Mówiąc szczerze, nie chce mi się już na temat PiS i Trybunału Konstytucyjnego pisać, bo powoli zaczynam być tym wszystkim znużony. Wiem, wiem … zmęczenie materiału, na który liczy prezes Jarosław. Sam o tym piszę przecież na zakończenie mojego felietonu w DB2010 (załącznik). Ale wbrew samemu sobie, zmuszając się prawie do wyciągnięcia klawiatury, muszę ten autokomentarz do własnego tekstu napisać, aby go jakąś klamrą zamknąć. Przy okazji polecam felietony panów, Stanisława Michalika i Andrzeja Basińskiego (str.6). Naprawdę warto przeczytać.

* * *

Kilka dni temu miałem okazję obejrzeć i wysłuchać w TVN24 dwie bardzo interesujące rozmowy dotyczące problemów z Trybunałem Konstytucyjnym (a w zasadzie problemów z PiS-em „w tym temacie”) i w sprawie katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, w której zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński z małżonką. W pierwszej z tych rozmów udział wzięli panowie Adam Szłapka , poseł z Nowoczesnej i Piotr Ikonowicz z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej i oczywiście w głównej mierze dotyczyła ona sprawom związanym z ruchem KOD i udziałem w nim polityków z Nowoczesnej PO. Nie będę tej rozmowy streszczał, bo nie to jest moim zamiarem. Odniosę się do kilku tylko uwag, które mi w pamięci zapadły z tego prostego powodu, że podnosiłem te problemy o wiele wcześniej niż je z ust Ikonowicza usłyszałem.

Czytaj więcej...

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Felieton zamieszczony w DB2010 (patrz załącznik) na pewno do głębi poruszy, zdaje się już stałego mojego oponenta – niejakiego Mkb. Piszę „niejakiego” albowiem nie mam najmniejszego pojęcia kim owa osoba jest i co sobą prezentuje. Ostatnio znów mnie zganił słowami następującymi (pisownia oryginalna): „Szarganie dobrego imienia Zolniezy Wykletych jest niestosowne. Moze podyskutujmy o Ince? Co na nia Pan ma? Natomiast objawy wystepujące u Pana w psychologii nazywa się "projekcją". Przypadłość ta polega na przypisywaniu innym własnych (własnego środowiska) poglądów, zachowań lub cech, najczęściej negatywnych. Przecież chaniebne morderstwa na masową skalę to znak rozpoznawczy komunistycznych służb zarządzanych przez PZPR. Tu ma Pan listę zamordowanych z okresu kiedy zdaje się służył Pan w MO, należał do partii i popierał stan wojenny (…) a trzeba pamiętać że łączna ilość ofiar terroru komunistycznego w Polsce po 44r to od 50 do nawet 100tys ofiar.

Przy okazji wkleja mi jakieś linki prowadzące do stron apologetów Narodowych Sił Zbrojnych, przez co nawet nie wie biedaczek, że namawia mnie abym za dowód niewinności przyjął zapewnienia sprawcy, że jest niewinny, mimo, iż istnieją niepodważalne dowody jego winy. Podaje listę rzekomo zamordowanych w latach 1981 – 1989 obejmującą ileś tam nazwisk osób, które w tych latach zmarły z różnych powodów. No cóż … zapewne uważa, że lista ta powali mnie z nóg i wdepcze w podłogę. Myli się bardzo. Wytłumaczę młodzieńcowi (bo czuję, że z kimś takim mam do czynienia), iż już Jan Rokita kierował od 1989 roku komisją, która miała wyjaśnić 100 zabójstw popełnionych przez funkcjonariuszy SB i potknął się o własne sznurówki. Nikomu nic nie byli w stanie udowodnić. Tego typu zbrodnie określono mianem zbrodni komunistycznych, które się nie przedawniają, więc dlaczego IPN, albo generalny prokurator z lat 2005 – 2007 nie wszczął żadnego śledztwa, kiedy PiS – jak i obecnie – był przy władzy? Tego Mkb na pewno nie wie, no bo skąd? Dlaczego IPN prowadził śledztwo przeciwko R. Rajsowi ps. Bury i uznał, że on i jego banda dopuścili się ZBRODNI LUDOBÓJSTWA. Dlaczego IPN OBECNIE prowadzi śledztwo w sprawie kaprala Kurasia ps. Ogień, o zbrodnie komunistyczne, a nie przeciwko tym zbrodniarzom z SB? Są to pytania retoryczne. Zresztą retoryczne chyba dla mnie i dla tych wszystkich, którzy rozumem potrafią się bez trudu posługiwać.

Faktem jest, że w czasach 1944-1955 funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa, prokuratorzy i niektórzy sędziowie, dopuszczali się licznych przestępstw, a nawet zbrodni i co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Według poważnych danych historycznych (a nie jakichś tam nacjonalistycznych stron internetowych) w czasie polskiej wojny domowej (1944 - 1948) poległo około 10-12 tys. funkcjonariuszy i żołnierzy z takich formacji mundurowych jak: UB, KBW, MO, LWP, ORMO, a także 1 tys. żołnierzy Armii Czerwonej i funkcjonariuszy NKWD oraz 10-12 tys. cywilów. Jeżeli chodzi o cywilów, to do tej kategorii zaliczono zarówno aktywistów partyjnych, agentów UB i NKWD i osoby zabite przypadkiem, oraz ofiary akcji pacyfikacyjnych polskiego podziemia przeciwko wsiom zamieszkałym przez "obcą" ludność cywilną, w tym wypadku liczba pomordowanych wynosi 4956 osób od 15-go roku życia cywilnych i 1 87 dzieci w wieku do lat czternastu (razem 5143).

Natomiast straty organizacji niepodległościowych, to ok. 9 tys. poległych w walce i 79 tys. aresztowanych. W latach. 1944-54 z przyczyn politycznych skazano na śmierć ok. 5 tys. osób, z czego wykonano tylko połowę wyroków. W więzieniach miało umrzeć (choroby, wycieńczenie, brak opieki itp.) ok. 21 tys. osób.

Takie są faktyczne liczby, ale oczywiście przez takich ludzi jak Mkb są z góry odrzucane. Oni wiedzą lepiej, więc nie warto wchodzić z nimi w jakiekolwiek dysputy, bo przy okazji można oberwać też jakimś pomówieniem, INSYNUACJĄ CZYTELNĄ BARDZO. Zwracam więc uwagę, że Mkb właśnie raczył mnie zaliczyć do owych morderców, bo służyłem w MO, należałem do partii i popierałem stan wojenny.

TAK TO PRAWDA I NIE MAM SIĘ CZEGO WSTYDZIĆ

Czym innym jest zabijanie swych wrogów w walce, skazywanie ich za rzeczywiste zbrodnie na śmierć, czy długoletnie kary więzienia (obniżane lub darowane w wyniku kilku amnestii), a co innego zabijanie dzieci kobiet i starców, palenie ich żywcem, lub w takim samym stanie zakopywanych w ziemi. Ale mówienie o tym, to strzelanie kulami w płot, bo dla takich jak Mkb sprawcy owych zbrodni, to PRAWDZIWI BOHATEROWIE. Tacy jak Mkb uważają, że NASI MOGĄ MORDOWAĆ, bo nasi mają słuszność. Problem w tym, że Mkb nie jest w stanie zrozumieć, że TAK SAMO myśleli ci, którzy zwalczali polskie podziemie zbrojne. Tak samo myślą też islamscy fundamentaliści MORDUJĄCY INNYCH NIŻ ONI. A dla mnie ŻADNA ZBRODNIA nie ma wytłumaczenia i rozgrzeszenia i tym się do takich jak Mkb różnię i DUMNY JESTEM Z TEGO. Wstydzę się zaś za tych, którzy w okrutnych bandytach widzą bohaterów i wiem, że takich jak ja jest bardzo wielu. A dla tych, którzy są ciekawi, czym naprawdę było wielu dzisiejszych żołnierzy wyklętych, załączam artykuł z Dziennika Trybuna, który kupiłem dzisiaj, chociaż jest to numer wczorajszy.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

 W dzisiejszym numerze DB2010 pojawiam się aż dwa razy i mam cichą nadzieję, że tematy poruszone przeze mnie kogoś – poza gronem znajomych śledzących to, co w DB2010 piszę – zaciekawiły. Zresztą już z samego rana zadzwonił do nie jeden z moich znajomych, wyrażając swój „niedosyt” treścią tematu poruszonego przeze mnie w felietonie pt. „Bolek (str.10). Otóż znajomy ten oczekiwał, że jako osoba znająca kulisy pozyskiwania w czasach PRL tajnych współpracowników, przekażę kilka interesujących informacji, jak to w rzeczywistości wówczas wyglądało. Oczywiście – zastrzegł od razu– wie doskonale, że moja służba w MO związana była jedynie z wydziałem kryminalnym KW MO w Wałbrzychu, ale przecież zasady pozyskiwania i współpracy były identyczne.

Z myślą, że być może i inni czytelnicy DB2010 takie wrażenie po lekturze odnieśli, spieszę z wyjaśnieniem, że temat ten, to temat rzeka i aby wszystko opisać zgodnie z prawda, redakcja musiałaby poświęcić tej sprawie cały bieżący numer. Zresztą na ten temat tylu już pisało, że raczej powtarzanie po innych sensu większego nie ma.

Bo mi nie o Wałęsę chodziło, tylko o wskazanie wszelkich nonsensów, jakie sprawy dawnych TW obecnie generują i myślę, że to, co napisałem jest w miarę czytelne. Mnie Wałęsa – jako były tajny współpracownik SB – w ogóle nie obchodzi i jestem przekonany, że zdecydowanej większości Polaków sprawa ta „zwisa obojętnym kitem”. Najbardziej ekscytują się nią politycy i to raczej z jednej opcji politycznej, dla których zgnojenie byłego lidera i obecną (żywą) legendę rzekomej walki z tzw. „komuną”, jest sprawą najważniejszą. Czynią tak, by w opuszczone na piedestale miejsce po Wałęsie wstawić tych, którzy zginęli w smoleńskiej katastrofie. Mają więc w tym swój polityczny interes i ja nawet to rozumiem. Zwisa mi bowiem obojętnie czy legendą będzie Wałęsa, czy też Walentynowicz, a nawet były prezydent Lech Kaczyński, albowiem wiem doskonale, że tak naprawdę to system rządów PZPR w Polsce upadł z woli ówczesnego I sekretarza KC KPZR Michaiła Gorbaczowa i I sekretarza KC PZPR Wojciecha Jaruzelskiego, przy życzliwym poparciu papieża Jana Pawła II i prezydenta USA Ronalda Reagana.

Bez dogadania się tych postaci, Wałęsa, Walentynowicz, Jurczyk, Gwiazda, czy nawet bracia Kaczyńscy, jedynie co zdolni byli obalić, to kilka półlitrówek za zdrowie tych, którzy doszli do wniosku, iż utrzymywanie systemu, który staje się ekonomicznie niewydolny, nie ma dalszego sensu, bo dalsze jego utrzymywanie, może jedynie doprowadzić do rozlewu krwi i to być może nie tylko krwi polskiej.

* * *

W innym tekście, „Policjanci nie będą bezkarni?” (str. 2) poruszyłem spraw, która bulwersuje nie tylko mnie. Z zaciekawieniem obserwuję, że nie tylko prokuratura dostrzegła konieczność sprawdzenia, co tak naprawdę dzieje się na tym Komisariacie I, ale też odnotowuję fakt, że coraz częściej w rozmowach z moimi kolegami, byłymi już funkcjonariuszami, a także z policjantami pozostającymi w służbie, spotykam się ze zrozumieniem dla moich działań na tym polu. Cieszy mnie, że porządnych ludzi w Policji nie brakuje, ale martwi mnie zarazem fakt, że boją się oni wystąpić z odkrytą twarzą i publicznie przeciwstawić się garstce tych, którym się wydaje, że nakładając mundur stają się ”panami życia i śmierci”. Otóż mylą się bardzo i być może już niedługo wszyscy poniosą stosowne kary.

Zastanawiam się też nad tym, dlaczego w sprawie tej milczą komendanci? Dlaczego ten z Wrocławia i ten z Wałbrzycha nie wyciąga żadnych konsekwencji służbowych (mało tego, z wszelkich sił starają się sprawę zamieść pod dywan) i co robi jeszcze na stanowisku komendant Komisariatu I?

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Zasadnicza odpowiedź na uwagi red. A. Basińskiego, zawarte w jego felietonie  tygodnika DB2010 z dnia 04.02.2016, znajduje się w moim tekście opublikowanym w dzisiejszym wydaniu DB2010 - str. 4 (załącznik). Tutaj tylko kilka luźnych uwag związanych z tym problemem.

* * *

Mój pragmatyzm, czyli „realistyczna ocena rzeczywistości i liczenie się z konkretnymi możliwościami”, nakazuje mi przyjęcie do zobowiązującej świadomości, że ostatnie wybory (prezydenckie i parlamentarne) wygrało PiS, a tak naprawdę, wygrał je prezes Jarosław. Nie mam więc potrzeby odnosić się do tego, co mówi i czyni prezydent Duda, bo mówi i czyni to, co każe mu mówić i czynić prezes PiS. Prezes Jarosław, który jako nieformalny Naczelnik Państwa decyduje o wszystkim, ale za nic nie odpowiada. Mój pragmatyzm, nakazuje mi uznać to za fakt dokonany, który w niczym jednak obowiązującego w Polsce prawa nie narusza. Kiedyś tak rządził Józef Piłsudski, później Lech Wałęsa, dzisiaj Jarosław Kaczyński. A do administrowania państwem prezes Jarosław namaścił Beatę Szydło, Mariusza Błaszczaka, Mariusza Kamińskiego, Zbigniewa Ziobrę, czy wreszcie Beatę Kempa (wszystkich oczywiście nie będę wymieniał). Natomiast do uchwalania prawa „własnego pomysłu” wyznaczył posłów i senatorów, których zadaniem jest, aby wszystko, co sobie umyślił, było szybko i sprawnie uchwalane. I wszystko to czynione jest lege artis, czyli nie narusza konstytucji i innych ustaw, bo tam gdzie narusza, wkroczy Trybunał Konstytucyjny i co trzeba wyprostuje. Ale aby prostował tak, jak chce to prezes, podstawy i zasady działania Trybunału prezes zmienił, wykorzystując w tym celu ścieżkę przetartą przez Platformę Obywatelską. Jednym słowem PiS (czytaj prezes), jako legalnie wybrana większościowa władza, robi wszystko, co robiły wszystkie poprzednie władze i mój pragmatyzm nakazuje mi demokratycznie wybraną władzę uznawać, a więc podporządkować się jej woli. Tego od wszystkich obywateli wymagają wszelkie demokratyczne reguły państwa prawa.

* * *

Owszem, to co władza robi nie musi mi się wcale podobać, więc kiedy nadejdą nowe wybory, dam temu wyraz przy urnie wyborczej. Jeżeli więc prezes Jarosław postawił na czele prokuratury Zbigniewa Ziobrę, to mój pragmatyzm nakazuje mi się z tym pogodzić, ale jednocześnie „liczyć się z konkretnymi możliwościami” jakie władza Z. Ziobry będzie niosła. Nie oznacza to jednocześnie, że mi się to podoba, ale – powtarzam - muszę się z tym faktem pogodzić, aczkolwiek nie akceptuję. I ta „zgoda” jest efektem mojego pragmatyzmu, czego – jak mi się wydaje – Pan A. Basiński jakby nie zrozumiał. A tylko jedno moje „pobożne życzenie” wyraziłem w nadziei, że Z. Ziobro prokuratorem generalnym „w nieskończoność nie będzie”

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-6-278-z-11.02.2016-r.pdf)DB2010 z 11.02.2016 - str. 4
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

I znów mi się oberwało od red. Andrzeja Basińskiego, który zarzuca mi w felietonie „Pragmatyzm czy pobożne życzenia” (DB2010 z 04.02.2016 str. 7), że na wyrost określam siebie pragmatykiem (nawet definicję z Wikipedii wrzucił), gdy tymczasem wyrażam jeno jakieś „pobożne życzenia”, wynikające z „obawy o swoją przyszłość, oraz los najbliższych”, co powoduje, że wykazuję nadgorliwość neofity.

Ło Jezu!!!

Replikę zamieszczę w najbliższym numerze DB2010, chociaż obiecywałem, że na „zaczepki” Andrzeja Basińskiego reagować już nie będę. Ale, jako wywołany do tablicy „nadgorliwy neofita” muszę zareagować.

Nie chcem ale muszem – że pozwolę sobie zacytować klasyka.

Zachęcam też do lektury mojego felietonu (str. 4) pt. „Takie państwo”. Ciekawy, co tym razem nie spodoba się w nim red. Basińskiemu.

A swoja drogą, wiem, że generalnie pomiędzy mną, a A. Basińskim nie ma większych różnic ideologicznych, albowiem pod zdecydowaną większością jego tekstów, publikowanych m.in. w DB2010, podpisywałem się obydwiema rękami. Zaiste, wielką moc ma prezes Jarosław, że potrafi skonfliktować też ludzi z przeciwnego dla niego obozu.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Namawiam do lektury felietonów Panów Stanisława Michalika (str.6) i Andrzeja Basińskiego (str.10), bo zaprawdę warto je przeczytać, aby następnie oddać się dumaniu nad tym, co obaj panowie nam w swych tekstach przekazali. A przekazali naprawdę bardzo wiele, co zwarli w doskonałych tekstach swych felietonów.

Dzięki Stanisławowi Michalikowi nie mogę wytrzymać, by nie udać się w miejsca prze niego opisane, aby ujrzeć to wszystko na własne oczy. No i co najważniejsze … wreszcie będę musiał znaleźć czas, aby się z twórczością Olgi Tokarczuk bliżej zapoznać. Koniecznie. Bazę wypadową przecież mam, bo w Głuszycy mieszka moja siostra, a w nieodległej Łomnicy bardzo często przebywa mój kolega z dawnej „firmy”, którego szwagier cudowny domek tam posiada. I oto w połowie lutego spędzę tam jakiś czas (myślę, ze dwa - trzy dni), bo już się zdążyłem ze Zbyszkiem umówić, aby powspominać dawne czasy, o czym zamierzam napisać książkę. Właśnie zbieram materiały.

Czytaj więcej...

Napisz komentarz (0 Komentarzy)