Z jednej strony minister Błaszczak – to ten od MSWiA – opowiada o trudach policyjnej służby i konieczności wprowadzenia odpowiadającego tej służbie poziomowi wynagrodzenia, a z drugiej strony, jego rządowy kolega wszystkim funkcjonariuszom pokazuje fucka, nie zawracając sobie głowy tzw. opinią publiczną, a już zwłaszcza tym, co o tym sądzą byli i obecni policjanci. Chodzi o działacza Ruchu Narodowego, Marcina Falkowskiego, który został skazany prawomocnym wyrokiem ( wyrok sądu apelacyjnego z dnia 05.01.2016) na 6 miesięcy pozbawienia wolności za skopanie funkcjonariusza Policji wykonującego swoje obowiązki służbowe.

W sprawie tej Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro zdecydował, że Marcin Falkowski na razie nie pójdzie do więzienia i skorzystał z przysługujących mu uprawnień zapisanych w znowelizowanym ponownie kodeksie postępowania karnego. Wykorzystując te uprawnienia, zdecydował z urzędu o wstrzymaniu wykonania kary do czasu zbadania zasadności złożenia wniosku o ułaskawienie przez prezydenta. W tym celu wystąpił do właściwego sądu o przekazanie akt sprawy, o czym obywateli poinformowało Ministerstwo Sprawiedliwości w przesłanym w poniedziałek do PAP komunikacie. Jak myślicie? Jaka będzie decyzja najważniejszego (tylko nominalnie) urzędnika państwowego? Wiem, wiem, że to pytanie to niesamowita łatwizna ...

Narodowcy się cieszą, a ty policjanci przed narodowcem czapkę z głowy zdejm, a kiedy ci nakopie, to jeszcze mu podziękuj. Jeżeli tego nie uczynisz, to kto wie, może ci jeszcze żeby wybić i zażądać odszkodowania za ból w pięści, którą ci szczękę pogruchotał.

Chociaż z drugiej strony zastanawiam się, czy to nie przypadkiem kara boska, za kopanie obywateli przez licznych panów w mundurach. Ich także - tych kopiących - państwo chroni wszelkimi siłami, a więc może Opatrzność dała pierwszy znak, że coś z tym nareszcie trzeba zrobić?

 Po tej niewesołej refleksji zapraszam do lektury mojego felietonu (str.2) w DB2010 Z 21.04.2016)

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-16-288-z-21.04.2016-r.pdf)DB2010 z 21.04.2016 str. 2
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Przykładów tego, z jaką bezpretensjonalną prostotą prezes Jarosław rozgrywa swój mecz z Platformą Obywatelską i Nowoczesną, budzi mój podziw, mimo, że do prezesa Jarosława i całej jego formacji politycznej odczuwam coraz większą niechęć. I dzieje się tak, chociaż jednocześnie podobają mi się niektóre pociągnięcia prezesa, albowiem wprowadza powoli w życie prawa, w jakich ja w młodości byłem wychowywany i do których uczono mnie szacunku. Już coraz częściej, co bardziej zorientowani ludzie, zaczynają zauważać, że Polska PiS, to PRL bis. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie te odrażające postaci, które z otchłani PiS co rusz się wyłaniają. Doszło do tego, że kiedy w telewizorach zobaczę ich mordki – kurna, jak one wszystkie do siebie podobne wyrazem – to albo kanał natychmiast zmieniam, albo głos wyłączam, aby tego słowotoku, tego niesamowitego bełkotu, który w ustach każdego z osobna brzmi jednako, jakby odtwarzany był z jakiejś płyty CD.

Nie chce mi się już nawet na ten temat pisać, więc tylko zachęcam do przeczytania mojego felietonu z dzisiejszego nr DB2010, Pokersachy prezesa na stronie 4. Zresztą poświęconego prezesowi Jarosławowi.

Na koniec dodam, że bardziej wolę sprawiedliwość i prawo, niż Prawo i Sprawiedliwość. I myślę, że chyba nie ja tylko.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-15-287-z-14.04.2016-r.pdf)DB2010 z 14.04.2016 str. 4
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

PiS idzie jak burza, nie zwraca uwagi na jakiekolwiek pohukiwania opozycji, która zdaje sobie sprawę, że żadnymi realnymi możliwościami, by zatrzymać PiS w drodze do pełni władzy, władzy autorytarnej, nie dysponuje. Prezes Jarosław zadufany w swe możliwości i zawsze mięknie stanowisko UE wobec jakiegokolwiek problemu, w nosie ma to, o czym mówi Komisja Wenecka, Rada Europy, czy wreszcie Parlament UE. Spogląda na Orbana i utrzymuje pogodę ducha, ponieważ Orban zrobił co, chciał i tylko leciutko ustępując, wprowadził na Węgrzech rządy silnej ręki. I co może dziwić, większości Węgrów to się akurat podoba.

Wiele z tego, co prezes Jarosław w Polsce wprowadza bardzo mi się podoba, bo sam od lat na takie właśnie rozwiązania oczekiwałem. Problem więc – w mojej ocenie - nie leży po stronie uchwalania nowych praw, bo problem jest w ludziach, których prezes Jarosław stawia na czele organów, które nowe (i stare) prawa mają wprowadzać w życie. A tu już wieje grozą. Prezesowi po prostu brak ludzi mogących sprostać demokratycznym wyzwaniom, albowiem do PiS trafiają bardzo specyficzne jednostki. I co ciekawe, wszyscy oni mówią i myślą, jakby wyszli spod jednej sztancy. A to, co mówią i czynią, powoduje, iż coraz więcej Polaków zastanawia się, czym się to wszystko skończy i czy nie będziemy mieli znów czegoś w rodzaju PRL-bis., czyli państwa, które będzie zawsze lepiej wiedziało od nas, co dla nas jest najlepsze.

Cała nadzieja w tym, że w UE nie lobią ludzi, którzy polityków tzw. zachodu uważają za prostaków i durniów. Im głośnie będzie wyrażał się minister Waszczykowski, im minister Ziobro więcej listów i połajanek do UE będzie kierował, tym większa szansa, że wreszcie tak mocno im na odciski nadepną, że UE zastosuje to, co prezesowi na razie tylko po nocach się śni, jako senna mara. Bo na pewno w skrytości ducha prezes Jarosław myśli o tym, co zrobić, kiedy UE zakręci Polsce kurek z kasą. Bo wtedy cały plan prezesa runie jak domek z kart, bo na dodatek lud się oburzy i na ulice wyjdzie, by bardzo mocno dymić.

I wtedy, kiedy prezes Jarosław już tylko pilotem do telewizora rządzić będzie, zostaną po nim dobre rozwiązana i wystarczy tylko postawić na odpowiedni ludzi. Tyle, że jeżeli do władzy znów dorwie się Platforma, to będzie jeszcze gorzej. Ale zdaje się, że chyba dzielić się będzie, co lewicy tylko na dobrze wyjdzie. Bo Platforma to prawica z krwi i kości i nigdy ufać jej nie należy bo prawy do lewo, tylko w piosence Kayah sympatycznie brzmi …

A powyższy tekst tylko pozornie nie ma wiele wspólnego z treścią mojego felietonu w wczorajszym numerze DB2010 na stronie 4.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-14-286-z-07.04.2016-r2.pdf)DB 2010 Z 07.04.2016 str. 4
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Posiedziałem trochę w czytelni biblioteki „Pod Atlantami” i poszperałem w rocznikach "Trybuny Wałbrzyskiej" poczynając od 1980 roku i przez 3 dni przejrzałem raczej gruntownie lata 1980 – 1986. Ponieważ zacząłem od 1986 roku, więc dopiero wczoraj natrafiłem na artykuł red. Zbigniewa Mosingiewicza w numerze 31 z 24-30.07.1984 roku zatytułowany „Niebezpieczne zabawy. Miała być sensacja ...”. Okazało się, że się pomyliłem, co do daty tego zamachu terrorystycznego, dlatego niniejszym prostuję. Miał on miejsce w dniu 31 marca 1984 roku. A więc 32 lata temu.

Po przeczytaniu tegoż artykułu stwierdziłem – któryż to już raz – że ludzka pamięć jest jednak zawodna, bo okazało się, iż ustaleni przez nas sprawcy nie byli uczniami i mieli już po 19 lat, a ładunek podłożyli bezpośrednio pod stającą na parkingu oznakowaną „nyskę”. Wybuch nastąpił w kilka minut po tym, jak obok zatrzymała się inna milicyjna „nyska”, z której wysiedli milicjanci wracający ze służby patrolowej. Pojazd ten na szczęście odjechał zaraz do innych zadań, tak że zniszczeniu uległ tylko jeden samochód. To tyle, jeżeli chodzi o nieścisłości, jakie podałem w moim felietonie.

Ale przy okazji zorientowałem się, że i red. Z. Mosingiewicz nie napisał całej prawdy. Prawdopodobnie została mu ona przekazana z pominięciem kilku istotnych szczegółów, z uwagi na to, że nie do pomyślenia było, aby polska robotnicza młodzież, w socjalistycznej ojczyźnie, dokonała zamachu terrorystycznego i to jeszcze na przedstawicielki władzy. Pamiętam bardzo dokładnie nasze pierwsze z nimi rozmowy, w których ujawnili motywy swego postępowania. I wyraźnie opowiadali, że była to „zemsta” za to, iż swego czasu na wałbrzyskim Rynku dostali solidne pałowanie, kiedy się tam całkiem przypadkowo znaleźli, a trwała tam akurat jakaś solidarnościowa zadyma. Być może szybko ich uświadomiono, że taka motywacja będzie dla nich niekorzystna, bo sąd oceniać to będzie jako akt terroru, więc chyba lepiej dla nich, aby mówili, iż uczynili ten fajerwerk z głupoty, po to tylko, aby wywołać sensację. A może tylko tak ich motywację przekazano Z. Mosingiewiczowi. Z powodów cenzuralnych oczywiście.

Faktycznie ustalenie tych chłopaków dokonaliśmy z „Dziadkiem” we dwójkę, albowiem Franko bez przerwy miał coś innego do załatwienia. No i zapomniałem dodać, że mieliśmy do naszej dyspozycji służbową czarną „wołgę”, którą „powoził” Leszek W., którego nie traktowaliśmy jako jedynie kierowcę, ale pełnoprawnego członka grupy. Tak więc i on miał swój istotny udział w wykryciu sprawców, pomijając fakt, że to właśnie on znalazł owe części bomby i mechanizmu zegarowego, czyli po prostu budzika, którego użyli sprawcy i który stał się tą nitką, jaka nas do kłębka doprowadziła.

Przez chyba 3 tygodnie wygarnęliśmy z rożnych górniczych domów niesamowite ilości materiałów wybuchowych, co jak się okazało było efektem tego, że górnicy stosowali go jako nawóz w swoich ogródkach. Autentyczne. I wynosili go z kopalni, chociaż był to materiał szczególnie reglamentowany. Odnaleźliśmy też sporą ilość zapalników i przewodów strzelniczych, a także jakieś kradzione opony i części samochodowe. Zajmując się prześwietlaniem sporej grupy ludzi, zdobyliśmy mocne materiały zdrady małżeńskiej pewnej pani, ale doszliśmy do wniosku, że nie ujawnimy to jej mężowi górnikowi, bo nas bardzo niesympatycznie potraktował. Autentyczne.

Któregoś dnia weszliśmy na przeszukanie do jakiegoś domku pod Wałbrzychem i piwnicy znaleźliśmy nie tylko sporo materiału wybuchowego, ale również i fanty pochodzące z kradzieży. Okazało się, że kilkadziesiąt minut przed nami byli tam funkcjonariusz z SB (grupy powołanej do wyjaśnienia tej sprawy) i nic nie znaleźli. Nie dało się ukryć tego obciachu, bo oni zdążyli już złożyć swemu szefostwu relację, a tu my wjeżdżamy z całym tym majdanem i zatrzymanym.

Po zakończeniu tej sprawy zostaliśmy zaproszeni (tzn. nasz z-ca mjr. Jerzy G, kpt. Jerzy Konarzewski ps. Dziadek, kpt. Franek Korbal ps. Franko, por. Janusz Bartkiewicz ps. Gulka i st. sierż. Leszek W. ps. Mały) przez majora Józefa K., naczelnika ówczesnego Wydziału III SB w Wałbrzychu na „imprezkę” do restauracji w milicyjnej bursie przy ul. Kościuszki w Szczawnie Zdroju. Nikogo „od siebie” nie zaprosił, bo jak się wyraził, a co ja słyszałem osobiście, nieroby mają wziąć się za robotę. Autentyczne.

Mieliśmy niezły ubaw, bo mjr. Jerzy G., nie pijał w ogóle alkoholu, a tu nie wypadało mu nie pić, no i trochę „pociągnął”, co na drugi dzień bardzo odchorował. Imprezę finansował mjr. Józef K, a właściwie to już ppłk., albowiem za wykrycie sprawców zamachu terrorystycznego, awansował na wyższy stopień oficerski. Nasz „zastępca” otrzymał talon na „malucha”, a nam przyznano nagrody finansowe w wysokości tak żenującej, że nawet nie wypada wspominać. Tak bywało wtedy i zapewne tak bywa obecnie, że do roboty byliśmy my, a do poważnych nagród, szefostwo. Stare dzieje ….

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Mój felieton w DB2010 z wczorajszego dnia jest, co chyba wielu wyczuło, dosyć mocno emocjonalny, bo pierwszy raz emocje wzięły górę nad chłodną kalkulacją, ale Informację o planowanym zamachu na „milicyjne” emerytury otrzymałem od prezydenta Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych, a także czytałem o takich zamysłach w Dzienniku Trybuna. Zdaje się jednak, że gazeta ta informacje takie otrzymała z tego samego źródła co i ja. Ponieważ o takich zamiarach prezesa Jarosława nie donoszą żadne inne źródła, zaczynam się zastanawiać, czy FSSM larum nie podniosła na wyrost, bo mowa była jedynie o tym (co sam słyszanym z ust wiceministra MSWiA Zielińskiego i gdzieś tez o tym czytałem), że prezes Jarosław ma takie zamiary w stosunku do funkcjonariuszy byłej Służby Bezpieczeństwa. Chodzi o to, że spod bolszewickich i w sumie złodziejskich uregulowań ustawy „dezubekizacyjnej” autorstwa PO i Trybunału Konstytucyjnego, uciekło z rożnych powodów 24 tysiące funkcjonariuszy z SB i to prezesowi, oraz jego akolitom, spać po nocach nie daje, a za dnia straszna kolka ich męczy, co widać na ich mocno umęczonych twarzach. Bo wśród tych 24 tysięcy znajdują się wszyscy najwyżsi rangą oficerowie SB, w tym kilku żyjących jeszcze generałów, a prezes uważa, że otrzymują zbyt duże emerytury, bo służyli przecie okupantowi i na wyprzódki się jemu wysługiwali. Meandry myśli prezesa są zaiste zawiłe, jak rzeki Mekong i czyste jak jej wody.

Niezależnie od tego, czy prezes Jarosław zechce też, prawdziwie po bolszewicku, karą obłożyć wszystkich, po uważaniu, byłych funkcjonariuszy MO, czy też nie ma takiego zamiaru, to to, o czym w felietonie napisałem, jest wyrazem moich prawdziwych przekonań, opartych na „oczywistej oczywistości”, że prezesa zacytować sobie pozwolę.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-12-284-z-23.03.2016-r.pdf)DB2010 z 23.03.2016 str. 4
Napisz komentarz (2 Komentarze)

Mówiąc szczerze, nie chce mi się już na temat PiS i Trybunału Konstytucyjnego pisać, bo powoli zaczynam być tym wszystkim znużony. Wiem, wiem … zmęczenie materiału, na który liczy prezes Jarosław. Sam o tym piszę przecież na zakończenie mojego felietonu w DB2010 (załącznik). Ale wbrew samemu sobie, zmuszając się prawie do wyciągnięcia klawiatury, muszę ten autokomentarz do własnego tekstu napisać, aby go jakąś klamrą zamknąć. Przy okazji polecam felietony panów, Stanisława Michalika i Andrzeja Basińskiego (str.6). Naprawdę warto przeczytać.

* * *

Kilka dni temu miałem okazję obejrzeć i wysłuchać w TVN24 dwie bardzo interesujące rozmowy dotyczące problemów z Trybunałem Konstytucyjnym (a w zasadzie problemów z PiS-em „w tym temacie”) i w sprawie katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem, w której zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński z małżonką. W pierwszej z tych rozmów udział wzięli panowie Adam Szłapka , poseł z Nowoczesnej i Piotr Ikonowicz z Ruchu Sprawiedliwości Społecznej i oczywiście w głównej mierze dotyczyła ona sprawom związanym z ruchem KOD i udziałem w nim polityków z Nowoczesnej PO. Nie będę tej rozmowy streszczał, bo nie to jest moim zamiarem. Odniosę się do kilku tylko uwag, które mi w pamięci zapadły z tego prostego powodu, że podnosiłem te problemy o wiele wcześniej niż je z ust Ikonowicza usłyszałem.

Czytaj więcej...

Napisz komentarz (0 Komentarzy)