17 sierpnia o godzinie 11.00 na szczycie Narożnika, pod pamiątkową tablicą ufundowaną w 1997 roku przez władze ówczesnej Akademii Rolniczej (dziś Uniwersytet Przyrodniczy), odbyła się smutna uroczystość, zorganizowana przez władze tej uczelni, poświęcona pamięci zamordowanych w tym miejscu, 20 lat temu, Anny Kembrowskiej i Roberta Odżgi, studentów tej uczelni.

Na ten symboliczny "Marsz Pamięci" przybyli wraz z grupą ówczesnych studentów, koleżanek Anny i Roberta,  rektor Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, Tadeusz Trziszka, prorektor Józef Sowiński, dziekan kształtowania środowiska Bernard Kątny, dziekan wydziału przyrodniczo-technologicznego Katarzyna Szopka i Edyta Łuczycka. Obecni byli też przedstawiciele dyrekcji Parku Narodowego i jego pracownicy. Po wygłoszonych przez uczestników marszu wspomnieniach o Annie i Robercie, dziekan Katarzyna szopka odczytała list prof. Koteckiego, ówczesnego dziekana wydziału ochrony środowiska, który w tym miejscu 20 lat temu żegnał Anne i Roberta i z inicjatywy którego ufundowano tablicę.

Byłem obecny na tej uroczystości, uwieczniając ją kilkoma fotografiami i nagraniem jej fragmentów, którymi chciałbym pamięć o Annie i Robercie szczególnie podkreślić. Wyrażam też nadzieję, że uda się wreszcie ustalić, kto i dlaczego ich zamordował, bo aczkolwiek nie udało mi się tego (wraz z moimi kolegami) uczynić, to zrobię wszystko, aby współczesnym policjantom w tej sprawie pomóc, na tyle, na ile będzie to możliwe.

17 SIERPIEŃ 2017 - MARSZ PAMIĘCI - nagranie video.

 

Napisz komentarz (3 Komentarze)

1 sierpnia oglądałem w TVN 24 program Justyny Pochanke, w którym udział wzięło trzech warszawskich powstańców, w tym jedna powstańczyni (cóż za okropne słowo w III RP feministki wymyśliły). Jeden z nich był profesorem, drugi lekarzem, a pani powstańczyni była emerytowaną nauczycielką. Ludzie ci po zakończeniu wojny nie poszli do lasu, ale zgodnie z rozkazem ostatniego komendanta AK, podjęli trud odbudowy Polski. Pani nauczyła historii, panowie pokończyli studia, habilitowani się i to wszystko miało miejsce w Polsce Ludowej. Jak więc mam te ich życiorysy odnieść do głoszonej przez prawicę tezy, że prawdziwi polscy patrioci podjęli z sowieckim okupantem walkę zbrojną, a ci, którzy tego nie czynili, to zwykli kolaboranci. To jedno.

Historia tych ludzi zadaje też kłam kolejnej tezie, że po II wojnie żołnierze AK, a już zwłaszcza powstańcy z Warszawy, byli przez komunę gnębieni i okrutnie terroryzowali oraz poniżani na wszelkie sposoby. Jeden z tych powstańców opowiadał, że na początku lat 50-tych dostał skierowanie do Wojska Polskiego, ale jakiś burak bezpieki lub informacji zablokował mi możliwość służby w tym wojsku - w charakterze lekarza - uzasadniając to złośliwym stwierdzeniem, że zapewne nie chciało mu się do AL tylko do AK. Odpowiedział mu wtedy, że jak wstępował do konspiracji w 1941 (Związek walki Zbrojnej), to Armia Ludowa jeszcze nie istniała. I za te słowa włos mu z głowy nie spadł, chociaż dziś się opowiada przerażające historie o losie tych powstańców. Tysiące żołnierzy AK, w tym setki powstańców warszawskich walczyło później z Niemcami w szeregach II Armii Wojska POlskiego, która swój szlak bojowy zakończyła pod Budziszynem.

Jeden z tych powstańców (profesor) bardzo emocjonalnie zaprotestował przeciw twierdzeniu, że PiS przejęło Polskę w ruinie, zaczął opowiadać o tym, jak dziś Warszawa jest piękna, a jest tak, bo została odbudowana ze straszliwych ruin i on sam brał udział w jej odbudowie. Można się jedynie było domyśleć, że mówił o odbudowie prowadzonej w latach istnienia PRL. Bo to wtedy miasto się z ruin podniosło i to dzięki tzw. dekretowi Bieruta. O czym dziś coraz mniej ludzi wie lub chce pamiętać.

A tak przy okazji powstania to chciałbym zwrócić uwagę, że autorów stanu wojennego, który uratował Polskę przed niechybną agresją ze strony Związku Radzieckiego, postawiono przed sądem jako zwykłych pospolitych kryminalistów. A autorów Powstania Warszawskiego, którzy wydali na męczeńską śmierć 200 tys. warszawiaków, w tym 33 tys. dzieci, czci się dzisiaj jako bohaterów. Jeden wielki chichot Historii.

* * *

Wszędzie podkreśla się że pierwszego sierpnia mieszkańcy Warszawy, władze państwa, a także mieszkańcy innych miast w Polsce, oddali hołd bohaterom. W Warszawie było to pod pomnikiem Powstańców Warszawy i na kopcu Powstania Warszawskiego a więc hołd oddawano bohaterom z Armii Krajowej. Według mnie jest to policzek w twarz tym, którzy nie walczyli z bronią w ręku, ale cierpieli i ginęli dlatego, że jakiś kretyn podjął decyzję o wybuchu w sytuacji kiedy powstanie nie miało żadnych szanse na powodzenie. Jestem głęboko przeciwny obchodzeniu tej rocznicy w takiej formułę, bo powinna ona być obchodzona pod hasłem Pamięci Ofiar Powstania Warszawskiego.

 

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

   Ponoć w pisiarni robi się gorąco, bo niektórym zaczynają puszczać nerwy z uwagi na rzekomą samowolkę Andrzeja Dudy. Widać, że niezbyt dobrze znają swego wodza, ponieważ nie odczytują sygnałów, jakie swym zachowaniem wysyła. Byc może wysyła je do bardziej kumatych, chcąc, aby pisiarskie masy tumult czyniły, bo im bardziej tupią i pokrzykują, tym bardziej Dudzie u niepisiorów poparcie wzrasta. A o to przecież chodziło, aby jego postać zbuntowanemu suwerenowi ocieplić. Gdyby nie to, protest spacerowiczów i ubeckich wdów mógłby się zamienić w zamieszki, co mogłoby władze narodowych socjalistów (bo PiS taką właśnie dla mnie jest partią) pogonić het poprzez doprowadzenie do nowych wyborów parlamentarnych. A do tych prezes jeszcze nie jest gotowy. Nie jest też całkiem gotowy do wyborów samorządowych i dlatego prezydent Duda otrzymał zadanie, że ma szybko niby własny projekt przedstawić, aby już bezpiecznie – czyli przed zakusami UE – przez sejm, senat i ewentualnie przez biuro zwane Trybunałem Konstytucyjnym, przeprowadzić.

Ponoć W Komisji Europejskiej znaleźli klucz na problemy z poparciem prezesa Jarosława ze strony Orbana z Węgier. Głos Orbana będzie się liczył, kiedy dojdzie do głosowanie w sprawie sankcji dla Polski. Jeżeli Orban będzie się stawił i chciałby być dla prezesa tarczą, to KE wytoczy działa równocześnie wobec Polski i Węgier, a wtedy Węgry z głosowania zostaną wyłączone, bo i one mają mocno za pazurami jeżeli chodzi o naruszanie norm demokratycznych UE. I rozwieje się złoty sen Jarosława, że mu UE może na kant warkocza wskoczyć.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (A. DB 2010 nr 28 27.07.2017.png)DB 2010 nr 28 z 20.07.2017
Napisz komentarz (2 Komentarze)

  Zaczynają dziać się w kraju straszne rzeczy. Polak przeciw Polakowi staje jako zatwardziały wróg i już niewiele brakuje, aby się krew bratnia polała. A wszystko to, za przyczyną jednego człowieka, którego chora nienawiść do tych, których uznał za morderców swego brata, zaszczepiła się w umysłach ludu prostego, zwanego przez onego nienawistnika, suwerenem. Ludzie niskiego wzrostu (drzewiej starożytni Polacy mawiali, że wzrostu NIKCZEMNEGO) wielokrotnie - jak uczy nas Historia (oczywiście nie wszystkich) podpalali świat, czego efektem były śmierć tysięcy (milionów) i pobojowiska. Nie wierzycie? To posłuchajcie: Napoleon - 169 cm, Lenin 164 cm, Stalin - 162 cm, Hitler - 165 cm, Goebbels - 167 cm, Mussolini - 160 cm. A panujący w IV RP Jarosław Kaczyński liczy sobie całe 167 cm, czyli dokładnie tyle ile liczył Joseph Goebbels.

A jeżeli jestem już przy ministrze propagandy III Rzeszy Niemieckiej, to warto przypomnieć jego słowa skierowane 24 lipca 1934 roku do niemieckich sędziów. Są one bardzo znamienne, a w odniesieniu do tego, co się w Polsce pod rządami prezesa Jarosława dzieje, niesamowicie groźne:

"Silne państwo musi mieć możliwość usuwania ze stanowisk nienadających się urzędników. Koncepcja nieusuwalności sędziów zrodziła się w obecnym świecie intelektualistów, w świecie wrogim narodowi niemieckiemu."

Prawda, że brzmi to bardzo znajomo, zwłaszcza w kontekście słów Kornela Morawieckiego, mówiącego o tym, że prawo narodu jest ważniejsze niż prawo stanowione. Brzmi to bardzo znajomo w kontekście licznych wystąpień ludzi prezesa, bajdurzących o sędziowskiej kaście, który krzywdzi suwerena, przez co trzeba ją zastąpić nową kastą, czyli antyinteligencką kastą pisowskich niedouków i posłusznych janczarów.

Smutną prawdą jest niestety fakt, że w Polsce zarówno znajomość prawa, jak i jego poszanowanie, są nikłe. Znacznej części naszego społeczeństwa są obce również reguły demokracji, wolności obywatelskich i cywilizowanych swobód. Dlatego z taką łatwością mógł prezes przeprowadzić zniszczenie podstawowego filaru ochrony Konstytucji jakim winien być Trybunał Konstytucyjny, a obecnie przypuścić atak na podstawową regułę demokratycznego ustroju, czyli zasadę trójpodziału władzy. Na szczęście pojawiają się symptomy, że również znaczna część społeczeństwa budzi się z letargu. I niech ich sen skończy się jak najszybciej.

Światem rządzi suma przypadków, na co słusznie zwrócił uwagę, na przykład Tomasz Jastrun, konstatując:

" Gdyby nie błąd pilota, Lech Kaczyński przegrałby wybory prezydenckie, a PiS nie wygrałby wyborów parlamentarnych. Tak zagapienie się jednego człowieka sprowadziło na Polskę narodowe nieszczęście. Wpływ przypadku na historię zdaje się (być) niedoceniony."

Zastanawiam się ilu ludzi skrycie modli się o jakiś kolejny przypadek, który odwróciłby bieg historii i sprawdził na Polskę czas spokoju, a przede wszystkim nieodwracalnie ugruntował zasadę, że wygranie wyborów parlamentarnych nie oznacza jednocześnie zgody na nieuprawnione wywracanie systemu państwa i woluntarystyczne antykonstytucyjne rządy.

CHROŃMY NASZE PODSTAWOWE PRAWA, NIECH WRESZCIE ZAPANUJE SPOKÓJ.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (Niech nastanie spokój.png)DB 2010 nr 27 z 20.07.2017
Napisz komentarz (1 Komentarz)

Chyba nic na mnie tak nie działa, nic tak mnie nie denerwuje, jak ludzka głupota. Na dodatek poparta jeszcze megalomanią. Z natury jestem raczej pobłażliwy i wydaje mi się, że nawet zdolny głupotę zrozumieć. Ale na głupotę megalomańską reaguję raczej jak byk na czerwona płachtę, bo nie mogę się do niej jakoś przyzwyczaić, chociaż mam z tym coraz częściej do czynienia. Co rusz, to się na jakiegoś megalomańskiego głupa nadzieję, jakiś beznadziejny dureń musi się, co jakiś czas, w moim otoczeniu pojawić. I to nie koniecznie w tak zwanym realu, ale również w rzeczywistości wirtualnej, czyli w Internecie. I mówiąc prawdę, to w tym Internecie od głupków wszelkiej maści, z przewagą megalomańskich, aż się roi. No cóż, takie jest życie i mi nie zostaje nic innego, jak tylko przywołać znane powiedzenie Stefan Kisielewskiego, czyli "Kisiela", że nie warto z głupotą polemizować, bo taka polemika nadmiernie głupotę nobilituje.

* * *

Sprawa numeru "na policjanta", jaki chcieli mi wykręcić panowie przestępcy w dalszym ciągu interesuje niektóre media. Ostatnio o rozmowę na ten temat poprosił mnie red. Artur Strzałkowski, w efekcie czego w dzisiejszym wydaniu "Panoramy wałbrzyskiej" (zał. nr 2) można przeczytać krótki artykuł na ten temat. Pomijam drobną pomyłkę, jakiej dopuścił się autor, albowiem żadnej zasadzki nie przygotowałem, jedynie chciałem jej przygotowanie i przeprowadzenie umożliwić wałbrzyskim policjantom, co akurat nie wyszło z przyczyny zawinionej zarówno przeze mnie (nie wyłączyłem w telefonie komórkowym trybu głośnego mówienia), jak i dyżurnego KMP, który mimo mojej sugestii, aby tylko słuchał, nagle poinformował mnie, że wysyła ekipę. Pan przestępca to usłyszał i ... po ptokach.

* * *

W felietonie "Megalomania czy głupota" zamieszczonym w numerze DB 2010 z 13 lipca br. (zał. nr 1) dokładnie wyjaśniam pani rzecznik prasowej wałbrzyskiej komendy, jaka jest różnica pomiędzy rejestracją kryminalną a rejestracją statystyczną, oraz to, że kuglowanie danymi statystycznymi jest przestępstwem. Jednakowoż owa rzeczniczka, nie jest w stanie tego co piszę zrozumieć i w dalszym ciągu bzdury publicznie opowiada, co w dzisiejszym numerze tygodnika "Panorama wałbrzyska" zamieścił red. Artur Strzałkowski. Bzdury te (w tekście) podkreśliłem dlatego, aby bardziej rzucały się w oczy. Każdy kto przeczyta mój felieton z DB 2010, a nie ma problemu z umiejętnością czytania ze zrozumieniem, łacno pojmie dlaczego takich umiejętności owa rzecznika nie posiada. Chyba, że zachodzi inna okoliczność, o której wspominam na początku tego tekstu.

* * *

Po długim zastanawianiu się, doszedłem do wniosku, że jednak złożę zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa "oszustwa statystycznego", a kopie tego zawiadomienia prześlę do Komendanta Głównego Policji. Nie ukrywam, że inspiracją do złożenia tego zawiadomienia była przywołana wyżej wypowiedź pani rzeczniczki, udzielona redakcji tygodnika "Panorama wałbrzyska".

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

W czasach kiedy u steru III RP zawiadywali politycy Platformy Obywatelskiej, czyli bracia krwi drużyny Jarosława Wielkiego, wielokrotnie pisałem, że praktycznie nie ma takiej dziedziny życia społecznego, gospodarczego i politycznego, gdzie po naciśnięciu nie zaczynał wypływać - przepraszam za słownictwo - zwykły gnój. Zdawało mi się, że gorzej już być nie może, ale czas pokazał, że mam po prostu słabą wyobraźnię, albowiem nie byłem w stanie wyobrazić sobie tego, co z Polską, z polskim społeczeństwem wyczyniać mogą współcześni polscy hunwejbini. Coraz trudniej jest to wszystko ogarnąć, więc ograniczę się do stwierdzenia (Ameryki zresztą nie odkrywam), że Polska, jako państwo młodej demokracji, jest totalnie dewastowana i wszystko wskazuje na to, że powoli zmierzamy w stronę rozwiązań, jakie w naszym kraju rozpanoszyły się w latach 1947-1954. Czysty bolszewizm w wydaniu Prawdziwych Patriotów i Jeszcze Bardziej Prawdziwych Polaków. Przykładów tego stanu rzeczy jest multum, ale ja ograniczę się jedynie do jednego, a mianowicie, że Jarosław Plskęzbaw, rękami Ziobro, za wszelką cenę  chce wprowadzić model - rodem z przełomu lat 40 i 50-tych - kiedy sądy były przedłużeniem władzy państwowej. Ale nie ma to absolutnie nic wspólnego z demokracją, którą PiS powoli ale skutecznie rozmontowuje.

Oczywiście lud prosty, a ciemny, czyli suweren, ma to w dupie, bo jemu wystarczy, aby micha była w miarę pełna, więc nawet się nie stara dociekać, o co w tym wszystkim chodzi. Dopiero po jakimś czasie, kiedy pojedynczy suweren, czyli przysłowiowy Kowalski, stanie bezradny przed murem i na dodatek z ręką w nocniku, bo państwo będzie mogło robić z nim wszystko, co mu się tylko zechce, zacznie biadolić i rozglądać się na boki za kimś, kto zechce się za nim ująć. A wtedy ... i tu odwołam się do Martina Niemöllera, który w niemieckim obozie koncentracyjnym w Dachau (w 1942 r.) napisał:

Kiedy przyszli po Żydów, nie protestowałem. Nie byłem przecież Żydem.
Kiedy przyszli po komunistów, nie protestowałem. Nie byłem przecież komunistą.
Kiedy przyszli po socjaldemokratów, nie protestowałem.
  Nie byłem przecież socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem. Nie byłem przecież związkowcem.
Kiedy przyszli po mnie, nikt nie protestował. Nikogo już nie było.

Słowa te coraz częściej przychodzą mi na myśl od czasu, kiedy zaangażowałem się w akcję pomocy dla byłych funkcjonariuszy Policji - zacząłem nazywać ich FUNKCJONARIUSZAMI WYKLĘTYMI - których IV RP zbójeckim prawem i w zbójecki sposób zaczyna grabić z wypracowanych przez nich, dzięki ciężkiej dla państwa służbie, z ich słusznie nabytych emerytur i rent. To właśnie oni, policjanci ze stażem w Służbie Bezpieczeństwa z czasów PRL, poszli na pierwszy ogień i społeczeństwo niezbyt się tym przejmuje, bo przecież społeczeństwo owymi "wyklętymi" nie jest. Następni w kolejce czekają wojskowi, a ustawa przeciw nim szykowana jest - wg wszelkich sygnałów na niebie i ziemi - jeszcze bardziej represyjna niż ta dotycząca funkcjonariuszy wyklętych. Później pójdą następni, kolejnymi falami zgarniającymi, etap po etapie, wszystkich tych, którzy w czasach PRL nie tylko państwu temu służyli, ale też i pracowali (w każdej dziedzinie) ponieważ swą uczciwą pracą, państwu temu służyli. A wszyscy ci, którzy w PRL żyli uczciwie i zgodnie z obowiązującym prawem, to według dzisiejszych polskich hunwejbinów tylko kolaboranci sowieckiego okupanta, smagającego kolczatym kańczugiem, przez ponad pół wieku, zniewolonych Prawdziwie Prawdziwych Patriotów i Polaków. Tak więc po za tymi bolszewickimi represjami pozostanie, i spać spokojnie będzie, tylko przysłowiowa kurwa i złodziej. I zaręczam, że nie ten złodziej, o którym jeden z czołowych hunwejbinów, wraz Słońcem Polskich Prawdziwych Patriotów i Polaków, wykrzykiwał na wiecu w Warszawie. Wszystko wskazuje na to, że nasz kraj coraz bardziej ogarnia jakaś zaraźliwa schizofrenia paranoidalna.

Warto może się więc obudzić i nie czekać, aż o szóstej rano przyjdą i zaczną pięściami w drzwi łomotać.Wszystko to, co napisałem,tylko pozornie nie ma większego związku z treścią mojego felietonu z DB 2010 zamieszczonego w załączniku.

PS. Polecam też szczególnie tekst Jana Kołodziejczyka na str. 4 - WARTO PRZECZYTAĆ.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-24-346-z-29.06.2017-r.pdf)DB 2010 z 29.06.2017 str.6
Napisz komentarz (2 Komentarze)