1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

W moim felietonie w DB 2010 zatytułowanym "Deficyt rozumu" pomyliłem imiona i z Adama zrobiłem Andrzeja. Musze więc przyznać, że faktycznie Adam w Encyklopedii Solidarności ma swoją notkę biograficzną, co nie zmienia faktu, że w studio telewizyjnym TV Polsat News, rzeczy haniebne opowiadał i jeszcze się tym swoim barbarzyństwem chlubił. Tyle gwoli sprostowania.

* * *

Ludzie pokroju Adama Borowskiego i jego odpowiednika w Wałbrzychu, (osobiście mi nieznanego) Jerzego Langera, to osobniki, którym nienawiść wyżarła zdolność do logicznego, a zatem też racjonalnego myślenia, a tak zwana "kombatancka przeszłość" w ich wyobrażeniu, przydaje im nimb nieomylności prawd przez nich głoszonych, które traktują jako prawdy objawione. Wywodzą z tego wniosek, że te ich prawdy winny być tak samo traktowane przez wszystkich innych. Tym samym odbierają innym prawo do głoszenia swoich prawd, do prezentowania ich własnego punktu widzenia oraz do krytyki tego,co ci nieomylni za prawdę uważają. Borowski i Langer głoszą bez wstydu, że tym wszystkim, którzy kiedykolwiek "splamili się" jakimkolwiek dobrowolnym kontaktem z tak zwaną "komuną" należy odebrać, lub przynajmniej znacznie ograniczyć prawa obywatelskie, czyli inaczej mówiąc, należy ustanowić prawo wzorowane na hitlerowskich Ustawach Norymberskich, odbierających wszelkie prawa obywatelskie i prawa człowieka Żydom. Jak to się skończyło nie muszę chyba nikomu przypominać. Pisząc te słowa, przyszło mi na myśl, czy ci dwaj wymienieni "pogromcy komunizmu", w ogóle mają pojęcie, czym były ustawy norymberskie, kto i kiedy ją ustanowił i w życie wprowadził. Sądząc po tym, co mówił Borowski i po tym, co pisze do mnie Langer, moje wątpliwości są bardzo uzasadnione.

* * *

Zdając sobie sprawę, że ludziom pokroju Borowskiego i Langera nic już nie pomoże i na wieki pozostaną zasklepieni w swej skorupie ignorancji i nienawiści, przytoczę tylko kilka faktów, świadczących, że nic nie jest wyłącznie białe lub czarne, bo rozumny człowiek jest w stanie dostrzec też różne odmiany lub odcienie tych kolorów.

Prof. Adam Strzembosz

Wszyscy znają go, jako aktywnego w czasach PRL działacza solidarnościowej opozycji w polskim sądownictwie, który sam się określał i określa nadal, jako zdecydowany antykomunista. W sierpniu 2017 roku powiedział: "Ja też orzekałem przed 1989 roku. A przyszedłem do sądu na aplikację w 1956 roku. Czy to znaczy, że jestem  komunistycznym złogiem ? Wtedy, te ponad 60 lat temu, do sądu przyszła cała fala ludzi bezpartyjnych, pochodzenia inteligenckiego, których rodzice byli w AK." - cytuję za Dziennikiem Gazeta Prawna.

Czy słowa nestora polskiego sądownictwa, sędziego, profesora nauk prawnych, wiceministra sprawiedliwości (1989–1990), pierwszego prezesa Sądu Najwyższego i przewodniczącego Trybunału Stanu (1990–1998), kawalera Orderu Orła Białego, skłonią Borowskiego lub Langera do jakichkolwiek refleksji. Myślę, że nie, bo On dla nich jest tylko postkomunistycznym złogiem, albowiem śmiał mieć inne zdanie, niż całą pisowska zgraja w sprawie polskiej demokracji i wartości konstytucyjnych.

* * *

Ludzie pokroju Borowskiego i Langera na dźwięk słów o powstaniu warszawskim, doznają prawie mistycznych uniesień, czegoś na wzór smoleńskiego omamienia. A kiedy śpiewają sztandarową pieśń powstańczą 'Warszawskie dzieci", to podejrzewam, że w pewnym miejscu poniżej oczu robi im się mokro. Jest tak, bo nie mają pojęcia - o czym jestem absolutnie przekonany - kim był autor tej patriotycznej pieśni, której melodia i słowa faktycznie wywołują mrowienie wzdłuż kręgosłupa.

A autorem jest Stanisław Ryszard Dobrowolski - oficer Armii Krajowej i warszawski powstaniec. Po wyzwoleniu Warszawy w styczniu 1945 roku wstąpił do Wojska Polskiego i został oficerem politycznym oraz korespondentem wojennym. Po wojnie był zdeklarowanym, czynnym i twórczym zwolennikiem Polski Ludowej, członkiem PZPR, podpułkownikiem Wojska Polskiego, zwanego popularnie Ludowym. Polskę Ludową wspierał do końca swych dni, nie tylko wierszem, bo był poetą, słowem pisanym, ale też mówionym. Na przykład potępiał prowodyrów tzw. radomskich wydarzeń z czerwca 1975 roku, bo uznawał, że wydarzenia te były dla kraju szkodliwe. Gdyby dożył dnia dzisiejszego to jego emerytura zostałaby jak nic zagrabiona przez pisowskich oprawców wdów i sierot po oficerach MSW. A może, jak w przypadku 95-letniego powstańca, byłego lekarza ze szpitala MSW, łaskawy jak sam Chrystus minister Błaszczak, wypowiedziałby słowa: powstańcom warszawskim zabierać nie można. Wszak dobre i łaskawe to panisko, bo przecież pisiory to pany, jak niedawno przypomniał to Sir Number One. A może byłoby tak, że ten warszawski bohater zostałby uznany za komunistycznego złóg i wredną mordę, która winna odżywiać się odpadami ze śmietnika, bo jego poglądy i życiowe wybory, dla takich jak Borowski i Langer, kwalifikują go do fizycznej eliminacji.

* * *

Zachęcam też do przeczytania tekstu Jerzego Langera pod kuriozalnym tytułem: "Spadkobiercom PRL-u bojącym się jego powrotu" oraz odpowiedzi red. Roberta Radczaka, zatytułowanej Rozbrat. Mój komentarz do tych żałosnych wywodów za tydzień.