1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Coraz niechętnej przychodzi mi pisanie o wałbrzyskich policjantach, bo chciałbym wreszcie coś o nich pozytywnego napisać, a tu nijak się na to nie zanosi. Na pewno jakieś sukcesy w swej pracy osiągają, ale nie są to widać sukcesy zasługujące na pierwsze strony gazet i główne wydania mediów informacyjnych. Coś tam sobie dłubią, bo muszą ponieważ za nic pieniędzy brać nie mogą. Zresztą jest może tak, ze to nowy rzecznik prasowy KMP nie potrafi odpowiednio „sprzedać” tego, co jego koledzy zdołali osiągnąć. W ogóle w mediach ogólnokrajowych informacji o złych nawykach policjantów (i policjantek) jest tak dużo, że powstaje wrażenie, iż jest to formacja coraz bardziej patologiczna. A przecież tak nie jest, bo w Policji służy znakomita ilość ludzi uczciwych i starających się wykonywać swe obowiązki w taki sposób, aby realizować główne cele Policji, bez narażania na uszczerbek jej dobrego imienia. Cóż z tego, kiedy ton nadają typy, które nigdy nie powinni znaleźć się w policyjnych szeregach, bo to ich obecność i „wyniki” tak bardzo negatywnie rzutują na społeczny odbiór tej formacji.

Takim właśnie złogiem, jest w mojej ocenie ten facet, który uczynił wszystko, aby p. Barbarze Sz. życie obrzydzić. Mam nadzieję, że w zamian otrzyma to samo z nawiązką. Czego mu serdecznie życzę.

Natomiast podczas spotkania z gen. Leszkiem Lamparskim, przypomniałem mu historię, jaka wydarzyła się w czasach, kiedy najważniejszymi osobami w Wałbrzychu i województwie wałbrzyskim byli sekretarze Komitetu Wojewódzkiego PZPR (ul. Zamkowa). Któregoś dnia milicjant ze stanu KW MO w Wałbrzychu (chyba z Ruchu drogowego) zatrzymał w okolicy KWK „Thorez” samochód, którego kierowcę poddał dosyć ścisłej kontroli. Coś mu tam się nie zgadzało i zatrzymał prowadzącemu dowód rejestracyjny i ukarał mandatem. Kierowca trochę się awanturował powołując się na funkcję swojej żony, która wtedy byłą II Sekretarze KW PZPR w Wałbrzychu (nazwisko znane). Niestety, funkcjonariusz MO był typem człowieka, dla którego wszyscy ludzie byli równi wobec prawa i pozostał nieugięty. Bardzo szybko zrobił się w tej sprawie spory dym, a nad głowa milicjanta zaczęły się zbierać czarne chmury. Stało się tak dlatego, że towarzyszka II sekretarz zażądała od Komendanta Wojewódzkiego MO (czyli Leszka Lamparskiego) przykładnego ukarania funkcjonariusza za … i w tym miejscu jakieś tam partyjne ble ble ble. Komendant Lamparski – takie były czasy – był mocno uzależniony od partyjnych (PZPR) bonzów, identycznie jak to się i dziś dzieje (PiS) i jakoś musiał zareagować. Nie chciał człowieka zwalniać, bo sam uważał, że milicjant postąpił słusznie, ale też nie mógł pozostawić go w Wydziale Ruchu Drogowego, bo aby się partyjnym aktywistom w oczy nie rzucał. Przeniósł go więc czasowo do milicyjnego aresztu, obiecując mu, że kiedy się tylko uspokoi, to przywróci go na dawne miejsce.

Niestety wydarzenia tego gen. Lamparski nie pamiętał, co poświadczać tylko może tego, że był (i jest nadal) bardzo skromnym człowiekiem,bo opisana przeze mnie historia miała faktycznie miejsce.

Być może bohater mojej anegdoty jeszcze żyje i może nawiąże ze mną kontakt. Chętnie zapoznam Czytelników DB 2010 z jego historią służby, łącznie ze szczegółami tego epizodu.