Pojechałem przedwczoraj do Nowej Rudy i Barda na umówione spotkania z moimi dawnymi dwoma kolegami, którzy tak jak ja, ale od paru lat wcześniej, zajmowali się tropieniem sprawców przeróżnych zbrodni kryminalnych. W Nowej Rudzie usłyszałem opowieść o zbrodni mającej miejsce w 1976 roku i o tym w jaki niesamowity sposób, prowadzone przez mojego kolegę, śledztwo zostało zakończone. Historia warta kamery filmowej. Usłyszałem ją po raz pierwszy, latem 1980 roku, od „Dziadka”, kiedy wracając z Polanicy (zabójstwo Walczyńskiego i Zagrodzkiej) wstąpiliśmy do jednej znajomej moich nowych kolegów. Była to bardzo atrakcyjna blondynka mieszkająca chyba w Głuszycy, która w wydarzeniach tych odegrała nader istotną rolę. Jednakże historia, jaką opowiedział mi „Dziadek” znacznie różni się od tej, jaką usłyszałem przedwczoraj, chociaż obie są prawdziwe i sobie nie zaprzeczają. Jutro jadę na kolejne spotkanie, aby wysłuchać (i nagrać) wspomnień kolejnego mojego kolegi, który w tamtych wydarzeniach brał osobisty udział. Nie wiem czy istnieją jeszcze akta tej sprawy, ale jeżeli tak, to koniecznie będę musiał do nich dotrzeć. No i po przeczytaniu kryminału „Śmierć podróżowała autostopem” jestem już pewny, że red. Daleszak nie na tej sprawie się wzorował.

* * *

Nasze media z lubością powtarzają, że syryjski reżim bombarduje Aleppo, przez co giną cywile, w tym małe dzieci. Ale jakoś nikt nie dodaje, że bombardowane jest miasto opanowane przez islamistów. Jak więc można ich pokonać i z miasta wygnać? Zaskakujące jest to, że największe oburzenie wyrażają ci, którzy skazali na zagładę Warszawę i 200 tysięcy cywilów, którzy ponieśli śmierć w wyniku beznadziejnego powstania wznieconego przez dzisiejszych narodowych bohaterów narodowych. Zero refleksji. Oni sobie nawet nie zdają sprawy z tego, co mówią.

* * *

Nie można jednocześnie głosić haseł o życiu jako najwyższej wartości, przez co podlega ono bezwzględnej bożej, a więc i prawnej ochronie,a jednocześnie odprawiać religijne obrzędy ze święceniem wszystkiego tego, co żołnierzom służy do zabijania. Myśl taka przyszła mi do głowy zaraz tylko kiedy się obudziłem, bo śniło mi się, że rozmawiałem z wojskowym kapelanem, który odprawiał modły do Boga, aby pozwolił swoim owieczkom (podopiecznym owego kapelana) zabić swych wrogów w jak największej ilości, czyli mówiąc bardziej eufemistycznie, pokonać ich i odnieść wspaniałe zwycięstwo. Kiedy już ze snu się otrząsnąłem, myśl ta nie dawała mi spokoju, przez co doszedłem do dosyć – moim ateistycznym zdaniem – ciekawych konstatacji.Jeżeli to Bóg wywołuje wojny między ludźmi i dopuszcza zabijanie dzieci w wyniku bombardowań czy ostrzału, to raczej nie powinien mieć za złe, kiedy ktoś zdecyduje się, że przerwa biologiczny proces i usuwa zarodek ludzki, przez co uniemożliwia mu rozwinięcie się w człowieka. Ale jeżeli wojny wywołują ludzie, to oznacza, że naruszają boski zakaz odbierania innym życia i święcenie broni przez kapłanów i modły o zwycięstwo, są jawną kpiną z Boga, jego nauk oraz przykazań. Kościół zatem odprawiając te obrzędy, nie ma prawa czynić tego w imieniu w imieniu Boga, bo są one jak najbardziej grzeszne. I tak rodzi się pytanie: czy Bóg może grzeszyć, a jeżeli tak, to kto mu te grzechy odpuszcza i daje rozgrzeszenie?

* * *

Przeciwnicy powrotu do starych zasad emerytalnych rozpaczają, że w 2040 będzie praktycznie tylu emerytów, co pracujących zawodowo, czyli jeden pracujący będzie przypadał na jednego emeryta. A ja się pytam, co to ma wspólnego z wysokością emerytury, bo wysokość emerytury zależy od wysokości zarobków przede wszystkim. Dajcie ludziom godziwie zarobić, to i ich emerytury będą wysokie.

* * *

Wszystko co nie zakazane jest dozwolone, ogłasza premier Morawiecki. Może nie wie, ze dopuszcza się plagiatu, bo to program ministra Wilczak i premiera Rakowskiego z czasów PRL. A zaszokowany red. Rafał Ziemkiewicz pyta się publicznie, czy PiSu wie, że socjalizm umarł.

Napisz komentarz (4 Komentarze)

Tak się złożyło, iż wczoraj z braku innego wyboru, przełączyłem się na kanał TVN 24 w czasie kiedy emitowany był program Moniki Olejnik (Kropka nad I), której jakoś nie jestem w stanie stawić. Akurat prowadziła rozmowy z Lechem Wałęsą, byłym polskim prezydentem z podstawowym wykształceniem, uzupełnionym o nauki pobierane na kursach elektrycznych w Państwowym Ośrodku Maszynowym. O Olejnikowej nie mam nic do powiedzenia poza tym, że jak zwykle zadawało naiwno-durnowate pytania, co nawet na końcu L. Wałęsę trochę wkurzyło. Miedzy innymi pani redaktor o mało się nie popłakała z rozpaczy, że oto amerykański prezydent elekt zadzwonił do prezydenta Rosji i prowadził z nim bardzo interesującą rozmowę, co oczywiście jest prawie równoznaczne z tym, że Rosja już jutro – no najdalej pojutrze – na Polskę napadnie i zniewoli do woli. Na to Wałęsa odpowiedział jej mniej więcej w ten sposób, że jeżeli Trup rozmawia z Rosja, to oznaczać może, że chce się z nią dogadać, zamiast eskalować niebezpieczeństwo wojny. Polscy i unijni politycy i dziennikarze – tłumaczył blondwłosej dziennikarce jak chłop krowie na między - wołają, że Trup jest szalony a przez to niebezpieczny, bo nie zdają sobie sprawy, że dzisiejszy świat jet inny niż onegdaj. Dzisiejszy świat wprost wymaga tego, żeby ludzie się porozumiewali, zamiast sobie do oczu z szabelką skakać. I okazuje się że np. taki były chłoporobotnik jak Wałęsa dostrzega to, czego nie mogą w stanie dostrzec, rzekomo intelektualne, tuzy TVN 24.

* * *

Jak się później dowiedziałem (a czego chyba też nie wiedziała jeszcze Olejnikowa i Wałęsa), drugim telefonem do obcej głowy państwa, jaki Trump wykonał, był telefon do Sekretarza Generalnego Komunistycznej Partii Chin, z którym również sobie porozmawiał. Z doniesień agencyjnych wynika, że rozmowy te dotyczyły możliwości dla podjęcia dialogu mającego na celu doprowadzenie do uzdrowienia wzajemnych stosunków. Znaczy to zapewne, że Trump chciałby bardzo mocno zredukować groźbę ewentualnego konfliktu zbrojnego pomiędzy mocarstwami. I bardzo dobrze, trzymam za niego kciuki, wbrew wszelkim czarnowidzom z UE i Polski.

* * *

Myślę, że Trump wie co robi, bo zdaje się dla świata szczęściem jest, iż prezydentem USA został nie polityki, a bardzo skuteczny biznesmen, który wie, ze wojna między mocarstwami nie jest dla żadnej ze stron jakimkolwiek biznesem. Bo taka wojna to droga do faktycznego końca naszego świata. Jak biznesmen wie więc doskonale, że najważniejsze mocarstwa świata winny się dogadać w taki sposób, aby podzielić się strefami wpływów tak, by sobie nawzajem nie zagrażać. Przecież na innych konfliktach toczonych poza USA, Rosją, Chinami i Unią Europejską można doskonale zarabiać najpierw sprzedając broń, a następnie pobierać sowity haracz za udzielenie pomocy w odbudowie. Zdaje się, że Trump w sposób już rzeczywisty chce zrealizować słynne powiedzenie innego prezydenta USA, Billa Clintona, po pierwsze ekonomia głupcze. Mówiąc bardziej swojskim jerzykiem, kasa, misiu, kasa. Wiadomo, że na wojnie można zarobić, pod warunkiem, że będzie to wojna cudza. Polityk myśli zupełnie inaczej, ponieważ polityk politykę prowadzi z reguły nie w oparciu o pieniądze własne, więc i perspektywę ma inna.

* * *

To, że Trump najpierw zatelefonował do Rosji i Chin zdaje się wskazywać na jego pragmatyzm, co dla pokoju na świecie ma kolosalne znaczenie. Do przywódców UE nie zadzwonił, ponieważ dobrze wie, że z tej strony nic USA przecież nie grozi, a ponadto to oni są na jego łasce. Wszak 70% całego potencjału NATO pochodzi nie skądinąd jak z USA, a więc to przywódcy unijni powinni ustawić się w kolejkę, aby moc swego dobrodzieja w makiet cmoknąć. I tak też będzie, chociaż jeszcze do dziś niektórzy straszne brzydkie rzeczy o Trumpie opowiadają. Ale wkrótce przestaną.

* * *

Z antyrosyjskiego, chorego wręcz, zacietrzewienia budzą się też powoli kraje Europy Środkowowschodniej, które zaczynają mieć serdecznie dosyć wszechobecnej histerycznej antyrosyjskiej nagonki. Na przykład w ostatnich dniach – w czym polskie media oczywiście nie informują – w Mołdawii i Bułgarii odbyły się wybory prezydenckie, które zdecydowanie wygrali kandydaci otwarcie domagający się poluzowania politycznych i ekonomicznych unijnych cugli i zacieśnienia współpracy z Rosją. Politykę takiego zacieśnienie prowadzi już od dłuższego czasu prezydent Węgier i Słowacji, przy czym ten ostatni chce z Rosją współpracować w zakresie energetycznym i wojskowym. Tak się dziwnie złożyło, że polityka ta bardzo dobrze wpasowuje się w prawdopodobną „rosyjską politykę” Trampa, co krajom tym zapewne przyniesie wkrótce bardzo pozytywne skutki. I tylko Polska będzie stać ciągle na przedzie tych, którzy bezrozumnie dążą do wywołania konfliktu z Rosją, bo jak mawia niejaki Macierewicz, Rosji trzeba otrzeć nosa i pokazać gdzie jest jej miejsce. Ale gdyby Macierewicz w szkole na fizyce uważał, to może by pamiętał, że istnieje coś takiego jak masa krytyczna, a ściśnięta sprężyna bardzo gwałtownie się rozpręża, kiedy siła ucisku osłabnie. Tak więc raczej nie warto sprężynę ściskać, kiedy się sił odpowiednich nie ma. No cóż, rozum, głupcze ...

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Chyba w niedzielę oglądałem po 20-tej na TVN 24 program „Arena Idei” poświęcony w całości szukaniu odpowiedzi na pytanie, czy nacjonalizm to patriotyzm. W charakterze dyskutantów wystąpił niesamowicie nielubiany przeze mnie Piotr Semka i takiż sam Marek Kochan. W zasadzie to oni, afirmując nacjonalizm jako wyraz patriotyzmu, zawładnęli całą przestrzenią czasową audycji. Z rzadka tylko głos mogli dać dwoje pozostałych gości, czyli Anna Materska-Sosnowska i Stefan Chwin, którzy starali się prezentować swoje wyważone i obiektywne sądy i spostrzeżenia. Jednakże szczególna nadaktywność Semki, wspomagana przez Marka Kochana próby te niweczyła w zarodku. Nie obejrzałem audycji do końca, bo zwyciężyła ciekawość, jak będą grać nasze orły z boiska i przerzuciłem się na kanał I TVPisu. A może drugi? Sam już nie wiem. Uczyniłem to bez żalu, kiedy wspomniany Marek Kochan, udając głuchego na jedno ucho, nie odpowiedział na bardzo ważkie pytanie, jakie padło z sali wypełnionej widzami. Otóż starszy siwy pan zapytał się rzeczonego Kowala, kto dokonał rzezi Polaków na Wołyniu i Podolu: patrioci czy nacjonaliści, a także, co rozumie pod pojęciem „prawdziwy patriota”. Kowal udał, że pierwszego pytania nie było i zaczął się rozwodzić (strasznie uczenie, ale niesamowicie nudnie) nad tym, co owe określenie oznacza. Szkoda, że ani Anna Materska-Sosnowska, ani Stefan Chwin (jak również prowadzący program redaktor) nie przypomnieli Kochanowi, że miał odpowiedzieć na dwa, a nie jedno tylko pytanie. Ten starszy siwy pan siedział z wielce zrezygnowaną miną, co stało się kolejnym bodźcem, do przełączenia się na mecz, które „nasze orły” wymęczyły na remis.

* * *

Jeżeli już przy Ukrainie jestem, to nie mogę nie wspomnieć o corocznej konferencji poświęconej polityce bezpieczeństwa pomiędzy Unia Europejska a NATO i Rosją, zorganizowana przez fundację im. Kazimierza Puławskiego. Odbyła ie ona pod hasłem Warsaw. Security Starts Here, co po polsku znaczy: Warszawa. Bezpieczeństwo zaczyna się tutaj. Jeden z dyskutantów (ze Szwecji) stwierdził, ze Ukraina postrzegana jest w Europie jako najbiedniejsze i najgorzej zarządzane państwo. Państwo prawie upadłe. Na co odpowiedział przedstawiciel Ukrainy, że jest tak z winy Putina (nadprezes drugiej IV RP Jarosław powiedziałby, że to wina Tuska) i dlatego UE winna sankcje wobec Rosji utrzymać, a nawet eskalować. Wsparł go -i to całkiem na poważnie – Paweł Kowal, który za pierwszej IV RP za sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw zagranicznych (u niejakiej pani Fotyga) robił. Otóż uczony ten mąż (historyk i doktor nauk humanistycznych) oświadczył, że Ukraina nadal nie ma silnych struktur proreformatorskich, więc trzeba je stworzyć i aktywizować. A według niego taką potencjalną proreformatorska siłą może być na Ukrainie wojsko oraz służby bezpieczeństwa. I on to mówił całkiem poważne, więc na zakończenie tak podsumował całą debatę: „Ukraina jest ostatnim bastionem rosyjskiego imperium kolonialnego.”, wzywając jednoczesne liderów UE i USA, aby wspierali armię ukraińską, potencjalną silę reformatorską i antykolonialną, która doprowadzi Ukrainę do Europy turecką drogą. Wygląda na to, ze nie tylko bezpieczeństwo, ale i jakaś polityczna paranoja w Warszawie bierze swój początek.

* * *

Jeżeli jestem już przy „tureckiej drodze do Europy”, to tak jakoś przypomniało mi się, że 20 lipca 1974 r. armia turecka rozpoczęła inwazję na suwerenną Republikę Cypryjską, członka ONZ. Piechota i spadochroniarze zajęli turecką część Nikozji. Walczyli siłą 40 tys. żołnierzy, 300 dział i czołgów, przeciwko 18 tys. żołnierzy cypryjskiej Gwardii Narodowej, 950 regularnym żołnierzom greckim i kilkuset bojownikom z EOKA. Dokonano wielu krwawych zbrodni, których ofiarami stali się cywile. Strach przed okrucieństwem najeźdźców wypędził z domów 180 tys. cypryjskich Greków. Turcja zażądała podziału państwa na część grecka i turecką. Po odmowie wznowiła ataki i w 48 godzin zajęła 1/3 wyspy. 16 sierpnia 1974 roku podpisano zawieszenie broni, wyznaczając granicę w postaci linii demarkacyjnej. Grecja, aby okazać swoje niezadowolenie z polityki USA, wystąpiła z NATO a na terenach zajętych przez Turków powstało nieuznawane przez nikogo prócz Turcji państwo republika Turecka Cypru Północnego, która do dnia dzisiejszego jest na pełnym tureckim utrzymaniu. Kiedy więc w 2004 roku Cypr wszedł do UE, traktat akcesyjny obejmował całą wyspę, czego Turcja nie uznaje. Jednakowoż nie przeszkadza to w prowadzeniu rozmów akcesyjnych z Turcją, mimo, że dzisiejsza „turecka droga” to dyktatura i łamanie podstawowych praw człowieka. I taką drogę Paweł Kowal przewiduje dla Ukrainy, kiedy tylko armia i służba bezpieczeństwa stanie się forpocztą ukraińskich reform wspieranych przez UE i USA.

* * *

Jeżeli już jestem przy zbrojnym oderwaniu części terytorium jakiegoś państwa, przy aprobacie nie tylko UE, czy USA, ale też i ONZ jak i Trybunału Sprawiedliwości, to przypomnę NATO-wską agresję na suwerenną Serbię i oderwanie od niej siłą jej historycznej prowincji Kosowa, oraz utworzenie samodzielnego (ponoć, bo na garnuszku UE i ONZ) państwa. Na Cyprze mieszkają dwie społeczności, Greccy i Turcy. Turcja dokonała agresji, dzięki czemu od lat prowadzone są rozmowy akcesyjne mające Turcję wprowadzić do Unii. W serbskim Kosowie mieszkali autochtoni (Serbowie) i napływowa ludność albańska. W wyniku zbrojnej agresji na Serbię wyrwano jej kawał terytorium, a cała społeczność tzw. demokratycznego świata nawet okiem nie mrugnęła. Na Krymie od wieków zamieszkują (oprócz Tatarów) w zdecydowanej większości Rosjanie i ukraińska mniejszość. Kiedy zdecydowana większość obywateli Krymu w referendum ogłosiła oderwanie się od Ukrainy (bez jednej chociażby ofiary śmiertelnej), Rosję obłożono sankcjami. Kiedy zdecydowana większość rosyjskich obywateli Ukrainy zażądała wolności i suwerenności, sankcję na Rosją zwielokrotniono. Gdzie w tym demokratycznym świecie jest miejsce na zasadę wzajemności, która w prawie międzynarodowym oznacza, że podmioty tego prawa przyznają sobie lub swoim obywatelom takie same przywileje i prawa.

* * *

Jeżeli na podstawie decyzji obywateli republik związkowych, część tych republik wyszła ze struktur suwerennego państwa ZSRR, na co świat spoglądał z podziwem, że nie wywołało to zbrojnej reakcji Moskwy, to dlaczego teraz określone narodowości nie mogą uczynić tegoż samego?

Napisz komentarz (1 Komentarz)

Oglądałem przez dłuższy czas transmisje z Marszu Niepodległości zaserwowane nam przez TVPisu i TVN 24 i daję słowo, że po około 40 minutach nie zdzierżyłem i telewizor doprowadziłem do stanu uśpienia. Później jeszcze dwukrotnie próbowałem to obejrzeć, ale nerwy nie pozwalały. Pisu pokazywała tylko tzw. marsz narodowców, natomiast TVN 24 chciała być bardzkiej pluralistyczna (jak mawiał kiedy niejaki Lechu) i na ekranie leciały dwie transmisje równocześnie. Tylko, że ta druga - marszu KOD-u - przy wyłączonej fonii, przez co odniosłem wrażenie, że był to tzw. marsz milczących. Było to tym bardziej „realistyczne”, że z głośnika niósł się nieustający tumult marszu narodowców, przez co telewidz mógł odnieść wrażenie, że jedynie w tym marszu szli ludzie, którzy chcieli coś swym udziałem wyrazić. Marsz KOD wyglądał w telewizorze natomiast tak, jakby to był 1 majowy spęd z czasów PRL. Chociaż tamtejsze pochody były bardziej wesołe, niż to, co TVN 24 Polakom pokazała. Zamierzone, czy zwykła głupota?

* * *

Idący w swym marszu narodowcy wznosili różne okrzyki, wśród których przebijały się znane już z poprzednich spędów: „Raz sierpem raz młotem, czerwona hołotę”. Pomijam już gdzie oni tę czerwoną hołotę w III …. sorry … w IV RP widzą, bo chyba nie mają na myśli prosocjalistycznych programów Pisu, opowiadanych gawiedzi przez nadprezesa IV RP Jarosława oraz dziennikarzom na spędach przez wicepremiera Morawieckiego. Drugim hasłem, które mnie bardzo rozśmieszyło, było coś, co miało wyrażać wielką miłość Prawdziwych Patriotów Polaków do Katolickiej Ojczyzny, czyli Wielkiej Polski od Bałtyku do czegoś tam. Do czego, niedosłyszałem w panującym zgiełku. Czy do Morza Czarnego, czy tylko do Tatr. Zresztą mniejsza o to, bo bardzo zabawne były okrzyki o gotowości śmierci za „Ziemię Ojczystą”, co miało miejsce na tle niesionych gdzieniegdzie wizerunków Polski, w granicach jakie nadał jej tow. Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili, znany jako Koba, a później Stalin. A gdzie Wilno i Lwów, a być może nawet i Kijów, gdzie pierwszy król Polski Bolesław Chrobry miecz swój o bramy miasta stępił i ruską kniaziówną za żonę sobie wziął? Tacy oni Prawdziwi Patrioci, że gotowi są ginąć za coś, co dał im w swej łaskawości (bo nie musiał) komunistyczny satrapa ze Związku Radzieckiego? Dziwne.

* * *

Również zabawne były zapowiedzi Andrzeja Dudy, zarabiającego na swój chleb powszedni jako prezydent IV RP, kierowane przed rozpoczęciem marszu do tych, którzy później gromko krzyczeli o „sierpie i młocie”. Otóż prezydent IV RP ogłosił, że wniósł (czy też dopiero wniesie) do laski marszałkowskiej projekt ustawy o zorganizowaniu 11 listopada 2018 roku wspólnych obchodów setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Widać, że zdaje się panu prezydentowi, iż ustawą zaprowadzi powszechną polityczną miłość i ogólnopolskie braterstwo, dzięki czemu narodowcy będą pod rękę szli z lewicą, Kodem, środowiskami LGBT czy wszetecznymi neoliberałami z PO. Naiwny on ci jest, czy też gada sobie a muzom tylko dlatego, by w świat poleciały słowa pojednania. Nic to, że chwilę później jego ukochani narodowcy darli się „raz sierpem raz młotem”. Co to za państwo, które ustawą chce wprowadzić jednodniową zgodę narodową, a nie czyni nic, aby zgodę taką zapewnić na co dzień i wieki wieków amen?

* * *

Tymczasem nadprezes IV RP Jarosław, w tym samym dniu, ale w innym miejscu powiedział, że naszej ukochanej niepodległości zagraża wielkie niebezpieczeństwo i to nie tylko z zagranicy, ale także w wewnątrz państwa. Są albowiem siły, które na tą niepodległość wrażą rękę podnoszą. I znów nie powiedział kogo ma na myśli, ale mniemam, że ci ryczący w marszu „raz sierpem, raz młotem” doskonale wiedzą, o kim nadprezes IV RP Jarosław myśli. I gdy tylko przyjdzie czas, gdy tylko przyjdzie potrzeba, to oni te sierpy i młoty w swe mocarne ręce chwycą i przy pomocy tysięcy dronów zrobią z owymi wrogami porządek. Niezależnie gdzie ich znajdą. Już się w oddziałach OTK grupują i szkolić zaczynają za nasze wspólne pieniądze, a więc także za pieniądze owych wewnętrznych wrogów. Nie wiem już sam, czy śmiać się, czy płakać. Jednym słowem strach się bać.

* * *

I żeby było jeszcze śmieszniej, warto przypomnieć, że 07.11. 1918 roku pierwszy niepodległy rząd utworzyła w Lublinie polska lewica (Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej), na czele którego stanął Ignacy Daszyński. Dymisja tego rządu lubelskiego nastąpiła 14 listopada 1918 r., na ręce Józefa Piłsudskiego, który przyjmując jego dymisją, zaświadczył tym samym o jego legalności.W tym samym dniu zlecił Daszyńskiemu misję sformowanie nowego rządu, jednakże na skutek oporów prawicy, misja ta nie powiodła się i 17 listopada podał się ponownie do dymisji. Następnego dnia, 18 listopada, w prasie ukazał się list Józefa Piłsudskiego, wyrażający Daszyńskiemu podziękowanie za prawdziwie obywatelską pracę, której dokonał, by ułatwić powstanie pierwszego rządu Polski. Piłsudski podkreślił, że Daszyński nie wahał się poświęcić dla dobra sprawy swojej osoby, aby tylko dojść do porozumienia się rozbieżnych czynników. Ciekawe, czy ci ryczący „raz sierpem, raz młotem” wiedza o tym, że w odzyskaniu niepodległości Polski, polska lewica wniosła bodajże największy wkład. Nawet sam Józef Piłsudski był socjalistą z Polskiej Partii Socjalistycznej i stał na czele jej zbrojnych bojówek, za co dziś, od naszych narodowców, oberwałby „raz sierpem, raz młotem”.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

No i stało się. Jankesi maja nowego prezydenta. Na imię ma Donald, a nie – jak sobie wielu marzyło - Hilary . W TVN 24 płacz, wyrywanie włosów i ogólne zawodzenie. A jeszcze wczoraj tak bardzo cieszyli się, że wg jakiejś jankeskiej - ponoć znanej z najtrafniejszych sondaży - wywiadowni Hilary mogła liczyć aż na 70% głosów poparcie. A tu masz. Taki psikus. W Pisu się cieszą, bo Trumph ponoć strasznie Polskę, a szczególnie tą rządzoną przez nadprezesa Jarosława, kocha i absolutnie w biedzie nie opuści, bo Polska jak mało kto grosza na własną obronę nie skąpi. Nic to, że Trumph mruga do Putina i ogłasza, iż czas najwyższy, aby USA nie wojnami, a odbudową gospodarki się zajęły, a więc z Rosją nie zamierza konkurować zbrojnie, bo nic mu do tego, jak Rosja swoje interesy załatwia w pobliżu swoich granic. No, a tym wszystkim, którzy obecnego prezydenta USA słowem grubym obrażali, przyjdzie teraz głowę popiołem sypać i u jego klamki się wieszać, nie zważając na to, iż głosi on, że do USA żadnego muzułmanina już nie wpuści, a na granicy z Meksykiem potężny mur wybuduje. Bardzo jestem ciekaw, jak będzie wyglądała obecnie sprawa rozmieszczenia jankeskich wojsk w Polsce (i innych krajach z byłego Układu Warszawskiego) i co na to superminister, który powiada, iż cieszy się z wyboru jankeskiego Donalda. Ma też chyba nadzieję, że się z europejsko-polskim Donaldem nie dogada. Wszak ten drugi Donald to … tfuj, zgiń, przepadnij siło nieczysta … neoliberał paskudny.

* * *

Nasz superminister nie liczy zresztą jedynie na jankeskie wsparcie militarne, albowiem jest autorem nowej polskiej doktryny wojennej, która w głównej mierze opierać się będzie na 150-tysięcznej armii (docelowo) złożonej z ochotników patriotów prawdziwych najprawdziwiej, nad których zastępami powiewać i szumieć będą sztandary żółtych papierów, które tak wroga przestraszą, iż czmychnie gon gidzie raki zimuje, czyli tam gdzie Putina miejsce. Jak to zwykle u superministra bywa, nie dostrzega on (ach te oczy, ten wzrok złowieszczy ), że ta jego super armia ochotnicza będzie raczej słabo uzbrojona i jeszcze gorzej wyszkolona, a z wrażymi czołgami, samolotami Mi-24 i z komandosami ze Specnazu, walczyć będzie przy pomocy starych „kałachów”, RGPPanc, wspierana z powietrza przez motolotnie i szybowce, a z wody przez całą armadę szybkich jak strzała kajaków. Senny horror trwa w najlepsze.

* * *

Wojna o Trybunał Konstytucyjny weszła w nowa fazę. Ludzie już się w ogóle pogubili w tym wszystkim i coraz mniej ich to obchodzi. Nadprezes IV RP Jarosław doskonale zdaje sobie sprawę z tzw. zmęczenia materiału i wie wobec tego, że im dłużej ten smutny w sumie festiwal arogancji i bezprawia będzie się ciągnął, tym coraz mniej – z czasem – będzie on przykuwał społeczną uwagę. Ten karnawał, a nie nadprezes Jarosław oczywiście. Tym kolejnym etapem jest wypowiedzenie posłuszeństwa, a więc swego rodzaju zaprzaństwo wobec Konstytucji RP, przez trzech sędziów TK, którzy przecież ślubowali uroczyście, że „przy wykonywaniu powierzonych mi obowiązków sędziego Trybunału Konstytucyjnego służyć wiernie Narodowi, stać na straży Konstytucji, a powierzone mi obowiązki wypełniać bezstronnie i z najwyższą starannością.". Niech ktoś mi pokaże konstytucyjny przepis zezwalający sędziemu TK odmówić udziału w orzekaniu w składzie wyznaczonym przez prezesa Trybunału. Gest w wykonaniu tychże sędziów jest jawnym sprzeniewierzeniem się prawu i od tego momentu nie za sędziów, a za polityków inni być uznawani. A dla polityków w TK nie ma miejsca, więc winni zostać wylani na zbity pysk. Oczywiście w aktualnej sytuacji absolutnie nie jest to możliwe.

* * *

Wojażował ostatnio po Turcji sam marszałek polskiego sejmu Marek Kuchciński, który nawet przyjęty został po królewsku przez samego prezydenta Erdogana, aby porozmawiać szczerze o „umocnieniu współpracy w państwach Europy Środkowo-Wschodniej”. Zaiste jest o czym rozmawiać w sytuacji, kiedy nadprezes IV RP Jarosław twardo stoi na stanowisku, że nie wpuści do Polski ukochanej ani jednego muzułmanina, któremu zamarzyło się żyć i mieszkać w Europie, czyli – było nie było – także w Polsce. Ja rozumiem, że polityka króciutkich lejców, wprowadzona przez Erdogana, po przeprowadzeniu celowo nieudanego samozamachnięcia się na jego rząd, bardzo się Pisu podoba, ale żeby aż tak? Nie dostrzegać, że w Turcji panuje obecnie terror i łamanie podstawowych zasad demokracji i praw obywatelskich. Być może stanowi to dla Pisu wzór do naśladowania. Ale też wskazuje na paranoję obecną w szeregach tej władzy. Z jednej strony prawie, że mur podobny do tego, co stanie na granicy USA - Meksyk – chce Pisu budować, a z drugiej strony, strasznie gorąco popiera Turcję w jej dążeniach do członkostwa w UE. A to oznacza, że Muzułmanie, a wśród nich islamiści, będą mogli sobie po całej UE jeździć do woli i osiadać tam gdzie się im spodoba. No i swoje meczety na potęgę budować, bo prawo UE im na to zezwala. Sen wariata trwa nadal ...

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Znów narażę się wszelkim liberałom z PO i (niestety) z SLD, bo to co napiszę, będzie można uznać za pochwałę Pisu. Otóż Pisu robi różne brzydkie rzeczy, ale też, znajduję w jego polityce to, co mi się nie tylko podoba, ale także, to co sam od lat wielu głoszę. Zresztą głoszę to nie tylko ja, bo wielokrotnie mówili i pisali identycznie ludzie z SLD, a zwłaszcza ci, którym neoliberalizm nie poczynił mętliku w głowach. Ale, ad rem.

* * *

Jakiś czas temu prof. Grzegorz Kołodko1 – stał się członkiem Rosyjskiej Akademii Nauk założonej w 1724 roku w Petersburgu, przez co znalazł się w gronie najwybitniejszych ekonomistów, zaproszonych w poczet tej instytucji. Zasiada w niej obok takich osobistości naukowych, jak profesorowie Joseph Stigliz2 i Edmund Pheles3. Przy okazji tylko napomknę, że również niedawno rozważano także przyjęcie G. Kołodki na członka rzeczywistego Polskiej Akadami Nauk. Niestety, został uwalony przez akademików z Wydziału I PAN. Ot, takie polskie piekiełko. Otóż rzeczony prof. Kołodko zaprosił do swej Akademii Mateusza Morawieckiego, wicepremiera i ministra finansów z rządu Pisu,a także wszystkich wicepremierów dotychczasowych polskich rządów odpowiedzialnych za finanse i gospodarkę. I jak się okazało przyszli wszyscy, bo zdaje się, że ekonomiści tak naprawdę nie mają poglądów politycznych, ponieważ kierują się jedynie rachunkiem ekonomicznym. Oczywiście, tak to wygląda w teorii jeno, bo praktycznie wszyscy poprzednicy mieli nałożone polityczne lejce trzymane przez partyjne kierownictwo i jeszcze silniejsze lobby gospodarcze, które z reguły kierowało się własnymi, a nie państwowymi, interesami. Jak na razie Mateusz Morawiecki dysponuje wielką swoboda i uprawnieniami (np. przejecie decyzją administracyjna na Skarb Państwa najdroższej działki w Warszawie) w takim stopniu, że może nie zwracać uwagi na „popiskiwanie” pani, która sądzi, że jest pełnoprawnym premierem. I będzie tak, jak długo parasol ochronny nad M. Morawieckim rozpinać będzie najgłówniejszy Pisu, czyli nadprezes IV RP Jarosław.

* * *

Owo dosyć ważne zdarzenie nie miało jednak specjalnego wzięcia w polskich mediach, które zajęte są rozgrzebywaniem grobów ofiar katastrofisty pod Smoleńskiem,czy też deliberowaniem nad tym, czyż prawdą jest, iż to Polacy uczyli francuskich żabojadów używania widelca. A szkoda.

* * *

Mateusz Morawiecki przedstawił swoją koncepcję gospodarczego rozwoju Polski, z której wynika, że polska gospodarka bierze rozbrat z panoszącym się w Polsce liberalizmem, a w zasadzie neoliberalizmem wprowadzonym do kraju za czasów premiera Mazowieckiego przez znanego skądinąd Leszka Balcerowicza (na konferencji nieobecny). Koncepcja bardzo ciekawa i dla Polski nadzwyczaj korzystna, szkoda tylko, że niewiele miał do powiedzenia na temat źródeł i środków zdolnych sfinansować przedstawiony program, a w zasadzie jego zarys. Od razu powiem, że pozytywnie przyjęty przez zaproszonych przez G. Kołodkę wicepremierów. Oczywiście poza Vincentem Rostkowskim z PO, ale akurat jemu jakoś dziwić się nie jestem w stanie. Najbardziej chyba zadowolony był sam G. Kołodko, albowiem M. Morawiecki w swym programie przywołuje opracowaną (i częściowo wdrażaną) przez prof. Kołodkę „Strategię dla Polski”, czyli największy dorobek SLD-owskiej myśli polityczno-ekonomicznej, a także prezentował poglądy całkowicie zbieżne z tym, co w „Strategii” przedstawiał W. Kołodko.

* * *

A oto niektóre wypowiedzi Mateusza Morawieckiego, które były miodem na me politycznie skołatane serce się leją. Otóż według polskiego wicepremiera z Pisu, efektem polskiej transformacji (Balcerowicz) jest sprzedaż zagranicznym właścicielom nie tylko ponad polowy przemysłu i 2/3 banków, a także 90% rynku nieruchomości komercyjnych. Pozbyliśmy się centrów decyzyjnych i innowacyjnych, czego nie uczynili np. Czesi. Na polskiej prywatyzacji skorzystali przede wszystkim zagraniczni inwestorzy. Lekkomyślnie pozbyliśmy się postpeerelowskiego zasobu gospodarczego, czego przykładem np. są pozostające w polskich rękach i odnoszące dziś sukcesy takie przedsiębiorstwa , jak Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych, czy chociażby PKO BP. W wyniku polskiej prywatyzacji, z naszego kraju wypływa co rok do zagranicznych właścicieli 90 mld zł, czyli dwukrotność naszego deficytu budżetowego. Zmarnowano potencjał wiedzy inżynierskiej, a wiele prywatyzacji polegało wyłącznie na kupieniu udziałów (jak np. wrocławskie Elwro), aby natychmiast doprowadzić do ich likwidacji. Padały konkretne przykłady, liczby i działania, które można byłoby uznać za szkodnictwo gospodarcze z czym ja się jak najbardziej zgadzam. Oczywiście z takimi tezami nie zgadzali się wszyscy uczestnicy konferencji, czemu ja się akurat wcale nie dziwię.

* * *

Dobrze, że Pisu o tym mówi, bo świadczy to, że miałem rację dowodząc, iż „solidarnościowa rewolucja” doprowadziła nie tylko do upadku polskiej gospodarki, ale także do zubożenia znakomitej części polskiego społeczeństwa. Bo kilkudziesięcioleciu miliarderów, w obliczu 80% praktycznie biednych, jest najlepszym dowodem na to, iż rok 1989 był rokiem dla Polski tragicznym. Oczywiście w wymiarze gospodarczym. Tylko, że to stan gospodarki stanowi o suwerenności.

1. Polski uczony, profesor nauk ekonomicznych, autor teoretycznego nurtu ekonomii znanego jako Nowy Pragmatyzm. Wykładowca Akademii L. Koźmińskiego w Warszawie, wicepremier i minister finansów w latach 1994–1997 i 2002–2003, twórca programów rozwoju społeczno-gospodarczego „Strategia dla Polski” oraz Programu Naprawy Finansów Rzeczpospolitej. Autor książek i artykułów z dziedziny ekonomii, ekspert i konsultant międzynarodowych organizacji. Członek Europejskiej Akademii Nauki, Sztuki i Literatury, oraz Rady Naukowej Fundacji Europejskich Studiów Postępowych

2. Amerykański ekonomista, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii (2001) oraz John Bates Clark Medal (1979) - odznaczenie przyznawane za znaczący wkład w rozwój nauki i myśli ekonomicznej prze American Economic Association, przyznawane najzdolniejszym młodym naukowcom, którzy nie przekroczyli 40. roku życia;

3. Amerykański ekonomista, profesor ekonomii politycznej na Columbia University, laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii w 2006 za ”analizę zależności międzyokresowych w polityce makroekonomicznej”.

 

Napisz komentarz (4 Komentarze)