Ponoć w Polsce wolność wyrażania swoich przekonań nie jest absolutnie zabroniona, o czym nadprezes III RP Jarosław i wszyscy jego podwładni, starają się przekonywać, tych, którzy zaczynają dostrzegać, że jednak coś jest nie halo. A że coś jest na rzeczy, świadczy chociażby aresztowanie przodowniczego partii „Zmiana”, który miał odwagę (tak jak i jej członkowie) wyrażać publicznie swoje niezadowolenie z polityki jaką Polska prowadzi nie tylko w stosunku do Rosji, ale także i NATO. Uznawany jest (jak i jego partia) za człowieka o poglądach prorosyjskich, co już samo z siebie stawia go na pozycji podejrzanego. No i się doczekał, po został aresztowany pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji, a jak nie Rosji, to Chin. Jeszcze śledczy tego dokładnie nie ustalili. Dziwne to szpiegostwo, kiedy szpiegiem jest cała partia, a o tym co robią ogłaszają w swojej gazecie i na stronach internetowych. Ale w Polsce nie takie rzeczy już widzieliśmy, więc dziwować się nie ma co.

* * *

Jeżeli zatem za wyrażanie swego niezadowolenia z polityki prowadzonej przez NATO wobec Rosji i innych państw, które NATO (czytaj USA) uznają za nie mające zdolności do samodzielnego decydowania o swojej polityce wewnętrznej i międzynarodowej, można w III RP iść do pierdla, to ja się zastanawiam, czy III RP jest faktycznie członkiem Unii Europejskiej.

* * *

Otóż kiedy w III RP odbywają się manewry pod kryptonimem „Anakonda” (wiadomo, jaki potężny i niebezpieczny wąż, który dusi tak samo jak boa dusiciel) mające Rosję, czyli Putina, przerazić i porazić, w parlamencie Europejskim odbywał się konferencja pod nazwą „ISTNIEJE ALTERNATYWA – NIE DLA NATO”. Konferencja została zwołana przez lewicową frakcję w tym parlamencie, czyli przez Zjednoczoną Lewicę Europejską – Nordycką Zieloną Lewicę ( GUE-NGL) i jakoś nikt w Europie nie woła, że ci lewicowi parlamentarzyści, to szpiedzy Putina.

* * *

A w III RP …. a w III RP mamy już tak zidiociałe społeczeństwo (przynajmniej w sporej części), że każdego, kto publicznie wyrazi swe wątpliwości, lub zastrzeżenia wobec NATO i jego polityki, z miejsca uznawany jest za tajnego członka organizacji grupującej „zielone ludziki”, bo „kto nie z nami, ten z Putinem.” A już nie daj boże napisać coś pozytywnego, lub nawet neutralnego, o Rosji i Putinie … ma człowiek z miejsca przechlapane.

* * *

Nawet na Facebooku jeżeli się napisze jakiekolwiek słowo, które nie będzie zgnębieniem Rosji, jej obywateli i samego Putina, miejsca otrzymuje się znaczek ”rosyjskiego sługusa i dupolizcy”, jak to mnie dziś spotkało ze strony niejakiego Romana Romkowskiego, który z faktu, iż napisałem o tym, że angielscy kibice zaatakowali i prowokują kibiców rosyjskich, wywnioskował, że jestem takim „putinowskim lizodupcem”, bo przecież wiadomo, że anglokibole znani są przecież ze swych gołębich serc. Żal serce ściska, a w kieszeni przysłowiowy nóż się otwiera.

* * *

Kto chciałby się zapoznać z innymi moimi przemyśleniami na temat demokratycznych wolności w III RP niech kliknie TU: DB 29010 z 15.06.2106 rok Str. 6

 

 

 

Napisz komentarz (1 Komentarz)

Terroryzm na ziemiach polskich znany był też wcześniej. Przypomnę chociażby o aktach terroru bojówek PPS, kierowanych przez Józefa Piłsudskiego, czy zamach Eligiusza Niewiadomskiego (16.12.1922) na pierwszego prezydenta wolnej i demokratycznej Polski Gabriela Narutowicza. Natomiast zamachu na ministra spraw wewnętrznych Pierackiego (15.06.1934 w Warszawie) dokonał ukraiński nacjonalista z OUN Hryhorij Maciejko.

Podaję za Wikipedią:

Podczas zjazdu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w Berlinie, zapadła decyzja o zorganizowaniu zamachu na polskiego ministra ds. wyznań religijnych Janusza Jędrzejewicza lub właśnie Pierackiego. Morderstwo miało być odpowiedzią na aresztowania, których dokonały polskie władze po nieudanym napadzie nacjonalistów ukraińskich na pocztę w Gródku Jagiellońskim. Decyzja o zamachu na Pierackiego zapadła, gdy podjął on próbę porozumienia z umiarkowanymi grupami Ukraińców – zdaniem radykałów zagrażało to ich dalszej konfrontacyjnej polityce

15 czerwca 1934 członek Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Hryhorij Maciejko zjawił się przed warszawskim Klubem Towarzyskim przy ul. Foksal 3 w Warszawie, w którym często spotykali się politycy obozu rządzącego, wysokiej rangi wojskowi i przemysłowcy. Tam przez dłuższy czas oczekiwał na przybycie Pierackiego. O 15.30 minister przyjechał służbową limuzyną, prowadzoną przez szofera. Gdy wysiadł z samochodu, ruszył za nim Maciejko. Zamachowiec podszedł do Pierackiego i usiłował zdetonować przygotowaną wcześniej bombę. Jej zapalnik, którym była szklana rurka, zawiódł. Wobec takiego rozwoju sytuacji, Ukrainiec wyciągnął rewolwer i trzykrotnie strzelił do Pierackiego, trafiając go w tył głowy. Następnie zamachowiec wyszedł na ulicę i, pomimo pościgu policjanta (wspomaganego przez szofera ministra), udało mu się zbiec. Wkrótce potem Maciejko opuścił Polskę – udał się najpierw do Czechosłowacji, a później do Argentyny. Po ciężko rannego Pierackiego szybko przyjechała karetka. Minister został przewieziony do szpitala Ujazdowskiego, gdzie poddano go operacji. Pomimo tego, zmarł jeszcze tego samego dnia.

Nie był natomiast zamachem terrorystycznym akt zabójstwa byłego komendanta głównego policji Marka Papały (25.06.1998 w Warszawie), albowiem był to czyn o charakterze kryminalnym, którego PRAWDZIWI sprawcy nie zostali dotychczas wykryci, a PRAWDZIWY motyw tego zabójstwa został odrzucony i wstydliwie ukryty.

Natomiast o polskim terroryzmie pisze w felietonie w DB 2010 „Terroryzm po polsku” (załącznik).

 

Napisz komentarz (1 Komentarz)

Zdaje się, że pewną znaną wrocławską literatkę złapałem na niewielkiej – ale zawsze – konfabulacji. Opisuję to w felietonie w DB 2010 (załącznik), a więc tutaj jeno dodam, że zanim ów felieton napisałem, pozwoliłem sobie przeprowadzić niewielkie dochodzenie. No i ustaliłem, że nazwiska owej literatki nie ma w biurze zamówień (przedsprzedaży) biletów, a z opublikowanego przez nią tekstu absolutnie nie wynika, iż zakupu biletów na teatralną sztukę, dokonywała w kasie teatru. W tym przypadku musiałaby to uczynić w Starej Kopalni.

Po drugie, rozmawiałem z bardzo kompetentną osobą z kierownictwa Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu, która wyraziła zdziwienie, bo literatkę zna osobiście, ale w teatrze – na tej sztuce – nigdy nie widziała.

Po trzecie, sztukę (Schubert) na scenie teatru wystawiają od lutego br., felieton literatki pokazał się w maju br., a ona sama pisze, że z teatru wracali przez pola, na których „rzepak kwit wściekle”. Problem w tym, że rzepak (nawet wściekle) kwitnie zazwyczaj na jesieni. Zastanawiam się więc, kiedy to pani literatka, nasze urocze „miasteczko”, raczyła nawiedzić?

* * *

W dniu dzisiejszym mija 25 rocznica wyborów do sejmu i senatu przeprowadzonych w czerwcu 1989 roku. Miałem wtedy 42 lata i wszystko to, co się działo doskonale pamiętam. Więc dobrze wiem, że dziś o tamtych wyborach opowiada się samą nieprawdę, czas tamten został zmieniony w kolejną legendę, którą karmi się coraz bardziej puste głowy Prawdziwych Polaków. Taką samą, jak ta, że Lech (ten od Czecha i Rusa) zbudował gród pod dębem, na którym gniazdo uwił sobie orzeł biały. Gdyby w 1989 roku ZSL i Stronnictwo Demokratyczne nie zdradziły i nie zerwały umowy, Polska dziś na pewno byłaby w zupełnie innej sytuacji, a Polacy nie musieliby przechodzić traumy nędzy, poniewierki i wyjazdów za chlebem. Bo Polska zmieniłaby się nie trybie szoku, ale ewolucji. Zgodnie z planami Rakowskiego i Wilczka, którzy już w połowie lat 80 – tych wprowadzili zręby pierwszego,polskiego kapitalizmu w PRL, co przez wielu dzisiejszych polskich przedsiębiorców wspominane jest, jako czas najlepszy dla prywatnej przedsiębiorczości. Dziś różni tacy, jak Schetyna czy Petru (ale nie tylko) udają, że ówczesne wybory zostały wprowadzone boskim zrządzeniem, czyli spadły nam, jak manna, z nieba. Udają, że lewicy (dawnej PZPR) przy tych przemianach nie było.

No cóż … było, minęło i se ne vrati.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-22-294-z-02.06.2016-r.pdf)DB 2010 z 02.06.2016 - str. 2
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Wrocławskiego „bombera” policjanci ze specjalnej grupy, utworzonej na bazie funkcjonariuszy z KWP we Wrocławiu, oraz przysłanych do pomocy z KGP, dopadli. Okazało się, że jest to student III roku jednej z wrocławskich wyższych uczelni, który po umieszczeniu bomby w autobusie, wyjechał do swoich rodziców mieszkających gdzieś na terenie województwa lubuskiego. Jestem pełen uznania bo zdaję sobie sprawę, że przeprowadzili nadzwyczaj koronkową robotę i jestem świecie przekonany, że są to tacy prawdziwi policjanci, których Polska nie musi się wstydzić.

Oglądałem wczorajszą konferencję prasową w Komendzie Wojewódzkiej we Wrocławiu i mówiąc szczerze to miałem niezły ubaw. Rej wodził z-ca komendanta głównego, który do wykrycia sprawy przyczynił się chyba najmniej. Dużo opowiadał minister Błaszczak, ale ten – o dziwo – gadał do rzeczy. Sporo również pleplal prokurator Viceziobro, chociaż do ujęcia bombiarza doprowadziły tylko i wyłącznie działania operacyjne, na które prokuratura nie ma żadnego wpływu, a nawet nie może być do nich dopuszczana.

Natomiast siedział i milczał komendant wojewódzki, który na pewno osobiście cała akcję nadzorował im kierował. Jego oczywiście do głosu nie dopuszczono.

Zastępca głównego policjanta takie brednie opowiadał, że o mało nie dostałem zajadów ze śmiechu. On nawet za tajemnice uznał informację o tym, na jakiej uczelni ów bombiarz studiuje. Wielka mi tajemnica, którą na drugi dzień rozbębnię studenci z jego roku, kiedy go na uczelni nie zobaczą. Wielką tajemnicą okrył również miejsce zamieszkania (i zatrzymania) tego człowieka, chociaż już na drugi dzień dziennikarze zapewne dowiedzą się wszystkiego od sąsiadów jego rodziców. I tak zamiast z konferencji prasowej wyszło niewielka hucpa,ale za to wielka możliwość pochwalenia siebie za cudze sukcesy.

Przy okazji minister Błaszczak poinformował, że podczas osobistej rozmowy z ojcem Igora S. zabitego na komisariacie przy ul. Trzemeskiej, obiecał mu, ze uczyni wszystko, aby sprawa tej śmierci została wyjaśniona do najmniejszego nawet szczegółu. Więc poczekam na to wyjaśnienie, bo sprawy w takim stanie rzeczy pozostawić absolutnie nie można.

O sprawie tej oraz o możliwych scenariusza „polskiego terroryzmu” piszę w dzisiejszym wydaniu tygodnika DB 2010 na str. 6: Czasem warto pomyśleć.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-21-293-z-25.05.2016-r.pdf)DB2010 z 25.05.2016 str. 6
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

W dzisiejszym numerze DB2010 znajdują się dwa moje teksty (załącznik), których lekturę proponuję tym wszystkim, którym to, co się w Polsce dzieje, nie jest czymś obojętnym. Ja sam, chociaż niekiedy zarzekam się, że mam to wszystko – jak mówią Ślązacy – w życi – to jednak, kiedy słyszę lub widzę paranoiczne zachowania się ludzi, którzy działają niby interesie polskich obywateli, to jasna krew mnie zalewa i stąd te niektóre moje teksty (Tańczę w deszczu, str.6).

W tekście pt. Stop przestępcom w mundurach (str. 1 i 3) odnoszę się do wyroku Sądu Okręgowego w Świdnicy, który – oby – dokonał chyba wyłomu w ocenie drastycznych i bulwersujących wyczynów wałbrzyskich policjantów, a szczególnie tych z Komisariatu I na Pisakowej Górze. Szkoda tylko, że takiej procesowej odwagi brak jeszcze prokuraturze, która zamiata pod dywan zbyt wiele skarg zgłoszonych przez wałbrzyszan, a te które z rożnych powodów decyduje się wszczynać, następnie umarza z uwagi na – rzekome – nie zaistnienie czynu przestępczego. Za to nigdy nie ma żadnych wątpliwości, co do prawdziwości zgłoszonych przez policjantów przypadków „znieważenie funkcjonariusza”, co zawsze kończy się aktem oskarżenia i wyrokiem. I jakoś nikt nie zwraca uwagi, że tego rodzaju zgłoszenia w przeważającej mierze dotyczą osób, które złożyły skargę o pobicie przez tychże funkcjonariuszy.

Zresztą, czemu ja się jeszcze dziwię, kiedy sam osobiście zderzyłem się z prokuraturą (Dzierżoniów) i sądem (Wałbrzych) w sprawie, w której obie te szacowne instytucje uznały (mam na to stosowne kwity procesowe), że nawet jeżeli policjanci dopuścili się naruszenia prawa, to ponieważ takie zachowanie należy do zwyczajowych zachowań funkcjonariuszy, należy uznać, że nie ma podstaw do wszczęcia śledztwa.

Ludzie trzymajcie mnie, bo nie zdzierżę ….

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Równo 90 lat upływa od zamachu majowego, dokonanego przez Józefa Piłsudskiego, który przy użyciu części wojska, z poparciem Polskiej Partii Socjalistycznej oraz Polskiej Partii Komunistycznej, obalił demokratycznie wybrany rząd Rzeczpospolitej Polski. W wyniku walk, które trwały od 12 do 15 maja 1926 roku, na ulicach całej Warszawy zginęło, co najmniej, 379 osób (w tym ponad połowa to osoby cywilne - najmłodsza ofiara miała 12 lat)), a ponad 1000 odniosło rany. Najbardziej zażarte boje toczyły się (przy użyciu artylerii i czołgów) przede wszystkim w Al. Jerozolimskich i w Al. Ujazdowskich, w okolicy Belwederu. Wielu oficerów, nie mogących znieść hańby podniesienia ręki na polski rząd i polską konstytucję, popełniło honorowe samobójstwo … w tamtych czasach przysięga i honor miały jeszcze olbrzymie znaczenie.

Po przejęciu władzy, piłsudczycy rozpoczęli czystki, a zwłaszcza czystki w wojsku. Usunięto z niego 30 generałów i ponad 500 oficerów, z których wielu postawiono zarzuty kryminalne, w tym generałom Tadeuszowi Rozwadowskiemu, Włodzimierzowi Zagórskiemu, Juliuszowi Malczewskiemu i Bolesławowi Jaźwinskiemu. Generał Zagórski zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach w 1927 roku i wszystko wskazuje na to, że został on bestialsko zamordowany przez wiernych Piłsudskiemu oficerów, którzy eskortowali go do Warszawy po zwolnienia z więzienia. Ze służby wyrzucony został również bohater I wojny światowej i wojny z bolszewikami w 1920 roku, gen. Stanisław Haller.

W wyniku zamachu dyktatorska pozycja Piłsudskiego została umocniona, ale społeczeństwo nie uzyskało z tego tytułu jakiejkolwiek poprawy swej sytuacji i żadna z zapowiedzianych reform nie została wprowadzona w życie. Za to szybko zbudowano pierwszy na ziemiach polskich obóz koncentracyjny w Berezie Kartuskiej, gdzie z satysfakcją wielką, nad uwięzionymi (bez wyroku sadowego) przeciwnikami Piłsudskiego, znęcał się płk. Wacław Kostek-Biernacki, komendant tego obozu.

O Józefie Piłsudskim piszę też w moim felietonie, w dzisiejszym wydaniu tygodnika DB2010 (str. 8). Zachęcam też do przeczytania kilku moich refleksji z wczorajszej rozprawy w Sądzie Okręgowym w Świdnicy, w sprawie rozpoznania apelacji funkcjonariuszy z I KP, skazanych w I instancji, za brutalne pobicie na terenie komisariatu Pawła R. (str. 3).

PS. Proponuję również lekturę mojego felietonu (zapomniałem zamieścić go tu wcześniej) z DB2010 z 05.05.2016 str. 2 - Drzewa absurdu.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)