1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

 Na pewien czas zmuszony zostałem do przerwania pracy nad książką, ponieważ czeka mnie lektura i analiza grubo ponad 2 tysięcy akt sprawy, dotyczącej skazanego na 25 lat mieszkańca Wałbrzycha Wojciecha Pyłki. Danych personalnych używam za jego zgodą, bo on sam z wyrokiem się nie pogodził i od 10 lat walczy o to, aby wykazać, że jest niewinny.  Skazany został mimo braku jakiegokolwiek dowodu wskazującego na jego udział w domniemanym zabójstwie, na podstawie wymuszonego przez policję wskazania jego osoby. Wymuszonego, ponieważ zanim na W. Pyłkę wskazał, wcześniej wskazywał 6 innych osób. Wojciech Pyłka miał tego pecha, że wśród tych siedmiu wcześniej wskazanych, kilku w noc zabójstwa już nie żyło, albo przebywali w zakładach karnych i nie mieli w tym czasie przepustek.

Ponadto W. Pyłka twierdzi, że w nocy z 23/24 stycznia 2008 roku przebywał na Policyjnej Izbie zatrzymań w KMP w Wałbrzychu, a ja przez ostatnie kilka miesięcy uzyskałem kilka nowych informacji i dowodów skazujących, że komuś bardzo mocni zależy na tym, aby wykazywać, że w PIZ KMP przebywał 13 stycznia od 01.00 do 14.30.

No i bardzo istotne jest to, że po ujawnieniu zwłok prokuratura wszczęła dochodzenie, które następnie umorzyła z uwagi na stwierdzenie, że nie było czynu przestępczego, ponieważ śmierć nastąpiła w wyniku zamachu samobójczego. Natomiast policja i prokuratura (w drugiej kolejności) podjęli czynności na podstawie bzdur opowiadanych przez chorą psychicznie kobietę.

Aby jednak czymś jakoś „wynagrodzić” nieoczekiwaną przerwę, zdecydowałem się na opublikowanie „kryminałki”, zamieszczonej w piśmie „Omnibus” z 1988 roku. Znalazłem je przypadkowo w moich „rupieciach”, które przygotowywałem na wywiezienie na skład makulatury. Szczęśliwie przejrzałem kilka stron (z ciekawości) i rzuciło mi się w oczy moje nazwisko. Opisane zdarzenie miało miejsce w Bielawie w 1987 roku. Przyznaję, że postawionymi wtedy zarzutami jestem dosyć mocno zdziwiony, ale to nie my lecz prokurator te zarzuty stawiał, a ja – o ile dobrze pamiętam – nawet w tej sprawie nie byłem przesłuchiwany jako świadek. Ani w prokuraturze, ani w sądzie.

Mówiąc prawdę o sprawie tej zapomniałem całkowicie i dopiero lektura tego teksu pamięć mi przywróciła i tamte wydarzenia stanęły mi przed oczami, jakby miały miejsce nie więcej niż rok temu.

Sprawdziłem w Internecie i okazało się, że „Omnibus” wychodził nieregularnie i było chyba tylko kilka wydań.