SPROSTOWANIE !

W moim felietonie pt. Kurtyna milczenia" (DB 2010 nr 10 z 16.03.2017) zakradł się istotny błąd, który zobligowany jestem naprawić. Otóż napisałem: "O fakcie porwania powiadomiony został ówczesny komendant powiatowy, a powiadomili go prowadzący tego agenta i oficer CBŚ, przeciwko któremu wałbrzyscy policjanci ..." Otóż oczywistym jest, że chodzi o POLICJANTÓW z komendy powiatowej policji w Świdnicy. Policjantów z Wałbrzycha serdecznie za tę pomyłkę przepraszam.

* * *

Echa reportażu Pawła Kaźmierczaka nie cichną. Obudziła się nie tylko policja, ale też i pewne osoby, które słusznie mogą się obawiać, że tym razem kilka spraw nie zostanie zamiecionych pod dywan i być może nareszcie ci, którym się to należy, zostaną sprawiedliwie osądzeni. Chociaż przez lata udawało się im tego uniknąć. I akurat nie policjantów mam tu na myśli. Okazuje się, że ze snu zimowego obudziła się wreszcie dolnośląska komenda policji we Wrocławiu. Z uzyskanych wczoraj przeze mnie informacji wynikało, że w dniu dzisiejszym miała odbyć się w KMP w Wałbrzychu specjalna narada z udziałem przedstawicieli KWP we Wrocławiu, poświęcona wydarzeniom o którym mówi wspomniany reportaż. Nie mam na razie informacji potwierdzających, czy narada faktycznie miała miejsce.

https://www.youtube.com/watch?v=2HR85ZvPplE&feature=share

Jak twierdzi rzeczniczka prasowa KMP (informacja niepotwierdzona oficjalnie) tutejsza policja o żadnej strzelaninie, ani podpaleniu nie miała informacji, co raczej w marnym świetle stawia służby operacyjne pionu kryminalnego i gospodarczego tej komendy. Sprawą zainteresowały się lokalne i krajowe media i aż dziw bierze, że przez tyle lat nic z tych bulwersujących zdarzeń do wiadomości publicznej się nie dostało a ja - wraz z redaktorem naczelnym DB 2010 - mam tę satysfakcję, że od ponad dwóch lat alarmuję, iż w wałbrzyskiej policji dzieje się coś niedobrego. I nikt jakoś na to nie reagował. Ani sama policja, ani prokuratura, ani dziennikarze. Kurtyna milczenia oddzieliła społeczeństwo od tego, co się w naszym mieście i okolicach dzieje.

https://www.youtube.com/watch?v=5QhS4QExuxE

Zastanawiam się, dlaczego ze strony moich znajomych, a nawet dobrych kolegów, nie spotkałem się z publicznym wsparciem mojej "krucjaty" przeciwko przemocy w policji. Możliwe jedynie są trzy rozwiązania. Pierwsze - jest to im całkowicie obojętne. Drugie - boja się w tej sprawie publicznie zabrać głos. Trzecie - nie widzą w faktach przemocy nic zdrożnego. Każda taka możliwość jest po prostu fatalna i to nie dla mnie. Żadnych zahamowań nie mają natomiast ci, którzy Policjantów - przestępców" biorą w obronę niezależnie od tego, czego się oni dopuścili, wyrażając jawnie afirmację przemocy i znajdują ku temu upust w hejcie skierowanym na moją osobę. Myślę, że moi znajomi i koledzy, którzy milczą jak zaklęci, po prostu tych drugich wspierają, chociaż są absolutnie przekonani, że sami postępują właściwie i przyzwoicie. I to mnie bardzo niepokoi. Lekceważenie, czy zwykłe tchórzostwo?

Uaktywnił się również niejaki Sikoń Andrzej, który przypisuje mi niesamowitą moc sprawczą.  W zasadzie powinienem być zadowolony, ale nie jestem, ponieważ jakakolwiek jego opinia na mój temat jest dla mnie obrazą. Co tu dużo mówić, kiedy każdy kto może pochwalić się inteligencja niewiele wyższą od inteligencji wiewiórki, jest w stanie zrozumieć pierwsze słowa komentarza do reportażu Pawła, z których wynika z nich jasno i bez wątpliwości, że powstał on w wyniku telefonu do redakcji, jaki wykonał mecenas Ludziak. Rzeczony Sikoń nie jest w stanie ogarnąć tego swym niewielkim rozumkiem, ale tak zawsze jest w przypadku bufona megalomana.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-10-332-z-16.03.2017.pdf)DB 2010 z 16.03.2017 - str.6
Napisz komentarz (7 Komentarzy)

Proces, o którym piszę w DB 2010 (załącznik, str. 4) wcale mnie nie zdziwił, a jego przebieg utwierdził mnie w przekonaniu, że w PiS wszystko podporządkowane jest poleceniom płynącym z Centrali mieszczącej się na ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Centrala zadecydowała, że w ogólnopolskiej akcji otumaniania suwerena konieczne jest wskazywanie, że "lud smoleński" żyje w ciągłym zagrożeniu, a zagrożenie to ma charakter terrorystyczny. Nie dziwota zatem, że posłowie PiS w osobach nieznanych mi absolutnie Beaty Muchy i Cezarego Kuriaty, a także Mirosława Bartolika, wykorzystali ewidentną wpadkę Romana Gilety i wykazali się przed Centralą swoją, wręcz bolszewicką, czujnością. Rzeczonej Muchy, jak również owego Kuriaty nie znam, ale z Mirkiem Bartolikiem, mimo różniących nas poglądów politycznych, wielokrotnie piwo pijałem, prowadząc ciekawe rozmowy na tematy różnorakie i dlatego byłem bardzo zaskoczony że  - wg mojej oceny - tak bardzo się zbłaźnił podpisując zawiadomienie o rzekomym przestępstwie z  art. 190 kk. Ale jeszcze bardziej - w mojej ocenie - zbłaźniła się prokuratura, która w tej sprawie wszczęła śledztwo w sprawie, choć mogła z powodzeniem odmówić wszczęcia z uwagi na brak znamion przestępstwa. Przede wszystkim dlatego, że w groźbie karalnej musi być ona skierowana do konkretnie oznaczonej osoby i tylko w tej osobie musi wzbudzić obawę, że zostanie spełniona. I być może z obawy przed ośmieszeniem prokurator (który prowadził śledztwo i wniósł oskarżenie) na sali rozpraw w ogóle się nie pojawił. Po drugie, groźba ta musi być realna, bo na pewno nikt poważnie nie potraktuje groźby, typu "zniszczę ci samochód" w sytuacji, kiedy adresat groźby samochodu nie posiada. Nie mam zamiaru radnych PiS obrazić, ale tylko idiota (UWAGA: to tylko taka metafora) mógłby pomyśleć, ze Roman Gileta poleci do marketu TESCO i kupi maczetę, a następnie zjawi się na sesji i wskazanym mu radnym poucina zadźwięczenia ich korpusów. A taka mniej więcej miała być zemsta Romana za obrazę Olgi Tokarczuk.

* * *

Kiedy się tylko ten nieszczęsny komentarz na Facebooku ukazał, z miejsca poradziłem wtedy Romanowi, aby wpis usunął, albowiem może narazić się na zarzut groźby karalnej, albowiem znają "histeryczne uczulenie" pisiorów, podejrzewałem, że któryś z nich może tak właśnie postąpić. Zaraz po moim wpisie Roman swój komentarz usunął, ale obawiam się, że moje ostrzeżenie mogło być inspiracją dla zawiadomienia prokuratury i złożenia wniosku o ściganie. Był to duży błąd Romana, którego staram się nie popełnić i w przestrzeni publicznej zachowywać się tak, aby nikomu nie dać nawet cienia możliwości wniesienie tego typu oskarżenia.

* * *

Sam oczywiście nie jestem bez wad, co skutkuje tym, że wielokrotnie moja aktywność na forach społecznościowych wywołuje często krytykę i zazwyczaj fale hejtu. Jednakże na temat moich wad mogę spokojnie rozmawiać z każdym, kto mi je wytknie, jeżeli uczyni to w sposób kulturalny i rzeczowy. Jest tak dlatego, że jako ateista bardzo jestem przywiązany do słów Jezusa, aby pierwszy rzucił kamieniem ten, co sam jest bez grzechu. Dlatego z wielkim smutkiem przyjmuje to, że coraz częściej zdarza się, iż moi znajomi mają mi za złe, że piszę prawdę.  I znów odwołam się do osób obcych mi ideowo: nie bójcie się prawdy, ona was wyzwoli.
Smuci mi fakt, że niektórzy moi znajomi mając pretensje do innych, że mijają się z prawdą, mają jednocześnie pretensje do mnie, że napisałem coś, co im się nie podoba, kiedy ich dotyczy. I nie chodzi o to, że napisałem nieprawdę, tylko o to, że w ogóle napisałem. Na przykład po publikacji mojego felietonu zadzwonił do mnie mecenas Koncewicz z wielkimi pretensjami (łącznie z informację, że zerwie ze mną nasze koleżeńskie stosunki), uznając, że w moim felietonie dotyczącym procesu ośmieszyłem go. Ośmieszyłem, bo napisałem, że w pewnym momencie odstąpił od zadawania radnemu Kuriacie pytań. A przecież fakt taki miał miejsce i nikt o to nie może mieć do mecenasa Koncewicza pretensji, ponieważ uznał - na podstawie odpowiedzi na kilka wcześniejszych pytań - iż nie ma sensu dalszej indagacji tegoż pana. Natomiast ja żałowałem, że tego nie uczynił, bo owego pokrzywdzonego można było przed sądem "rozdeptać" (UWAGA: to tylko metafora), wykazując polityczną inspirację wniosku o ściganie. Zresztą mój felieton (o czym każdy może się przekonać, klikając w załącznik) nie dotyczył w zasadzie tego, co działo się na sali sadowej, a właśnie politycznego tła całej tej żenującej hucpy, jaka miała miejsce przed sądem.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Wyrok uniewinniający dwóch byłych funkcjonariuszy wałbrzyskiej policji jest już uchylony, przez co w dalszym ciągu wisi nad nimi - jak miecz Damoklesa - możliwość 10-letniej odsiadki za kratami.1 Dla policjanta kara więzienia to rzecz straszna, zwłaszcza, kiedy za kratami siedzą ci, którzy do skazanego policjanta mają jakieś pretensje. Ale straszniejsza rzeczą jest pozbawienie życia osoby i te dwie sprawy nie są w jakikolwiek sposób porównywalne.

W czasach kiedy ścigałem różnych mniejszych, większych, a niekiedy bardzo wielkich przestępców, spotykałem się z różnymi osobowościami i charakterami, w tym różnego rodzaju wyrafinowanymi lub prostackimi dewiantami, którym olbrzymią przyjemność sprawiało poniżanie i dręczenie fizyczne innych osób. Spotykałem też milicjantów i policjantów, których tym mianem bez żadnej pomyłki można było obdarzyć. Oczywiście oni nie uważali się za przestępców, a swoimi wyczynami często wśród kolegów funkcjonariuszy, przechwalali się, jak to komuś dopier.... lili, aż zwieracze mu puściły. Śmiechu mieli przy tym, co niemiara. Nigdy się z takimi postawami nie mogłem pogodzić i za swego rodzaju sukces uważam, że kiedy byłem z-cą, a później naczelnikiem wydziału kryminalnego, w wydziale tym, przez 10 lat bez mało mojego "naczelnikowania", nie została uderzona jakakolwiek osoba, która była w dyspozycji moich ówczesnych podwładnych. Podobnie rzecz się miała - z naprawdę nielicznymi wyjątkami spowodowanymi określonymi okolicznościami - w wydziale kryminalnym KW MO do którego trafiłem w 1980 roku. Miąłem szczęście, że w wydziale tym spotkałem ludzi ludzi, którzy pracowali głową a nie pięścią i była to niewątpliwa zasługa śp. płk. Eugeniusza Karłowskiego, który do wydziału dobierał ludzi o określonej osobowości. Właśnie tych potrafiących myśleć, eliminując na dzień dobry tępaków z rozumem w pięści.

Niestety, obecnie panujący od 1990 roku system naboru nowych kadr, ludzi inteligentnych, w sposób bezwzględny, eliminuje, przy zastosowaniu tzw. krzywej inteligencji. Nie takich potrzebuje Policja i to od lat widać, słychać i czuć.

Normalny człowiek musi zastanawiać się dlaczego NIEKTÓRZY policjanci, mający przecież stać na straży prawa, tak ochoczo leją bez miłosierdzia, że niekiedy powodują kalectwo, a nawet śmieć obywatela, który wpadł im w łapy. Ja mam odpowiedź bardzo prostą. Bo lubią, bo w ten sposób odreagowują swoje frustracje i poczucie niższości wobec wyżej usytuowanych kolegów. Dlatego najczęściej brutalnej przemocy używają ci funkcjonariusze, którzy znajdują się na niższych i najniższych szczeblach kariery zawodowej. Zastanawiam się nad tym, dlaczego takie zachowanie tolerowane jest przez ich przełożonych, nawet tych z najwyższego w danej jednostce szczebla. Prawdopodobnie chodzi tu o źle pojętą ochronę dobrego imienia policji. A do czego to doprowadza? Zobaczcie sami i wpiszcie w wyszukiwarkę hasło "policja bije" -814 000 wyników w 0,45 sekundy. Nieźle, no nie? 

Śmiertelne pobicie Piotra G., miało miejsce na terenie komisariatu V i co do tego nikt nie może mieć żadnych wątpliwości. Przez ponad 3 lata koledzy oskarżonych policjantów nie byli w stanie udowodnić, że pobicia dokonał ktoś inny i ma to swoją OLBRZYMIĄ wymowę. Taką samą jak to, że przez 17 lat ci sami policjanci nie są w stanie ustalić trzeciego sprawcy zabójstwa antykwariusza w marcu 200 roku. Nie mogą tego uczynić, bo wówczas ukazało by się, że sprawcami tymi nie byli skazani za coś, czego nie popełnili Radek Krupowicz. i Patryk Rynkiewicz.

A w dniu dzisiejszym, po 16 latach pobytu za murami, Patryk wyszedł na wolność, który nawet za cenę warunkowego zwolnienia (już 4 lata temu) nie dał się złamać i konsekwentnie powtarzał, że nigdy nie przyzna się do czegoś, czego nie uczynił.

O wyroku Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu piszę w felietonie "Wyrok uchylony" w DB 2010 - w załączniku (str.4).

1. Art. 158 § 3 k.k. - Jeżeli następstwem bójki lub pobicia jest śmierć człowieka, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

Napisz komentarz (5 Komentarzy)

Kiedy 14.01.2017 przeprowadziłem telefoniczna rozmowę z generałem Leszkiem Lamparskim, czułem, że był wyraźnie poruszony informacją, iż w Wałbrzychu znajdują się ludzie, którzy go pamiętają i są gotowi stanąć w jego obronie. Ja natomiast byłem bardzo miło zaskoczony tym, że generał pamiętał mnie, czego dowodem było to, iż kiedy mu się przedstawiłem, od razu powiedział, "pamiętam, z kryminalnego, od płk Karłowskiego". Też mnie poruszyło, że zapamiętał kogoś, kto był tylko malutkim trybikiem w dawnym wydziale kryminalnym KW MO w Wałbrzychu, a On przecież dowodził całym milicyjnym garnizonem czesnego województwa wałbrzyskiego.

Postanowiłem o gen. Lamparskim napisać, ponieważ w mojej ocenie stała się rzecz haniebna. Otóż 27 grudnia 2016 roku do Sądu Rejonowego w Wałbrzychu wpłynął przeciwko niemu akt oskarżenia, złożony przez wrocławski oddział IPN, który od 2006 roku prowadził w sprawie generała śledztwo, w sprawie tzw. zbrodni komunistycznej przeciwko ludzkości, która polegała na tym, że jako komendant wojewódzki MO podpisał 92 decyzje o internowaniu działaczy wałbrzyskiej "Solidarności". Oczywiście, jako komendant wojewódzki nie miał innej możliwości, jak te decyzje podpisać. Bo jak niby miał wtedy postąpić? Miał odmówić wykonania rozkazów, kiedy nawet my, jego podwładni, byliśmy przekonani, że działamy dla dobra kraju, ponieważ zdawaliśmy sobie sprawę z rujnującego charakteru nieustannego festiwalu strajkowego, podsycanego przez czołowych działaczy Solidarności. Kiedy strajkuje młynarz, piekarz mimo najszczerszych chęci chleba nie upiecze, a za puste półki w piekarni "Solidarność" obwiniała rząd, który niby mając pełne magazyny wszelkiego dobra, ukrywał je przed narodem. Takie w gruncie naiwne przekonanie było sączone ludziom każdego dnia.

Więc kiedy zaistniałą groźba obcej interwencji i władze podjęły decyzję po wprowadzeniu stanu wojennego, internowanie najbardziej zajadłych jej wrogów, zdawało się wprost koniecznością.  Były to działania podjęte w istocie w interesie robotników, a jeżeli ktoś z ich mi nie uwierzy, zapytam się go gdzie są wałbrzyskie kopalnie, gdzie kiedyś tak liczne zakłady pracy, gdzie się w ogóle ta klasa robotnicza podziała?

O tym, kto faktycznie podejmował decyzje o internowaniu, opisał w swojej książce "Policja bez tajemnic", wydanej w 1993 roku, a więc w czasie, w którym nikomu by do głowy nie przyszło, że w wolnej i demokratycznej Polsce powstanie coś na wzór bolszewickiej komisji nadzwyczajnej (CzeKa), czyli Instytutu Pamięci Narodowej. Dzieła politycznych bliźniaków z "Solidarności": Jarosława i Donalda. Książka została wydana w czasach, w których wszyscy byliśmy przekonani, że "Okrągły Stół" jest wspólnym zwycięstwem Polaków, a zwarte przy nim porozumienia będą podstawą budowy nowego, demokratycznego państwa, respektującego prawa wszystkich jego obywatel, niezależnie od głoszonych przez nich poglądów politycznych, wyznania czy też koloru skóry.

Generał napisał: "Listy internowanych przygotowały znacznie wcześniej na podstawie wieloletnich rozpracowań i formacji wydziały operacyjne SB. Akceptowały je odpowiednie departamenty MSW, zwracając szczególną uwagę na osoby, których działalność miała zasięg ogólnopolski. Niektóre osoby skreślono z tych list. Znam te nazwiska, oczywiście z województwa wałbrzyskiego, ale ujawnienie ich i rzucanie podejrzeń nie jest moją specjalnością."

Słowa te, napisane w czasach, kiedy nawet jasnowidzom nie przyszło do galowy, że ktoś z tego zrobi zbrodnię przeciwko ludzkości, dowodzą, że złożony pod decyzją o internowaniu podpis, był jedynie efektem służbowego obowiązku wynikającego jedynie z pełnionej wówczas funkcji. Dziś IPN uznaje to za zbrodnię przeciwko ludzkości, co budzi mój protest i nieskrywany wstręt, chociażby tylko z uwagi na rozmiar i charakter zbrodni przeciwko ludzkości, popełnionych przez Hitlera, Stalina, Pol Pota, Pinocheta i innych rzeźników znanych z historii. Generał Lamparski nie jest pierwszym (i zapewne nie ostatnim) z oskarżonych o tego typu "zbrodnie", ale mam szczere przekonanie, że nadejdzie dzień, w którym autorzy i wykonawcy tych haniebnych procesów zostaną osądzeni i odpowiednio do winy ukarani.

W załączniku mój felieton zamieszczony w dzisiejszym wydaniu tygodnika DB 2010

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-7-329-z-23.02.2017-r.pdf)DB 2010 z 23.02.2017 str. 6
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Ktoś powie, że stałem się zbyt monotematyczny i uczepiłem się wałbrzyskich policjantów, jak rzep psiego ogona, bo znów swój felieton w DB2010 (załącznik) im poświęcam. Nic z tych rzeczy. raz jeszcze powtórzę, że ja tylko opisuję otaczającą mnie rzeczywistość, którą między innymi tworzą właśnie poczynania funkcjonariuszy, które na tyle bulwersują społeczeństwo, że ludzie w tych sprawach piszą i dzwonią do mnie. Nie wiem, może traktują mnie, jak ostatnią deskę ratunku? Tak samo więc było z panem Piotrem, którego kontakt z panem policjantem z wałbrzyskiego WRD KMP spowodował, że prawdopodobnie zostanie zarejestrowany w Krajowym Rejestrze Karnym, jako osoba karana, czyli przestępca. A on chciał się tylko zapytać, czy może przejechać, czy też ma wybrać inna drogę.

* * *

Przeczytałem w Necie o wydarzeniach w Kłodawie (woj. wielkopolskie), gdzie ktoś w całkiem nowiutkim komisariacie podłożył bombę. I to nie jakaś tam atrapę, tylko jak najbardziej prawdziwą. Eksperci ocenili, że siła eksplozji była tak duża, że mogłaby kogoś zabić, ale na szczęście w poczekalni, gdzie ją podłożono, nikogo nie było. Policja szuka sprawców i na pewno kogoś tam zła[pie. Zastanawiam się więc, czy to nie będzie ktoś, komu właśnie policjanci krzywdę podobną tej, jaką wałbrzyscy stróże prawa wyrządzili wielu osobom. Co najmniej kilkunastu z nich poznałem osobiście i zapoznałem się z dokumentacją procesową ich spraw. Tych, które wytoczyli im policjanci i tych, w który poturbowani przez policję występowali jako pokrzywdzeni. Efekt? 99% spraw wygrali policjanci, a wszyscy przez nich oskarżeni znaleźli się w KRS. Czyli przestępcy. Póty dzban wodę nosi, puty ucho się nie urwie.

* * *

O tym jak nasza policja (ale tym razem w Suwałkach) jest sprawna i w jakim stopniu zna obowiązujące przepisy, świadczy pomysł policjantów z Suwałk, którzy chcą wprowadzenia zakazu sprzedaży w mieście alkoholu między godziną 21.00 a 6 rano. Bo ludzie się skarżą, że pijacy w nocy rozrabiają. No to najlepszym na to sposobem jest wprowadzenie w życie policyjnego pomysłu, ponieważ wówczas panowie (i panie) policjanci, nie będą musieli za pijusami się uganiać, a czas miło spędzać w ciepłych radiowozach na budujących dyskusjach lub oglądając ciekawe filmy w swych smartfonach. Aby więc pomysł swój w czyn wprowadzić, wystosowali stosowne pismo do przewodniczącego Rady Miejskiej, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, że akurat organ ten nie ma w tym zakresie jakichkolwiek uprawnień. Wychodzi na tom, żę suwalska komenda ośmieszyła się wychodząc na totalnych ignorantów w zakresie prawa. Myślę, że informacją przekazana policjantom przez samorząd, najbardziej zmartwili się miejscowi meliniarze, którym możliwość sowitego zarobku umknęła przed nosem.

Załączniki:
Plik
Pobierz plik (DB-2010-nr-6-328-z-16.02.2017-r.pdf)DB 2010 z 16.02.2017 str. 2
Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Okazało się niedawno, że sumienie ruszyło kierownictwo Zakładu Karnego w Strzelinie, które z własnej inicjatywy wystąpiło z wnioskiem do sądu penitencjarnego o zastosowanie wobec Patryka warunkowego przedterminowego zwolnienia z odbywania kary. Wprawdzie kara dla Patryka kończy się w połowie listopada 2017, ale dla niego nawet te kilka miesięcy ma olbrzymie znaczenie. Obecnie przebywa tam warunkach półwolnościowych i pracuje poza murami zakładu. Ponadto już dwukrotnie był na kilkudniowych przepustkach. Jest to dla niego bardzo ważne, bo pozwoli mu na w miarę bezkolizyjne przejście w normalne życie.

Radek był w o wiele trudniejszej sytuacji, ponieważ na wolność wyszedł po kilkunastu latach nieprzerwanego pobytu za murami. Jego pierwsze dni, a nawet tygodnie były bardzo trudne, ponieważ w nowe życie przeszedł bez żadnego przygotowania.

Mało kto wie, że obydwaj na wolność mogli wyjść już 2011 roku, kiedy to Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zmienił im karę 25 na 15 lat pozbawienia wolności (wyrok z 19.04.2011 sygn. akt II AKa 349/10), chociaż miał podstawy, aby uznać ich za niewianych, albo zwrócić sprawę do ponownego rozpoznania przez sąd I instancji. Nie uczynił tego niestety, co we mnie pogłębiło tylko niewiarę w polski wymiar sprawiedliwości. Przyglądałem się twarzy sędziego, który wyrok ogłaszał i widziałem, że przychodziło mu to ze sporą trudnością, czego najwyraźniej nie był w stanie opanować. Pierwszy raz byłem świadkiem takiego zdarzenia. Sąd wbrew powszechnemu oczekiwaniu nie uchyla wyroku, tylko zmienia wysokość kary, a jednocześnie pociesza skazanych, że przecież z uwagi na długość odbytego wyroku, na pewno już za kilka dni wyjdą na warunkowe zwolnienie, które im się należy, jak psu kość. Oczywiście, sędzia tego tak dosłownie nie powiedział, ale taki był sens jego słów.

Dla osób bezrefleksyjnych wypowiedź ta nie ma prawdopodobnie żadnego znaczenia, jednakże we mnie wywołała, co najmniej, zdziwienie wielkie. Oto sąd uznaje, że dwaj młodzi (wówczas) chłopcy, dla kilku marnych monet wartych co najwyżej 200 zł dokonują, w sposób bezwzględny, zastrzelenia właściciela antykwariatu (który mieści się w bezpośrednim pobliżu budynku, w którym mieszka Radek Krupowicz), oddając do niego, z zamiarem pozbawienia życia, 6 strzałów z bezpośredniej bliskości. I zaraz po tym ten sam sąd pociesza bezwzględnych zabójców (w ocenie sądu), aby się nie martwili, bo za kilka dni wyjdą na wolność. Ci, którzy znają i rozumieją sens łacińskiej paremii mówiącej, że iustitia est constans et perpetua voluntas ius suum cuique tribuendi1, nie powinni mieć wątpliwości, że słowa sędziego świadczyły o tym, iż tak naprawdę przekonany był, iż wolność Radkowi i Patrykowi się należy, czyli winny tej zbrodni nie można im przypisać.

Nie można ... ale trzeba, bo "dobre imię" wymiaru sprawiedliwości jest ważniejsze niż los dwóch młodych, wkraczających dopiero w dorosłe życie, chłopaków. No i oczywiście, niebagatelne koszty odszkodowania, jakie należałoby wypłacić im w przypadku uniewinnienia, po tylu latach przebywania za więziennymi murami.

Czas pokazał, że pan sędzia Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu mylił się bardzo, bo na pierwszej tzw. wokandzie, sędzia penitencjarny udzielenie warunkowego przedterminowego zwolnienia uzależnił od przyznania się do zbrodni i okazania skruchy. Obydwaj nie mogli tego uczynić i skruchy okazać, ponieważ od samego początku konsekwentnie wskazywali, że ze zbrodnia nie mają nic wspólnego i powtarzali to niezmiennie co pół roku, na każdej kolejnej "wokandzie". Taka "zabawa w kotka i myszkę" trwała ponad trzy lata, albowiem na wolność wyszedł dopiero 25 listopada 2014 roku.Stało się tak, bo czując "zapach wolności", w dniu tym, korzystając z podpowiedzi sędziego penitencjarnego, przyznał się, że z zabójstwem miał pewien związek pośredni. Sędzia nie dociekał nawet, na czym ów związek miał polegać, tylko wydał postanowienie w udzieleniu warunkowego przedterminowego zwolnienia z dalszego odbywania kary.

Z Patrykiem rzecz ma się zgoła odmiennie, albowiem już dawno oświadczył (również w programie Polsatu "Państwo w państwie", że jest niewinny i NIGDY nie przyzna się do czegoś, czego nie popełnił. Chociażby miał siedzieć do ostatniego dnia kary. Przyznam, że ta jego konsekwencja utwierdza mnie tylko w całkowitej pewności o tym, że z zabójstwem antykwariusza nie miał żadnego związku. Ja o tym wiem, bo osobiście ustaliłem prawdziwych sprawców, z czego jednak prokuratura (a później nawet Sąd Najwyższy) nie chciała i nie chce skorzystać. Znam mentalność zabójców i innych kryminalistów (wszak przez ćwierćwiecze nimi się zajmowałem) i wiem, że dla odzyskania wolności gotowi są (kiedy to już w niczym im nie zaszkodzi) do przyznania się do każdego czynu, do każdej propozycji złożonej przez policję, prokuraturę, czy sąd, czego najbardziej wymownym dowodem są dzisiejsi świadkowie koronni, z których tak obficie aparat ścigania i wymiar sprawiedliwości korzystają.

No cóż ... Patrykowi obecnie pozostaje walka o utrzymanie własnego kąta i dachu nad głową, w czym staram mu się pomóc i nie pozostaje nam nic innego, jak wiara w to, że pan Prezydent Wałbrzycha spojrzy innymi niż dotychczas oczami na problem z prawem do meldunku, jakiego w podstępny sposób pozbawiła go własna kuzynka. Niestety, tak w życiu niekiedy bywa.

A jeżeli ktoś wierzy w winę Radka i Patryka, niech postara sam sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego przez te wszystkie lata policja i prokuratura trzeciego sprawcy, o którym mówił świadek anonimowy nr 1, do tej pory nie ustaliła i nie zatrzymała. Czy organa te są aż tak nieudolne, czy też nie mają interesu, aby tego osobnika ustalić? Stawiam na to drugie, bo jego ustalenie skompromitowałoby całkowicie dolnośląską policję, prokuraturę i cały wymiar sprawiedliwości z Sądem Najwyższym włącznie. I chociaż "pół Wałbrzycha" wie, kto zastrzelił antykwariusza, chociaż ja wskazywałem na sprawców w swoim 42 stronicowym raporcie z 2002 roku, który obecnie znajduje się w Archiwum KWP we Wrocławiu (akta operacyjne sprawy), nikogo to nie obchodzi, bo przecież to nie leży w ich interesie.

DB 2010 nr 4 z 02.02.2017 str. 4 - załącznik

1. Sprawiedliwość jest niezmienną i trwałą wolą przyznawania tego, co się komu należy.

Napisz komentarz (8 Komentarzy)