1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Niestety, ale "policyjne tematy" ścigają mnie prawie każdego tygodnia. Co sobie postanowię, że trochę odpuszczę i zajmę się jakimś innym problemem, a jest ich wkoło całe tabuny, to życie, a w zasadzie sami policjanci, naprowadza mnie na "policyjne koleiny". Tak stało się i tym razem, bo tak naprawdę chciałem napisać o najnowszych wydarzeniach w kraju, które wskazują coraz bardziej wyraźnie, że nadprezes IV RP zmierza wraz z podległą mu i służalczo wierna (ponoć coraz mniej) ekipą w stronę totalitaryzmu, a więc w okres jaki Polska przeżyła w latach 1948 - 1953. Wtedy funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej, a szczególnie Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego byli szczególnie brutalni, bo tak im nakazywało państwo, które też rozpościerało nad nimi dosyć szczelny parasol ochronny. Dosyć mocno uległo to zmianie po roku 1956, ale pozostałości tej nieoficjalnie sankcjonowanej brutalności przetrwały do końca lat 80-tych XX wieku. Kiedy do władzy doszli tzw. prawdziwi demokraci, czyli ludzie, których wypromowała zwycięska "Solidarność", zdawało się, że przemoc w organach ścigania odeszła w zapomnienie. Niestety, tylko zdawało się, bo tak naprawdę funkcjonariusze policji lali z wielką ochotą, aż "kości trzeszczały", a niekiedy nawet pękały jak zapałki. Niestety, zdarzały się też przypadki, że z ochoty tej wynikała i śmierć ludzka, co starano się (i stara się w dalszym ciągu) za wszelką cenę usprawiedliwiać okolicznościami nie mającymi związku z policyjnym działaniem.

Potwierdzeniem tezy, jaką postawiłem, niech będzie stwierdzenie Władysława Frasyniuka, zawarte w jednym z telewizyjnych wywiadów, że jeżeli chodzi o brutalność i chęć do bicia obywateli, to funkcjonariusze MO z czasów PRL, u obecnych policjantów mogliby jedynie terminować. A Frasyniuk wie co mówi i ma do tego niepodważalne prawo, bo w tamtych czasach był bardzo częstym "gościem" w milicyjnych aresztach.

Przykładem takiej bezmyślnej brutalności jest opisywany w felietonie (patrz załącznik) przypadek młodego mieszkańca Lublina, który miał tego pecha, że wziął do potrzymania przez chwilę torebkę swojej dziewczyny.

Za każdym razem zastanawiam się, czym kierują się ci funkcjonariusze (wszyscy już przyjęci do Policji po 1990 roku), ze nie ważne dla nich jest los tych, nad którymi się z taką zapalczywością i ochotą znęcają, ale także los ich samych oraz ich rodzin.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-19-341-z-18.05.2017-r.pdf)DB 2010 z 18.05.2017 str. 8