Z powodu nawału zajęć, kolejnych awarii edytorów tekstu (Microsofft Office i Libra Office), potrzeby kilku wyjazdów, nie miałem czasu, aby na bieżąco wrzucać mojej felietony drukowane w DB 2010 wraz z dodatkowymi komentarzami. Dlatego dziś wrzucam trzy za jednym zamachem, a kto będzie ciekawy, to przeczyta i zdanie sobie sam wyrobi.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

9 sierpnia 2013 roku na terenie komisariatu V w dzielnicy Biały Kamień w Wałbrzychu w zasadzie nie wydarzyło się nic szczególnego. Oto został tam (nie wiedzieć specjalnie dlaczego) doprowadzony Piotr G., który w towarzystwie innych mężczyzn stał w pobliżu jednej z bram starej czynszowej kamienicy. Na komisariat został zabrany dlatego, że wobec policjantów zachowywał się dosyć buńczucznie, aby nie powiedzieć, że arogancko. Mogli mu wlepić mandat, ale zabrali go do komisariatu. Nie sporządzili protokołu zatrzymania, bo i po co? Przecież nie mieli zamiaru Piotra G. dłużej w jednostce przetrzymywać. Ot, tyle ile trzeba czasu, aby gostkowi wytłumaczyć, że panom policjantom należy okazywać szacunek. A, że z takimi jak Piotr G panowie policjanci nie lubią po próżnicy języka strzępić, to wytłumaczyli mu po swojemu i kazali wypadać do domu.

Pomiędzy godzinami 20:00 a 21:00 niecały kilometr od komisariatu V Policji w Wałbrzychu przechodnie zauważyli, leżącego przy ul. Andersa, Piotra G. Na miejsce wezwano Pogotowie Ratunkowe, ale mimo podjętej akcji reanimacyjnej nie udało się przywrócić czynności życiowych i Piotr G zmarł na ulicy. Ciekawostką niejaką może być fakt, że pierwsi przy Piotrze G. znaleźli się policjanci Paweł H. i Grzegorz K., którzy nie zawiadamiając Pogotowia sami podjęli próbę reanimacji. Pogotowie zostało powiadomione przez inne osoby.

12 sierpnia matka pokrzywdzonego mężczyzny zawiadomiła Prokuraturę Rejonową w Wałbrzychu o podejrzeniu, że do śmierci jej syna mogło dojść na skutek spowodowania u niego obrażeń ciała podczas pobytu w Komisariacie Policji, gdzie został przewieziony jako sprawca wykroczenia zakłócania porządku i spokoju publicznego. Podjęte czynności procesowe pozwoliły na ustalenie, że podejrzanymi o pobicie, mogą być właśnie ci dwaj funkcjonariusze, którzy reanimowali Piotra G., przed pojawieniem się ratowników z Pogotowia. W grudniu 2014 roku policjanci ci usłyszeli zarzuty śmiertelnego pobicia zatrzymanego przez nich człowieka i zostali, na wniosek prokuratora, zawieszeni w czynnościach służbowych. Pracowali w sekcji prewencji komisariatu V. Jeden ma 9-letni, a drugi 13-letni staż w policji. Jeśli funkcjonariusze zostaną skazani prawomocnym wyrokiem sądu, zostaną również dyscyplinarnie usunięci z policji bez prawa do policyjnej emerytury - tak 16.12.2014 mówiła Magdalena Korościk z biura prasowego wałbrzyskiej policji. Jak się jednak okazało do dyscyplinarnego usunięcia ich z szeregów Policji doszło już po skierowaniu aktu oskarżenia do sądu, o czym zadecydował Komendant Miejski Policji w Wałbrzychu. A więc Policja nie poczekała na wynik procesu, co pozwala przypuszczać, że ich wewnętrzne postępowanie spowodowało, kierownictwo KMP i KWP nie miało wątpliwość, co do sprawstwa i winy tychże funkcjonariuszy.

W poniedziałek, 29 sierpnia w Sądzie Okręgowym w Świdnicy funkcjonariusze usłyszeli akt oskarżenia i składali wyjaśnienia. W kolejnych posiedzeniach sądu zaplanowano przesłuchanie ponad 30 świadków i przeprowadzenie wizji lokalnej na terenie komisariatu. Funkcjonariusze nie przyznali się do przedstawionego im zarzutu i odmówili złożenia wyjaśnień – mówi prokurator Ewa Ścierzyńska, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. A ja dodam od siebie, bo sam to na pierwszym posiedzeniu sądu słyszałem, że oskarżeni odmówili również udzielania odpowiedzi na pytania zadawane przez oskarżycieli. Obrazili się na tych, z którymi dotychczas tak świetnie współpracowali w stawianiu zarzutów innym osobom. np. o zniesławienie funkcjonariusza, co w 99% poza zeznaniem tegoż funkcjonariusza, względnie dodatkowo jego kolegi, nie było poparte żadnym innym dowodem. Wówczas jakoś nikt z policjantów w bezstronność prokuratury nie wątpił. A teraz przed sadem poskarżyli się, że prokurator był w stosunku do nich uprzedzony.

I tak pewnie zostaną uniewinnieni. A jeśli nawet dostaną 2 albo 50 lat, to syna mi to nie zwróci. To straszne kiedy rodzice muszą pochować swoje dziecko. Jeszcze jak jest chore i umrze, to jakoś można to zrozumieć. Ale jak wychodzi z domu zdrowe i już nie wraca – mówiła w grudniu 2014 roku Honorata Gruca, matka śmiertelnie pobitego. No i jak się okazało, przeczucie matki nie zmyliło. 26 października 2016 r. w Sądzie Okręgowym w Świdnicy zapadł wyrok uniewinniający. Wynika z tego, że uwolnieni zostali także od zarzutu niesporządzenia protokołu zatrzymania.

Policjanci nie sporządzili protokołu zatrzymania, a sąd chyba nie zadał sobie pytania dlaczego? Przez nieuwagę? Wolne żarty. Jestem przekonany, że nie uczynili tego, aby w przypadku ewentualnej skargi oświadczyć, że nie ma niczego co wskazywałoby na zatrzymanie, a więc jakieś oskarżenia o pobicie są całkowicie bezpodstawne. Ja traktuję to, jako celowe i świadome (wyprzedzające) zacieranie dowodów przestępstwa.

Jest na Białym Kamieniu człowiek, który na ten temat mógłby wiele powiedzieć, gdyby ktokolwiek chciałby mu uwierzyć. Mógłby powiedzieć, jak nagminnie jest zwijany z ulicy i wieziony na „piątkę” tylko po to, aby odebrać solidne lanie. Jest bezdomny i nie ma nikogo, kto mógłby go w obronę wziąć. No i oczywiście na 100% w dokumentacji tej jednostki nie ma żadnego śladu, aby ten człowiek był przez policjantów zatrzymywany.

Człowiek jest zabierany z ulicy, dowożony na komisariat, tam pobity i wypuszczony. Zdarzenia w istocie takie same, a wyroki jakże odmienne. Czyżby sąd wystraszył się konieczności orzeczenia wysokiej kary? Bo zginął człowiek. Tylko, że w tamtej sprawie człowiek miał szczęście i przeżył. Gruca tego szczęścia nie miał i nie może teraz przed sądem stanąć do konfrontacji z oskarżonymi. Ale przecież obrona, ani prokuratura, która przecież badała różne wątki, nie znalazła najmniejszego śladu informacji, wskazującej na to, że Piotr G. mógł zostać pobity po wyjściu z komisariatu do miejsca gdzie upadł. Było lato, było jeszcze widno a nie znaleziono żadnego go świadka, który mógłby taką ewentualność w jakikolwiek sposób uwiarygodnić. Koledzy policjanci, którzy oczywiście murem za oskarżonymi stoją, nie zdołali uzyskać informacji o tym, że gdzieś w tym czasie i w tym rejonie jakaś bójka miała miejsce i ktoś Pitrowi G. po prostu „sprzedał” parę kopów i ciosów w głowę? Nie chce mi się wierzyć, że gdyby takie zdarzenie miało miejsce, to koledzy oskarżonych by tego nie odkryli. Z drugiej strony, zapewne jednak bano się na stworzenie fałszywych dowodów na jego istnienie. To tez ma swa mocna wymowę. 

Sąd oczywiście orzeka na podstawie swobodnej oceny dowodów, ale kpk wskazuje trzy zasadnicze filary tej swobody, a więc uwzględnienie zasady prawidłowego rozumowania, wskazań wiedzy, oraz doświadczenie życiowe. Myślę, że w tym przypadku wszystkie one zostały złamane, albowiem ocena musi być swobodna, ale nie może być dowolna, bo jest to zasadnicza różnica.

Nie oceniam jeszcze tego wyroku, bo jest jeszcze sąd apelacyjny, a w najgorszym przypadku sąd kasacyjny, no i już w tragicznych okolicznościach Trybunał w Strasburgu. Uważam jednak – co powtórzę po raz drugi – że wyrok ten można odczytać jak sygnał zielonego światła dla panów i pań policjantów. Piszę „pań”, bo chyba wszyscy prawie w Wałbrzychu słyszeli o pewnej policjantce z „piątki”, takiej - nie tylko w przenośni -  baby z jajami, której nawet koledzy boją się narazić, aby nie zaliczyć fangę na szczękę. Mogą za to sobie teraz używać do woli, mają parasol.

Napisz komentarz (5 Komentarzy)

w wrzucam 4 kolejne numery DB 2010, których nie skomentowałem tu z powodów ode mnie niezależnych. Nie mniej jednak zachęcam do ich lektury. Do wyrażenia własnych opinii już tak mocno nie zachęcam, albowiem wiem, że to w zasadzie groch o ścianę.

 

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Zastanawiałem się o czym napisać w swym odautorskim komentarzu do felietonu „Wyszło szydło z worka” z nr 39 tygodnika DB 2010 (w załączniku) i wyszło mi, że w zasadzie, to co miałem w tej materii do powiedzenia, napisałem w poniższym tekście. W jednej chwili zdałem sobie sprawę, że nie ma czego komentować, bo czasy mamy takie, ze w zasadzie można już tworzyć jeno same autoplagiaty. A takie pisanie jest nie tylko dla autora nużące, ale przede wszystkim dla czytelnika. Bo ile razy można pisać o tym samym? Ale po chwili zastanowienia, doszedłem do wniosku, że przecież staram się opisywać skrzeczącą rzeczywistość i nie moją winą jest, iż ona właśnie bez przerwy jawi się jako polityczny autoplagiat radosnej politycznej twórczości nadprezesa IV RP Jarosława. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak zakasać rękawy i musnąć opuszkami palców ileś tam razy moją już nieco wysłużoną klawiaturę. Bo szydło z worka wyłazi każdego dnia.

* * *

No i nic mi do głowy nie przychodzi. Poprzestanę więc na tym ...

 

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-39-311-z-06.10.2016-r.pdf)DB2010 z 06.10.2016 str. 6
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

W felietonie „Myślę więc wątpię” (w załączniku) najwięcej miejsca poświęciłem problemom z funkcjonowaniem polskiej prokuratury, a więc dzisiejszy odautorski komentarz temu właśnie zagadnieniu poświecę. Wiadomo jest, że przez wiele lat (bez mała całe ćwierćwiecze) poświeciłem się walce z tymi, którzy z różnych powodów dopuszczali się łamania prawa, a w zasadzie z tymi, którzy dopuszczali się najcięższych zbrodni, takich jak napady z bronią w ręku, porwania, a przede wszystkim zabójstwa. Walcząc z tym przestępczym światem, w bardzo wielu przypadkach musiałem współpracować z rożnego rodzaju prokuratorami, którzy prowadzone śledztwa nadzorowali. Jednakże z uwagi na to, że zajmowałem się działaniami, które nie podlegały nadzorowi prokuratury (czynności operacyjne policji), moje kontakty z nimi miały bardzo równoprawny charakter, ale zawsze byłem świadkiem wielkiego ich profesjonalizmu, który było łatwiej mi ocenić, bo w odróżnieniu od moich kolegów, posiadałem dosyć gruntowne wykształcenie prawnicze, nabyte zanim wstąpiłem szeregi Policji (dawniej Milicji). Moje doświadczenie zawodowe, osiągane wyniki oraz zdolności prowadzenia skomplikowanych działań wykrywczych, spowodowały, że w 2002 roku Prokurator Okręgowy w Świdnicy Jerzy Kasiura zwrócił się do Komendanta Wojewódzkiego Policji we Wrocławiu, aby to właśnie mnie, przekazać do dalszego prowadzenia czynności zmierzające do ustalenia i zatrzymania domniemanego trzeciego sprawcy zabójstwa wałbrzyskiego antykwariusza, które miało miejsce w marcu 2000 roku. Do tego momentu z czynnościami wykrywczymi związanymi z tą sprawą nie miałem żadnego związku.

Zrobiłem swoje i nie tylko trzeciego, ale również dwóch pozostałych bandytów ustaliłem, co dla prokuratury stało się bardzo niewygodne. Niewygodne stało się dlatego, że w czasie kiedy przekazano mi sprawę, w świdnickim sądzie okręgowym toczył się już proces przeciwko dwóm małolatom, których oskarżono o dokonanie tego zabójstwa, nie przedstawiając żadnych (dosłownie) dowodów winy. Oparto się na bredniach jednego smarkacza i aby uniemożliwić obalenie dowodu z jego zeznań, nadano mu status świadka incognito, a oskarżenie oparto na „zamykającym się łańcuchu poszlak wskazujących (ponoć) na fakt główny.” Zaprawdę nie trzeba było być prokuratorem po prawniczych studiach i aplikacjach, aby po zapoznaniu się z treścią zeznań owego „anonima” wyrzucić je hurtem do kosza na śmieci, ale prokuratorzy różnego szczebla (z Prokuraturą Generalną/Krajową włącznie), jak i osoby w sędziowskich togach (nawet Sądu Najwyższego) nie byli w stanie, a później nie chcieli dostrzec jawnych i cynicznych kłamstw tegoż świadka, co wyłaziło w każdym zapisanym w protokole przesłuchań zdaniu. Łańcuch poszlak stworzono zaś w ten sposób, że na świadków (a jakże, incognito) powołano matkę, kolegę i koleżankę dziewczyny głównego oskarżonego.

Warto przy tym zwrócić uwagę, że ich zeznania nie dotyczyły w najmniejszym stopniu drugiego oskarżonego, a więc został on skazany tylko dlatego, że był przyjacielem pierwszego i feralnego dnia rozmawiał z nim (jak przez lata) przez telefon. Bo nawet okazanie go anonimowi dowodem być nie mogło, ponieważ w pierwszym, drugim i trzecim okazaniu, chłopaka tego nie rozpoznał (mimo że się doskonale prywatnie znali), a rozpoznał go dopiero na okazaniu w trakcie procesu. Widać żadnego znaczenia dla tychże prokuratorów i sędziów nie ma dyrektywa, że okazania można dokonać tylko raz, a rozpoznanie może być tylko w tzw. 100%. Ale główny problem polega na tym, że zarówno owi wszyscy prokuratorzy, jak i sędziowie nie byli w stanie, bądź nie chcieli zrozumieć, że zeznania pozostałych świadków anonimowych w żaden sposób nie zamykały tego domniemanego łańcucha poszlak, bo zamknąć nie były w stanie. Otóż ci świadkowie zeznali JEDYNIE, że anonim nr 1 coś im opowiadał. Nic więcej.

Gdyby zatem toczył się proces dotyczący tego, czy anonim ten mówił im coś, czy nie, to ich zeznania miałyby wartość dowodu. Ale nie w tym procesie, który dotyczył tego, czy oskarżeni dopuścili się zbrodni zabójstwa. W tej sprawie wspomniani prokuratorzy i sędziowie przyjęli następujący tok myślenia: jeżeli osoba A mówi, że widziała i rozmawiała z ufoludkiem, a osoby B, C i D, zeznają, że osoba A im o tym spotkaniu opowiadała, to sąd musi uznać, że ufoludki istnieją i osoba A miała z nimi osobisty kontakt. I na takim właśnie domniemaniu sąd I instancji i wszystkie następne również, tych dwóch chłopaków skazały tylko dlatego, że prokuratorzy nie przeprowadzili własnoręcznego śledztwa, a jedynie oparli się na tym, co im przynieśli policjanci, a następnie (dla sukcesu?) bronili tego, jak Jaruzelski socjalizmu. Gdyby znalazł się chociaż jeden prokurator ( a później sędzia), który potrafiłby oddzielić plewy od ziarna, który zmusiłby do pracy kilka swoich szarych komórek, to prawdziwi sprawcy dawno by siedzieli za kratami, a ci niczego winni chłopcy, nigdy by tam nie trafili. No i ponadto skazany zostałby i trzeci sprawca, którego podałem prokuraturze na tacy, ale ona nie chciała z tego skorzystać, bo zepsułoby to wymiarowi sprawiedliwości wielki sukces, jaki osiągnął skazując niewinnych małolatów.

* * *

Piszę o tym dlatego, że kontakty z organami ścigania i wymiarem sprawiedliwości, jakich miałem okazję doświadczyć (w 98%nie swoich) sprawach, spowodowały, że przestałem wierzyć w profesjonalizm dzisiejszy prokuratorów i sędziów. Kilka, czy kilkanaście chlubnych wyjątków, przekonania mojego nie zmieniają.

Dyrektor Biura Kadr Prokuratury Krajowej – Jarosław Hołda – w jednym z publicznych wystąpień stwierdził, że 60% szeregowych i 80% funkcyjnych prokuratorów jest uwikłanych w rożnego rodzaju „układy”. Nie wiem czy tak jest, ale wiem, że wśród nich zbyt wielu jest różnego rodzaju ignorantów i ludzi, którzy dopuszczają się jawnego łamania prawa, w czym im niesamowicie pomogły rządy Platformy Obywatelskiej. A przed odpowiedzialnością za takie czyny, chroni ich właśnie prokuratorski, niekonstytucyjny, immunitet, który czas najwyższy zlikwidować. I chociaż do Zbigniewa Ziobry mam bardzo, ale to bardzo, ograniczone zaufanie, to myślę, że czas najwyższy, aby nie tylko w prokuraturze, ale i wymiarze sprawiedliwości zrobić wielkie wietrzenie.

 Parę dni po odzyskaniu wolności - przed siedzibą Radia Wrocław w Wałbrzychu, przed nagraniem wywiadu

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-38-310-z-29.09.2016-r.pdf)DB2010 z 29.09.2016 str. 10
Napisz komentarz (15 Komentarzy)

Zamiast własnego odautorskiego komentarza pozwolę sobie przedstawić tu pewne zadziwiające zdarzenia, jakie miały ostano w Polsce miejsce. Dotyczy to oczywiście spraw związanych z PiS, albowiem treść mojego felietonu (w załączniku) tegoż PiS również dotyczy.

Biskup z Opola Andrzej Czaja:

„O ile PO deptało czy sprzedawało pewne wartości, to mam wrażenie, że teraz niektórzy ludzie z PiS-u depczą ludzką godność i w ogóle się nie liczą z tym, co człowiek myśli, jakie ma pragnienia, potrzeby i - przede wszystkim - jakie ma prawa. (…) Emocje eskalują. Niestety, nie jest tak, jak mówiono przed wyborami, że będzie się słuchać głosu ludu. Głosu ludu absolutnie nikt nie posłuchał. To jest duży dramat i problem. (…) Jeżeli nie zdystansujemy się do pewnych pociągnięć obecnie rządzących - tak jak robiliśmy to wcześniej - i jeśli nie będziemy pilnować elementarnej prawności i uczciwości, praw ludzkich, godności człowieka, to będą nas wiązać z PiS-em. Kiedyś przyjdzie inna władza i może to pójść w skrajnie inną stronę. A może pójść na zasadzie >odbicia<, jeśli tak dalej będzie. (…)”

Proboszcz parafii św. Andrzeja w Zabrzu, w odniesieniu do tablic parafialnych tego kościoła, w których działacze PiS rozwiesili plakaty zachęcające wiernych do pójścia na film „Smoleńsk” : „Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska.”

Doskonale wiem, że nawet dwie jaskółki wiosny nie uczynią, ale widać wyraźnie, że w polskim kościele nie tylko z Międlarami mamy do czynienia. Powoli nawet do świątyń zaczyna docierać rozsądek i świadomość tego, czemu Kościół ma służyć. Bo na pewno nie prawicowym politykom, albowiem Polacy mają różne poglądy polityczne, a zdecydowana ich większość do tegoż Kościoła, a nie PiS przynależy.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-37 22.09.2016.pdf)DB2010 nr 37 z 22.09.2016 str.6
Napisz komentarz (0 Komentarzy)