... Kaczy nie świętuję wyborów z 4 czerwca 1989, bo dla niego to żadne odzyskanie demokracji tylko zdradziecka zmowa. Zmowa, w której zresztą brał udział jego brat bliźniak. Politycy PO mówią przez cały czas, że wtedy miało miejsce "obalenie komunizmu", co im się chyba miesza z obaleniem flaszki gorzały przez Michnika i jego towarzyszy. Jedyny Leszek Miller - dlaczego się temu nie dziwię  - przypomniał, że było to pokojowe przekazanie władzy, co było efektem rozmów przy Okrągłym Stole, czyli porozumienie władzy i tzw. opozycji. A dla mnie 4 czerwca 1989 roku jest datą, od której zapoczątkowano niesamowitą grabież majątku narodowego i wyrzucanie na bruk,  z dnia na dzień, milionów pracowników zlikwidowanych (lub oddanych w pacht obcemu kapitałowi) fabryk i PGR- ów.

* * *

... bełkotliwy Ricardo wpadł w wielki zachwyt i głupawa euforię dotycząca wyboru Polski na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ, głosząc, że "skala tego zwycięstwa to fenomenalny wynik". Niedouczony czy głupi? Pytam, bo ja na ten przykład wiem, że w liczącym 193 państw członkowskich Zgromadzeniu Ogólnym Narodów Zjednoczonych, Polska otrzymała 190 głosów, a Wybrzeże Kości Słoniowej 189, Gwinea Równikowa 185, Kuwejt 188, Peru 186 - więc większych różnic nie ma, bo największa różnica to tylko 4 glosy. Cóż więc to za fenomen, kiedy od grudnia 2016 wiadomo było (z uwagi na wycofanie się Bułgarii), że Polska była jedynym kandydatem z grupy państw państw Europy Wschodniej - EEG. Ponadto Polska była już pięciokrotnie niestałym członkiem tego gremium , w tym 1947, 1960-1961, 1970-1971, 1982-1983, 1996-1997. Przy okazji pytanie: czy okupywane przez ZSRR państwo mogło być wybierane do Rady Bezpieczeństwa? Cos z ta okupacje jest nie tak panie i panowie z POPiS-u. Również stały lokator przedsionka prezesa, zwany powszechnie Adrianem, opowiada z patosem, strojąc dziwne miny, o wielkim polskim sukcesie, który Polska osiągnęła dzięki niemu ponieważ rok temu zaczął kampanię na rzecz wyboru Polski. A tak naprawdę to kandydaturę tę zgłosił 8 lat temu Radosław Sikorski z PO. Fenomenem jest natomiast to, że Polski rząd nie głosował przeciw polskiej kandydaturze, biorąc pod uwagę fakt, ze ojcem chrzestnym był ten okropny Sikorski.

* * *

... szalony Antoni chwaląc się bez umiaru sukcesem polskich żołnierzy szkolących i nadzorujących akcję odbicia z więzienia 11 osób porwanych w Afganistanie przez talibów, naraził nas na wielkie niebezpieczeństwo. I teraz można się spodziewać ataku na polskich żołnierzy w tym kraju, a co gorsza nie można wykluczyć zemsty islamistów na terenie Polski, bo przecież talibowie tego typu informację na pewno śledzą. Takich spraw nie ujawnia się i nie chwali się bez potrzeby, bo są to przecież informacje chronione. Antek pod sąd.

* * *

... domyślam się dlaczego Dudzie tak się spieszy do zmiany konstytucji. Chce zdążyć zmienić art. 139, który mówi, ze prawo laski prezydenta nie dotyczy osób skazanych przez Trybunał Stanu. Jak pisiory zmienią konstytucje przed oddaniem władzy, to Duda będzie mógł ułaskawić sam siebie zanim Trybunał wyda na niego wyrok. Taka z niego sprytna lisiura.

* * *

... PiS chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że ich dzisiejsze działania mogą obrócić się - i powinny - przeciw ich autorom, bo każda władza przemija, a prawa dziś  uchwalone, jutro mogą być wykorzystane przeciw nim samym. Nie jest w stanie zrozumieć, że ich postępowanie jest absolutnie pozbawione etyki. Bez przerwy powołują się  na etos walki z niby strasznie opresyjną komuną, walki o demokrację i sprawiedliwość dla wszystkich, a jednocześnie tworzą prawa i fakty dokonane, które tym demokratycznym zasadom całkowicie zaprzeczają, tworząc wielkie grupy wykluczonych politycznie i społecznie. Rzecz w tym, że całe tabuny różnych durniów nie zdaje sobie z tego sprawy. Jeżeli usprawiedliwieniem ich uczynków jest fakt posiadania władzy, to wszystko to, co robiły władze PRL, ma swoje usprawiedliwienie, albowiem wtedy PZPR cieszyło się porównywalny do PiS poparciem społecznym, czyli w granicach 19 %  ogółu obywateli. I tak jak PiS, głosili, że zostali wybrani przez suwerena i działają dla jego dobra, wypełniając jego wolę. Jest tak ponieważ PiS nie mając do zaoferowania żadnych pozytywnych wartości bazuje na najniższych instynktach właściwych pospolitym durniom. Czyni tak, bo wie, że tylko wśród nich znajdzie poparcie. Najprościej wyraził to bard pierwszej czwartej RP Jacek Kurski, twierdząc, że ciemny lud wszystko kupi. Więc ten swój kit wciskają na potęgę, a durniom się wydaje, że od tego przybywa im wiedzy. Złudne to bardzo przekonanie. PiS nie wymaga od tych swoich "pożytecznych" idiotów, by rozumieli, co się tak naprawdę wokół nich dzieje, ale daje im w zamian za to możliwość totalnego atakowania tych, którzy to rozumiejąc, temu się sprzeciwiają. Czynią tak nie zważając, że przeczy to nie tylko wartościom chrześcijańskim, ale i katolickim, których bez przerwy mają pełną gębę. PiS zachowuje się jednak identycznie jak PZPR w czasach PRL, kiedy uważała, iż zawsze wie najlepiej, czego obywatele potrzebują i wbrew ich oczekiwaniom czyniła im dobrze, o czym tylko ona była święcie przekonana. Różnica polega jednak na tym, że tamta władza po czasie zrozumiała, iż zdecydowana większość obywatel i jej nie chce i swe władztwo pokojowo oddała. Nie wróży to dobrze ani pisiorom, ani obywatelom. Cieszy jedynie tych durniów, którzy poczuli  swoje pięć minut, w których może im się wydawać, że wszystko wiedzą lepiej.

* * *

... wyjątkowym debilem być trzeba, aby nie rozumieć podstawowych zasad konstytucji. Pierwsza gwarantuje, że nikt nie może zostać uznany za winnego póki nie zostanie prawomocnie skazany. Druga, że akt łaski może w związku z tym dotyczyć tylko prawomocnie skazanych. Pewien emerytowany, bardzo mądry sędzia SN (którego nazwisko mi umknęło) wyjaśnił sprawę uprawnień prezydenta w sposób bardzo obrazowy. Otóż - jak tłumaczył dziennikarzowi - konstytucja daje prezydentowi prawo do nadawania orderów i medali, co nie oznacza, że prezydent może przyznać komuś na podstawie tego prawa order buraka. Nie może, bo inne obowiązujące przepisy- ustawy- precyzują, jakie ordery i medale w Polsce się nadaje. Tak samo to k.p.k. reguluje zasady stosowania prawa łaski, bardzo precyzyjnie opisując to w art. 560 k.p.k i pozostałe artykuły działu XII tego aktu prawnego.

* * *

... nikt w Polsce nie ma prawa kwestionować wykonywalności wyroków sądowych. Można się z nimi nie zgadzać, ale musi się je respektować. A uchwały 7 sędziów SN są źródłem prawa, a więc muszą być stosowane przez wszystkie sądy i instytucje państwowe, oraz obywateli.

* * *

... wiem skąd się biorą durnie. Stefan Kisielewski "Kisiel" napisał swego czasu, że gdyby dureń zrozumiał, że jest durniem, automatycznie przestałby być durniem. Z tego wniosek, że durnie rekrutują się jedynie spośród ludzi pewnych, że nie są durniami.

Napisz komentarz (5 Komentarzy)

Mam wielki żal do Polsatu, że 28 maja w programie "Państwo w państwie" wystawił mnie na pośmiewisko, emitując tylko jedno moje zdanie i to na dodatek wyrwane z kontekstu wywiadu (ponad 30 minut) jakiego udzieliłem red. Małgorzacie Cecherz na tle komisariatu Wrocław Stare Miasto w dniu 24 maja. Okazuje się, że po to, na własny koszt, jechałem 180 km, odpowiadając na prośbę redakcji programu "Państwo w państwie", aby telewidzowie mogli usłyszeć tylko jedno moje zdanie, że przełożeni wrocławskich policjantów cynicznie kłamią w żywe oczy.

O tym, że moja wypowiedź będzie emitowana podczas niedzielnej audycji, poinformowałem na Facebooku sporo osób. I to nie tylko z Wałbrzycha, Świdnicy i Wrocławia, ale też znajomych z całej Polski, a nawet z zagranicy. I dzięki Polsatowi wystawiłem się jedynie na śmieszność, czyniąc radochę tym wszystkim, którzy gdzie tylko mogą, i jak tylko mogą, starają się szkodzić mojemu wizerunkowi, podważając moje kompetencje, a także intencje moich publicznych działań. I teraz otrzymuję, pełne zawistnego jadu, różnego rodzaju anonimowe wpisy (nie śledzę tego, co na mój temat wypisuje się na innych portalach i stronach internetowych), których autorzy podnoszą, że widocznie redaktorzy Polsatu uznali to, co do kamery mówiłem, za jeden wielki stek bzdur, nienadający się do ogólnopolskiej emisji. Fakt wyemitowania jednego tylko zdania, z całej mej wypowiedzi dowodzi - w ocenie tych zawistników - że mają rację, uważając mnie za pospolitego durnia.

Problem z tym, że obiektywnie na to spoglądając, można takie wrażenie odnieść, no bo dlaczego moja wypowiedź (nawet tylko we fragmentach) nie została wyemitowana, jako np. przyczynek do dyskusji w studio? Jedynym logicznym wytłumaczeniem jest to, że przez realizatorów programu została oceniona jako niemerytoryczna i głupia po prostu.

A ja do kamery mówiłem m.in., że opowiadanie przez ministra Ziobrę, że do śmierci Igora Stachowiaka nie przyczyniły się, ani zastosowane przez policjantów chwyty obezwładniające, ani użycie paralizatora, to prymitywna próba odwrócenia uwagi od czegoś, co każdy widział lub mógł zobaczyć. Bo już nie o przyczynę zgonu tu chodzi, tylko o to, że mody człowiek był nieludzko torturowany prądem i poniżany, przez co policjanci zadawali mu katusze, ale też ograbiali go z jego ludzkiej godności. Tak mniej więcej powiedziałem do kamery Polsatu, a teraz dodam jeszcze, że torturowany i poniżany był nie gorzej niż islamscy więźniowie w amerykańskiej katowni w Abu Ghraib. I te tortury winne być najgłośniejszym tematem wszelkich publicznych rozważań i przedmiotem rozważań naszych polityków, tworzących prawa i procedury oraz algorytmy postępowania (nie tylko) policji.

Wyraziłem też swoje wątpliwości w sprawie braku reakcji na łamanie prawa i procedur przez policjantów, którzy dokonali zatrzymania Igora Stachowiaka, jak i tych, którzy wydawali polecenia zatrzymywania tak zwanych "operatorów", oraz tych, którzy te bezprawne polecenia wykonywali. Opowiedziałem też o wielu innych moich wątpliwościach, na które w całej tej sprawie zwróciłem, jako były oficer policji z długoletnim stażem służbowym.

Jednakże nic z tego - za wyjątkiem tego zdania wyrwanego z kontekstu - w programie "Państwo w państwie" się nie znalazło. To po jaką cholerę proszono mnie, abym przyjechał (na własny koszt) do Wrocławia i cenny swój czas tracił.

Zamiast tego zaserwowano widzom wielce niepoważne wynurzenia byłego (jak ja) milicjanta i policjanta Jerzego Dziewulskiego, który już na tematy policyjne tyle bzdur naopowiadał i napisał, że limit ich - w mojej skromnej ocenie - już wyczerpał. Bo to, że ktoś w czasie służby w oddziałach antyterrorystycznych dokonał kilku bohaterskich czynów nie jest żadnym powodem, aby w sprawach policyjnych traktować go jako alfę i omegę jednocześnie. A pan Jerzy Dziewulski znów te swoje głupotki o represyjnym charakterze policji w studio, przy osobach przez policjantów mocno skrzywdzonych, opowiadał.

Otóż panie Dziewulski, policja nie jest formacją represyjną - i to wbij sobie pan do głowy raz na zawsze - bo policja jest formacją, która ma stać na straży prawa, a więc sama musi go przede wszystkim przestrzegać. Owszem, w jej działaniach niekiedy wątek represyjny pojawiać się musi, ale dotyczy to działań skierowanych na przestępców, a nie na normalnych obywateli, którzy z różnych powodów w ręce policjantów wpadną. Nie można stosować żadnych represji w stosunku do obywatela, który nawet dopuścił się złamania prawa (np. wykroczenia) poprzez potraktowanie go jak zbrodniarza, który samym swym istnieniem zagraża życiu i zdrowiu policjanta. Elementami represji jest śledzenie, podsłuchiwanie, niekiedy dozwolone prawem prowokowanie przestępców, co do których organa ścigania mają określone prawem zamiary, ale nie może być elementem policyjnego postępowania zakuwanie w kajdanki wbrew obowiązującym przepisom, stosowania brutalnych metod fizycznych w stosunku do wszystkich, których z jakichś powodów zatrzymano lub dowieziono do komisariatu bądź innej jednostki.

A Jerzy Dziewulski opowiadając swoje głupotki na temat represyjnego z natury charakteru Policji, tylko instytucji tej i ludziom tam zatrudnionym (nie mogę zdobyć się na stwierdzenie "tam służącym") szkodzi. Ale ani prowadzący, ani żaden z uczestników programu (po za jednym z prawników, który nieśmiało przypomniał J. Dziewulskiemu, że oprócz represji jest też prewencja), tym głupotkom się nie przeciwstawił. Nawet mecenas Ryszard Kalisz, który kiedyś przez 1,5 roku był szefem MSWiA, a więc także i moim szefem.

Takim postępkiem redaktorów "Państwa w państwie" poczułem się obrażany i skrzywdzony i dlatego też powziąłem stanowcze postanowienie, - zwłaszcza, iż był to już drugi taki przypadek - że był to mój ostatni "występ" przed kamerami tego programu.

Niech występują tam nadal tacy "specjaliści" od praworządności, jak właśnie wspomniany Jerzy Dziewulski, który w ostatnio wydanej książce opowiada o sobie i o tym, że policjant strzelając musi zabić. Dlatego najlepiej celować w głowę. Można oczywiście w kolano, ale trudniej w nie trafić. Mówiąc tak, nie mówi o antyterrorystach, tylko zwyczajnych funkcjonariuszach policji.

Niech występuje też inny spec od tych spraw, pan Dariusz Loranty, który w swej książęce "Spowiedź psa". Brutalna prawda o polskiej policji" wspomina jak 15-letniego chłopaka wziął nad Wisłę i aby wymusić na nim zeznania, kazał mu kopać grób, a następnie strzelił do niego (łaskawie między nogi), przez co ten posikał się ze strachu i zaczął sypać. Przez ten swój wyczyn, Loranty otrzymał ksywkę "Mengele" czym się obecnie chwali. Na pytanie swego rozmówcy (dziennikarza), czy nie miał żadnych oporów, wszak to byŁ tylko dzieciak, odpowiedział: "Nie miałem najmniejszych oporów. Człowiek wyzbył się tego po kilkunastu miesiącach pracy. A wtedy pracowałem już od ponad roku. (...) Dla mnie każdy zatrzymany na dołku przez "prewencję"to już był zbój. Nie znałem "przypadkowych". Dokooptowano mnie do grupy policjantów zajmujących się zabójstwem małolatów, a ja się starałem." (str.40). Pytanie retoryczne jak najbardziej: czym zatem taki Loranty różni się od tych policjantów, którzy w ciemnej łazience komisariatu Wrocław Stare Miasto, zadając różne pytania Igorowi, katowali go z widoczną przyjemnością? Dla mnie osobiście niczym. Starali się, tak jak ten Loranty.

Napisz komentarz (23 Komentarzy)

Niedziela,21 maj, godz. 10:45,"Kawa na ławę"w TVN 24: któryś z posłów opozycji przypomniał jak w czasach PRL kierownictwo MSW i KGMO mataczyło w sprawie Przemyka. Bardzo gwałtownie i gniewnie zareagował na to wiceminister MSWiA, że to niedopuszczalne nadużycie, bo tamta sprawa miała charakter polityczny. Panie, - pytam się - jakie masz pan moralne i intelektualne predyspozycje, aby to stanowisko zajmować? Bo wszystko wskazuje na to, brak panu podstawowej wiedzy, a także zdolności logicznego rozumowania. B,o po pierwsze, milicjanci zatrzymali Przemyka dlatego, że nad ranem po pijaku wydzierał się na ulicy i nawet nie wiedzieli kim on jest. Po drugie, ten poseł z opozycji nie przyrównywał tych zdarzeń,  tylko działanie MSW I KG, które było tożsame do tego sprzed wielu lat.

Zatrzymanie nie było przypadkowe, twierdzi prokuratura, bo Igor Stachowiak był poszukiwany za oszustwa. Chociaż wszyscy widzieli i słyszeli że policjanci byli przekonani że zatrzymali Frontczaka, który ośmieszając ich, dzień wcześniej uciekł w kajdankach z komisariatu.

Niesamowite ale prokuratura w Poznaniu ustami swojej rzeczniczki prasowej twierdzi, że nagrania z monitoringu miejskiego (policyjnego) i kamery z paralizatora, nie mają wartości dowodowej. Nagranie pokazujące przebieg przestępstwa ze wszystkimi szczegółami nie jest dowodem? A czy ta pani jest prokuratorem? Bo mi się wydaje, że raczej sprzedawczynią pietruszki być powinna.

Kiedy zacząłem w moich felietonach na łamach DB 2010 piętnować brutalne i niezgodne z prawem zachowania się policjantów, zewsząd zaczęły docierać do mnie głosy moich zbulwersowanych wielce znajomych z policyjnego środowiska. Zarzucali mi (i zarzucają nadal), że zapomniałem, kto mi płaci i - mówiąc bardzo eufemistycznie - zanieczyszczam własne gniazdo. I nie pomagają żadne tłumaczenia, że moje pisanie ma również na celu obronę tych tysięcy uczciwych glin, którzy codziennie pełnią jakże potrzebna i jakże niebezpieczna służbę. Jednakże ci, o których piszę i których piętnuję - mniemam że to jednak wąska grupa - sami niszczą dobre imię policjantów i narażają ich na coraz większą społeczną obstrukcję. Współczuje im, ale z drugiej strony dziwię się, że tak mało sami robią, aby te wszystkie robaczywe i zgniłe jabłka ze swojego policyjnego koszyka wyrzucić. Nie wiem, czy ze strachu, czy też z obojętności wobec tego, co się wokoło nich dzieje. Bliższa koszula ciału. Muszą jednak pamiętać, że każdy kto się nie przeciwstawia tego rodzaju przestępczej działalności, sam w niej udział bierze i musi się liczyć także z odpowiedzialnością. Chociażby tylko moralną. Chociażby tylko przed społeczeństwem.

Ci, którzy o tym nie pamiętają, niech przypomną sobie (zajrzą do dokumentów i opracowań), jaką infamię funkcjonariuszom MO przyniosła sprawa Grzegorza Przemyka, a zwłaszcza zabójstwo ks. Popiełuszki. Tym ostatnim czynem do dziś obciąża się całą ówczesną milicję, chociaż my (milicjanci) nie mieliśmy z tą zbrodnią nic wspólnego i to właśnie my (milicjanci) jej sprawców ostatecznie wykryliśmy.

Mój komentarz do wydarzeń dotyczących nagłej śmierci Igora Stachowiaka można przeczytać w moim tekście zamieszczonym na tej stronie 19 maja 2016 roku. Czas pokazał, ze to ja, a nie moi oponenci, obrońcy przestępców w mundurach, miałem rację. Nie spodziewałem się jednakże, że prawda będzie tak drastyczna. Ciekawe, czy dziś zechcieliby spojrzeć mi w oczy i odszczekać wszystko to, czym mnie wtedy obdarzyli. Wątpię.

No i oczywiście, po moich ostatnich tekstach, odezwali się jacyś prymitywni trolle, a raczej jakieś totalne przygłupy, którzy wprawdzie potrafią jakoś litery składać, ale już ze zrozumieniem tekstu pisanego, mają kolosalne problemy. Nie publikuję tych bredni, bo zawierają ohydne kalumnie dotyczące nie tylko mojej osoby, ale także i moich najbliższych. Mojej rodziny. Jednak jeden z nich (tych tekstów pełnych nienawiści i kłamstw) wydał mi się bardzo znajomy i jestem przekonany, że wyszedł spod ręki pewnego ohydnego pedofila z Wałbrzycha, który być może już niedługo wyląduje w pierdlu. Życzę mu, aby został tam potraktowany tak, jak się w kryminale takich bydlaków traktuje.

Osobnik ten powtarza to, co na mój temat napisał kiedyś (na społecznościowym, już nieistniejącym, portalu Wałbrzych4you) niejaki Senkowski, który publicznie wszem i wobec, razem z niejakim Sikoniem, opowiadają o mnie niesamowite brednie i insynuacje. Nie będę do nich wracał, bo byłoby to dla nich satysfakcją, że jednak temat się ponownie przebija. Pozostanę przy jednej sprawie. Otóż jakiś czas temu wspomniany Senkowski (osobnik, który w stanie wojennym został skazany bodajże na 3 lata więzienia, ale ta wspaniałomyślna i dobrotliwa "komuna", czyli też Służba Bezpieczeństwa, pochylając się nad jego niedolą, BEZINTERESOWNIE 3/4 karu warunkowo mu umorzyła) w jednym ze swoich tekstów na tym portalu napisał, że znany byłem z tego, iż przepijałem pieniądze operacyjne, co zresztą niby wszystkim było wiadomym. Skwitowałem to krótko pytaniem, dlaczego więc nikt (nawet jak już byłem na emeryturze) tego nie zgłosił organom ścigania? Oczywiście nie oczekiwałem żadnej rozsądnej odpowiedzi, bo czegoż można oczekiwać od paszkwilantów. Pozwoliłem sobie jednak na kpinę i napisałem dalej, aby się teraz już nie trudzili, ponieważ nawet JEŻELI BYŁOBY TO PRAWDĄ, to i tak taki czyn zostałby objęty przedawnieniem, więc mogą mi nagwizdać. No i się zaczęło. Prostactwo wszelkie, durne niesamowicie, zaczęło oto kwilić, że Bartkiewicz to dopiero sukinsyn, bo nie tylko ŻE SIĘ PRZYZNAJE do złodziejstwa, to jeszcze kpi sobie z praworządności. I co z takimi durniami zrobić? Olać ich, co niniejszym czynię, a zwłaszcza tego obleśnego pedofila, który właśnie raczył bzdurę tę powtórzyć i zarzut mi uczynić.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Pan Błaszczak wreszcie obudził się z zimowego snu, gdy z TVN 24 dowiedział się, że w maju 2016 roku publicznie grzmiał, że sprawa śmierci Igora Stachowiaka na terenie Komisariatu Policji Wrocław- Śródmieście zostanie szybko wyjaśniona, a wszyscy winni pociągnięci do odpowiedzialności. Policjant, który torturował Igora, po 3 miesiącach zawieszenia, wrócił do roboty i został dzielnicowym. Pozostali współuczestnicy tych tortur przeszli do pracy w pionie kryminalnym. Natomiast komendant tego komisariatu awansował na zastępcę komendanta KMP we Wrocławiu - w czasie trwającego śledztwa.

Teraz pan Błaszczak, kiedy obejrzał to, co znajdowało się w materiałach dowodowych prokuratury i BSW KGP, kazał zwolnić tylko tego jednego osobnika noszącego policyjny mundur. A co z pięcioma pozostałymi, którzy byli wspólnikami tego haniebnego PRZESTĘPCZEGO wyczynu? Policjant ma stać na straży prawa, a więc jeżeli widzi, że ktoś - nawet jego kolega z komisariatu - dopuszcza się przestępstwa, jego obowiązkiem jest reagowanie na to. Jeżeli nie reaguje, a dalej uczestniczy, to dopuszcza się przestępstwa jako jego współuczestnik, przez co jego odpowiedzialność jest tego samego rodzaju. Aż trudno przyjąć do wiadomości, że spośród pięciu pozostałych, obecnych przy katowaniu Igora, nie znalazł się NIKT, kto zechciałby tę kaźń przerwać. A oni stali i zachęcali, a także przesłuchiwali (w łazience) katowanego człowieka. To, że przesłuchiwali i katowali go w łazience wynika z faktu, że pozostałe pomieszczenia są monitorowane, jednakże bez wątpliwości dowodzi, iż jest to stała praktyka. Ile takich lub podobnych wydarzeń ściany tej łazienki widziały.

Jest rzeczą pewną, że policjanci ci mieli wspólników, którzy usunęli zapisy z kamer wewnętrznego monitoringu najbardziej newralgicznych miejsc tego komisariatu. Zapisy takie można usunąć jedynie ze stanowiska dowodzenia, a więc bez wiedzy oficera dyżurnego uczynić tego nie można. Policja dziczeje?

A co z ich przełożonymi do szczebla komendanta wojewódzkiego, którzy BEZ WĄTPLIWOŚCI wszystkie pokazane w TVN 24 nagrania widzieli? Dzisiaj Komendant Główny wnioskował do ministra o zdjęcie ze stanowiska komendanta wojewódzkiego we Wrocławiu i to samo uczynił w stosunku do 2 zastępców (w tym niejakiego Niziołka, bohatera kilku moich felietonów) oraz komendanta miejskiego policji. A pozostali? Dlaczego nie ma informacji, że wszyscy zamieszani w tę straszliwą aferę nie zostali natychmiast zawieszeni i poddani postępowaniu dyscyplinarnemu. Przecież zgodnie z ustawą o Policji postępowanie dyscyplinarne można wszcząć niezależnie od toczącego się postępowania karnego i po stwierdzeniu niepodważalnych przecież faktów, policjantów (?) tych wywalić na zbity pysk.

Każdy kto oglądał to nagranie widzi, że Igor Stachowiak spokojnie rozmawia z policjantami, którzy go legitymują. Dał im nawet swój dowód i z ciekawością przygląda się ich poczynaniom, coś im tłumacząc. Po chwili przyjeżdża drugi radiowóz i policjanci, którzy nim przyjechali, od razu chcą chłopaka zakuć w kajdanki, chociaż nie mają do tego żadnego prawa. Ale widać albo nie znają, albo w zadku mają stosowne przepisy o zasadach i metodach stosowania przymusu bezpośredniego. Jest to przekroczenie uprawnień, a więc karalne przestępstwo. Ale nawet dzisiaj rzecznik prasowy KGP, niejaki Ciarka, wmawia, że Igor Stachowiak był pod wpływem narkotyków i dlatego jego zachowanie było tak agresywne !!!! Wstydu chłopina nie ma i gada to, co mu przełożeni gadać kazali. Bezmyślnie więc wykonuje rozkaz, tak jak ci policjanci, którzy działali na polecenie dyżurnego komisariatu. Każdy, kto oglądał, widział, że rażony prądem z paralizatora,chłopak, leży na ziemi ze skutymi z przodu rękami. Użycie paralizatora w takiej sytuacji jest przekroczeniem uprawnień, a więc karalne przestępstwo. Każdy kto to oglądał, widział i słyszał, że dyżurny ze stanowiska dowodzenia wydawał dyspozycję kogo jeszcze zatrzymać, opisując wygląd osób, które zdarzenie filmowały. Wskazuje to dowodnie, ze przebieg interwencji oglądał na monitorach, a więc widział zachowanie się chłopaka. Jednakże dyżurny ten wydaje polecenie "wyłapywania bandytów", co inni policjanci skrupulatnie wykonują. Czynią to jednak ze świadomością, że wskazani im "bandyci", czy jak ich zwali "reporterzy" nie dopuścili się żadnego czynu karalnego, bo filmowanie w przestrzeni publicznej jet legalne. Lecz mimo to w stosunku do tych osób stosowali nielegalną przemoc fizyczną i środki przymusu bezpośredniego (kajdanki), a także dopuścili się kradzieży ich prywatnych telefonów komórkowych (zapewne smartfonów). W każdym przypadku, kiedy policjant otrzymuje polecenie, którego realizacja może doprowadzić do naruszenia prawa, ma obowiązek prawo zażądać wydania takiego polecenia na piśmie. Jeżeli tego nie uczyni, dopuszcza się tego samego, co wydający polecenie, przestępstwa. I dlatego część policjantów po prostu dziczeje, bo czują się coraz bardziej bezkarni, a ci funkcjonariusze, którzy się z tym nie godzą, milczą i robią swoją robotę. Milczą, bo boją się utracić pracę, boją się tego, że zostaną brutalnie zniszczeni, przez tych, którzy uważają, iż są naprawdę bezkarni. Ale jak długo jeszcze?

Minister Błaszczak "wyrzuca" z Policji wszystkich tych funkcjonariuszy, którzy w swoich życiorysach mają chociażby epizod ze służbą w MO. Kradnie emerytury i renty tym policjantów, którzy mają w życiorysach epizody ze służbą w SB. Żaden z nich nie dopuścił się takiego bestialstwa, a jednak zostali - w różnych zakresach - ukarani. Nad policjantami z nowego zaciągu demokratycznej Polski, rozpostarto parasol ochronny, co widać po tym ile spraw prokuratura umarza, albo w ogóle nie przyjmuje do prowadzenia, mimo, że ludzie wychodzą z komisariatów obici jak ulęgałki. Widać to po tym, że przełożeni takich policjantów stają wprost na głowach, aby udowadniać, że ludzie obili się sami, albo zrobili to jacyś przestępcy. Myślę, że w tym drugim przypadku maja rację. Uczynili to przestępcy, jeno że w komisariatach.

Co zrobi minister Błaszczak? Co zrobi Komendant Główny Policji? Człowiek honoru w takiej sytuacji podałby się do dymisji, ale o tym akurat nie słychać. Dlaczego? Chyba wiem.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski podał się do dymisji (fakt, wymuszonej przez Tuska), po tym, jak w celi powiesił się (?) jeden ze sprawców porwania i zabójstwa Olewnika. W prawdziwie demokratycznych państwach jest to najzwyklejsza regułą. U nas - w III i IV RP - ludzie się do stołków przyspawają i robią wszystko, aby się nie dać od nich dospawać. A TVN 24 i tzw. opozycja sejmowa niepotrzebnie robią z tego sprawę polityczną, bo za rządów PO tacy właśnie funkcjonariusze byli równie skutecznie pod wspomnianym parasolem chronieni.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Celowo 8 i 9 maja nie pisałem nic na wielkiego zwycięstwa nad III Rzeszą i jej kapitulacji, która miała miejsce 8 maja 1945 roku. Czekałem na jakąkolwiek informacje na ten temat w telewizorni i okazało się, że TVPiS, TVN24 i TV Polsat w jednym domu stoją. Nic ... zero informacji, tak jakby II wojna światowa nie miała swego końca. Być może gdzieś w jakichś wiadomościach informacja o rocznicy zakończenie II wojny światowej temat przemknął, ale już o udziale I Armii Wojska Polskiego (idącej od wschodu) w szturmie Berlina, ani złamanego słowa. Sami się z tego zwycięstwa wypisujemy, chociaż to Stalin naszych żołnierzy z I i II Armii WP zaprosił na defiladę zwycięstwa w Moskwie. Podobna defilada jaka miała miejsce w Londynie, odbyła się bez polskiego udziału. Tak Angole (i w ogóle zachodni koalicjanci) podziękowali Polskim Siłom Zbrojnym na Zachodzie, za ich wkład w walkę z Hitlerem. Na zachodnich frontach, u boku zachodnich aliantów walczyło w sumie 240 tys. polskich żołnierzy, którzy odznaczyli się w bitwach i Narvik i Tobruk, w bitwie pod Falaise, o Monte Casino, w przełamaniu Wału Atlantyckiego, w operacji Market Garden. To polscy lotnicy ocalili Londyn. Natomiast w I i II Armii Wojska Polskiego walczyło w sumie 167 tys. żołnierzy, którzy w sporej ilości szli z Sielc, przez Lenino., Lublin, Warszawę, Kołobrzeg i Berlin. Natomiast II Armia WP składała się w większości z żołnierzy Armii Krajowej i to oni ponieśli krwawo żniwo w operacji Łużyckiej, będącej częścią operacji berlińskiej, zakończonej zdobyciem Budziszyna. Warto też dodać 100 tys. żołnierzy zbrojnego podziemia, którzy swoją cegiełkę do porażki hitlerowców położyli.

* * *

Pierwszą kapitulację Niemiec przyjął od admirała Hansa-Georga von Friedebu 4 maja 1945 roku (wydelegowanego przez następcę Hitlera, admirała Karla Dönitza), naczelny dowódca wojsk brytyjskich na froncie zachodnim, marszałek Bernard Montgomery. Akt kapitulacji dotyczył wojsk niemieckich w północno-zachodnich Niemczech, Danii i Holandii.

Drugą kapitulację przyjął naczelny aliancki dowódca, generał Dwight Eisenhower, w Reims 7 maja o godzinie 2.41 nad ranem, w obecności przedstawiciela Armii Czerwonej w naczelnym dowództwie sił alianckich generała Iwan Susłoparowa. Przewidywał on przerwanie walk 8 maja o godzinie 23.01.

Ale była też i trzecia kapitulacja, ponieważ z aktem podpisanym przez Eisenhowera nie zgodził się Stalin (i słusznie) i doprowadził do ponownego podpisania jej w dniu 8 maja 1945, co miało miejsce w byłym kasynie oficerskim szkoły saperskiej w dzielnicy Berlina Karlshorst. Poza Keitlem, jako przedstawiciele głównych rodzajów niemieckich sił zbrojnych, kapitulację podpisali von Friedeburg i generał lotnictwa Hans-Jürgen Stumpff. Jako przedstawiciel naczelnego dowództwa radzieckich sił zbrojnych w roli sygnatariusza wystąpił marszałek Gieorgij Żukow, alianci zachodni powierzyli to zadanie brytyjskiemu generałowi lotnictwa Arthurowi Tedderowi.

* * *

Różni pseudo historycy spod sztandarów IPN, niedouczeni politycy i wszelkiej maści ignorancka mierzwa, od 1989 roku bredzi o tym, jakoby dla Polski II wojna światowa zakończyła się dopiero w 1989 roku z chwilą utworzenia rządu Tadeusza Mazowieckiego. Jednak okazuje się, ze i ta data jest już kontestowana, albowiem współczesna polska bolszewia głusi, że ci co w 1989 roku przejęli władze, to tacy sami zdrajcy i kolaboranci, jak władze niegdysiejszej PRL. Jednakowoż według wspólnej POPiS-owej interpretacji historii Polska Rzeczpospolita Ludowa była terenem okupowanym, a rządzili nią renegaci i konfidenci Moskwy. Jak było naprawdę mówią fakty.

* * *

Naprawdę, to tylko w latach stalinizmu panującego w Polsce (1948-1953), była ona - jak i wszystkie państwa dawnego bloku wschodniego) absolutnie zależna od woli Stalina, jednakże z biegiem lat, rządząca w Polsce PZPR powoli radziecki gorset z siebie zrzucała. Gwałtowne przyspieszenie tego procesu miało miejsce po 1956 roku, co widać szczególnie w stosunku do polskich władz tak zwanego świata Zachodu. Jeżeli ktoś nie wierzy, niech sprawdzi, że od 1956 roku Polska, obok ZSRR, była jedynym w bloku wschodnim państwem, które było oficjalnie odwiedzane przez przywódców zachodnich mocarstw:

- 1967 - prezydent Francji Charles de Gaulle;

- 1970 - kanclerz RFN Willy Brandt;

- 1972 - prezydent USA Richard Nixon

- 1975 - prezydent USA Gerald Ford

- 1975 - prezydent Francji Giscard d' Estaing

- 1977 - kanclerz RFN Helmut Schmidt

- 1979 - prezydent USA Jimmy Carter

- 1988 - premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher

Pomijam już przywódców dziesiątek innych państw z całego świata. I pytanie - ale wyłącznie dla inteligentnych: - czy wielcy tego świata marnowaliby czas aby spotykać się z marionetkami stojącymi na czele terenów okupowanych? Czy ci wymienieni przywódcy zgłaszali się do I sekretarzy KC KPZR po zgodę na wizytę na terenach okupowanych?

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Zgodnie z zapowiedzią pojechałem wczoraj (06.05.2017)do Świdnicy na spotkanie (godz. 11:00 Klub Bolko) z europosłem SLD Januszem Zemke. Spodziewałem się, że na to spotkanie dojedzie większa grupa osób z Wałbrzycha, których POPiS-owy bolszewizm dotknął swymi - nie tylko ekonomicznymi - represjami. Niestety, poza Stanisławem Deską, Krzyśkiem Kobusińskim (którego przez zarost na twarzy w pierwszej chwili nie poznałem) i Krzyśkiem Dymalskim, poza mną z Wałbrzycha nikogo nie było. Dopisała za to reprezentacja byłych mundurowych z MON i MSW ze Świdnicy i Świebodzic. Miło było spotkać się z kilkoma dawno nie widzianymi kolegami.

Razem z Januszem Zemke, w klubie Bolko pojawili się działacze z wojewódzkiego kierownictwa SLD z Wrocławiu, z Markiem Dyduchem na czele. Byli też przedstawiciele władz samorządowych ze Świdnicy z panią prezydent Beatą Moskal-Słaniewską.

Tematem spotkania były, ogólnie rzecz biorąc, problemy związane z działalnością Sojuszy w kraju i na łonie - że tak powiem - Unii Europejskiej - ale przyszedł czas na zadawanie pytań, więc skorzystałem i jako pierwszy zadałem Januszowi Zemke pytanie, dotyczące tego, co Sojusz zamierza uczynić, aby sprawa represji ekonomicznych i politycznych w stosunku do byłych funkcjonariuszy służb mundurowych była nie tylko przedmiotem kameralnych dyskusji i różnego rodzaju petycji, ale stała się naprawdę bardzo nośnym tematem dni naszych powszednich. Co Sojusz chce uczynić, aby sprawa ta stała się tematem tak zwanej ulicy, bo wszyscy zdajemy sobie doskonale sprawę, że ta "ulica" w zdecydowanej większości wyraża stanowisko, że "dobrze im tak, bo mają za duże emerytury, kiedy inni przymierają głodem". I tylko MY wiemy, że jest to bardzo niesprawiedliwe, a jedyny, piszący o tych sprawach "Dziennik Trybuna" to za mało, bo prawicowe media tylko niechęć do mundurowych rodem z PRL, podsycają. Zwłaszcza TVPiS, TV TRWAM i TVN 24, nie wspominając o innych niszowych telewizjach. Po za mną, drugim pytającym się o ten sam problem był Wiesiek Hyży.

Odpowiadając na nasze pytania, Janusz Zemke zwrócił przede wszystkim uwagę na to, że tzw. ustawa dezubekizacyjna to nie jest tylko pomysł PiS, albowiem to Platforma w 2009 roku pierwsza zainicjowała ekonomiczne represje wobec funkcjonariuszy, którzy przed 1990 rokiem służyli w SB, zmieniając przelicznik emerytury z 2,6 % na 0,7% za każdy rok służby. PiS-owskie represje poszły dalej i współczynnik ten obniżyły (od października 2017) do 0%. I słusznie w tym miejscu Janusz Zemke zauważył, że dla kryminalistów odsiadujących kary pozbawienia wolności, współczynnik przeliczeniowy wynosi 0,3%. Te fakty mówią same za siebie.

Warte podkreślenie jest to, że te dwa akty (bezprawia - JB) prawne można uznać za przykłady prawa represyjnego, albowiem łamią konstytucyjne zakazy stosowania odpowiedzialności zbiorowej oraz naruszania praw nabytych.

W dalszej części wystąpienia Janusz Zemke realistycznie zauważył, że jak na razie, w tej sprawie siły i możliwości SLD są równe zeru, albowiem nie ma on swej reprezentacji w Sejmie. Stało się tak też i dlatego, że część byłych funkcjonariuszy służb mundurowych dała się uwieść socjalnej bajce PiS i wielce obrażona na SLD, odwróciła się od tej partii. A to SLD właśnie jako jedyna siła polityczna obecna w parlamencie była przeciwna nie tylko ustawie o IPN, CBA i ustawie dezubekizacyjnej. I także dziś, jako jedyna partia polityczna twardo stoi na stanowisku, że zarówna tamta pierwsza ustawa represyjna, jak i ta obecna, jest złamaniem Konstytucji RP, a objęci represjami nie mają co liczyć na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Z powodów wiadomych. Przypomnę tylko, że również wtedy (2010 rok) nie mieli oni co na TK liczyć, bo organ ten, pod przewodem wielkiego obrońcy prawa, praworządności i zasad konstytucyjnych, niejakiego Andrzeja Rzeplińskiego, uznał, represje i złamanie konstytucji za wyraz sprawiedliwości dziejowej. Tak wiec PiS miało swego godnego poprzednika.

Obecnie najważniejszą rzeczą jaką można uczynić, to doprowadzić do sytuacji, aby projekt ustawy obywatelskiej, znoszącej w całości "ustawę dezubekizacyjną", trafił do sejmu i stał się przedmiotem konsultacji społecznych. Bo nawet jeżeli nie zostanie (a nie zostanie) przyjęty, to w nowej kadencji sejmu (2019-2023), będzie go można z "zamrażarki" wyjąć i procedować. Rzecz w tym, że aby byli mundurowi mieli swych godnych zaufania obrońców, lewica w przyszłych wyborach musi wejść do parlamentu. A wejdzie jedynie wtedy, kiedy ci od niej odwróceni, powraca i oddadzą na nią swój głos. Wejście SLD do sejmu (i senatu) spowoduje, że żadna prawicowa partia nie uzyska samodzielnej większości i SLD może stać się "języczkiem u wagi", a wówczas - jak stwierdził Janusz Zemke - warunkiem Sojuszu - nie podlegającym dyskusji - będzie uchylenie tej ustawy represyjnej w całości.

Sojusz aktywnie wspiera prace Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych, w jej pracach zmierzających do opracowania projektu "ustawy naprawczej", ale aby mogła ona zostać wprowadzono pod obrady komisji sejmowych projekt musi uzyskać wsparcie co najmniej 100 tysięcy obywateli. I dlatego też niezbędna będzie szeroka akcja zbierania podpisów, w co powinny włączyć się wszystkie stowarzyszenia wchodzące w skład Federacji.

Na razie każdy, kto będzie dotknięty represją, po otrzymaniu nowej decyzji emerytalnej, będzie musiał wystąpić z pozwem do sądu (nie wcześniej), a Federacja wraz z prawnikami z SLD będzie ich wspierać merytoryczną pomocą prawną.

Tyle - w wielkim skrócie - o tym, co na temat pisowskich represji miał nam do powiedzenia poseł Janusz Zemke.

Napisz komentarz (9 Komentarzy)