Z dziewięciu tomów akt procesowych śledztwa liczących 1768 kart (co mniej więcej daje około 3400 stron) wyselekcjonowałem zbiór liczący 1938 stron protokołów przesłuchań świadków, notatek urzędowych, protokołów z przeprowadzonych czynności i eksperymentów, analiz i opinii biegłych, oraz innych dokumentów, które według mojej oceny miały dla śledztwa istotną wartość, albowiem wskazywały na fakty mające lub mogące mieć bezpośredni (a także pośredni) związek z zabójstwem Anny Kembrowskiej i Roberta Odżgi. W sumie dokonałem analizy 356 protokołów przesłuchania świadka, z czego 159 z nich (tworzących w sumie około 330 stron), nie mają według mnie żadnej wartości procesowej, czyli pozbawione są treści istotnych dla głównego celu śledztwa. Ponadto dokładnie przestudiowałem 86 notatek urzędowych sporządzonych przez policjantów, zarówno tych z grupy operacyjnej, jak też i innych funkcjonariuszy z innych jednostek policji. Do tego dochodzi spora grupa materiałów składających się z wspomnianych wyżej analiz, opinii ekspertów medycznych i balistycznych z CLKP KGP, oraz z policji czeskiej, słowackiej i niemieckiej, protokołów oględzin, eksperymentów, dokumentów związanych z procesową korespondencją z wieloma instytucjami i jednostkami policji z terenu kraju. Najistotniejsze, że wszystkie najważniejsze dla mnie dokumenty opisałem i posegregowałem tematycznie, co znakomicie ułatwi mi korzystanie z nich podczas ponownego pisania, a w zasadzie przeredagowania napisanego już tekstu.1

Niestety nie udało mi się zapoznać z częścią dokumentacji zawartej w tomie IX, bo chociaż zgodę prokuratora otrzymałem, to jakimś dziwnym "zrządzeniem losu" tomu tego nie ma w prokuraturze, mimo, że śledztwo przez cały czas pozostaje w umorzeniu, a więc akta w całości powinny znajdować się w jednym miejscu. Domyślam się dlaczego "los tak zrządził" i w sposób trochę zakamuflowany postaram się to przedstawić.

Otóż kiedy doszedłem do wniosku, że istnieje sposób na wgląd do całości, a w zasadzie do tych dokumentów, jakie mnie interesują, wystąpiłem do prokuratury o zgodę na skopiowanie (na zasadzie dostępu do informacji publicznej) wykazów akt, jakie zawsze znajdują się w każdym tomie akt procesowych. I po jakimś czasie wykazy te mogłem sobie w prokuraturze skopiować, w tym, też wykaz z tomu IX. Kiedy jednak udałem się do prokuratury, aby skopiować te dokumenty, które na podstawie wykazów wskazałem, to okazało się, że tomu IX w prokuraturze niema, chociaż jeszcze nie tak dawno (kilkanaście góra dni wcześniej) w prokuraturze się znajdowały, czego dowodem jest kserokopia wykazu akt z tomu IX. Rozumiem, że gdyby były prowadzone czynności śledcze, to tom ten mógłby znajdować się na przykład w wydziale dochodzeniowo-śledczym KWP we Wrocławiu, ale jak wiadomo, śledztwo pozostaje w umorzeniu. Owszem, komórka zwana "Archiwum X", czyli dwu-trzy osobowa grupa z "sekcji zabójstw" wydziału kryminalnego KWP, ponoć w dalszym ciągu sprawą ta się zajmuje, ale ona prowadzi jedynie działania operacyjne, których jakieś pozytywne efekty mogą dopiero spowodować podjecie sprawy z umorzenia. Ale na to się nie zanosi.

Napisałem "ponoć" dlatego, że dzięki wykazowi akt z tomu IX wiem, iż ostatnie czynności zostały wykonane 27 sierpnia 2016 roku2, a z analizy tego wykazu wynika, że policjanci z wspomnianego Archiwum X wykonują całkowicie dla mnie niezrozumiałe czynności procesowe (dla niewtajemniczanych podpowiem, że mogą to być czynności wykonywane na podstawie art.327 § 3 k.p.k.), jak na przykład ponowne przesłuchiwanie rodziców obojga zamordowanych studentów, zabezpieczanie ich biologicznego materiału porównawczego, czy zabezpieczanie jakichś przedmiotów.3 Doprawdy zastanawiam się, czego oni po tych przesłuchaniach i czynnościach się spodziewają, a zwłaszcza w jakim celu pobierają próbki ich śladów biologicznych. Przecież ci ludzie wszystko, co mogli powiedzieć na temat swych dzieci, ich kontaktów, otoczenia, zainteresowań, wykonywanej pracy czy też spraw związanych z uczelnią, wszystko powiedzieli nam w 1997 roku. A przecież nie można podejrzewać, że coś celowo zataili, czegoś przez przypadek nie ujawnili, więc co mogą dodać nowego? O czym sobie mogą przypomnieć ? Ślady biologiczne (DNA) miałyby sens w sytuacji, kiedy policjanci natrafiliby u osób "podejrzewanych" na przedmioty mogące być nośnikami śladów biologicznych ofiar, ale jak wynika z wytworzonych po 2003 roku dokumentów, o czymś takim nie ma mowy.

Prowadzone przeze mnie czynności operacyjne zostały zakończone 15 marca 2003 roku (na polecenie ówczesnego naczelnika wydziału kryminalnego KWP we Wrocławiu, na temat którego nie jestem w stanie napisać żadnego pozytywnego zdania), a z udostępnionych mi akt procesowych wynika, że po tej dacie aż do października 2007 roku w sprawie działo się naprawdę niewiele, a w zasadzie raczej nic się nie działo. Później policjanci z Archiwum X uzyskali pewne informacje o konkretnych osobach i zaczęli je sprawdzać, co jednak skończyło się wynikiem negatywnym. W 2011 roku nawiązali ze mną kontakt (osobisty) i wydawało się, że wspólnie będziemy mogli sprawę ruszyć do przodu. W tym czasie przekazałem im dwie ważne (w mojej ocenie) informacje mogące mieć związek ze sprawcami tego zabójstwa, ale po dosyć krótkim czasie współpraca ta została zerwana. Obecnie, kiedy zapoznałem się z dokumentami procesowymi, ze zdziwieniem stwierdziłem, że nie ma w nich nawet cienia śladu potwierdzającego, że osobą, jaką im wskazałem, chociaż przez chwilę byli faktycznie zainteresowani. A chodziło o osobę, która w tym czasie przebywała w zakładzie karnym (skazana na dożywocie), jako tzw. zabójca wielokrotny. Gdyby się nim zainteresowali, to w aktach śledztwa musiałby być ślad w postaci korespondencji pomiędzy KWP lub Prokuraturą Okręgową, a prokuraturą i sądem, która się tym człowiekiem zajmowała. A nie ma. Dlaczego?

Po za tym w aktach sprawy znajduje się korespondencja z policją czeską, słowacką i niemiecką z której wynika, że podjęto trud ponownej identyfikacji broni, jaka została użyta do zabójstwa studentów. I to był słuszny kierunek działań, albowiem od 1997 roku techniczne (i naukowe) możliwości identyfikacji wzrosły niepomiernie.

Wracam jednak do tego nieszczęsnego tomu IX. Otóż, wydaje mi się, że wiem dlaczego nie ma do niego dostępu. A wiem to dzięki rozmowie, jaką przeprowadziłem z panem prokuratorem przed wejściem na salę rozpraw w Sądzie Okręgowym w Świdnicy, gdzie po raz drugi rozpoczął się proces policjantów oskarżonych o śmiertelne powicie człowieka w Wałbrzychu. Otóż pan prokurator zaapelował do mnie (jako do byłego policjanta kryminalnego), abym w mojej książce bron boże nie ujawnił niczego, co mogłoby utrudnić, bądź zniweczyć trud operacyjny i procesowy policjantów z wrocławskiego Archiwum X, o czym łacno mógłbym się dowiedzieć z analizy akt tomu IX. Nie ma sprawy panie prokuratorze. Ja swoją książkę zamknę na dniu 15 marca 2003 roku, a temu, co się działo później poświecę zapewne tylko kilka ogólnie sformułowanych uwag. Inna sprawa, że to, czym się aktualnie owi policjanci zajmują wynika wprost z tomu VII i VIII, ale i o tym też pisać nie będę, tym bardziej, że "widzę i czuję", iż jest to trop z gruntu fałszywy. Ale nie wykluczam, że w tomie IX mogą znajdować się informacje, jakich z tych tomów poprzednich wywnioskować nie jestem w stanie. Dlatego poczekam cierpliwie jeszcze parę miesięcy i do tomu IX, a być może i X, powrócę. Chyba, że śledztwo zostanie podjęte z umorzenia, bo wówczas już takich możliwości mieć nie będę.

Na zakończenia muszę podzielić się konstatacją następującą: akta procesowe sprawy faktycznie nie wskazują na sprawcę tych zabójstw, ale istnieje nikły ślad, który niestety w 1997 roku umknął naszej uwadze i nie spowodował naszych działań mających na celu dokładne sprawdzenie pewnych osób, które wówczas miały status świadków. Po prostu zabrakło (nie tylko mi) tej "iskry", która wskazałaby nam właściwą drogę. Nie ukrywam, że ten nikły ślad z tamtego okresu ma istotny związek z tym, co kilka dni temu przekazałem do KGP w Warszawie.

Dziś zupełnie inaczej oceniam to, co wówczas robiliśmy i mam nadzieję, że to krytyczne spojrzenie uda mi się przekazać w książce, jaką teraz piszę.

1. Zdanie dopisane 27.06.2017

2. Poprawka naniesiona 27.06.2017

3. Zdanie dopisane 27.06.2017

Napisz komentarz (4 Komentarze)

Stare wygi policyjne z wydziałów operacyjnych i dochodzeniowych wierzą święcie w "starożytną" maksymę, że sprawca zbrodni zawsze znajduje się w pierwszym tomie akt sprawy. I tylko różnego rodzaju okoliczności powodują, że nie jest on w porę dostrzeżony, na co wpływ mogą mieć przeróżne, trudne do przewidzenia sytuacje. Niekiedy bywa to efektem pozornego braku braku związku z danym zdarzeniem, innym razem jakiś niepozorny fakt nie rzuca się na tyle w oczy, że zostaje pominięty i przez wiele lat nikt się nim nie zajmuje, aż przychodzi czas, kiedy nagle coś nakazuje, aby go bardziej szczegółowo sprawdzić. Bywa też, że tenże sprawca z pierwszego tomu nie jest dostrzegany z uwagi na różnego rodzaju ułomności prowadzących sprawę (nie ma ludzi o nich całkowicie wolnych), a nawet bywa i tak, że jest przez kogoś świadomie i celowo ukrywany, aby utrudnić, z różnych, ale z reguły nieuczciwych, powodów dotarcie do sprawcy badanego przestępstwa.

Zdaje mi się, że w sprawie tajemniczej podwójnej zbrodni, której ofiarami padli Anna Kembrowska i Robert Odżga, możemy mieć do czynienia z przypadkiem, kiedy "jakiś niepozorny fakt nie rzuca się na tyle w oczy, że zostaje pominięty i przez wiele lat nikt się nim nie zajmuje, aż przychodzi czas, kiedy nagle coś nakazuje, aby go bardziej szczegółowo sprawdzić."

Mam wrażenie, że właśnie taki, z pozoru bardzo niepozorny, fakt udało mi się dostrzec i przy pomocy kilku osób (z uwagi na ich osobiste bezpieczeństwo, nigdy nie ujawnię ich danych) uzyskać na tyle istotne informacje, że mogę sformułować kolejną (od 1997 roku) wersję osobową, której niestety nie jestem zdolny sam do końca sprawdzić, aby - nie mając do dyspozycji całego aparatu wykrywczego - czegoś nie "skaszanić". Dlatego liczę, że policjanci, którym swą wiedzę jutro (19.06.2017) przekażę, staną na wysokości zadania i do sprawy podejdą nie tylko z całym policyjnym anturażem, ale też i z policyjnym sercem.

Obawiam się jednaki, aby nie przeważyły dzisiejsza taktyka i metodologia stosowana w prowadzonych postępowaniach, która zamyka się w bardzo dziwnym schemacie, polegającym na tym, że z chwilą otrzymania informacji, policjanci walą delikwenta na glebę, a następnie zastanawiają się jak i gdzie szukać dowodów. Natomiast w "moich czasach" potrafiliśmy miesiącami koło figuranta (tak się nazywała w naszym żargonie osoba typowana) chodzić i w operacyjny sposób zbierać powolutku wszystko to, co mogło nas do twardych dowodów doprowadzić. Dopiero wywczas był "skok" i taki ktoś był powalany na glebę. Oczywiście nie zawsze, bo niekiedy wystarczyło go spokojnie zakuć w kajdanki i bez potrzeby wyłamywania mu stawów barkowych, doprowadzić do samochodu i później do komendy.

Mając więc na uwadze moje obawy, w piśmie kierowanym do Komendanta Głównego Policji oferuję gotowość podjęcia współpracy jako konsultant operacyjny, co jest dopuszczalne przez ustawę o Policji. Nie wiem, czy otrzymam taką zgodę (nie chcę żadnego wynagrodzenia), ale sprawiłoby mi to ogromną satysfakcję i miałbym pewność, że wszytko zrobiono tak jak należy. No i oczywiście, byłaby to jakaś forma zadośćuczynienia za popełnione przeze mnie, przed laty - w tej sprawie - błędy.

W dniu wczorajszym odbyłem ostanie już spotkanie (a musiałem przejechać prawie 200 km), aby pewne informacje jeszcze uściślić i pogłębić. Teraz wszystko w ręku Prokuratury i Policji. Mi pozostaje jedynie nadzieja, że tym razem jest to trop właściwy.

I najważniejsze - osoby, które znalazły się w polu mojego zainteresowania (a zwłaszcza jeden, najgłówniejszy) prawie w 100% odpowiadają - o czym już pisałem - portretowi psychologicznemu sprawcy, opracowanemu w połowie 1998 roku, przez naukowców z Instytuty Ekspertyz Sądowych im. prof. J. Shena.

Napisz komentarz (26 Komentarzy)

Chciałbym wszystkim zainteresowanym zbrodnią na Narożniku przekazać, że w poniedziałek wysyłam do Komendanta Głównego Policji, Prokuratury Generalnej i Prokuratury Okręgowej opracowaną przeze mnie informację, dotyczącą domniemanego SPRAWCY zabójstwa Anny Kembrowskiej i Roberta Odżgi, oraz jego domniemanych wspólników.

Informacja opiera się na wiadomościach przekazanych mi przez kilka osób i zwiera w sobie elementy bardzo ją uwiarygadniające, ponieważ wskazana w niej osoba odpowiada prawie w całości opracowanemu przez Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Shena w Krakowie portretowi psychologicznemu sprawcy.

Przyznaję samokrytycznie, że pod koniec  1998 roku, kiedy analiza IES trafiła w moje ręce, trochę ją zlekceważyłem, aczkolwiek podjęliśmy na niespotykaną dotychczas w Polsce akcję typowania sprawców na bazie tego portretu i wskazówek wynikających z analizy. Niestety, z dniem 31 grudnia 1998 roku nasz wydział i nasza komenda wojewódzka przestały istnieć i nikt później (w tym i ja sam) do portretu i przerwanej akcji, już nie powrócił.

Ciekaw jestem, co zrobią - czyli jak wykorzystają - z tym, co im do ręki daję, moi młodsi koledzy z kryminalnego i naprawdę bardzo żałuję, że nie będę mógł brać udział w ich działaniach. Boje się tylko, aby tej informacji >nie skaszanili<, albowiem mając wiedzę, co robili po 2003 roku, uważam moją obawę za wielce uzasadnioną.

Trzymam kciuki za tym, aby udało się im doprowadzić sprawę do końca i bandytów wreszcie dopaść

.

Napisz komentarz (45 Komentarzy)

Po długiej przerwie wywołanej tak wielorakimi przyczynami, powróciłem do przeredagowania kolejnych rozdziałów opowieści o zbrodni pod Narożnikiem z 17 sierpnia 1997 roku. Tak jak wcześniej już wspomniałem, to co teraz zamieszczam, oparte jest przede wszystkim na analizie udostępnionej mi przez Prokuraturę Okręgową w Świdnicy części akt procesowych. Mam z tym pewne kłopoty, ponieważ zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego, jeżeli chodzi o akta postępowania przygotowawczego, to za informację publiczną można uznać jedynie treść jaka znajduje się w konkretnie, bo indywidualnie, oznaczonym dokumencie. Muszę więc wiedzieć kiedy i przez kogo dany dokument został sporządzony i jakiego jest rodzaju (protokół, notatka, opinia, analiza itp.), a wiedziałbym to, gdybym mógł zajrzeć do poszczególnych tomów. A tego mi nie wolno. Na szczęście, na podstawie podstawowych części akt procesowych (protokoły czynności, które sam zarządzałem, postanowienie o wszczęciu i o umorzeniu śledztwa itp.) mogłem w dużym przybliżeniu opisać kolejne dokumenty, które prokuratura mi następnie okazała. I tak krok po korku, aż tego rodzaju możliwości wyczerpały się całkowicie i przy ponownym wnioski otrzymałem odpowiedź negatywną.

Wpadłem więc na pewien pomysł i po przeanalizowaniu odpowiednich przepisów oraz wyroków SN i NSA, utwierdziłem się w przekonaniu, że dokumentami zawierającymi informację publiczną jest także "Przegląd akt", znajdujący się w każdym tomie. Wystąpiłem więc do Prokuratury o udostępnienie mi tego zbioru. |Jeżeli prokurator okręgowy do tego wniosku się przychyli, to będę miał dostęp do całości akt, po tym, jak je wszystkie indywidualnie we wniosku opiszę, czyli wskażę. Oczywiście nie wszystkie dokumenty będą mi potrzebne, a sporą część już posiadam, więc mam nadzieję, że dosyć szybko będę mógł sobie przypomnieć to wszystko, co wtedy się działo i odtworzyć atmosferę tamtych wydarzeń i prowadzonych przez nas działań.

W publikowanym tu obecnie Prologu i Rozdziale I (patrz wpis z 14.12.2016) zamieściłem całkiem nowe firmamenty opisujące pewne wydarzenia na podstawie tego, co w aktach procesowych znalazłem. Również pozostałe rozdziały, oparte na aktach procesowych, będą różniły się w sposób znaczny od tego, co publikowałem poprzednio.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (04. Rozdział  II .....pdf)04. Rozdział II
Napisz komentarz (195 Komentarzy)

Postanowiłem, że zamieszczę na tej stronie tylko część tego, co już napisałem, ale tylko w wersji ostatecznej. Na razie prezentują rozdział I, który w zasadzie żadnym już zmianom nie będzie podlegał, za wyjątkiem niezbędnych zmian korekcyjnych,. ale o tym już nie ją będę decydował.

Decyzja o zaprzestaniu publikacji całości, a nawet tylko większych fragmentów mojej książki powstałą na wskutek zwróconej mi uwagi, że publikując całość lub większość tego, co napisałem, narażam się na wykorzystanie tych tekstów przez osoby trzecie bez mojej zgody, a nawet wiedzy.

Taka możliwość istnieje realnie, a więc sam sobie mógłbym stworzyć zagrożenie, iż ktoś, kto wcześniej podobne treści gdzieś oficjalnie opublikował, mógłby mi zarzucić naruszenie praw autorskich, czyli prawa te po prostu mi ukraść a następnie wskazać na mnie jako na złodzieja.

Fakt wcześniejszego opublikowania na tej stronie poszczególnych rozdziałów w niczym mi nie zagraża, gdyż to co napisałem dotychczas opierałem przede wszystkim na własnej pamięci, a ta okazałą się niesamowicie zawodna. teraz rzecz opisuję na podstawie akt sprawy, dzięki czemu udało mi się pamięć (zresztą i przy pomocy kolegów) znakomicie okiełznać. A więc jeżeli ktoś nawet z tamtych tekstów skorzysta, to napisze nieprawdę.

Zatem proszę o wyrozumiałość i cierpliwość. Zainteresowanym mogę przyrzec, że uczynię wszystko co możliwe, aby książkę wydać do 17 sierpnia 2017 roku i mam wielką nadzieję, że mi się to uda.

Napisz komentarz (35 Komentarzy)

19.09.2016

Przepraszam wszystkich czytelników mojej opowieści o zbrodni dokonanej na szczycie Narożnika, ale kolejny raz dokonałem zmiany w treści zamieszczonych wcześniej rozdziałów. Myślę, że teraz, po ostatecznych poprawkach, udało mi się nie tylko zachować chronologię wydarzeń i przedstawić nowe fakty, ale także oddać klimat tamtych dni. Na pewno nie w sposób dosłowny, ale możliwie najbardziej zbliżony do tamtej rzeczywistości, naszych rozmów i zachowań, a także dokonanych ustaleń. Chciałbym przy okazji wyrazić swą wdzięczność Prokuraturze Okręgowej w Świdnicy, która udostępniła mi część akt procesowych, przez co moja opowieść ma również niejako charakter dokumentalny.

WERSJA POPRAWIONA W OPARCIU O UDOSTĘPNIONE MI PRZEZ PROKURATURĘ OKRĘGOWĄ W ŚWIDNICY MATERIAŁY PROCESOWE

Napisz komentarz (107 Komentarzy)