Kolejny już raz Patryk Rynkiewicz spotkał się z odmową sądu w kwestii przedterminowego zwolnienia z odbywania kary. Przypomnę, że został skazany na 25 lat z ograniczeniem możliwości wyjścia na przepustki i warunkowego zwolnienia przez 20 lat od dnia skazania. Po wielu latach samotnej walki z całym aparatem ścigania i wymiaru sprawiedliwości (nic tym momencie nie przesadzam) udało mi się doprowadzić do tego, że sąd apelacyjny we Wrocławiu (w 2011 r. a więc 10 lat po wyroku) musiał wreszcie zauważyć, iż sprawców było trzech, a tylko dwóch postawiono przed sądem. Czyli nie wiadomo, który z nich strzelał do antykwariusza.

Dobrze, że chociaż to sąd raczył zauważyć, albowiem opaska na oczach Temidy powodowała, że nie dostrzegł, iż świadek anonimowy łże jak najęty i w świetle zeznań (chociażby tylko) innych świadków anonimowych w ogóle go w okolicy antykwariatu, w czasie kiedy dokonano zabójstwa, nie było. Pojawił się tam kiedy zwłoki antykwariusza zostały już wyniesione i zabrane przez „czarne pogotowie”.

Ponieważ Temida jest również głucha, tak więc sędziowie, którzy w tej sprawie orzekali, nie usłyszeli tych wszystkich sprzeczności wypowiadanych przez kolejnych świadków anonimowych.

Tak więc Patryk został skazany tylko dlatego, że był kumplem Radka, a Radek dlatego, że anonim podkochiwał się w jego dziewczynie. Ślepota i głuchota Temidy była w tym przypadku czynnikiem decydującym.

Z tej przypadłości Temidy najbardziej cieszą się prawdziwi sprawcy, którzy już swoje wyroki (za inne przestępstwa) odsiedzieli i teraz zapewne z wielką ciekawością obserwują, jak sprawa się rozwija. Są zapewne bardzo spokojni, bo wiedzą, że całe zastępy policjantów, prokuratorów i sędziów nie zezwolą, aby ktokolwiek był w stanie za zabójstwo antykwariusza przed oblicze sądu ich zaciągnąć.

A co na to sam Anonim nr 1 - może się zdobędzie na odrobinę odwagi cywilnej. Nic mu przecież już nie grozi, więc przynajmniej w lustro bez obrzydzenia będzie mógł spoglądać. Bo chcę wierzyć, że ma w sobie jeszcze tyle przyzwoitości, iż wspomnienie tamtych wydarzeń obrzydzeniem go jednak napawa.

Poniżej (załącznik) mój felieton w tej sprawie zamieszczony w dzisiejszym wydaniu DB2010

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

33 rocznica wprowadzenia stanu wojennego już jutro i znów wszystkie media od rana do wieczora zalewać nas będę masą nieprawdziwych informacji, dziesiątkami mitów opartych na wspomnieniach tych, którzy w dniu 13 grudnia zostali dotknięci tzw. komunistyczną represją. Oczywiście za bajki – ponownie – uznane zostanie wszystko to, co wskazywać będzie, że gdyby nie stan wojenny, to otaczający nas zewsząd „przyjaciele”  udzieliliby Polsce bratniej pomocy. Jak ona wyglądała mogli się przekonać Węgrzy w 1956 roku i Czesi w 1968, z tą różnicą, że w Polsce na pewno doszłoby do krwawych walk. Z dostępnych źródeł historycznych jasno wynika, że już w listopadzie 1981 roku gen. Jaruzelski zarządził zmianę dyslokacji jednostek liniowych i wyprowadził je na zapasowe punkty dowodzenia. Jednym słowem wyprowadził żołnierzy wraz z całym uzbrojeniem z koszar. Manewr taki zabezpieczał nas od „czechosłowackiego scenariusza” z 1968, kiedy to wojska „bratnich krajów”, ale przede wszystkim z ZSRR, czeskich żołnierzy, jak czapkami, przykryli w koszarach.  

Manewr ten jasno sugerował, że w momencie wejścia „towarzyszy” polskie wojsko zachowa pełną zdolność bojową i będzie gotowe stawić im opór. Innego tłumaczenia dla tak przeprowadzonego manewru nie ma, albowiem każde inne jest po prostu bez sensu. Generał Jaruzelski zdawał sobie doskonale sprawę z nastrojów, jakie panowały w szeregach armii, a były one takie same jak sporej części polskich obywateli. Armia była z poboru i służyli w niej synowie tych strajkujących i tych, którzy te strajki popierali. Gdyby więc gen. Jaruzelski w akcji tłumienia „solidarnościowej rewolucji” chciał militarnie współpracować z ZSRR, to wojska właśnie w koszarach by pozostawił, z zamkniętymi magazynami broni, które błyskawicznie zajęłyby oddziały radzieckich komandosów.

13 grudnia, w swym telewizyjnym wystąpienie gen. Jaruzelski zwracając się do wszystkich Polaków, ale przede wszystkim do decydentów z „Solidarności”, wręcz błagał : „ Zwracam się do Was wszystkich jako żołnierz, który dobrze pamięta okrucieństwo wojny. Niechaj w tym umęczonym, kraju, który zaznał już tyle klęsk, tyle cierpień, nie popłynie ani jedna kropla polskiej krwi. Powstrzymajmy wspólnym wysiłkiem widmo wojny domowej.”

Apel ten nie został wysłuchany i część (zresztą bardzo niewielka) robotników posłuchała swoich przywódców i ich doradców z „Solidarności”podejmując akcje strajkowe. Takie, jak np. w kop. „Wujek” w Katowicach. Piszę o tym w tekście „ Inne spojrzenie na stan wojenny”” z tygodniku DB2010 nr 47/2014 z 11.12.2014 – załącznik). Poza tymi nielicznymi przypadkami w całym kraju panował spokój, a najbardziej krewki aktyw „Solidarności” został „zwinięty” w ciągu kilku godzin. Bez żadnych incydentów.

Dzisiejsi mitomani opowiadają o tym, jak stawali naprzeciw czołgów, które władza wysłała przeciw własnemu narodowi. I nie zastanawia się taki jeden z drugim, że te brednie można łatwo sprawdzić, albowiem nigdzie nie doszło do takiego przypadku, aby naprzeciw Polakom w okresie stanu wojennego wyjechały czołgi. Nawet w kop. Wujek czołg posłużył jedynie do zrobienia wyrwy w murze otaczającym teren kopalni. Żaden czołg nie oddał jednego chociażby strzału. Owszem, pojawiły się one na ulicach w ramach tzw. demonstracji siły, która polegała na tym, że najpierw przejechały ulicami największych polskich miast, aby następnie zająć pozycje w kilku newralgicznych punktach. I wokół nich rozpalono koksowniki (kosze na śmieci, w których palił się węgiel), a mieszkańcy okolicznych domów przynosili zmarzniętym żołnierzom ciepłą strawę i gorącą herbatę. Czy tak wygląda okupacja własnego narodu?

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Pełny tekst tej rozmowy, jak i mój komentarz do niej, znajduje się w zakładce AD REM.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Felieton zamieszczony w DB2010 (nr 45 z 27.11.2014) pisałem praktycznie tydzień temu i od tego czasu, pod wpływem wciąż nowych informacji, moja ocena wyników wyborczych i stanowiska Leszka Millera, a nie ukrywam, że również po części Jarosława Kaczyńskiego, uległa istotnej ewolucji. Efektem tego jest to, że,  jak coraz bardziej rosnąca liczba moich rodaków, przychylam się do stwierdzenia, iż z tymi wyborami wszystko w porządku mnie było. Mnogość pojawiających się informacji o różnego rodzaju nieprawidłowościach (to oczywiście bardzo eufemistyczne określenie), daje mi prawo wątpić w uczciwość tych wyborów.

Liczne (o wiele za liczne) ujawnione przypadki nieprawidłowego obliczenia głosów, znikających kart wyborczych, dosypywania kart do urn, pozostawiania oddanych głosów bez żadnego nadzoru, a przede wszystkim nieprawdopodobna ilość głosów nieważnych i nagły wzrost miłosnych uczcić do PSL, które do tych wyborów opinii specjalnie pozytywnej nie miało. I ta dziwna zbieżność, że tam gdzie procent nieważnych głosów był najwyższy, tam właśnie procenty głosów za PSL niebotycznie poszybowały w górę. Był przypadek, ze nawet o 1000%.

Nigdy nie byłem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, ale też nie jestem taki naiwny, by sądzić, że ta tak  mnoga ilość dziwnych zdarzeń, to jedynie dzieło przypadków. Ale o tym napiszę później.

W załączniku mój felieton na temat wałbrzyskich wyborów ...

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Program telewizji Polsat pt. "Państwo w państwie", pokazuje setki przykładów patologi państwa, które w zbyt wielu przypadkach, jest dla obywatela wrogiem. Jest państwem opresyjnym, w którym obywatel nie ma szans stanąć jak równy z równym w szranki z organami tego państwa. Obywatel zawsze stoi na przegranej pozycji.

Ale żyjemy też w państwie chamstwa, w państwie, w którym jego niektórzy obywatele bezkarnie pozwalają sobie na publiczne poniżanie innych. Na niesamowicie chamskie ataki, pomówienia i znieważania. Przykładem takie postępowania, jest ZORGANIZOWANA GRUPA funkcjonująca na portalu Facebook (ale nie tylko), która opisanymi wyżej metodami, stara się zgnoić kogoś, tylko dlatego, że ma inne niż oni zdanie. Grupa prymitywnych prostaków, ale za to bardzo agresywna, a niektórzy mówią, że bardzo groźna.

Czas najwyższy powiedzieć takiemu chamstwu stop, przestać bać się prostaków i prymitywów, bo jeżeli raz ulegniemy, to mamy przechlapane do końca świata i jeden dzień dłużej.

Tym, których to zaciekawi, proponuję lekturę mojego felietonu pt. "Chamstwa w państwie" w dzisiejszym nr DB2010

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Wiele razy, kiedy czytałem czyjeś ordynarne i kłamliwe teksty dotyczące jakiejś osoby, zastanawiałem się, kim są ludzie nie mający żadnych etycznych hamulców w znieważaniu bliźniego lub pomawianiu go o jakieś haniebne czyny i postępowanie. Kim są ludzie, dla których rynsztokowy język zdaje się być językiem jakim posługują się na co dzień w każdym możliwym miejscu?

Sorry, nie w każdym miejscu, bo są takie miejsca, gdzie tych ludzi nigdy nikt nie uświadczy – miejsca związane z kulturą, oświatą, czy nauką. Tam nie bywają, a jeżeli już, to tylko po to, by po sobie jakiś cuchnący ślad pozostawić.

Czym takie pokraczne moralnie osobniki kierują się i jaki mają cel, aby w niesamowicie prymitywny i grubiański sposób, napadać publicznie na osoby, których nawet osobiście nie znają i nic o nich nie wiedzą? Dlaczego więc posługują się plotką, pomówieniem i zniesławieniem, nie siląc się na poznanie prawdy, na jakąś rzeczowa i kulturalna krytykę lub polemikę.

Dziś już znam odpowiedz na te wszystkie pytania, bo miałem bardzo wielką nieprzyjemność zetknąć się z nimi w wirtualnym (na szczęście) świecie, jako, iż stałem się obiektem ich niewybrednych ataków.

Stało się tak z trzech powodów, które pokrótce tu wyłuszczę:

  1. W tygodniku DB2010 swego czasu napisałem tekst dotyczący policjanta, który został tymczasowo aresztowany pod zarzutem dokonania zgwałcenia dwóch kobiet. Tekst ten był bez nazwiska, ale podałem w nim ksywkę tegoż osobnika. Po jakimś czasie ówże osobnik, a konkretnie zupełnie nie znany mi Andrzej Sikoń, udzielił wywiadu zamieszczonego najpierw DB2010 (w formie przez Redakcję okrojonej), a następnie na portalu informacyjnym walbrzych4you.pl, w którym to portalu odsądził mnie od czci i wiary, pomawiając o niehonorowe postępowanie, zakrawające na czyn karalny. Uczynił to używając mojego pełnego nazwiska i imienia. Korzystając z prawa do repliki prasowej, odpowiedziałem na te inwektywy rzucane pod moim adresem, a przy okazji wyjaśniłem Sikoniowi, jaka jest różnica pomiędzy uniewinnieniem, a uznaniem, że tymczasowe aresztowanie, w świetle kodeksu postępowania karnego, nie było uzasadnione. Wyjaśniłem, że owo „nieuzasadnienie” nie dotyczy meritum sprawy, ale powodów formalnych (wymienionych w kodeksie), dla których aresztowanie nie powinno być zastosowane. 
  1. Po jakimś czasie, również DB2010, zamieściłem tekst dotyczący podejrzenie o nieprawidłowe działania podjęte przez funkcjonariuszy Komisariatu I Policji w Wałbrzychu (dzielnica Piaskowa Góra i Podzamcze). Tekst mój oparty był na opowieści człowieka, którego te nieprawidłowe (mówiąc oględnie) działania dotyczyły, jak i na analizie dokumentów, które mi człowiek ten dostarczył. I tu postawę Katona przyjął wspomniany już Sikoń, a także emerytowany policjant (bardzo niskiego, tak jak Sikoń, stopnia), którzy nie przebierając w słowach, bo zapewne niezbyt bogatym ich zasobem, dysponują, rzucili się na mnie z wiadrami pomyj w rękach.

Szczegóły w załączniku.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)