1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

1 sierpnia oglądałem w TVN 24 program Justyny Pochanke, w którym udział wzięło trzech warszawskich powstańców, w tym jedna powstańczyni (cóż za okropne słowo w III RP feministki wymyśliły). Jeden z nich był profesorem, drugi lekarzem, a pani powstańczyni była emerytowaną nauczycielką. Ludzie ci po zakończeniu wojny nie poszli do lasu, ale zgodnie z rozkazem ostatniego komendanta AK, podjęli trud odbudowy Polski. Pani nauczyła historii, panowie pokończyli studia, habilitowani się i to wszystko miało miejsce w Polsce Ludowej. Jak więc mam te ich życiorysy odnieść do głoszonej przez prawicę tezy, że prawdziwi polscy patrioci podjęli z sowieckim okupantem walkę zbrojną, a ci, którzy tego nie czynili, to zwykli kolaboranci. To jedno.

Historia tych ludzi zadaje też kłam kolejnej tezie, że po II wojnie żołnierze AK, a już zwłaszcza powstańcy z Warszawy, byli przez komunę gnębieni i okrutnie terroryzowali oraz poniżani na wszelkie sposoby. Jeden z tych powstańców opowiadał, że na początku lat 50-tych dostał skierowanie do Wojska Polskiego, ale jakiś burak bezpieki lub informacji zablokował mi możliwość służby w tym wojsku - w charakterze lekarza - uzasadniając to złośliwym stwierdzeniem, że zapewne nie chciało mu się do AL tylko do AK. Odpowiedział mu wtedy, że jak wstępował do konspiracji w 1941 (Związek walki Zbrojnej), to Armia Ludowa jeszcze nie istniała. I za te słowa włos mu z głowy nie spadł, chociaż dziś się opowiada przerażające historie o losie tych powstańców. Tysiące żołnierzy AK, w tym setki powstańców warszawskich walczyło później z Niemcami w szeregach II Armii Wojska POlskiego, która swój szlak bojowy zakończyła pod Budziszynem.

Jeden z tych powstańców (profesor) bardzo emocjonalnie zaprotestował przeciw twierdzeniu, że PiS przejęło Polskę w ruinie, zaczął opowiadać o tym, jak dziś Warszawa jest piękna, a jest tak, bo została odbudowana ze straszliwych ruin i on sam brał udział w jej odbudowie. Można się jedynie było domyśleć, że mówił o odbudowie prowadzonej w latach istnienia PRL. Bo to wtedy miasto się z ruin podniosło i to dzięki tzw. dekretowi Bieruta. O czym dziś coraz mniej ludzi wie lub chce pamiętać.

A tak przy okazji powstania to chciałbym zwrócić uwagę, że autorów stanu wojennego, który uratował Polskę przed niechybną agresją ze strony Związku Radzieckiego, postawiono przed sądem jako zwykłych pospolitych kryminalistów. A autorów Powstania Warszawskiego, którzy wydali na męczeńską śmierć 200 tys. warszawiaków, w tym 33 tys. dzieci, czci się dzisiaj jako bohaterów. Jeden wielki chichot Historii.

* * *

Wszędzie podkreśla się że pierwszego sierpnia mieszkańcy Warszawy, władze państwa, a także mieszkańcy innych miast w Polsce, oddali hołd bohaterom. W Warszawie było to pod pomnikiem Powstańców Warszawy i na kopcu Powstania Warszawskiego a więc hołd oddawano bohaterom z Armii Krajowej. Według mnie jest to policzek w twarz tym, którzy nie walczyli z bronią w ręku, ale cierpieli i ginęli dlatego, że jakiś kretyn podjął decyzję o wybuchu w sytuacji kiedy powstanie nie miało żadnych szanse na powodzenie. Jestem głęboko przeciwny obchodzeniu tej rocznicy w takiej formułę, bo powinna ona być obchodzona pod hasłem Pamięci Ofiar Powstania Warszawskiego.