1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Po ogłoszeniu wyroku zasiadająca w ławach dla publiczności grupka wałbrzyskich działaczy „Solidarności” opuściła salę z okrzykami "Hańba dla sądu" i "Hańba dla Polski" i udała się do urzędującej prezeski tego sądu, aby zaprotestować, a faktycznie donieść na skład orzekający, że wydał orzeczenie nie po ich myśli. Postąpili tak, ponieważ dla nich prawem jest tylko to, co oni samo za prawo uznają, a sprawiedliwości stałoby się zadość, gdyby sądy wszystkich myślących inaczej niż oni, skazały na śmierć przez rozerwanie końmi lub łamaniem kołem. I dlatego nie interesowało ich dlaczego sąd wydał taki, a nie inny wyrok. I chociaż nikt z nich nie pozostał na sali, to będący wśród nich przewodniczący wałbrzyskiej „Solidarności” i jednocześnie radny miejski Cezary Kuriata, wyrok sądu skomentował następująco: „Dla tych ludzi, wyrok ten pokazuje, że wciąż żyją w tamtym okresie. Ci ludzie mają świadomość, że system sprawiedliwości zupełnie się nie zmienił. Należałoby im pokazać, że wyrządzone im krzywdy były efektem tamtego systemu. Trzeba było im pokazać, że m to wiemy. Tu potrzebny był jakikolwiek wyrok. Sąd mógł zasądzić zakaz oglądania telewizora, ale żeby zapadł wyrok skazujący, bo to że jest winny nie powinno budzić żadnych wątpliwości.” (za Doba.pl).

Myślę, że przewodniczący Kuriata, (absolwent szkoły zawodowej), nie powinien się w sprawach dotyczących zasad funkcjonowania i stosowania prawa publicznie wypowiadać i pouczać sędziów, co to znaczy sprawiedliwość i prawo, które na pewno jest czymś diametralnie innym niż prawo i sprawiedliwość tak jak to on je pojmuje. Niech się raczej zajmie tym, na czym się zna i przestanie uważać siebie za alfę i omegę w każdej sprawie publicznej, bo sam siebie ośmiesza nad wyraz.

Odnosząc się natomiast do ustnego uzasadnienia wyroku i uznając jego rację, nie mogę jednak nie zwrócić uwagi na bardzo istotny fakt związany z datą wprowadzenia stanu wojennego. Otóż ogłoszono go o północy, czyli 13 grudnia, chociaż uchwalenie dekretu nastąpiło praktycznie dopiero około godziny 02:30, ponieważ obrady Rady Państwa trwały od godziny 01:00 do 02:30. Jest to bardzo ważne z uwagi na to, że w uchwalonym dekrecie zawarty jest art.61, który wyraźnie stanowi, że dekret wchodzi w życie z dniem ogłoszenie jednakże z mocą obowiązującą od dnia uchwalenia. Jeżeli zatem decyzje o internowaniu L. Lamparski podpisywał 13 grudnia 1981 roku, to nie można mu zarzucić, że działał bez podstawy prawnej i podpisane decyzje były nielegalne. Ponadto, nawet jeżeli na drukach decyzji o internowaniu nie została podana pełna podstawa prawna (wskazanie miejsca i daty publikacji aktu prawnego), to zgodnie z wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego z 25 sierpnia 2011 r. (sygn. I OSK 1769/10), decyzja, która nie zawiera podstawy prawnej, bądź określa ją ogólnikowo, czy błędnie, nie jest jednak decyzją wydaną bez podstawy prawnej. Taka decyzja jest dotknięta tylko wadą formy z powodu naruszenia art. 107 § 1 k.p.a. Podstawa prawna bowiem realnie istnieje, ale nie ma o niej prawidłowej informacji w wydanej decyzji.

Tak więc, jak by na to nie spoglądać, to i tak nie można dopatrzeć się naruszenia prawa. Wątpię jednak, aby C. Kuriata to co tu napisałem był w stanie zrozumieć. Zresztą nie tylko on, bo mu podobnych (mentalnie i intelektualnie) jest w Wałbrzychu i w całej RP na pęczki.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (Niewinny - DB2010-15.02.2018.png)DB 2010 z 15.12.2018