Akacja, jaką 1 grudnia br. przeprowadzili wałbrzyscy stróże prawa z ul. Mazowieckiej zapewne będzie miała swój sądowy wymiar, bo zarówno zaatakowana kobieta - czyli pani Barbara - jak i atakujący ją funkcjonariusz policji, złożyli zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Pani Barbara uczyniła to 5 grudnia, a pan policjant chyba wcześniej, bo 6 grudnia w Komisariacie II postawiono jej zarzut przestępstw kryminalnych na szkodę owego policjanta. I jakoś dziwnie, sprawa rzekomego wykroczenia, uleciała panom i paniom stróżom prawa z widoku.

Sprawa będzie bardzo ciekawa, bo wałbrzyska policja opiera się na tym, co pan funkcjonariusz opowiada, a pani Barbara ma w ręku twarde i niepodważalne dowody, do których - na jej szczęście - policjanci wcześniej od niej nie dotarli. A dowody te są niebywale jednoznaczne, nie tylko co do oceny zachowania się interweniujących funkcjonariuszy, ale także do oceny całej policyjnej akcji, która w wykonaniu 7 radiowozów oznakowanych i jednego operacyjnego, przy udziale kilkunastu funkcjonariuszy (uzbrojonych) trwałą ponad 49 minut.

W rachubę wchodzą także i inne dowody, których tu nie ujawnię, aby panom policjantom utrudnić mataczenie i zeznawanie nieprawdy, wskazujące na niezgodne z prawem (a więc w istocie przestępcze) zachowanie się niektórych wałbrzyskich funkcjonariuszy. Potencjalnie, obrońców prawa i porządku publicznego, a więc i bezpieczeństwa obywateli.

Gorąco wszystkich namawiam do oglądania w I dekadzie stycznia 2017 reportażu dotyczącego tego wydarzenia, którego emisja będzie miała miejsce w programie II TVP - "Ekspres reporterów" (każdy wtorek godz. 21:50).

 

PS. W tekście zamieszczonym w DB2010 mylnie podałem datę 3 grudnia. Ponadto po sprawdzeniu adresu Supermarketu ALDI okazało się, że jest on usytuowany przy ul. Wysockiego. Czyli jednak policja miała rację i p. Barbara dopuściła się wykroczenia ZAWRACANIA.

ZA POMYŁKĘ SERDECZNIE PRZEPRASZAM I GŁOWĘ POPIOŁEM POSYPUJĘ.

Błędy każdemu się w życiu zdarzają i to żaden wstyd, wstydem jest pozostawanie w błędzie.

Więcej na ten temat w załączniku poniżej.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB 2010 Z 22.12.2016.pdf)DB 2010 nr 50 z 22.12.2016
Napisz komentarz (15 Komentarzy)

STAN WOJENNY ZAWSZE BĘDZIE LEPSZY OD WOJNY ! ! !

Niedługo 13 grudnia i znów będziemy słuchać o tym, że „komunistyczna władz” napadła Polaków i wypowiedziała mu wojnę, przez co dopuściła się tak zwanej zbrodni komunistycznej, która ściganie nie ulega przedawnieniu po wsze czasy. Nie chce mi się już pisać o tym, że gdyby nie tamta decyzja władz PRL mielibyśmy prawdopodobnie nie stan wojenny, ale stan wojny z „wielkim bratem” z Moskwy, który wraz „mniejszymi braćmi” z Pragi i Berlina, otoczył nasze granice szczelnym kordonem wojskowym, czekającym tylko na znak dany z Moskwy. ....

 Tyle już na ten temat napisano, że naprawdę nie ma sensu więcej. Jedyne co polecałbym moim rodakom, to czytanie napisanych na ten temat książek. Jednakże nie doradzam tych inspirowanych przez prokuratorów i tzw. historyków Instytutu pamięci Narodowej, bo w książkach tego rodzaju prawda dozowana jest bardzo oszczędnie, a jej rolę pełnią polityczne komentarze i domysły.

Dla mnie, jak i dla wielu ludzi których przez lata poznałem, ważna jest społeczna pamięć o tamtych wydarzeniach, która powoduje, że nawet po upływie 35 lat 41% Polaków uważa, że wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku było uzasadnione. Warto jednak przypomnieć, że ludzi, którzy tamte czasy pamiętają z osobistych przeżyć ciągle ubywa, bo biologia jest nieubłagana, dlatego na przykład w 2002 roku taki pogląd wyrażało 54% obywateli wolnej i demokratycznej III RP. 19% ankietowanych negowało wtedy zasadność tej decyzji, a 27% udzieliło odpowiedzi "trudno powiedzieć". Badanie opinii społecznej na temat stanu wojennego, przeprowadzone w jego 30-tą rocznicę wskazuje, że są coraz bardziej zróżnicowane i 2011 roku już tylko ponad dwie piąte (44%) sądzi, że decyzja o stanie wojennym była dobra, a co trzeci (34%) – że zła. Nadal wielu badanych wstrzymuj się od oceny tamtych wydarzeń (22%). Praktycznie takie same wyniki osiągnięto w badaniu z 2015 roku.

Tendencja ta prawdopodobnie się utrzyma i w przyszłości możemy spodziewać się przewagi ocen negatywnych nad pozytywnymi, na co – jak wyżej wskazuje – niewątpliwy wpływ ma nieuchronna „zmiana warty żyjących” i wszechobecna polityka historyczna lansowana przez PO-PiS i ich wspólne dziecko – IPN.

O tym jak wyglądała moja noc z 12 na 13 grudnia 1981 roku w załączniku:

Napisz komentarz (3 Komentarze)

Z powodu nawału zajęć, kolejnych awarii edytorów tekstu (Microsofft Office i Libra Office), potrzeby kilku wyjazdów, nie miałem czasu, aby na bieżąco wrzucać mojej felietony drukowane w DB 2010 wraz z dodatkowymi komentarzami. Dlatego dziś wrzucam trzy za jednym zamachem, a kto będzie ciekawy, to przeczyta i zdanie sobie sam wyrobi.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

9 sierpnia 2013 roku na terenie komisariatu V w dzielnicy Biały Kamień w Wałbrzychu w zasadzie nie wydarzyło się nic szczególnego. Oto został tam (nie wiedzieć specjalnie dlaczego) doprowadzony Piotr G., który w towarzystwie innych mężczyzn stał w pobliżu jednej z bram starej czynszowej kamienicy. Na komisariat został zabrany dlatego, że wobec policjantów zachowywał się dosyć buńczucznie, aby nie powiedzieć, że arogancko. Mogli mu wlepić mandat, ale zabrali go do komisariatu. Nie sporządzili protokołu zatrzymania, bo i po co? Przecież nie mieli zamiaru Piotra G. dłużej w jednostce przetrzymywać. Ot, tyle ile trzeba czasu, aby gostkowi wytłumaczyć, że panom policjantom należy okazywać szacunek. A, że z takimi jak Piotr G panowie policjanci nie lubią po próżnicy języka strzępić, to wytłumaczyli mu po swojemu i kazali wypadać do domu.

Pomiędzy godzinami 20:00 a 21:00 niecały kilometr od komisariatu V Policji w Wałbrzychu przechodnie zauważyli, leżącego przy ul. Andersa, Piotra G. Na miejsce wezwano Pogotowie Ratunkowe, ale mimo podjętej akcji reanimacyjnej nie udało się przywrócić czynności życiowych i Piotr G zmarł na ulicy. Ciekawostką niejaką może być fakt, że pierwsi przy Piotrze G. znaleźli się policjanci Paweł H. i Grzegorz K., którzy nie zawiadamiając Pogotowia sami podjęli próbę reanimacji. Pogotowie zostało powiadomione przez inne osoby.

12 sierpnia matka pokrzywdzonego mężczyzny zawiadomiła Prokuraturę Rejonową w Wałbrzychu o podejrzeniu, że do śmierci jej syna mogło dojść na skutek spowodowania u niego obrażeń ciała podczas pobytu w Komisariacie Policji, gdzie został przewieziony jako sprawca wykroczenia zakłócania porządku i spokoju publicznego. Podjęte czynności procesowe pozwoliły na ustalenie, że podejrzanymi o pobicie, mogą być właśnie ci dwaj funkcjonariusze, którzy reanimowali Piotra G., przed pojawieniem się ratowników z Pogotowia. W grudniu 2014 roku policjanci ci usłyszeli zarzuty śmiertelnego pobicia zatrzymanego przez nich człowieka i zostali, na wniosek prokuratora, zawieszeni w czynnościach służbowych. Pracowali w sekcji prewencji komisariatu V. Jeden ma 9-letni, a drugi 13-letni staż w policji. Jeśli funkcjonariusze zostaną skazani prawomocnym wyrokiem sądu, zostaną również dyscyplinarnie usunięci z policji bez prawa do policyjnej emerytury - tak 16.12.2014 mówiła Magdalena Korościk z biura prasowego wałbrzyskiej policji. Jak się jednak okazało do dyscyplinarnego usunięcia ich z szeregów Policji doszło już po skierowaniu aktu oskarżenia do sądu, o czym zadecydował Komendant Miejski Policji w Wałbrzychu. A więc Policja nie poczekała na wynik procesu, co pozwala przypuszczać, że ich wewnętrzne postępowanie spowodowało, kierownictwo KMP i KWP nie miało wątpliwość, co do sprawstwa i winy tychże funkcjonariuszy.

W poniedziałek, 29 sierpnia w Sądzie Okręgowym w Świdnicy funkcjonariusze usłyszeli akt oskarżenia i składali wyjaśnienia. W kolejnych posiedzeniach sądu zaplanowano przesłuchanie ponad 30 świadków i przeprowadzenie wizji lokalnej na terenie komisariatu. Funkcjonariusze nie przyznali się do przedstawionego im zarzutu i odmówili złożenia wyjaśnień – mówi prokurator Ewa Ścierzyńska, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Świdnicy. A ja dodam od siebie, bo sam to na pierwszym posiedzeniu sądu słyszałem, że oskarżeni odmówili również udzielania odpowiedzi na pytania zadawane przez oskarżycieli. Obrazili się na tych, z którymi dotychczas tak świetnie współpracowali w stawianiu zarzutów innym osobom. np. o zniesławienie funkcjonariusza, co w 99% poza zeznaniem tegoż funkcjonariusza, względnie dodatkowo jego kolegi, nie było poparte żadnym innym dowodem. Wówczas jakoś nikt z policjantów w bezstronność prokuratury nie wątpił. A teraz przed sadem poskarżyli się, że prokurator był w stosunku do nich uprzedzony.

I tak pewnie zostaną uniewinnieni. A jeśli nawet dostaną 2 albo 50 lat, to syna mi to nie zwróci. To straszne kiedy rodzice muszą pochować swoje dziecko. Jeszcze jak jest chore i umrze, to jakoś można to zrozumieć. Ale jak wychodzi z domu zdrowe i już nie wraca – mówiła w grudniu 2014 roku Honorata Gruca, matka śmiertelnie pobitego. No i jak się okazało, przeczucie matki nie zmyliło. 26 października 2016 r. w Sądzie Okręgowym w Świdnicy zapadł wyrok uniewinniający. Wynika z tego, że uwolnieni zostali także od zarzutu niesporządzenia protokołu zatrzymania.

Policjanci nie sporządzili protokołu zatrzymania, a sąd chyba nie zadał sobie pytania dlaczego? Przez nieuwagę? Wolne żarty. Jestem przekonany, że nie uczynili tego, aby w przypadku ewentualnej skargi oświadczyć, że nie ma niczego co wskazywałoby na zatrzymanie, a więc jakieś oskarżenia o pobicie są całkowicie bezpodstawne. Ja traktuję to, jako celowe i świadome (wyprzedzające) zacieranie dowodów przestępstwa.

Jest na Białym Kamieniu człowiek, który na ten temat mógłby wiele powiedzieć, gdyby ktokolwiek chciałby mu uwierzyć. Mógłby powiedzieć, jak nagminnie jest zwijany z ulicy i wieziony na „piątkę” tylko po to, aby odebrać solidne lanie. Jest bezdomny i nie ma nikogo, kto mógłby go w obronę wziąć. No i oczywiście na 100% w dokumentacji tej jednostki nie ma żadnego śladu, aby ten człowiek był przez policjantów zatrzymywany.

Człowiek jest zabierany z ulicy, dowożony na komisariat, tam pobity i wypuszczony. Zdarzenia w istocie takie same, a wyroki jakże odmienne. Czyżby sąd wystraszył się konieczności orzeczenia wysokiej kary? Bo zginął człowiek. Tylko, że w tamtej sprawie człowiek miał szczęście i przeżył. Gruca tego szczęścia nie miał i nie może teraz przed sądem stanąć do konfrontacji z oskarżonymi. Ale przecież obrona, ani prokuratura, która przecież badała różne wątki, nie znalazła najmniejszego śladu informacji, wskazującej na to, że Piotr G. mógł zostać pobity po wyjściu z komisariatu do miejsca gdzie upadł. Było lato, było jeszcze widno a nie znaleziono żadnego go świadka, który mógłby taką ewentualność w jakikolwiek sposób uwiarygodnić. Koledzy policjanci, którzy oczywiście murem za oskarżonymi stoją, nie zdołali uzyskać informacji o tym, że gdzieś w tym czasie i w tym rejonie jakaś bójka miała miejsce i ktoś Pitrowi G. po prostu „sprzedał” parę kopów i ciosów w głowę? Nie chce mi się wierzyć, że gdyby takie zdarzenie miało miejsce, to koledzy oskarżonych by tego nie odkryli. Z drugiej strony, zapewne jednak bano się na stworzenie fałszywych dowodów na jego istnienie. To tez ma swa mocna wymowę. 

Sąd oczywiście orzeka na podstawie swobodnej oceny dowodów, ale kpk wskazuje trzy zasadnicze filary tej swobody, a więc uwzględnienie zasady prawidłowego rozumowania, wskazań wiedzy, oraz doświadczenie życiowe. Myślę, że w tym przypadku wszystkie one zostały złamane, albowiem ocena musi być swobodna, ale nie może być dowolna, bo jest to zasadnicza różnica.

Nie oceniam jeszcze tego wyroku, bo jest jeszcze sąd apelacyjny, a w najgorszym przypadku sąd kasacyjny, no i już w tragicznych okolicznościach Trybunał w Strasburgu. Uważam jednak – co powtórzę po raz drugi – że wyrok ten można odczytać jak sygnał zielonego światła dla panów i pań policjantów. Piszę „pań”, bo chyba wszyscy prawie w Wałbrzychu słyszeli o pewnej policjantce z „piątki”, takiej - nie tylko w przenośni -  baby z jajami, której nawet koledzy boją się narazić, aby nie zaliczyć fangę na szczękę. Mogą za to sobie teraz używać do woli, mają parasol.

Napisz komentarz (5 Komentarzy)

w wrzucam 4 kolejne numery DB 2010, których nie skomentowałem tu z powodów ode mnie niezależnych. Nie mniej jednak zachęcam do ich lektury. Do wyrażenia własnych opinii już tak mocno nie zachęcam, albowiem wiem, że to w zasadzie groch o ścianę.

 

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Zastanawiałem się o czym napisać w swym odautorskim komentarzu do felietonu „Wyszło szydło z worka” z nr 39 tygodnika DB 2010 (w załączniku) i wyszło mi, że w zasadzie, to co miałem w tej materii do powiedzenia, napisałem w poniższym tekście. W jednej chwili zdałem sobie sprawę, że nie ma czego komentować, bo czasy mamy takie, ze w zasadzie można już tworzyć jeno same autoplagiaty. A takie pisanie jest nie tylko dla autora nużące, ale przede wszystkim dla czytelnika. Bo ile razy można pisać o tym samym? Ale po chwili zastanowienia, doszedłem do wniosku, że przecież staram się opisywać skrzeczącą rzeczywistość i nie moją winą jest, iż ona właśnie bez przerwy jawi się jako polityczny autoplagiat radosnej politycznej twórczości nadprezesa IV RP Jarosława. Zatem nie pozostaje mi nic innego, jak zakasać rękawy i musnąć opuszkami palców ileś tam razy moją już nieco wysłużoną klawiaturę. Bo szydło z worka wyłazi każdego dnia.

* * *

No i nic mi do głowy nie przychodzi. Poprzestanę więc na tym ...

 

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-39-311-z-06.10.2016-r.pdf)DB2010 z 06.10.2016 str. 6
Napisz komentarz (0 Komentarzy)