1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Żyjemy w państwie, w którym absurd stał się racją, a rację postrzega się jako zjawisko całkowicie absurdalne

Janusz „Bartek” Bartkiewicz – maj 2016

Kupiłem jakiś czas temu dwie nowe książki, które czyta się może niezbyt lekko, ale stanowią dla mnie niewyczerpaną kopalnię argumentów do wszelkich dyskusji o tym, co było i co jest. Lubię wiedzieć nie tylko, co mówię, ale lubię także mówić, co wiem i dlatego książki te kupiłem, abym wiedział jeszcze więcej. Dla niecierpliwych wyjaśniam, że chodzi o dwie pozycje autorstwa zbiorowego, czyli Andrzeja Karpińskiego, Stanisława Paradysza, Pawła Soroki i Wiesława Żółtkowskiego: „Jak powstawały i jak upadły zakłady przemysłowe w Polsce” i „Od uprzemysłowienia w PRL do deindustrializacji kraju”. Kiedy się dysponuje odpowiednią dozą ciekawości i cierpliwością poszukiwacza prawdy, można z tych książek wyciągnąć bardzo wiele informacji, o których przeciętny zjadacz polskiego chleba (nawet ten mieniący się politykiem) nie ma bladego pojęcia. Nie są to lektury do poduszki, ale do głowy, jak najbardziej. I mimo, że nigdy nie miałem wątpliwości, co się faktycznie w Polsce stało po 1989 roku, tak teraz brak mych wątpliwości został jeszcze dodatkowo ugruntowany. Szkoda, że nie dożyję czasów, kiedy te dwie pozycje staną się kanonem szkolnych podręczników o historii Polski. Szkoda także, że to, co pozostało z polskiej lewicy, po lektury te nie sięga i nie głosi ich przesłania, niosąc kaganek wiedzy. Również tej historycznej.

* * *

Warto wiedzieć, że rządy prawicy, realizując program niejakiego Balcerowicza (byłego sekretarza POP PZPR na jednej z uczelni czasów PRL) osiągnęły europejski rekord w likwidowaniu własnego, krajowego, przemysłu. Po 1989 roku zlikwidowały 1675 zakładów przemysłowych w Polsce, czyli 33% całego majątku narodowego. Z funkcjonujących w 1988 roku 6200 zakładów zatrudniających ponad 100 osób zlikwidowano 994 istniejących przed 1939 roku i 681 zakładów zbudowanych w czasach PRL. Zatrudnienie w przemyśle, w wyniku jego częśćiowej likwidacji, z 5 200 000 pracowniku spadło do 2 800 000, czyli praktycznie o połowę. Z likwidowanych zakładów tylko 53% z nich wchodziło w skład tzw. przemysłu ciężkiego, a pozostałe 47% były to zakłady przemysłu lekkiego i spożywczego, czyli dotyczące sfery jak najbardziej konsumpcyjnej. Likwidacją objęto najnowocześniejszy przemysł elektroniczny (31 zakładów, w tym Polkolor, Unitra, Radmor, Diora, Elwro), informatyczny (10 zakładów), chemiczny (37 zakładów), czy zbrojeniowy. Zakłady te likwidowano lub sprzedawano w cenie urągającej zdrowemu rozsądkowi i kodeksowi karnemu. Pozostawiono zakłady o przestarzałej strukturze produkcji i takim samym parku maszynowym, z których znaczna część upadła w okresie następnym.

* * *

W tych wszystkich (6200 zakładów) zatrudnieni tam pracownicy mieli zagwarantowane:

- ośmiogodzinny dzień pracy, w tym 100% wynagrodzenie w tzw. nadgodzinach i w nocy, zagwarantowane               Zbiorowymi Układami Pracy i Kodeksem Pracy

- stałe miesięczne wynagrodzenie, w tym premie kwartalne, oraz tzw. trzynaste pensje na koniec roku

- naprawdę tanie (a często darmowe) wczasy w ośrodkach zakładowych Funduszu Wczasów Pracowniczych w całym kraju, oraz w Bułgarii i Węgrzech,

- darmowe ośrodki sanatoryjne finansowane przez budżet państwa

- niesamowicie tanie stołówki zakładowe i takie same przedszkola oraz żłobki,

- tanie lub darmowe kolonie i obozy dla dzieci pracowników

- tanie mieszkania zakładowe, budowane i utrzymywane przez zakłady pracy

- zakładowe świetlice, kluby oraz biblioteki

- darmowe przyzakładowe szkoły zawodowe przyuczające do określonego zawodu i dające gwarancję zatrudnienia

- darmowa opieka medyczna w przyzakładowych przychodniach zdrowia.

* * *

Poza tym wiele innych przywilejów i udogodnień, których dziś już nie pamiętam. Jednakże w czerwcu 1989 roku, głosujący w wyborach parlamentarnych postawili na „Solidarność”, która w następstwie to wszystko im odebrała.1 I chyba tylko z braku świadomości pamięć o PRL jest ciągle opluwana, a na piedestały stawiana jest III RP, w której – wg danych GUS z 2014/15 roku – 2 800 000 Polaków żyje w skrajnej biedzie, a ponad 6 200 000 poniżej progu ubóstwa.

1. W wyborach parlamentarnych w 1989 roku glosowało nieco ponad 60% uprawnionych do głosowania, co oznacza, że prawie 10 milionów ludzi do urn wyborczych nie poszło.