Zachęcam do przeczytania mojego felietonu w dzisiejszym nr DB2010 pt. Ja pluć na groby nie mam zamiaru.

Rzecz dotyczy zbrodni popełnianych na narodzie polskim przez tych, których dzisiaj polskie władze, a szczególnie prezydent Komorowski, za wielkich bohaterów i patriotów uznaje i nie szczędzi im odznaczeń, rent i specjalnych emerytur. W tym samym czasie rodziny ofiar żyją w nędzy i pies z kulawą nogą o ich los się nie zatroszczy. Nie mówiąc już o prezydencie „wszystkich Polaków”.

Za ustawą o ustanowieniu dnia 1 marca Narodowym Dniem Żołnierzy Wyklętych – 2 lutego 2011 r. głosował również klub poselski SLD, za wyjątkiem posła Artura Ostrowskiego. Ponadto przeciwni tej ustawie byli: Jerzy Fedorowicz, Leszek Korzeniowski, Alicja Olechowska, Jan Rzymełka, Jadwiga Zakrzewska (wszyscy PO) oraz Andrzej Celiński i Kazimierz Kutz (niezrzeszeni).

Takim bohaterskim żołnierzem wyklętym jest też Romuald Rajs ps. Bury – który z zimną krwią kazał mordować (rozstrzeliwać lub palić żywcem) obywateli Polski, narodowości białoruskiej. Tylko dlatego, że byli prawosławnymi i mieli inna narodowość. Kto nie wierzy, a czytanie go nie męczy, nich przeczyta uzasadnienie do umorzenia śledztwa IPN z 2005 r. (w załączniku).

IPN umarza to śledztwo z powodów formalnych, ale jednoznacznie stwierdza, co następuje:

Nie kwestionując idei walki o niepodległość Polski prowadzonej przez organizacje sprzeciwiające się narzuconej władzy, do których należy zaliczyć Narodowe Zjednoczenie Wojskowe należy stanowczo stwierdzić, iż zabójstwa furmanów i pacyfikacje wsi w styczniu lutym 1946 r. nie można utożsamiać z walką o niepodległy byt państwa, gdyż nosi znamiona ludobójstwa. W żadnym też wypadku nie można tego co się zdarzyło, usprawiedliwiać walką o niepodległy byt Państwa Polskiego.”

Bury”, stojący na czele oddziału (dla mnie zwykłej bandy) popełniającej czyny „noszące znamiona ludobójstwa” dla polskiej klasy politycznej i prezydenta Komorowskiego, to bohater, walczący o Polskę wolną i demokratyczną. Ludobójca „Bury”, czyli Romuald Rajs został przez warszawski sąd okręgowy rehabilitowany w 1995 roku, albowiem wg tego sądu działał w warunkach „wyższej konieczności”. Dokładnie takich samych, w jakich działali żołnierze hitlerowskiego Wehrmachtu, mordujący w czasach II wojny światowej Polaków, Żydów i Cyganów (obecnie Romów).

Nie chce mi się tego dalej komentować, więc zacytuję jednie zwrotkę z piosenki pt. Rever, francuskiej piosenkarki Mylene Farmer:

Śniłam, że potrafimy kochać
W powiewie wiatru
Wznosi się ludzka dusza
W płaszczu krwi
Pójdę pluć na Wasze groby
Nie ma prawdy, nie ma piękna

Śniłam, że potrafimy kochać

 

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Nie sądzę, aby mój tekst w sprawie „dodatku do emerytury” cokolwiek zmienił, ponieważ w „TYM” państwie zwykły człowiek, to tylko maciupeńki punkcik, którego władza nie dostrzega. A jak ten punkcik zaczyna być uciążliwy, bzycząc jak natrętny komar, to go władza po prostu palcem pstryknie i po sprawie.

Ale kiedy takie punkciki zaczną się gromadzić, mogą (a w zasadzie na pewno to uczynią) doprowadzić do powstania pewnej masy krytycznej, która „pstryknie” tę władzę i postawi do kąta Historii.

Zbliżają się wybory, a punkciki zaczynają się gromadzić. Poczekam … zobaczę, co z tego wyniknie.

Tymczasem zachęcam do lektury mojego felietonu na str. 2 tygodnika DB2010 (załącznik)

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

   Zastanawiam się coraz częściej, jaka tragedia musi się jeszcze wydarzyć, aby obudzić wałbrzyszan, aby nimi wstrząsnąć tak silnie, że wreszcie odważą się głos publicznie zabrać i zaprotestować przeciw pełzającej, ale faktycznej, przemocy serwowanej przez stróżów prawa. Piszą do mnie rożni ludzie, ale w większości są to jacyś prymitywni troglodyci, którzy poza inwektywami nie mają NIC, ale to kompletnie NIC do powiedzenia. Natomiast ci nieliczni, którzy wyrażają mi swoje wsparcie, zdają sobie sprawę z tego, że faktycznie znajdujemy się w mniejszości.

Jest tak z tego powodu, że ludzie się czegoś obawiają, czy też dlatego, że tolerują tak brutalne działania Policji?

Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, albowiem kiedy czytam np. komentarze pod artykułami dot. tej przemocy, a zawieszonymi na stronach np. portalu walbrzyszek.com – to pełno tam wpisów potępiających Policję w czambuł. Często słusznie, a często zupełnie nie. Ale w zasadzie na tym się kończy, a życie płynie swym utartym nurtem.

Bandyci w mundurach – to taki eufemizm na określenie tych, którzy z prawa i obywatela kpiny sobie jawne czynią – mają się dobrze, bo nad ich bezpieczeństwem czuwają liczne polskie instytucje. Instytucje, które z założenia mają stać na straży prawa.

Piszę o tym w DB2010 – tekst w załączniku

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

  Zaroiło się od wpisów bandy opluskiwaczy, dotyczących sprawy pedofila Henryka Z., albowiem różne gnomy, pod wodzą osobnika z niezdefiniowanymi problemami psychicznymi, paskudzą mi stronę, którą prowadzę z myślą, iż z gronem ludzi kulturalnych i inteligentnych, będę mógł podyskutować. Trochę się zawiodłem, bo prym wodzą różne prymitywy, które mi w „szkodę włażą” paskudząc, jak we własnym chlewiku. Zamiast jakieś merytorycznej dyskusji, mam bez przerwy do czynienia z głośnym kwikiem znanym mi z czasów, kiedy do jednego znajomego (a właściwie do jego córki) na wieś jeździłem.

Wprawdzie mamy demokrację i każdy ma prawo mówić i pisać, co mu się rzewnie podoba, ale niech robi to u siebie. Ja na to nie pozwolę. Bo jak stwierdził przewodnik kwiczącego stada, jest to MÓJ FOLWARK. Wygląda na to, że RÓWNIEŻ ZWIERZĘCY (zdaje się, że kwicząca trzódka aluzji tej nie kupi), ale jeżeli już, to ja wolę jakieś zacniejsze stadko, niż to z kręconymi ogonkami.

Nawet się nie spodziewałem, że sprawa pedofila Henryka Z. obróci się przeciwko mnie i wygląda na to, iż durniów mamy jakby ździebko więcej i są oni bardziej aktywni niż inni. Więc tym, którzy za durniów się nie uważają dedykuję mój felieton (fakt, dosyć osobisty) w dzisiejszym wydaniu DB2010 - w załączniku poniżej.

Natomiast tym, którzy lubią kryminały (te prawdziwe, nie wydumane) zachęcam do zajrzenia na zakładkę Kryminalia, gdzie opisuję całą sprawę związaną z zabójstwem Marty Sz. w Dzierżoniowie.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

  W dniu dzisiejszym, o godz.13:30 w wałbrzyskim sądzie rejonowym odbędzie się rozprawa dotycząca zażalenia M. Zaborowskiego na umorzenie przez Prokuraturę Rejonową w Świdnicy śledztwa w sprawie pobicia go przez policjantów z I Komisariatu Policji w Wałbrzychu. Mam nadzieję, że sąd ten uwzględni wcześniejsze własne ustalenia, z których jednoznacznie wynika, iż M. Zaborowski został jednak przez policjantów pobity i to w trakcie wykonywania czynności procesowych.

M. Zaborowski twierdzi, że zastosowana wobec niego siła fizyczna miała na celu zmuszenie go do przyznania się do kradzieży złomu na szkodę firmy Tauron S.A. Na ten właśnie fakt, powołuje się m.in. pani prokurator rejonowy ze Świdnicy, co jak następnie się okazało, akurat prawdą nie było i nie jest. Policjanci z V KP w Wałbrzychu, prowadzący tę sprawę z wielkimi oporami musieli wreszcie przyjąć do świadomości, że nie jest on sprawca kradzieży, mimo, że w zgromadzonym materiale dowodowym wykazywali, że to właśnie on dokonał tej kradzieży. Przeprowadzili nawet – udokumentowaną fotograficznie – wizję lokalną, w czasie której M. Zaborowski wskazywał rzekomo na miejsca, w których owej kradzieży dokonał. M. Zaborowski twierdzi, że odbywało się to w ten sposób, iż wieźli go w jakieś miejsce i kazali ręką na coś tam wskazywać, a następnie robili mu fotki w takiej pozycji. Fotografie te stanowiły załączniki do materiały z wizji lokalnej wykazującej, że podejrzany wskazuje miejsca, w których dokonał kradzieży.

Niestety, wskazani przez M. Zaborowskiego świadkowie obalili policyjną tezę, więc panom policjantom nie pozostało nic innego, jak zmienić treść zarzutu ( i twierdzić obecnie, ze wprawdzie kradzieży nie dokonał, ale jako paser zbył skradzione przedmioty. Jestem przekonany, ze i z tego będą musieli się wycofać, ponieważ z dowodów kupna-sprzedaży jaki nic wynika, że rzeczy sprzedane stanowiły wyposażenie likwidowanego przez jego ojca sklepu i stanowiły ich własność. Natomiast z zeznań pracowników punktu skupu wynika, ze sprzedaży przedmiotów będących własnością firmy Tauron dokonał mężczyzna w wieku ponad 40 lat, gdy tymczasem M. Zaborowski ma dwadzieścia kilka.

Mnie zastanawia jedno. Jeżeli policjanci twierdzą obecnie, że M. Zaborowski nie dokonał kradzieży, to w jaki sposób uzyskali oni materiał dowodowy, na którym ponoć wskazuje on miejsca, gdzie kradzieży miał dokonać? Myślę, że takie pytanie powinn9o zostać postawione w czasie dzisiejszej rozprawy.

I aczkolwiek dowody na pobicie są niepodważalne, to w III RP tak się dzieje, iż sprawiedliwość własnymi ścieżkami kroczy i nigdy nie wiadomo, gdzie one zaprowadzą.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

  Kolejny już raz Patryk Rynkiewicz spotkał się z odmową sądu w kwestii przedterminowego zwolnienia z odbywania kary. Przypomnę, że został skazany na 25 lat z ograniczeniem możliwości wyjścia na przepustki i warunkowego zwolnienia przez 20 lat od dnia skazania. Po wielu latach samotnej walki z całym aparatem ścigania i wymiaru sprawiedliwości (nic tym momencie nie przesadzam) udało mi się doprowadzić do tego, że sąd apelacyjny we Wrocławiu (w 2011 r. a więc 10 lat po wyroku) musiał wreszcie zauważyć, iż sprawców było trzech, a tylko dwóch postawiono przed sądem. Czyli nie wiadomo, który z nich strzelał do antykwariusza.

Dobrze, że chociaż to sąd raczył zauważyć, albowiem opaska na oczach Temidy powodowała, że nie dostrzegł, iż świadek anonimowy łże jak najęty i w świetle zeznań (chociażby tylko) innych świadków anonimowych w ogóle go w okolicy antykwariatu, w czasie kiedy dokonano zabójstwa, nie było. Pojawił się tam kiedy zwłoki antykwariusza zostały już wyniesione i zabrane przez „czarne pogotowie”.

Ponieważ Temida jest również głucha, tak więc sędziowie, którzy w tej sprawie orzekali, nie usłyszeli tych wszystkich sprzeczności wypowiadanych przez kolejnych świadków anonimowych.

Tak więc Patryk został skazany tylko dlatego, że był kumplem Radka, a Radek dlatego, że anonim podkochiwał się w jego dziewczynie. Ślepota i głuchota Temidy była w tym przypadku czynnikiem decydującym.

Z tej przypadłości Temidy najbardziej cieszą się prawdziwi sprawcy, którzy już swoje wyroki (za inne przestępstwa) odsiedzieli i teraz zapewne z wielką ciekawością obserwują, jak sprawa się rozwija. Są zapewne bardzo spokojni, bo wiedzą, że całe zastępy policjantów, prokuratorów i sędziów nie zezwolą, aby ktokolwiek był w stanie za zabójstwo antykwariusza przed oblicze sądu ich zaciągnąć.

A co na to sam Anonim nr 1 - może się zdobędzie na odrobinę odwagi cywilnej. Nic mu przecież już nie grozi, więc przynajmniej w lustro bez obrzydzenia będzie mógł spoglądać. Bo chcę wierzyć, że ma w sobie jeszcze tyle przyzwoitości, iż wspomnienie tamtych wydarzeń obrzydzeniem go jednak napawa.

Poniżej (załącznik) mój felieton w tej sprawie zamieszczony w dzisiejszym wydaniu DB2010

Napisz komentarz (0 Komentarzy)