1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Moja "apelacja" to tylko taki specyficzny felieton,  więc na użytek tego odautorskiego komentarza podzielę się taką oto refleksją, że wrzucenie do beczki z piołunem jednej landrynki, gorzkiego smaku piołunu nie poprawi. A taką landrynką było warunkowe umorzenie postępowania, na co nawet sam Roman dał się nabrać i udzielając prasie wywiadów, opowiadał, że jest z wyroku zadowolony. On sobie po prostu nie zdaje do końca sprawy, co się stało. A stało się, że został uznany za winnego składania gróźb karalnych, czyli czynu do którego się nie dopuścił.

Tymczasem według mnie - czemu już dałem wyraz na łamach DB 2100 w ubiegłym roku - była to najzwyklejsza hucpa polityczna w wykonaniu radnych PiS i dziś muśże przyznać, że skuteczna.

Twierdzę tak, bo z Mirkiem Bartolikiem nie jeden raz browarek w "Stodole" (obecnie "Pub") obalałem i na różne tematy sobie szczerze rozmawialiśmy. Jestem więc przekonany, że Mirek w życiu tych Romanowych enuncjacji za jakąkolwiek groźbę nie przyjął, tym bardziej, że i z nim browara kosztował i jaki Roman jest, dobrze wie. Po prostu trafiła się im okazja, więc ją wykorzystali.

Nie sądzę, aby np. Mirek brał poważnie i dosłownie słowa owego Kuriaty (kiedyś o nim było dosyć głośno w sprawie nieciekawych wydarzeń w jednym z wałbrzyskich Domów dziecka), że i on się boi i bać się będzie, dopóki w Polsce żyć będzie chociażby jeden lewak. Oczywiście on za lewaka uważa Romana , a zapewne i mnie, chociaż Mirek wie, że ani Roman, ani ja, ani żaden inny "lewak" z maczetą, czy chociażby ze scyzorykiem, po mieście lata i na prawdziwych Polaków z PiS czyha.

Jeżeli już ktoś miałby się bać, to właśnie ci, których taki Kuriata i mu podobni za "lewaków" uważa i których z przyjemnością po pyskach by lał, a gdyby było wolno, to ziściłoby się zapewne jego marzenie, że " na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści". Oczywiście nikomu chyba nie muśże wyjaśniać, ze z braku komunistów, dla Prawdziwych Polaków rodem z PiS ich role pełnia demokraci i liberałowie z wszelkich antypisowskich opcji politycznych.

Osobiście uważam, że proces ten można było w I instancji wygrać, gdyby został poprowadzony pod kątem, jaki prezentuję w mojej "apelacji". Niestety, podczas procesu obrona za wszelką cenę chciała jedynie wykazać, że tzw. pokrzywdzeni, twórczości Olgi Tokarczuk nie znają i nie mają zielonego pojęcia o literaturze. A tu przecież nie o to chodziło, co zresztą sam sąd podkreślił w orzeczeniu, że rozprawa nie dotyczyła wolności słowa.

Tekst "apelacji" w załączniku na str. 4

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-11-333-z-23.03.2017-r-1.pdf)DB 2010 z 23.03.2017 str. 4