1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Odebrałem dziś z księgarni Empik w Szczawnie Zdroju, zamówioną wcześniej przez Internet książkę Izy Michalewicz „Zbrodnie prawie doskonałe – Policyjne Archiwum X". Ponieważ latem 2016 roku autorka książki przeprowadziła ze mną ponad dwugodzinny wywiad dotyczący zbrodni pod szczytem góry Narożnik, lekturę, co chyba jest zrozumiałe, rozpocząłem od strony 337, a więc od rozdziału zatytułowanego „Między oczy”. 

Przeczytałem i zacząłem się zastanawiać dlaczego wątek dot. zabójstwa studentów autorka włączyła do tej książki. Przecież sprawa do dnia dzisiejszego pozostaje niewykryta, a więc tzw. wrocławskie Archiwum X na tym polu nie odniosło żadnego sukcesu.

 Zastanawiam się też, w jakim celu autorka się tą sprawa w ogóle zajęła? Przecież Maciek jej nie rozwiązał mimo, że zajmuje się nią już 10 lat. Ja tylko 5, z roczną przerwą. Kiedy rozdział ten przeczytałem, targnęły mną mieszane uczucia, bo pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy była tego rodzaju, że zamiarem autorki było chyba totalne skompromitowanie, nie tyle tego „Archiwum”, ile głównego jego bohatera (rozdziału) o fikcyjnym imieniu Maciek. Zaznaczę, że znam człowieka i miałem możliwość osobistego zapoznania się z tym, co on na temat sprawy studentów myśli.

Już w czwartym zdaniu tego rozdziału Iza Michalewicz pisze: „ Ma 46 lat i opinie łebskiego. Dajcie mu jakąś „enkę” (…), a on ja wyjaśni.” I dalej „Mają do rozwiązania 80 niewykrytych sprawa”. No i okazuje się, że są jednak "enki", którym Maciek nie sprostał.

 

 

Zasady logicznego myślenia skłaniają mnie do przyjęcia, że od 2010 roku (wtedy powstało wrocławskie „Archiwum”, chociaż z dalszego tekstu wynika, że Maciek sprawą studentów zajmuje się od 2008 roku) policjanci z tej grupy nie rozwiązali żadnej, wcześniej niewykrytej, sprawy. Bo gdyby mieli coś takiego na koncie, to raczej którąś z nich autorka powinna w swej książce zaprezentować.

Zanim przejdę do sedna, wspomnę tylko, że w treści tego rozdziału jest spora liczba błędów i oczywistych przeinaczeń, może w sumie mało istotnych, ale wartych sprostowania:

- Szczytna nie jest malutką wioseczką, tylko niedużym miastem, będącym siedzibą Urzędu Miasta i Gminy

- w Kłodzku nie funkcjonował Komisariat Policji tylko Rejonowa Komenda Policji,

- zwłoki studentów zostały zabrano do prosektorium 26 sierpnia 1997 roku, a nie w dniu następnym,

- Anna nie mogła być zgwałcona po zamordowaniu Roberta, ponieważ od drugiego do trzeciego strzału kończącego jej życie upłynęło kilka jedynie sekund, co wynika z analizy porównawczej wszystkich świadków słyszących strzały, a nie tylko dwóch, których przywołuje autorka książki.

 Jest wiele innych, drobniejszych, w sumie też niezbyt istotnych błdów, które jednak pominę, albowiem najważniejsze jest to, co autorka pisze na stronach od 365 do 368, a co jest opisem ustaleń oraz przemyśleń wspomnianego Maćka. Niestety, te jego ustalenia i przemyślenia kompromitują go całkowicie, przez co nie dziwię się, że mimo 10 lat (czyli dokładnie dwa razy dłużej, niż ja się nią zajmowałem) sprawa wciąż znajduje się na półce „Sprawy niewykryte”.

Jednak zanim do nich przejdę, chcę podkreślić, iż są to błędy kompromitujące Maćka, a nie autorkę książki, która je tylko przywołała. Żal mogę mieć jedynie o to, że się do nich nie odniosła, chociaż na ten temat kilka razy - jeszcze w trakcie pisania książki - zwracałem jej uwagę podczas kilku naszych bezpośrednich kontaktów telefonicznych i maili. Uważam, że przytoczenie argumentów Maćka, przy pominięciu moich uwag (rozmawialiśmy w sumie ponad 5 godzin) bedących w kontrze do tego, co Maciek głosi, jest uwiarygodnieniem tych (nie mam wątpliwosci) bzdur. Bo przecież Archiwum X to jednostka, która błędy swych poprzedników poprawia i doprowadza do ustalenia sprawców.

 Maćka kompromitują przede wszystkim trzy wątki poruszone na tych kilku stronach:

 1. Sprawcy podwójnego zabójstwa w Szczytnej w maju 1998 roku nie pochodzę z tego miasta i nie prowadzili w nim żadnych interesów, tym bardziej związanych z handlem samochodami. Do ich ustalenia i zatrzymania po 3 miesiącach doprowadziła praca operacyjną grupy, którą osobiście kierowałem i brałem osobisty udział we wszystkich czynnościach ze sprawą tą związanych. Sam modus operandi nie jest wystarczającą przesłanką, aby sprawy te wiązać ze sobą i mogę zaręczyć Maćka, że gdyby przeczytał akta tamtej sprawy, to wiedziałby o tym, że nie mieli ze sprawą z Narożnika nic wspólnego.

 2. Robert zginął już od pierwszego postrzału, albowiem kula spustoszyła jego mózg w takim stopniu, że nie miał prawa żyć ani sekundy dłużej po tym, jak wyszła z drugiej strony głowy.

 3. Krew na ścieżce została przez nas zabezpieczona (już w dniu kiedy została nam wskazana) i wysłana do specjalistycznych badań, co pozwoliło ustalić, że nie jest to krew ludzka.

 4. Jeżeli ciała Roberta i Anny zostały z tej ścieżki, na której mieli być rzekomo zastrzeleni, przeciągnięte na miejsce, gdzie następnie zostały odnalezione przez ratowników GOPR, to dlaczego nikomu z nas nie postawiono zarzutu fałszowania dowodów? Bo przecież ktoś z nas musiał te dwa pociski pod głowami ofiar tam zakopać.

Aby jednak o tym wiedzieć (pkt. 1-3), a później wypowiadać się, trzeba w pierwszej kolejności dokładnie przeczytać WSZYSTKIE materiały procesowe i operacyjne (te drugie w pierwszej kolejności), w tym także wyniki sekcji zwłok. A jak się już przeczyta, to trzeba je jeszcze zrozumieć. Nie rozpisuję się na ten temat, ponieważ chciałbym, aby każdy własne zdanie o „przemyśleniach” Maćka mógł sobie wyrobić sam. Dlatego dołączam fotografie stron o których wspominam wyżej.

 Myślę, że każdy po tej lekturze będzie w stanie zrozumieć, dlaczego wrocławskie Archiwum X sprawy tej nie rozwiązało. Ja wiem i poświęcę temu trochę miejsca w swojej książce.

A teraz piszę o tym dlatego, ponieważ ksiażka Izy Michalewicz będzie dostępna w księgarniach w całej Polsce i te bzdury, o jakich Maciek opowiada, bez krytycznego komentarza autorki, będa trafiały do czytelników nie znajacych prawdziwych kulis tej sprawy.

 PS.

Ze źródeł najlepiej poinformowanych wiem, że od pewnego czasu Maciek już w Archiwum X nie pracuje, ponieważ został przeniesiony do dochodzeniówki. Taka zmiana miejsc spowoduje zapewne, że to teraz on będzie (czego oczywiście mu nie życzę) dostawcą spraw dla przyszłych pokoleń tego Archiwum.

W książce Izy Michalewicz znajduje się też sprawa tajemniczej śmierci Małgorzaty Śnieguły w Skierniewicach. W tej sprawie występowałem w programie TV Polsat „Państwo w państwie”, gdzie też poznałem jej ojca, pana Kazimierza. Później przez wiele miesięcy pomagałem mu, aby umorzoną sprawę śmierci jego córki (uznana za samobójstwo) wznowić. Przeczytałem ponad 2 tys. stron akt sprawy. Udało mi się też wyjaśnić, w jaki sposób zabójca wyszedł z mieszkania i zamknął drzwi, pozostawiając klucz w zamku po drugiej ich stronie. Niestety, w pewnym momencie nasze drogi się rozeszły. Nie czytałem jeszcze tego rozdziału i nie wiem, czy łódzcy policjanci z ichniego Archiwum X tajemnicę tę rozwiązali i czy wykorzystali moje ustalenia w sprawie klucza.