1 1 1 1 1 1 1 1 1 1

 Opisując na łamach DB2010 tragiczne dla Wojciecha Pyłki zderzenie z profesjonalistami z KMP i Prokuratury Rejonowej w Wałbrzychu, informowałem, że w jego sprawie mec. Magdalena Szczubeł z Wałbrzycha wystosowała do Sądu Najwyższego wniosek o wznowienie prawomocnie zakończonego postępowania. Czyli de facto o skierowanie sprawy do Sądu Okręgowego w Świdnicy, albowiem po wydaniu orzeczenia ujawniły się nowe fakty lub dowody nie znane przedtem sądowi, wskazujące, że skazany nie popełnił zarzucanego mu przestępstwa. To tak zwane w języku sądowym novum, udało mi się wyłapać po naprawdę bardzo szczegółowej analizie akt procesowych, które dostarczył mi Wojciech Pyłka z prośbą, abym się tej sprawie przyjrzał tzw. policyjnym okiem. I to, co w tych dokumentach procesowych odkryłem, zostało wykorzystane do sprecyzowania wniosku o wznowienie, albowiem chodzi o fakty, które wskazują na poważne prawdopodobieństwo błędności prawomocnego wyroku skazującego, na co Sąd Najwyższy w wielu swoich orzeczeniach wskazywał. Warunkiem – według tego sądu– jest to, aby te nowe ujawnione fakty mogły podważyć prawdziwość przyjętych uprzednio ustaleń. Wniosek pełnomocnika procesowego Wojciecha Pyłki spowodował, że Sąd Najwyższy zwrócił się do Sądu Okręgowego w Świdnicy o nadesłanie całości akt sprawy sprawy i po przeprowadzonej analizie wniosek został przyjęty do rozpoznania, co już samo w sobie było wskazówką, że podniesione w nim argumenty są na tyle poważne, że sąd ten pochyli się nad nimi na rozprawie wznowieniowej. Następnie akta zostały skierowane do Prokuratury Krajowej, aby uzyskać od niej opinię, co do zasadności wniosku i tu mam dla czytelników DB 2010, ale zwłaszcza dla policjantów z KMP w Wałbrzychu oraz nadzorującej śledztwo pani prokurator informację, że Prokuratura Krajowa wniosek o wznowienie poparła. Widać siła argumentów wynikających ze wskazanych nowych faktów, dotarła również do świadomości prokuratorów z Prokuratury Krajowej, albowiem prokuratura ta, czego dowodem są liczne przykłady, nie jest zbyt podatna na wskazywane w podobnych wnioskach argumenty.

W tym przypadku stało się inaczej i 18 stycznia 2021 roku Prokuratura Krajowa skierowała do Sądu Najwyższego pismo (sygn. PK IV Kw 56.2020), w którym wnosi o przeprowadzenie czynności sprawdzających, polegających na ustaleniu abonentów telefonów komórkowych (tu wskazane we wniosku ich numery) i przesłuchanie ich na okoliczności związane z Januszem (...), jak również na okoliczności dotyczące połączeń SMS mających miejsce 24, 25 i 30 stycznia 2008 roku, a więc po czasie wskazanym w akcie oskarżenia i w uzasadnieniu wyroków I i II instancji, jako czasie, w którym Janusz (...) już nie żył. Jednakże najważniejszą moim zdaniem konstatacją Prokuratury Krajowej jest to, że według niej „Konieczność dokonania tych ustaleń jawi się szczególnie w związku z tym, że czas zgonu Janusza (…) ustalono z powołaniem się na ostatnie połączenie telefoniczne z jego telefonu, z kolei czas jego zgonu ma istotne znaczenie dla oceny wyjaśnień i zeznań złożonych w sprawie.” I właśnie to końcowe zdanie oddaje clou problemu.

Otóż w wznowionym postępowaniu sądowym obrońcy Wojciecha Pyłki z łatwością wykażą to, co ja opisuję w sporządzonej na jego prośbę analizie akt, a mianowicie, że z ustaleń procesowych dokonanych przez wałbrzyskich policjantów i nadzorującą śledztwo panią prokurator, absolutnie nie wynika, że zgon Janusza Laskowskiego miał miejsce w nocy z 23 na 24 stycznia 2008 r. Z akt śledztwa w sposób nie budzący wątpliwości wynika, że datę taką przyjęto dopiero pod koniec lipca, kiedy ktoś wreszcie zorientował się, że 23 stycznia wieczorem Janusz Laskowski dwukrotnie łączył się z oficerem dyżurnym KMP, co jak byk stało w billingu połączeń telefonicznych, będącym jednym z najważniejszych dowodów procesowych. Billingi te zostały sporządzone PTK Centertel 4 lipca i przekazane do Prokuratury Rejonowej, ale dopiero 8 sierpnia przeprowadzona została analiza nagrania rozmowy Janusza z oficerem dyżurnym KMP. Dowodzi to czegoś dla mnie niesamowitego, a konkretnie tego, że profesjonaliści z KMP (jak i z Prokuratury) nie wpadli na pomysł, aby wszczynając śledztwo przeanalizować książkę interwencji zlecanych w styczniu przez oficera dyżurnego KMP. Wprost niebywałe przy śledztwach dotychczas podejrzenia zabójstwa.

Przypomnę, że Pyłce zarzut zabójstwa postawiono już 24 kwietnia, opierając się na bełkotliwych wyjaśnieniach Bogumiła K. (zresztą szybko odwołanych), a w zarzucie nie poddano nawet w przybliżeniu, kiedy tego zabójstwa miał dokonać, bo jak widać profesjonaliści z organów ścigania, sami wówczas tego nie wiedzieli. Tak jak miał się ten biedny Pyłka bronić, kiedy nie miał absolutnie żadnych szans na wskazanie swego alibi na czas domniemanego zabójstwa? Sam bym się w takiej sytuacji nie wybronił. Czy policjanci, prokurator i sędziowie sądów dwóch instancji tego faktu nie dostrzegli? A może dostrzegali, ale był im strasznie niewygodny. Wznowienie postępowania sądowego da też szansę na udowodnienie, że koronny dowód z zeznania świadka Teresy J., która rozmawiała z Bogumiłem K. po tym, kiedy rzuciła kamykiem w okno Janusza, jest wielce niewiarygodny i to nie tylko dlatego, że nikt nie sprawdził grafiku pracy tej kobiety. A to właśnie na jego podstawie uznała, że rozmowa ta miała prawdopodobnie miejsce 23 stycznia. Podkreślam szczególnie użyte przez nią słowo „prawdopodobnie”, co zostało przecież w protokole przesłuchania zapisane. Jednak to nie ten dowód jest najważniejszy, ale zeznanie konkubiny Bogumiła K. i jej sąsiadki Iwony S., z których jak byk wynika, że 23 stycznia 2008 r. po dwukrotnej policyjnej interwencji, Bogumił K. około 22:00 przyszedł do mieszkania Iwony S. z zakrwawioną rękę i już z niego nie wychodził.

Tak więc historia z wpuszczeniem, czy w ogóle z bytnością Wojciecha Pyłki w tym dniu w mieszkaniu Laskowskiego, przedstawiona przez Bogumiła K. i przyjęta przez sąd jako najbardziej wiarygodne jego wyjaśnienie, jest po prostu jawną kpiną z art. 2, 4 i 7 kodeksu postępowania karnego i z logiki w ogóle. W aktach sprawy znajduje się notatka urzędowa (k.683), sporządzona 8 sierpnia 2008 r. przez funkcjonariusza sekcji dochodzeniowo-śledczej KMP, z której wprost wynika, że to on przeprowadził analizę zapisów połączeń telefonicznych „w okresie w jakim mogło dojść do zdarzenia” (czyli 23-24.08.2008) i ustalił, iż w okresie tym do Laskowskiego dzwoniły tylko dwie osoby, a konkretnie wspomniana już Iwona S. i Katarzyna M., czyli jedna z jego znajomych zamieszkała w gminie Bierutów powiat oleśnicki. Natomiast on sam zadzwonił tylko do Katarzyny S. o godzinie 02:00 w nocy, co analizujący ten dokument uznał za godzinę graniczną do wyznaczenia czasu zgonu i zadowolony z siebie na tym analizę ową zakończył. Ale gdyby nie był tak podekscytowany swym odkryciem i spojrzał na dalsze pozycje billingu, bez trudu by odkrył, że telefon Janusza Laskowskiego był czynny po południu w dniu 24 stycznia, następnie 25 stycznia i na koniec 30 stycznia.

I tak Wojciech Pyłka został oskarżony bez wyjaśnienia kto i w jakiej sprawie (oraz z którego miejsca) wysyłał SMS na numer telefonu Laskowskiego i odbierał te nadawane przez niego. Ten ktoś (dwie osoby zresztą) z nieboszczykiem esemesować nie mogły i dlatego Sąd Najwyższy i Prokuratura Krajowa uznały, że należy to wyjaśnić trakcie wznowionego procesu. Szkoda tylko, że ‘kurza ślepota” policjantów, prokuratorów i sądu I i II instancji spowodowało, że Pyłka bezpowrotnie stracił 13 lat ze swego życia.

Sprawa Wojciecha Pyłki. "Jest tragiczna, jak sprawa Tomka Komendy" - Wrocław (onet.pl)