Zaprzątnięty wieloma różnymi sprawami, nawet nie zauważyłem, iż w ubiegłym tygodniu nie „wrzuciłem” na stronę kolejnego wydania DB2010 z moim tekstem pt. „Echa wyborów” (28.05.2015). Dzień później odbyło się posiedzenie tzw. krajówki SLD i z tego, co do mnie dotarło, wyłania się nadzieja, że się w tym SLD obudzili z ciężkiego snu i zaczną coś wreszcie robić, bo jak nie to będą musieli pożegnać się z ciepłymi sejmowymi (i nie tylko chyba) stołkami. Sojusz, chcąc dalej uchodzić za partię lewicy, winien zająć się tym, czego ludzie najbardziej oczekują. A tym jest: micha ciepłej strawy, dach nad głową, gwarancja godnej pracy i stałej pracy,darmowe szkolnictwo i opieka medyczna itp. historie. Od lat głoszę, że przeciętnego, potencjalnego, wyborcę lewicy mało obchodzą sprawy gejów i lesbijek. Wiem, ze dla sporej części są to ważne sprawy, ale głównym, czyli podstawowym, celem lewicy powinna być państwo naprawdę socjalne, demokratyczne i sprawiedliwe. Tylko czy oni potrafią o tym mówić na tyle głośno, aby się do świadomości zwykłych zjadaczy chleba przebić? Myślę – na razie – że wątpię. I chyba nie tylko ja.

Zadziwiające jest to, ze powstają jakieś nowe – prawicowe – twory polityczne, które nawet jeszcze nie istnieją, a już maja po 10% albo więcej (20% - jak Kukiz) poparcia. Zdaję sobie sprawę, że jest to poparcie ludzie pomiędzy 18 a 30 rokiem życia, którzy czują się odrzuceni i nie widzą przed sobą, obiecywanej przez prawicę, „świetlanej” przyszłości. Co gorsze,nie widzą żądnej przyszłości. Problem w tym, że ludzie ci są raczej kiepsko zorientowani w tym, co się wokół nich dzieje i zaufaniem obdarzają tych, którzy im taki los właśnie zgotowali. Oczywiście w innych ubrankach. Natomiast tym, o czym opowiada Kukiz, nie ma sobie powodu głowy zawracać, bo on najzwyklej w świecie bredzi i prędzej czy później, ci młodzi to dostrzegą. A stanie się to wówczas, kiedy zaczyna się konkrety.

A kiedy zaczyna się konkrety, to zaczną się problemy. I jeżeli moment ten SLD przegapi, to świadczyć będzie, że czas najwyższy, aby swe sztandary zwinął. I wtedy będę tego najgorętszym orędownikiem.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

   Muszę dziś koniecznie skończyć tekst zawiadomienia o popełnionym przestępstwie składania fałszywych zeznań i związanych z tym przestępstwach pomówienia i zniesławienie mnie przez jednego osobnika, którego nazwiska nie warto nawet wymienić. Dlatego też, z braku czasu na własne przemyślenia, ale z wielką satysfakcją zaprezentuję to, co myślą inni. Znacznie mądrzejsi zapewne, a na pewno bardziej ode mnie znani i rozpoznawalni felietoniści z tygodnika „Przegląd”. Ponieważ jeszcze nie obowiązuje cisza wyborcza, tematem ich przemyśleń – jakże zgodnych z moimi -– są właśnie wybory, a konkretnie ocena tego, co się w I turze działo. Nie bez znaczenia – przynajmniej dla mnie – jest to, że w zdecydowanej większości wywodzą się z „antypeerelowskich” środowisk.

Wszystkie cytaty pochodzą z nr 21 (803) tygodnika „Przegląd” datowanego na 18-24.05.2015.

Bronisław Łagowski (Błąd i słabość) : Ja głosowałem na Bronisława Komorowskiego, a Bronisław Komorowski zagłosował na Kukiza. Następnego ranka jeszcze spałem, a Komorowski już zdążył ogłosić projekt referendum w sprawie jednomandatowych okręgów wyborczych, jedynego zrozumiałego punktu w programie śpiewaka rockowego. Wszyscy głoszą, że Kukiz jest wielkim patriotą, i nie wątpię, że pod tym względem znajduje się na poziomie prezydenta. Pod innymi względami jest raczej człowiekiem prostaczym i bez wrodzonej zdolności do wysławiania się, jaką miał w wybitnym stopniu nieboszczyk Andrzej Lepper. Ten brak rekompensuje sobie wydawaniem gromkich okrzyków o treści oskarżycielskiej i pogróżkowej. Cały jego program wyborczy, poza jednomandatowymi okręgami, można było wybębnić na perkusji. Tak jak przodkowie Komorowskiego bogacili się na nędzy chłopa, tak on sam postanowił wzbogacić się politycznie na nędzy umysłowej.
Jan Widacki (Głosując na Dudę, wybierasz Kaczyńskiego z Macierewiczem) : Kukiz wystartował w wyborach spoza systemu politycznego, bez poparcia jakiejkolwiek partii. Co więcej startował jawnie przeciw wszystkim partiom. Przeciw całemu establishmentowi. Właściwie nie miał żadnego programu, plótł rozmaite rzeczy, pluł na klasę polityczną i dziennikarzy, a jako remedium na wszystkie bolączki społeczeństwa i państwa widział jednomandatowe okręgi wyborcze, owe słynne już teraz JOW-y. Jak wynikało z kontekstu jego wypowiedzi, nie bardzo zresztą wiedział, ani o jaką odmianę okręgów jednomandatowych mu chodzi, ani jakie są konsekwencje ich wprowadzenia. (...). Wchodząc do Sejmu, każda antysystemowa siła staje się częścią systemu, tracąc swoja antysystemowość. Tak było z Samoobroną, Ruchem Palikota, a nawet z Platformą Obywatelską, która do Sejmu wchodziła jako ruch obywatelski, była przeciwna finansowaniu partii z budżetu … Tak będzie z „ruchem Kukiza” (…) gdyby Bronisław Komorowski zamiast zgłaszać swoją gotowość tworzenia JOW-ów, zadeklarował inicjatywę zmiany prawa, tak by ograniczyć liczbę kadencji posłów, senatorów, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast do dwóch, zapewnić rotację władzy, otworzyć do niej drzwi ludziom młodym, zyskałby nieporównanie więcej.”

Tomasz Jastrun (Zrobiło się zimno) : Nie rozumiem zachwytów nad Pawłem Kukizem, że taki autentyczny . Jest autentyczny, więc widać, że nie jest rozgarnięty. A między nami mówiąc – osioł. W sytuacjach nagłych traci głowę, jak to mu się zdarzyło w czasie debaty w TVN. Bywa chamski zupełnie naturalnie, widać też brak stabilizacji emocjonalnej. (…) Nie było wyboru ... żadnego. Lakierowana wydmuszka Duda, który jest przeciw, a nawet za w sprawie in vitro, ale generalnie jest zgodny z episkopatem i Wielką Kaczką. Populista i oszołom Kukiz zgarniający głosy elektoratu negatywnego. Pani Ogórek, co zapomniała się ubrać i przyszła w halce, i w ogóle zapomniała, z jakiej partii startuje i po co. I Komorowski, który osiadł na laurach, zanim wstał i ruszył do kampanii. Resztę pominę milczeniem, to ponad mojej siły (…) Żadnych postaci, autorytetów, charakterów, doświadczenia. Totalny odpał i żenada. Jak mawia moja 86-letnia ciocia: Najwięcej żalu do Kaczyńskiego mam o to, że muszę głosować na Komorowskiego.”

Piotr Żuk (Prawicowy czyściec i „antysystemowcy” za publiczne pieniądze) : Po raz kolejny okazuje się, że Polska tom kraj specjalnej troski. Choć mamy jedne z największych nierówności społecznych, gospodarkę, której podstawą jest tania siła robocza, i całe ”elastyczne pokolenie” pozbawione szans na stałe zatrudnienie, w wymiarze politycznym panuje u nas całkowicie neoliberalna i konserwatywna prawica. Istnieje tu nie tylko prawicowa władza, ale również prawicowa opozycja, a do tego, jak pokazuje życie, są prawicowi „antysystemowcy”. (…) W rzeczywistości wychodzi na to, że Kukiz wszedł w rolę kukiełki bez doświadczenia politycznego, łatwo dającego się kierować z zaplecza sceny, na której on odgrywa bezkompromisowego przeciwnika elit, wypowiadającego się w imieniu porzuconych i pozostawionych samym sobie ofiar systemu. To, co robi, w jego wykonaniu może być autentyczne, ale z perspektywy jego zaplecza takie nie jest. A kogo mamy na zapleczu ”antysystemowego” bojownika? Kryje się tam lokalny i regionalny kwiat dolnośląskiego establishmentu, który świetnie sobie radzi w obecnym systemie. Na czele tej ekipy stoi Robert Raczyński, prezydent Lubina (…) Krzysztof Maj (…) obecnie pełni funkcję dyrektora biura odpowiedzialnego za organizację Europejskiej Stolicy Kultury 2016 (…) Patryk Wild (…) Do tej pory „antysystemowy” Wild pełni u boku Dutkiewicza funkcję wiceprezesa wrocławskiego MPK. Nie robi tego w czynie społecznym, ale za nędzne 160 tys. zł rocznie. Wrocławska komunikacja publiczna znana jest z kiepskiej jakości, a jej pracownicy chętnie opowiedzą, jak się pracuje w zarządzanej przez „antysystemowca” firmie po 10 godzin dziennie, na umowach śmieciowych. (…) Okazuje się, że po raz kolejny na trampolinie jak najbardziej uzasadnionej frustracji społecznej i autentycznego gniewu ludzi na obowiązujące reguły polityczno-ekonomiczne chcą wskoczyć do władzy ci, którzy od wielu lat świetnie sobie radzą i łowią całkiem niezłe zdobycze w mętnej polskiej wodzie. A niewolnicy znów chcą poprzeć panów. Tym razem jeszcze bardziej surowych i represyjnych. Jeżeli pomocnicy Kukiza stworzą jesienią listy wyborcze do Sejmu, z pewnością sami znajdą się na czołowych miejscach. To będzie kolejne polskie kuriozum - cwaniacy, milionerzy, polityczni hochsztaplerzy w roli zbuntowanych „antysystemowców”, którzy mówiąc” Ratujmy kraj”, myślą tylko o powiększeniu swoich zysków.”

Tyle moi ulubieni felietoniści, ludzie pióra, ale także i nauki. A ja przypomnę tylko nieśmiało, że w czasach kiedy Patryk Wild startował nieudolnie w Wałbrzychu w walce o fotek prezydenta miasta, mówiłem i pisałem, że jemu nie o Wałbrzych, ani wałbrzyszan chodzi, ponieważ jego jedynym prawdziwym celem jest poselski fotel w Warszawie.

No i urzekła mnie 86-letnia ciocia Tomasza Jastruna, która najwięcej żalu do Kaczyńskiego ma o to, że musi głosować na Komorowskiego. I ja takoż ...

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

   Miło jest czytać cudze teksty, które momentami „wyglądają” tak, jakby wyszły spod mojej ręki. Często, czytając różne czasopisma, takiego uczucia doznaję i wtedy wiem wtedy, że nie jestem jakimś samotnym wilkiem wyjącym na puszczy, tylko że jest takich jak ja spora gromadka. Szkoda, że tak bardzo rozproszona.

Ostatnio przeczytałem artykuł prof. J. Wiatra – "Zapobiec katastrofie" - w Dzienniku Trybuna Nr 94-95/2015, gdzie pisze: (…) Nie głosowałem na prezydenta Komorowskiego, gdyż mam do niego wiele pretensji – zwłaszcza za to, jaka uprawia „politykę historyczną”. W jego wizji historii tylko obóz przeciwników PRL („od żołnierzy wyklętych” po aktywistów „Solidarności”) ma prawo do dumy ze swych wyborów politycznych. Nalezę do tej części naszego narodu, która służyła Polsce inaczej i nie mam zamiaru się tego wstydzić. Szanując drogę wczorajszych przeciwników(wśród których zresztą miałem przyjaciół) chciałbym, by prezydent mojego państwa szanował także naszą drogę. Będę jednak głosował na Bronisława Komorowskiego i zachęcam do tego wszystkich, którzy nie chcą, by Polską rządzili Jarosław Kaczyński, Antonii Macierewicz i Zbigniew Ziobro. Już raz pokazali do czego są zdolni. (…) Zagrożenie jest tym większe, że obecnie nie można wykluczyć zwycięstwa PiS w wyborach sejmowych. Druga kadencja Bronisława Komorowskiego to zabezpieczenie przed tym, by w razie zwycięstwa w wyborach parlamentarnych PiS mógł bez żadnych ograniczeń psuć państwo.”

Równie z wielką przyjemnością przeczytałem tekst prof. Mirosława Karwata pt. „Konformistyczna kontestacja” (Dziennik Trybuna nr 9-93/2015). Profesor, mając na myśli Kukiza, pisze: „ (…) ale jaki to krytycyzm? Jaka to antysystemowość? Nazwałbym to konformistyczna kontestacją, gdyż nie ma ona wiele wspólnego z krytyką podstaw systemu. O naprawdę antysystemowym charakterze jakiegoś programu można mówić wtedy, gdy jest to radykalnie krytyczna ocena kapitalizmu, panujących w nim stosunków własności i podziału dóbr, stosunków między światem pracy i światem kapitału. (…) tacy wyborcy myślą nie o zmianie stosunków społecznych, lecz o rotacji polityków. Lecz przez sama wymianę dygnitarzy i partii nie dochodzi do żadnych znaczących zmian. Takie zmiany odczują jedynie kolejni beneficjenci. Sfrustrowani zwolennicy Kukiza czy Korwina próbują odsunąć od władzy i od „koryta” tych, którzy się zasiedzieli.”. Wynika to „z politycznego dyletantyzmu znacznej części społeczeństwa, z wyprania mózgów indoktrynacją kościelną IPN-owską i medialną – w duchu neoliberalizmu.”

Mógłbym tak cytować dłużej, ale nie chodzi o to, abym cudze teksty przepisywał. W załączniku jest mój własny zamieszczony w wydaniu nr 19 z dnia 14.05.2015 tygodnika DiB2010 (str.2)

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

...Temat wyników wyborczych I tury to nadal temat bardzo gorący. Nagle wszyscy dostrzegają to, czego jakoś w kampanii (i oczywiście przed nią) dostrzec nie mogli. A może nawet nie chcieli. I spoza tej kakofonii rożnych uwag, opinii i wniosków, dla mnie najbardziej drastycznie wybrzmiał wniosek wyciągnięty z kampanii przez kandydata Bronisława Komorowskiego. Otóż ten jowialny jegomość, stwierdził, iż decyzję w sprawie referendum o JOW podjął dlatego, iż zdał sobie sprawę, że takiej ordynacji wyborczej żąda 20% wyborców.

Ludzie … gdybym miał możliwość spotkania się z owym kandydatem, to bym mu powiedział, stuknij się pan w  głowę. Przecież jeżeli o JOW upomina się 20%, a 80% na ten temat milczy, to oznacza, że owe 80% JOW -y ma w dupie. Przepraszam za ten brzydki wyraz, ale poziom rozumowania kandydata strasznie mnie wpienia. A najbardziej to, iż powstała sytuacja zmusza mnie, abym postąpił wbrew swoim przekonaniom i na tegoż jegomościa oddał swój głos w II turze.

Niech to szlag trafi.

Prezydent Platformy Obywatelskiej czyni nie tylko rzecz głupią, ale i śmieszną, a nawet go ośmieszającą, bo pokazuje Polakom, że jest zdolny do wszelkich wolt, aby tylko zapewnić sobie kolejne  5 lat spokojnego leniuchowania pod sławetnym żyrandolem. Nie mogę wyjść z podziwu, że prezydent państwa  będącego członkiem UE, mający przy sobie sztab najtęższych (ponoć) głów w kraju, nie zdaje sobie sprawy z bardzo prostego, wręcz prozaicznego, faktu, iż problem JOW, to problem Kukiza. Bo ci wszyscy głosujący na niego (no, powiedzmy, że zdecydowana ich większość) nie mają o JOW zielonego pojęcia, a na Kukiza zagłosowali z uwagi na jego nachalną „rewolucyjność”. To poparcie jest wyrazem buntu wybuchającego, co jakiś czas wśród młodego pokolenia, pozostawionego przez rządzących samym sobie. Buntu pokolenia bez perspektyw.

Wprowadzenie ordynacji większościowej (JOW) jego sytuacji absolutnie nie zmieni, albowiem zmienić to może jedynie zdecydowana zmiana polityki wewnętrznej państwa, czyli przestawienie jej na dbanie o dobro pracujących, a nie jedynie tych, którzy tę pracę kupują. Kupują i płacą nędzne grosze, bo ich celem – jedynym zresztą – jest uzyskiwanie jak największych zysków własnych. I to o nich najbardziej się wszyscy martwią. Nawet Magdalena Ogórek, niby lewicowa kandydatka SLD, w sowich nielicznych wystąpieniach publicznych, właśnie nad losem przedsiębiorców (czyli kapitalistów) najbardziej ręce załamywała. I została prze lewicowy elektorat wysłana na polityczny lewicowy śmietnik. I dlatego, kto jak kto, ale prezydent państwa winien mieć tego świadomość. Bo ci młodzi, buntujący się, to ludzie bez jakiejkolwiek wiedzy społecznej i ekonomicznej. Buntują się, bo jest im źle, a Kukiz tak fajnie mówi, że rządzących pogoni gdzie pieprz rośnie, bo to nie tylko zdrajcy, niszczyciele Polski, ale, i przede wszystkim złodzieje. I dla takich oto ludzi prezydent Komorowski chce, niż stad ni zowąd, w kilkanaście dni dokonać zmiany polskiej konstytucji. Najważniejszego polskiego aktu prawnego. Widać, że dla prezydenta to tylko zadrukowany świstek papieru.

Kto jak kto, ale to właśnie prezydent winien wyjaśnić tym młodym, iż wprowadzenie ordynacji większościowej (JOW), to totalne zabetonowanie sceny politycznej, czego efektem będzie brak w parlamencie przedstawicieli innych niż prawicowe środowisk społecznych. Powinien powiedzieć tym ludziom, że w takim systemie wyborczym największe szanse mają ci, którzy dysponują bardzo zasobnym portfelem i to właśnie bogaci będą tworzyć prawo. A oni o dobro biednych walczyć nie będą, bo to nie ich bajka. Cała historia ludzkości tego dowodzi.

Kolejną sprawą, to zakaz finansowania partii politycznych z budżetu. Już raz to przerabialiśmy, na samym początku tej fatalnej transformacji społecznej i gospodarczej. W pierwszych latach 90-tych XX wieku. Doprowadziło to do niesamowitej korupcji politycznej, wyrażającej się tym, że to najbogatsi (za pieniądze) kupowali w sejmie potrzebne dla nich ustawy. I dlatego od tego systemu odeszliśmy. I co? Mamy wrócić, aby korupcja była jeszcze większa, bo o portfele bardziej zasobne i apetyty również?

Chciałoby się powiedzieć, panie Bronisławie, pójdź pan, ja cię uczyć każę.  Myślę, że nie ma chyba takiej potrzeby, bo to tylko kolejna cyniczna zagrywka. Po wyborach prezydent PO o wszystkim zapomni, albowiem to będzie jego ostatniakadencja. 

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

   Tak jak przewidywałem TAJNA BROŃ LESZKA MILLERA, czyli „wielka niespodzianka SLD” poległa z kretesem, dając upust całej prawicy politycznej i dziennikarskiej, do pastwienia się nad tym, co jeszcze po SLD pozostało. Przypomnę, że ja od samego początku twierdziłem, iż wystawienie Magdaleny Ogórek na kandydatkę, to dla SLD gwóźdź do trumny. I wyniki wyborów gwóźdź ten wbiły już do końca bardzo zdecydowanie. Trumna została zamknięta, a na jesieni odbędzie się pogrzeb tej formacji.

Ja sam oddałem na nią głos, mając świadomość, że jest to głos w zasadzie zmarnowany, ale nie chciałem być kimś w rodzaju szczura uciekającego z tonącego okrętu.

Po ogłoszeniu wyników Leszek Miller bardzo mocno krytykuje strategię Magdaleny Ogórek, żaląc się, że jedną z przyczyn słabego wyniku mogło być odcięcie się kandydatki od partii. A kiedy to, Leszku Millerze, kandydatka owa swoją lewicowość ogłaszała? Bo ja jakoś tego NIGDY nie słyszałem? Słyszałem za to i bez przerwy jej wielką troskę o ciężki los przedsiębiorców (zwanych onegdaj przez lewicę kapitalistami, czyli wyzyskiwaczami robotniczej pracy), opowieści o tym, jak to za czasów PRL kościół katolicki w Polsce był gnębiony, oraz, że to kościół ów przewodził w walce o dobro ojczyzny. Tak się jej ta lewicowość uszami wylewała, że spowodowało to, iż tzw. lewicowy elektorat zaczął ją mieć po dziurki w nosie. Widać to było również w postawie robotniczego – sorry za wyzwisko – pracowniczego OPZZ. A to mówi samo za siebie.

Ale L. Miller i cała partyjna wierchuszka (zwłaszcza ta centralna) ogłuchła i oślepła na to, o czym ludzie lewicy głośno mówili i na co wyraźnie wskazywali. Dziś, wzorem przywódców brytyjskiej socjaldemokracji (Labour Party) całe kierownictwo SLD powinno powiedzieć swoim zwolennikom, PRZEPRASZAMY i podać się do partyjnej dymisji.

Jednym słowem: Leszek, Ogórek, kiełbasa (wyborcza) i sznurek( wiadomo do czego).

Ja osobiście bardzo byłbym zadowolony, gdyby na czele SLD stanął Włodzimierz Czarzasty, który nie tylko, że mądrze mówi i myśli, ale także nie boi się mówić prawdy prosto w oczy. Dla mnie to taki „lewicowy Kukiz”, oczywiście nie intelektualnie, tylko w swej szczerości i bezpośredniości w kontaktach z ludźmi. SLD jeżeli ma jakieś szanse utrzymać się na powierzchni i z parlamentu nie wypaść, musi postawić na Czarzastego. Ja innej postaci z charyzmą w jej szeregach nie widzę. Ale osobiście wątpię, aby tak się stało, bo w partii tej nie jej los jest najważniejszy, lecz indywidualne interesy różnych grup i koterii. A ponadto i przede wszystkim polska lewica powinna się wreszcie dogadać, tak jak uczyniła to kiedyś pod patronatem śp. Aleksandra Małachowskiego, który ogłosił swój projekt (program) „drzewka oliwnego” głoszącego, iż nie ma wroga na lewicy. Czarzasty widzi mi się takim drugim Małachowskim. Ale i w to wątpię, ponieważ zdaję sobie sprawę, że na lewicy panuje chaos wywołany personalnymi rozgrywkami, kto kogo, nie ważne dlaczego. Używając terminologii pseudolewicowego Ryszarda Kalisza, na lewicy trwa „wojna agrarna” , czyli kto kogo do piachu.

Niesamowicie zaskakujący wynik Pawła Kukiza jeszcze raz pokazał, że Polacy są skłonni poprzeć nie tego co mądrze mówi, lecz tego, który mówi namiętnie chociaż bzdury. P. Kukiz nie przedstawił ŻADNEGO programu politycznego i gospodarczego, bo się po prostu na tym nie zna. Bo i skąd? A to, co przedstawił i jak argumentował, uznaję za totalną ściemę i bzdury. Kukiz, jako prezydent, nie miałby żadnych szans, aby wprowadzić swe wyśnione JOW-y, bo na drodze stanęłaby polska konstytucja, która dla zmiany konstytucji wymaga kwalifikowanej większości (co najmniej 2/3 posłów) Kukiz nie zdaje sobie sprawy, że żadna partia decydująca w sejmie o kształcie polskiego prawa nie poprze jego propozycji, bo się nie dogadają tak, aby zmiany do konstytucji wprowadzić. Tyn bardziej, że taka zmieniane – w postaci nie zmienionej – musi zatwierdzić senat. Konia z rzędem każdemu, który udowodni, że PO i PiS, a przede wszystkim mniejsze partie, zgodzą się na wspólne rozwiązanie.

Mniejsza zresztą o to, bo Kukiz wykazuje się emocjami godnymi hunwejbina, który za pomocą cytatów z Czerwonej Książeczki Mao Tse-Tunga chciał podnosić plony ryżu.

Zresztą, jeżeli chodzi o P. Kukiza, to jest on kolejnym dowodem, jak łatwo Polakami manipulować, odwołując się do ich młodzieńczego hurra patriotyzmu (wyhodowanego zresztą przez PiS), posługując się populistycznymi hasłami o partiokracji (a jak chce Kukiz wygrać wybory parlamentarne, nie zakładając albo nie korzystając z partii?), obrzucając obelgami rządzących i opozycję. Już raz mieliśmy z takim zjawiskiem do czynienia, kiedy w 1990 roku niejaki Stan Tymiński z Kanady obiecywał Polakom istny raj. I wszedł do drugiej tury, aby po jakimś czasie z kretesem zniknąć w mrokach polskich dziejów. To samo wieszczę dla Kukiza.

Najbardziej podobał mi się Korwin-Mikke, który w dwóch sprawach ma takie samo jak ja (i sądzę, że spora liczba Polaków), bo i ja boję się sojuszu ukraińsko-niemieckiego. I wiem, że póki jesteśmy w NATO nic Polsce nie grozi. Ja też nie chcę III wojny światowej, a widzę, jak Amerykanie i polska prawica ciągną nas do tego. I tak jak on uważam, że "PiS, PO - jedno zło". Słusznie więc Korwin prawi, że „to są wszystko pachołki Waszyngtonu, Berlina, Brukseli.”. Jednak to za mało, aby uzyskać poparcie, nawet te miary Kukiza.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

   70 lat temu, w dniu 7 maja, kwaterze głównej Alianckich Sił Ekspedycyjnych generała Eisenhowera w Reims we Francji, zachodni alianci ZSRR przyjęli – bez udziału przedstawicieli z Moskwy – akt kapitulacji niemieckiej armii, która tym samym, na tak zwanym froncie zachodnim, zaprzestawała wszelkich walk. Na wschodzie resztki armii Hitlera stawiały jeszcze zacięty, chociaż bezsensowny opór. Berlin został zdobyty, Hitler popełnił samobójstwo, a naprzeciwko radzieckich czołgów stawali z pancerfaustami młodzi chłopcy, wcielani w ostatnich dniach wojny do wojska. Dzień później Niemcy, 8 maja (według czasu moskiewskiego był to już 9 maja) w kwaterze marszałka Żukowa w dzielnicy Berlina Karlshorst , niemieckie dowództwo podpisało akt bezwarunkowej kapitulacji całych Niemiec i wszystkich ich sił, lądowych, wodnych i powietrznych. Poza marszałkiem Żukowem, akt kapitulacji Niemiec przyjęli również przedstawiciele mocarstw sojuszniczych,  USA, Wielkiej Brytanii, a także Francji (na kategoryczne żądanie generała de Gaulle.

W tamtym czasie w Berlinie byli moi rodzice, którzy przeszli na pierwszej linii walki cały szlak bojowy od Lenino, przez Lublin, Warszawę, Kołobrzegi i Berlin. Mieli po dwadzieścia parę lat, a za sobą przeżycia, które już na całe ich życie pozostawiły niezatarty ślad. Żałuję, że tak mało na temat tamtych okrutnych dni z nimi rozmawiałem, ale o wojnie uczyłem się w szkole na lekcjach historii i jakoś nie przychodziło mi do głowy, że moi rodzice historię tę tworzyli, że wiedzieli o tamtych wydarzeniach więcej niż pani, czy pan, od historii.  Później, im dalej od wojny, tym niej nas to interesowało, bo tyle działo się wkoło, że przeszłość było już tylko i wyłącznie przeszłością.

Aż przyszedł czas, że znów o wojnie w Polsce zaczynają nachalnie bredzić i wykrzykiwać, że „nie oddamy Krymu” i walczyć będziemy o każdy guzik ukraińskiego szynela. A weź se ten guzik w tyłek wsadź jeden z drugim …

Napisz komentarz (0 Komentarzy)