1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Czytam w Onecie, że we Wrocławiu wszczęto postępowania w sprawie zwolnienia pięciu funkcjonariuszy policji w związku ze śmiercią Igora Stachowiaka. Szósty policjant zwolnił się na własną prośbę w ubiegłym roku. Zwolniony też został (25.05.br.) zastępca komendanta komisariatu Wrocław-Stare Miasto, który w chwili przesłuchania Igora Stachowiaka przebywał na komisariacie i nie podjął żadnych działań. Wszczęto też postępowanie dyscyplinarne przeciwko byłemu komendantowi i zastępcy komendanta wrocławskiej policji (byłemu komendantowi powiatowemu policji w Świdnicy) w związku z niedopełnieniem obowiązków przy śledztwie. Wszczęto również postępowanie przeciwko oficerowi prowadzącemu postępowanie dyscyplinarne przeciwko policjantom, ponieważ w ocenie nowego komendanta wojewódzkiego, było ono nierzetelne.

I bardzo dobrze, że takie decyzje zapadają, szkoda tylko, że spóźnione o rok. Ale, jak powiadają, lepiej późno, niż wcale.

Zwracam jednak uwagę na to, że wszystkim przełożonym policjantów, którym zarzuca się rażące przekroczenie uprawnień w związku ze stosowaniem przepisów o przymusie bezpośrednim, rażącym łamaniem obowiązującego prawa zakazującego stosowania przemocy w celu uzyskania informacji, zeznań itp, a także używania przemocy wobec osób zatrzymanych, powinno się wszczynać postępowanie karne z art. 231 kodeksu karnego, w przypadku, kiedy nie zarządza wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Bo z reguły panowie komendanci (przełożeni) w takich przypadkach wnioski obywateli o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego, kierują do prokuratury z wnioskiem o włączenie do akt sprawy. A przepis ustawy o Policji nakazuje im wszczynanie postępowań niezależnie od postępowań karnych.

Śmierć Igora Stachowiaka tylko dlatego stała się punktem zwrotnym (albo dopiero może się stać) dlatego, iż ujawnione zostały nagrania o treści tak porażającej, że sprawy już się pod dywan nie zamiecie. Ale przecież to nie jest jakieś incydentalne (jak się wyrazić raczył komendant główny policji) zdarzenie, bo do nadużyć tego (lub podobnego) rodzaju dochodzi dziennie co najmniej kilkaset razy. |Owszem, dziennie policjanci interweniują około 15 tysięcy razy, ale te kilkaset przypadków oznacza, ze dziennie tyle osób zostaje przez policjantów skrzywdzonych. W większym lub mniejszym stopniu. A przecież policjant jest od tego, aby obywatela chronić, a nie aby mu krzywdę czynić.

Ktoś powie, że nadmiernie się czepiam, a sam (jak mi to niektórzy zarzucają), sam będąc milicjantem, a później policjantem, biłem zatrzymanych, a nawet ponoć się nad nimi znęcałem. Otóż z czystym sumieniem oświadczam, że NIGDY nie zdarzyło mi się użyć przemocy wobec osoby, która znalazła się pod moja "opieką" jako osoba zatrzymana. A miałem do czynienia z ludźmi, którzy dopuszczali się wielu odrażających czynów. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że w moim "macierzystym" wydziale kryminalnym, najpierw KW MO, a później KWP w Wałbrzychu, NIGDY nie doszło do pobicia kogokolwiek. Jeżeli ktoś śmie twierdzić inaczej, to po prostu najzwyczajniej w świecie łże.

Mógłby o tym zaświadczyć bardzo swego czasu znany i groźny wrocławski przestępca ps. Pstrąg (współsprawca zabójstwa chyba w 1985 roku żony dzierżoniowskiego konesera sztuki), który przed wrocławskim sądem stanął w mojej obronie,kiedy jego wspólnik od tego zabójstwa, pomówił mnie przed sądem, ze do zabójstwa się przyznał, ponieważ był niby przeze mnie pobity. To wówczas "Pstrąg" oświadczył, że zna chyba każdą komendę wojewódzką w Polsce, ale tylko w Wałbrzychu traktowany był jak człowiek. Mógłby potwierdzić to zabójca Katarzyny Gurlit w Świdnicy, który w latach 90-tych, podczas procesu o dwa zabójstwa (które udało mi się mu udowodnić|), wcześniejszą opinię "Pstrąga" powtórzył. Mogliby to potwierdzić wszyscy inni przestępcy, którzy przez nasz wydział "przechodzili" i którzy zapewne dobrze pamiętają jak byli traktowani. I dlatego ani ja, ani nikt z moich dawnych kolegów i podwładnych z wydziału, z chwilą przejścia na emeryturę, nie musieliśmy się obawiać jakiejkolwiek zemsty ze strony tych osób. Nawet obecnie zdarza mi się niektórych z nich spotkać i nawet sobie małe wspominki urządzamy.

Niekiedy odnoszę wrażenie, że dzisiejsi policjanci przechodzą jakiś tajemniczy proces zdziczenia. Oczywiście nie wszyscy, ale o tych, których ten proces dotknął jest najgłośniej, przez co tym, którzy są uczciwymi ludźmi, bardzo szkodzi.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-20-342-z-25.05.2017-r.pdf)DB 2010 z 25.05.2017 str. 8