Jakoś tak się porobiło, że na łamach DB2010 od pewnego czasu muszę kruszyć kopie z red. Andrzejem Basińskim, z którym jako żywo, nigdy w szranki stawać nie chciałem. Nie miałem jednak wyboru i jako człowiek z pewnymi zasadami (czytaj: honoru) rzuconą rękawicę za każdym razem muszę podejmować, konia kulbaczyć, kopię ostrzyc i na turniej ruszać. Najśmieszniejsze dla mnie jest to, że (tak zakładam, znając Pana Andrzeja z jego licznych publikacji) moje poglądy polityczne praktycznie niczym się od jego spojrzenia na świat nie różnią. Różnimy się w zasadzie tylko w jednym.

Otóż Pan Andrzej, jak kogoś nie lubi, to nie lubi nawet tego dobrego, co ten ktoś – zdarza się – uczyni, a już najbardziej nie lubi – nawet pomyśleć – że ten ktoś, kogo niem lubi, może być w rzeczywistości niegłupim człowiekiem. Dla Pana Andrzejka nie istnieją takie pary pojęciowe, jak: głupi, ale uczciwy, albo, mądry ale szachraj. Jak ktoś jest zawistny, małostkowy, zadufany w sobie, ksenofobiczny, to z miejsca musi być po prostu durniem. A jak nie durniem, to zapewne, nie może być inteligentnym człowiekiem.

Wygląda na to, że na prawicy, a zwłaszcza tej bardziej na prawo, albo całkiem skrajnej, ludzi inteligentnych lub nawet genialnych (w sensie nadzwyczajnej inteligencji) po prostu nie ma. I nie chodzi mi tylko oczywiście o nasze polskie podwórko. A całą historia ludzkości mówi wprost coś przeciwnego. Znam (oczywiście nie osobiście) genialnych morderców i prymitywnych (tych już osobiście też) inteligentów z dyplomem wyższej uczelni, a niekiedy z naukowym tytułem.

Bo świat nie jest zero jedynkowy Panie Andrzeju.

W dzisiejszym numerze DB2010, Pan Andrzej, zamiast chociażby w jednym zdaniu odnieść się do mojej argumentacji (DB2010 z 14.01.2016), po prostu się na mnie obraża pisząc, że ponoć zasugerowałem mu jakieś jego niedostatki inteligencji oraz niezrozumienia moich intencji.

Co do niezrozumienia wspomnianych intencji zgoda, ale konia z rządem temu, kto wskaże mi – gdziekolwiek – iż sugerowałem panu Andrzejowi jakiekolwiek braki inteligencji.

To już zaczyna być mało sympatyczne, więc nie chcąc sprawy zadrażniać, pominę ten przykry dla mnie fakt i na łamach DB 2010 nie bee komentował. Może tylko zwrócę uwagę, że nigdy też, na łamach DB2010 nie zdarzyło mi się komentować tekstów pana Andrzeja, a to co pisałem, było jedynie odpowiedzią na jego teksty dotyczące mojej osoby.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

W załączniku do tego tekstu (DB2010 z 17.12.2015, str. 9) znajduje się mój felieton pt. Refleksji kilka na koniec roku, w którym zamieszczam kilka własnych przemyśleń na temat najbardziej aktualnych wydarzeń na polskiej scenie politycznej. A ponieważ chodzi o wydarzenie najbardziej aktualne, to wiadomo, że odnosi się on do wojny pomiędzy PiS a opozycja (nie tylko) parlamentarną.

Mój problem z PiS polega na tym, że program ich, w zakresie spraw gospodarczych i społecznych, naprawdę w znacznej części jest mi bardzo bliski, a więc zgadzam się z nim z niewielkimi tylko zastrzeżeniami. Natomiast absolutnie nie mogę zgodzić się z proponowanym, a faktycznie już przyjętym i wdrażanym metodą walca drogowego, sposobem realizacji tego programu. Mówić w skrócie, ale obrazowo, nie mogę zaakceptować zasady, że cel uświęca środki, bo najnowsza historia świata pokazuje nam, jak zbrodnicze efekty zasada ta przynosiła. I niesamowicie dziwię się prezesowi Kaczyńskiemu, że zdecydował się na tak najgorszą metodę polegającą na tym, że nie zważając na wszelakie koszty (w tym społeczne) burzy wszystko, co wspólnie, siłami wszystkich ugrupowań politycznych będących w III RP przy władzy, zostało zbudowane. Zastanawiam się, czy aż tak zaufał swojej zdolności przewidywania, iż nie chce dostrzegać rosnącego już – ledwie miesiąc od przejęcia władzy - niezadowolenia, które być może bardzo szybko przerodzi się w protest a nawet bunt.

A może on to przewidział i dlatego tak mocno prze do przodu, aby rozmontować wszelkie bezpieczniki zbudowane dla demokracji i tak mocno uchwycić lejce, że przez następne kadencje lat nikt mu już ich nie wyrwie. Jeżeli tak jest, to musi mieć z tyłu głowy historię powstania i upadku Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej i PZPR, której wydawało się, iż nikt władzy im przez dziesięciolecia nie odbierze.

Szkoda by było, gdyby Jarosław Kaczyński nie był w staniem swego programu gospodarczego zrealizować w pełnym kształcie. Oczywiście, każdy musi zdawać sobie z tego sprawę, że program ten może okazać się najzwyklejsza kiełbasą wyborczą i to najpośledniejszego sortu. I zdaje się, że na to się zanosi. A szkoda …

Czytaj więcej...

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Zwrócił się jakiś czas temu do mnie pewien zdesperowany młody człowiek, a konkretnie były funkcjonariusz Policji, który swą karierę w policyjnym mundurze zakończył już po 17 miesiącach i to nie dlatego, że mu się służba przestała podobać. Z Policji został dyscyplinarnie zwolniony, jako osoba skazana za przestępstwo złożenia fałszywych zeznań.

Tak, złożył takie zeznania, ale ja go za to nie potępiam, ponieważ zrozumiałem wszystkie okoliczności jego postępku, które poznałem nie tylko z jego relacji, ale także relacji innej osoby (ojca pokrzywdzonego), a także na podstawie materiałowi procesowych, jakie mi doręczył. I z tego wszystkiego wyłania się obraz młodego stażem policjanta, który stał się kozłem ofiarnym totalnej indolencji jego przełożonych, wynikającej z niezrozumiałej dla mnie potrzeby krycia funkcjonariuszy, których ja nazywam brutalnie bandytami w mundurach. Przez co zresztą zebrało mi się od moich kolegów emerytów policyjnych, jak i tych, którzy jeszcze w Policji służą.

Gdyby przełożeni (kilku zresztą szczebli) zareagowali na to, co tenże policjant chciał im zrelacjonować, to z policyjnych szeregów wyleciałby jeden bandzior i na tym by się skończyło. Ale panowie przełożeni (w tym komendant komendy powiatowej i jego zastępca) nie chcieli się zainteresować tym, co miał im do przekazania, a niektórzy z nich, po cichu oczywiście, doradzili mu, aby siedział cicho i "sprawy nie robił", bo jest w służbie przygotowawczej i może mieć z tego tytułu kłopoty, łącznie z dyscyplinarką – właśnie z uwagi na ową służbę przygotowawczą.

Rzecz miała się następująco.

Do służby na obrzeżach miasta wystawiono dwuosobowy patrol, w którym był jeden stary wyjadacz i jeden świeżak” w okresie służby przygotowawczej. Ten „stary” do jednostki tej trafił z innej komendy, gzie zaczął mu się palić grunt pod nogami, albowiem miał tę przypadłość, że lubił często - jak mawiał – szczerze komuś przy ….lić, czasem kogoś oszukać, albo nawet zaszantażować. I mimo, że te jego kłopoty były powszechnie znane, że inni policjanci zgłaszali, iż nie chcą z nim „chodzić w patrole”, to mimo tego wszystkiego, komendant powiatowy przyjął go z otwartymi ramionami, nie widząc żadnej potrzeby, aby w jego sprawie wszcząć jakieś postępowania dyscyplinarne, lub zawiadomić Biuro Spraw Wewnętrznych. Nic z tych rzeczy, a więc klasyczny przykład niedopełnienia obowiązku służbowego.

Poszedł więc na ten patrol młody chłopak i się doczekał, bo jego kolega w trakcie interwencji (bardzo wątpliwej od strony formalnych podstaw) spuścił lanie dwóm chłopakom, z tym, że miał pecha, bo jeden z nich był synem emerytowanego gliniarza z wydziału kryminalnego. Zaraz po przyjściu do komendy „młody” o wszystkim zameldował oficerowi dyżurnemu, a ten kazał mu być cicho. Zgłosił więc problem swojemu naczelnikowi (prewencja), lecz i ten postąpił tak samo, mówiąc, że nic się nie stało i nie takie sprawy trzeba było kryć. Poszedł więc do szefowej związków zawodowych, ale ta stwierdziła, że temu pobitemu należało się, bo jego tatuś, jak jeszcze pracował, to się szarogęsił. Wszyscy po cichu radzili mu, aby milczał, bo jak napisze notatkę, to może mieć kłopoty, iż będąc świadkiem zdarzenia nie zareagował i pozwolił pobić legitymowanych.

Młody nie miał doświadczenia i nie wiedział, że to tylko taka ściema, aby kryć wybryki bandziora, więc wystraszył się tej ewentualnej dyscyplinarki i milczał. Nie milczał jednak emerytowany policjant i był na tyle skuteczny, że sprawa wylądowała w sądzie. Bandzior został skazany i wyleciał z policji, ale przy okazji zarzucono „młodemu” składanie fałszywych zeznań, ponieważ zgodnie oczekiwaniami swych starszych kolegów twierdził, że nic nie widział. Twierdził tak przede wszystkim dlatego, iż bał się konsekwencji dyscyplinarny – co wcześniej mu zapowiedziano – wiążących się z wydaleniem ze służby. Natomiast starsi "koledzy" wszystkiego się wyparli i nie ma się czemu dziwować, że młody został skazany.

Teraz pomagam mu powalczyć dalej i uzyskać poparcie RPO w sprawie kasacji wyroku, bo i w tym przypadku został przez sąd oszukany, ponieważ powiedziano mu, iż kasacja mu nie przysługuje. Otóż znalazłem podstawy do kasacji i teraz rzecz w tym, aby RPO zechciał pomóc. Jakaś szansa na to jest i „młody” nie może z niej nie skorzystać.

Dlaczego o tym pisze w tym miejscu? Ano dlatego, że w felietonie w DB2010 z 10.12.2015 (załącznik) piszę o planach wylania ze służby wielu dobrych fachowców tylko dlatego, że mieli pecha i do służby przystąpili jeszcze w czasach PRL. A moim zdaniem winno się wylać na zbity pysk wszystkich tych przełożonych, którzy tolerują takich bandytów i niedopełniając obowiązków służbowych sami dopuszczają się przestępstwa. To oni powinni z szeregów Policji być wyrzuceni, ponieważ to oni ponoszą winę za te wszystkie haniebne postępki w wykonaniu bandytów. ICH PODWŁADNYCH.

I niech nie będzie zaskoczeniem, że przełożonym „młodego” było jeden z tych komendantów, na którego 30 listopada 2015 roku, w Prokuraturze Rejonowej w Wałbrzychu, złożyłem zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa niedopełnienia obowiązków służbowych. W innej oczywiście sprawie.

Napisz komentarz (4 Komentarze)

Doprowadzony do szewskiej pasji przez rażący protekcjonalizm naszych organów ścigania i (b. często niestety) wymiaru sprawiedliwości, złożyłem wreszcie w prokuraturze rejonowej w Wałbrzychu – z czym się nosiłem od dawna – zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z art. 231 k.k. - czyli przekroczenie uprawnień i NIEDOPEŁNIENIE obowiązków służbowych przez funkcjonariuszy publicznych. O fakcie tym powiadomiłem ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Błaszczaka, a kopie tego pisma wysłałem do Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego oraz posła Stanisława Piotrowicza,przewodniczącego sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka.

Oto fragment tegoż pisma:

(…) Ponieważ wysocy stopniem i funkcją funkcjonariusze Policji nie spełnili prawnego i służbowego obowiązku, zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez (...) złożyłem w Prokuraturze Rejonowej w Wałbrzychu osobiście. Jednakże wszczęte śledztwo zostało umorzone z powodu braku dostatecznych dowodów na popełnienie czynu zabronionego. Po zaskarżeniu postanowienia Prokuratury Rejonowej w Dzierżoniowie, Sąd Rejonowy w Wałbrzychu utrzymał w mocy to postanowienie, uznając, że „fakt, iż (...) został ukarany dyscyplinarnie za naruszenie dyscypliny służbowej, absolutnie nie oznacza, że zachowanie będące przewinieniem dyscyplinarnym stanowi występek z art. 231§ 1 k.k.

Powyższe wskazuje na to, że albo sąd nie potrafi sensownie odczytać treści art. 132 ust. 3 pkt 3 ustawy o Policji, albo artykułu tego nigdy nie widział na oczy. Aby to dokładniej unaocznić, pozwolę sobie przytoczyć treść przywołanego przepisu:

Art. 132. 3. Naruszeniem dyscypliny służbowej jest w szczególności:

3) niedopełnienie obowiązków służbowych albo przekroczenie uprawnień określonych w przepisach prawa,

A przepisy prawa zawarte w kodeksie karnym w art. 231 § 1 stanowią:Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Jestem całkowicie przekonany, że gdyby któryś z wymienionych komendantów Policji powiadomił w trybie procesowym Prokuraturę, albo spowodował, że powiadomienie takie zostało złożone przez Biuro Spraw Wewnętrznych KGP, to podejście Prokuratury do zgłoszonego zawiadomienia, byłoby bardziej poważne i nie zdobyłaby się na tak kuriozalne uzasadnienie umorzenia śledztwa, jak – de facto – stwierdzenie, że popełnienie czynu zabronionego ustawą przestępstwem nie jest, a wewnętrzne ustalenia Policji stwierdzające, że funkcjonariusz z (...) Policji w Wałbrzychu dopuścił się przewinienia dyscyplinarnego przez to,że popełnił czyn zabroniony kodeksem karnym, wystarczającym dowodem nie jest. (…)"

* * *

Na stronie 6 – jak zwykle mój cotygodniowy felieton. Tym razem poświęcony – NIE TYLKO – geniuszowi Jarosława Kaczyńskiego. Z przekonaniem, że jego prawdziwy seans zostanie jednak odczytany prawidłowo, zachęcam do przeczytania. Do dyskusji nie zapraszam …. wiadomo dlaczego. A szkoda !

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Dzisiejszy numer DB2010 otwiera informacja o godnym słusznej pochwały zachowaniu się funkcjonariusza z Komisariatu I Policji w Wałbrzychu, st. sierż. Daniela Rakowieckiego, który błyskawicznie podjął działania, mając podstawy by sadzić, że brak jego reakcji może doprowadzić do tragedii. I nie jest ważne, czy faktyczne zagrożenie było takie, jak miał prawo sadzić ów funkcjonariusz, ponieważ ważne jest, iż podjął dosyć niebezpieczną dla siebie decyzję. Policjant ten spełnił po prostu ciążący na nim obowiązek, czyli zachował się tak, jak wstępując do Policji ślubował.

Jakże odmiennie zachowali się policjanci z tego samego komisariatu w sprawach, o których piszę na stronie str. 4 tygodnika w tekście zatytułowanym „Chocholi taniec”, którzy swym postępowaniem – jeżeli wierzyć osobom najbardziej zainteresowanym, a nie ma podstaw by wiary im nie dawać – zaprzeczają wszystkiemu temu, co prezentuje sobą ich kolega st. sierż. Daniel Rakowiecki.

Jednakże najbardziej smutne w tej mojej „opowieści” jest to, że wszystko o czym piszę, dzieje się pod czujnym okiem przełożonych służbowych policjantów, oraz funkcjonariuszy prokuratury, którzy mają ustawowy obowiązek strzec prawa i bezpieczeństwa obywateli.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-46-269-z-25.11.2015-r.pdf)DB2010 z 26.11.2015 str. 4
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Zamieszczając tu odautorski komentarz do mojego felietonu opublikowanego w dzisiejszym numerze DB2010 (w załączniku), posłużę się wypowiedzią Leszka Millera, udzielona dla Dziennika Trybuna ( nr 229-230 z 18-19.11.2015), z którą zapoznałem się dzisiaj rano, przy śniadaniu. Myślę, że każdy zauważy podobieństwo w ocenie, mimo, iż mój tekst i wypowiedź L. Millera powstały niezależnie od siebie, tzn. nie opierałem się na przemyśleniach L. Millera, tylko na własnych.

A oto, co powiedział Leszek Miller:

„(…) to, że pani Angela Merkel bez pytania innych przywódców europejskich, bez czekania aż ciała decyzyjne UE się wypowiedzą, po prostu otworzyła szeroko ramiona i zapowiedziała: zapraszamy wszystkich i odrzucamy zbędne procedury, jest oczywiste. Najpierw złamała przepisy unijne, a teraz gorączkowo próbuje się do nich z powrotem zastosować. Czy problem imigrantów, to wina „lewactwa”? Nie tylko lewica ich sprowadzała, ale także rządy prawicowe. Czy pani Merkel, to jest jakieś uosobienie europejskiej lewicy? Dzisiejszy napływ nie tyle uchodźców, ale imigrantów, będzie potęgował problemy, bo wielu z tych ludzi zderzy się z europejską rzeczywistością, która będzie dla nich zaskoczeniem – nie będą mieli ani samochodów, ani domów, ani satysfakcjonującej pracy i być może trafią do jakiegoś imama i staną się potem zwolennikami radykalnego islamu. (...)”

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-45-268-z-19.11.2015-r.pdf)DB2010 Z 19.11.2015, str 2
Napisz komentarz (0 Komentarzy)