Świat staje na głowie, albo ja zaczynam „fiksować”, bo oto okazuje się, że mam z nadprezesem IV RP Jarosławem pewne punkty styczne. Otóż, poza stosunkiem do gimnazjów, myślę podobnie o prezesie Trybunału Konstytucyjnego, Andrzeju Rzeplińskim, oraz o planach powołania komisji weryfikacyjnej w sprawie afery dotyczącej dzikiej reprywatyzacji (to taki współczesny eufemizm na określenie grabieży) w Warszawie i innych polskich miastach. Jak dobrze poszperać, to takich punktów stycznych znajdzie się jeszcze trochę, ale to nie oznacza, że przeszedłem jakieś pranie mózgu, przez co nie jestem w stanie dostrzec otaczającej mnie rzeczywistości. Owszem, dostrzegam i słyszę, jak bardzo skrzeczy. Jednakowoż dostrzegam, że proponowane przez nadprezesa IV RP Jarosława pociągnięcia, aczkolwiek powodowane czystą nienawiścią do Platformy Obywatelskiej, mogą przynieść też konkretne korzyści. Tak więc stoję na stanowisku, że nie ważne są motywy, jeżeli skutki mogą być pozytywne.

* * *

Jak wiadomo nadprezes IV RP Jarosław nigdy nie miał zaufania do prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego, a ma do tego prawo, bo tenże szef TK nie zawsze na zaufanie zasługuje. Ja również zaufaniem obdarzyć go nie jestem w stanie, chociaż z zupełnie innych niż nadprezes IV RP Jarosław powodów. Zresztą w tym przypadku dochodzi do sytuacji wręcz kuriozalnej, bo to co mnie od Andrzeja Rzeplińskiego odrzuca, zapewne bardzo podoba się nadprezesowi IV RP Jarosławowi. I abarotno. Do obecnego prezesa TK straciłem zaufanie w momencie kiedy forsował on uznanie za zgodne z Konstytucja RP przepisy, którymi POPiS odebrał byłym i zweryfikowanym pozytywnie funkcjonariuszom SB emerytury. Odebrał je nie zważając na to, że przez ćwierć wieku dobrze III RP służyli czy to w Policji, czy w innych polskich służbach mundurowych, niejednokrotnie zaskarbiając zaufanie i poklask zachodnich partnerów Polski z NATO i EU. Jednakże TK uznał za konstytucyjne przepisy, które naruszały bez żadnych wątpliwości zasadę trwałości praw nabytych, a także zakaz stosowania odpowiedzialności zbiorowej. Mój brak zaufania pogłębił się w momencie, kiedy tenże sam TK uznał za zgodny z prawem i Konstytucją RP wyrok, skazujący niejaką Dodę, za to, że korzystając z wolności słowa i prawa do wyrażania odmiennych niż oficjalne poglądów, wyraziła przekonanie, że średniowieczne pisma święte pisali mnisi upaleni ziołem i opici winem. Skazano ją, nie przedstawiając żadnego dowodu, że tak nie było, a przecież oskarżony nie musi udowadniać swojej niewinności, tylko wina musi być mu udowodniona.

* * *

Ale to nie wszystko, czym mi (i nie tylko) A. Rzepliński szczególnie mocno podpadł. Otóż w styczniu 2015 roku tenże, tak dziś zawzięty, obrońca konstytucyjnego ładu przyjął Krzyż Pro Ecclesia et Pontifice (Dla Kościoła i Papieża), czyli bardzo wysokie papieskie odznaczenie, w dowód uznania dla zaangażowania w pracę na rzecz Kościoła. Znany konstytucjonalista, współtwórca obowiązującej konstytucji i ekspert w zakresie praw człowieka, prof. Wiktor Osiatyński tak to skomentował: „Mam nadzieję, że prof. Rzepliński jak najszybciej zrezygnuje z funkcji prezesa i sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Gdyby on był na emeryturze, mógłby przyjąć takie odznaczenie. A w tej sytuacji w bardzo wielkiej liczbie spraw dotyczących choćby wolności religijnej, czy reprywatyzacji mienia kościelnego, adwokaci będą mieli bardzo silną podstawę, by wnioskować o wyłączenie go ze składu orzekającego. Rzepliński zrobił coś, co podaje w wątpliwość jego obiektywizm Jeśli Rzepliński odbiera medal od obcego państwa za zasługi dla tego państwa, to jest to coś bardzo nieprzyzwoitego po obu stronach. To nie korupcja - co wyraźnie podkreślam - ale coś podobnego i dwuznacznego. Zarówno przyznanie urzędującemu prezesowi Trybunału papieskiego odznaczenia, jak i jego przyjęcie przez prezesa Rzeplińskiego, są najbardziej rażącym i niebezpiecznym złamaniem zasady bezstronności w stosunkach państwo – Kościół.” Podobną opinię wyraził również dr Paweł Borecki z Katedry Prawa Wyznaniowego na Uniwersytetu Warszawskiego: „To szokujące. Dziwię się, że prezes przyjął to odznaczenie, a szczególnie, że przyjął je jako urzędujący prezes. To stawia wielki znak zapytania nad jego bezstronnością.Nic dodać, nic ująć. Ale to nie A. Rzepliński wydaje wyroki TK, bo wydają je sędziowie tej instytucji. Straciłem więc zaufanie do tego całego gremium i trudno mi będzie je odzyskać. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy powoli przechodzi on nieuchronnie pod kierownictwo nadprezesa IV RP Jarosława.

* * *

Podoba mi się również pomysł powołania Komisji Weryfikacyjnej ds. przekrętów przy zwrocie nieruchomości w Warszawie i innych miastach. Ma to być organ szczególny, który w zasadzie pełnić będzie role prokuratora, sądu, policjanta i komornika. Będzie to zatem instytucja o ogromnych uprawnieniach, która będzie w stanie odebrać zagrabione nieruchomości, nakazywać wypłatę odszkodowań, a także zamykać w więzieniach tak zwanych „łowców kamienic” (w tym prominentnych warszawskich prawników), jak i „czyścicieli kamienic” będących w istocie zwykłymi bandytami, takimi samymi, jak ich mocodawcy. Tyle tylko, że bez białych kołnierzyków i takiego samego koloru rękawiczek. Wiem, że powołanie takiej instytucji będzie na bakier z przepisami konstytucji, ale przecie z odnowiony TK, już bez A. Rzeplińskiego, uzna te przepisy za konstytucyjne, a jak wiadomo wyroki TK są ostateczne. Tak jak np. w przypadku emerytur b. funkcjonariuszy SB lub wyroku vs Dody. I będzie OK. Nawet Komisja Wenecka nie będzie mogła protestować, bo precedensy leżą na stole.

* * *

Pomysł mi się podoba – chociaż wiem, że jego źródło ma genezę w dosyć niskich pobudkach jego autorów. Podoba mi się dlatego, że polskie sądy – jak pokazały dotychczas toczące się procesy – nie są w stanie zabezpieczyć nie tylko interesu prywatnego, ale też i publicznego, zamykając oczy na jawne przekręty i zwykłe draństwo. Poza tym taka komisja działać będzie bardzo szybko, a o to właśnie chodzi, bo najbardziej palącym problem jest jak najszybszy koniec „państwa istniejącego tylko teoretycznie”.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Ktoś być może powie, że zwariowałem, ale znów będę musiał stancą po stronie PiS, a konkretnie po stronie minister Anny Zalewskiej (ze Świebodzic), która zamiaruje likwidację gimnazjalnego szczebla w naszej oświacie. Czynie tak, albowiem od samego początku stałem w głębokiej opozycji do wszystkich idiotycznych i szkodliwych reform, jakie zostały wprowadzone za czasów miłościwie panującego Mariana Krzaklewskiego, firmowanego przez wcześniej mało komu znanego Jerzego Buzka. Reformy te, w tym reforma szkolnictwa, narobiły więcej szkód niż pożytku i chociaż minęło od nich 15 lat, dalej są szkodliwe. Najdziwniejsze jest to, ze niegdysiejsi zajadli krytycy istnienia gimnazjów, dziś stają w zwartym ordynku w ich obronie. Oczywiście jedynym powodem są względy polityczne, a konkretnie fakt, że zmiany obowiązującego systemu wprowadza nie kto inny, jak miłościwie panujący nam nadprezes IV RP Jarosław. To w zasadzie jedyny powód, ale są też i inne. Nie chcąc, aby ktoś mi zarzucił, że się wymądrzam, że wydaje mi się, iż na wszystkim się znam, przywołam słowa emerytowanego profesora, pedagoga i psychologa społecznego Heliodora Muszyńskiego1.

***

Zajrzyjmy jednak za kulisy tej naciąganej wrzawy. Okazuje się wówczas, że od wprowadzenia reformy powstały w Polsce silne grupy interesów, dla których gimnazja to złota żyła lub co najmniej deska ratunku. Jest to związane z faktem, o którym niechętnie się mówi. Oto w minionych latach doszło do niebywałej deformacji systemu szkolnictwa ponadpodstawowego w postaci ukształtowania się setek gimnazjów już nie tylko prywatnych, ale także pozarejonowych, a jedne i drugie mają tę właściwość, że są elitarne. Są to szkoły przeznaczone nie dla byle kogo, lecz dla młodzieży wybranej. (…) Tyle że nie są to szkoły dla przeciętnego ucznia, wywodzącego się z rodziny, w której liczy się każdy grosz, aby jakoś przetrwać. A takich rodzin znajdziemy w Polsce miliony. Ich dzieci skazane są na edukacje w gimnazjach, o których wolimy wstydliwie milczeć. Bo na „dobre” gimnazjum trzeba mieć spore pieniądze. Czesne w takiej szkole wynosi od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych (czasem euro) rocznie. (…) Tam nie ma zjawisk tab bardzo trapiących dziś szkolnictwo: agresji, przestępczości, ćpania, chlania i obyczajowości nasączonej erotyzmem oraz wybujałym konsumpcjonizmem. Tam nie ma uczniów, którzy już w szkole kroczą prostą drogą do swojego miejsca w społeczeństwie – na margines. Bo do tych szkół nie przyjmuje się każdego i nie trzyma się pod każdym warunkiem. (…) jakże inaczej wygląda to w gimnazjach publicznych, których przecież jest większość. O nich jednak milczą ci, którzy tak głośno optują za zachowaniem tej „znakomicie sprawdzonej” formy w naszym systemie kształcenia. Prawdziwe oblicze naszej gimnazjalnej rzeczywistości nie dociera jednak do opinii publicznej. Bo lobby progimnazjalne jest liczne i potężne. W samej Warszawie istnieje 80 gimnazjów niepublicznych, a więc – szkół dla elity, prowadzonych na zasadach przedsiębiorstwa i przynoszących ich właścicielom niemałe zyski. Te zyski przede wszystkim sprawiają, że idea zachowania gimnazjów ma tak wielu obrońców. (…) istnienie elitarnych szkół niepublicznych coraz bardziej pogrążą szkoły publiczne, które nie mają żadnego wyboru; muszą pracować z taką młodzieżą i takimi rodzicami, jakich los im przydzielił. (…) Już żywiołowe i dość masowe tworzenie gimnazjów niepublicznych jest najjaskrawszym dowodem na to, że jako ogniwo naszego systemu szkolnego nie zdaje one egzaminu. Gdyby bowiem gimnazja dobrze powypełniały funkcje, które dla nich przewidziano, tysiące rodziców w Polsce nie musiałoby szukać jedynego ratunku dla siebie i swoich dzieci w szkolnictwie niepublicznym – najczęściej prywatnym. W ten sposób utworzenie gimnazjów przyczyniło się walnie do niezgodnego z konstytucją naruszenia równego prawa każdego do kształcenia. Prawo to zostało zróżnicowane:dobre gimnazja dla wybranych, byle jakie - dla całej reszty.”2

* * *

Myślę więc, że minister Zalewska pomysł ma dobry, szkoda tylko, że już widać, iż realizowany jest od dupy strony (że tak niezbyt elegancko wyrażę ) i prawdopodobnie doprowadzi to totalnego chaosu, co zresztą jest jakby genetycznie przypisane wszystkim podwładnym nadprezesa IV RP Jarosława. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że zaczyna on jakby nad tym wszystkim tracić kontrolę, a jego pretorianie odbijają się od ściany do ściany. Widać, że dla nich ważny jest sam ruch, cel nie jest aż tak istotny. Natomiast najważniejszym celem nadprezesa IV RP Jarosława jest postawienie na niebotycznym cokole jego brata, który poległ pod Smoleńskiem w nierównej walce zjednoczonych hufców Tuska i Putina, którzy zapewne realizowali wspólne plany ukryte pod kryptonimem „ Kieł dziwki” (tusk – ang. -kieł, putana – hiszp. - dziwka).

* * *

Z Onetu: „Do końca roku ze stanowisk kierowniczych w policji odejdzie 474 funkcjonariuszy, którzy swoją służbę zaczynali w MO lub ZOMO. Jak mówi nadzorujący tę formację wiceszef SWiA Jarosław Zieliński, będą oni mogli przejść na emeryturę lub dosłużyć na stanowiskach wykonawczych.”

Kiedyś znane było takie powiedzenie: SŁUŻ PANU WIERNIE, ON CI ZA TO PIERDNIE. Po 26 latach wiernej służby w Policji okazuje się, że byli funkcjonariusze MO (nawet jeżeli służyli w tej formacji chociażby tylko kilka miesięcy) noszą jakieś piętno zbrodniarzy. Ciekawe, że dotyczy to tych, którzy dzięki swoim przymiotom doczekali się w III RP awansów na stanowiska kierownicze. Ci pozostali (z liczby ponad 2 tysięcy), którzy być może nie nadawali się do pełnienia takich funkcji, łaskawie pozostawiono, ale oczywiście bez żadnych szans na jakiekolwiek awanse. Motywacja zwolnienia tych pełniących kierownicze stanowiska funkcjonariuszy, tych pozostałych ustawia w pozycji pariasów. Najniższej i pogardzanej grupy. Oni Nam (byłym i obecnym funkcjonariuszom) po po prostu napluli w twarz i myślę, że każdy kto ceni swą godność i honor osobisty powinien natychmiast złożyć raport o zwolnienie. Przysługuje im pełna emerytura i odprawy. Nie powinni czekać, aż ich wyrzucą jak jakieś śmieci. A ci, którzy przyszli do służby, lub awansowali na kierownicze stanowiska w latach panowania PiS i teraz się z decyzji MSWiA bardzo cieszą, niech pamiętają, że precedens ma to do siebie, iż można się w przyszłości na niego powołać. PiS wiecznie rządzić nie będzie.

1. Był wieloletnim dyrektorem Instytutu Nauk Edukacyjnych UAM w Poznaniu, członkiem Komisji Ekspertów ds. Edukacji Narodowej, przewodniczącym Komitetu nauk Pedagogicznych PAN; obecnie jest dyrektorem Instytutu Pedagogicznego Państwowej Wyższej szkole Zawodowej w Lesznie.

2. Gimnazjalne być albo nie być – Przegląd nr 42 z 17-23.10. 2016.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Wielki rwetes się podniósł po słowach nadprezesa IV RP Jarosława o tym, że państwo będzie dokładać starań, aby rodziły się dzieci zdeformowane lub takie, które zaraz umrą, jedynie po to, aby je ochrzcić i po katolicku pochować. Panie pod domem nadprezesa urządziły sobie głośną „wieczornicę” prezentując przy tym różne plakaty. Najbardziej spodobał mi się ten, na którym wyczytałem ”Kota se ochrzcij”. Aczkolwiek jestem fundamentalnym zwolennikiem dopuszczalności aborcji również ze względów społecznych (pod ściśle określonymi warunkami), to jednakże zauważyłem, że słowa nadprezesa IV RP Jarosława zaczęto deformować, cytując tylko ich fragment wyrwany z kontekstu. Otóż z tego co ja usłyszałem (a następnie przeczytałem), to nadprezes wyraził się dosyć jasno, że państwo będzie stwarzało warunki, aby kobiety takie decyzje podejmowały. Żadnego przymusu nie będzie – powiedział podsumowując ten fragment swej wypowiedzi, który jego przeciwnicy z uporem maniaka przemilczają. Czy wierzę nadprezesowi IV RP Jarosławowi? Nie, nie wierzę !!! Ale jak się dobrze zastanowić, to wypowiedź tą można zaliczyć do deklaracji wiary, że katolickie sumienie kobiet – nawet tych zdesperowanych – poparte pomocą państwa, uchroni je od grzechu złamania katolickich zasad formułowanych przez panów w różnych sukienkach. Jeżeli wierzą szczere, a nie na pokaz lub „bo tak wypada”, to prędzej sobie w tyłek jeżozwierza wcisną, niż polecą, aby z siebie cokolwiek abortować. Ale to, co nie wierzą, albo wierzą w innego boga, niech mają prawo do decydowania w swoim własnym sumieniu, jak postąpić mają. Niech ich nikt nie zmusza do tego, by rodziły „potworki” niezdolne do przeżycia poza łonem swych matek. Niech żaden nawiedzony sadysta nie poddaje ich niesamowitym TORTUROM psychicznym i fizycznym, bo i one maja prawo do normalnego zycia i prawo do podjęcia decyzji.

* * *

 Tak sobie myślę, że jeżeli Bóg istnieje i to on stworzył świat i życie, to chyba wie lepiej dlaczego tak kobietę skonstruował, że jej organizmu ZAWSZE wydalane są ZAPŁODNIONE komórki jajowe (zarodki), które się w macicy z różnych powodów nie zagnieździły. Przyjmując sposób myślenia panów w sukienkach, Bóg zatem odpowiedzialny jest za codzienną rzeź milionów „dzieci poczętych”. Kto im będzie nadawał imiona i urządzał cmentarne pochówki?

* * *

Pozostając przy dogmacie, iż to Bóg jest twórcą wszystkiego, przyjąć trzeba, że jego pomysłem jest też tak zwany dobór naturalny, czyli mówiąc krótko i zrozumiale, pozostawaniu przy życiu jednostek najsilniejszych, dających największe gwarancje ciągłości życia. Dlatego też prawo naturalne, na które tak ochoczo powołują się panowie w sukienkach), eliminuje z biologicznego życia wszystko to, co mogłoby następnym pokoleniom przekazać tak zwane niedobre geny, grożące groźną deformacją całych nowych pokoleń. I nawet najgorętsze zaklęcia i modły tego nie zmienią. To człowiek, którego natura Bóg (a według mnie natura) obdarzyła mózgiem, doprowadził do tego, że swą naukową i ideologiczną (wiara) ingerencją naruszył odwiecznie istniejące prawa natury, czyli niezbędną dla jego bezpieczeństwa, selekcję naturalną. W zamyśle Boga było to, że zwycięża najsilniejszy, a słabszy ginie. I tak było przez tysiące lat, dzięki czemu człowiek mógł się rozwijać i tworzyć cywilizacyjny postęp. Efektem tego postępu (zwłaszcza w medycynie) stała się możliwość zapobiegania temu, co w stanie naturalnym stać się powinno i musiało. Coraz lepsze leki (trudniejsze coraz bardziej dla ludzi niezamożnych), rozwój chirurgii, możliwość sztucznego przedłużania życia (np. przeszczepy), to wszystko, zgodnie z tezami panów w sukienkach, winno zostać zakazane, jako niezgodne z prawem natury, czyli według nich, prawem boski. Bóg gdyby chciał to od samego stworzenia człowieka wyposażyłby go w takie atrybuty.

* * *

Oczywiście to, co napisałem wyżej, to wielki skrót myślowy, pozwalający mi na przedstawienie takiej oto konstatacji. Nakazywanie kobietom rodzenia – wbrew ich woli – dzieci, które pozbawione są mózgu lub innych ważnych organów wewnętrznych, co nie pozwoli im samodzielnie przeżyć poza ciałem matki należy uznać za bezmyślną lub cyniczną zbrodnię. Zbrodnię na jej psychice, na jej prawach i na jej zdrowiu, popełniona w myśl ideologicznych przykazań wymyślonych nie przez Boga, lecz tych, którzy udają, iż przemawiają w jego imieniu. Owi sukienkowi sami zaprzeczają naukom „doktora Kościoła” z bardzo dalekiej przeszłości, a mianowicie św. Tomaszowi z Akwinu, którego nauki stoją dziś wbrew temu, co panowie w sukienkach głoszą. Święty ten mąż nauczał, że to dusza decyduje o przynależności jednostki do gatunku ludzkiego. A więc płód staje się człowiekiem wówczas, kiedy owa dusza w niego wstąpi, co dzieje się dopiero po 40 dniach od zapłodnienia (artykuł 2 kwestii 118 pierwszej części Summy Teologicznej - „O Bogu”). Czyżby „doktor Kościoła” kłamał i oszukiwał bezkarnie owieczki Kościoła Katolickiego i tylko jakoweś dyrdymały prawił, czy też dzisiejsi sukienkowi za jakiegoś głupca go uważają? A jeżeli się tylko mylił, to być może należałoby mu odebrać atrybut świętego? Bo czyż święty może się mylić? Niemożebne to chyba jest. A może mylą się dzisiejsi panowie w sukienkach, których, częstokroć, wielkość brzucha ma się odwrotnie proporcjonalnie do zdolności rozumowania. Chciałbym poznać ich odpowiedź.

* * *

A jeżeli nauka i jej stały rozwój jest efektem „bożego planu”, to dlaczego panowie w sukienkach zaprzeczają jej osiągnięciom i wskazaniom? To są pytania, które powinni stawiać sobie nie tylko wierzący, ale wszyscy razem pospołu.

* * *

Nakazywanie rodzenia dzieci z wadami genetycznymi jest nakazywaniem przekazywania tych wad coraz większej liczbie potomnych, co w rezultacie doprowadzi do skarlenia ludzkiego gatunku. Kto ich będzie żywił i łożył na opiekę, kiedy ich rodzice umrą? Kto im zabroni korzystania z życia, w taki sposób, jak żyją ludzie zdrowi, czyli zaspokajania naturalnego popędu płciowego, który jako się rzekło jest wymysłem stwórcy człowieka, a w konsekwencji czego rodzic się będą ich potomkowie z coraz większymi wadami genetycznymi? Dokąd to nas zaprowadzi?

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Strasznie się Piotr Duda i jego związek wygłupił z tym zawiadomieniem prokuratury o bezprawnym użyciu „logo” związku „Solidarność”. No, ale nazwisko Duda nie musi być synonimem rozumu, więc się nawet nie dziwię. Dziwne jest to, że prokuratura zawiadomienie to na dzień dobry do kosza nie wywalił. Musi być niesamowicie dyspozycyjny, na wzór dawnych prokuratorów z czasów PRL, którzy po sądach ciągali studentów, którzy śmieli rzucić na podłogę guzik od munduru z orłem.Duda zawiadomił prokuraturę o „nieuprawnionym wykorzystaniu znaku słowno-graficznego związku do promowania czarnego protestu w Warszawie.” Zanim do tego przejdę, zwracam uwagę na wyrazy „znak słowno-graficzny”. Wygląda na to, iż Duda sobie wyobraża, że zakazane jest w ogóle używanie słowa „solidarność”, bo jest to znak tego upadającego związku zawodowego. Dobre sobie. Duda nie wie, że demonstrujące kobiety używały nie logo „Solidarności”, które zresztą zostało zastrzeżone dopiero rok temu, a plakat znanej chorwackiej artystki Sanji Iveković , zatytułowany "Zapomniane kobiety Solidarności" , który powstał w 2009 roku, a więc na 6 lat przed zastrzeżeniem słynnego, pisanego cyrylicą, logo związku. Zdumione kobiety raz jeszcze pokazały klasę i zaczęły się tysiącami zgłaszać jako organizatorki (ponad 6 tysięcy zgłoszeń do prokuratury), przez co będą musiały zostać przez prokuratora (zmilczę i nie określę go oczywistym epitetem) przesłuchane. Zresztą zarówno, ów prokurator, jak i sam Piotr Duda, może te 6 tysięcy pań (i sto tysięcy z marszów) cmoknąć w miejsce dosyć odlegle i przciwpołożne od ust, albowiem Sanjia Ivekowić już zapowiedziała, że nie rości sobie żadnych praw do tego plakatu i cieszy się, że jest on przez polskie panie wykorzystywany. No cóż, wypada mi tylko przywołać znaną sentencję, że durniów nie sieją, bo sami się rodzą. A że w Polsce latoś w nich obrodziło ? Sami sobie jesteśmy winni. Ot co.

* * *

Aczkolwiek mój stosunek do ministra Zbigniewa Ziobro jest bardzo, ale to bardzo, ambiwalentny, to jednak w ostatnim czasie zapunktował u mnie aż dwa razy. Pierwszy raz, za to, że jako jedyny w rządzie wyraził sprzeciw dotyczący podpisania przez rząd deklaracji w sprawie umowy o wolnym handlu z Kanadą CETA. Drugi raz za wydanie polecenia [podjęcia umorzonego śledztwa, prowadzonego wyjątkowo nieudolnie przez warszawska policje i prokuraturę, w sprawie brutalnego zabójstwa Jolanty Brzeskiej. Mam nadzieję, że za te najprawdopodobniej celowe opóźnianie śledztwa i prowadzenie go w ślepe zakamarki procesowe, winni zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Za wszystkim tym stają tak olbrzymie pieniądze, że sprawą powinna zająć się albo ABW, albo przynajmniej CBA. I mam również nadzieję, że tak się już dzieje. Na konferencji prasowej prezentowano "Mapę dzikiej prywatyzacji" w stolicy, która obejmuje adresy działek lub kamienic przy 56 ulicach. Jest wśród nich adres Noakowskiego 16, przy którym stoi kamienica odzyskana przez rodzinę prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Przy tym adresie na mapie zapisano: "fałszywe dokumenty, oszustwo, przekroczenie uprawnień przez urzędników". Cieszy mnie również, że w sprawie dzikiej prywatyzacji prowadzi się już ponad 100 postępowań prokuratorskich, co daje nadzieję, że już niedługo, ci wszyscy cwani hochsztaplerzy różnej proweniencji, dostaną bardzo mocno w dupsko i po lepkich łapach.

* * *

Zdaję sobie doskonale sprawę, że tak wielkie zaangażowanie się prokuratury jest efektem nienawiści ministra Ziobry (i nadprezesa IV RP Jarosława) do wszystkiego, co ma jakikolwiek związek z Platformą Obywatelską, ale mało mnie obchodzą faktyczne intencje. Liczy się to, że wszelkie przekręty jaśniepaństwa z PO i PSL zostaną przez ludzi nadprezesa IV RP Jarosława ujawnione i wyjaśnione, a sprawcy trafia tam, gdzie jest godne dla nich miejsce. Dobre w tym wszystkim jest i to, że kiedy ludzie spod znaku PO wrócą kiedyś do władzy (a wrócą na pewno), to wówczas z oczywistej zemsty będą chcieli w taki sam sposób rozliczyć swoich wrogów z PiS, z czego podwładni nadprezesa IV RP Jarosława zdają sobie (lub powinni) sprawę. I być to zagrożenie sprawi, że kraść będą przynajmniej w milejszym rozmiarze.

* * *

Jak już jestem przy Z. Ziobro, to muszę pochwalić go również za zamiar wprowadzenia przepisów pozwalających na odbieranie różnym przestępcom majaku, w posiadanie którego weszli droga przestępczą. Odbierane mają być też te dobra, które przestępcy przepisali na bliższych lub dalszych członków swoich rodzin, o co zadba fiskus badający legalność źródeł każdego takiego majątku. Bo nie może być tak, że jakiś „Słowik”, który kierował jedną z najbrutalniejszych bandyckich struktur, po wyjściu z kryminału może sobie spokojnie żyć, jako multimilioner.

Napisz komentarz (0 Komentarzy)

Przez ostatnie cztery dni, w czasie których jakoś nie mogłem zebrać się do napisania czegokolwiek, urodziło się sporo tematów, które warto przynajmniej tylko zasygnalizować, abym mógł w przyszłości przypomnieć sobie, co się kiedyś działo i co o tym wszystkim myślałem. Do zapisywania takich fragmentów czasu bieżącego zmotywowało mnie bardzo uświadomienie sobie, jak bardzo pamięć nam figle płata. A stało się to dzięki temu, ze mam możliwość zapoznawania się z kolejnymi partiami akt procesowych, na przeglądanie których otrzymałem zgodę prokuratury Okręgowej w Świdnicy. Czytając to, co 19 lat temu zostało zapisane, mam okazuję skonfrontować to z tym, co się zapisało na dyskach mej pamięci i konfrontacja ta dla mnie nie wypada zbyt korzystnie. Ale za to z drugiej strony cieszę się, bo gdzieś kiedyś czytałem, że choroba Alzheimera przejawia się tym, iż człowiek w najdrobniejszych szczegółach pamięta wydarzenia sprzed lat, a zapominana o tym, co robił dnia poprzedniego. Nie ma więc tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo ze swego zapominalstwa jestem zadowolony, bo świadczy ono o tym, że nie jest ze mną tak źle, jak mi to niektórzy życzą.

* * *

Nadprezes IV RP Jarosław budując swoją IV Rzeczpospolitą wzoruje się, być może bezwiednie, w co akurat wątpię, na systemie obowiązującym w Rzeczpospolitej Polsce Ludowej, w której się urodziłem i wychowałem. Źle to w oczach nadprezesa wygląda, ale nie miałem na to żadnego wpływu, ani też możliwości wyboru. Zresztą on sam również się w tej Polsce urodził i na dodatek dokładnie w tym samym roku co i ja sam. Jestem nawet od niego o całe 12 dni młodszy. Otóż budując tą swoją Polskę, nie powinien zapominać o służbie zdrowia, która obecnie zdaje się nazywać nie służbą, a ochroną zdrowia. Zmiana nazwy jest bardzo istotna, albowiem w PRL naczelnym zadaniem służby zdrowia było leczenie. W III i IV RP naczelnym zadaniem tej "ochrony zdrowia" jest mnożenie zysku, a więc zdrowie stało się towarem, a pacjenci jedynie nosicielami gotówki. Jeżeli pieniędzy nie masz, to znaczy, że nie jesteś wart, abyś był zdrowy. I tak to wszystko wygląda. Doczekaliśmy więc czasów, kiedy lekarz udaje, że leczy, bo gdyby faktycznie wyleczył, to zamknął by kranik z którego złotówki kapią, a niekiedy lecą wartkim strumieniem. A ten, który musi leczyć za państwową pensję, nic tylko ogląda się, gdzie by tu dorobić w warunkach wyżej opisanych, więc pacjenta z „ubezpieczalni” ma za nic, tak jak i jego zdrowie. Identycznie jest w przypadku „ochrony prawnej”, bo tylko mecenas idiota skutecznie i szybko doradzi lub wybroni klienta, przez co straci możliwość „golenia” go do skóry. Występując jako obrońca z urzędu, marnuje tylko swój czas, który mógłby poświecić na zarabianie „kufereczka złotóweczek”. Dlatego obrońcy z urzędu z reguły wszystkie sprawy koncertowo przegrywają.

* * *

Femme fatale polskiej sceny politycznej, niejaka Krystyna Pawłowicz, przyznała, że zmiana stanowiska PiS w sprawie najnowszego dziecka poczętego organizacji ProLife, czyli ustawy zakazującej aborcji i zakładającej kary dla kobiet, nastąpiła z uwagi na wytyczne Episkopatu, który upoważnił PiS do odrzucenia tego projektu. Jednym słowem projekt ten został abortowany, bo posłowie PiS zmienili zdanie o 180 stopni za jednym pstryknięciem palca panów w czarnych sukienkach, którzy wystraszyli się pań ubranych w taką samą czerń. Tyle, że pań tych było o wiele bardziej więcej, niż to sobie panowie w sukienkach mogli wyobrazić. No i z tego strachu zrobili pod siebie, czego im aktywiści z ProLife wybaczyć nie mogą.

* * *

Krycha dobrze wie, co mówi, więc wyszło szydło z worka, polscy pislamisci wskazują gdzie faktycznie umiejscowiona jest kierownica i kto nią kręci. Zdaje się, że ta prawda ich wyzwoli. Od rządzenia i oby nastąpiło to jak najszybciej. Wygląda na to, że już nikt nawet nie próbuje kryć, iż nadprezes IV RP Jarosław, chociaż sam rządzi polskim parlamentem, panem prezydentem, panią premier i mediami publicznymi, a niedługo sądami i TK, to ma nad sobą znacznie potężniejszego nadzorcę i wskazówkodawcę.

* * *

Aktualny ulubieniec nadprezesa IV RP Jarosława, czyli Mateusz Morawiecki syn Kornela znawcy prawa naturalnego, raczył by ujawnić, że „Jesteśmy w pierwszej dziesiątce najbardziej zadłużonych za granica krajów świata i obsługa tego długu kosztuje 90 mld rocznie”. Wygląda więc na to, ze tak zwany „dług Gierka” to mały pikuś, jak się te długi porówna. No i za długi Gierka w Polsce zbudowano tyle, że gdyby nie On, to III RP nie mając co sprzedawać (i przejadać) dawno by już zbankrutowała.

* * *

Twórca jednej z najgłupszych reform premiera – nieudacznika z czasów AWS, minister z rządu Mariana Krzaklewskiego, który z tylnego siedzenia kierował premierem nieudacznikiem Buzkiem, minister Handke od szkolnictwa, o minister Annie Zalewskiej ma zdanie jak najgorsze. A jest to zapewne efektem tego, że minister Zalewska burzy jego sztandarowe dzieło, czyli gimnazja. Twierdzi zatem ów Handke, że A. Zalewska „Jest wyraźnie niekompetentna, a przy tym irracjonalnie przywiązana do swoich pomysłów. I dlatego jest groźna.” dziwne, ale ja się z tą opinia identyfikuję, chociaż jestem zwolennikiem likwidacji gimnazjów. W czasach kiedy powstawały, głośno o tym – tak jak i SLD – mówiłem i pisałem. Dziś sam pomysł A. Zalewskiej popieram, ale przeraża mnie sposób, w jaki do dzieła, owa prosta nauczycielka ze Świebodzic, przystąpiła, co gwarantuje potworny burdel i straty finansowe.

* * *

Z drugiej strony wcale mnie nie przekonywują lamenty działaczy z ZNP, że likwidacja gimnazjów spowoduje likwidację dziesiątek tysięcy miejsc nauczycielskiej pracy. Jakoś nie słyszałem zapowiedzi, że likwidacja tychże gimnazjów miałaby być połączona z eksterminacją części polskiej młodzieży w gimnazjalnym przedziale wiekowym. Czyli ktoś ich uczyć jednak będzie musiał.

Napisz komentarz (2 Komentarze)

Kilka dni temu odbyłem towarzyskie spotkanie z grupą moich równolatków (kilkanaście osób), aby powspominać dawne dobre czasy (wiadomo: młodość) i ponarzekać na czasy obecne, które zdawałoby się już tak wspaniałymi być nie mogą (wiadomo: widmo starości). Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu spotkałem się z ludźmi, z którymi (w zdecydowane większości, a być może i ze wszystkimi) łączyła mnie wspólna ocena teraźniejszości w jej politycznym wymiarze. Zacząłem się zastanawiać dlaczego? Przecież według krążącego po Polsce przekonania, ludzie w okolicach 70-ki, to z reguły osobnicy określeni niegdyś przez Donalda Tuska mianem moherowych beretów, czyli ludzi, dla których prawdziwym domem jest przykościelna kruchta, gdzie owe moherowe berety jeno o pewnym ojcu w sutannie prawić dowolnie potrafią. A tu masz … nawet się nie było z kim posprzeczać w sprawie nadprezesa IV RP Jarosława i jego przybocznej świty, który dzisiejszą Polskę zbawia ile sił, tak żarliwie, że chyba już niedługo znajdzie ona swoje miejsce w jakimś unijnym kącie lub zgoła w przedpokoju. Spotkanie to mocno podbudowało moje samopoczucie, albowiem dowodnie pokazało mi, że nieprawdą jest, że bardzo bardzo dorosły wiek jest tożsamy z zaściankowością intelektualną, ksenofobią czy innym hura nacjonalistycznym patriotyzmem.

* * *

Kiedy dziś rano kończyłem mój codzienny marszobieg, spotkałem znajomego który od kilku lat walczy o oczyszczenie swojego dobrego imienia i ukarania jednego dosyć prominentnego (jak na powiatowy szczebel) obywatela. Jedne sądy przyznają mu racje, ale po odwołaniu inne orzekają coś odwrotnego i tak w koło Macieju, aż wreszcie uznano, że ów obywatel jest niewinny. Stało się tak w sytuacji, kiedy każdy zdroworozsądkowo myślący człowiek przyzna rację memu znajomemu. Widać sądom w Polsce zazwyczaj brak rozsądku, kiedy skarżącym się jest NIKT, czyli szary obywatel bez żadnych koneksji. Znajomy napisał do Ziobro skargę i już po 4 miesiącach ministerstwo skierowało ją do Sądu Apelacyjnego, a ten zobowiązał Sąd Okręgowy do udzielenia odpowiedzi. Powiedziałem sąsiadowi, że dziwię się bardzo, iż będąc już tak bardzo dorosły (chyba nawet ciut doroślejszy ode mnie) jest taki taki naiwny, bo ja już teraz mogę mu powiedzieć, jaka będzie treść odpowiedzi Sądu Okręgowego. Wiem jak ten system działa i już dawno straciłem wszelkie złudzenia, że jest, lub może być, inaczej.

* * *

W ubiegłym roku grupa byłych już funkcjonariuszy policji (z innego terenu) zwróciła się do mnie o pomoc w sprawie nieprawidłowości jakie ich dotknęły ze strony swych przełożonych, pełniących obecnie, w wyniku niedawnych awansów, wysokie funkcje kierownicze. Pomogłem im w ten sposób, że namówiłem mojego kolegę, jednego z najlepszych telewizyjnych reporterów, aby nakręcił o tym reportaż, w którym owi byli policjanci wystąpili z tzw. odkrytą przyłbicą. Mam to nagranie, ale oprócz mnie i kilku ludzi z TVP, nikt tego nie widział. Zadziałały bowiem „siły nieczyste” w postaci jednego znaczącego biskupa i jednej z prominentnych posłanek PiS, doprowadzając, tuż przed telewizyjną emisją, do zdjęcia reportażu z anteny. No cóż, bywa i tak, bo nec Hercules contra plures, niestety. Koledzy poprosili, abym pomógł im napisać zawiadomienie do prokuratury, co im odradziłem, ponieważ czyny (przestępcze) których się dopuścili, zdążyły już się przedawnić. Po jakimś czasie poprosili mnie znów, abym im pomógł opracować pismo do ministra Błaszczaka, który publicznie opowiadał, że z szeregów Policji wszelką patologię wywali na zbity pysk. Pismo takie napisałem z kolegą z tej grupy (nota bene jeden z najlepszych oficerów CBŚ w kraju), zaznaczając, że zdajemy sobie sprawę, iż rzecz dotyczy czynów już przez prawo nieściganych (aczkolwiek dosyć świeżych), ale etyka, to rzecz w policji święta, a więc wyraziliśmy nadzieję, że minister Błaszczak odniesie się do niedanych awansów, które z uwagi na przepisy, odbywały się poza jego kompetencjami, co nie oznacza, że poza jego ministerialnymi możliwościami. Po jakimś czasie otrzymaliśmy informacje, że sprawa została przekazana do prokuratury w Zielonej Górze, gdzie też wkrótce zostaliśmy wezwani. Byliśmy przekonani, że będziemy przesłuchiwani w charakterze świadków, ale okazało się, że nie. Pan prokurator (były już szef okręgówki, którego minister Ziobro „zdjął” niedawno ze stanowiska) oświadczył, że chce od nas przyjąć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Zatkało mnie, bo przecież w tym piśmie do ministra Błaszczaka wyraźnie napisaliśmy, że chodzi o sprawy etyki, a nie karne, bo karne się przedawniły. Oczywiście jadąc do Zielonej Góry byliśmy przekonani, iż spece z MSWiA dopatrzyli się jednak jakichś ściganych jeszcze czynów, co mówiąc szczerze wprawiło nas w dobry humor. A tu masz …. Oświadczyłem więc do protokołu, że nie składałem i nie będę składał żadnego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa (już nawet nie dlatego, że sam bym się mógł na zarzut narazić) i tak naprawdę nie wiem, w jakim charakterze występuję, jeżeli żadne zawiadomienie o przestępstwie do prokuratury nie wpłynęło. Oświadczyłem że podpisałem pismo do MSWiA, ale w zamiarze spowodowania kontroli wewnętrznej, mającej na celu sprawdzenie, czy wskazani wysocy oficerowie Policji dopuścili się czynów, które z uwagi na ich wysoką nieetyczności powinny ich z szeregów policji eliminować na zawsze. Mój kolega powiedział prawie identycznie to samo, chociaż treści tej absolutnie nie uzgadnialiśmy, bo kiedy ja wychodziłem z pokoju, to on wchodził. Pan prokurator ładnie to zaprotokołował, a po jakimś czasie otrzymałem od niego zawiadomienie, że odmawia wszczęcia śledztwa w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych. Odmawia w sytuacji, kiedy nikt nie złożył zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Odmawia, bez podania jakiejkolwiek przyczyny tej odmowy. I czyni to prokurator, który jeszcze niedawno pełnił funkcję Prokuratora Okręgowego. A może Z. Ziobro miał rację odwołując go z tego stanowiska? Nic mnie już nie zdziwi.

Napisz komentarz (2 Komentarze)