Zdecydowałem się opublikować rozdział III "Zbrodni pod Narożnikiem", aczkolwiek zakładam, że jakieś jeszcze poprawki będę w nim nanosił. Ponadto wprowadziłem kilka poprawek, a w zasadzie uzupełnień - myślę, że dosyć istotnych - do rozdziału II, przez co zachęcam Czytelników, aby zajrzeli na jego strony, by się z tymi informacjami zapoznać.

Żałuję mocno, że nie udało mi się spełnić założenia, ze do 17 sierpnia ukończę książkę. Nie udało mi się to z kilku powodów, z których najważniejszy jest tego rodzaju, że wszystko praktycznie piszę od nowa, albowiem pierwsza wersja jednak trochę odbiegała od faktycznych wydarzeń. Wersja obecna jest 100% zapisem tego, co się w latach 1997-1998 oraz 2000- 2003 (ale także i później) w sprawie "Narożnika " działo.

Zapraszam więc do lektury.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (05. Rozdział III.pdf)05. Rozdział III
Napisz komentarz (58 Komentarzy)

Przedstawiam najnowszą, bo uzupełnioną informacjami z materiałów procesowych śledztwa, wersję rozdziału II. Nie twierdzę, że jest to już wersja ostateczna (tak jak w przypadku rozdziału I), ale na pewno bardzo mocno zbliżona do kształtu, jaki zamierzałem osiągnąć.

Przy okazji pragnę przypomnieć wszystkim zainteresowanym Czytelnikom, ze ja na stronach mojej książki nie prowadzę żadnego śledztwa, tylko staram się jak najbardziej rzetelnie oddać nie tylko to, co wówczas ustaliliśmy, ale też i stan naszego ówczesnego ducha. Zdaję sobie sprawę, że czynię to może niezbyt udolnie, ale STARAM SIĘ.Uśmiech

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (04. Rozdział  II.pdf)04. Rozdział II
Napisz komentarz (43 Komentarzy)

Zainteresowanych informuję, że zamieszczam kolejną wersję rozdziału I. Tym razem jest to wersja ostateczna, zawierająca tylko niewielkie poprawki, ale też nowe fotografie wykonane na miejscu wydarzeń w czasie rzeczywistym. Obecnie kończę ponowną redakcję rozdziału II i III, co mam nadzieję, uda mi się zakończyć w ciągu najbliższych 2 - 3 dni. O ile znów ktoś nie będzie mnie od pisania odciągał, prosząc o pomoc lub coś w tym rodzaju. Niestety, nie potrafię powiedzieć "NIE" i to jest moja największa wada i bolączka.

Coraz bardziej obawiam się, że nie zdążę ukończyć mojego sztandarowego dzieła na 17 sierpnia, czyli na 20 rocznicę tego tragicznego wydarzenia. Na szczecie mam napisane ponad 75% tekstu, który wymaga tylko większych lub mniejszych korekt w oparciu o zawartość materiałów procesowych śledztwa. Intensywnie nad tym pracuje od dwóch dni i mam nadzieję, że nikt mi n ie będzie przeszkadzał. Chyba wyłączę telefon i Internet ... a byłoby to najlepsze rozwiązanie. Tylko nie wiem, czy dam radę.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (03. Rozdział I.pdf)03. Rozdział I
Napisz komentarz (261 Komentarzy)

  Wywiadu, który tu prezentuję, udzieliłem kilkanaście dni temu, gdy wracałem z Radkowa do Wałbrzycha przez Bielawę. Wspaniała rajdowa drogą. Nawet już zapomniałem, że kiedyś jeździłem nią dosyć często. Jazda przez góry niekończącymi się zakrętami, dała mi większą frajdę, niż jazda drogą 100 zakrętów z Radkowa do Kudowy Zdroju.

W Bielawie, zgodnie z wcześniejszą umową, spotkałem się z Magdą Sosnicką-Dzwonek, która jeszcze jako dziennikarka Tygodnika Wałbrzyskiego, interesowała się sprawami jakimi zajmował się nasz wydział kryminalny w KWP. Obiecałem jej, że jako pierwszej opowiem o tym, czego dotyczą moje obecne ustalenia związane ze sprawą tajemnicy zbrodni na Narożniku z 17 sierpnia 1997 roku. Dlatego właśnie umówiliśmy się w Bielawie w tym samym dniu, w którym uzyskałem kolejne informacje dotyczące interesujących mnie osób, abym na zakończenie moich poszukiwań sprawców, mógł o tym jej opowiedzieć. Uzgodniliśmy już wcześniej, że wywiad ten wyemituje w radio ZET dopiero wówczas, kiedy dam jej sygnał, że może tego dokonać, a nastąpi to w jakiś czas po przekazaniu informacji organom ścigania. Po tym, kiedy uznałem, że moje pismo do organów ścigania dotarło, dałem Magdzie znać, że wywiad ten może wykorzystać.

Oczywiście rozmawiając z nią, nie mogłem upublicznił najważniejszych informacji, albowiem postąpiłbym bardzo nieprofesjonalnie, uniemożliwiając taki "gadulstwem" dalsze wykorzystanie tego, co policji i prokuraturze przekazałem. Dlatego w zasadzie nie mogłem powiedzieć nic więcej poza tym, że jakieś informacje uzyskałem i są one dla mnie na tyle istotne, że zdecydowałem się przekazać je organom ścigania. Dla pełnej jasności muszę ten wywiad uzupełnić krótkim komentarzem. Otóż ja nie przekazałem tym organom jakichś konkretnych dowodów, albowiem przekazane informacje dotyczą - wprawdzie konkretnych osób - jedynie pewnych sugestii, a także wiedzy o ich zachowaniach w przeszłości, a zwłaszcza przed i po zabójstwie, szczególnych cechach charakterologicznych, wzajemnych powiązaniach i stosunkach zależności. Przekazałem też i inne sugestie, o których treści nie mogę ujawniać nawet chociażby w bardzo ogólnym zarysie.

Z powodów kłopotów technicznych wywiad ten nie ma zakończenia, ale zapewniam, że do jego końca brakuje tylko kilkudziesięciu sekund. Można go odsłuchać klikając w podany tu link:

https://drive.google.com/file/d/0B-0AEzPhVrewSG5Qc3c4Yi1NYkU/view

Napisz komentarz (12 Komentarzy)

Z dziewięciu tomów akt procesowych śledztwa liczących 1768 kart (co mniej więcej daje około 3400 stron) wyselekcjonowałem zbiór liczący 1938 stron protokołów przesłuchań świadków, notatek urzędowych, protokołów z przeprowadzonych czynności i eksperymentów, analiz i opinii biegłych, oraz innych dokumentów, które według mojej oceny miały dla śledztwa istotną wartość, albowiem wskazywały na fakty mające lub mogące mieć bezpośredni (a także pośredni) związek z zabójstwem Anny Kembrowskiej i Roberta Odżgi. W sumie dokonałem analizy 356 protokołów przesłuchania świadka, z czego 159 z nich (tworzących w sumie około 330 stron), nie mają według mnie żadnej wartości procesowej, czyli pozbawione są treści istotnych dla głównego celu śledztwa. Ponadto dokładnie przestudiowałem 86 notatek urzędowych sporządzonych przez policjantów, zarówno tych z grupy operacyjnej, jak też i innych funkcjonariuszy z innych jednostek policji. Do tego dochodzi spora grupa materiałów składających się z wspomnianych wyżej analiz, opinii ekspertów medycznych i balistycznych z CLKP KGP, oraz z policji czeskiej, słowackiej i niemieckiej, protokołów oględzin, eksperymentów, dokumentów związanych z procesową korespondencją z wieloma instytucjami i jednostkami policji z terenu kraju. Najistotniejsze, że wszystkie najważniejsze dla mnie dokumenty opisałem i posegregowałem tematycznie, co znakomicie ułatwi mi korzystanie z nich podczas ponownego pisania, a w zasadzie przeredagowania napisanego już tekstu.1

Niestety nie udało mi się zapoznać z częścią dokumentacji zawartej w tomie IX, bo chociaż zgodę prokuratora otrzymałem, to jakimś dziwnym "zrządzeniem losu" tomu tego nie ma w prokuraturze, mimo, że śledztwo przez cały czas pozostaje w umorzeniu, a więc akta w całości powinny znajdować się w jednym miejscu. Domyślam się dlaczego "los tak zrządził" i w sposób trochę zakamuflowany postaram się to przedstawić.

Otóż kiedy doszedłem do wniosku, że istnieje sposób na wgląd do całości, a w zasadzie do tych dokumentów, jakie mnie interesują, wystąpiłem do prokuratury o zgodę na skopiowanie (na zasadzie dostępu do informacji publicznej) wykazów akt, jakie zawsze znajdują się w każdym tomie akt procesowych. I po jakimś czasie wykazy te mogłem sobie w prokuraturze skopiować, w tym, też wykaz z tomu IX. Kiedy jednak udałem się do prokuratury, aby skopiować te dokumenty, które na podstawie wykazów wskazałem, to okazało się, że tomu IX w prokuraturze niema, chociaż jeszcze nie tak dawno (kilkanaście góra dni wcześniej) w prokuraturze się znajdowały, czego dowodem jest kserokopia wykazu akt z tomu IX. Rozumiem, że gdyby były prowadzone czynności śledcze, to tom ten mógłby znajdować się na przykład w wydziale dochodzeniowo-śledczym KWP we Wrocławiu, ale jak wiadomo, śledztwo pozostaje w umorzeniu. Owszem, komórka zwana "Archiwum X", czyli dwu-trzy osobowa grupa z "sekcji zabójstw" wydziału kryminalnego KWP, ponoć w dalszym ciągu sprawą ta się zajmuje, ale ona prowadzi jedynie działania operacyjne, których jakieś pozytywne efekty mogą dopiero spowodować podjecie sprawy z umorzenia. Ale na to się nie zanosi.

Napisałem "ponoć" dlatego, że dzięki wykazowi akt z tomu IX wiem, iż ostatnie czynności zostały wykonane 27 sierpnia 2016 roku2, a z analizy tego wykazu wynika, że policjanci z wspomnianego Archiwum X wykonują całkowicie dla mnie niezrozumiałe czynności procesowe (dla niewtajemniczanych podpowiem, że mogą to być czynności wykonywane na podstawie art.327 § 3 k.p.k.), jak na przykład ponowne przesłuchiwanie rodziców obojga zamordowanych studentów, zabezpieczanie ich biologicznego materiału porównawczego, czy zabezpieczanie jakichś przedmiotów.3 Doprawdy zastanawiam się, czego oni po tych przesłuchaniach i czynnościach się spodziewają, a zwłaszcza w jakim celu pobierają próbki ich śladów biologicznych. Przecież ci ludzie wszystko, co mogli powiedzieć na temat swych dzieci, ich kontaktów, otoczenia, zainteresowań, wykonywanej pracy czy też spraw związanych z uczelnią, wszystko powiedzieli nam w 1997 roku. A przecież nie można podejrzewać, że coś celowo zataili, czegoś przez przypadek nie ujawnili, więc co mogą dodać nowego? O czym sobie mogą przypomnieć ? Ślady biologiczne (DNA) miałyby sens w sytuacji, kiedy policjanci natrafiliby u osób "podejrzewanych" na przedmioty mogące być nośnikami śladów biologicznych ofiar, ale jak wynika z wytworzonych po 2003 roku dokumentów, o czymś takim nie ma mowy.

Prowadzone przeze mnie czynności operacyjne zostały zakończone 15 marca 2003 roku (na polecenie ówczesnego naczelnika wydziału kryminalnego KWP we Wrocławiu, na temat którego nie jestem w stanie napisać żadnego pozytywnego zdania), a z udostępnionych mi akt procesowych wynika, że po tej dacie aż do października 2007 roku w sprawie działo się naprawdę niewiele, a w zasadzie raczej nic się nie działo. Później policjanci z Archiwum X uzyskali pewne informacje o konkretnych osobach i zaczęli je sprawdzać, co jednak skończyło się wynikiem negatywnym. W 2011 roku nawiązali ze mną kontakt (osobisty) i wydawało się, że wspólnie będziemy mogli sprawę ruszyć do przodu. W tym czasie przekazałem im dwie ważne (w mojej ocenie) informacje mogące mieć związek ze sprawcami tego zabójstwa, ale po dosyć krótkim czasie współpraca ta została zerwana. Obecnie, kiedy zapoznałem się z dokumentami procesowymi, ze zdziwieniem stwierdziłem, że nie ma w nich nawet cienia śladu potwierdzającego, że osobą, jaką im wskazałem, chociaż przez chwilę byli faktycznie zainteresowani. A chodziło o osobę, która w tym czasie przebywała w zakładzie karnym (skazana na dożywocie), jako tzw. zabójca wielokrotny. Gdyby się nim zainteresowali, to w aktach śledztwa musiałby być ślad w postaci korespondencji pomiędzy KWP lub Prokuraturą Okręgową, a prokuraturą i sądem, która się tym człowiekiem zajmowała. A nie ma. Dlaczego?

Po za tym w aktach sprawy znajduje się korespondencja z policją czeską, słowacką i niemiecką z której wynika, że podjęto trud ponownej identyfikacji broni, jaka została użyta do zabójstwa studentów. I to był słuszny kierunek działań, albowiem od 1997 roku techniczne (i naukowe) możliwości identyfikacji wzrosły niepomiernie.

Wracam jednak do tego nieszczęsnego tomu IX. Otóż, wydaje mi się, że wiem dlaczego nie ma do niego dostępu. A wiem to dzięki rozmowie, jaką przeprowadziłem z panem prokuratorem przed wejściem na salę rozpraw w Sądzie Okręgowym w Świdnicy, gdzie po raz drugi rozpoczął się proces policjantów oskarżonych o śmiertelne powicie człowieka w Wałbrzychu. Otóż pan prokurator zaapelował do mnie (jako do byłego policjanta kryminalnego), abym w mojej książce bron boże nie ujawnił niczego, co mogłoby utrudnić, bądź zniweczyć trud operacyjny i procesowy policjantów z wrocławskiego Archiwum X, o czym łacno mógłbym się dowiedzieć z analizy akt tomu IX. Nie ma sprawy panie prokuratorze. Ja swoją książkę zamknę na dniu 15 marca 2003 roku, a temu, co się działo później poświecę zapewne tylko kilka ogólnie sformułowanych uwag. Inna sprawa, że to, czym się aktualnie owi policjanci zajmują wynika wprost z tomu VII i VIII, ale i o tym też pisać nie będę, tym bardziej, że "widzę i czuję", iż jest to trop z gruntu fałszywy. Ale nie wykluczam, że w tomie IX mogą znajdować się informacje, jakich z tych tomów poprzednich wywnioskować nie jestem w stanie. Dlatego poczekam cierpliwie jeszcze parę miesięcy i do tomu IX, a być może i X, powrócę. Chyba, że śledztwo zostanie podjęte z umorzenia, bo wówczas już takich możliwości mieć nie będę.

Na zakończenia muszę podzielić się konstatacją następującą: akta procesowe sprawy faktycznie nie wskazują na sprawcę tych zabójstw, ale istnieje nikły ślad, który niestety w 1997 roku umknął naszej uwadze i nie spowodował naszych działań mających na celu dokładne sprawdzenie pewnych osób, które wówczas miały status świadków. Po prostu zabrakło (nie tylko mi) tej "iskry", która wskazałaby nam właściwą drogę. Nie ukrywam, że ten nikły ślad z tamtego okresu ma istotny związek z tym, co kilka dni temu przekazałem do KGP w Warszawie.

Dziś zupełnie inaczej oceniam to, co wówczas robiliśmy i mam nadzieję, że to krytyczne spojrzenie uda mi się przekazać w książce, jaką teraz piszę.

1. Zdanie dopisane 27.06.2017

2. Poprawka naniesiona 27.06.2017

3. Zdanie dopisane 27.06.2017

Napisz komentarz (25 Komentarzy)

Stare wygi policyjne z wydziałów operacyjnych i dochodzeniowych wierzą święcie w "starożytną" maksymę, że sprawca zbrodni zawsze znajduje się w pierwszym tomie akt sprawy. I tylko różnego rodzaju okoliczności powodują, że nie jest on w porę dostrzeżony, na co wpływ mogą mieć przeróżne, trudne do przewidzenia sytuacje. Niekiedy bywa to efektem pozornego braku braku związku z danym zdarzeniem, innym razem jakiś niepozorny fakt nie rzuca się na tyle w oczy, że zostaje pominięty i przez wiele lat nikt się nim nie zajmuje, aż przychodzi czas, kiedy nagle coś nakazuje, aby go bardziej szczegółowo sprawdzić. Bywa też, że tenże sprawca z pierwszego tomu nie jest dostrzegany z uwagi na różnego rodzaju ułomności prowadzących sprawę (nie ma ludzi o nich całkowicie wolnych), a nawet bywa i tak, że jest przez kogoś świadomie i celowo ukrywany, aby utrudnić, z różnych, ale z reguły nieuczciwych, powodów dotarcie do sprawcy badanego przestępstwa.

Zdaje mi się, że w sprawie tajemniczej podwójnej zbrodni, której ofiarami padli Anna Kembrowska i Robert Odżga, możemy mieć do czynienia z przypadkiem, kiedy "jakiś niepozorny fakt nie rzuca się na tyle w oczy, że zostaje pominięty i przez wiele lat nikt się nim nie zajmuje, aż przychodzi czas, kiedy nagle coś nakazuje, aby go bardziej szczegółowo sprawdzić."

Mam wrażenie, że właśnie taki, z pozoru bardzo niepozorny, fakt udało mi się dostrzec i przy pomocy kilku osób (z uwagi na ich osobiste bezpieczeństwo, nigdy nie ujawnię ich danych) uzyskać na tyle istotne informacje, że mogę sformułować kolejną (od 1997 roku) wersję osobową, której niestety nie jestem zdolny sam do końca sprawdzić, aby - nie mając do dyspozycji całego aparatu wykrywczego - czegoś nie "skaszanić". Dlatego liczę, że policjanci, którym swą wiedzę jutro (19.06.2017) przekażę, staną na wysokości zadania i do sprawy podejdą nie tylko z całym policyjnym anturażem, ale też i z policyjnym sercem.

Obawiam się jednaki, aby nie przeważyły dzisiejsza taktyka i metodologia stosowana w prowadzonych postępowaniach, która zamyka się w bardzo dziwnym schemacie, polegającym na tym, że z chwilą otrzymania informacji, policjanci walą delikwenta na glebę, a następnie zastanawiają się jak i gdzie szukać dowodów. Natomiast w "moich czasach" potrafiliśmy miesiącami koło figuranta (tak się nazywała w naszym żargonie osoba typowana) chodzić i w operacyjny sposób zbierać powolutku wszystko to, co mogło nas do twardych dowodów doprowadzić. Dopiero wywczas był "skok" i taki ktoś był powalany na glebę. Oczywiście nie zawsze, bo niekiedy wystarczyło go spokojnie zakuć w kajdanki i bez potrzeby wyłamywania mu stawów barkowych, doprowadzić do samochodu i później do komendy.

Mając więc na uwadze moje obawy, w piśmie kierowanym do Komendanta Głównego Policji oferuję gotowość podjęcia współpracy jako konsultant operacyjny, co jest dopuszczalne przez ustawę o Policji. Nie wiem, czy otrzymam taką zgodę (nie chcę żadnego wynagrodzenia), ale sprawiłoby mi to ogromną satysfakcję i miałbym pewność, że wszytko zrobiono tak jak należy. No i oczywiście, byłaby to jakaś forma zadośćuczynienia za popełnione przeze mnie, przed laty - w tej sprawie - błędy.

W dniu wczorajszym odbyłem ostanie już spotkanie (a musiałem przejechać prawie 200 km), aby pewne informacje jeszcze uściślić i pogłębić. Teraz wszystko w ręku Prokuratury i Policji. Mi pozostaje jedynie nadzieja, że tym razem jest to trop właściwy.

I najważniejsze - osoby, które znalazły się w polu mojego zainteresowania (a zwłaszcza jeden, najgłówniejszy) prawie w 100% odpowiadają - o czym już pisałem - portretowi psychologicznemu sprawcy, opracowanemu w połowie 1998 roku, przez naukowców z Instytuty Ekspertyz Sądowych im. prof. J. Shena.

Napisz komentarz (26 Komentarzy)