1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Sprawa Wojciecha P. jest tak bulwersująca, że wspominana przeze mnie w felietonie () historia śledztwa wałbrzyskiego antykwariusza z 2000 roku zdaje się być niewinną wpadką wałbrzyskich stróżów prawa z ul. Mazowieckiej i świdnickich prokuratorów okręgowych. Jak wspomniałem, w tamtej sprawie organa ścigania nie miały żadnych dowodów na sprawstwo skazanych, poza jednym lipnym zeznaniem świadka anonimowego, który nic nie wiedział i nic nie słyszał, ale potrafił śledczym opowiedzieć, nawet niezbyt spójną, bajeczkę, która oni łyknęli jak kaczka chleb na wodzie.

W sprawie Wojciecha P. rzecz ma się odmiennie, albowiem istnieje niezaprzeczalny dowód jego niewinności w postaci wpisu na rejestrze zatrzymanych w Policyjnej Izbie Zatrzymań KMP w Wałbrzychu, który został ew śledztwie ukryty. Nie pytam się dlaczego, bo to oczywiste, tylko przez kogo? Ale zanim postaram się na to pytanie udzielić odpowiedzi, trochę informacji o faktach, które ustaliłem na podstawie różnych (wiarygodnych) informacji oraz zapisanych w dokumentach procesowych, do których miałem dostęp.

Otóż przed zabójstwem Janusza L., Wojciech P., znajdował się w głębokiej depresji z powodu zapadnięcia w śpiączkę jego brata, z powodu ciężkich urazów doznanych w wyniku wypadku w czasie pracy. Kiedy jako tako doszedł do siebie próbował nawiązać z nim kontakt telefoniczny. Niestety telefon nie odpowiadał. Kiedy stojąc przed sądem poinformował go o tych telefonach, prokurator odwołał się do dowodu z billingu połączeń telefonicznych, z którego wynikało, że z telefonu Wojciecha P. prób uzyskania takich połączeń nie było. Dopiero później, zaznajamiając się aktami procesowymi Wojciech P. stwierdził, że prokuratorski dowód w postaci wykazu połączeń dotyczy telefonu o numerze, jaki nie jest mu znany. Zadzwonił pod ten numer i okazało się, że jest to numer telefonu mieszkanki Gdańska, z którą zresztą przeprowadził rozmowę.

Zastanawiam się zatem, czy zaznajamiając się z treścią billingu policjanci i prokurator nie zauważyli danych osobowych (w tym adresu zamieszkania) właściciela tego numery, czy też świadomie ten istotny fakt pomijali. Jeżeli tak, to prokurator dopuścił się przestępstwa fałszowania i ukrywania dowodu mogącego mieć istotne znaczenie w sprawie. Jednak nie mnie to osądzać, bo to sprawa dla przełożonych owego prokuratora, jak również zajmujących się sprawą policjantów.

Drugą, jeszcze bardziej bulwersująca sprawą jest to, że w noc zabójstwa (23/24.01.2008) Wojciech P. został zatrzymany za wykroczenie (w stanie po spożyciu alkoholu) i osadzony w Policyjnej Izbie Zatrzymań, a do powieszenia doszło właśnie w tym czasie tuz po godzinie 2-giej w nocy. Na tę okoliczność, jako na bezsporny fakt swojej niewinności, Wojciech P. wskazał podczas rozprawy apelacyjnej, albowiem bez żadnych dowodów w sądzie I instancji (Sąd Okręgowy w Świdnicy) skazany został na 25 lat pozbawienia wolności. I stałą się rzecz niesamowita. Otóż sędzia tego sądu, zamiast przerwać rozprawę i zlecić prokuraturze szczegółowe sprawdzenie tego dowodu (bo prokuratura ma ustawowy obowiązek sprawdzić dowody winy, jak i niewinności), zlecił to zastępcy kierowniczki sekretariatu II Wydziału Karnego, czyli osobie nie mającej uprawnień procesowych. Ta nie mając zielonego pojęcia o strukturze organizacyjnej KMP w Wałbrzychu, zamiast do KMP na ul. Mazowieckiej, zadzwoniła do Izby Dziecka na ul. Św. Kingi, gdzie - zgodnie z prawdą - dowiedziała się, że Wojciech P. nigdy tam nie przebywał. I to starczyło sędziom sądu apelacyjnego (???), aby przyjąć, że Wojciech P. składając wyjaśnienia, kłamie, wobec czego wyrok skazujący utrzymał w mocy.

Następnym etapem tej skandalicznej sprawy, jest postępowanie przed Sądem Najwyższym.

Ponieważ Policja odmówiła Wojciechowi P. - z uwagi na ochronę danych osobowych (!!!) informacji o tym, czy w krytycznej nocy przebywał w izbie zatrzymań - do wniosku kasacyjnego skierowanego do Sądu Najwyższego, jego obrońca dołączył oryginał upomnienia Nr 99/W-ch/08 z KWP we Wrocławiu wzywające do zapłaty 100 zł za pobyt w Policyjnej Izbie Zatrzymań w KMP w Wałbrzychu w styczniu 2008 roku. Oczywistym jest, że w takim upomnieniu musi być podana dokładna data i godzina zatrzymania i zwolnienia, ale prawdopodobnie Sąd Najwyższy uznał za bardziej wiarygodną notatkę wspomnianej wyżej zastępczyni kierowniczki sekretariatu II Wydziału Karnego Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu. Mogę się nie dziwić tej pani, która nie musi wiedzieć, że Policyjna Izba Dziecka jest zupełnie czymś innym niż Policyjna Izba Zatrzymań, ale policjanci, prokuratorzy i sędziowie winni o tym wiedzieć. Mało tego, mieli taki obowiązek, a w związku z czym mieli również obowiązek sprawdzić i sprostować brednie, która urzędniczka (o statusie pracownika cywilnego) w owej notatce napisała. Dlaczego tego nie uczynili?

Dlaczego też Sąd Najwyższy łamiąc obowiązujące go procedury określone w kodeksie postępowania karnego (art. 535 §3 kpk) odmówił sporządzenia uzasadnienia postanowienia o oddaleniu - jako oczywiście niezasadnej - kasacji,. we sytuacji, kiedy miał obowiązek taki uzasadnienie sporządzić. Zwłaszcza, że na piśmie zwrócił się o to sam Wojciech P. W protokole z rozprawy kasacyjnej SN wskazuje na jego nieobecność na tej rozprawie rozprawie, podkreślając jednocześnie, że został on prawidłowo poinformowany. I zastanawiam się, czy sędziowie z tego składu orzekającego (trzech sędziów SN) wiedzieli w ogóle czego sprawa dotyczy i jaki jest status skazanego o zabójstwo Wojciecha P., czy też brali udział w "drukowaniu" jego winy, a nie chcąc tego udziału ujawnić, odmówili sporządzenia pisemnego uzasadnienia postanowienia.

Dla nieznających przepisów k.p.k. wyjaśniam, że jego art. 535 §3 stanowi, że jeżeli strona nie została sprowadzona na rozprawę, to sąd ma obowiązek sporządzenia pisemnego uzasadnienia swego postanowienia. Chyba, ze sędziowie owego składu orzekającego nie mają zielonego pojęcia, ze osoba skazana na 25 lat pozbawienia wolności na tej wolności nie przebywa, a wiec jest pozbawiona swobodnego dysponowania swoją osobą. Chyba, że sędziowie Sądu Najwyższego nie rozróżniają "powiadomienia" od "sprawdzenia", bo sprawdzenie dotyczyć może tylko osoby pozbawionej wolności, która nawet mimo skutecznego powiadomienia nie może wsiąść w pociągu i pojechać do Warszawy. Zatem powiadomienie powinno być skierowane do miejsca przebywania skazanego (Areszt Śledczy w Świdnicy), którego funkcjonariusze winni skazanego na rozprawę doprowadzić.

Jeżeli sędziowie SN tego nie wiedzą, to być może rację ma Zbigniew Ziobro postulujący, aby całą tą kastę rozpędzić na cztery wiatry, a w ich miejsce usadowić tych, dla których liczy się tylko prawo, a nie rożnego rodzaju interesy i interesiki tych, którzy sprawując sądowniczą władzę, dopuścili się zbrodni pozbawienia wolności człowieka niewinnego.

PS. W tej sprawie jest znacznie więcej różnego rodzaju zaskakujących przykładów niekompetencji i złej woli organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości, ale o tym napiszę już innym razem.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-35-357-z-21.09.2017-r.pdf)DB 2010 z 21.09.2017 str. 4