Czy ktoś jeszcze pamiętaj, że 26 kwietnia 1920 roku w Polsce, która tak niedawno wtedy odzyskała niepodległości, polska policja strzelała do polskich robotników? To właśnie tego dnia od kul policji zginęło 9 poznańskich kolejarzy, uczestników strajku w sprawie podniesienia ich wynagrodzenia za pracę. Dziś wszyscy  wiedzą o "poznańskim czerwcu 1956", o grudniowych wydarzeniach na Wybrzeżu w 1980 i 1981, o wydarzeniach w kopalni "Wujek" w 1981, ale nikt prawie nie wie co wydarzyło się w Poznaniu 26 kwietnia 1920 roku. Czy życie 9 poznańskich kolejarzy  było mniej warte niż życie robotników z czasów PRL? Chyba tak ponieważ o tych z 1920 roku nawet ponoć robotnicza "Solidarność" nie chce pamiętać.

* * *

Tak wydarzenia te wspomina uczestnik tamtych wydarzeń Jan Kaczmarek:

Pochód wzmocniony pracownikami dworca poznańskiego obejmował około 3000 ludzi. Gdy czołówka była pod Zamkiem, koniec pochodu był gdzieś na moście Uniwersyteckim. Dano znak zatrzymania pochodu. Grupy stojące na jezdni weszły na chodnik, by nie tamować ruchu. Delegacja weszła do gmachu nie zatrzymana przez kordon. Po kilku minutach wyszedł Karol Rzepecki, który wówczas sprawował obowiązki naczelnika Wydziału Spraw Wewnętrznych, a zarazem był prezydentem policji państwowej na województwo poznańskie. Stanął na schodach wiodących do bramy zamkowej i słyszeliśmy, jak spokojnie wydawał rozkazy:

- Pierwszy szereg klęknij! Złóż broń! Patrzyliśmy na to spokojnie, nie rozumiejąc, po co każe policji odbywać te ćwiczenia. Usłyszeliśmy trzeci rozkaz:

- Na moją komendę ognia!

Równocześnie w prawicy tego zbira ukazał się rewolwer, z którego wystrzelił w górę.
Wówczas część manifestantów zaczęła uciekać w ulicę Wały Zygmunta Augusta (obecnie Kościuszki). Salwę dano z odległości 30 kroków. Była ona nierówna. Wielu policjantów przed strzałem obejrzało się na rozkazodawcę, chcąc się upewnić, czy dobrze usłyszeli rozkaz. (...) Uczestnicy pochodu nie mieli żadnych agresywnych zamiarów, chcieli tylko swym tłumnym wystąpieniem poprzeć rokowania swych delegatów. Dla robotników, którzy spokojnie oczekiwali na odpowiedź rządców regionu, te nagłe strzały były tak niespodziewane, że w pierwszej chwili pochód rozpierzchł się w boczne ulice. Starsi pamiętają zapewne, że wówczas na placu pomiędzy wieżą zamkową a Uniwersytetem stał cokół po pomniku Bismarcka. We dwóch, z nieznanym mi z nazwiska warsztatowcem, nieśliśmy jednego z ciężko rannych do Uniwersytetu. W drodze, aby odpocząć i wygodniej ująć rannego, położyliśmy go na stopień cokołu. Dopadł do niego podkomisarz policji.
Ranny nie zważał na niego, a może w swym bólu nawet go nie zauważył. Wciąż jęczał: cholery, katy, mordercy!Podkomisarz zawołał na nas: odejść!

Równocześnie skinął na idącego za nim policjanta. Myślałem, że nas odpędza, a sam chce się zaopiekować rannym. Odszedłem parę kroków. Obejrzałem się i zobaczyłem policjanta stojącego bez karabinu, a komisarza podnoszącego karabin nad głową rannego. Unosząc karabin ruchem wahadłowym ugodził go trzykrotnie w głowę.

Ja i stojący obok mnie kolega dopadliśmy do niego. Policjant wyrwał mu karabin z rąk. Zacząłem krzyczeć:

- Koledzy, dobijają rannych! Podkomisarz, trzymając mnie, odpinał olstrę pistoletu. Uderzyłem go w szczękę, tak że cofnął się o krok. Policjant zagrodził mi drogę. Wracamy! - wrzasnął i wymownym ruchem ręki pokazał na nadbiegających kolejarzy. Obaj zaczęli biec ku bramie zamkowej.

* * *

26 kwietnia 1937 roku, a więc równo osiemdziesiąt lat temu, bombowce niemieckiego Legionu Condor niemieckiego korpusu ekspedycyjnego Luftwaffe, zamieniły baskijską Guernikę w dymiące pogorzelisko. W wyniku bombardowania zginęło około 3000 osób, a kilkaset zostało rannych. W samym mieście ofiarami byli głównie cywile, zniszczeniu uległy przede wszystkim budynki cywilne. Z faszystowskimi rebeliantami gen. Franco i jego nazistowskimi pomagierami z III Rzeszy, bohatersko walczyło ok. 5 tysięcy polskich ochotników, w tym w XIII Brygadzie Międzynarodowej im. Jarosława Dąbrowskiego. I to od niej przyjęło się nazywać ich dąbrowszczakami. Dziś żyje ich jeszcze zaledwie garstka. Dwa lata później dąbrowszczacy stanęli do walki z żołdakami Hitlera, którzy 1 września najechali na |Polskę, a ci sami lotnicy z Luftwaffe obracali w perzynę polskie wsie i miasta, w tym stolicę Polski Warszawę. W 2007 roku hiszpańscy politycy zajęli się losem "Dąbrowszczaków" ponieważ pisowski rząd pierwszej IV RP, nowelizując ustawę o kombatantach, pozbawił ich należnych im kombatanckich świadczeń. 17 kwietnia 2007 r., hiszpański Senat zobowiązał rząd, aby objął dąbrowszczaków - którzy, jak wszyscy kombatanci Brygad Międzynarodowych, w 1996 roku uzyskali obywatelstwo hiszpańskie - opieką prawną i materialną, a także zwrócił się do Unii Europejskiej, by "przyglądała się sprawie i w razie potrzeby działała w ich obronie." Stanowisko i działania polskiego rządu "stanowi nie tylko złamanie praw człowieka, lecz także - w tym rażącym wypadku - prostej i szlachetnej ludzkiej godności" - napisali w przyjętej 17 kwietnia 2007 roku uchwale hiszpańscy senatorowie wszystkich frakcji.A hiszpański rząd, na mocy ustawy z 1996 roku, przyznał dąbrowszczakom hiszpańskie emerytury kombatanckie. Dzisiaj ipeenowska bolszewia robi wszystko, aby wymazać ich z pamięci Polaków, nakazując zmiany nazw ulic i placów noszące ich miano, co dowodzi tylko jednego, a mianowicie tego, że nasi współcześni bolszewicy okropnie boją się by pamięć o "Dąbrowszczakach " w narodzie przetrwała. Oni robią wszystko, aby w narodzie przetrwała pamięć o takich "bohaterach" jak "Ogień", Bury, czy "Łupaszka". Po prostu zgroza.

* * *

26 kwietnia 1977 r., w garażu aresztu śledczego w Katowicach na stryczku zakończył żywot zabójca czternastu kobiet, Zdzisław Marchwicki, uznany za "Wampira z Zagłębia". Godzinę później powieszono jego brata Jana, któremu przypisano rolę kierowniczą w popełnionych przez brata zbrodniach. Nie od dziś wiadomo, że przypisanych zbrodni Zdzisław Marchwicki nie popełnił, a do skazania doszło tylko dlatego, że prowadzący sprawę bali się przyznać, iż zbyt pochopnie poinformowali Edwarda Gierka (jego bratanica Jolanta Gierek byłą ostatnią ofiarą "wampira"), że sprawcę wszystkich 17 zbrodni mają już ustalonego i lada chwila dojdzie do jego zatrzymania.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

PO martwi się, że Kaczor nie pełni żadnej funkcji państwowej i jak PIS wreszcie padnie, to nie będzie można pociągnąć go do odpowiedzialności karnej. Aż tu nagle się okazuje, że premierka, ministrowie i szef Prokuratury Krajowej, niejaki Święczkowski, latają do niego na konsultacje, tak samo jak czynił to do spółki z Ziobrą za pierwszej IV RP. Jest zatem sposób na Jarosława. Dokładnie taki sam, jaki PO wymyśliła, aby gnębić gen. Jaruzelskiego, stawiając mu zarzut kierowania zorganizowana grupa przestępczą mająca na celu popełnienie przestępstwa, czyli łamania przepisów najważniejszej polskiej ustawy, czyli Konstytucji RP.

* * *

Nigdy nie lubiłem Tuska i PO, właściwie to nie znosił chronicznie, ale obecnie po marksowsku muszę zauważyć, że byt określa świadomość i obecnie tylko w Tusku widzę nadzieję na postawienie tamy kaczystom. Tusk, jako prezydent, mógłby pisowskie plany wprowadzenia dyktatury obrócić w niwecz, blokując ich ustawy zmierzające do uchwalenia nowo-starej pisowskiej konstytucji na wzór tej z kwietnia 1935 roku, czyli wprowadzenia systemu prezydenckiego o charakterze autorytarnym. Przykład do naśladownictwa już ma - to Turcja prezydenta-islamisty Erdogana. Wystarczy zatem tylko w miejsce islamu wstawić katolicyzmem i rządzić po uważaniu przy pomocy Kościoła. Dlatego Kaczy tak bardzo pragnął zablokować ponowny wybór Tuska na szefa UE. Licząc na to, że kiedy z musu wróci do kraju, będzie można zamknąć go w kryminale. Jednakże Tuska wybrali i do Polski wróci na pół roku przed wyborami prezydenckim, więc Kaczemu nadal będzie realnie groził. Wymyślono więc przesłuchania Tuskowego syna w prawie afery Amber Gold, chociaż z firmą Amber Gold nie miał nic wspólnego, a Tuska w sprawie umowy o współpracy antyterrorystycznej pomiędzy Służbą |Kontrwywiadu Wojskowego, a rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa, z myślą, że być może w coś da się go ubabrać. Śmieszne to wszystko, kiedy wie się, że z rosyjską FSB współpracują prawie wszystkie największe światowe służby wywiadowcze.

Ponadto na wszelki wypadek Macierewicz oskarżył go o zdradę dyplomatyczną, jak to nie wypali, to na pewno coś skutecznego wymyślą.  Będzie tak, ponieważ Kaczy wbił sobie do głowy, że warunkiem jego wygrania jest Tusk w pierdlu.

* * *

Najbliżsi współpracownicy Antka byli agentami SB, a są i tacy, co byli podejrzewany o szpiegostwo. A prezydent nie reaguje, tak jak przez cały rok nie reagował na fakt, iż Antek go totalnie zlewał, nie odpowiadając na pisma, mające istotny związek z bezpieczeństwem państwa. Teraz, kiedy Antkowi co rusz kulas się powija, robiący za prezydenta A. Duda niesamowicie nabrał odwagi. Znaki czasu?

* * *

Antek nie wyjaśnił, dlaczego wszystkie tezy jego komisji w sprawie "smoleńskiego zamachu" nigdy się nie sprawdziły. Jego komisja to zbieranina amatorów, nigdy nie mających związku z badaniami katastrof lotniczych, więc nie ma żadnego sensu, aby wchodzić w polemikę z jakąkolwiek teza przez nich stawianą. W NATO, w UE i na całym świeci nikt tych bredni nie bierze poważnie, więc nie ma co sobie nimi głowy zawracać. Wystarczy tylko konsekwentnie wskazywać na istniejące twarde dowody i ustalenia komisji Laska. Nieprzejednanych się nie przekona, bo to już o swego rodzaju religię smoleńską chodzi. Wszak żadne dowody naukowe wierzących w Boga nie przekonają, tak tez jest i w tym przypadku i nalewy się z tym po prostu pogodzić. Na głupotę nie ma lekarstwa.

* * *

W czerwcu 2016 Kaczy opowiadał się za powstaniem wspólnej armii UE, na którą państwa członkowskie winny płacić 2 % swego PKB. W PiS było tak, że słowa Kaczego uważano za świętość, aż tu nagle Antek pokazał, że ma je w swoim ministerialnym zadku i wycofał Polskę z Eurokorpusu.  Tym samym pokazał, że dokładnie w tym samym miejscu ma konstytucyjnego zwierzchnika  sił zbrojnych, specjalisty od zjazdów narciarskich. Kiedy sprawa się rypła, najpierw gromko temu zaprzeczał, ale kiedy sobie uświadomił, że rzecznik prasowy tegoż Korpusu może pokazać stosowne kwity, zaprzeczył samemu sobie i informacje potwierdził.  Strasznie tym wkaczył prezesa, który publicznie oświadczył, że ekstrawagancje Antka należy ukrócić. Ciekawym teraz czy prezes zaczął słowa rzucać na wiatr, czy też zasadzi Antoniemu kopa w dupę. Wszystko wskazuje na to, że stać się tak może, bo np. ulubionego antkowego młodzieńca z PiS-u i ciepłej posadki prezes pogonił het.

* * *

Praktycznie nieznany nikomu po za Polską, niejaki dr Berczyński, ujawnił światu, że to on uwalił interes z Francuzami w sprawie zakupu helikopterów Caracal. PO zawyła i żąda prokuratorskiego śledztwa, Antek idzie w zaparte, ale niespodziewane zerwanie kontaktu jest faktem. Takim samym, jak związki owego Berczyńskiego z amerykańskimi konkurentami francuskiej firmy Airbus Helicopters.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Czytam książkę "Jerzy Dziewulski o polskiej policji". Już po 22 stronie miałem ochotę ciepnąć ją o ścianę. Tyle na kilku stronach  (od 17 do 22) głupot naopowiadał, że naprawdę miałem dosyć. Zwłaszcza te opowiastki o strzelaniu do człowieka. Koniecznie w głowę. Nie w serce, albo w brzuch, bo delikwent po takim postrzale może strzelającemu jeszcze krzywdę zrobić. Więc koniecznie w głowę, bo jest to jedyny strzał skuteczny, po którym bandzior pada na ryło. No, skuteczne jest też strzelanie w kolano, ale jednak w głowę najlepiej.

Odnoszę wrażenie, jakby facet o milicji, czy policji wiedział tyle, ile się dowiedział z amerykańskich filmów.  Prawdziwy glina z ulicy, lub kryminalnego, wie, że aby oddać strzał do bandziora, musi się najpierw wydzierać, aby tamten rzucił broń, czyli każde niebezpieczne narzędzie jakie ma w łapach, następnie musi strzelać w górę, a dopiero później w korpus i to w taki sposób, aby wyrządzić bandycie jak najmniejszą krzywdę.  Postąpisz inaczej, bandzior zejdzie z tego świata, a ty masz sprawę sądową.
Owszem bywają sytuację, że nie ma na to czasu i wtedy strzela się bez ostrzeżenia, ale są one wyjątkowe i wyjątkowość tą trzeba przed prokuratorem lub sądem udowodnić. Owszem kombinowało się, najpierw strzelając do bandziora, a dopiero później w górę, aby ewentualni świadkowie słyszeli 2 strzały. Na pewne Dziewulski jako antyterrorysta miał więcej okazji do strzelania, ale ani wtedy, ani obecnie nie ma przepisu zezwalającego na tzw. strzał snajperski, czego tragicznym przykładem niech będzie historia w ZK w Sieradzu gdzie oszalały strażnik zastrzelił 2 policjantów, a po pertraktacjach oddał się żywy w ręce policji. I nikt do niego nie strzelał i nikt go nie zastrzelił. A powinien być odstrzelony od razu. Więc mnie te opowieści Dziewulskiego trochę śmieszą. Zresztą, ilu polskich policjantów strzelało do ludzi? Sądzę, że może 20%, no góra 30%, bo nie każdy był w antyterrorystycznej brygadzie. Ale Dziewulski pisze o gliniarzach (o policji) chyba, a nie o antyterrorystach. Przestałem czytać, ale po namyśle znów po książkę sięgnąłem.  Ciekawość przeważyła

Czytam dalej i nie wiem co myśleć.  Same sprzeczności, bo jednak przypomniał sobie o zasadzie, według której przestępcy należy uczynić najmniejsze zło.
I co z tego, kiedy opowiada o tym, jak przestępcy strzelał w głowę z przyłożenia, a to już kryminał nie wyjęty. Opowieści o pogrzebie zapałki słyszałem wielokrotnie, a pochodziły one z czasów II RP, więc akurat z miłością socjalistycznej ojczyzny do czystości nie mają wiele wspólnego.  W III RP z falą w wojsku długo nie można było dać rady. Obawiam się że go mocno poniosło w opowiadaniu, że będąc w służbie zasadniczej po 8 chyba miesiącach został sierżantem, a po roku dowodził kompanią. Mitoman? Stopień sierżanta, to stopień podoficera zawodowego, a kompanią dowodzić mógł tylko oficer zawodowy w stopniu kapitana (niekiedy porucznika) i opowiadaniem takich pierdół po prostu się ośmiesza. Nie widzę fotki książeczki wojskowej. Dlaczego|?

Doczytałem się do strony 49 i odnoszę wrażenie, że czytam opowieści jakiegoś chłopka-roztropka, co to po powrocie z "woja" opowiada kolesiom przy flaszce o swoich wojskowych sukcesach.  Wiemy, że w wojsku był, ale te jego opowiastki trochę się z prawdą omijają, jak pies z kotem, nie przymierzając. Coś w tym stylu ... Przypomina mi to fragment poematu Andrzeja Waligórskiego o Deptaku, a konkretnie o tym, jak jego druhowie, rozsiadłszy się wygodnie przy stole z jadłem i napitkiem "gwarzyli swoje ćmoje boje, ni gieroje, ni plejboje".

Kuźwa, co jest z tymi gliniarzami z Warszawy. Jeden się chwali, że aby zmusić szczeniaka do tego, by się przyznał, każe mu nad Wisłą kopać grób i strzela mu koło głowy, drugi opowiada tym, jak zasłaniając się kobietą, strzela facetowi w łeb z przyłożenia. Chorzy na coś, czy co?

Napisz komentarz (15 Komentarzy)

Atak sarinem miał miejsce w kilka dni po tym, jak administracja Donalda Trumpa ogłosiła, że nie zamierza ścigać prezydenta Asada jako zbrodniarza wojennego. Wygląda na to, że Asad nie marzy o niczym, aby go Trump ścigał, tak jak Barack Obama ścigał Osame bin Laden i dlatego użył tego śmiercionośnego gazu, aby cały cywilizowany świat uznał go za zbrodniarza.

Is fecit, cui prodest, czyli ten uczynił, komu to przynosi korzyść.

O ilości ofiar, w tym dzieci, świat dowiedział się z informacji przekazanej przez Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka (Syrian Observatory for Human Rights), ale żadne międzynarodowe organizacje nie potwierdziły tego w wyniku własnych, dokonanych na miejscu ustaleń. Warto więc wiedzieć, co to za organizacja, bo mogłoby się wydawać, że jest działa ona na terenie Syrii i ma bezpośredni dostęp do wydarzeń tam się rozgrywających. Nic bardziej mylnego. SOHR faktycznie ma swoją siedzibę w Londynie, a wszystkie informacje, przekazywane następnie przez zachodnie media, pochodzą jedynie OD JEDNEJ OSOBY mieszkającej w samym centrum Londynu. Konkretnie od Osama Ali Sulejmana, urywającego pseudonimu Rami Abdulrahman, właściciel niewielkiego londyńskiego baru, nie posiadający nawet średniego wykształcenia. I to ten człowiek jest twórcą tej organizacji i właścicielem jej biura (jedynego na świecie) i to on właśnie poinformował świat, NIE PRZEDSTAWIAJĄC ŻADNEGO DOWODU, że ataku gazowego 4 kwietnia na miejscowość Khan Szajchum, leżącą w kontrolowanej przez islamskich rebeliantów prowincji Idlib, 4 kwietnia dokonały syryjskie lub rosyjskie samoloty.

Osama SAli Sulejman, jak zwykle powołał się na anonimowe źródła, ale ich nigdy nie ujawnia, przez co informacji tych nie można zweryfikować. Co ciekawsze, żadna agencja światowa nie była w stanie pokazać lejów po bombach w miejscu rzekomego ataku na miasto, lub części (odłamków) zrzuconych bomb. A jest rzeczą oczywistą, że zrzucane z samolotów bomby pozostawiają ślady w postaci kraterów po eksplozji, a wokół nich wala się pełno ich metalowych części. Kto je pokazał i kto je widział? Pokazywano natomiast namiętnie filmiki, na których tzw. białe kaski obmywają ciała maleńkich dzieci, nie używając rękawiczek, a przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie zmywa sarinu gołymi rękami, albowiem już kilka miligramów przedostających się przez skórę to pewna śmierć. całą ta dramaturgi została celowo wyreżyserowana przez arabskie ekipy telewizyjne, które akurat maja na pieńku z Sadatem.

Natomiast 5 kwietnia rosyjski Sztab Generalny ujawnił, w oparciu o swoje informacje wywiadowcze oraz informacje pochodzące od stacjonujących w Syrii jednostek armii rosyjskiej, że lotnictwo wojskowe Syrii 4 kwietnia dokonało nalotu na skład amunicji i uzbrojenia na obrzeżach Khan Szajchun. Z analizy zdjęć dokumentujących nalot, będących w posiadaniu rosyjskiego centrum kontroli przestrzeni powietrznej nad Syrią, wynika bez żadnych wątpliwości, że na terenie tym znajdowała się również zakład produkujący tzw. fugasy z środkami trującymi. Amunicja chemiczna z tego arsenału, była stosowana bojowe przez rebeliantów podczas walk o Aleppo, co odnotował rosyjski patrol przeciwchemiczny pod koniec 2016 roku. Wszystkie substancje i próbki będące materiałem dowodowym były zaprotokołowane i przekazane do organizacji ds. zakazu stosowania broni chemicznej (OZBCH),1 która niestety po dzień dzisiejszy próbek tych nie bada. Pytanie, dlaczego?

Na dodatek, co mocno podkreśla ambasador Syrii przy ONZ - Syria swoje zapasy broni chemicznej wydała - zgodnie z porozumieniem z 2013 - do utylizacji, co zostało w całości wykonane. Brzmi to znajomo? Nie? To sobie przypomnijcie, jak jankesi przekonywali cały świat o istniejących magazynach broni chemicznej i atomowej na terenie Iraku, co w efekcie doprowadziło do jankeskiej agresji, upadku tego państwa i powstaniu zmory Europy, ISIS. No i okazało się, że żądnej takiej broni nie było, ale Jankesi mieli swój interes, bo irackie pola naftowe bardzo ich nęciły.

Pamiętajcie o starorzymskiej zasadzie is fecit, cui prodest, czyli ten uczynił, komu to przynosi korzyść.

1. Organisation for the Prohibition of Chemical Weapons (OPCW) – organ wykonawczy konwencji o zakazie broni chemicznej z 1997 roku. Organizacja odpowiedzialna jest za wdrażanie międzynarodowych przepisów regulujących i eliminowanie światowych zapasów broni chemicznej. Siedziba organizacji znajduje się w Hadze.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Po atakach terrorystycznych w USA Kongres przyjął tzw. Patriot Act, czyli przepisy drastycznie ograniczające jankeskie prawa obywatelskie, co w polskich mediach zostało przyjęte z dużą wyrozumiałością. Po zamachu w metrze w Petersburgu, w tych samych mediach, podniosły się głosy sugerujące z przekąsem  (np. Wydarzenia Polsat - 04.04.br.), że ten akt terroru wykorzysta oczywiście Putin, aby ograniczyć prawa obywatelskie obywateli Rosji, zwłaszcza, że za rok będą wybory prezydenckie. Czy w mediach istnieją jeszcze jakieś granice przyzwoitości i śmieszności? Pytanie zdaje się być z gruntu retoryczne.

* * *

Atak sarinem w Syrii. Oczywiście wszyscy oskarżyli o to z miejsca Baszara Asada i wspierającą go Rosję, nie przedstawiając żadnych na to dowodów i mimo zaprzeczenia przez nich złożonych. W cywilizowanych krajach wiadomo, że winnego zawsze szuka się pośród tych, którym dana czyn przeniesie jakieś korzyści. A na pewno atak tego rodzaju nie przynosi korzyści zarówno Asadowi, jak i Putinowi, bo w oczach światowej opinii publicznej jawić się będą jako zbrodniarze i będzie można im wytoczyć proces o ludobójstwo. Czy ktoś inteligentny pomyśli, że im na tym tak bardzo zależy? Natomiast jak najbardziej zależy na tym zarówno syryjskiej opozycji, jak też rzeźnikom z ISIS, czy chociażby Izraelowi, który zawzięcie zwalcza właśnie Asada. Po za tym najnowsze ustalenia rosyjskiego wywiadu wskazują, zę gaz wydostał się z tereny zbombardowanej fabryki broni, w której rzeźnicy z ISIS produkowali m.in. pociski wypełnione sarinem. Robili to oczywiście w wielkiej tajemnicy. Można przyjąć za pewnik, że wszystkie poprzednie ataki przy użyciu tego gazu, były właśnie dziełem owych rzeźników, na co Rosja wielokrotnie wskazywała. Dzisiaj sprawą zajmie się Rada Bezpieczeństwa ONZ, gdzie Rosja ma położyć na stole twarde dowody. Jestem jednak przekonany, że żadne dowody przedstawione przez Rosję i Asada, nie zostaną przyjęte, bo nie pasują do obrazu Rosji, jaki USA UE buduje w świadomości światowej opinii publicznej.

* * *

Leszek Miller w TVN 24 Biznes uchylił wczoraj rąbek kulis negocjacji w sprawie rozmów akcesyjnych do UE Polski i pozostałych 9 państw z Europy środkowo wschodniej i południowej, czym nadzwyczaj zdziwił red. Kraśko. Widać nigdy o tym wcześniej nikomu nie opowiadał. Przede wszystkim przypomniał, że kiedy SLD po przejęciu rządów (z PSL) po AWS, Polska znajdowała się na szarym końcu grupy 10 państw aplikujących do Unii, ponieważ nie zamknęła wielu rozdziałów akcesyjnych. Negocjatorzy z SLD-PSL starali się proces negocjacji wydłużyć, aby nie dopuścić do tego, że Polska zostałaby do UE przyjęta w innym terminie, niż pozostałe 9 państw. Najbardziej przeciw temu gardłował ówczesny premier Węgier, Orban, który wówczas też był premierem. Co mnie to obchodzi - mówił nie tylko publicznie, ale też w prywatnej rozmowie do Millera - że wy nie wyrabiacie.  Dlaczego my mamy czekać, to nie leży w naszym interesie?  Taki był Orban. Kiedy po stoczonej batalii, 13 grudnia, Polska położyła na stole wszystkie rozdziały akcesyjne, wszyscy spoglądali na ekipę Millera z niekłamanym podziwem. A Orban to cyniczny pragmatyk i zdradzi każdego, jeżeli będzie się to jemu opłacało. Przekonał się o tym, poruszający się w świecie wielkiej polityki jak słoń w porcelanie, nasz kieszonkowy Napoleon.

* * *

Cieszę się, że A. Duda nie jest prezydentem wszystkich Polaków, bo tym samym nie jest moim prezydentem. Osobiście wstydziłbym się gdyby tak faktycznie było.

* * *

Donald Tusk to notorycznie kłamca albo zwyczajny nieuk, bo o brak inteligencji go jednak nie podejrzewam. Nos ma praktycznie tak samo długi, jak Kobieta z Kamienna Twarzą. Bo tylko z powodu tych przymiotów mógł  w Rzymie brednie o spaleniu Gdańska do spółki przez Hitlera i Stalina opowiadać. Taka sama brednia, jak ta, którą wyśpiewywał marny raczej szansonista w piosence mówiącej o tym, żę Warszawę zburzył pospołu tenże sam Hitler i Stalin. A faktycznie, jeżeli w tym dziele można doszukiwać się jakiejś spółki, to raczej spółki Hitlera z Borem-Komorowskim. Ale to temat dla ludzi umiejących się posługiwać tym, co pod czerepem powinno się znajdować.

* * *

Nie wszystkie pomysły Radziwiłła są chore, bo na ten przykład pomysł znacjonalizowania prywatnych firm ratownictwa medycznego jest słuszny. Bo każdy prywatny podmiot funkcjonuje, aby zarabiać, a nie leczyć lub ratować i dlatego też doi budżet ile się da. Nawet jeżeli przyjdzie państwu zapłacić odszkodowanie, to w sumie będzie się to nam obywatelom opłacało. A państwo od tego powinno być, aby się nam właśnie opłacało, bo żadnym towarem nie jesteśmy i być nie możemy.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Mam nawyk czytania wszystkiego, co mi zadrukowane w ręce wpadnie. Czytam zatem od deski do deski Dziennik Trybuna, tygodniki Przegląd, NIE, Tygodnik Faktycznie, a od czasu do czasu, kiedy zauważę jakiś ciekawy tytuł, także inne gazety i tygodniki. I zawsze żal mi jest je po przeczytaniu wyrzucić.  Po za tym dużo piszę. Moje trzy książki na raz oraz teksty do DB 2010 i na moją stronę internetową Ad rem, no i komentarze na FB. W rezultacie wydłuża mi się kolejka nieprzeczytanych jeszcze książek, jakie namiętnie kupuję. A tempus fugit niestety.

Dzieje się tak z totalnego braku czasu, ponieważ natomiast ogromny wpływ na taki stan rzeczy mają coraz liczniejsze prośby o pomoc w sprawach prawnych, kierowane przez tych którzy czują się skrzywdzeni, a sami są bezradni z braku pieniędzy na zawodowych prawników. Mam taką już naturę, że nie potrafię w takich przypadkach być asertywnym, a ponadto jak się czegoś podejmę, to muszę skończyć. No i nie lubię odwalać tzw. kaszany, abym się tego, co komuś napiszę nie musiał się wstydzić.  I wszystko to, w co może ktoś nie uwierzy, czynię pro publico bono, przez co żona ma pretensje o to moje trzy komputery, jakie wykorzystuję jednocześnie przy pisaniu, bo sporo prądu ciągną, a ponadto niekiedy, to co napisałem, drukuję na laserowej drukarce, która ma to do siebie, że jej się co jakiś czas toner kończy. To samo z kolejnymi ryzami papieru.

Postanowiłem zatem ograniczyć ten męczący już mnie niekiedy samarytanizm i to nadmierne "rozpisywanie się". Na pierwszy rzut idzie Facebook, bo ostatnie doświadczenie pokazało mi, że jak komuś ten portal jest potrzebny (tak jak mi), to naprawdę nie warto się z komentarzami narażać. Zwłaszcza kiedy ma się kilku nieprzejednanych, a przy okazji nadzwyczaj prymitywnych, zdeklarowanych wrogów. Nie będę się więc narażał, aby jakiś niedouczony ignorant mnie blokował, co w rezultacie może doprowadzić do usunięcia profilu. Zatem od dziś nic z tych rzeczy.

Wszystko co mam do powiedzenia będę publikował wyłącznie na mojej stronie, a na FB wrzucać będę jedynie linki do tego, co U SIEBIE piszę. Tego, co piszę na własnej stronie, nikt mi nie będzie cenzurował, a wchodzi na nia każdego dnia około 400- 500 osób, a więc znacznie więcej niż moje komentarze czyta na Facebooku.

* * *

Wczoraj rano przeczytałem na Onecie, że "Prokuratura sformułowała nowe zarzuty wobec rosyjskich kontrolerów i trzeciej osoby przebywającej wówczas w wieży kontroli lotów – przypisano im przestępstwo umyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu powietrznym - poinformował zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek."

Facet wstydu nie ma, ale wcale się temu nie dziwię. 10 kwietnia był w Moskwie i brał udział w czynnościach identyfikacji zwłok. I jakoś nic niestosownego wtedy nie zauważył. Mało tego, nadzorował prowadzone śledztwo, w ramach którego prokuratorzy postawili rosyjskim kontrolerom zarzuty nieumyślnego sprowadzenia katastrofy, na co prokuratura przedstawiła dowody, a Rosjanie gwałtownie zaprotestowali. Teraz żadnych dowodów Pasionek nie pokazał (tłumaczy się dosyć mętnie i bzdurnie) i zapewne nigdy nie pokażę. Z resztą powinien się umówić z Maciarem, co do jednej wersji, bo głupio tak, kiedy jeden mówi, że nie ma dowodów na wybuch, a winę umyślną ponoszą ruscy kontrolerzy, a drugi z uporem maniaka opowiada o serii wybuchów. Nie wspominam o innych już dowodach, bo się jeszcze posikam ze śmiechu.

* * *

Kaczystan rozmyśla nad tym, aby rocznicę katastrofy smoleńskiej ustanowić świętem państwowym? Cóż za nieznośny minimalizm. Uważam, że dniem wolnym od pracy winien być każdy 10-ty każdego miesiąca. Takie ogólnopolskie świąteczne miesiącznice smoleńskie. A gdyby się dobrze zastanowić, to dlaczego wolnym nie może być 10 dzień KAŻDEGO miesiąca. A co ... niby dlaczego nie. Ale to nie wszystko, bo jeszcze zamiarują dniem świętym ogłosić datę chrztu Mieszka I, chociaż po prawdzie nikt nie wie, kiedy akt ten miał faktycznie miejsce. Projekt ustawy do laski marszałkowskiej złożył już niejaki Jan Klawiter, poseł, członek Prawicy RP Marka Jurka.

Obecnie mamy w kalendarzu 7 państwowych świąt: 1 marca (Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych), 1 maja (Święto Pracy), 3 maja (Święto Konstytucji 3 maja), 8 maja (Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności), 1 sierpnia (Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego), 31 Sierpnia (Dzień Wolności i Solidarności) i 11 listopada (Święto Niepodległości). Jak widać świąt ci u nas pod dostatkiem, ale i te dwa przyjmiemy jako wróżbę niechybnej i całkowitej klęski prawicowych oszołomów i ich sukienkowych protektorów.

Napisz komentarz (2 Komentarze)