Trudno jest dziś wyrazić mi swe emocje wobec tego, co się wydarzyło w Gdańsku 13 stycznia 2019 roku, w trakcie trwania gdańskiego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, bez używania wyrazów powszechnie uznanych za obelżywe. A ciśnie mnie bardzo, aby wobec pewnych osób i politycznych środowisk takich właśnie użyć, bo przychodzi taki moment, że kulturę trzeba w pięść zamienić.

Nie chcę się narazić na zarzut podżegania do nienawiści, bo daleki jestem od tego, ale głęboko zastanawiam się, co miał na myśli wieszcz Adam Mickiewicz pisząc swą „Odę do młodości”, której tylko mały fragment zacytuję: 

Choć droga stroma i śliska,

Gwałt i słabość bronią wchodu:

Gwałt niech się gwałtem odciska,

A ze słabością łamać uczmy się za młodu!

Nie wspomnę już o starotestamentowym prawem talionu oko za oko, ząb za ząb, bo nie o tym chcę pisać.

* * *

W felietonie zamieszczonym w dzisiejszym numerze tygodnika DB 2010 „ Kto sieje wiatr ...” wyraziłem swoje stanowisko w sprawie tego, czy zabójstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, było zabójstwem politycznym i każdy, kto go przeczyta, zorientuje się, że tak właśnie uważam. Zabójca nie jest wariatem, chociaż teraz niektórzy uczynią wszystko, aby tego udowodnić i zapewne przedstawią na to „niezbite” dowody. Nawet, a raczej przede wszystkim, medyczne. I cóż z tego. Mogą i tak uczynią, ale jest jeszcze (mam nadzieję, że ciągle) niezawisły sąd, który dowody te będzie oceniał.

Przypomnę, że 8 lat temu śmiertelną ofiarą zamachu stał łódzki działacz PiS (drugi został ranny), zastrzelony w siedzibie tej partii przez osobnika, byłego już wówczas członka PO, tylko dlatego, że zamachowcowi nie udało się zastrzelić Jarosława Kaczyńskiego. Tak więc zabity był tylko celem zastępczym, a więc osobą zupełnie przypadkową. Wówczas też padło stwierdzenie, że morderca leczył się na jakieś poważne choroby psychiatryczne, co jednak sądu (na szczęście) nie przekonało i zabójca jest w wiezieniu a nie w psychuszce.

Tak i teraz Paweł Adamowicz był celem zastępczym, ponieważ zamachowiec nienawidził Platformy Obywatelskiej, która kojarzyła mu się jako to siła, co go wsadziła do więzienia. Wykrzyczał to na scenie podczas swego danse macabre z nożem w dłoni.

Kto pyta nie błądzi, więc niech każdy zapyta sam siebie, dlaczego człowiek ten uznał, że winna wszystkiemu jest PO. Ja odpowiedź już znalazłem, więc się z nią podzielę.

Otóż nie mam wątpliwości, że podczas odbywania kary (pięć i pół roku za kratami) bandzior ten karmiony był tylko i wyłącznie telewizyjną propagandową papką Kurskiego, która niejeden mózg – nawet na wolności – przenicowała na drugą stronę. A co dopiero mówić o tych, siedzących za kratami. Będę się musiał zapytać siedząco już 11 rok Wojtka Pyłki z Wałbrzycha, skazanego za zabójstwo człowieka, który popełnił samobójstwo, jakie telewizyjne kanały są dopuszczalne w więzieniu, ale jestem przekonany, że na pewno nie ma wśród nich TVN, a zwłaszcza TVN24. Owszem jest Polsat, ale został już przez PiS odbity. Kilka razy próbowałem obejrzeć to, co w programach publicystycznych serwuje kurwizja i dłużej jak 10 minut nie zdzierżyłem. I chociaż Platforma nigdy nie była (i nie będzie) kimś z mojej bajki, to doszedłem do wniosku, że gdybym tę kurwizję oglądał codziennie, to tez jakieś mordercze instynkty by się we mnie obudziły.

Dlatego nie mam wątpliwości, że było to zabójstwo o charakterze politycznym (a przynajmniej na takim tle), tak jak nie mam wątpliwości, kto ponosi moralną odpowiedzialność. Na razie tylko moralną

Zakończę słowami innego wieszcza, bardziej nam współczesnego Czesława Miłosza:

TY

Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,
Choćby przed tobą wszyscy się skłonili
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,
Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta
Możesz go zabić - narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.
Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.

Sądzę, że dzisiejszego adresata łatwo się domyśleć...

Napisz komentarz (4 Komentarze)

 Aby pokazać, że nie tylko ja krytycznie oceniam polityczne plany Roberta Biedronia, jako odautorski komentarz do mojego felietonu pt. Syreni śpiew Biedronia, zamieszczonego w tygodniku DB 2010 z 13 grudnia 2018 (załącznik), przedstawiam fragment wywiadu z prof. Janem Hartmanem opublikowanego w Dzienniku Trybuna nr 243/2018.

Jestem rozczarowany, bo kibicowałem Robertowi Biedroniowi i krytykując go jakiś czas temu, że spóźnia się ze swoją inicjatywą, nie biorąc udziału w wyborach samorządowych jako podmiot polityczny, miałem nadzieję, że będzie słuchał dobrych doradców i uniknie dalszych błędów. Najwyraźniej jednak Biedroń słucha złych doradców, bo popełnia błąd za błędem. Po pierwsze, wchodzi w taką retorykę, że wszystkich się brzydzi i będzie komunikował się z narodem bezpośrednio, a do klasy politycznej odwraca się tyłem. To jest niska, niegodna retoryka populistów i zarazem psucie standardów życia społeczno-politycznego. Tak nie wolno robić. Zresztą tak samo zapowiadanie, że z nikim nie wejdzie w koalicję jest aroganckim sobkostwem i rozbijactwem. Bardzo mi się nie podoba zapowiedź tworzenia struktur w oparciu o zasoby SLD, bo tak trzeba rozumieć ten abordaż Krzysztofa Gawkowskiego.Przejmowanie uciekinierów z innych partii czy wręcz wyciąganie ich jest bardzo nieeleganckie (...)Wygląda na to, że Robertowi Biedroniowi woda sodowa do głowy uderzyła, a cały jego projekt jest egoistyczny i polega na tym, że będzie łowił w innych środowiskach, odbierając wyborców również lewicy. (...)Uważam, że robi też szkodę lewicy, odżegnuje się od niej, co w jego ustach brzmi zresztą nieszczerze i koniunkturalnie. (...)Uważam, że Biedroń jest teraz na granicy politycznej supernowej. Coś osiągnie, będzie wielkie bum - to może być przekroczenie progu, wejście do PE – rozbłyśnie, ale potem zgaśnie. To jest człowiek, który niewiele pokazuje poza osobistym wdziękiem, który niewątpliwie ma. Nie pokazuje jednak powagi politycznej, która w dłuższej perspektywie wygrywa. (...)”

Ja swój tekst do DB 2010 pisałem w niedzielę (09.11.br.), a wywiad z prof. Janem Hartmanem przeczytałem dopiero dziś (13.12.br.). Myślę, że wspólnota poglądów w ocenie R. Biedronia jest chyba bardzo widoczna.

Napisz komentarz (1 Komentarz)

  Cieszyły się polityczne tuzy PiS, że na Marszu Niepodległości było 250 tys ludzi, którzy w ten sposób wyrazili radość z odzyskania przed 100 laty własnego suwerennego państwa. Cieszyli się, ponieważ uznali, że ta masowa obecność jest wyrazem poparcia ICH polityki, zarówno w wymiarze krajowym, jak i międzynarodowym. Ciekaw jestem bardzo, czy ci wszyscy, którzy przyszli na ten marsz, identyfikują się z patriotami z PiS, którzy na następne 100-lecie zafundowali Polakom największą od 1918 roku aferę, związaną z ujawnieniem mafijnego charakteru rządów sprawowanych przez szczerych polskich patriotów spod znaku Prawa i Sprawiedliwości.

Zastanawiam się, czy ci ludzie, którzy wprowadzili „dojną zmianę” (jak opowiadał Duda) i ci, którzy ją wykorzystują i doją państwo, i Polaków gdzie się da, jak się da i kiedy się da, wiedzą w ogóle, co to jest patriotyzm? Zdaje się, że jeżeli nawet teoretycznie wiedzą, to w praktyce mają to w swojej pisowskiej dupie (sorry, ale poniosło mnie).

I nawet jeżeli aferę KNF ziobrowe służby zamiotą pod dywanem, to niech im się nie wydaje, że za to nie odpowiedzą. Odpowiedzą i to tak, że im majtki pospadają.

O tym, kto naprawdę walczył z zaborcami o wyzwolenie Polski spod zaborów, piszę w felietonie Niepodległość przyszła do nas sama – post scriptum – opublikowanym w tygodniku DB 2010 nr 43 z 22 listopada br. - w załączniku.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

 Felieton, który opublikowany został w nr 42 DB2010 z 15 listopada 2018 roku, napisałem 12 listopada i w zasadzie tylko z niewielkimi skrótami przesłałem go do Redakcji. Natomiast 15 listopada przeczytałem w najnowszym wydaniu tygodnika Przegląd (nr 46 z 13-18.11.br) świetny artykuł Czesława Sikorskiego, „Radykalny patriota kontra odpowiedzialny obywatel”. Jego treść bardzo mocno – tak mi się wydaje – współgra z tym, co po części zawarłem w felietonie „Niepodległość przyszła do nas sama”, więc dlatego zdecydowałem, że wyjątkowo zastąpię swój odautorski komentarz, fragmentami tekstu Czesława Sikorskiego.

* * *

„W myśleniu o ojczyźnie towarzyszy zatem nadęta egzaltacja, przyswojona w toku wychowania opartego na banalnym nacjonalizmie. Ojczyznę należy kochać, bo przecież na tym polega patriotyzm. Co ma jednak oznaczać miłość do ojczyzny? Na czym ma ona polegać? Czy miłość do ojczyzny oznacza miłość do własnego narodu? Ale jak można kochać naród, który jest abstrakcją? Kochać można konkretnych ludzi. Czy można kochać symbole: państwowe i flagę? Przecież to są znaki identyfikacyjne, nic więcej. (...) Nie można kochać ojczystego języka tylko dlatego, że od dziecka się nim posługujemy, ani obyczajów, do których jesteśmy przywiązani. Wystarczy, że z jednym i drugim czujemy się dobrze, bo spełniają one swoje funkcje. Czy zatem "miłość do ojczyzny" nie jest przypadkiem poprawnościowym zwrotem, nad którego sensem nie wypada się zastanawiać?

Z narracji banalnego nacjonalizmu wyłania się obraz ojczyzny utkany z górnolotnych fraz, fragmentów patriotycznych wierszy i pieśni towarzyszących ważnym wydarzeniom. Ale przecież jest to zbitka całkowicie wydumana, kolaż wyidealizowanych treści, który nie odzwierciedla żadnej rzeczywistości,zwykła Chimera. Jaki jest sens kochać chimerę?(...) Są jednak tacy, którzy ową chimerę traktują jak najbardziej dosłownie. Ich stosunek do ojczyzny jest źródłem szczególnych zagrożeń dla harmonii życia społecznego. Są to nacjonaliści, jak kto woli, radykalni patrioci. (...) Ostre kryteria radykalnego patriotyzmu sprawiają, że naród się kurczy. Należą do niego martwi bohaterowie, a spośród żyjących jedynie ci, którzy te kryteria spełniają bez zastrzeżeń. Miłość do ojczyzny opiera się więc na solidnym fundamencie szowinizmu i nienawiści. (…)

Żyjący nienawiścią do obcych wulgarnych kibol z kijem bejsbolowym w ręku, ale z białym orłem na piersi, staje się wzorem patrioty, bo jak inaczej interpretować ciepłe słowa skierowane do tego środowiska przez prezesa Kaczyńskiego i prezydenta Dudę.”

* * *

Nic dodać, nic ująć, więc na tym skończę. Zachęcam tez do przeczytania tego artykułu w całości. Warto

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

 Na napisanie tego listu zdecydowałem się w momencie, kiedy dowiedziałem się o tym, iż obydwaj policjanci, których prokurator oskarżył o śmiertelne pobicie Piotra Grucy, zgodnie z prawem powrócili do służby.

Powrócili, ponieważ zostali prawomocnie uniewinnieni. Uniewinnieni nie dlatego, że nie dopuścili się przestępstwa, lecz tylko dlatego, iż sąd zastosował kruczek prawny, który mu na to pozwolił. Jednakże sąd ten nie był w stanie ukryć faktu, że Piotr Gruca na komisariacie V został pobity i na pewno nie uczynili tego trzej inni policjanci, którzy wówczas również na terenie tego komisariatu przebywali.

Moje poczucie sprawiedliwości nie może pogodzić się z faktem, iż śmierć człowieka, będąca ewidentnym efektem pobicia w komisariacie, pozostanie nieukarana, ponieważ sąd uznał, że nie jest w stanie sprawy rozsądzić.

Dlatego zdecydowałem się na napisanie tego listu, albowiem oprócz czynu niezgodnego z prawem jest jeszcze coś takiego jak czyn nieetyczny. Czyn, za który policjant podlega odpowiedzialności dyscyplinarnej.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

 Jakiś czas temu dowiedziałem się, że dwaj policjanci, których prokuratura oskarżyła o śmiertelne pobicie Piotra Grucę powrócili do służby. Dowiedziałem się też, że jeden z nich, któremu do osiągnięcia wieku emerytalnego niewiele już zostało, poszedł na L4, a drugi pracuję w komisariacie na Nowym Mieście. Temu pierwszemu się nie dziwię, bo mając świadomość, że Sąd Najwyższy może uwzględnić kasację, a wówczas ponownie stanie się podejrzanym, co w konsekwencji doprowadzi znów do zwolnienia go ze służby, liczy na to, że zdąży przejść na emeryturę zanim Sąd Najwyższy wyda wyrok. A jak już przejdzie, to będzie bezpieczny do końca żywota swego, bo w tym chorym systemie możliwość naruszenia praw nabytych dotyczy jedynie tych policjantów, którym - zresztą z różnych powodów - przydarzył się dłuższy krótszy epizod służby w SB.

Z niepotwierdzonych informacji wynika też, że ten który na L4 nie uciekł, ma problemy, bo wielu policjantów nie chce razem z nim służyć. Nie wiem, czy to jest prawda. ale jeżeli jest, to dobrze to o tych Policjantach świadczy.

Początkowo zdziwiłem się, że zostali przyjęci, bo naprawdę sporo policjantów, którzy zostali pomówieni przez bandytów, przy pomocy nadgorliwych i żądnych sukcesów prokuratorów, po wieloletnich procesach zostało uznanych za niewinnych. Jednakże nie mogli wrócić do służby, ponieważ przepisy były takie, że ich przełożeni nie mogli decydować o ich ewentualnym powrocie. Zajrzałem więc do tych przepisów i okazało się, że jakiś czas temu dokonano istotnej zmiany, polegającej na tym, że jeżeli policjant przed upływem pięciu lat zostanie prawomocnie uniewinniony, to z mocy samej ustawy wraca do służby, a za okres kiedy nie służył, przysługuje mu stosowna gratyfikacja finansowa. I w tym przypadku nie mam pretensji do przełożonych tej dwójki, bo od strony formalnej nie mogli nic zrobić. Nawet zdając sobie sprawę z tego, że tak naprawdę to funkcjonariusze ci – chociaż formalnie niewinni - dopuścili się jednak rażącego naruszenia etyki zawodowej policjanta.

jest to właśnie bardzo istotny problem. Otóż w zarządzaniu Komendanta Głównego Policji, do którego załącznikiem jest dokument zatytułowany „Zasady etyki zawodowej policjantów”, określone są przypadki wskazujące, kiedy z naruszeniem etyki zawodowej mamy do czynienia. Natomiast ustawa o Policji jednoznacznie stanowi, że naruszenie etyki zawodowej jest jednocześnie naruszeniem dyscypliny służbowej, co w konsekwencji daje podstawę do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego i zwolnienia policjanta w oparciu o artykuł mówiący o zwolnieniu dla dobra służby.

Ze zdziwieniem i smutkiem konstatuję, że przełożeni tychże policjantów nie spełnili – w mojej ocenie - swoich obowiązków służbowych i nie wykorzystali swego uprawnienia, aby z szeregów policji usunąć osoby, które dopuściły się czynów nagannych, sposób brutalny i rażący łamiących prawo. Być może przełożeni ci zaakceptowali tę sytuację, bo nie znali treść uzasadnienia wyroku uniewinniającego. Apeluję więc do nich, aby się z tym wyrokiem, a zwłaszcza z jego uzasadnieniem, zapoznali, ponieważ sąd wyraźnie stwierdza w nim, że do śmiertelnego pobicia Piotra Grucy doszło na terenie komisariatu. O fakcie tym są ten wyraża się z wielkim ubolewaniem, albowiem do takich zdarzeń absolutnie nie ma prawa do chodzić, albowiem policja ma chronić, a nie dręczyć obywateli.

Policjanci ci zostali uniewinnieni z powodów czysto formalnych, ponieważ sąd uznał iż nie może stwierdzić, który z nich dopuścił się pobicia. Niestety, sąd ten z nieznanych dla mnie powodów nie dostrzegł faktu, że jeżeli nawet b tylko jeden, to drugi nie zareagował, a więc dopuścił się współuczestnictwa. Wspólnicy w przestępstwie ponoszą taką samą karę. I dlatego w sprawie tej zwrócę się do Komendanta Głównego Policji z listem otwartym z zapytaniem, dlaczego nie skorzystał on z możliwości usunięcia z szeregów policji tych funkcjonariuszy, których działania w sposób niewątpliwy przyczyniły się do śmierci człowieka. Bo życie stracił w wyniku ciężkiego pobicia mającego miejsce na komisariacie.

Napisz komentarz (4 Komentarze)