1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

   Zmienił się szef MSWiA, co rodzi we mnie raczej ambiwalentne odczucia, bo z jednej strony odszedł nieprzesadnie lotny minister, powszechnie budzący niechęć nie tylko wśród PiS, ale też w sporej części policjantów. Zwłaszcza policyjnych związków zawodowych. Z drugiej zaś, na czele resortu stanął człowiek, który gwarantuje, że bardzo szybko wielu zacznie za ministrem Błaszczakiem (zwanym „Płaszczakiem”) tęsknić. Joachim Brudziński ps. Jojo to osoba, z której śmiać się jest niebezpiecznie, bo to bezwzględny bardzo pamiętliwy cynik, przy czym w odróżnieniu od swego partyjnego poprzednika niebezpiecznie inteligentny i błyskotliwy. Nie sądzę, aby za jego rządów bezpieczniej mogli czuć się obywatele, którzy z jakichś najprzedziwniejszych powodów wpadną w ręce policjantów. Obym się mylił, ale odnoszę wrażenie, że teraz ciche przyzwolenie, poprzez twardą obronę każdego funkcjonariusza, na bezprawne i brutalne stosowanie przemocy, znacznie wzrośnie.

W felietonie „Prawda sądowych sal” piszę o przypadku Dawida Łukomskiego z Kwidzynia (przy okazji wspominając sprawę śmiertelnego pobicia Piotra Grucy i wywiezionego za miasto bezdomnego, który zmarł z wychłodzenia) pokazanego w ostatnim programie „Państwo w Państwie” TV Polsat. Sprawa ta, a zwłaszcza zapadły w niej wyrok oraz zachowanie się goszczącego w studio sędziego i b. wysokiego funkcjonariusza KGP, jest dobitnym przykładem „częstochowskiej obrony” policjantów, którzy mieli zachciankę spuścić manto obywatelowi. Ze zdziwieniem słuchałem tego, co w tym studio miał do powiedzenia prawnik w osobie sędziego, który zdawałoby się z racji swej profesji musi być obiektywny i rzeczowy, dochowując wiary kodeksowej zasadzie wyrażonej w art. 7 kpk, z którego wynika, ze sędziowie winni rozumowanie swe opierać na zasadach prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego. To, co w studio zaprezentował sobą pan sędzia wołało o pomstę do nieba. Szkoda, że ani prowadzący program p. Przemek talko, ani pani senator Lidia Staroń, ani dziennikarka przygotowująca materiał, ani też sam pokrzywdzony i jego matka, nie wiedzieli o czymś takim, jak „zamykający się łańcuch poszlak wskazujących na fakt główny”. Szkoda, ponieważ pan sędzia udawał (bo nie wierzę, że o tym nigdy nie słyszał), że o tym zapomniał. Piszę o tym w felietonie, więc tu tylko kilka uwag, które się w tekście felietonu nie zmieściły.

Otóż oskarżeni policjanci odmówili złożenia wyjaśnień, co jest dosyć charakterystyczne dla tych funkcjonariuszy, kiedy stają w obliczu Temidy w takiej właśnie roli. Rozumiem taką postawę, bo jest to element taktyki prawa do obrony, ponieważ gdyby się zgodzili składać wyjaśnienia, musieliby się sami obciążyć, wyjaśniając z jakich powodów nie dowieźli zatrzymanego do komisariatu w Kwidzyniu. A ponadto jeżeli go wypuścili, to z jakich powodów go zatrzymali, gdzie go wypuścili i dlaczego nie powiadomili o tym oficera dyżurnego? Pan sędzia, który tak obficie sypał jak z rękawa przykładami, ani przez moment o takich pytaniach nie pomyślał, a tym bardziej o znalezieniu na nie logicznej odpowiedzi. Nie wspominam już o K. Hajdasie, który udawał, że o takim czymś, jak informowanie dyżurnego o efektach interwencji, nie ma pojęcia. A może się mylę i on faktycznie o tym nie wie? A przecież ta właśnie okoliczność (brak informacji o zatrzymaniu i jego powodach) stanowiło clou całej tej sprawy, bo świadczyło o bezprawności postępowania tych policjantów. Ale nad tym nie pochylił się żaden sędzia i sąd mógł z głupia frant stwierdzić, ze jest brak dostatecznych dowodów, co rodzi jego wątpliwości.

A poszlaki zamykające się w logiczny łańcuch, wysoki sądzie, to gdzie? W czarnych czeluściach waszych siedzeń? Wszystko na to wskazuje.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (01. DB 2010-11.01.207.png)DB 2010 z 11.01.2018 str. 6