1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Na zaproszenie pani Redaktor Beaty Świerzewskiej udałem się do stolicy (30 maja), aby wziąć udział w programie Telewizji Polsat "Państwo w państwie". (Kliknij zaznaczone) To chyba już mój 6 występ w tym programie. Ma on przewagę nad innymi programami interwencyjnymi, że transmitowany jest na żywo, a wiec nikt nie jest w stanie ingerować w wypowiedzi jego uczestników. Szkoda tylko, że zawsze materia jest bardziej obszerną niż czasu na nią przewidziane, tak więc niektóre problemu można w zasadzie tylko zamarkować, a o innych - również istotnych - nawet wspomnieć nie można. Z braku czasu. W tym ostatnim programie zabrakło czasu, aby udowodnić - nie tylko panu sędziemu ze Stowarzyszenia Sędziów "Iustitia" - że wyrok sądu apelacyjnego w Łodzi wcale tak spójny nie jest i opiera się na tak wielu nieprawdziwych przesłankach, że logika jego wywodu dziurawa jest jak ser szwajcarski. Najbardziej żałuję, że nie udało mi się np. wykazać istotny błąd w logice sędziowskiej opierającej się (w tym przypadku) nie na swobodnej ale na dowolnej ocenie materiału dowodowego.

* * *

Kiedy tylko usłyszałem co będzie prezentowane w programie, a zwłaszcza kiedy zapoznałem się z naprawdę imponującą ilością stron akt procesowych, od razu stanęły mi w pamięci moje ustalenia dotyczące, głośnej swego czasu, sprawy zabójstwa wałbrzyskiego antykwariusza. Zarówno w tamtej sprawie, jak i obecnie (pomijam dziesiątki innych, które znam osobiście) najbardziej przerażała mnie zaskakująca logika sądów, dla których nie prawda rzeczywista, a prawda sądowa, czyli oparta na tym, co sąd wyczyta z akt i jak sobie to zinterpretuje, jest najważniejsza i niepodważalna. W oparciu o te moje smutne doświadczenia, ukułem teorię "psa łańcuchowego", opartą na obserwacji, ze zarówno policja, jak i prokuratura oraz sądy, bardzo mocno przywiązują się do pierwszej wersji, jaka w sprawie zostanie przyjętą. Trudno, bardzo trudno, później ich od niej oderwać. Drugą konstatacją z tego wynikającą, jest moje twierdzenie, które już od kilku lat prezentuję (i jestem w stanie udowodnić), że w Polsce nie prawo, a jego interpretacja obowiązuje.

* * *

W kontekście tego, co napisałem, bardzo spodobało mi się stwierdzenia byłego Prokuratora Krajowego i Ministra Spraw Wewnętrznych z czasów pierwszej IV RP Jarosława Kaczyńskiego. Ówczesny minister, dzisiejszy mecenas Janusz Kaczmarek, opisując sposoby działania prokuratorów wspomnianego Jarosława, powiedział: "Ja skończyłem wydział prawa, a mam wrażenie, że niektórzy kończyli wydziały prawa i sprawiedliwości. To jest ta różnica." No właśnie. I mnie się to teraz bez przerwy po głowie plącze, kiedy słyszę, widzę lub czytam, co dzisiejsi prokuratorzy i sędziowie potrafią z prawem wyczyniać.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-17-339-z-04.05.2017-r.pdf)DB 2010 z 04.05.2017 str. 4