic wspólnego z rzeczywistością nie ma też bezpośredni przełożony Antkowiaka, komendant Pszczoła, zwykły bandyta i cyniczny kłamca, który dzięki tym swym cechom osobistym awansuje na zastępcę Komendanta Głównego Policji w Warszawie.

A jednak jakoś tak znajomo to brzmi i myślę, że Henryk nieszczególnie będzie z tego zadowolony. Dlatego uprzedzam, to tylko literacka fikcja. 

Skąd o tym wiem? Ano wiem dlatego, że Aleksander Sowa przysłał mi jej tekst do zapoznania się, co niniejszym uczyniłem. Czyta się dobrze, chociaż niekiedy trudno połapać się w dialogach no i z topografią tamtego terenu autor ma pewne problemy. Ale książka przejdzie jeszcze korektę, a więc na pewne te wszystkie drobne mankamenty zostaną usunięte.

Napisz komentarz (928 Komentarzy)

Ponieważ zdecydowałem, że 15 lipca zamykam możliwość zamieszczania komentarzy pod opublikowanymi rozdziałami przyszłej książki o zbrodni na Narożniku, postanowiłem – po dłuższym namyśle – opublikować raz jeszcze rozdział I tej książki. Na decyzję tę wpłynął fakt, że od pewnego czasu przerabiam (kolejny już raz) to, co do tej pory napisałem. Skłoniła mnie do tego analiza wielu komentarzy, a zwłaszcza (chociaż – co podkreślam szczególnie - nie tylko) tych podpisywanych nickami AB i Ina, która daje mi podstawy, aby sądzić, iż nie wszystko to, co do tej pory napisałem, jest dla czytelnika na tyle zrozumiałe, aby skłonić go do przyjęcia, iż opisuję zdarzenia tak, jak miały one miejsce, a więc, że opisuję fakty i nasze decyzje właśnie na nich oparte. Bo tylko fakty i ich rzetelna, poparta doświadczeniem i wiedzą, analiza, a nie domysły oparte jedynie na bardziej lub mniej wybujałej wyobraźni, mogły i stanowiły podstawę do wyznaczania kierunków naszych czynności operacyjnych i całego śledztwa.

Zrezygnowałem więc z próby „fabularyzowania” wydarzeń, co w moim zamyśle miało przybliżyć i wyjaśnić czytelnikom, chociażby tylko w jakimś niewielkim stopniu powody, dla których takie, a nie inne wnioski przyjmowaliśmy i takie a nie inne podejmowaliśmy działania.

Zmieniłem też tok narracji, tak aby czytelnik zapoznając się z treścią książki, w każdym momencie lektury posiadał taką samą wiedzę, jaką myśmy dysponowali każdego dnia. Myślę, że w ten sposób ułatwię zrozumienie tego, co się wówczas wydarzyło, a zwłaszcza zrozumienie przyczyn popełnionych przez nas błędów i niedociągnięć. Bo to właśnie one – pomijając przyczyny jak najbardziej obiektywne – stały się w pewnym stopniu powodem naszej porażki.

W zasadzie mojej porażki, bo nie mam żadnych problemów tym, aby tą jedną, w całym w moim policyjnym życiu, sprawę kryminalną uznać za osobistą porażkę, bo w wielu momentach mogłem być bardziej zdecydowanym i upartym. Myślę, że przy tej sprawie tego jakoś mi zabrakło.

Nie wiem, czy uda mi się wszystko to jakoś bardziej czytelnie przedstawić i dlatego oczekuję na poważne komentarze i opinie, pozbawione kolejnych wydumanych lub spiskowych teorii, dotyczących naszych działań i osiąganych wówczas ich efektów. 

Napisz komentarz (93 Komentarzy)

Ponieważ nie wszyscy mieli okazję zapoznać się z reportażem red. Anny Kaczorowskiej, zamieszczonym w ostatnim numerze tygodnika "Polityka", postanowiłem za mieścić go na mojej stronie, wraz z moim komentarzem do prezentowanego tekstu.

Decydując się na to, zwracam się do jednego z polemistów posługującego się nickiem AB, z apelem, że jeżeli nie będzie miał nic istotnego do powiedzenia,by się wstrzymał z typowymi dla niego komentarzami ocierającymi się zbyt często o granicę dobrego smaku. Myślę, że lepiej zmilczeć, niż chociażby nawet bezwiednie, kogoś obrażać lub obrażać pamięć po kimś.

Przy okazji pragnę wszystkim uczestnikom tego forum złożyć serdeczne życzenia spokojnych, zdrowych i mimo wszystko wesołych, rodzinnych świąt.

Napisz komentarz (861 Komentarzy)

Postanowiłem opublikować jeden z końcowych rozdziałów dotyczących 1998 roku. Jest to jego tymczasowa forma i na pewno ulegnie zmianie. W ogóle zastanawiam się, czy całości dotychczasowego materiału nie poddać gruntownej przeróbce i zmienić trochę formę narracji. Np. w formie dziennika, gdzie wszystkie nasze ustalenia zostałyby przedstawione chronologicznie z niewielkim tylko komentarzem ich dotyczącym. Myślę, że w ten sposób znacznie pomniejszyłbym objętość książki, a jednocześnie dałbym Czytelnikom większe pole dla dociekań, bez stawiania z mojej strony przysłowiowej kropki nad I.

 

Ciekawy jestem, co o tym myślicie. Może jakieś propozycje?

Napisz komentarz (496 Komentarzy)

Po dłuższej przerwie (ponad 8 miesięcy) powracam do dokończenia książki o zbrodni na Narożniku. Aby kontynuować swa pracę, musiałem ponownie przeczytać to, co do tej pory napisałem i tu opublikowałem. No i zaczęło się kolejne poprawianie, bo zacząłem dostrzegać pewne niedoskonałości, a nawet niewielkie przeinaczenia, które z miejsca musiałem prostować. Ale to raczej drobiazgi były. Inaczej rzecz się ma z rozdziałem V i VI, po lekturze których zacząłem ponownie analizować cały dostępny materiał źródłowy, różne uwagi moich kolegów, którzy się z opublikowanymi rozdziałami zapoznali, a także kilka bardzo ważnych i trafnych uwag, jakie zostały przez Was zgłoszone w komentarzach na tych stronach.

Ponieważ te dwa rozdziały trochę się różnią od tego, co napisałem rok temu, postanowiłem je raz jeszcze opublikować, przede wszystkim dlatego, że zamieściłem w nich kilka informacji, jakich w poprzedniej edycji nie było. Być może pozwolą one na lepsze zrozumienie toku naszego ówczesnego myślenia, powodów dla których zapadły takie a nie inne decyzje, jak również ujawnią pewne konkretne błędy, jakie wówczas popełniliśmy, a które z perspektywy lat wydają się nawet dla mnie zupełnie niezrozumiale.

Na początek rozdział V, albowiem ponownej redakcji VI jeszcze nie zakończyłem.

Napisz komentarz (238 Komentarzy)

W nocy (28/29.01.2020) wróciłem z Warszawy, gdzie przebywałem od poniedziałku, ponieważ zostałem zaproszony do udziału w programie TVP 1 z cyklu "997". Mój kolega Marek przestrzegał mnie, abym do jaskini Kurskiego nie jechał, bo to uczciwemu Polakowi nie przystoi. Ja jednak kierując się dobrem sprawy - bo bardzo na sercu leży mi wszystko, co może pomocnie przyczynić się do wyjaśnienia zbrodni popełnionej 17 sierpnia 1997 roku na szczycie Narożnika w PNGS - koleżeńskiej porady nie posłuchałem.

No i pojechałem na Woronicza 17 F, gdzie miałem przyjemność poznać młodego pracownika tej telewizji, krajana z Wrocławia, z którym bardzo miło mi się przed i po nagraniu rozmawiało. Tym bardziej, że wykazał się sporą wiedzą na temat zabójstw popełnianych w latach 70, 80 i 90 - tych XX wieku na terenie b. woj. wałbrzyskiego.

Jadąc tam byłem przekonany, że w programie zostanie wykorzystany materiał z programu "997", który latem 2001 roku (a może 2000 - już nie pamiętam) zrealizowany został przez ekipę "997" Michała Fajbusiewicza (TVP 1 Telewizja Łódź), w którym brałem (na żywo - bo wtedy tak było) udział. No i przeżyłem coś w rodzaju szoku. Bo oto zobaczyłem przygotowaną przez obecną ekipę tego programu rekonstrukcję zbrodni według ich własnego autorskiego pomysłu. Rekonstrukcję, która z rzeczywistością miała tyle wspólnego, co ja z PiS-em i Jarosławem Kaczyńskim, czyli absolutne nic.

To co ujrzałem, z miejsca odczytałem jako drugą część niedawno pokazywanego przez TVN 24 reportażu, dotyczącego obchodzonych gdzieś na Górnym Śląsku urodzin Hitlera. Tylko, że reportaż ten pokazywał nagą prawdę, a to co ujrzałem na Woronicza było tylko nagą bzdurą.

Będziecie mogli obejrzeć to "dzieło" 13 lutego 2020 w I programie TVP 1 w cyklu "Magazyn kryminalny "997", ale w dwóch słowach opiszę. Otóż w jakimś lesie (chyba w Lasku Bielańskim) pali się wielkie ogniska, wokół którego zgromadziło się kilku facetów w kompletnych mundurach Gestapo, bredzących coś o tym, że Sudety zawsze należały do Niemców i Niemcy tu jeszcze powrócą. Dziwne tylko, że owi Niemcy czystą polszczyzną te swoje marzenia artykułowali. Później zaczęli wznosić okrzyki na cześć Rudolfa Hessa, bo okazało się, że to leśne spotkania zorganizowali z okazji 10 rocznicy jego śmierci, a więc 17 sierpnia 1997 roku. I na to wszystko natrafili studenci, którzy dla podniesienia rangi tego eventu, zostali zastrzeleni.

Starałem się wytłumaczyć, że tzw. wersja neonazistów była tylko jedną z wielu wersji przyjętych przez nas do sprawdzenia i pojawiła się najpóźniej, bo dopiero w 2001 roku, i że nigdy nie twierdziłem, że jest to jedyna prawdziwa wersja, tylko, że jest to jedyna wersja, która nie została sprawdzona do końca. A stało się tak,bo ówczesny naczelnik wydziału kryminalnego KWP we Wrocławiu – który w Policji powinien co najwyżej pracować w pionach pomocniczych – w marcu 2003 roku wydał mi kategoryczne polecenie służbowe, abym sprawę (operacyjną, bo śledztwo zostało umorzone w marcu 1998 roku) złożył do archiwum.

Nie wiem, co z tego co mówiłem, zostanie wyemitowane, ale coś mi podpowiada, że wszystko zostanie tak zgrabnie zmontowane, iż wyjdzie na to, że ta niedorzeczna rekonstrukcja jest efektem moich przekonać, co do tego, że ta pokazana, jest jedyną prawdziwą wersją,do której do dziś jestem jedynie przekonany. A tak absolutnie nie jest i gdyby nawet to faktycznie neonaziści zastrzelili Annę i Roberta, to na pewno byli ubrani w cywilne ubrania i żadnych guseł na terenie Parku nie odprawiali.

Jedyne co w tym wszystkim jest pozytywne, to to, że otrzymaną nauczkę, aby w każdej dziedzinie zadawać się jedynie z profesjonalistami, zapamiętam na zawsze.

Napisz komentarz (917 Komentarzy)