To, że ktoś jest durniem musimy przyjąć do wiadomości, bo cóż, dopust boży. Ale sytuacja się zmienia, kiedy mamy do czynienia z jakimś cynicznym wykształconym draniem, który dla stanowisk, kasy lub ze strachu, opowiada wierutne dyrdymały, przez co obraża inteligencję swych słuchaczy. Taki ktoś robi o wiele więcej szkody, bo durnia łatwo rozpoznać i tym co bredzi, można się nie przejmować, ale gdy bredzi ktoś, kto skończył prawo, historię lub dajmy na to socjologię, a na dodatek wykonuje jakąkolwiek by nie było funkcję państwową lub pełni takie stanowisko, to szkody są niepowetowane.

Brak wykształcenia nie jest synonimem głupoty, bo zdarza się coraz częściej, że głupota chodzi pod rękę z dyplomom wyższej uczelni, co w ostatnich latach widoczne jest coraz bardziej, więc całe hordy różnych wykształconych debili, zaśmiecają przestrzeń publiczną, robiąc wodę z mózgu wielu słabiej wykształconym rodakom.

Kłamstwo, a zwłaszcza kłamstwo polityczne, stało się wyróżnikiem rządzącej kasty i jest tym częściej stosowane, im bardziej przedstawicielom tej kasty brakuje argumentów opierających się na prawdziwych wydarzeniach, na znajomości podstaw logicznego myślenia, znajomości zasad prawnych kierujących państwem i życiem społecznym. Sprawująca władzę kasta wyobraża sobie, że jeżeli w demokratycznych wyborach zdobyła władzę (mimo że uzyskała poparcie tylko 18% uprawnionych do głosowania), to tym samym uzyskała prawo do ograniczenia tejże demokracji, dzięki której władzę właśnie zdobyła. I aby swój cel zrealizować, posługuje się totalnym kłamstwem, zakłamując wszystko, co tylko się da zakłamać. A jak się nie da zakłamać, to i tak będzie kłamać, aby prawdę przykryć wrednymi bredniami.

Z takim przypadkiem mieliśmy ostatnio do czynienia, podczas przemówienia wygłoszonego przez nominanta Jarosława Kaczyńskiego, czyli przez pełniącego funkcję prezydenta Andrzeja Dudę, pod namiotem za 1 mln zł na Placu Zamkowym w dniu 13 lipca 2018 roku. Groteskowy namiot, groteskowe przemówienie. Nie będę cytował napuszonych mądrości A. Dudy. Ograniczę się do stwierdzenia, że był to kliniczny w swej postaci przypadek odwracania kota ogonem, zgodnie z niegdysiejszym stwierdzeniem samego guru tegoż A. Dudy, że nikt nigdy nie wmówi im, że białe to białe, a czarne to czarne.

Usłyszałem o tym, że nawet mając odmienne poglądy należy dyskutować, bo spór to podstawa demokracji, w sytuacji kiedy atrapa marszałka sejmu Kuchciński opozycję nie dopuszcza do głosu, nagminnie karzą jej przedstawicielami wysokimi karami finansowymi tylko dlatego, że mają czelność żądać umożliwienie im spełniania swych poselskich obowiązków i praw. Opowiadał o podstawach demokracji, w sytuacji kiedy od 2,5 roku wszelkie zasady demokratyczne zostały brutalnie złamane, co obłudnie przedstawiane jest jako kolejne zdobycze tejże niby demokracji.

A idźże pan het ...

 

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

 Zastanawiam się, kiedy tak „krzywa wieża” prawa i sprawiedliwości autorstwa Prawa i Sprawiedliwości, walnie z hukiem o bruk. Mam taką cichą nadzieję, że stanie się to być może niebawem, a wtedy całą moją „piwniczkę”, którą szykuję na moje 109 urodziny, stawiam do dyspozycji moich kolegów i przyjaciół, z którymi łączy mnie przekonanie, że ten pisowski burdel musi się skończyć. I to jak najszybciej, dopóki w miarę bezbolesne sprzątanie będzie po nim możliwe.

Rad byłbym bardzo, aby przez co najmniej 1 rok, po upadku reżimu, obowiązywały prawa, które wyszły spod ręki posła i prezesa w jednym, tak aby można było zastosować je wobec tych wszystkich, którym zamarzyła się „turecka zmiana”. Będzie można zastosować „ich” prawa, a więc pozamykać im pyski, gdyby zachcieli krzyk podnieść, że w demokracji stosuje się tak niedemokratyczne ustawy.

Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie – niech sobie te słowa zapiszą jako memento na swoich sztandarach.

I po tym słowie wstępnym zapraszam do lektury mojego felietonu w DB 2010załącznik – str. 6

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-25-394-z-05.07.2018-r.pdf)DB 2010 z 05.2018 - str. 6
Napisz komentarz (2 Komentarze)

 Mecz Polska – Japonia obejrzałem, chociaż początkowo nie miałem takiego zamiaru. Ale ciekawość zwyciężyła. Spodziewałem się polskiego huraganowego ataku, ponieważ – jak się okazało ZUPEŁNIE BEZPODSTAWNIE – zakładałem, że w „meczu o honor” nasi kopacze zechcą pokazać, że faktycznie na miano „orłów” zasługują i dadzą swym wiernym kibicom chociażby odrobinę satysfakcji. Myślałem, że będzie to mecz o to, aby kibice mogli powiedzieć, że dwa poprzednie były spowodowane jakimiś nadzwyczajnym pechem, ale teraz zobaczcie, jak nasi sobie na boisku poczynają. Nic z tych rzeczy.

Mecz toczył się raczej leniwie spokojnie zmierzając do bezbramkowego remisu, tak jakby zawodnicy się umówili. Nawet Lewandowski nie potrafił (?) wykorzystać świetnego dośrodkowania i walnął ponad poprzeczkę z kilku metrów przed bramką. Mógł (w właściwie powinien) strzelić, a nie strzelił. Strzelił za to młody Bednarek, ale bramka ta nie była efektem koronkowej akcji polskich kopaczy. Był rzut wolny i Bednarek szczęśliwie dla siebie nie został obstawiony przez Japończyków, piłka leciała w jego stronę, no to poniosła go ułańska fantazja i nogę w powietrzu przyłożył, a efekt tego wyraźnie go zaskoczył.

Bramka ta trochę trochę skonfundowała Japończyków, więc żwawiej ruszyli do boju, co rusz atakując polską bramkę, ale tym razem nasi obrońcy skutecznie te 3 punkty obronili. Zresztą zagrożenie ustąpiło w momencie, kiedy japońscy piłkarze dowiedzieli się, że Senegal przegrywa z Kolumbią jeden do zera i oni nawet przegrywając wychodzą z grupą, bo mają korzystniejszy bilans w żółtych kartkach. Od tego momentu rozpoczęło się niesamowicie żenujące widowisko, które przede wszystkim wielki wstyd (a być może i hańbę) przynosi naszym kopaczom. Tak bardzo się bali, że mocniej atakując przeciwnika sami utrącą bramkę, iż przyjęli to, co zaproponowali Japończycy i stali, przyglądając się jak przez 12 minut japońscy piłkarze podawali piłkę pomiędzy sobą i na swojej połowie. I nawet nie ruszyli, aby im ją odebrać, albo zmusić do wykopania na aut, aby na ostatnie 5 minut mógł wejść Kuba Błaszczykowski, co pozwoliło by mu na otwarcie drugiej setki występów w reprezentacji.

Nawet się na to nie zdobyli. Jednym słowem totalny blamaż i żenada.

* * *

Zastanawiam się, czy kiedyś prawda o tym meczu wyjdzie na jaw, czy ktoś tajemnice tego żenującego widowiska zdradzi. Na razie tajemnica ta jest ciekawsza niż fakty, które cały świat miał nieprzyjemność oglądać. Ale jeżeli już mowa o faktach i tajemnicy, to odsyłam do książki Anny Gilewskiej i Marcina Dzierżanowskiego „Antoni Macierewicz Biografia nieautoryzowana

* * *

Książkę tę trzeba koniecznie przeczytać samemu. Żadne streszczenie nie odda jej klimatu i przesłania, a to przesłanie jest chyba najważniejsze. Książka pozwala spojrzeć za kulisy tzw. walki opozycyjnej z tzw. komuną. Naprawdę dowiedziałem się wiele nowego, chociaż byłem przekonany, że o tamtych latach wiem sporo, a nawet więcej. Jednakże lektura tej książki utwierdziło mnie w przekonaniu, że ta cała „opozycja demokratyczna” z lat 80. XX wieku, to jedna wielka ściema tylko. Bo na każdym kroku liczyły się jedynie drobne, nieraz większe, interesy i ambicje różnych ludzi, których tylko niesamowita naiwność polskich obywateli, a przede wszystkim polskich robotników, tych cynicznych graczy politycznych wyniosła do władzy, ich samych wyrzucając poza nawias.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

 Bardzo chciałbym, aby nasi piłkarze, którzy jutro zagrają "mecz o wszystko”, wygrali go, jak i wszystkie następne aż do finału. Ale jeszcze bardziej chciałbym, aby przegrywając schodzili z pola z podniesionym czołem, jak równorzędni przeciwnicy zwycięzcy. Bo ktoś musi wygrać, ale aby tak się stało, ktoś niestety przegrać musi. Liczy się zatem klasa, z jaką z boiska (z pola walki) schodzi się „na tarczy”.

To co widziałem podczas meczu z Senegalem przyprawiało mnie o chwile bezsilnej wściekłości i wstydu. I dobrze, że ten balon pękł, bo może wreszcie nie tylko kibice, ale i piłkarze nabiorą trochę pokory i zaczną o zwycięstwo walczyć, bo samo z siebie nikomu się ono nie przynależy.

Felieton zamieszczony w tygodniku DB2010 z 21.06.2018 r., dotyczący tego nieszczęsnego meczu w załączniku.

Napisz komentarz (4 Komentarze)

 Dla mnie, od samego początku swego, istnienia Platforma Obywatelska oraz Prawo i Sprawiedliwość były partiami tożsamymi, mającymi tylko jeden cel. Przejęcie władzy i obsadzenia wszystkich możliwych stołków w swymi ludźmi, możliwie za jak największą kasę. Ich nie poróżnił program - bo wywodzą się od jednej matki, czyli z "Solidarności", czyli antylewicowej i antypaństwowej formacji, która dzisiejszych prominentów tychże partii do władzy wyniosłą. Oczywiście ze szkodą dla milionów ludzi pracy, którym zniszczono nie tylko tożsamość, ale też ich miejsca pracy, aby umożliwić wielkiemu kapitałowi zrobienie z Polski jednej wielkiej montowni i "Biedronki".

Kto mi nie wierzy, że chyżo biegnie do księgarń i szuka książki "Antoni Macierewicz Biografia nieautoryzowana", póki jeszcze można ją kupić. I nie jest to książka tylko o Macierewiczu. Ona jest - wbrew pozorom - o tym, jak tzw. opozycja wszystkich wykiwała. Jak się tworzyła, kto ją budował, jak się wzajemnie żarli od początku, kto na kogo i dlaczego donosił. 

Jestem symetrystą, bo wiem, że zarówno PO jak i PiS są tak samo szkodliwe i tylko jeszcze zbyt wielu ludzi z tego nie zdaje sobie sprawy.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (2018-06-13.png)DB 2010 z 13.06.2018
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

 1 maja 2018, godzina 11.00– pod pomnikiem Trudu Górniczego przy Al. Wyzwolenia w Wałbrzychu, zebrało się kilkadziesiąt osób. Myślę, że nie więcej niż 100-tu, a może tylko 60-ciu. Niewiele, kiedy się wspomni niegdysiejsze pochody, maszerujące przed trybuną przez ponad dwie godziny, czego niejednokrotnie bywałem świadkiem. I nigdy nie widziałem trzymających tych ludzi pod lufami kałachów funkcjonariuszy NKWD, KGB czy GRU, którzy ponoć bez przerwy Polskę i Polaków gnębili i zmuszali do czegoś, czego oni w życiu nie chcieliby robić.

Jak daleko sięgam pamięcią, nikt nigdy ani mnie, ani kogokolwiek z mojego otoczenia, do udziału w pierwszomajowym pochodzie nie zmuszał i dlatego nie zawsze w pochodach tych brałem udział. Pamiętam jednak, że jeżeli tylko dopisywała pogoda, to było fajnie i wesoło, bo po przejściu pochodu, jego uczestnicy, jak i tłumnie stojący na chodnikach obserwatorzy (ich też do tego nikt nie zmuszał) szli na różne kiermasze, festyny i różnorakie inne atrakcje, które na tę okazję były zawsze – bardzo dobrze- przygotowane.

Dzisiaj na manifestację z okazji 1 mają poszedłem pierwszy raz od 30 lat i też nikt mnie do tego nie zmuszał, ale rozglądałem się, czy gdzieś znów jakiś faszyzujących matołów nie dostrzegę i czy nie będą próbować przerwać nam uczczenie tego Robotniczego Święta. Na szczęście było chyba dla nich zbyt wcześnie, by się z wyra zwlec.

Mało nas było, ale przyszli byli wałbrzyscy górnicy w swych paradnych mundurach, działacze OPZZ, przedstawiciele Partii Razem, SLD, Inicjatywy Polskiej, Kongresu Kobiet i Unii Pracy. Praktycznie przedstawiciele całej wałbrzyskiej lewicy. Zauważyłem też kilka flag KOD-u. Może się mylę, ale chyba pierwszy raz występującej razem, na wspólnie przygotowanej manifestacji. Oby to był dobry znak na przyszłość. Były przemówienia i apele, a na zakończenie odśpiewano chóralnie kilka robotniczych pieśni rewolucyjnych. Dla mnie osobiście największym zaskoczeniem było odśpiewanie pieśni „Czerwony sztandar przez przedstawicieli fioletowej Partii Razem. Zresztą i pozostali członkowie obecnych na wiecu organizacji, rewolucyjne pieśni Polskiej Partii Socjalistycznej śpiewali z członkami SLD. Nie mam zamiaru wspominać jednego gościa z kaszkiecie, ale mam nadziej, że z tej małej dzisiejszej iskierki, być może rozpali się ogień.

 I Ty możesz też zaśpiewać: CZERWONY SZTANDAR

Napisz komentarz (0 Komentarzy)