Sprawa zabójstwa wałbrzyskiego antykwariusza (16 marzec 2000), a przede wszystkim ponura historia związana z „ustaleniem” rzekomych jego sprawców, w tym losy Radka i Patryka, stanowią kanwę mojej powieści kryminalnej (Zapach sumienia), którą lada dzień ukończę. O tym, że obydwaj z przypisanym im zabójstwem nie mają nic wspólnego, przekonuje mnie nie tylko dogłębna znajomość wszelkich policyjnych i prokuratorskich ustaleń, ale także fakt, że mimo możliwości wyjścia na wolność Patryk uparcie powtarza, że jest niewinny. Gdyby – tak jak Radek – przyznał, że ma tylko jakiś pośredni związek z tym wydarzeniem, już od ponad półtora roku byłby na wolności. A on uparcie powtarza, że jest niewinny i woli jeszcze przez 13 miesięcy jeść więzienny chleb, nić dać się złamać. Tak postępuje tylko człowiek, który jest autentycznie niewinny.

Wielokrotnie miałem okazję słuchać rozmów prowadzonych „pod celą” przez różnych przestępców, w sytuacji kiedy oni nie wiedzieli, że ja tych rozmów słucham i wielokrotnie słyszałem ich opowieści dotyczące tego, czy dopuścili się czy też nie zarzucanego im przestępstwa. Wobec swoich „towarzyszy niedoli” zawsze byli szczerzy.

- Psy i prorok nic na mnie nie mają, więc mogą mi skoczyć – tak mówili ci, co szli „w zaparte” w czasie przesłuchania, ale pod celą swego sprawstwa się nie wypierali.

- Dlaczego nie powiedzieliście, że weszliście do tego antykwariatu, ale uciekliście, bo zobaczyliście zwłoki – pytali się pod celą współosadzeni.

- A dlaczego niby mieliśmy tak zeznawać, kiedy nas tam nie było. Przecież nie mogą nas skazać. Bo nie ma dowodów. Nie ma dowodów, bo nas tam przecież nie było – co najmniej kilka razy słyszałem taką ich odpowiedź.

Doskonale wiem, że każdy kto siedzi w AS lub w ZK przechwala się swoimi wyczynami, a kiedy zdaje sobie sprawę ze słabości dowodów, zgrywa wielkie charakterniaka i tych wyczynach opowiada ze szczegółami, nabijając się z głupich psów i proroka. Tak to w tamtym świecie funkcjonuje. A myśmy (tzn. psy) bardzo często z tej „szczerości” korzystali, uzyskując informacje o brakujących nam ogniwach dowodowego łańcuszka.

Zarówno Radek, jak i Patryk przez kilkanaście lat odosobnienia ani razu nikomu i jakiejkolwiek sytuacji nie powiedział, ze z zabójstwem antykwariusza mieli coś wspólnego.

Tak samo zapewniali policjantów, prokuratora i sąd, trzej młodzi mężczyźni skazani na 25 lat za zabójstwa pewnego mieszkańca Lubina. I prawdopodobnie siedzieliby tak do końca orzeczonego wyroku, gdyby nie to, że przy zabójstwie starszej pani w Świerkach koło Ludwikowic (2002 rok) nie udało mi się ustalić, że sprawcy tego zabójstwa przyczynili się do śmierci tego mężczyzny z Lubina, którego po włamaniu do mieszkania skrępowali i zakneblowali, co spowodowało śmierć przez uduszenie. Nawet o tym nie wiedzieli, bo mieszkali w zupełnie innym mieście. Tak jak ci trzej mężczyźni nie mają zapewne do dziś pojęcia, że to dzięki mojej dociekliwości zostali z zarzutu zabójstwa oczyszczeni i wyszli na wolność.

Tak samo jak skazani na długie lata więzienia mieszkańcy Wałbrzycha, którym wałbrzyscy policjanci ‘dobili” napad z bronią na sklep z telefonami, w co uwierzył prokurator i sąd. I gdyby nie to, że moim kolegom z KWP we Wrocławiu – z moim i moich dwóch kolegów z sekcji zamiejscowej wydziału kryminalnego KWP we Wrocławiu z/s w Wałbrzychu - udało się rozpracować i zatrzymać członków groźnej grupy bandyckiej, która dokonywała licznych napadów z bronią w ręku. Także na terenie Wałbrzycha, czego wałbrzyscy kryminalni nie mogli rozgryźć. Ci przez nich zatrzymani, również zapewniali o swojej niewinności, ale nikt nie chciał im uwierzyć. Takich niewinnych ale skazanych jest w Polsce co najmniej z kilka setek i nikt po prawomocnym wyroku ich losem się nie przejmuje.

W przypadku Patryka jest jeszcze jedna sprawa, z którą trudno się pogodzić. Otóż sąd penitencjarny (czyli sędzia) wywodzi, że nie jest on przystosowany do życia na wolności i dlatego odmawia mu warunkowego zwolnienia. Bo nigdy nie był na przepustce. Rzecz w tym, że jemu tej przepustki z jakichś dziwnych powodów dać nie chcą, a przy okazji powtarzają, że nie miałby gdzie zamieszkać, bo z rodzinnego mieszkania po babci został wyrzucony. I powtarzają tak, jakby w ogóle nie słyszeli tego co mówi (i pisze) mama Radka, która pod swój dach Patryka przyjmie (ma warunki, bo Radek wyjechał za granicę) i się nim, jak własnym synem zaopiekuje.

Wygląda na to, że przy takiej filozofii sądu penitencjarnego Patryk powinien zostać w odosobnieniu do śmierci, bo przecież nie jest przysposobiony do życia na wolności. Niestety takich sędziów mamy, a jest ich coraz więcej.

O tym, co się aktualnie z Patrykiem dzieje, przeczytacie w moim felietonie w DB 2010 z dn.18.08.2016 str.6 (załącznik)

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-32-304-z-18.08.2016-r.pdf)DB 2010 z 18.08.2016 str. 6
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Wielokrotnie pisałem o szczególnym bestialstwie niektórych wałbrzyskich (i nie tylko) policjantów, nazywając ich bandytami w mundurach. Mocno mi się oberwało (i to wielokrotnie) i obrywa do dnia dzisiejszego, od różnego rodzaju „obrońców honoru policyjnego munduru”, którzy odsądzali mnie od czci i wiary, za to, iż ośmieliłem się o tym pisać, i że o tym tak, a nie inaczej, pisałem. Zapewne każdy z tych piszących, lub atakujących mnie wprost, podczas przypadkowych spotkań, lub opowiadający o mnie przeróżne bzdury podczas rozmów między znajomymi, uważa się za porządnego człowieka. Za człowieka honoru. Natomiast ja, w ich oczach, jawię się jako zwykła gnida, która bruździ we własnym gnieździe.

Nie muszę przy tym dodawać, że kiedy „CI OSOBNICY”, którzy do mnie piszę (oczywiście anonimowo, bo tylko tak stać ich na „odwagę”), nie odnoszą się do poruszanego problemu, bo to nie on leży im na sercu. Oni koncentrują się na tym, aby jak najbardziej moją osobę wszystkim wkoło zohydzić, obrzucić mnie błotem, przypisując mi jakieś wredne postępowanie z moich policyjnych czasów, kiedy to ponoć byłem nie tylko marnym gliną, przypisującym sobie cudze sukcesy, ale też i wrednym przełożonym, leniem wysługującym się innymi, kombinatorem i malwersantem. Rozpisują się na temat mojego prywatnego życia, podając jakieś wyssane z palca historie, które ponoć słyszeli od swych ojców, braci, kolegów, lub znajomych z policji we Wrocławiu, Dzierżoniowie, Świdnicy, Wałbrzychu, a nawet w Wołowie.

Wszystko to piszą osobnicy, którzy zapewne nigdy się ze mną nie spotkali, a nawet podejrzewam, że z nikim na mój temat nie rozmawiali. Ale im to nie przeszkadza, bo będąc anonimowymi (jak się mylnie im zdaje) mogą zionąć swą nienawiścią do mnie, co zapewne przynosi im sporą ulgę w ich nędznej wegetacji społecznej.

I cóż mi pozostaje uczynić z tego typu osobnikami? Tłumaczyć się, czy kajać za tę swoją nikczemną podłość?

Otóż odpowiem im niezbyt dyplomatycznie, a nawet nieprzystojnie: POCAŁUJTA MNIE WSZYSCY W DUPĘ.1

Ostatni mój felieton w DB 2010 (w załączniku – str. 6) dotyczy spraw, pokazujących, że to ja miałem i MAM rację, iż w szeregach wałbrzyskiej policji znajdują się zwykli bandyci, bo tylko bandyci biją do krwi, a nawet śmierci innych ludzi, zwłaszcza tych, którzy nie są w stanie się im przeciwstawić. I każdy kto bandytów wspiera sam od nich nie jest lepszy i zasługuje na moją najwyższą POGARDĘ i jestem w stanie im to w oczy powiedzieć. Nie postąpię tak, bo jak na razie ŻADEN Z NICH NIE ODWAŻYŁ SIĘ CZYNIĆ MI JAKICHKOLWIEK ZARZUTÓW, WYSTĘPUJĄC POD SWOIM IMIENIEM I NAZWISKIEM.

I jakoś się temu nie dziwię. Ktoś zgadnie dlaczego?

1. Za użyty wulgaryzm przepraszam, ale musiałem sobie chociaż trochę ulżyć!

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-31-303-z-11.08.2016-r.pdf)DB 2010 11.08.2016 str. 6
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Do mojego tekstu w DB 2010 z dnia dzisiejszego (04.08.2016) miałem, jak zwykle, napisać odautorski komentarz, jako uzupełnienie felietonu. Dziś od tego odstępuje i zamieszczam (niestety anonimowy) komentarz jednego z internautów, który dał upust swoim uczuciom,wywołanym obrazkiem członków ONR heilujących (wyjaśniam: wznoszenie prawej ręki w hitlerowskim pozdrowieniu) na część warszawskich powstańców. Cały wpis kopiuję z redakcyjnego artykułu Dziennika Trybuna z dnia 3-4 sierpnia 2016 roku. Wyjaśnię tylko, że swój tekst pisałem i wysłałem do redakcji DB 2010 w dniu 2-go sierpnia br. Czynię to, aby podkreślić, że nie tylko ja mam takie odczucia. I wiem, że takich jak MY jest naprawdę bardzo wielu. Tylko, być może, niektórzy się boją to powiedzieć, a inni nie mają okazji uczynić tego publicznie.

 Oto wpis na Facebooku:

Właśnie zestawienie tych dwóch postaw – Papież w Auschwitz, który nie mówi ani słowa, bo nie ogarnia, bo ogarnąć się nie da. Nie udaje mądrzejszego niż jest, chociaż jest szefem jednej z największych instytucji na tej planecie. I tysiące młodych Polaków drących dziś mordy i palących race, bo przecież cześć i chwała bohaterom, a bohaterom race bardzo potrzebne. I śmierć najlepiej zakrzyczeć, wtedy ją się z pewnością oswoi i rozumie. Część i chwała bohaterom – rzeka gówna, błota, krwi, kurzu, wnętrzności płynące po Nowym Świecie. Matce urwało nogę. Bratu na Szucha wyrywają paznokcie. Dziewczynka jeszcze wczoraj w letniej sukience, a teraz już sztywna i oczy mętne. Była Polska, nie ma Polski. Było miasto, nie ma miasta. Zamiast cukierni lej po bombie.

To koniecznie trzeba zakrzyczeć, bo jak się będzie darło mordę, to wszystkie te tragedie nabiorą głębokiego, metafizycznego sensu. A jak się będzie milczeć, to się nie daj Boże zobaczy pustkę, bezsens i trzech facetów krojących świat, którym nasze wspaniałe zrywy są doskonale obojętne, gdyż geografia jest geografią, a polityka polityką. Jak się będzie milczeć, to się zobaczy bohaterów, co leżą pokotem i gniją, już zimni. I żadna raca, żaden okrzyk ich nie wskrzesi.

Zabraliście mi to święto, nacjonalistyczne tępe pały. I nie ma, że jeden świętuje tak, a drugi inaczej. Na ślubach się nie lamentuje. Na pogrzebach się nie tańczy. Wspominając tragedię nie drze się mordy. Nie zakrzyczycie tego, że nie rozumiemy, po co to wszystko było.”

Nic dodać, ani nic ująć nie mogę. Wielki pokłon dla autora tego wpisu.

 

 

 

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-30-302-z-04.08.2016-r.pdf)DB 2010 Z 04.08.2016 - str. 4
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

  W czasach mojej młodości w Polsce pełnię władzy sprawowała jedna partia polityczna, czyli Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, której program, był programem narodu, albowiem naród z partią, a partia z narodem – jak mawiali poszczególni I sekretarze jej Komitetu Centralnego, przekonani o swej nieomylności w wytyczaniu drogi do ogólnej i powszechnej szczęśliwości. Naród niekiedy się z tego podśmiewał, niekiedy brał na poważnie, a jeszcze niekiedy stawał okoniem, kiedy tej powszechnej szczęśliwości dostrzec nie mógł.

Tak i podobnie rzecz ma się i dzisiaj, kiedy Prawo i Sprawiedliwość na siłę chce naród uszczęśliwić fundując im – wzorem swych poprzedników z PRL – program powszechnej szczęśliwości, nazwany „dobrą zmianą”. Znów naród jest najważniejszy, a partia tylko skazuje mu, to, czego on sam nie jest w stanie wyartykułować. Przypomnę jedynie, że, jak twierdził niemiecki filozofHegel, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Ale na to dictum odpowiedział mu Karol Marks, że i owszem, ale Hegel zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa. Problem w tym, że nadprezes IV RP Jarosław – odwrotnie niż sekretarze niegdysiejszej PZPR - ani Hegla, ani Marksa nie czytuje, czego efektem jest, że tak bezrozumnie dąży wraz z całą czeredę potakiwaczy do przywrócenia danego systemu, a więc rządów monopartii. I o tej monopartii oraz monowładza piszę w felietonie zamieszczonym w numerze DB 2010 z 28.07.2016 str. 4

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-29-301-z-28.07.2016-r.pdf)DB 2010 z 28.07.2016 - str. 4
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

W wczorajszym wydaniu tygodnika DB 2010 (patrz załącznik str. 10) piszę o wydarzeniach w Turcji. Z powodów oczywistych, pisząc ten tekst, nie znałem wydarzeń późniejszych. Teraz już wiem (i wszyscy zainteresowani), że nie skończyło się na masowych aresztowaniach wojskowych i sędziów. Erdogan zarządził wprowadzenie stanu wyjątkowego, co oczywiście jest tylko przygrywką do wprowadzenia rządów dyktatorskich. Mówiąc krótko dyktatu islamu, który od wpływu na państwo został odsunięty prawie wiek temu przez „Ojca Narodu”, czyli Mustafę Kemala Atatürka. To on 29 października 1923 roku ogłosił utworzenie Republiki Turcji i oparcie jej ustroju na wzorcach zachodnich, wzorowanych na rozwiązaniach francuskich, włoskich, szwajcarskich i szwedzkich. Najważniejszym organem stał się parlament, czyli Wielkie Zgromadzenie Narodowe Turcji. 3 marca 1924 roku dokonano zniesienia islamskiej instytucji kalifatu oraz Ministerstwo Religii, a także szkoły duchowne, co zapoczątkowało laicyzację kraju, likwidację sądów działających na zasadzie religijnego prawa i wprowadzono kodeks karny. No i dopuszczono do edukacji kobiety, którym też zezwolono na odrzucenie strojów nakazanych przez islam.

Od wielu już lat reformy Atatürka są powoli redukowane, a na scenę polityczną wstępują islamscy mułłowie, którzy znów mówią mieszkańcom Turcji, co im wolno, a czego nie. Zmiany te znacznie przyspieszyły od czasu kiedy Erdogan został premierem, a następnie prezydentem. Przy okazji zdobycia prezydentury odsunął w cień premiera, zabierając mu, niezgodnie z konstytucją, jego uprawnienia. Tak więc wszystko to, na straży czego stała przez dziesiątki lat turecka armia, odchodzi dziś - na naszych oczach - na śmietnik tureckiej historii.

Dla mnie najciekawsza, ale tez i najgroźniejsza wypowiedź nadprezesa III RP Jarosława, który w czerwcu 2014 roku, a więc w czasie, kiedy nawet o samodzielnym rządzeniu w Polsce nawet nie śnił, powiedział, że (wywiad dla wPolityce.pl) „trzeba czynić wszystko, by Polska była tym, czym dziś jest Turcja”. Ale aby stało się to realne „trzeba najpierw zmiany władzy, a potem przebudowy polskich ekip. I to we wszystkich dziedzinach.” W Turcji już się to stało, więc tylko wyglądać, aż nadprezes III RP Jarosław śladami prezydenta Erdogana zechce podążyć. Niektórzy, co odważniejsi znawcy tematu już wieszczą, że zaraz po Światowym Dniu Młodzieży, rozpocznie się w Polsce fala aresztowań. Na początku [pod pretekstem nadużyć władzy i przekrętów gospodarczych popełnionych w czasach PO, następnie zapewne w czasach rządów SLD, a później wszystkich tych, którzy nawet tylko myśleniem będą stanowili potencjalne zagrożenie dla nadprezesa III RP Jarosława i jego ekipy.

Tak obecnie postępują władze w Turcji (czytaj: prezydent Erdogan), który bez skrupułów każe zamykać w kazamatach dziennikarzy, naukowców, członków opozycji i wszystkich innych niezadowolonych z jego rządów. Wystarczy tylko, że to niezadowolenie wyartykułują. Pierwszym krokiem do autarkii było zniwelowanie znaczenia tureckiego Trybunału Konstytucyjnego, którego wyroków władza polityczna nie chce wykonywać, bo po prostu ich nie uznaje. Prawda, jak to swojsko brzmi?

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-28-300-z-21.07.2016-r.pdf)DB 2010 z 21.07.2016; str.10
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

  W felietonie w DB2010 (patrz w załączniku) dotyczącym projektu kolejnych zmian ustawy o emeryturach mundurowych podałem, że emeryturę w wysokości 18 tys. zł otrzymuje gen. Krzysztof Klimek b. szef Biura Ochrony Rządu, co oparłem na informacjach, jakie znalazłem w Necie. Zdaję sobie sprawę, że w Internecie krąży olbrzymia ilość rożnych głupot, przeinaczeń i zwykłych kłamstw i dlatego przepraszam wszystkich PT Czytelników, że ich w błąd wprowadziłem. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, iż musiałem się śpieszyć, aby zdążyć z wysłaniem tekstu do Redakcji, by mógł się w czwartkowym wydaniu DB 2010 pojawić.

Ta oczywista nieprawda nie uszła uwadze członkom stowarzyszenia Związku Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa, którzy zwrócili mi uwagę, że w istocie gen. K. Klimek, pozostając w służbie, otrzymywał wynagrodzenie (brutto) w wysokości 11 100 , a więc żadnym sposobem jego emerytura nie może osiągać wysokości, jaką podałem. Biorąc pod uwagę, że otrzymuje 75 % tego, co zarabiał, jego emerytura wynosi więc faktycznie 7800 zł. Ponadto emerytury przekraczające kwoty kilkunastu tysięcy zł uzyskują w zasadzie tylko ci najwyżsi rangą oficerowie, którzy po 25 latach służby przechodzą w stan spoczynku. Każdy zatem łatwo sobie może sprawdzić, że akurat oni nie mają w swych życiorysach okresów służby organach bezpieczeństwa państwa z czasów PRL. To sam kwiat tzw. „solidarnościowego” zaciągu, który od 1990 roku pojawił się w tych organach i zaczął coraz bardziej odgrywać w nim znaczącą rolę. Niekiedy bardzo znaczącą, ale dla organów tych niesamowicie szkodliwą. Te ich emerytury nie są niczym dziwnym, albowiem oparte są na obowiązujących w tej materii przepisach prawa. Tych samych, które regulują emerytury tych funkcjonariuszy, którzy do służby wstąpili przed rokiem 1989.

Jeżeli chodzi o tych z „peerelowską skazą”, to bez zdziwienia muszę stwierdzić, że bajki o ich horrendalnie wysokich emeryturach rozsiewane są prawdopodobnie przez jakiś pisowski wydział propagandy. Być może umiejscowiony gdzieś w MSWiA. Pamiętam, jak w latach 80-tych XX wieku w narodzie krążyły podobne opowieści o takich samych horrendalnie wysokich zarobkach funkcjonariuszy MO, których zasiłki rodzinne miały być wyższe, niż na ten przykład pensja nauczyciela. Wiem coś na ten temat, bo taki zarzut postawiła mi wówczas moja siostra Bożena, która była nauczycielką historii (po studiach historycznych na Uniwersytecie Wrocławskim, wtedy im. B. Bieruta) w technikum Rolniczym w Mokrzeszowie (koło Świebodzic). Kiedy pokazałem jej mój tzw. pasek, to aż na chwilę zamilkła ze zdziwienia. W listopadzie 1987 roku jako porucznik MO zarabiałem netto 30550 zł, w tym 1300 zł dodatku rodzinnego, który, co łatwo wyliczyć, stanowił jednie 4,25% mojego wynagrodzenia. Okazało się, że jej dodatek, jaki otrzymywała w szkole, był wyższy od mojego. Niezbyt wyższy, ale jednak wyższy.

Obecnie – od 2009 roku – prawicowi decydenci szczują społeczeństwo na tych funkcjonariuszy, którzy po roku 1989 zostali w służbie i wykonywali przekazane im obowiązki najlepiej jak potrafili. A byli to w zdecydowanej większości wysokiej klasy fachowcy, doświadczeni i dobrze zorganizowani. Ogółem więc - w 1990 roku - spośród 14.038 funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, pozytywnie zaopiniowano 10.439 i to z nimi nowa władza zawarła umowę, która polegała na tym, że za służbę dla Polski (przed i po 1989 roku), w momencie przejścia na emeryturę, będą otrzymywali ją w wysokości, jaką najwyższy organ władzy, czyli sejm, uchwali w stosownej ustawie. I ustawa ta będzie dotyczyła wszystkich funkcjonariuszy, niezależnie od daty przystąpienia do służby. Dzisiejsi emeryci służb mundurowych, ci sprzed 1989 roku, obowiązek swój wypełnili z honorem, czego nie można powiedzieć o władzy. Każdy, kto łamie zawartą umowę, posługując się na dodatek kłamstwem wynikającym z niskich pobudek (dzisiejsi decydenci chcą emerytury obniżyć ze zwykłej zemsty, opartej na chorym przekonaniu, że w czasach PRL wszyscy mundurowi służyli nie Polsce, tylko ZSRR), jest po prostu kimś niehonorowym. Przedwojenny Kodeks Bohdziewicza odbierał takim „zdolność honorową”, a każdy honorowy oficer i obywatel nawet ręki komuś takiemu nie podał. Ale to było w II RP. Szkoda, że w III RP pojęcie honoru jest decydentom nieznane i co mnie jakoś nie dziwi, dotyczy to w zdecydowanej większości polityków z prawej strony. A tak na marginesie. Komu służą mundurowi dzisiejsi? Stanom Zjednoczonym i NATO?

Najsmutniejsze jest to, że gros uzyskanych oszczędności (11 milionów rocznie) pochodzić będzie z obniżonych rent inwalidzkich i rodzinnych, a więc ukradzionych najsłabszym. Zwłaszcza zadziwiające jest to, że dzisiejsza władza chce oszczędzać kosztem dzieci zmarłych funkcjonariuszy, a więc kosztem osób, których w czasach PRL chyba jeszcze na świecie nie było. Komu więc mogli wówczas zaszkodzić panie ministrze Błaszczak i Zieliński? Panie prezydencie Andrzeju Dudo i panie nad prezesie III RP Jarosławie?

Minister Mariusz Błaszczak: Oszczędności miesięczne dla budżetu państwa, to ponad 11 milionów złotych, rocznie ponad 135 milionów złotych. W naszym przekonaniu jest to sprawiedliwe rozwiązanie. Najwyższa emerytura nie może przekraczać wysokości przeciętnej emerytury z ZUS, a więc kwoty 2131 złotych, a najwyższa renta, nie może przekraczać renty z ZUS, a więc 1610 złotych. Na te ustawę czekaliśmy bardzo długo. Naprawiamy to, co zostało zepsute przez lata.

Trzymamy Pana za słowo i kiedy będzie Pan odchodził na emeryturę bądź rentą, sprawdzimy ile sobie Pan naliczy. A naliczy zapewne nie gorzej niż generałowi Głodziowi, który aby się nie zagłodził dostał na dzień dobry 10 tys. zł emerytury, chociaż nie miał do niej prawa.

Psychologowie twierdzą, że skłonność do zemsty mają ludzie z niską samooceną, charakteryzujący się większą skłonnością do zachowań odwetowych. Ludzie ci częściej wchodzą w zachowania rywalizacyjne, są chorobliwie ambitni, agresywni i wrodzy wobec innych. Postrzegają otoczenie jako im zagrażające i żyją w nieustannej reakcji alarmowej. Są bez przerwy niezadowoleni, drażliwi i po prostu słabi. A ja z własnego doświadczenia wiem, że ludzie słabi są najgroźniejsi, bo objawiając się wszystkiego, są skłonni do zdrady i atakowania zza węgła.

Napisz komentarz (8 Komentarzy)