Zamiast własnego odautorskiego komentarza pozwolę sobie przedstawić tu pewne zadziwiające zdarzenia, jakie miały ostano w Polsce miejsce. Dotyczy to oczywiście spraw związanych z PiS, albowiem treść mojego felietonu (w załączniku) tegoż PiS również dotyczy.

Biskup z Opola Andrzej Czaja:

„O ile PO deptało czy sprzedawało pewne wartości, to mam wrażenie, że teraz niektórzy ludzie z PiS-u depczą ludzką godność i w ogóle się nie liczą z tym, co człowiek myśli, jakie ma pragnienia, potrzeby i - przede wszystkim - jakie ma prawa. (…) Emocje eskalują. Niestety, nie jest tak, jak mówiono przed wyborami, że będzie się słuchać głosu ludu. Głosu ludu absolutnie nikt nie posłuchał. To jest duży dramat i problem. (…) Jeżeli nie zdystansujemy się do pewnych pociągnięć obecnie rządzących - tak jak robiliśmy to wcześniej - i jeśli nie będziemy pilnować elementarnej prawności i uczciwości, praw ludzkich, godności człowieka, to będą nas wiązać z PiS-em. Kiedyś przyjdzie inna władza i może to pójść w skrajnie inną stronę. A może pójść na zasadzie >odbicia<, jeśli tak dalej będzie. (…)”

Proboszcz parafii św. Andrzeja w Zabrzu, w odniesieniu do tablic parafialnych tego kościoła, w których działacze PiS rozwiesili plakaty zachęcające wiernych do pójścia na film „Smoleńsk” : „Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska.”

Doskonale wiem, że nawet dwie jaskółki wiosny nie uczynią, ale widać wyraźnie, że w polskim kościele nie tylko z Międlarami mamy do czynienia. Powoli nawet do świątyń zaczyna docierać rozsądek i świadomość tego, czemu Kościół ma służyć. Bo na pewno nie prawicowym politykom, albowiem Polacy mają różne poglądy polityczne, a zdecydowana ich większość do tegoż Kościoła, a nie PiS przynależy.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-37 22.09.2016.pdf)DB2010 nr 37 z 22.09.2016 str.6
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Absolutnie nie dziwi mnie to, że kiedy swoje niektóre przemyślenia przeleję na papier i opublikuję, z reguły już po kilku dniach odnajduje w prasie artykuły, które nadzwyczaj mocno korespondują z tym, co wcześniejszej napisałem. Nie dziwi mnie to, albowiem jest dowodem, że podobnie myślących jak ja jest znacznie więcej, a na pewno więcej niż wydaje się głupkom bredzącym swoje „cimoje boje1” o rządach zdrajców, drugiej okupacji Polski w latach 1944 – 1989, oraz innych horrendalnych bzdur będących widocznym efektem nie tylko braku tzw. kindersztuby, ale też prawicowego oszołomstwa politycznego i intelektualnego. Ale dosyć o tym.

Do mojego felietonu pt. Wróci Waldenburg?, zamieszczonego w DB 2010 z 14.08.br. (patrz załącznik), zamiast odautorskiego (jak zawsze) komentarza, przywołam fragment z artykułu Krzysztofa Pilawskiego zatytułowanego Okupacja umysłów z tygodnika Przegląd, nr 37 z 12-18.09.2016, którego lekturę akurat ukończyłem, a innym szczególnie polecam.

”(…) Skutki pięcioletniej okupacji hitlerowskiej na ziemiach polskich, śmierć ok. 5,5 mln Polaków i polskich Żydów, przytłaczają i przerażają. Jak można je zestawiać z okresem Polski Ludowej, w czasie którego liczba ludności wzrosła o 14 mln, zlikwidowano analfabetyzm, zbudowano tysiące nowych szkół, znacznie rozbudowano – w porównaniu z przedwojenną – sieć uczelni, instytucji naukowych, bibliotek, muzeów. Powszechnemu oświeceniu edukacyjnemu i kulturalnemu towarzyszyła elektryfikacja, zagospodarowanie odebranych Niemcom ziem zachodnich, uprzemysłowienie, nienotowany wcześniej ani potem rozwój miast. Milionom Polaków zapewniono warunki awansu społecznego, a kraj wydobyto z kilkusetletniego zacofania i nędzy. Porównanie PRL do okupacji hitlerowskiej znieważa zarówno ofiary okupacji, jak i te generacje, które miały udział w powojennej odbudowie z ruin i rozwoju kraju.

Uznanie PRL z okupację musiałoby pociągnąć za sobą zanegowanie „okupacyjnych” granic (wszak tzw. żołnierze wyklęci powtarzali: „Jedna bomba atomowa i wrócimy znów do Lwowa, druga mała ale silna i wrócimy znów do Wilna”), uchylenie w całości „okupacyjnego” prawa: ustaw, umów i traktatów międzynarodowych, wyroków sądów, decyzji administracyjnych, aktów notarialnych itp. Tymczasem nawet dekret PKWN o reformie rolnej z 1944 r. i ustawa o nacjonalizacji przemysłu z 1946 r., fundamenty, na których budowano PRL, mają wciąż status obowiązujących aktów prawnych. (…) Skoro obecne państwo wyrasta z okupacji, rodzi się pytanie o legalność rządów Prawa i Sprawiedliwości, które doszło do władzy na podstawie obecnej konstytucji oraz wynikających z niej ustaw.”

Nic dodać, nic ująć.

Powyższy fragment art. Krzysztofa Pilawskiego wskazuje, jak straszną pustkę muszą mieć w głowach ci wszyscy, którzy brednie o „drugiej okupacji” głoszą i nic to, że niektórzy z nich posiadają wyższe wykształcenie, a niekiedy nawet tytuły naukowe.

Z pradziejów

Łowiec w krzach czeczota iszcze,
Kneź w dworzyszczu wziął zydliszcze,
Siadł, zagędźbił na podkurek,
Zaraz kur wór wniósł chór dwórek.
Rozdźwierzyły się podwoje,
Pojedynczo, lub po dwoje
Wchodzą przaśni, kraśni woje
Ni gieroje, ni playboje,
Gwarząc swoje ćmoje-boje.

Grzmią pokrzyki "Sława, sława!"
I knehini Pipkosława
U przedproża-zaporoża
Kiej problem na ostrzu noża
Lub kiej na gondoli doża
Ta detyna boża stawa
Wywołując grzmiące brawa.
Iście to magnacka feta,
W sosie własnym wajdelota,
I filety z filareta
I kompoty z Wizygota
Tur w bratrurze,
Żubrze udźce,
Wszyscy nuże
Chap za sztućce,
Ale kneź przed tą zabawą
Chciał wystąpić z mową-trawą -

Już się podniósł,
Wsparł o blat się,
Kiwnął w przód się
Oraz w zad się,
I rzekł w średniowiecznej mowie:
- Mociumichmośćwaćpanowie!
Jako wieda ano spokąd,
Dadźbóg raciąż do nipokąd,
Brzęczyszczeje dyćka dziewierz,
Grzymidojda sierdząc nie wiesz!
Ady ino kićki dziopa
Cimcirymci Hryćka kopa?
Ady ino ćwiąka łajba,
Ano bździąg odbita szajba
Ano gwoździec! Uździec ano!

Tu owacją mu przerwano,
Na ramiona go porwano,
Udzielono mu poparcia
I zabrano się do żarcia.
Choć po prawdzie z całej mowy
Nikt nie pojął ni połowy,

Gdyż kneź mówił o tych rzeczach
Raczej w stylu średniowiecza,
Zasię młodsze pokolenie
Znało tylko odrodzenie,

Więc nie doszła ich kneziowa
Mądrość niedościgła...
- To skąd te brawa wpół słowa?
- Bo kolacja stygła!

 

1Andrzej Waligórski – Z pradziejów

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-36-308-z-14.09.2016-r.pdf)DB 2010 z 14.09.2016 - str. 6
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Tekst zamieszczony w nr DB 2010 z 1-go września br. nie jest relacją z jego przebiegu, bo nie z takim zamiarem jechałem do Sądu Okręgowego Świdnicy. Nie jestem sprawozdawca sądowym lecz felietonistą, a więc to co pisze stanowi wyraz mojego osobistego spojrzenia na sprawę, a więc nie zawsze zgodnego, z tym, co organa ścigania ustaliły, jak i z tym, co obrona (oskarżeni) przed sądem mówią. Ale zawsze zgodne z faktami, nad którymi sąd się pochyla, lub do których doszedłem sam przy pomocy mojego wścibskiego nosa. Plotkami i ewentualnymi pomówieniami nie zajmuję się, a więc nie będę ich przywoływał. Aczkolwiek niekiedy warto (co też niekiedy czynię) odwołać się do tego, co mówi tak zwana ulica, z zaznaczeniem, że głos ulicy nie może być żadnym dowodem. Ale jakąś wskazówką zawsze. Zwłaszcza dla organów ścigania.

* * *

Polskie przepisy procesowe nie wymagają od oskarżonego, aby to on wywiódł dowód swej niewinności, bo to na oskarżycielu ciąży taki prawny obowiązek. Oskarżony ma prawo do mówienia nieprawdy, ale pod warunkiem, że nie będzie tą nieprawdą pomawiał innych osób, bo wówczas może spotkać się z zarzutami karnymi. Może jednak zwyczajnie kłamać i jeżeli oskarżenie, jak i sąd, tego kłamstwa nie wychwycą, to kłamstwo owo staje się korzyścią dla oskarżonego. Zatem im mocniejsze dowody oskarżenia zostały zabezpieczone i zgromadzone, oraz im bardziej sprawny intelektualnie jest sąd i prokurator, tym szanse faktycznego sprawcy są mizerne. Tak samo zasada ta działa w drugą stronę, czyli wtedy, kiedy oskarżona jest osoba niewinna. Wtedy decydujące znaczenie dla oskarżonego ma intelektualna sprawność zarówno obrońcy, jak i sądu. Niestety, niekiedy na salach sądowych grozą wieje, także z braku tego istotnego przymiotu.

* * *

Oskarżony może też odmówić odpowiedzi na wszystkie, albo na poszczególne pytania, jakie są mu zadawane (art. 175. § 1 kodeksu postępowania karnego). Jednym słowem oskarżony ma prawo w ogóle milczeć, co jest prostą konsekwencją zasady „domniemania niewinności” wynikającą nie tylko z przepisów k.p.k., ale przede wszystkim z Konstytucji RP, która w art. 42 ust. 3 stanowi, że : „Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.” Dlatego też odmowa obu oskarżonych na udzielanie odpowiedzi na pytania zadane przez prokuratora i oskarżyciela posiłkowego, zdziwiła mnie tylko trochę. Piszę o tym w felietonie „Proces trwa” w DB 2010. Nie wiem, czy w śledztwie obydwaj ci policjanci również odmawiali udzielania odpowiedzi, a to oświadczenie przed sadem było tylko tego konsekwencją, czy było też zgoła inaczej. Mam wrażenie, że jednak w śledztwie odpowiedzi udzielali, o czym przekonuje mnie wielce zdziwiona mina prokuratora, kiedy takie oświadczenie (pierwsze) padło ze strony oskarżonego Pawła H. Odnoszę nieodparte wrażenie, ze ta odmowa jest efektem obrazy oskarżonych na oskarżyciela, po którym być może nie spodziewali się, że ich POLICJANTÓW PRZECIEŻ zaciągnie na ławę oskarżonych. Tylu przecież przed nimi lało zatrzymanych, a włos im z głowy nie spadł, bo prokuratura nie dostrzegała w tym żadnego przestępstwa. Na marginesie dodam, że zawsze w takich przypadkach dziwie się nadzwyczajnie, dlaczego tym, którzy składają powiadomienia o pobiciu, prokuratura nie stawia zarzutów o zawiadomieniu o przestępstwie, które nie miało miejsca. A powinno to być logiczna konsekwencja takiego oskarżenia.

* * *

Jeżeli oskarżony „obraził” się na prokuratora i nie chce odpowiadać na jego pytania, to prokurator ma zawsze prawo zwrócić się do sądu, aby to sąd zadał pytanie sformułowane przez niego. Jeżeli zatem oskarżony uważa się za niewianego, a więc nie ma niczego do ukrycia, na pytanie sądu powinien odpowiedzieć. Chyba, że ma coś do ukrycia. A co można przed sądem ukrywać? Ano, prawdę ! ! ! W filmie reżysera Pasikowskiego „Jack Strong”, amerykański opiekun zdrajcy Kuklińskiego, agent CIA David Forden mówi, że nie trzeba udzielać odpowiedzi, bo wystarcza same pytania. Otóż to. Dziwie się zatem, że prokurator nie skorzystał z takiej możliwości, bo zadając pytanie może je tak sformułować, że brak odpowiedzi, zgodnie z prawem logiki, musi zostać uznana za potwierdzenie. Podam najprostszy przykład. Pada pytanie: czy prawda jest, że oskarżony bił pokrzywdzonego? Proszę powiedzieć, tak, czy nie? Oskarżany nie odpowiada, tym samym potwierdza, ze jednak bił. Dlaczego? Po prostu, gdyby odpowiedział NIE, to odpowiedzią tą niczym by sobie nie zaszkodził, a więc nie ma żadnych przeciwwskazań do jej udzielenia. Odpowiedź TAK, byłaby przyznaniem się do winy i z tego powodu oskarżony milczy.

* * *

Przysłuchując się rozprawie (szkoda, że sala rozpraw jest tak fatalnie nagłośniona) usłyszałem coś, co każe mi podejrzewać, że w ogóle cała ta policyjna interwencja była jakaś szemrana. Tak jakby policjanci pojechali na swego rodzaju polowanie, by ustrzelić „jelenia” godnego skopania. Oskarżony Grzegorz K., będący przełożonym w stosunku do policjantów prewencji w tym komisariacie, mimo,iż jak sam twierdzi miał mnóstwo roboty papierkowej, pojechał (tak sam z siebie) z oskarżonym Pawłem, H w miasto, w celach prewencyjnych. Czyli nie było żadnego zgłoszenia o jakimkolwiek wykroczeniu. Kiedy zauważyli stojących w bramie mężczyzn postanowili, aby sprawdzić ich trzeźwość. I tu jest problem, bo bez wykroczenia badania trzeźwości policjanci NIE MAJĄ PRAWA PRZEPROWADZAĆ. Na komisariat zabrali tylko Piotra Grucę, który chyba też żadnego wykroczenia nie popełnił (polskie prawo nie zakazuje bycia na ulicy w stanie wskazującym), bo oskarżony Grzegorz K. dwukrotnie (bo chyba zdumiony sędzia nie wierzył w to co słyszy i pytanie powtórzył) oświadczył, że oni Piotra Gruce nie zatrzymali. Oni tylko zaprosili go na komisariat, aby sporządzić jakieś dokumenty. Sprawcę przestępstwa lub wykroczenia należy zatrzymać, osoby, która się takich czynów nie dopuściła, zapraszać do komisariatu nie należy, zwłaszcza kiedy jest LEGALNIE pod wpływem alkoholu, a stan ten, ani jemu, ani osobom trzecim, w niczym nie zagraża. Proces trwa.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

 I znów mam problem z naszą policją, która jak się okazuje do przepisów prawa ma stosunek bardzo ambiwalentny, czyli stosuje je, mówiąc kolokwialnie, po uważaniu. I tak okazuje się, że na ten przykład polscy policjanci każdego dnia popełniają setki, a może i tysiące naruszeń prawa, a ma to miejsce wówczas, kiedy dokonywują tak zwanej prewencyjnej kontroli trzeźwości użytkowników dróg publicznych czyli kierowców. Z obowiązujących przepisów prawa wynika bez żadnych wątpliwości, że policjant nie ma prawa zażądać tzw. dmuchania w balonik, jeżeli obywatel wcześniej nie dopuścił się jakiegoś konkretnego wykroczenia związanego z ruchem drogowym. Policjant natomiast ma prawo żądania okazania przez obywatela dokumentów tożsamości, prawa jazdy, dowodu opłaty OC, nie podając przy tym żadnego uzasadnienia swego zadania. Takie ma prawo i basta.

* * *

Przeprowadzanie kontroli trzeźwości kierowców reguluje art. 129i ust. 4 ustawy Prawo o ruchu drogowym, ale, co w przepisie tym jest nadzwyczaj klarownie wskazane, w zakresie warunków stosowania badań trzeźwości, odsyła do przepisów ustawy o wychowaniu w trzeźwości (...). Niestety – dla panów policjantów – ustawa ta, również w sposób niesamowicie klarowny stanowi, że badania takie mogą zostać dokonane, jeżeli zachodzi podejrzenie, że przestępstwo lub wykroczenie zostało popełnione po spożyciu alkoholu (art. 47 ust. 1). A zatem, jeżeli kierowca POPEŁNIŁ CZYN, co powoduje, że obowiązujące przepisy nie przewidują tak zwanych prewencyjnych (rutynowych) rutynowych kontroli trzeźwości nie tylko kierowców, ale także i każdego obywatela. Nawet jak jest nawalony jak autobus w samo południe, ale swym zachowaniem nie narusza obowiązujących przepisów. Bo w Polsce spożywanie alkoholu i bycie w stanie po spożyciu w miejscu publicznym, nie jest (na razie) karane.

* * *

Obowiązujące (także policjantów) przepisy są brutalnie proste i łatwe do rozumienia: Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (...)

Art. 47

1. Jeżeli zachodzi podejrzenie, że przestępstwo lub wykroczenie ZOSTAŁO POPEŁNIONE po spożyciu alkoholu, osoba podejrzana może być poddana badaniu koniecznemu do ustalenia zawartości alkoholu w organizmie, w szczególności zabiegowi pobrania krwi. Zabiegu pobrania krwi dokonuje fachowy pracownik służby zdrowia.

Ustawa prawo o ruchu drogowym

Art. 129i.

1. Badanie w celu ustalenia zawartości w organizmie alkoholu przeprowadza się przy użyciu urządzeń elektronicznych dokonujących pomiaru stężenia alkoholu w wydychanym powietrzu.

2. Przepisu ust. 1 nie stosuje się, jeżeli stan osoby PODLEGAJĄCEJ badaniu uniemożliwia jego przeprowadzenie urządzeniem elektronicznym lub osoba ta odmawia poddania się takiemu badaniu. W takim przypadku ustalenie zawartości w organizmie alkoholu następuje na podstawie badania krwi lub moczu.

3. Badanie w celu ustalenia zawartości w organizmie alkoholu może być przeprowadzone również w razie braku zgody kierującego, o czym należy go uprzedzić.

4. Warunki oraz sposób przeprowadzania badań, o których mowa w ust. 1 i 2, OKREŚLA ustawa z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz. U. z 2007 r. Nr 70, poz. 473, z późn. zm)

* * *

Oczywiście, osobiście jestem za prowadzeniem prewencyjnej kontroli trzeźwości, bo mimo wszystko pozwala ona wyeliminować nawalonego drivera z uczestnictwa w ruchu, a więc zwiększyć bezpieczeństwo innych ich użytkowników, ale … No właśnie o to „ale” chodzi”. Już starożytni Rzymianie wymyślili zasadę „dura lex sed lex”, co oznacza, że każde prawo, niezależnie od jego uciążliwości MUSI być przestrzegane. Także więc i policjanci, chociaż ciężko im na sercu będzie, muszą się do prawa zastosować i zrozumieć, że złamanie wyżej cytowanych przepisów może być dla nich bardzo uciążliwe,a nawet niebezpieczne, albowiem może zostać zastosowany wobec nich art. 132 k.k. mówiący o odpowiedzialności za przekroczenie uprawnień.

* * *

Mnie, jako obywatela szanującego prawo, mało raczej obchodzi, że posłowie przez swą gnuśność i głupotę, nie potrafią tego problemu załatwić ustawą (możliwość kontroli prewencyjnej), dlatego też mam prawo żądać od panów i pań policjantów, aby się do prawa stosowali, bo inaczej – niestety – mogą się mocno sparzyć. Tym bardziej, że sama Komenda Główna w piśmie 10 marca 2015 roku l.dz. ER 572/15/AK, skierowanym do naczelnika Wydziału ds. Postępowań Organów Ścigania Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, przyznaje:

(…) w momencie wejścia w życie znowelizowanych przepisów ustawy Prawo o ruchu drogowym Policja w zasadzie utraciła możliwość stosowania procedur określonych w zarządzeniu nr 496 Komendanta Głównego z 25.05.2004 r., w sprawie badań na zawartość w organizmie alkoholu lub środka działającego podobnie do alkoholu (Dz. Urzędowy KGP, nr 9, poz. 40 z dnia 15.06.2004) (…) choć stosuje je nadal z powodu braku innych regulacji prawnych zawartych aktach powszechnie obowiązującego prawa.”

* * *

I tu jest pies pogrzebany. Policja uzurpuje sobie prawo do łamania prawa i nawet się tego nie wypiera. A mnie od razu staje przed oczami jeden prokurator z Dzierżoniowa i jeden sędzia z Wałbrzycha, którzy umorzyli postępowanie w sprawie wałbrzyskiego policjanta, który dopuścił się przestępstwa na moja szkodę, albowiem – jak zgodnie stwierdzili – wprawdzie policjant naruszył prawo, ale w jednostce tej (komisariat) jest to powszechnie praktykowane, wobec czego śledztwo podlega umorzeniu. AUTENTYCZNE - mam to na piśmie.

PS. Na temat wałbrzyskiej policji pisze w felietonie pt. Bujna wyobraźnia w nr 33/2016 tygodnika DB2010 (str. 10)- w załączniku.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-33-305-z-25.08.2016-r.pdf)DB 2010 z 25.08.2016 Str. 10
Napisz komentarz (1 Komentarz)

   Sprawa zabójstwa wałbrzyskiego antykwariusza (16 marzec 2000), a przede wszystkim ponura historia związana z „ustaleniem” rzekomych jego sprawców, w tym losy Radka i Patryka, stanowią kanwę mojej powieści kryminalnej (Zapach sumienia), którą lada dzień ukończę. O tym, że obydwaj z przypisanym im zabójstwem nie mają nic wspólnego, przekonuje mnie nie tylko dogłębna znajomość wszelkich policyjnych i prokuratorskich ustaleń, ale także fakt, że mimo możliwości wyjścia na wolność Patryk uparcie powtarza, że jest niewinny. Gdyby – tak jak Radek – przyznał, że ma tylko jakiś pośredni związek z tym wydarzeniem, już od ponad półtora roku byłby na wolności. A on uparcie powtarza, że jest niewinny i woli jeszcze przez 13 miesięcy jeść więzienny chleb, nić dać się złamać. Tak postępuje tylko człowiek, który jest autentycznie niewinny.

Wielokrotnie miałem okazję słuchać rozmów prowadzonych „pod celą” przez różnych przestępców, w sytuacji kiedy oni nie wiedzieli, że ja tych rozmów słucham i wielokrotnie słyszałem ich opowieści dotyczące tego, czy dopuścili się czy też nie zarzucanego im przestępstwa. Wobec swoich „towarzyszy niedoli” zawsze byli szczerzy.

- Psy i prorok nic na mnie nie mają, więc mogą mi skoczyć – tak mówili ci, co szli „w zaparte” w czasie przesłuchania, ale pod celą swego sprawstwa się nie wypierali.

- Dlaczego nie powiedzieliście, że weszliście do tego antykwariatu, ale uciekliście, bo zobaczyliście zwłoki – pytali się pod celą współosadzeni.

- A dlaczego niby mieliśmy tak zeznawać, kiedy nas tam nie było. Przecież nie mogą nas skazać. Bo nie ma dowodów. Nie ma dowodów, bo nas tam przecież nie było – co najmniej kilka razy słyszałem taką ich odpowiedź.

Doskonale wiem, że każdy kto siedzi w AS lub w ZK przechwala się swoimi wyczynami, a kiedy zdaje sobie sprawę ze słabości dowodów, zgrywa wielkie charakterniaka i tych wyczynach opowiada ze szczegółami, nabijając się z głupich psów i proroka. Tak to w tamtym świecie funkcjonuje. A myśmy (tzn. psy) bardzo często z tej „szczerości” korzystali, uzyskując informacje o brakujących nam ogniwach dowodowego łańcuszka.

Zarówno Radek, jak i Patryk przez kilkanaście lat odosobnienia ani razu nikomu i jakiejkolwiek sytuacji nie powiedział, ze z zabójstwem antykwariusza mieli coś wspólnego.

Tak samo zapewniali policjantów, prokuratora i sąd, trzej młodzi mężczyźni skazani na 25 lat za zabójstwa pewnego mieszkańca Lubina. I prawdopodobnie siedzieliby tak do końca orzeczonego wyroku, gdyby nie to, że przy zabójstwie starszej pani w Świerkach koło Ludwikowic (2002 rok) nie udało mi się ustalić, że sprawcy tego zabójstwa przyczynili się do śmierci tego mężczyzny z Lubina, którego po włamaniu do mieszkania skrępowali i zakneblowali, co spowodowało śmierć przez uduszenie. Nawet o tym nie wiedzieli, bo mieszkali w zupełnie innym mieście. Tak jak ci trzej mężczyźni nie mają zapewne do dziś pojęcia, że to dzięki mojej dociekliwości zostali z zarzutu zabójstwa oczyszczeni i wyszli na wolność.

Tak samo jak skazani na długie lata więzienia mieszkańcy Wałbrzycha, którym wałbrzyscy policjanci ‘dobili” napad z bronią na sklep z telefonami, w co uwierzył prokurator i sąd. I gdyby nie to, że moim kolegom z KWP we Wrocławiu – z moim i moich dwóch kolegów z sekcji zamiejscowej wydziału kryminalnego KWP we Wrocławiu z/s w Wałbrzychu - udało się rozpracować i zatrzymać członków groźnej grupy bandyckiej, która dokonywała licznych napadów z bronią w ręku. Także na terenie Wałbrzycha, czego wałbrzyscy kryminalni nie mogli rozgryźć. Ci przez nich zatrzymani, również zapewniali o swojej niewinności, ale nikt nie chciał im uwierzyć. Takich niewinnych ale skazanych jest w Polsce co najmniej z kilka setek i nikt po prawomocnym wyroku ich losem się nie przejmuje.

W przypadku Patryka jest jeszcze jedna sprawa, z którą trudno się pogodzić. Otóż sąd penitencjarny (czyli sędzia) wywodzi, że nie jest on przystosowany do życia na wolności i dlatego odmawia mu warunkowego zwolnienia. Bo nigdy nie był na przepustce. Rzecz w tym, że jemu tej przepustki z jakichś dziwnych powodów dać nie chcą, a przy okazji powtarzają, że nie miałby gdzie zamieszkać, bo z rodzinnego mieszkania po babci został wyrzucony. I powtarzają tak, jakby w ogóle nie słyszeli tego co mówi (i pisze) mama Radka, która pod swój dach Patryka przyjmie (ma warunki, bo Radek wyjechał za granicę) i się nim, jak własnym synem zaopiekuje.

Wygląda na to, że przy takiej filozofii sądu penitencjarnego Patryk powinien zostać w odosobnieniu do śmierci, bo przecież nie jest przysposobiony do życia na wolności. Niestety takich sędziów mamy, a jest ich coraz więcej.

O tym, co się aktualnie z Patrykiem dzieje, przeczytacie w moim felietonie w DB 2010 z dn.18.08.2016 str.6 (załącznik)

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-32-304-z-18.08.2016-r.pdf)DB 2010 z 18.08.2016 str. 6
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Wielokrotnie pisałem o szczególnym bestialstwie niektórych wałbrzyskich (i nie tylko) policjantów, nazywając ich bandytami w mundurach. Mocno mi się oberwało (i to wielokrotnie) i obrywa do dnia dzisiejszego, od różnego rodzaju „obrońców honoru policyjnego munduru”, którzy odsądzali mnie od czci i wiary, za to, iż ośmieliłem się o tym pisać, i że o tym tak, a nie inaczej, pisałem. Zapewne każdy z tych piszących, lub atakujących mnie wprost, podczas przypadkowych spotkań, lub opowiadający o mnie przeróżne bzdury podczas rozmów między znajomymi, uważa się za porządnego człowieka. Za człowieka honoru. Natomiast ja, w ich oczach, jawię się jako zwykła gnida, która bruździ we własnym gnieździe.

Nie muszę przy tym dodawać, że kiedy „CI OSOBNICY”, którzy do mnie piszę (oczywiście anonimowo, bo tylko tak stać ich na „odwagę”), nie odnoszą się do poruszanego problemu, bo to nie on leży im na sercu. Oni koncentrują się na tym, aby jak najbardziej moją osobę wszystkim wkoło zohydzić, obrzucić mnie błotem, przypisując mi jakieś wredne postępowanie z moich policyjnych czasów, kiedy to ponoć byłem nie tylko marnym gliną, przypisującym sobie cudze sukcesy, ale też i wrednym przełożonym, leniem wysługującym się innymi, kombinatorem i malwersantem. Rozpisują się na temat mojego prywatnego życia, podając jakieś wyssane z palca historie, które ponoć słyszeli od swych ojców, braci, kolegów, lub znajomych z policji we Wrocławiu, Dzierżoniowie, Świdnicy, Wałbrzychu, a nawet w Wołowie.

Wszystko to piszą osobnicy, którzy zapewne nigdy się ze mną nie spotkali, a nawet podejrzewam, że z nikim na mój temat nie rozmawiali. Ale im to nie przeszkadza, bo będąc anonimowymi (jak się mylnie im zdaje) mogą zionąć swą nienawiścią do mnie, co zapewne przynosi im sporą ulgę w ich nędznej wegetacji społecznej.

I cóż mi pozostaje uczynić z tego typu osobnikami? Tłumaczyć się, czy kajać za tę swoją nikczemną podłość?

Otóż odpowiem im niezbyt dyplomatycznie, a nawet nieprzystojnie: POCAŁUJTA MNIE WSZYSCY W DUPĘ.1

Ostatni mój felieton w DB 2010 (w załączniku – str. 6) dotyczy spraw, pokazujących, że to ja miałem i MAM rację, iż w szeregach wałbrzyskiej policji znajdują się zwykli bandyci, bo tylko bandyci biją do krwi, a nawet śmierci innych ludzi, zwłaszcza tych, którzy nie są w stanie się im przeciwstawić. I każdy kto bandytów wspiera sam od nich nie jest lepszy i zasługuje na moją najwyższą POGARDĘ i jestem w stanie im to w oczy powiedzieć. Nie postąpię tak, bo jak na razie ŻADEN Z NICH NIE ODWAŻYŁ SIĘ CZYNIĆ MI JAKICHKOLWIEK ZARZUTÓW, WYSTĘPUJĄC POD SWOIM IMIENIEM I NAZWISKIEM.

I jakoś się temu nie dziwię. Ktoś zgadnie dlaczego?

1. Za użyty wulgaryzm przepraszam, ale musiałem sobie chociaż trochę ulżyć!

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-31-303-z-11.08.2016-r.pdf)DB 2010 11.08.2016 str. 6
Napisz komentarz (0 Komentarzy)