1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

   Jak się okazuje, w wałbrzyskiej Komendzie Miejskiej pojawiła się kolejna afera, która według kierownictwa tej jednostki dotyczy przestępczej działalności kilku tamtejszych policjantów. Generalnie chodzi o to, że w telefonach wałbrzyskich funkcjonariuszy, w tym także w telefonach kilku naczelników wydziałów, pojawiły się śmieszne memy i komentarze, dotyczące komendanta KMP.

No cóż, w obecnych czasach tego rodzaju memy są zjawiskiem powszechnym, występującym jako forma swego rodzaju komentowania otaczającej nas rzeczywistości. Najlepiej widoczne jest to w mediach społecznościowych, ale występuje także w gazetach codziennych i tygodnikach. Niekiedy obraz i komentarz umieszczony w przestrzeni publicznej jest tego rodzaju, że niektórzy czują się nim urażeni i decydują się na składanie prywatnych aktów oskarżenia lub pozwów cywilnych o naruszenie dóbr osobistych. Warunek jest jeden. Obraz lub komentarz musi pojawić się w przestrzeni publicznej, czyli w środkach masowego komunikowania się. Od razu zaznaczę, że wprawdzie telefony komórkowe spełniają funkcję komunikowania się, ale jest to funkcja o charakterze jak najbardziej prywatnym, więc memy tam zamieszczone mają charakter korespondencji prywatnej, a nie publicznej.

Po serii moich felietonów dotyczących tego, co się w KMP w Wałbrzychu dzieje (23 i 30 wrzesień oraz 14 i 28 październik 2021), kierownictwo wałbrzyskiej komendy rozpoczęło swoiste polowanie z naganką na „kretów”, którzy informowali mnie o różnych policyjnych „bulwersach” mających tam miejsce. W nagance tej, jako naganiacze, wystąpiły różne „gumowe ucha” komendantury, przez co udało się szefostwu wytypować 6 „zdrajców”, którym z miejsca odebrano należne im (jak psu gnat) dodatki służbowe oraz podwyżki, jakie im dobry wujek z PiS przyznał.

Według objętych tymi represjami, komendant miejski Policji wcale się z tym nie krył, informując ich, że już niedługo zajmie się nimi prokurator. No i słowo ciałem się stało, albowiem niedługo po tym do prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu wpłynęło zawiadomienie, złożone przez – jak się okazuje – komendanta miejskiego Policji, na podstawie którego prokuratura ta wszczęła dochodzenie, … słuchajcie, słuchajcie … oparte na art. 212 § 2 kk, czyli dotyczące przestępstwa pomówienia (zniesławienia, oszczerstwa) dokonanego za pomocą środków masowego przekazu, które może zawiadamiającego „poniżyć poniżyć w oczach opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności”.

Zastanawiam się, jak można nazwać oficera policji, który donosi na swych przełożonych, pomijając przeprowadzenie nakazanego w takim przypadku postępowania dyscyplinarnego. Zastanawiam się, czy o takim postępku „miejskiego szeryfa” wiedzą jego przełożeni w KWP we Wrocławiu. A jeżeli wiedzą, to dlaczego nie reagują?

Jak się okazało, aby rzeczonego „kreta” (lub „kretów”) ukarać i pokazać wszystkim, kto tu rządzi, wykorzystano wspomniane na początku memy i komentarze. Wprost zgrozą powiało. Ważne i warte podkreślenia jest to, iż przestępstwo to ściągane jest z oskarżenia prywatnego, a więc zdawałoby się, że prokuratorom nic do tego. Jednakże nie jest tak do końca, ponieważ prokurator na podstawie 60 § 1 k.p.k. może w takiej sprawie wszcząć postępowanie z urzędu, jeżeli wymaga tego interes społeczny. Z tym, że w doktrynie prawa karnego przeważa pogląd, iż pojęcie to dotyczy sytuacji, w której przestępstwo prywatnoskargowe narusza także interesy ogółu. Czy kpiarskie memy mogą być zagrożeniem interesu ogółu? Śmiem wątpić. Ale prokurator, zgodnie z prawem, swej decyzji w ogóle nie musi uzasadniać, a więc problem taki pozostaje poza jakąkolwiek prawną kontrolą. Ale jest jeszcze tzw. opinia społeczna, która może dociekać, co za taka decyzją prokuratury stoi lub się czai.

Druga ciekawa sprawa dotyczy tego, iż po wpłynięciu tego kuriozalnego zawiadomienia, w wałbrzyskiej prokuraturze zapadła decyzja o wszczęciu dochodzenia, chociaż zgodnie z przepisami i dobrym obyczajem, prokuratura winna w takim przypadku skierować je do Prokuratury Okręgowej, aby ta wskazała inną podległą jej jednostkę, o ile nie ma podstaw, aby sama wszczęła przewidziane prawem procedury. I okazuje się, że wbrew temu, dochodzenie wszczęto w Wałbrzychu, czego niepodważalnym dowodem jest postanowienie (17.11.2021) o przeszukaniu i zabezpieczeniu prywatnych telefonów komórkowych 6 wałbrzyskich stróżów prawa, których uznano za potencjalnych przestępców. Zadanie to wykonali (14.12.2021) funkcjonariusze zamiejscowego wydziału BSW KGP w Opolu, przy pomocy swoich kolegów z Katowic.

Aż się ciśnie na usta pytanie, dlaczego właśnie oni? Czyżby wałbrzyska prokuratura miała powody, aby nie ufać wrocławskiemu wydziałowi Biura Spraw Wewnętrznych? Nie wnikam, bo nie moja to sprawa.

To postanowienie jest dla mnie istotne z tego powodu, że w jego treści zawarta jest informacja, iż chodzi o zabezpieczenie dowodów popełnienia przestępstwa popełnionego w okresie od 13.09. do 29.10.2021, a więc do okresu, w którym tygodnik DB2010 zamieszczał moje felietony, dotyczące osób z kierownictwa KMP w Wałbrzychu. No i wszystko wiadomo, przynajmniej dla mnie i niektórych wałbrzyskich policjantów. Śmiem podejrzewać, że zarządzenie przeszukania oraz zabezpieczenia telefonów, to zagrywka mająca raczej na celu tzw. efekt mrożący, mający pokazać policjantom, kto tu rządzi, i że kiedy będą „podskakiwać i pyskować”, to może się to dla nie niewesoło skończyć.

Dlaczego tak myślę, wyjaśniam.

Otóż nakaz przeszukania i zabezpieczenia dowodów dotyczył jedynie prywatnych telefonów komórkowych, a funkcjonariusze BSW zabezpieczyli też karty SIM, które jako żywo nie są integralną częścią jakiegokolwiek telefonu. Są odrębną prywatną własnością każdego właściciela telefonu, który takich kart może mieć kilka, przy jednoczesnym posiadaniu tylko jednego aparatu. Dlatego nakaz przeszukania i zabezpieczenia takich „dowodów” winien konkretnie wskazywać o jakie karty SIM chodzi, albo zaznaczyć, ze chodzi o wszelkie karty SIM znalezione w miejscu przeszukania. Ale tego w postanowieniu nie było. Tak więc zatrzymanie tych kart, w mojej ocenie, stanowiło rażące przekroczenie uprawnień. Problem polega na tym, że w naszej aktualnej rzeczywistości organa ścigania takimi pierdółkami głowy sobie nie zawracają.

Na kartach tych zapisana jest też historia połączeń telefonicznych, co decydentów z KMP prawdopodobnie interesowało najbardziej. Bo na pewno nie mogły służyć do udowodnienia popełnienia przestępstwa znieważenia, ponieważ spis połączeń takich dowodów nie zawiera. Ale dzięki temu „rejestrowi” można szybko ustalić, z kim i kiedy policjant od 23 września do 29 października się kontaktował, co pozwoliłoby ustalić, który z „wytypowanych” przez kierownictwo KMP, jest tak bardzo poszukiwanym przez nie „kretem”.

Śmieszy mnie to bardzo, bo chyba nie tylko ja wiem, że istnieje coś takiego, co nazywa się billingiem połączeń i na żądanie prokuratury każdy operator telefonii nie tylko komórkowej musi go jej dostarczyć. A taki billing na dodatek wskazuje nie tylko dokładny czas połączeń, numer telefonu i numery IMEI, ale także stację przekaźnikową BTS w rejonie której znajdowali się prowadzący korespondencję. Więc z uwagi na takie dane nie było żadnej potrzeby „rekwirowania” kart SIM. Poza oczywiście potrzebą „zmrożenia” tychże funkcjonariuszy. Aby wątek oparty na art. 212 § 2 kk, zakończyć, raz jeszcze chcę podkreślić, że znieważenia nie można dokonać przy pomocy prywatnej korespondencji elektronicznej (telefony komórkowe, Messenger, WhatsApp itp.), ani też przy pomocy tradycyjnego listu. Chyba, że ktoś tę korespondencję upubliczni, ale wówczas dowód znajdować się będzie w miejscu, gdzie została upubliczniona.

Jednak to nie koniec tej afery, bo okazało się, że prowadzone dochodzenie dotyczy także przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków (art. 231 kk) i poświadczenia nieprawdy w dokumencie, co do okoliczności mającej znaczenie prawne (art.271 kk). Jak ustaliłem w Prokuraturze Okręgowej w Świdnicy, te dwa przestępstwa nie mają jednak żadnego powiązania z tym dotyczącym znieważenia, bo do tego dochodzenia zostały włączone na podstawie zasady ekonomiki procesu. Czyli zatrzymanie telefonów z nimi nie ma żadnego związku, ale te dwa są już ścigane z urzędu, więc wszystko zostało niby zgrabnie zszyte. Myślę, że po to, aby zamknąć wredne gęby, które miałyby zamiar pyszczyć, że w sprawę prywatnoskargową włącza się Prokuratura, tak jakby śmieszne (może niekiedy głupie) memy, zagrażały bytowi samego suwerennego państwa. Myślę, że kwintesencją tego tematu jest ostatnio ogłoszony wyrok Sądu Okręgowego w warszawie w sprawie pisarza Jakuba Żulczyka stanowiący, że używając publicznie pod adresem prezydenta określenia „debil", nie dopuścił się przestępstwa znieważenia Prezydenta RP ze względu na znikomą szkodliwość jego wypowiedzi. Jestem przekonany, że dla świdnickiego Sądu Okręgowego wyrok z warszawy będzie wyraźna wskazówką, gdzie powinien wysłać akt oskarżenia w zakresie zarzutu z art. 212 § 2 kk.

Zastanawiam się też na d tym, które z tych przestępstw objętych dochodzeniem było pierwotne, i które do którego zostało podczepione, a wątpliwości tego rodzaju podpowiada mi mój wredny policyjny nos. Zastanawiam się też, czy zatrzymując telefony policjantów, ci którzy to uczynili sporządzili wykaz plików (rzeczy), jakie się w tych telefonach znajdowały. Bo jeżeli tego nie uczynili, to – podopowiadam policjantom – dopuścili się niedopełnienia obowiązków, łącznie z nadzorującym to postępowanie prokuratorem.

Na zakończenie dodam, że według jeszcze niepotwierdzonej przeze mnie informacji, 18 stycznia na emeryturę odchodzi zastępca komendanta miejskiego, który w przywołanych na wstępie felietonach, był jednym z głównych „bohaterów”. Decyzja o odejściu miała zapaść po tym, jak kilka dni temu został w trybie pilnym wezwany na rozmowę do KWP we Wrocławiu. I nie wiem dlaczego przyszedł mi na myśl były już zastępca komendanta wojewódzkiego we Wrocławiu, którego na emeryturę odesłano po skandalu związanym ze śmiertelnym skatowaniem Igora Stachowiaka. Być może dlatego, że był swego czasu szefem przyszłego emeryta z KMP w Wałbrzychu, kiedy razem służyli w KPP w Świdnicy (czytaj: DB2010 z 28.10.2021 – Świdnickie wirusy), kiedy to niespodziewana ingerencja pewnego biskupa, uchroniła owego policyjnego decydenta (wówczas już z Wrocławia) i tego wysyłanego obecnie na emeryturę, przed emisją nader ciekawego reportażu znanego telewizyjnego dziennikarza Pawła Kazimierczaka. Ja w przygotowaniu i nagraniu tego reportaży uczestniczyłem (z kilkoma b. policjantami z KPP w Świdnicy) i widziałem go w kształcie, jaki został przygotowany do emisji. Więc swoje wiem.