1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

Kiedy tygodnik trafi do rąk czytelników, na Ukrainie trwać będzie krwawa wojna, albowiem z wypowiedzi prezydenta Ukrainy, z doniesień pochodzących z głównego sztabu NATO i z ustaleń amerykańskiego wywiadu wynika, że Putin 1 lub 2 grudnia zaatakuje zbrojnie Ukrainę. Jeżeli jednak do agresji nie dojdzie, to zapewne wszystkie polskie media, a zwłaszcza te związane w jakiś sposób z tzw. POPiS-em triumfalnie orzekną, że stało się tak, ponieważ Putin wystraszył się zdecydowanej postawy prezesa Polski i jego wszystkich zauszników, którzy tak bardzo zaangażowali w obronę Ukrainy cały świat, że prezydent Rosji ze strachu majtki zmoczył.

O tym, że prezydent Putin prowadzi imperialną politykę, która zagraża nie tylko podstawowym interesom Polski, ale także takim interesom Unii Europejskiej i USA, słyszę prawie codziennie od momentu, kiedy władzę w Rosji stracił faktyczny grabarz ZSRR, Borys Jelcyn (był pierwszym prezydentem Rosji), z którym Lech Wałęsa wódeczkę pijał i to tak, że tenże Jelcyn po pijaku wyraził swą zgodę na wycofanie wojsk Armii Radzieckiej z terytorium Polski. Jak ktoś nie wierzy, niech poczyta różne wspomnienia Lecha Wałęsy. Zresztą nie tylko jego. Za czasów Jelcyna Rosja była pupilkiem Zachodu, dla którego rysowała się możliwość całkowitego pogrzebania jej przemysłu i całej gospodarki, na wzór tego, co Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, rękami niejakiego Balcerowicza, uczynił wówczas w Polsce.

Ale kiedy wybory prezydenckie wygrał były pułkownik KGB Władimir Władimirowicz Putin, którego polityka wewnętrzna i zewnętrzna doprowadziła do znacznej poprawy gospodarczej Rosji, a tym samym poprawy poziomu życia całych warstw społecznych, stała się, jak za dotknięciem czarodziejskie różdżki, państwem o imperialnych zapędach, zagrażającym światowemu pokojowi. Kultywowanie przez Putina pamięci o mocarstwowej pozycji ZSRR, spowodowało, że cieszył się i cieszy obecnie bardzo wysoką popularnością, chociaż jest cały czas pod niesamowitym ostrzałem propagandowym prawie wszystkich zachodnich mediów, jak i jego przeciwników w samej Rosji. A mnie ciekawi, który to światowy prezydent nie ma przeciwników? Który z nich może się pochwalić tym, że był wybierany przez przeważająca część wyborców? W 2000 roku – 52,9%, 2004 – 71,3, 2021 63% i w 2018 – 76,67%. I co najważniejsze, do chwili obecnej nikt ważności i legalności tych wyborów nie zakwestionował.

Przypomnę, że Joe Biden wygrał z Donaldem Trampem różnicą zaledwie 4,45% (51,31% do 46,85%), a taki Andrzej Duda w drugiej turze zdobył jedynie 51,03% do 48,97% uzyskanych przez Rafała Trzaskowskiego. Zresztą mało chyba kto wie, że w zasadzie obecna prezydentura Andrzeja Dudy jest nielegalna, z tego prostego powodu, iż zgodnie z orzeczeniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego nie jest niezależnym i niezawisłym sądem, a to właśnie ta izba 3 sierpnia 2020 r. wydała uchwałę stwierdzającą ważność wyboru A. Dudy na prezydenta. A skoro Izba ta nie jest sądem, to nie może być też częścią Sądu Najwyższego uprawnioną do wydawania wyroków, postanowień lub innych orzeczeń, w tym uchwał o wyborze Prezydenta RP. Ale kto by się tym w Polsce przejmował, kiedy wiadomo, że nikt nie będzie nam w obcym języku cokolwiek narzucał. Pamiętacie? Bo ja tak.

Ale wracam do Rosji i Putina. Wszyscy opowiadają wokół, że celem Putina jest, jeśli nie zniszczenie, to przynajmniej znaczne osłabienie UE, a więc jest on przez nią (i NATO) postrzegany jako potencjalny wróg i nikt jakoś nie pamięta prostej zasady, że jeżeli ktoś jest ciągle atakowany, to zapędzony do kąta, zacznie być znacznie agresywniejszy, niż ten kto go atakuje. Nikt też nie chce pamiętać, a może zresztą mało kto wie, że Rosja swego czasu bardzo chciała się z Europą zintegrować, jednak Europa Rosji nie chciała, chyba dlatego, że państwa grające w UE tzw. pierwsze skrzypce, bały się rosyjskiej konkurencji. Ot i całe wytłumaczenie.

W sytuacji w jakiej Rosja została postawiona, Putin, jako jej prezydent ma przede wszystkim na uwadze jej żywotne interesy, w tym zbudowanie rurociągu Nord Stream 2, tak jak takim samym interesem Niemiec jest jego ukończenie, aby zapewnić sobie stałe dostawy gazu. Jestem w stanie zrozumieć, że w tym przypadku Putin może mieć i ma w nosie żywotne interesy Polski, bo tym interesem powinny zajmować się polskie rządy, a nie on czy Niemcy. Jeżeli więc polskim władzom (niezależnie jakiej opcji) zależy na tym, abyśmy mogli mieć stałe dostawy gazu, dostęp do olbrzymiego rynku zbytu naszych towarów i dobre z Rosją układy, powinny prowadzić z nią rzeczowe rozmowy i pertraktacje gospodarcze, w miejsce stałej wrogiej propagandy i wrogim, szkodzącym rosyjskim interesom, działaniom na międzynarodowej niwie. Przypomnę tu słowa Henry Kissingera, znanego amerykańskiego dyplomaty i doradcy prezydentów USA, że podstawowym obowiązkiem rządów jest realizacja amerykańskich interesów, które są wieczne. I nikt o to do USA nie ma pretensji.

To dlaczego pretensje o to samo wszyscy mają do Rosji? Wydaje mi się, że dlatego, iż Putin w nosie ma interesy wspomnianych wcześniej międzynarodowych „terrorystów finansowych” w postaci Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, o których nawet ostatnio w PiS źle się mówi.

Od kilku lat amerykańscy generałowie, a za nimi jak za panią matką, sztab NATO i polityczny mainstream UE, straszą świat rychłym atakiem Rosji na Ukrainę, na co mają ponoć niepodważalne dowody. No to chciałbym w tym miejscu przypomnieć „niepodważalne dowody” gen. Colina Powella, który fałszywkami CIA świadczącymi niby o tym, że Saddam Husajn posiada broń masowego rażenia, a zwłaszcza broń chemiczną, którą ukrył gdzieś na pustyni, sprokurował atak na Irak, co doprowadziło do całkowitej destabilizacji tego państwa, trwającej zresztą do dnia dzisiejszego. Oczywiście jakiejkolwiek broni masowego rażenia w Iraku nie odnaleziono.

Może warto przypomnieć, że Rosja wyraziła zgodę na odstąpienie od doktryny Breżniewa, czyli zakończenie ograniczeń suwerenności państw byłego Układu Warszawskiego (został rozwiązany, a NATO trwa), pod warunkiem, że NATO nie będzie instalowało swych wojsk i urządzeń na terenie Polski i wybijających się na niepodległość byłych republik radzieckich. W tym szczególnie Ukrainy. I wszystkie przyjęte przez USA zobowiązania zostały przez to państwo bezczelnie złamane, bo jego żywotne interesy sięgają właśnie do Ukrainy. Więc wcale się nie dziwię, że występując dziś (30.11.br.) na forum gospodarczym w Moskwie, Putin zwrócił uwagę, że mimo ostrzeżeń Rosji infrastruktura NATO znalazła się w pobliżu rosyjskich granic. Więc co ma robić Rosja? Podwinąć ogon pod siebie i wykonywać rozkazy płynące z Waszyngtonu, czy raczej pokazać mu, że swoją polityką Stany Zjednoczone realnie grożą światowemu pokojowi.

I jestem przekonany, że 2 grudnia na Ukrainie działa nie będą grzmiały, chyba że były aktor ikomik Władymyr Zełesnki zastosuje trick, jaki swego czasu w Gruzji zastosował poszukiwany dziś listem gończym prezydent Micheil Saakaszwili. Czym oczywiście obciąży Rosję. Jestem jednak też przekonany, że Biden Zełenskiemu zdąży wytłumaczyć, że rosyjskie rakiety (w tym o hipersonicznym napędzie) dolecą w czasie krótszym niż pięć minut do praktycznie wszystkich punktów w Europie. Dla Kijowa czas ten można liczyć w sekundach. I komu się to opłaca? Ja przypuszczam, że nikomu, więc jestem spokojny.