1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Procesu wytoczonego gen. Leszkowi Lamparskiemu nie śledziłem we wszystkich jego odsłonach. Pojawiłem się – tak jak sam generał – na pierwszej rozprawie, aby usłyszeć, co zarzuca mu ipeenowski prokurator, no i chciałem usłyszeć, co na to wszystko do powiedzenia ma sam L. Lamparski, od którego wiedziałem, że na pierwszym posiedzeniu sądu będzie obecny. O jego przebiegu już pisałem, więc nie będę się powtarzał. Przestałem chodzić na kolejne posiedzenia, albowiem wyznaczane były dla przesłuchania świadków oskarżenie, czyli tak zwanych pokrzywdzonych, a moim zdaniem nie mogli oni wnieść do sprawy nic dla niej istotnego, a więc ich przesłuchiwanie (kilkadziesiąt osób) to moim zdaniem taka celowa prokuratorska hucpa, której sąd nie dał odporu, chociaż mógł, aby oszczędzić sobie czasu, który mógłby byś spożytkowany na rozpatrzenie wielu innych i na pewno bardziej istotnych spraw.

No bo co mogli w tej sprawie ci świadkowie zeznać? To, że zostali zatrzymani, a następnie wręczono im decyzje o internowaniu i rozwieziono po różnych ośrodkach? Przecież to dla udowodnienia rzekomej winy L. Lamparskiego, jako ówczesnego Komendanta Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych, nie miało najmniejszego znaczenia. Przesłuchiwanie rzekomych świadków czynu L. Lamparskiego, miało w zamyśle prokuratury z IPN – o czym jestem absolutnie przekonany - być elementem psychicznego nacisku na skład sędziowski, któremu w ten sposób prokuratura zamierzał przedstawić ogrom krzywd wyrządzonych tym ludziom.

A przecież L. Lamparski temu, że decyzje o internowaniu podpisywał absolutnie nie zaprzeczał, ale tez nie poczuwał się do winy popełnienia zbrodni przeciwko ludzkości, ani tez naruszenie przepisów obowiązującego w PRL prawa, zwłaszcza Konstytucji Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. W tym wręcz idiotycznym zarzucie prokuratury z IPN pobrzmiewa rechot Historii, który słyszalny jest dla każdego, kto wie, iż IPN twierdzi, iż konstytucja ta została napisana w Moskwie przez Stalina. Jeżeli tak, to L. Lamparski powinien zostać przez IPN przedstawiony do odznaczenia jako ktoś, kto tej stalinowskiej konstytucji nie szanował.

Prokuratura przedstawiła aż tylu świadków bo liczyła na to, że wyleją oni morze żalu do oskarżonego i tu się bardzo przeliczyła, albowiem poza jednym jedynym byłym internowanym, pozostali składający zeznania nie mieli do Generała żadnych osobistych pretensji. Wyrażali swój zal, że zostali internowani chociaż nic złego nie uczynili, a ich jednym celem było tylko i wyłącznie poprawienie sytuacji ekonomicznej i społecznej swoich współtowarzyszy pracy. Nie walczyli o żadną demokrację, nie walczyli o zmianę ustroju.

Faktem jest, że jakaś grupa tych internowanych trafiła do ośrodka w Kamiennej Górze, który był w fatalnym stanie technicznym, przez co internowani musieli znosić wiele niedogodności fizycznych i psychicznych. Jeden ze świadków stwierdził nawet, ze warunki te były gorsze od tego, co było w niemieckim obozie koncentracyjnym w Gross Rosen, co można by uznać za stwierdzenie haniebne, gdyby nie to, że było ono wyrazem takiej samej głupoty, jaką charakteryzują się ci, którzy „po krzakach i lasach” wielbią imię Hitlera i ojczyzny naszej ukochanej, Polski”.

Tego rodzaju zarzuty podnoszone przez prokuratora z IPN, jak również oskarżycielkę posiłkową niejaką Kwiatkowską-Wyrwisz, miały się do rzekomej winy L. Lamparskiego, jak wół do karety, bo to nie on odpowiadał (bo nie decydował o tym) za to kto na listy internowanych został wpisany, ale także o tym, kto do jakiego ośrodka został skierowany i jak był tam traktowany.

No cóż, czekam na wyrok sądu i powiem szczerze, że miło wspanialej mowy obrończej mecenasa J. Świteńkiego, mimo całej jego argumentacji prawnej i historycznej, wcale spokojny o wyrok nie jestem, bo dobrze wiem, że spokojny być nie mogę. Nie w tej Polsce.